Music ♥

wtorek, 19 kwietnia 2016

Rozdział 12

               Coś we mnie więdnie jak ciebie nie ma. I czuję jakby zatrzymała się ziemia.

Trening się skończył. Wynik remis bo panom z mojej grupki nie chciało się już biegać. Dobre i to. Oczywiście oni traktują to jako zabawę i gdy ja oburzałam się że nie chcą dalej grać śmiali się ze mnie. Udali się do szatni a ja w mokrym stroju musiałam poczekać aż wyjdą. Głupio byłoby tam wejść i jakby nigdy nic przebierać się przy nich. Oparłam głowę o barierki od trybun i czekałam aż przynajmniej połowa opuści miejsce gdzie miałam swoje ubrania. Gdy pomyślałam jak długo się przebierają przeszło mi przez myśl by tak pójść do samochodu ale Neymar nie darowałby mi tego. Oj już widzę jego minę-zaśmiałam się na same wyobrażenie. W końcu gdy poczułam jak ktoś nade mną stoi otworzyłam oczy i ruszyłam nogami w stronę moich ubrań, jak się okazało nie byłam sama a moje ciuchy leżały u Neymara w szafce. NIECH TYLKO TEGO DORWĘ TEGO KTÓRY TO ZROBIŁ-mówiłam pod nosem. Napotkałam spojrzenie dwóch Brazylijczyków i nieśmiało podeszłam pod szafkę w nr 11.
-Co one robią w twojej szafce?-uniosłam brew znacząco na Daniego
-to nie ja-uniósł ręce w górze poddania
-a kto Święty Mikołaj?-zaśmiałam się a po mnie dwóch Brazylijczyków.
-czemu zawsze mnie podejrzewasz?-zaśmiał się głośniej
-bo tylko ty jesteś aż  tak szalony by coś takiego zrobić-cmoknęłam ustami w stronę Alvesa
Chwila ciszy i Alves się ulotnił. Zaśmiał się i pod moim ukrytym spojrzeniem przekazali sobie coś na ucho z TYM DRUGIM BRAZYLIJCZYKIEM.
-to może ty mi powiesz kto to?-spojrzałam na zamykające się drzwi od szatni
-to ja....-dodał cicho- to ja je schowałem....
Nic nie odpowiedziałam, nawet gdybym tak to bym wybuchła
-po co?!-niemalże krzyknęłam
-bo chciałem.....-nie dokończył i dał mi moje ciuchy
Stanęłam osłupiała. Musiałam policzyć do 132425345657 by otrzeźwieć. Coraz bardziej mnie zadziwiał, jego zachowanie było dziwne....ba bardzo dziwne.
Wzięłam je od niego i w dziwnej ciszy zaczęłam się "ogarniać"
Gdy chciałam coś powiedzieć Neymara już nie było. Wyszedł. A mnie bolało jego oschłe zachowanie najpierw się śmieje później się smuci bo on je schował i bez słowa wychodzi. Szybko się przebrałam w coś wygodnego i wyszłam z szatni. Skierowałam się w stronę parkingu i czerwonego Ferrari. I tak jak przypuszczałam czekał na mnie oparty o samochód zawsze tak robił jak coś przeskrobał albo coś głęboko przeżywa. Przede mną nic nie ukryje. Spuściłam torbę na ziemię i nieoczekiwanie miałam bardzo poważny powód spytać go wprost
-może teraz powiesz mi co ci jest? co znaczą te schowane ciuchy i twoje mega-specjalnie przeciągnęłam-zachowanie?-spojrzałam z ukosa na niego
-nic nie znaczą-wzruszył ramionami
-taaaak na pewno-pokręciłam głową- mów bo inaczej nie ręczę za siebie
-Chciałem sprawdzić...czy-jąkał się
Słyszycie to? PAN NEYMAR JR jąka się w mojej obecności.
-Da Silva!-krzyknęłam-dokończ!-próbowałam nie wybuchnąć ale ten człowiek doprowadził by nawet bombę do przedwczesnego wybuchnięcia
-i tak byś nie zrozumiała-mruknął pod nosem
-czego Neymar!-mój ton głosu znowu się podniósł
-tego co zrobiłem...-westchnął
-To mi powiedz przecież nic ci nie zrobię...nie zmienię o tobie zdania bez względu na wszystko...-teraz to ja ucichłam a on się ożywił
Chciał coś powiedzieć ale się powstrzymał. Teraz to ja musiałam wkroczyć do akcji. Podeszłam do niego bliżej niż chciałam i spojrzałam w jego ciemnobrązowe tęczówki
-powiedz....to jakaś zła rzecz?-spytałam ironicznie
-tak.. nie...to było głupie-kręcił głową
-zaczynam się bać....o co chodzi Ney?-pierwszy raz użyłam zdrobnienia jego imienia, uznałam że tak szybciej wydusi to z siebie i serce paliło się by to powiedzieć i *pstryk* stało się.
-wiesz....-zaczął-zrobiłem to bo chciałem sprawdzić czy jeszcze tu jesteś ze mną, czy gdzieś nie uciekłaś nie wyjechałaś daleko stąd-gdy to mówił zrobiło mi się jakoś tak ciepło w sercu, czy on właśnie wyznał że lubi moją obecność, że boi się że zniknę, wyczuwałam w tonie jego głosu troskę.
-Ney...Neymar-poprawiłam się- to nic takiego-zagryzłam wargę-jeśli chodzi o mój powrót to...to jeszcze dużo czasu zostało-niespełna 10 dni-nie martw się o to, daleko nie wyjadę ale do tego czasu będziesz miał mnie dość i szybciej odeślesz mnie sam niż sama wyjadę-teraz musiałam się zaśmiać i tak jak to bywa Brazylijczyk też. Atmosfera wróciła do normy a ja w między czasie słuchania radia nadal przeżywałam to co mi powiedział kilka minut temu. Było coś w jego oczach coś co mnie mocno zdziwiło, wcześniej takiego czegoś nie widziałam u niego. Od samego początku wszystko co było z tą sprawą związane  wydawało mi się mega dziwne. Oczywiście Brazylijczyk(jak to u niego bywa) musiał zacząć się popisywać że umie dosłownie każą piosnkę w radiu i skończyło to się tak że ja uczyłam się od niego tekstów które umiał i na koniec objechał jeszcze raz miasto bym razem z nim śpiewała każdą(znaną mi już) piosenkę. Śmiałam się jak głupia między tekstami, bo to co wyczyniał Ney było niedopisania. Po pierwsze śpiewał na całe gardło po drugie miał głośnik na ful(współczuję sąsiadom) i po trzecie i najgłupsze uczył mnie tekstu tych piosenek, tak mu się to spodobało że jeździliśmy tak długo przez miasto póki nie nauczył mnie wszystkich i nie zaczęłam z nim śpiewać. I z mojej perspektywy wyglądało to komicznie oj nie...przekomicznie. Gdy w na koniec leciała jakaś angielska piosenka on umilkł i wykorzystałam okazję by teraz udoskonalić jego angielski bo z tego co moje źródła mówią cytuje "NEYMAREK WSTYDZI SIE MÓWIĆ PO ANGIELSKU". Leciała oczywiście ostatnio ulubiona moja i jak mniemam mojego kierowcy piosenka. Musiałam to zrobić, on cały czas uczył mnie swoich ulubionych to ja teraz się odegram tylko u mnie z lepszym skutkiem bo oboje ją bardzo ale to bardzo lubimy i jedno z nas nie boi się mówić po angielsku. Oczywiście zwrotkę zaczęłam ja a refren razem i tak w kółko aż w końcu Neymar śpiewał całą piosenkę tak jak powinien może nie idealnie ale przy mnie się nie bał śpiewać. Wychodziło mu to całkiem nieźle, ten angielski akcent w jego ustach brzmiał tak że mogłam odpłynąć, pasował do niego i dziwiłam się czemu nie odzywa się częściej właśnie w tym języku. Co jak co ale dla mnie się starał ale wcale nie musiał i to doceniałam. Gdy skończyła się piosenka skończyła się także trasa. Dojechaliśmy do domu. Neymar zaparkował auto i skierował się do bagażnika po torbę. Wyszłam z pojazdu i pomaszerowałam do drzwi. Dopiero teraz na własnej skórze poczułam jak dzisiaj grzeje. Byłam cała mokra, nie tylko od gry ale właśnie od pogody. Rzuciłam lekki uśmiech w stronę Rafy i pobiegłam na  górę "ponownie" się przebrać. Wyjęłam z walizki coś w czym mogłam oddychać i  związałam włosy w koka. Czułam że teraz nie powinno mi być już aż tak gorąco. Chyba że na czyiś widok...ciiii-klepnęłam się w głowę. Zeszłam na dół zdziwiona usłyszanymi krzykami dochodzącymi z jadalni. Błądziłam wzrokiem po pomieszczeniach i nie musiałam ich szukać bo to oni znaleźli mnie.
-Ona siedzi koło mnie!-dodał Brazylijczyk
-Nie bo obok mnie-dorzuciła swoje 3 grosze Rafa
Zarzuciłam ręce na pierś i stanęłam czekając aż się uspokoją. Słyszeliście to bo ja aż za dobrze. Kłócą się o to koło kogo usiądę. To dopiero cyrk przecież nie jestem rzeczą i nikim wielkim by się "kłócić" koło kogo usiąść. Głośno chrząknęłam bo oto tamta dwójka nawet mnie nie zauważyła.
-jesteście jak dzieci-rzuciłam w ich stronę- i obok żadnego z was nie usiądę-wytknęłam w ich stronę język i się zaśmiałam. Zanim wszystko już było gotowe do posiłku przyszedł jeszcze Jota i to koło niego usiadłam gdy wyjaśniałam bratu tej dwójki o co się kłócili oboje śmialiśmy się jak opętani. Oczywiście żadne z dwójki rodzeństwa nie było zadowolone że nie wybrałam jednego z nich ale cóż "Wszystko ma swoją cenę". Po skończonym posiłku wyszłam do ogrodu, spytałam Marcelę czy mogłabym jej w czymś pomóc ale ona z szerokim uśmiechem odpowiedziała że nie i tak zawsze dużo pomagam najwięcej z całej czwórki. Zaśmiałam się i stwierdziłam że pójdę nic nie robić, czyli ogród. Znalazłam wolny leżak po parasolem i jednocześnie blisko basenu i skierowałam swoje nogi właśnie w jego stronę. "Rozłożyłam się" na nim i zamknęłam oczy ciesząc się czasem wolnym. Gdy błądziłam myślami wokół bruneta  poczułam na twarzy coś mokrego gdy się ocknęłam przywitała mnie szczęśliwa mordka Pokera. Zaśmiałam się i próbowałam lekko się podnieść spod liżącego języka szczęśliwego pieska. Poker zaczął radośnie machać ogonkiem co znaczyło dla mnie że mam się z nim bawić. Mały przyniósł mi gumową piłeczkę i wiedziałam że miałam mu rzucić i tak zrobiłam. Poker latał jak sprinter i przynosił patyk jeszcze szczęśliwszy. Po 1h biegania w tą i z powrotem rozłożył się u moich stóp. Był to cudowny widok, słodki i przeszczęśliwy pies leży na moich nogach i tak spokojnie oddycha....mogłabym mieć takie zabawy z nim codziennie. Jednak to niemożliwe, wyjadę za 10 dni i nie wiem kiedy ponownie się z nim zobaczę....ze wszystkimi STOP! Nie chcę się smucić tym że opuszczę tych cudownych ludzi i przesłodkiego psa....nienawidzę wyjeżdżać od ludzi z którymi się zżyłam, ba bardzo zżyłam. Wybiłam sobie tą myśl z głowy i oparłam  miękko głowę o leżak. Muszę cieszyć tym czasem bo prędzej czy później wyjadę stąd i nie pozostało mi nic innego niż czerpać z każdego dnia tak dużo jak się da. Z tą myślą mogłam spokojnie wygrzewać się na cudownym słońcu. Ale jak to u mnie bywa "opalanie" długo nie potrwało. Słońce zaczęło mnie palić, gdy spojrzałam na zegarek zobaczyłam godzinę 15.00 leżałam na słońcu 2h!. Szybko przesunęłam się w cień i spojrzałam na swoje ciało, było całe czerwone. Spaliłam się, brawo Celia!. Gdy chciałam coś wziąć ledwo co ruszałam kończynami, doigrałam się. Weszłam do domu przez ogrodowe drzwi i usiadłam na najbliższej sofie. Byłam cała czerwona, wszystko mnie bolało, ja to dopiero mam mózg-klepnęłam się głowę. Gdy sobie pomyślałam że nie będę mogła się na razie ruszyć przeklęłam się pod nosem. Już widzę rozbawioną minę Neymara, teraz dopiero będzie miał ubaw ze mnie. Dźwignęłam się z całych sił by się podnieść i ruszyć do swojego pokoju ale gdy próbowałam złapać się schodów ktoś wpadł na mnie z hukiem. Zgadnijcie kto? PAN SZANOWNY PIŁKARZ. Upadłam na plecy a nade mną zawisł Brazylijczyk. Miął szeroki uśmiech jakby nic właśnie się nie stało, coraz bardziej nie lubię tego uśmieszku. W końcu wstał i podał mi rękę, i teraz podać mu i pokazać grymas bólu na mojej twarzy czy przeżyć jeszcze większy ból samemu wstając? Podałam mu rękę i z lekkim grymasem stanęłam znowu na nogi.
-Zawsze na ciebie wpadam-zaśmiał się i podrapał się po karku
-a ja zawsze wtedy obrywam i mam siniaki-poczułam znowu ból na całym ciele
-boli cię coś?-dotknął mojej ręki a ja ją szybko odsunęłam, na co brunet podszedł bliżej
-nie tylko trochę od upadku ale to nic-machnęłam ręką i odsunęłam się
-przecież widzę....-dodał zażenowany
-Nic mi nie jest...-weszłam  na pierwszy stopień schodów a brunet był szybszy i złapał mnie za nadgarstek
-nie chciałem tego....-powiedział niepewnie
-przecież wiem....-lekko się uśmiechnęłam- tylko następnym razem jak będziesz chciał na kogoś wpaść to nie na mnie..-roześmiałam się i próbowałam oderwać jego dłoń od mojej
-dziwnym trafem to zawsze ty...-szepnął
Zeszłam przez jeden stopień i teraz staliśmy twarzą w twarz. Chrząknęłam na jego dłoń trzymający mój nadgarstek. On szybko puścił i splótł ręce tak że nadal miał je przede mną. Neymar spojrzał na mnie szybko i gdy on poszedł do ogrodu ja musiałam znaleźć miejsce gdzie będę mogła odetchnąć i co najgorsze nic nie będzie mnie bolało. Moje niedoczekanie, sekundę później na moje łóżko wpadła ekipa Katalończyków w składzie Dani , Raf, Geri, i na końcu Leo, ten ostatni jako jedyny chyba udaru ala "kataloński" nie dostał. Pozostała czwórka "walnęła się" na moje łóżko i zaczęli mnie szturchać po moich obolałych kościach. Próbowałam nie pokazywać że coś mnie boli ale im nic nie ujdzie płazem
-Celia co ci?-spytał z nieoczekiwaną troską Dani
-nic, mieliśmy z Neymarem pewien wypadek-westchnęłam- spokojnie-pokazywałam rękami- wpadł na mnie i tyle-odetchnęłam próbując lekko się podnieść
Przytaknęli że rozumieją i zapanowała cisza, która nie trwała długo bo zachciało im się skakać po moim łóżku*nie wyobrażajcie sobie tego bo padniecie, i tu nie mogłam się powstrzymać od bólu.
Zrzucili kołdrę na dół i zobaczyli moje całe czerwone(biedne) ciało. Zaśmiali się jak głupki, następnie zrobili duże oczy.Pokazałam im żeby się nachylili i musiałam zebrać siły by przesunąć się pod ciężarem 3 piłkarzy
-Spaliłam się na słońcu i wszystko mnie boli..-lekko syknęłam gdy Dani przetarł się o moją skórę siadając koło mnie. Szepnął ciche przepraszam a ja odchyliłam się z bólem na postawę siedzącą.
-Nie mówcie nic Neymarowi-dodałam cicho- bo będzie żle-zaśmiałam się jak dziecko to słońce źle na mnie wpłynęło- a tak na serio to będzie mnie traktował jak księżniczkę-machnęłam ręką i wywróciłam oczami- muszę trochę poleżeć w cieniu i się balsamem nasmarować który jest tam-pokazałam na walizkę. Rafa poruszył brwiami za co dostał poduszką po głowie. Podał mi do ręki a mi było głupio prosić by któryś  z nich zaniósł mnie na dół.
-Geri?....-spytałam odkrywając się-mógłbyś no wiesz...pomóc mi zejść na dół?-podrapałam się po czole
-czyli mam cię znieść tak?-uśmiechnął się- mów po prostu a nie owijasz w bawełnę, jesteśmy w końcu przyjaciółmi-podszedł do mnie i wziął mnie na ręce. Gdy zeszliśmy schodami Geri ostrożnie ułożył mnie na kanapie. Otworzyłam krem przeciwsłoneczny i podniosłam ręce by zacząć się smarować ale moje obolałe kończyny uniemożliwiły to, miotałam się jak głupia by chociaż lekko dotknąć dłońmi obolałych miejsc. Chłopaki byli w ogrodzie i wnioskowałam z krzyków śmiechu że grają w dziadka. Mi nie było do śmiechu bo nie mogłam być tam z nimi a w dodatku ledwo się ruszałam. Gdy chciałam kogoś zawołać z kuchni poczułam czyjeś niepewne dotknięcie dłoni na moich plecach. Poczułam kogoś przyspieszony oddech który wywołał u mnie gęsią skórkę.
-mogłaś od razu powiedzieć...-szepnął mi na ucho a mnie przeszedł kolejny dreszcz, teraz taki jaki uwielbiałam
-co miałam powiedzieć, spaliłam się i nie mogę się ruszać?-zaśmiałam się nerwowo. Siedziałam odwrócona do niego plecami, nagimi plecami
-wtedy nie łapał bym cię na nadgarstek i byłbym delikatniejszy...-dodał cicho
-to moja wina, tak dobrze mi się leżało że nawet nie poczułam jak bardzo słońce mi przygrzało-dodałam lekko się śmiejąc pod nosem
-wiesz że jesteś niemożliwa prawda?-jego kąciki ułożyły się w szyderczy uśmiech, teraz ten uśmiech pociągał mnie i to cholernie.
-Nie musisz mi przypominać jaka głupia jestem-uśmiech przeszedł na mnie
-Tego nie powiedziałem....-spojrzał na mnie- po prostu jesteś......-nie dokończył tylko wziął krem do rąk i zaczął rozsmarowywać je po moich plecach. Złapałam jego dłonie
-jaka? dokończ...-westchnęłam-nie musisz mówić tego co oboje wiemy że niezdara również ze mnie-roześmiałam się
-jesteś nieobliczalna  to chciałem powiedzieć-pokiwał głową
-to coś nowego- uśmiechnęłam się mimowolnie
Zaczął jeździć palcami  po moich kończynach, rozpływałam się....czy musi zawsze być taki idealny?. Wychodziło mu to niesamowicie dobrze, zagryzłam wargę gdy zbliżał się do czułych miejsc*u mnie to ramiona, te obolałe oczywiście. Gdy skończył kazał wyciągnąć nogi.
-Z nogami już sobie sama poradzę...-lekko się poruszyłam i poczułam ból
-nie ruszaj się bo będzie jeszcze bardziej cię bolało-szepnął- to bez różnicy ramiona czy stopy....nie możesz się ruszać a te cioty tłuką się w ogrodzie-zaśmiał się  i nalał sobie na dłonie krem
-na serio nie musisz.....-dotknęłam jego rękę delikatnie- nie chcę być ciężarem....-przesunęłam się a nogi postawiłam na podłogę. Brunet uniósł brwi i ułożył je tak jak wcześniej.
-Zosia samosia-wytknął mi język i zaczął smarować
Odpłaciłam się tym samym po czym oboje się zaśmialiśmy. Miał delikatnie i czułe ręce, urodzony masażysta. Oczywiście pan masażysta nie wiedział że na stopach mam gilgotki, gdyby się dowiedział źle by się to dla mnie skończyło. Ich 5 kontra  ja jedna szanse na wygraną   -100%. Po skończonej pracy byłam lekko zaczerwieniona że to właśnie on robi takie coś co przez innych mogło być odebrane dwuznacznie.
-Teraz masz leżeć i się nie ruszać dobrze-bardziej stwierdził niż zapytał
-tak panie-zasalutowałam ze śmiechem na co on pokręcił głową i poszedł do kuchni. Nie wychodził z niej przez 20 min i już sama chciałam tak jakoś do niego zajść choćby na czworaka. Wyszedł z pełną tacką a na niej dwa pucharki z lodami i obok 2 szklanki z sokiem, pewnie jakimś z owoców leśnych. Postawił to przede mną a ja wybuchnęłam nieopanowanym śmiechem. On zdziwił się i podał mi pucharek a drugi wziął dla siebie
-i to robiłeś prawie przez 30 min?-śmiałam się z łyżeczką w buzi
-starałem się- machał łyżeczką-doceń to-lekko szturchnął mnie łokciem
-doceniam panie kompozytorze smaków- mogłam nie wręcz musiałam docenić jego ciężką pracę-fajnie by to brzmiało gdyby to nie był Neymar. Ale tak serio zdziwiłam się że zrobił to dla nas i zrobiło mi się tak jakoś ciepło w duszy że poznałam takiego kogoś jak Neymar. Jedliśmy w ciszy ale to była taka miła cisza, rozkoszowałam się efektem pracy Neymara i choć mu tego nie powiedziałam zrobił na mnie duże wrażenie. Tak jakbym......dobra STOP!-wybiłam sobie tą myśl z głowy tak szybko jak zawitała. Skończyliśmy jeść i pozostał nam sok.
-z czego zrobiłeś ten sok?-uniosłam szklankę by zgadnąć
-z mojego ulubionego owocu który pochodzi z Brazylii i Marcela co jakiś czas przywozi go z stamtąd-dodał dumnie
-specjalnie dla ciebie?-zapytałam
-tak, nie proszę jej o to ale  wie że je uwielbiam ,sama nieraz używa ich do dań-uniósł szklankę do ust i wziął łyk soku. Ja zrobiłam to samo, oblizując usta przymknęłam oczy gdy przypomniałam sobie ten smak już wiedziałam
-jagody acai-szepnęłam- kocham je-oblizałam jeszcze raz usta
Zrobił duże oczy i szeroko się wyszczerzył czym ukazał swój fioletowy język. Dopiłam resztę i postawiłam szklankę z powrotem na tackę. Usiadłam(próbowałam) usiąść po turecku ale skończyło się na tym że omal nie spadłam z kanapy. Brunet pomagał mi gdy prawie się przewracałam. Poszedł odnieść tackę i po chwili wrócił i siadając koło mnie włączył jakiś film. Gdyby nie moje poparzenie to pewnie teraz ganialibyśmy za piłką razem z naszymi przyjaciółmi. Nie wiem co takiego on wziął ale to że ze mną siedział podobało mu się.
-słuchaj...jak chcesz możesz iść do nich poradzę sobie...-rzuciłam w jego stronę
-poradzisz?-zaśmiał się
-mam myśleć że bierzesz mnie za nieporadną?-uniosłam brwi
-nie to chciałem powiedzieć.....wolę tu być z tobą niż z nimi-powiedział cicho
Zagryzłam lekko wargę i poklepałam miejsce obok by usiadł.Wpatrywałam się w ekran gdy poczułam miękkość ramiona na swoim karku. Oparłam głowę o jego  ramię i wyglądało to tak jakbyśmy no wiecie.....ale mi się to bardzo podobało. Mogłabym tak siedzieć z nim zawsze, jego miękkie ramiona otulające moją szyję, dłonie głaszczące włosy...STOP! o czym ja myślę. Siedzieliśmy tak jego ramiona otulały mój kark a ja opierałam swoją głowę o jego muskularne barki. Nie potrzebowałam oparcia by czuć jego ciepło, on nim był. Nigdy mu tego nie powiem ale mega mnie pociąga.  Był idealny, muskularny i miękki tors, delikatne i czułe dłonie i moja głowa spoczywająca na jego barkach a co najważniejsze wcale mu to nie przeszkadzało, tym bardziej gdy próbowałam się lekko odsunąć obejmował mnie tak że nie miałam sił by go odepchnąć. Wcale nie chciałam go odepchnąć NIGDY NIE BĘDĘ CHCIAŁA. Film nie był zbytnio ciekawy więc w pewnym momencie zamknęłam oczy. Moja głowa wciąż spoczywała na barkach Brazylijczyka. W końcu poczułam że ktoś wszedł do domu. Wyczuwałam tu Katalończyków i nie myliłam się. Stanęli z szerokimi uśmiechami gdy zobaczyli nas oboje śpiących i tulących się do siebie nawzajem. Otworzyłam oczy dopiero wtedy gdy któryś z nich specjalnie ale to specjalnie chrząknął(dostaną za to). Neymar popatrzył na mnie i wywrócił oczami. Wiedziałam że to o nich chodzi, nie oderwał się ode mnie ale powitał mnie uśmiechem. Stwierdziłam że aby uniknąć zbędnych pytań chłopaków powinnam się zmyć, już bym widziała ich głupie  pytania i te pełne zaciekawienia uśmieszki*za często je widziałam i jak na jeden dzień wystarczy. Wstałam(próbowałam o własnych siłach) z kanapy by pójść nad basen  ale stwierdziłam że lepiej będzie jak pójdę na taras, po pierwsze nie ma tam takiego wielkiego słońca i jest parasol a po drugie jest duży i mam pełen widok na ich wyczyny(to drugie jest mało pomocne, bo jak się uprą to przyjdą po mnie i wrzucą do basenu). Tak jak zaplanowałam tak stwierdziłam ba...... nie udało się. Cała czwórka złapała mnie i zaprowadziła nad basen. Bo jak nie oni to kto?-zaśmiałam się pod nosem. I tak się stało, posadzili mnie na leżaku w cieniu a sami wskoczyli do basenu chlapiąc wszystkich dokoła, w tym mnie i Neymara. Brazylijczyk śmiał się póki nie ochlapali go wodą, całego. Ich wygłupy zamieniły się wodną bitwę katalońskich piłkarzy.  Teraz to ja miałam ubaw, bolał mnie brzuch od krzyku by mnie nie chlapali i od śmiechu bo zachowywali się jak dzieci, zastanawiałam się co brali zanim tutaj przyszli. Ten narkotyk to ich natura, tacy są naprawdę. Gdy znudziło im się chlapanie, wyszli z wody po mnie, chroniłam się rękami ale marne miałam szanse przeciwko dwóm silnym Katalończykom w składzie Pan duże dziecko Gerard ciągle śmiejący się  Pique i Pan Szalony Dani Crazy Alves. Wzięli mnie na ręce i zmierzali w stronę wody, tylko nie to. Śmiali się jak głupi myśląc czy mnie wrzucić czy nie. Mi nie było do śmiechu, po pierwsze jeszcze skóra mnie piekła a po drugie znalazłbym się ponownie w wodnej bitwie. Czekali tylko na to by wszyscy wzięli w niej udział. Gdy zerknęłam okiem w stronę bruneta on ściągał właśnie mokrą koszulkę i przyszedł do nas już bez niej. Dobrze że skórę miałam czerwoną bo inaczej wydały by się moje lekko zaróżowione policzki na jego nieziemski widok. Brunet usiadł na brzegu basenu mocząc nogi. Ja wsiałam na ramionach "braciszków" i modliłam się by tego nie zrobili a on czekał tylko na to bym tam wylądowała
-Geri...-powiedziałam przymilnie- nie rób tego no-nalegałam
-o nie kochaniutka, teraz będziesz się z nami bawiła a nie lać z naszych arcy poważnych wodnych bitew-zaśmiał się i prawie wrzucił mnie do zbiornika z wodą
-Dani ratuj-powiedziałam szeptem
On pokręcił głową i zatarł ręce
-chłopaki no!-waliłam rękami w jego ramiona, próbowałam się ratować
-co zrobisz jak cię puścimy?-unieśli o dziwo wszycy brwi
-nie wiem wszystko co chcecie...prawie wszystko tylko mnie puść-powiedziałam głośniej czując mokre ręce na moich stopach
Nic nie odpowiedzieli ale spojrzeli na siebie znacząco-zdałaś test-wyszczerzył się jak klaun
I BUM zanim się obejrzałam wrzucili mnie do basenu.

wtorek, 12 kwietnia 2016

Rozdział 11

                                    Na szczęście pracuje się całe życie. A na nieszczęście sekundę

Dopiero po zamknięciu drzwi od pokoju zrozumiałam co stało się na korytarzu. Puknęłam się 100 razy w głowę po tym co pomyślałam sobie o jego uśmiechu. Czy on zawsze taki był? robił jedną minę i ode chciało mi się spać. A gdy tylko ujrzałam swoje łóżko przypomniałam sobie że pragnęłam tylko i wyłącznie snu. A tam pragnęłam tylko jego. Działał tak na wszystkie pewnie i na mnie też działa. Tylko ci.....nic nie wiecie. Otóż usnęłam patrząc na zegarek z godziną 0:00. No super. Nic mi się nie śniło. Jedynie przebłyski meczu  i krzyków na stadionie. Nie wiem co one znaczyły i lepiej się nimi nie przejmować. Co jak co ale w końcu zapadłam w błogi stan z którego już nikt mnie nie wybudzi. Do czasu. Usłyszałam jak ktoś krząta się po pokoju i szuka czegoś. Jakąś niewiadomą siłą otworzyłam oczy i ujrzałam swoją współmieszkankę. Szukała jak mniemałam swojego fullcapa którego wczoraj zostawiła na balkonie. Widzicie nie muszę widzieć by pamiętać gdzie zostawiła swoje rzeczy. Oczywiście będę taka kochana i powiem jej gdzie go znajdzie.
-Tam-pokazałam palcem unosząc go ponad pościel,  z uśmiechem na poranek lepiej rozpoczyna się dzień zasada dobrego wstania prawą nogą ala -Celia Montez.
-Dzięki-dodała widząc swoją czapkę na balkonie
Ja niechętnie usiadłam na swoim łóżku i układałam sobie w głowie co na siebie dzisiaj założyć i z racji tego że później idziemy do Leo. Wybrałam sobie coś wygodnego i ruszyłam do łazienki, gdzie zajęła mi ona ok 30 min. Tak dla odmiany dłużej mogłam się przyszykować. Niekiedy mamy tak że chcemy się ładnie ubrać umalować no wiecie o czym mówię. Ja mam tak dzisiaj nie wiem czemu. Może po wczorajszych słowach Neymara? Tak czy siak dobrze się czułam. Po wyszykowaniu się nałożyłam na siebie beżowego fullcapa i poprawiając włosy w lustrze po czym byłam gotowa. Zeszłam na dół gdzie ujrzałam Marcelę przygotowującą śniadanie w ogrodzie. Przyciągały mnie te piękne zapachy. Daniom Marceli lepiej nie odmawiać ale powiem wam że się nie da ona po prostu gotuje tak że nie odmówisz. No nie odmówisz. Już mi się na żarty zbiera. Oblizałam delikatnie wargi i zaglądnęłam do kuchni gdzie leżały świeże pomarańcze gotowe do wyciśnięcia. Pewnie to Neymara pomysł bo on gdy jedzie na trening musi wypić coś świeżego i pełnego witamin, sok z świeżo wyciśniętych pomarańczy idealnie się do tego nadawał. A właśnie gdzie Neymar? Chwilę postałam i pomyślałam że pewnie śpi bo on nie lubi jak ktoś go budzi. Jednak warto zapytać.
-Neymar już wstał?-spytałam bardziej niepewnie niż stwierdziłam
-oj wstał już, pojechał gdzieś  z samego rana bo miał coś do załatwienia-dodała  zajęta przygotowaniem
Gdy chciałam coś powiedzieć ktoś zasłonił mi oczy. Próbowałam rozpoznać  i wypowiedziałam to z uśmiechem na ustach-Rafa!-stwierdziłam
-Mam babskie dłonie-spytał męski głos
Moje pudło
-Neymar?-spytałam gdy rozpoznałam głos
On odsłonił mi oczy i zobaczyłam go. Wypuściłam powietrze z ust gdy zobaczyłam jak wyglądał z samego rana. Miał biały bezrękawnik  na sobie i czarne krótkie szorty. Przez białą koszulkę było widać dobrze umięśnioną klatkę owszem również jego wszystkie tatuaże i aż pragnęłam ich dotknąć oraz przyznam się wam chciałam być jednym z nich. Od razu wybiłam sobie to z głowy i wróciłam do osoby stojącej przede mną a nie jego tatuaży i własnych pragnień.
-Nie  masz-zaśmiałam się- ale myślałam że tak szybko nie wrócisz GDZIEKOLWIEK byłeś-dodałam
-Tak szybko ode mnie nie uciekniesz-pstryknął mnie w nosek zadziornie i poszedł w stronę kuchni, gdzie Marcela chodziła w tą i we wtą by wszystko było gotowe na czas. Zanim pomyślałam o tym czy aby nie przycisnąć Marceli gdzie o to PAN NEYMAR się podziewał lecz zobaczyłam że osobnik stojący tuż na moim horyzoncie jest bez koszulki i to sobie odpuściłam. Robiłam coś znacznie głupszego, stałam tam i wpatrywałam się w niego jak głupia. Nie zrobiłam kroku póki ktoś mnie nie szturchnął przechodząc koło mnie, była to Rafa. Jakby mnie nie widziała i szła w stronę kuchni, wiecie po co? po sok z pomarańczy który Neymar sobie sam wyciskał teraz. Chwila co? Sam? Sok? Nie no aż przetarłam oczy. Oblizałam usta zrobił mi apetyt na ten sok. Zaśmiałam się pod nosem bo Brazylijska szła jak opętana po ten sok. Zerknęłam w ich stronę i widziałam że Neymarowi nie spodobało się fakt że siostra wypiła sok za niego, tak dobrze czytacie własna siostra przechytrzyła brata. Pokręciłam w niedowierzaniu głową i postanowiłam zawlec swoje 4 litery w ich stronę. Gdy dochodziłam dziewczyna doskoczyła do mnie i przywitała mnie całusem w policzek. Szepnęła mi na ucho w jej stylu że później pogadamy. Ja oczywiście nie wiedziałam o co chodzi i spojrzałam na minę zawiedzionego piłkarza. Zaśmiałam się pod nosem i wzięłam do ręki jedną pomarańcz po czym wycisnęłam z jej  sok i postawiłam przed nosem Brazylijczyka. Gdy zerknęłam na jego minę, zobaczyłam cwaniacki uśmiech. Odwróciłam się na krześle i wyszłam z pomieszczenia. Gdy szłam w stronę ogrodu dogonił mnie brunet. Oczywiście uniosłam brew, bo myślałam że tuż po wypiciu jedzie na trening. On stanął przede mną i wyjął zza pleców pełną szklankę z sokiem z pomarańczy. On jest niemożliwy. Gdy nie mogłam powstrzymać uśmiechu on również pokazał swoje białe zęby w szerokim uśmiechu. Nie wiedziałam co powiedzieć
-Dzięki-zaśmiałam się-nie musiałeś-westchnęłam wesoło i upiłam łyk ze szklanki
Uśmiechnął się po raz drugi że aż sama mi się morda cieszyła. On tak potrafił. Gdy Brunet na chwilę poszedł po coś, wypiłam resztę szklanki i ją umyłam. Marcela będzie miała jeden kłopot mniej. Gdy odwróciłam się przodem do drzwi napotkałam spojrzenie Neymara czekającego z torbą. A no tak trening. Skierowałam nogi w drugą stronę ale piłkarzyna był szybciej i mnie złapał za nadgarstek.
-Gdzie się wybierasz?-spytał z cwaniackim uśmiechem
-po torbę...-liczyłam na to że się nabierze
-otóż zrobiłem to za ciebie, Celia-wystawił mi przed nos moją torbę a w środku pełne wyposażenie od korek po strój....Co on.. grzebał mi w ciuchach? Tak miałam w swojej walizce strój do grania i korki ale gdy zobaczyłam to co oni wyczyniają na boisku schowałam go w głąb walizki.
-Dzięki...-mruknęłam pod nosem-nie musiałeś na serio-rzuciłam w jego stronę
Przeszedł koło mnie bez słowa i wyszedł z domu. Uraziłam go czymś? Zawiesiłam na ramieniu swoją torbę rzuciłam szybkie cześć do Marceli i wyszłam do samochodu. Oczywiście brunet stał oparty o maskę i czekał aż dojdę do niego. Ja z lekkim zdziwieniem stanęłam koło niego. Neymar spojrzał na mnie i zaśmiał się cwaniacko do mnie.
-Wybacz ale nie mogłem tak dłużej-śmiał się jak opętany
-Co to miało być?-prawie krzyknęłam-myślałam że cię obraziłam czy coś...a ty-pokazałam na niego palcem na co on szybko go złapał i zamknął w swojej dłoni
-Chciałem coś zobaczyć i udało mi się-mrugnął okiem i wsiadł do samochodu
Musiałam policzyć do 10
Nadal nie wiedziałam o co mu chodziło. Wsiadłam od strony pasażera i buzowało we mnie jak na Camp Nou po straceniu gola.
-O co ci chodziło?-zapytałam z nutką irytacji
-potwierdziły się moje pewne przypuszczenia-dodał z uśmiechem. Za chwilę go uduszę za ten uśmieszek. Czy on nie mógł tego normalnie okazać? Nie to jest Neymar Jr tego nie ogarniesz. Oj Celia-zaśmiałam się sama z siebie.
-Jakie przypuszczenia?-bardziej mnie to wkurzało
-Już żadne- machnął ręką-za dużo chcesz wiedzieć-rzucił jadąc do ośrodka treningowego
Ja nie odezwałam się przez resztę drogi. Nie podobało mi się to że coś ze mną pogrywa. Tym bardziej że ja byłam świadoma, a on robił to tak że o niczym nie wiedziałam. Normalnie agent 007 się znalazł-parsknęłam w duchu. Da Silva 3:0 dla ciebie. Dojechaliśmy w ciszy. I tak samo wysiedliśmy. Ale znając siebie nienawidziłam takiego czegoś i musiałam to z niego wydusić.
-Będę cię tak długo dusić aż mi nie powiesz-powiedziałam poważnie
-Aż tak ci na tym zależy?-udawał że się krztusi
-robisz to świadomie i pogrywasz w coś co mi się nie podoba!-powiedziałam głośniej
-jeśli chcesz by Dani albo Rafa cię nie przejechali to lepiej chodź-bawiło go to, widziałam po jego oczach
-powiedz no...-mój upór był nieraz do nie zniesienia i najczęściej się to tak kończyło że niepotrzebnie popadałam z kimś kłótnie a ostatnią osobą był cudowny Brazylijczyk. O tak, tego bym długo nie zniosła nie z nim.
-powiem i co?...będziesz się jeszcze bardziej czepiać?-wzruszył ramionami
Ignorował mnie, teraz to go irytowało. Postanowiłam więcej nie pytać, jak nie chce to nie. Doszłam do wejścia na trybuny i nie witając się z żadnym z chłopaków poszłam na trybuny. Usiadłam i zanim się obejrzałam wyszli na murawę. Grał w coś, sprawdzał mnie?. Cały czas o tym myślałam, nie dawało mi to spokoju. Jasne był kimś sławnym i miał prawo do nie mówienia mi wszystkiego ale tu chodziło o mnie! Bawił się w coś a ja byłam tego(nie) świadoma. Obserwowałam ich grę i zdzwione miny czemu  nie siedzę na ławce rezerwowych. Neymar szepnął do nich pewnie o co chodzi a oni jak porażeni zaczęli się śmiać. Co w tym takiego śmiesznego? Nic, dla mnie tak właściwie. Zaczęli biegać kółka później rozgrzewka no i gierka. Podzielili się na zespoły i zaczęli grać. Chcąc nie chcąc uwielbiałam oglądać ich grę gdziekolwiek byłam. Nogi aż same mi chodziły by chociaż raz kopnąć do kogoś piłkę. Gdy poczułam lekki bol w boku zobaczyłam śmiejącego się od ucha do ucha Daniego. Ten to jednak zawsze umiał mnie zaskoczyć.
-Idziesz zagrać zbieraj się-dodał z wielkim jak słońce uśmiechem. Następny.
-Ale że teraz?-stwierdziłam bardziej niż spytałam
-A kiedy? za 100 lat?-zaśmiał się- czekamy-rzucił i wrócił do zgrai tych piłkarzy. Za dobrych piłkarzy. Sięgnęłam po torbę i poleciałam szybko się przebrać. Tak się spieszyłam nawet nie zauważając że jestem w szatni chłopaków. Przebrałam się szybko, wkładając korki i ochraniacze-tak na wszelki wypadek-dodałam patrząc na siebie. Wyglądałam schludnie, tak jak przystało na dziewczynę przebierającą się w szatni pełnej męskich ciuchów i zapachów perfum. Przeszło mnie głupie uczucie. Chciałam się tutaj rozpłynąć. Ale tak najintensywniej wiecie gdzie? pod szafką z numerem 11. Kusiło mnie by ją otworzyć i już sięgałam dłonią za klamkę gdy usłyszałam czyjeś chrząknięcie. Gdy szybko się odwróciłam zobaczyłam Leo. Odetchnęłam głośno gdyby to był któryś z rodziny "Brazylijczyków" pewnie by wypaplali to wszystko Neymarowi i by wyszło to tak że chciałam grzebać w jego szafce, co byłoby nieprawdą. Oczywiście ja Celia opamiętałam się i ostatnim spojrzeniem w lustro obejrzałam się szybko i wyszłam z szatni. Ta...wyszłam za kilku krotnym powtórzeniem Leo. Kusiła mnie ta szafka oj kusiła. Oczywiście Leo śmiał się gdy mu mówiłam że zapomniałam coś wziąć po czym ciągnął mnie na murawę.  Puścił mnie gdy wszyscy mieli mnie już na "celowniku". Chłopaki zagwizdali po czym zgromiłam ich wzrokiem. Niech sobie nie pozwalają-zaśmiałam się, bo tak naprawdę to mi się podobało wracając do racji że są moimi idolami. Stanęłam swoimi stopami na murawę i poczułam przypływ energii. Czyli już wiem jak oni to mają gdy wchodzą na Camp Nou na świeży trawnik. Zebrałam siły w sobie i próbowałam stłumić szeroki uśmiech
-A więc co gramy?-zapytałam unosząc brew
Oni dopiero się ocknęli
-Tak, wybieracie ty i Neymar-wypchnęli go a ten biedak był zszokowany wyborem jego przyjaciół
Wyglądał jakby o czymś głęboko myślał i był nie obecny. Niech tylko coś im powiedział jak wygadał to wisi, tak powieszę go za coś o czym sam nie wiem, dobre Celia-parsknęłam pod nosem i napotkałam dziwne spojrzenia chłopaków. Machnęłam ręką i stanęłam przed nimi by wybierać. Gdy byłam młodsza marzyłam sobie że zagram kiedyś z jakimś sławnym piłkarzem np.: Lewandowskim albo Krychowiakiem, ale kto by przypuszczał że będę miała do wyboru najlepszą 11 Barcelony, no kto na pewno nie ja. Wracając...
-Claudio-dodałam w stronę Chilijczyka
Oczywiście Neymarowi zostało wziąć Marca, który już się uśmiechał. Co oni mają jakiś dzień szczęścia czy co? To piłkarze Barcelony ich nie ogarniesz-co za głosik!
-Teraz hm....Leo!-ucieszyłam się mocno i pstryknęłam palcami w stronę Argentyńczyka
Teraz nie będzie miał szans, czy wy to czujecie? On przegra.
Wziął Luisa. Dobry ruch-szepnęłam sama do siebie na co kochana 10 się zaśmiała.
-Javi- dodałam z uśmiechem.
To przechodzi na mnie, te ich pozytywne mózgi za dobrze na mnie wpływają. Zdecydowanie za dobrze.
On jak głupi się ze mnie zaśmiał i wziął Gerrarda. Mocny duet-stwierdziłam
Zadam mu ostateczny cios
-Dani!-podskoczyłam niemal i przytuliłam Daniego
Niech wie, że Celia Montez to nie byle kto. 3:1 Da Silva
Pokręcił głową w niedowierzaniu i wybrał następnego
-Andreas-dodał pewnie i wypiął pierś
-Rakitić-powiedziałam i obdarzyłam Chorwata lekkim uśmiechem
-Aleix-powiedział i tu skończyły się drużyny
Zebraliśmy się dookoła siebie i zaczęłam tłumaczyć jak mamy grać. Oczywiście ja ich słuchałam, oni mówili mi jak mam grać i kogo kryć. Przyjęłam wszystko na "klatę" i klasnęłam zachęcająco w dłonie. Piłka poleciała na środek i już nie było odwrotu. Coś we mnie urosło, byłam w Barcelonie grałam z moimi idolami, czułam jak ciepło okrywa moją klatkę -właściwe miejsce-tak to bym ujęła. Teraz to już wiedziałam, boisko to moje jedyne właściwe miejsce na Ziemi.


*****
Mamy 11! Kochani komentujcie i dawajcie po sobie ślad!
Do następnego! :*