Music ♥

niedziela, 31 lipca 2016

Rozdział 36

"Cały dzień moja głowa wypełniona jest myślami o jednej osobie"


Gdy tylko mogłam przestać użalać się nad swoim życiem postanowiłam że pójdę po coś na sen. Zeszłam schodami na dół kierując swój wykończony organizm w stronę szafki z lekami. Gdy dobrze obmacałam szafki wiedziałam co jest co. Nalałam sobie szklankę wody i włożyłam do ust lek. Szybko wykonałam czynność i wracałam już do góry. Przemknęła mi przez myśl jedna rzecz. Pójdę na taras, nasz taras. Weszłam od strony salonu od gier, wszystko po to by Brazylijczyk mnie nie zauważył. Gdy przypomniałam sobie tamten wieczór, tamte chwile....miałam automatycznie łzy w oczach. Rozsiadłam się na jednym z foteli wpatrując się w rozświetloną ciemność dzięki Camp Nou. Kolejny dzień.....pojutrze wracam i to będzie niemiłe pożegnanie. Gdy tylko znowu pomyślałam jak długo mogłam się oszukiwać zachciało mi się płakać. To było dobijające. Ocierałam płynące łzy gdy usłyszałam zza mnie kroki. Jak się spodziewacie był to Neymar. Jego najmniej chciałabym go tutaj teraz  zobaczyć, ale stało się. Brunet gdy mnie zobaczył nic nie zrobił jedynie prychnął pod nosem i zajął się sprawami w swoim pokoju. Ugh....nie lubię gdy mnie olewa, pomimo tego wszystkiego jest moim najlepszym przyjacielem i kocham z nim rozmawiać o wszystkim. Tylko że teraz jedyna rozmowa dotyczyła nas. Przyciągana mimowolnie spoglądałam na niego kątem oka. Nie umiałam tak, choć mam wielką ranę na sercu. Gdy najmniej się tego spodziewałam na moich oczach zjawił się brunet. Bolało cholernie ten jego zimny i obojętny ton.
  - ty tutaj?-prychnął ciemnooki
Zaczyna się
 - a gdzie miałabym się-otrzeźwiałam się tym samym chłodem odpowiedziałam
 - u swojego kochasia-warknął zatrzymując się nade mną
 - słuchaj Neymar...to nie jest mój kochaś!-syknęłam zaciskając zęby- nie masz prawa tak o nim mówić-dotknęłam jednym placem jego klatki po czym szybko się odsunęłam,gotowałam się cała w środku
 - zabronisz mi? Jeszcze ci mało? Idź do niego-machnął ręką obojętnie i odwrócił wzrok
 - wiesz co liczyłam że ten wieczór będzie wyjątkowy ale ty musiałeś go zepsuć swoją głupią arogancją!-krzyknęłam-żałuje że poszłam tam z tobą, że tańczyłam z tobą że spędziłam tam jakąkolwiek chwilę z tobą, widzisz do czego to doprowadziło!-krzyknęłam szybko ocierając łzy
Znowu ryczę, beksa ze mnie
 - nie chcę wiedzieć jak się wspaniale bawiłeś-ocierając łzy pokazały się moje zabandażowane dłonie- nie chcę mieć nic z tobą wspólnego jasne?-warknęłam pchając go barkiem- jak wiem ty też nie chcesz ze mną więc sprawa prosta....-ominęłam go, zanim cokolwiek zrobiłam on złapał mnie za barki i zatrzymał
 - dobrze, chciałaś tego to powiem-warknął- ja też żałuję, zepsułaś mi dzień, humor chwilę po prostu wszystko!-krzyknął- nie miałem tego mówić ale mam cię dość.....-puścił mnie a ja z trudem łapałam oddech- mam dość że.....ten wieczór nie powinien się wydarzyć, to co musiałem wiedzieć już wiem, możesz odejść-dodał zły- twój kochaś już pewnie na ciebie czeka-zaśmiał się ironicznie
 -czeka bo nie jest taki jak ty!-walnęłam pięścią w stół, tak mocno że spadł z niego wazon z kwiatami
 - och na pewno lepszy we wszystkim-mówił z taką złością że go nie poznawałam- dobrze całował?!-krzyknął pytając- dobrze ci było jak cię obściskiwaliście?!-także uderzył ręką w stół
 -ty robiłeś to samo tym bardziej narażając mnie na widoki jak całujesz te pustaki!-krzyknęłam- całowałeś jak by były twoje na moich oczach rozumiesz!-dodałam coraz bardziej zrozpaczona- ty nawet nie wiesz jaki on jest a myślisz nie wiadomo co! Ale wiesz co? Jest sto razy lepszy niż ty!-krzyknęłam trzaskając drzwiami, musiałam powiedzieć jedną rzecz- jeśli tego chcesz....dobrze więcej już tutaj nie wrócę-powiedziałam spokojnie i zatrzasnęłam drzwi za sobą zostawiając tam cały gniew.
Trzask, trzask, krzyki-to co usłyszałam po wyjściu z pokoju gniewu. Pobiegłam do swojego pokoju zastając tam Rafaellę z Veronicą. Padłam na łóżko tak szybko by dziewczyny nie mogły ujrzeć moich łez a co bardziej połamanego serce na kawałki. Na milion kawałków. Ryczałam w poduszkę co drugie słowo wyrzucając z siebie całą złość.
 - "Ma mnie dość"-powiedziałam szlochając bezwstydnie do poduszki- co za dziecko-walnęłam po raz setny pięścią w poduszkę- nienawidzę go! z całego serca!-krzyknęłam siadając na łóżku
Dziewczyny w mniej  niż sekundę znalazły się przy mnie.
 - czy tak to się musiało skończyć?-spytałam beznadziejnie- czy zawsze muszę tak kończyć-spytałam opadając na Brazylijskie kobiecie kolana
 - czyli jak?
- ze złamanym sercem-dodałam ocierając łzy- twój bart to nieudacznik łamiący serca, tchórz!-krzyknęłam ostatecznie wydając z siebie gniew - nie chcę o nim pamiętać a ni mieć z nim doczynienia - lekko się podniosłam- na jutro zaplanowałam taki wspólny dzień, ostatni tutaj-spojrzałam na dwie przyjaciółki siedzące przy mnie- my całą rodziną tak bym to wszystko dobrze zapamiętała-dotknęłam twarzy Rafy
 - przecież przyjedziesz jeszcze a mówisz tak jak....-dodała niedowierzając
 - obiecuję że przylecę jak tylko uporam się z tym wszystkim tutaj-poklepałam miejsce gdzie spoczywało moje serce
Objęła mnie mocno pokazując mi jak wiele dla niej znaczę. Jej nigdy nie zapomnę, jako przyjaciółkę zawsze będę ją traktować bez względu na dzielące nas kilometry
 - nie martw się o to zawsze będziesz dla mnie przyjaciółką-szepnęłam jej we włosy
Dobrze wiedziałam że właśnie o oto jej chodziło. Wylądowałyśmy we wspólnym misiu do czasu gdy otrzymałam wiadomość
 "Cześć mała :) Jak tam ?
"Hej....a w sumie dobrze :)
"Nie udawaj że tak jest bo nie jest :)
"Wiesz wszytko xd :) Nie jest i nigdy już nie będzie :)
"Przyjechać możemy w każdej chwili :)
"My? :)
"My czyli Dani Anto Geri Rafael :)
-Kochany jesteś ale dzięki mam tu Veronicę i Rafę więc nikogo nie zabiję :)
"Zaraz będziemy :)
Jak to zaraz będą?! Pisałam że nie mają a ten jak zwykle się mnie nie słucha. Z drugiej strony kocham ich za to że zawsze przy mnie są jak ich potrzebuję, mam najlepszych przyjaciół na świecie. Jeden główny....zaczął od najgorszej rzeczy a skończył dobijając mnie.  Gdy znowu odblokowałam telefon zobaczyłam wiadomość

 "Kochanie szykuj się na nas :* 
****
Mamy 36! Macie następny :* Czekam na opinię i komentarze :*


piątek, 29 lipca 2016

Rozdział 35

"I trudno mi się przyznać, że to wszystko nagle traci sens gdy Ciebie nie ma"


Gdy wróciliśmy do środka dostrzegłam coś czego nikomu nie życzę oglądać. Myślałam że za chwilę się rozpłaczę. Neymar w najlepsze bawił się z pół rozebranymi laskami świecące plastikiem, kleiły się do niego, łapały go za tyłek, całowały go po szyji......okropny widok dla moich oczu
 -nie warto chodź-pociągnął mnie do dziewczyn Argentyńczyk, wylądowałam podczas wzburzonych rozmów przyjaciółek
Gówno mnie to teraz obchodziło, teraz utwierdziłam się w zdaniu że to już mój czas by wyjechać, Neymar należał do innego świata.....A ja głupia widziałam po jego oczach..... Zamawiałam drink za drinkiem aż straciłam rachubę. Dziewczyny pocieszały mnie słowami że za dużo wypił że to coś....to i tak nie miało dla mnie znaczenia.Moje oczy dobrze widziały to co się działo. Opanowała mnie złość, głupie serce, naiwne.....przeklinałam na nie z całych sił. To był cios w serce, bo wybaczyłam mu po to by później cierpieć,jeszcze bardziej niż wcześniej. Nie miałam ochoty widzieć go więcej na oczy, nigdy. Piłam i piłam to nie miało końca.
 -Celia dość już wypiłaś-dodała Anto
 -wca-wcale nie-czknęłam odpychając ją- kelner jeszcze raz to samo!-poleciłam
Zepsuł mi wieczór humor dzień....a po tym tańcu było mi tak dobrze....i pstryk wszystko się zniszczyło. Nie, ja otworzyłam oczy na prawdę taka jaka była. Mocno zawiodłam się na sobie bo liczyłam że gdy mu wybaczę połączymy się na nowo...taa było tak aż do chwili gdy go zobaczyłam i moje serce stanęło na krótki moment. Nie miałam dość....może tylko że robiło mi się mroczno przed oczami i ledwo co stąpałam na nogach. Gdy kelner podawał mi drinka nie mogłam się ruszyć gdy w moją stronę ruszył brunet oczywiście w towarzystwie tych plastików. Gdy usłyszałam jak się śmieje odwróciłam się, a gdy zobaczył że patrzę wprost na niego pocałował tą laskę i złapał ją ta tyłek
 -świnia-mruknęłam wściekle zaciskając zęby wraz z pięściami
Dosiadł się nic nie mówiąc. Pił te drinki z głupim uśmieszkiem na ustach, robił to tak że miałam ochotę go walnąć z całej siły. Powstrzymałam się jednak dzięki spojrzeniom chłopaków a głównie jednemu Leo
 - wystarczy ci na dziś wychodzimy-odciągnęła mnie od stolika prowadząc do wyjścia
 -Diego on....-dodałam rozglądając się zanim
Wtedy właśnie stanął przed nami...O nie...
 -Diego my już wychodzimy-powiedziała kuzynka nadal wciąż mnie ciągnąc
 -My?-spytał podejrzliwie
 - Z Celią-westchnęła na chwilę zwieszając głowę- powiedz Leo że jadę ją odwieźć-usłyszałam zanim zwymiotowałam na chodnik.Kobieta sekundę po zjawiła się koło mnie, mówiąc słynne"a nie mówiłam?". To był jednak dobry pomysł by się napić choć zrobiłam to po raz pierwszy. Zapomniałam o wszystkim co zobaczyłam choć na chwilę, teraz jednak wszystko wróciło.
 -wsiadaj-usłyszałam dźwięk otwieranych drzwi i trzask zamykanych
Gdy już okiełznałam dostatecznie ból w głowie zajęłam się bólem o wiele gorszym niż tym w głowie.....Wiedziałam, idol nie może być z takim kimś jak ja nie ma szans. Teraz boleśnie się o tym przekonałam.
 -wiesz że Neymarek tam był-roześmiałam się- bo ja go kosiam i on jest tam-śmiałam się i gadałam jak dziecko, to przez procenty w moim organizmie. Pokazywałam palcem jak odjeżdżaliśmy gdzie on był
 -Anto czy Neymarek też mnie kocha bo chyba nie-zasmuciłam się
Anto zatrzymała samochód i odwróciła się w moją stronę
 -sama dobrze wiesz-ucięła i otworzyła mi drzwi od wyjścia.
Ledwo co mogłam wyjść, chwiałam się na nogach nic prawie nie widziałam a dodatkowo oślepiały mnie światła dojeżdżającego samochodu. Zasłoniłam oczy ręką głupio pytając się co to. Gdy ujrzałam kto z niego wysiadł po pierwszym wrażeniu odetchnęłam z ulgą z drugim omal się nie rozpłakałam, zobaczyłam też pół przytomnego Neymara, chodzącego przy pomocy Leo. Czyli nie tylko ja musiałam już jechać do domu. W moich oczach znowu pojawiły się łzy, teraz znowu czułam się najgorzej ze wszystkich oprócz tego jednego bruneta. Anto wprowadziła mnie do domu prowadząc jakoś po schodach na górę, otóż nie mogła mnie zostawić bo wie do czego by to doszło. Gdy zamknęła za  sobą drzwi nie miałam drogi ucieczki, jedynie przez taras ale w takim stanie szybciej bym się zabiła niż wyszła.
 -teraz poszukam ci czegoś do spania-powiedziała przeszukując mi szafę- i nie ruszę się stad póki nie zaśniesz-zaśmiała się nadal szukając
Swoimi ostatnimi siłami wstałam by pokazać  gdzie mam piżamę
 - jedź do domu  Anto, dzieci....Leo też chce mieć cię dla siebie-dodałam patrząc na nią
 - nie bo pójdziesz do niego i wiesz sama-machnęła ręką- nie mogę cię zostawić nie darowałabym sobie gdyby coś ci się stało jakbym pojechała-usiadła lekko łapiąc się za głowę. Postępowała tak odkąd się znamy, kochana osoba. Co ja bym dała bym mogła mieć ją na codzień. Martwiła choć nie musiała, przyjaźń z nią jest darem. Prawdziwym cudem. Objęłam ją by poczuła że dam sobie radę, choć sama w to nie wierzyłam.
 -umyję położę się i spróbuję zasnąć dobrze?-powiedziałam ciepło i jak mała dziewczynka
 Pokiwała głową ożywiona
 - ale gdy tyko wejdę do łóżka masz mi stąd zniknąć i jechać do Leo zrozumiano?-uniosłam podchwytliwie brew
 - to szantaż?-zaśmiała się
 - dla twojego dobra siostro-czknęłam i zamknęłam się za drzwiami łazienki
Położyłam piżamę na podłogę i osunęłam się po ścianie. Teraz wszystko ze mnie spłynęło. Wciąż miałam przed oczami ten obraz.....co takiego mu zrobiłam? Czemu zrobił mi taką przykrość? Czy ja na to zasłużyłam?
- Nie chce go więcej widzieć-uderzyłam pięścią w ścianę- nienawidzę go!-krzyczałam tak długo póki silne ramiona mnie nie uspokoiły, Leo był zawsze tam gdzie go potrzebowała Anto  i tym razem nie zawiódł.
 -Leo puść mnie!-waliłam go po klatce lecz ten nie puszczał- wszystko mu wygarnę i będzie po sprawie!-rozpłakałam się jeszcze bardziej
Miałam dość jego i jego życia. nie pasowałam do niego od początku a to jest koniec.
 -Celia nic w takim stanie nie zdziałasz, oboje jesteście w złym stanie-dodał spokojnie- porozmawiacie rano kiedy chcecie-dodał pomagając mi wstać
- nie chcę go więcej oglądać już nigdy więcej kumasz-zacisnęłam wargi ocierając policzki- stracił mnie i niech liczy się z tym że więcej mnie już nie zobaczy-zgasiłam światło i usiadłam na łóżku
 -Celia...-dodali zrezygnowani
-co Celia!-krzyknęłam- dobrze niech mnie słyszy, wy tego nie czujecie nie wiecie jak to jest zobaczyć coś takiego, wolałabym wtedy stracić wzrok niż zobaczyć.....-waliłam pięściami w ścianę aż zobaczyłam krew na moich knykciach, wciąż uderzałam- dupek, nie ma serca! Nienawidzę cię wiesz?!-krzyczałam uderzając już tym razem ponownie w klatkę najlepszego piłkarza na Ziemi.
Nie wiem ile minęło czasu odkąd się uspokoiłam ale gdy zobaczyłam na zegarku 4;30 zrozumiałam ile to trwało i nadal trwa. Wiedziałam jedno jeśli będę musiała ponownie spojrzeć mu w oczy zrobię to ale nie ręczę za siebie to co się stanie. Może sobie nawet mnie odrzucić ale nie ma prawa ranić nigdy więcej mojego serce. NIGDY WIĘCEJ.



****
Mamy 35! Przepraszam ze tak póżno :( Jednak czytajcie i czekam na opinie:*

Rozdział 34

"Chodzi mi tylko o to że jeśli kogoś kochasz, powinieneś chcieć to okazać. Ponieważ mamy w życiu tylko jedną szansę.Jedną jedyną"

 Nie mogłam oderwać wzroku od zjawiskowego wyglądu ciemnookiego. Prowadził mnie na parkiet jak w transie, byłam kompletnie nim oczarowana. Śmieszył mnie jedynie fakt jak Neymar zareagował na tego chłopaka. Co się dziwić ja zareagowałbym 10000 razy gorzej na każdą inną laskę ale ciii..... Gdy znaleźliśmy ustronne miejsce...no właśnie zaczęła grać piosenka i to nie byle jaka. Przez chwilę nie mogłam się ruszyć, brunet to zauważył i nie minęła sekunda a poczułam jego oddech na swojej skórze
  - ze mną zawsze będziesz bezpieczna-szepnął splatając i przykładając swoje dłonie do miejsca gdzie spoczywało jego serce
Przeszły mnie znajome ciarki a żołądek fiknął koziołka. Czy mogłam wyobrazić sobie kogoś lepszego niż on? Ciemnooki przysunął mnie bliżej drugą ręką obejmując mnie w tali. Ja położyłam swoja drugą wolną na jego ramieniu. Odprężyłam się na tyle że po chwili tańca mogłam  położyć głowę na swoim partnerze. On nie pozostał mi dłużny, zrobił to samo. Czułam się jak najwyższa z gwiazd, przygasły światła, na parkiecie tylko ja i on, magiczna atmosfera. Czułam bicie jego serca, wszystko co czuł w tym momencie poczułam na własnej skórze. Nie marzyłam o niczym innym. Nawet nie wiem ile tańczyliśmy, piosenki leciały jedna za drugą a nam wciąż było mało. Moja głowa wciąż leżała na jego ramieniu a moje serce krzyczało "Kochasz go". Nie sprzeczałam się bo tak było. Widziałam że spogląda na mnie kątem oka gdy nie patrzyłam. Ciekawe czy widział że ja patrzałam tak samo na niego. Kołysaliśmy się wtuleni w siebie. Nie brakowało niczego, mi wystarczała jedynie myśl że człowiek którego kocham właśnie jest przy mnie.
 - mogłabym tak bez końca-szepnęłam przy rozpoczynającej się melodii
Łzy zebrały mi się do oczu w czasie lecących słów

A partir de Hoy
Tu mirada es mi reflejo
El reflejo de mis sueños
Cuando sueño como un beso
Se transforma en un, te quiero
Un te quiero de tu voz


Tańczyłam wciąż wtulona w jego unoszącą się pierś. Byłam jak księżniczka a ona jak książę. Liczyliśmy się tylko my. Gdy otwierałam oczy ujrzałam zachwyt moich przyjaciół. Puściłam im lekki uśmiech dając się ponieść muzyce. Nawet nie wiecie ile razy marzyłam o takiej chwili. Ten sen właśnie się spełnił. Mój idol.....moje wyśnione marzenie tańczyło ze mną nie prosiłam o to a jednak los chciał bym była tu z nim i przeżywała miłość swojego życia. Chcąc nie chcąc nie mogłam się powstrzymać od zaśpiewania refrenu

A partir de hoy te entrego el corazón
Mis secretos, mi destino y mi ilusión
Cada lugar, cada rincón
Mi locura y mi razón

Same słowa wyrażały to co czułam do właśnie tego Brazylijczyka. Miłość nie wybiera, teraz te słowa całkowicie się sprawdziły. Nie liczyłam ile ale gdy skończyły się wolne piosenki, niestety zeszliśmy z parkietu. Oboje byliśmy rozmarzeni po tym tańcu. Brunet wciąż z błyskiem w oczach obserwował mnie i każdy mój ruch. Ukrywałam jak się  da rumieńce za każdym razem ale niestety sam Neymar je zauważał
 - są słodkie-szepnął dotykając jednego z policzków
 - są takie dziecinne-wydusiłam pesząc sie
Przy nim zawsze tak miałam, niech mnie szlag.
 - nie przyznam ci racji, pasują do ciebie-powiedział ochryple i zamówił nam drinki.
Kelner postawił je nam tak szybko jak one zniknęły z kieliszków. Piliśmy z dwa czy nawet pięć gdy czyjaś ręka dotknęła mojego ramienia. Spotkałam się z kochanym kobiecym argentyńskim uśmiechem
 -Celia chciałabym ci przedstawić mojego kuzyna Diego-odsłoniła się i ujrzałam znajomą/nieznajomą twarz, tak jakbym już gdzieś ją widziała
 -Diego miło mi-uśmiechnął się sympatycznie podając mi rękę
 -Celia-uścisnęłam ją czując że coś uderza mnie od środka
 -Diego przyjechał kilka dni przed i chciałam byś go poznała-dodała uśmiechając się
Z tyłu usłyszałam szepty, głosy, mruknięcia. Gdy staliśmy wciąż uśmiechając się do siebie on zrobił coś co zrozumiałam dopiero po chwili.Wyjął zza kołnierza naszyjnik w kształcie takiej czakry(takie bało czarne co się łączy) on miał czarne, 
-gdzie brakująca część?-spytałam dotykając jego części
- dobrze wiesz że ty ją masz Celia-podbiegł do mnie i obkręcił wokół własnej osi mocno przytulając
 -wiedziałem że to ty ale minęło tyle czasu-dodał wciąż uśmiechając się jak dziecko
Jak mogłam nie znać tej twarzy, tych  południowych rysów twarzy....No tak minęło tyle lat odkąd ostatnimi czasy się widzieliśmy
 - nie mogę uwierzyć że to ty-usiadłam by spokojnie pomyśleć- co tu robisz?-spytałam zamawiając nam drinki
 - a przeprowadziłem się kilka dni temu a ciebie mogę spytać o to samo-dodał z błyskiem w oczach
Przed jego spojrzeniem nic się nie ukryje
 - ja no widzisz jestem.....-podrapałam się po czole niecierpliwie
 - tutaj u mnie-odezwał się niespodziewanie Neymar
W jego głosie  wyczułam gorycz i złość co mnie trochę wkurzyło
 - tak-dodałam dziwnie- to jest-nie dane było mi skończyć
 -Neymar-dodał kąśliwie, o co mu chodzi?
 -Diego-podał mu dłoń jednak brunet nie podał tak jak powinien
Pocałował mnie w policzek i objął mnie w tali co sprawiło dwa uczucia:po pierwsze ciepło w moim sercu a w drugim złość bo robi to specjalnie przy Diego
 -porozmawiamy?-spytał Argentyńczyk
Zerknęłam na dość wkurzonego Brazylijczyka
 -mogę-spytałam szeptem
 - idź-westchnął nawet nie patrząc na mnie
Czy on serio myśli że ja....Ugh...co za uparciuch, nie zna go a już ma coś co mu się nie podoba. Przeszłam przez kotarę i znalazłam się w miejscu gdzie mogłam zażyć świeżego powietrza.Gdybym dłużej przebywała w towarzystwie tych dwóch...nawet wolę nie myśleć.
 -Tak długo czekałem by ci to wszystko wyjaśnić-zaczął- wiem że od tamtej chwili minęło wiele czasu ale przez ten cały czas chciałem byś wiedziała co tak naprawdę się wydarzyło tamtego dnia, było mi bardzo źle gdy musiałam powiedzieć ci że wyjeżdżam na zupełnie inny kontynent ale gdy już tam się przeprowadziliśmy moi rodzice się rozwiedli, chcieli ratować małżeństwo tą przeprowadzką ale nic to nie dało, gdy tylko nadarzyła mi się okazja by polecieć do Argentyny od razu z niej skorzystałem jednak tam nie spotkałem już ciebie.....Zostałem tam u dziadków  skończyłem szkołę  i gdy skończyłem 18 przeprowadziłem się do Madrytu, tak to w skrócie wyglądało-zaśmiał się a w jego oczach nadal widziałam skruchę- proszę byś mi wybaczyła że się nie odzywałem że zostawiłem cię tamtego dnia.....-przybliżył się do mnie niemal stykając się czołami
Nie wiedziałam co powiedzieć
 - Diego-szepnęłam on szybko dotknął mojego policzka wciąż się przybliżając
Poczułam czyjeś szczękniecie jednak nic nie dostrzegłam przy kotarze
 -Diego, nie masz o co cię obwiniać tak miało być i nie zmienimy tego-dodałam lekko dotykając jego ręki on ją splótł, czułam się jak dawniej gdy mieliśmy po 10 lat.
 -chcę byś mi wybaczyła, tylko tego chcę-dodał błagalnie
 - nie mam ci czego, ja też powinnam się odezwać...-zwiesiłam głowę
 - wystarczy mi fakt że teraz jestem tu z tobą , tak jak dawniej-zaśmiał się ciepłym śmiechem
Nie mogłam pozbyć się wrażenia że zaraz coś się stanie
 -nawet teraz nie mogę uwierzyć że jesteś tutaj-dodałam uśmiechając się promiennie
 - spytam cię o coś mogę?
 Pokiwałam głową
 - łączy cię coś z tym Neymarem?-spytał
Sama nie wiedziałam czy coś miedzy nami jest
 -Nie wiem-wzruszyłam ramionami
 - to że cię pocałował w policzek?-no tak był ciekawski
 - to typowe u Hiszpanów-szturchnęłam go- ty też tak robisz-oboje się zaśmialiśmy
 - no tak, dobrze więcej nie pytam-podniósł ręce w geście poddania
 - nic mnie z nim nie łączy, to skomplikowane-pokręciłam głową lekko drżąc
 -wracamy chodź-podał mi rękę i wróciliśmy do klubu
To co tam zobaczyłam....no cóż wolałabym nigdy tego nie oglądać.


***
Mamy 34! I co myślicie o Diegu? Myślicie że namiesza w życiu Celi czy raczej będzie jej przyjacielem na dobre i na złe? A co z Neymarem? Czekam na opinie i komentarze :*  Do następnego :*
 

czwartek, 28 lipca 2016

Rozdział 33

"Nie ważne jaki jesteś, wystarczy mi to że będziesz mój"


Gdy skończyłam już z parą Brazylijską mogłam udać się do wyjścia, do wspólnego wypadu zostały mi nie całe 2h. To było wystarczająco dużo ale przy takich okolicznościach mogło mi to nie wystarczyć. Gdy usłyszałam po raz setny swoje imię dopiero mogłam stwierdzić że nie tylko mi się spieszy.
 -już idę-krzyknęłam w stronę bruneta opartego o maskę swojego samochodu
Dobrze że mam tak kochanych braci i dali mi jeszcze czas. Pewnie myślicie ze jestem już gotowa ale nic z tych rzeczy,dopiero będziemy wracać. Wiem zabiją mnie zanim wejdę do auta. W końcu gdy wyszłam z mieszkania Alvesa wsiadłam do samochodu Brazylijczyka. Odjechaliśmy od razu kierując się do domu. Gdy tylko zobaczyłam w zasięgu swoich oczu dom bruneta wyskoczyłam niczym torpeda. Szybko pobiegłam schodami na górę do pokoju gdzie musiałam się przygotować. Musiało to wyglądać komicznie gdy biegłam jak torpeda. Miałam zamęt w głowie co ubrać. Z jednej strony aż tak strasznie nie muszę się stroić bo chłopaki i dziewczyny stwierdzą że i tak we wszystkim wyglądam ładnie ale z  drugiej jest nieziemski ciemnooki, to dla niego chce wyglądać zjawiskowo. By zobaczył we mnie zmianę, liczę że ten wieczór coś zmieni. Szybko przygotowałam sobie strój dodatkowo robiąc sobie lekki makijaż. Włosy delikatnie skręciłam na loki i byłam gotowa. Oczywiście przed całym tym ubieraniem się musiałam się odświeżyć. Tak jak się spodziewałam, byłam już spóźniona a to przez to że pomalowałam sobie paznokcie. 
 -zabiją mnie-mruknęłam sama do siebie-Celia chodź...-ucięła Rafa z otwartą buzią
 - aż tak źle?
 - wyglądasz...zjawiskowo-dodała ochryple- powiem ci w sekrecie coś, mój brat padnie jak cię zobaczy-zachichotała 
 - ty też wyglądasz bosko-zagryzłam dolną wargę- Raf nie będzie mógł odwrócić od ciebie wzroku
Obie byłyśmy gotowe na dzisiejszy wieczór. Jak się okazało nie tylko my. Gdy zeszłyśmy po schodach ujrzałyśmy nieziemsko wyglądających Brazylijczyków. Oczy mi się zaświeciły, widziałam że ciemnookiemu też. Oni podali nam swoje ramiona i łapiąc szybko torebkę wyszliśmy z domu. W samochodzie z brunetem trudno mi było się skupić. Był tuż obok no ludzie..... Zatrzymaliśmy się przy domu Messich. 
 -no cześć laska-zaczęła w swoim stylu Argentynka
 -cześć kochanie-dodałam witając się buziakiem w policzek
Gdy tylko się zorientowałam z oddali dostrzegł mnie Thiago i leciał do mnie. 
 -ciooooociaaaa-krzyczał i wleciał przez Anto w prost w moje ramion
 -Thiaguś-dodałam słodko okręcając go wokół siebie
Mały był tak podobny do dwójki rodziców że mogłam tylko go podziwiać. 
 - ciocia czemu tak się ubrałaś? coś się stało?-zapytał dotykając mojej dłoni
Pojmowanie dorosłości przez dzieci zawsze mnie zaskakuje, może dlatego że ja też taka byłam. Ten mały będzie taki jak jego tato, idealny.
 - nie kochanie-zaśmiałam się- ciocia ubrała się tak by podobać się wujkowi Neymarowi ale cii dobrze?-mówiłam szeptem by ten ktoś z tyłu tego nie dosłyszał
Małemu szkrabowi mogłam powiedzieć wszystko.
 - nie powiem ciociu-uśmiechnął się szeroko- ciocia wiesz że wujek też odstawił się dla ciebie-dodał maluch gdy wspinał się na mnie
Omal się nie zakrztusiłam.
 -wujek zawsze tak wygląda jak gdzieś wychodzi-dodałam biorąc małego do ogrodu
W między czasie czekaliśmy na Anto, mijałam Leo a ten jego błogi uśmiech wyrażał więcej niż tysiąc słów. Nie lubię go, bo sprawia że Leo zawsze dowiaduję się pierwszy. 
Nim doszliśmy do jego bawialni, maluch zasypiał na stojąco 
 - ciocia idealna-dodał biorąc synka do siebie
 - on jest idealny Leo, jesteś wspaniałym tatą dla mojego malucha-zaśmiałam- jest taki jak ty-mruknęłam
 - to znaczy jaki? zabójczo przystojny-zaśmiała się atomowa Pchła
 - ma taki sam urok jak ty-szturchnęłam go- jest cudownym szkrabem z wielkim sercem do ludzi-dodałam patrząc na śpiącego małego Argentyńczyka. Popatrzył na mnie i obdarzył tym swoim uśmiechem i mogłam przysiądź że ja też zaczęłam uśmiechać się jak głupia. Zanieśliśmy małego do swojego pokoju i Leo następnie położył go spać. Mały spał jak zabity, a jak wyglądał słodko jak spał....Taki kochany. Zeszłam na dół słuchając co ten mały dzisiaj wyczyniał. Taki mały a wie co i jak, nie do pojęcia. Mała Pchała ma wielkie serce dokładnie takie jak jego rodzice. I by pomyśleć że to jest rodzina najlepszego piłkarza na świecie? Nie dajcie się zwieść. Gdy tylko doszliśmy do wyjścia przy drzwiach ujrzeliśmy całą Katalońską zgraję. Te dzisiejsze media...czyli Pan Neymar i Pan Alcantara. Myślałam że brunet nie będzie zadowolony że tyle czasu mi to zajęło ale gdy tylko spojrzałam na niego....było odwrotnie miał szeroki uśmiech na ustach. Może jednak Thiago miał rację?
 -teraz jesteśmy dobrane-dodała ze śmiechem Argentynka
Gdy tylko się odwróciłam zrozumiałam potok tych słów. Obie miałyśmy takie same sukienki. Tylko że Anto miała szarą a ja czarną.
 -dokładnie-zakryłam usta dłonią
 - teraz mogę się pochwalić wszystkim jaką mam piękną rodzinę z Polski
 - wiesz co ja tam mam z Argentyny-machnęłam ręką
Oczywiście kobieta objęła mnie mocno i prowadziła do samochodu. Tuż po tym odezwały się pozostałe przyjaciółki. Shakira i Rafaella zerkały to na mnie to na Neymara. Veronica wciąż podczas drogi szeptała mi do ucha o swoim marzeniu i zachwycie
 -już słuchaj bo nie wytrzymam-westchnęłam- Shakira cię uwielbia Rafaella też każda z nas, no dzisiaj pokochasz Anto-zaśmiałam się- wszystkie te kobiety są lub będą twoimi przyjaciółkami rozumiesz? Tak jak ja jestem twoją i ich-skończyłam czekając na jej reakcję
Zrobiła to w swoim stylu i nim się obejrzałam zaczęła cicho piszczeć. Kochałam ją za to swoje wariactwo. Była niczym burza i gdy wysiadałyśmy z czarnego Audi była całkowicie spokojna. Taka była i już. Gdy zobaczyłam nazwę lokalu oczy wybiły mi z orbit. Był to najbardziej znany lokal w całej Katalonii, nie dziwiąc się że jechaliśmy tu prawie godzinę. Szybko bramkarz przepuścił nas w drzwiach i mogliśmy cieszyć się bezproblemowym wejściem. Było głośno i hucznie jak na tutejsze kluby, tylko że jedynym faktem najlepszego klubu w całej Katalonii był fakt że istniała strefa VIP. Ruszyliśmy do stolików wraz z dziewczyną a nasi partnerzy zniknęli za kotarą. 
 - pijemy za dziś-powiedziała unosząc kieliszek w górę ta która najmniej w to wierzyła
 - za nas-dodałam- za Barcelonę!-podniosłam
 - za chłopaków!-dodała Argentynka
 - za miłość!-krzyknęła Brazylijka
 - za wszystko!-dodała ze śmiechem Kolumbijka
Podniosłyśmy w górę naczynie z napojem i szybko go wypiłyśmy.
 - mogę prosić panią do tańca-odezwał się nieznany mi głos
Był to wysoki blondyn o niebieskich oczach. Nim się odezwałam znana mi twarzyczka odepchnęła go
 - ta pani ma zarezerwowany taniec ze mną-dodał szarmancko Neymar
Skinął ustępliwie  głową i ustąpił miejsca Brazylijczykowi. Przysunął się do mnie tak że widziałam wszystko w jego oczach
 - zatańczysz ze mną?-szepnął z chrypką
 Nie mogłam się nie zgodzić, czekałam na to od początku.

***
Bum! Jest 33! Zostawiam was z tym niestety xD Czekajcie na jutro :* Jutro postaram się o dwa :* Piszcie opinie i jak będzie dalej z tą dwójką?

wtorek, 26 lipca 2016

Rozdział 32

"To się stało tak szybko. Jednego dnia się śmialiśmy jak najlepsi przyjaciele a następną rzeczą którą wiedziałam było to, że się zakochałam. Nie mogę hamować swoich uczuć, jeśli chodzi o niego"


Gdy tylko go zobaczyłam wróciły mi wszystkie uczucia które do niego żywię ale także te które sprawiły że byłam w stanie załamania. Nie mogłam się ruszyć. Jednak okoliczności nakazały mi się ruszyć.
 - mnie tu nie ma-szybko wstałam i skierowałam się na górę lecz silne ręce zatrzymały mnie
 - teraz ty tchórzysz?-spytał podejrzliwie Hiszpan
 - nie mam zamiaru widzieć jego uśmiechu jakby nic się nie stało, to nie na moje nerwy nie teraz-dodałam patrząc na człowieka stojącego przed drzwiami
 - otwórz mu bo za chwilę sam tu wejdzie i będzie po wszystkim-ucięłam powoli wchodząc na taras- ałł to boli-dodałam na szybko będąc już na górze 
Czyli naprawdę tu przyszedł. Rozsiadłam się w cieniu tarasu nasłuchując głos ciemnookiego. 
 - nie ma jej-dodał dosyć głośno- straciłem ją...na zawsze-głos mu drżał
Czy ja dobrze słyszę?
 - po tym co powiedziała to koniec...-dodał, chciałam zobaczyć jego wyraz twarzy ale nie mogłam- chciałem tego a ona....-nie dokończył- zniszczyłem to co było między nami na dobre rozumiecie?-warknął- jestem tchórzem!-krzyknął i usłyszałam trzask a potem uderzenia w ścianę
 - co ty mówisz-dodali chórem- nie mogłaby, jesteś dla niej wzorem Neymar!-krzyknął Rafael
Tego się nie spodziewałam
Wstał z miejsca, następnie kierując się nad basen. Widziałam go, widziałam jak zaciskał pięści jaki miał wyraz twarzy, dosłownie wszystko.
 - Raczej byłem-warknął- ona patrzy na mnie jak na idola a nie na Neymara to jest najgorsze-dodał- myśli że nic mnie nie obeszło to co się wydarzyło wczoraj a tak nie jest...-dalej ciągnął- nie miałem sił by spojrzeć jej w oczy i byłem u was po tym co przeżyłem-westchnął patrząc w lustro odbicia wodnego
- a spróbowałeś chociaż? postawiłeś się na jej miejscu co ona mogła poczuć?-dopytywał Alves
Pokręcił głową
 - to skąd masz wiedzieć że wszystko stracone? Może ona też boi się tobie spojrzeć w oczy?
 - gdyby tak było....-wychyliłam się by zobaczyć wyraz jego twarzy i to co tam zobaczyłam totalnie wybiło mnie z rytmu. Neymar ze smutkiem w oczach, po raz pierwszy w życiu go takiego widzę
Schowałam się bardziej, nie mogłam dalej ukrywać łez. Dałam im swobodę płynąc, tak długo póki brunet ponownie się nie odezwał.
 - ona jest tym co mam, wszystkim co najlepsze, nie mógłbym długo bez niej wytrzymać-zaśmiał się smutno
Przestań ryczeć bo tam zejdę
 - ja wciąż mam przed oczami jej błyszczące oczy a może to mi błyszczały?-spojrzał na swoich towarzyszów
Oni milczeli
- potrzebuję jej w każdej chwili a ona nawet nie jest świadoma co do niej czuje
 Nie musiał nic więcej  mówić, w tej chwili już wiedziałam. W sercu narodziło się dziwne ciepło i przeraziło mnie to zarazem bo wiedziałam co to znaczyło. Wybaczyłam mu, takimi słowami ponownie zdobył moje serce .
  - nie jestem dla niego obojętna, jestem mu potrzebna-powtarzałam w kółko przytulając do swojej piersi kolana- mój Neymar-przymknęłam oczy ze wzruszenia. Wróciłam do pokoju uspokojona myślą o brunecie o tym co powiedział. Nie analizowałam. po prostu to czułam. Wierzyłam w każde jego słowo. Nie usłyszałam dalszej rozmowy bo nie musiałam. Karciło mnie by tam zejść ale wyszłabym na tym stracona i rozmowa z Neymarem stałaby się jeszcze trudniejsza. Niech mi ciemnooki wybaczy ale musiałam posłuchać co będzie dalej.
 -myślicie że wciąż mam szansę odbudować to co było?
 - a co było?-spytali z uśmiechami Katalończycy
 - co niesamowicie- zwyczajnego, coś co sprawiło że ponownie zacząłem kochać-dodał z tym samym rozmarzeniem w oczach które widziałam wczorajszego wieczoru.
Chłopaki poklepali go o ramieniu
 - dobrze wiemy o co ci chodzi-dodali specjalnie głośno bym usłyszała- nie musisz tłumaczyć sami to widzieliśmy-zaśmiali się
Następnie usiedli nad basenem wpatrując się w niebo. Nadal o czymś rozmawiali ale nie dosyć wyraźnie bym mogła to dosłyszeć.  Nie było piękniejszego widoku niż powrót starego Neymara, ten który był sobą i przede wszystkim był szczęśliwy. Wiedziałam co nastąpi. Jeden po drugim wskakiwali do basenu i zaczęli się ochlapywać. Oczywiście włącznie z Neymarem. To była idealna okazja bym mogła wyjść nie zauważona ale nie mogłam oderwać wzroku od bruneta.
 -przyciągasz mnie jak magnes Neymar-wyszeptałam sama do siebie- a co najgorsze coraz trudniej pogodzić mi się z myślą że będę musiała wyjechać
Wyszłam z pokoju, czas się zmierzyć z uczuciami. Schodziłam najciszej jak się dało ale miałam przeczucie że schodzę tak głośno że każdy mnie usłyszy.
 -mógłbym codziennie ją przytulać,oglądać jak się uśmiecha i śpi-dodał z rosnącym uśmiechem na ustach- a gdyby ona powiedziała mi to samo...-dodał rozmarzony
Szłam w stronę wyjścia ale ciche ulotnienie się nie wyszło mi i pan ciemnooki mnie dostrzegł.
Cholera
Musiałam się odwrócić, nie miałam się po co ukrywać.
 -Celia?-wyszedł z ogrodu i stanął za mną
 -Neymar-wyszeptałam podnosząc moje kąciki ust w górę
 - co tu robisz?-podrapał się po karku- słyszałaś coś?-spytał unosząc jedną brew
 - byłam u góry po coś ale tak to nic-skłamałam, no cóż jakoś trzeba z tego wybrnąć- musimy porozmawiać-dodałam podchodząc bliżej, brunet złapał moją dłoń
 - wiem- i ucałował ją- mam ci dużo do powiedzenia-dodał z chrypką w głosie
Zależy na ile ci pozwolę brunetku.
Zanim któreś z nas coś powiedziało do akcji wkroczyli bracia Katalończycy.
 - widzimy że już miedzy wami jak dawniej to w takim razie wyskoczymy gdzieś?-zapytał jeden z czterech piłkarzy dokładnie Pique- tak razem z dziewczynami
 - no wiecie bo my..-dodaliśmy chórem na co następnie się zaśmialiśmy
 - tak wyjaśnicie sobie wszystko później a teraz zaproszenie na wspólny wypad-objął nad ramionami- bądźcie tu o 20-dodał wesoło Pique- i nie ważcie się nie przychodzić!-pogroził nam palcem Geri
Oczywiście wyszło na tym że spędziliśmy jeszcze kilka godzin w domu Alvesa a następnie w pośpiechu ruszyliśmy do siebie. Ta w pośpiechu...gdybym była w stanie wyliczyć ile czasu minęło zanim wsiedliśmy do samochodu to bym szybciej umarła z tego wszystkiego. Tak dobrze było nam we wspólnym towarzystwie że brakowało tylko Veronici i dwóch pozostałych partnerek piłkarzy. Gdy przyszła mowa o dziewczynach......nasze spojrzenie uciekło na dwóch ludzi, mowa tu o Rafaelli i Rafie którzy siedzieli na kanapie i trzymali się za ręce. Wyciągnęłam Rafę na zewnątrz by coś mi wyjaśnił.
 - co to miało być?-zapytałam
 - no..j-ja...i Rafa..no..j...a... n...no...w..wiesz kocham ją-wydusił w końcu
 - tak lepiej-uśmiechnęłam się cwaniacko- masz jej to powiedzieć zrozumiano?-dodałam poważnie
 - już powiedział-dodał kobiecy miękki głos- Celia nie rób mu przesłuchania-zaśmiała się Rafaella- już dość mu stresów-przytuliła się do piersi Brazylijczyka
Uroczo razem wyglądali, pasowali do siebie a mój braciszek no cóż....postarał się
  - masz o nią dbać i traktować ją jak księżniczkę-dodałam patrząc na nich- masz codziennie mówić jej że ją kochać i udowadniać że jesteś jej wart rozumiesz?
W kogo ja się zmieniam
- kochana jesteś-podeszła i przytuliła mnie- ale nie strasz mi go więcej-szepnęła mi do ucha-dziwne bo Ney w taki sam sposób zareagował i mówił-zaśmiała się słodko Rafa
Nie mogłam się oprzeć wyobraźni i wyobraziłam sobie mnie właśnie w  takich ramionach Neymara.

***
Mamy 32! Jest drugi tego dnia! Ufff już jest okey...ale czy do końca? Czy ta impreza coś zmieni? Czy może ktoś?


Rozdział 31

"Chyba najbardziej boli bezsilność. Kiedy wiesz, kiedy chcesz a nie możesz"
Jeśli mi pozwoli...... Udałam się na dół by odnieść moją tackę. Nie obchodziło mnie czy spotkam tam bruneta czy nie. Dobrym wyjściem było by o tym zapomnieć..... Tylko co zrobić z faktem że ja nie zapomnę?  Teraz gdy jestem w takiej sytuacji boję się że Neymar nie będzie chciał mnie więcej widzieć i wyśle mnie do domu. Gdy odstawiałam tackę myślałam czy brunet nie zrobi mi może jakieś pogawędki ale nic takiego nie miało miejsca. Miałam cieszyć się tymi ostatnimi dniami tutaj ale wyszło jak wyszło. Teraz kwestia gdzie jest ten cudak o imieniu Neymar. Musiałam ogarnąć myśli czym prędzej. Zanim się ruszyłam usłyszałam przychodzące połączenie. Gdy odebrałam na wyświetlaczu pojawiła się uśmiechnięta twarz Dantego. 
-no mów braciszku-zaśmiałam się siadając na tarasie karmiłam mnie by siedzieć wiecie gdzie
-tak sobie siedzimy i myślimy czy wpadniesz do nas? 
-jasne-mruknęłam
-nie każ mi przyjeżdżać bo pożałujesz że się urodziłaś-dodał 
poważnie-coś się dzieje mała? - odezwał się Argentyński akcent ach tak to sobie siedzą.... 
-nie-ucięłam-widzimy się-szybko się rozłączyłam
No super
Gdy tylko zakończyłam połączenie usłyszałam przychodzącą tym razem wiadomość.
 "Wiem że chcesz się wygadać i dobrze wiesz że i tak mi powiesz :*
  "Nie, nie...no dobra ale to delikatna sprawa.....a zresztą i tak byś się dowiedział "
  " w takim razie czekam :* Kc :*"
   "Kct :* 
Pokręciłam głową i odłożyłam telefon wciąż z bananem na ustach. No zerknęłam na zegarek dochodziła 16. Mogłam spokojnie zwlec się na dół i spędzić ten dzień wypłakując łzy na moim głupim nieszczęściu ale NIE! wolę pojechać do stada Katalończyków i tam przeżywać to jeszcze gorzej bo jakby nie zauważyć są JEGO PRZYJACIÓŁMI. Otworzyłam szafę zbytnio się nie strojąc. . Gdy byłam już gotowa zeszłam na dół, nie mogłam zostawić Veronici samej
 - Veronica do mnie!-zaśmiałam się
Brunetka wyłoniła się w szybkim tempie z salonu.
 -co tym razem?-spytała
 - jedziemy do Daniego zbieraj się-dodałam czekając na jej reakcje
Zrobiła wielkie oczy i zaczęła piszczeć
 - tak tak pocieszysz się później-popchnęłam ją w stronę schodów
Leciała jak poparzona. Tydzień temu sama tak reagowałam. Przejrzałam szybko jeszcze portale społecznościowe i  nim się obejrzałam moja przyjaciółka już pełno ekscytacji czekała na mnie. Nie ona nie jest normalna ale kto jest?
 -ja ich zobaczę-umierała z podziwu
 - przyzwyczaj się bo to częste... u Neymara-przełknęłam rosnącą gulę w gardle
 - Rafa z nami nie jedzie?-zapytała Polka
Na szczęście zmieniła temat
 - a ktoś powiedział że nie-odezwała się Brazylijka machająca kluczykami od auta 
 - ona będzie prowadzić?-spytała szeptem Veronica
 - jest dobrym kierowcą-poklepałam Rafę po ramieniu- tylko nie szarżuj piracie-obie w tym momencie się zaśmiałyśmy
Veronica bała się jeździć z kimś kogo nie znała. Usiadłam koło niej by czuła że nie ma się czego bać. Po chwili Brazylijka ruszyła i mogłyśmy się odprężyć. Dobrze wiedziałam czemu brunetka gdy tylko wspomniałam że Rafael tam będzie zgodziła się pojechać z nami. Nie będę swatką ale gdy zauważę że ta dwójka ma się mono ku sobie to "minimalnie" pomogę. Droga zajęła nam dobre 20 min. Szybko wysiadły pozostałe towarzyszki ale ja nie garnęłam się by tam wejść. Katalończycy to coś gorszego niż najlepsza przyjaciółka, "gorszego" czyli trzeba im jeszcze więcej opowiadać. . Rafaella strasznie się cieszyła(wiecie z jakiego względu) więc gdy tylko przekroczyła próg drzwi wpadła w stado piłkarzy.  Jeśli będzie tu ciemnooki najwyżej utniemy sobie krótką pogawędkę bądź będziemy się omijać szerokim łukiem. Wciąż przeżywałam to co się stało, była to obustronna winna....to nie powinno się stać a on nie powinien oddawać tego pocałunku do cholery! TU NIE MA MIŁOŚCI. Zamknęłam szufladkę z imieniem bruneta na klucz i nie mam zamiaru jej otworzyć. Jako kolejna weszłam do domu Alvesa i jak się okazało wszyscy na mnie czekali. Szczególnie Dani z bananem na ustach.. Siedzieli a ogrodzie...czyli miejsce do rozmów
 - Celia!-krzyknął właściciel tego domu- nie mówiłaś że masz taką miłą przyjaciółkę-zaśmiał się
Doszłam do nich i zrozumiałam sens tych słów. Tak jak to bywało u Veronici była pełna ekscytacji ze spotkania piłkarzy.
 - ach to-szturchnęłam ją- no jest waszą wielką fanką-przywitałam się po kolei z chłopakami
Napotkałam błogie i rozmarzone spojrzenie Polki.
 - ona też chce was przytulić-szepnęłam gdy byłam przy Danim(wciąż przy nim)
Skończyłam się witać z resztą i zajęłam miejsce wśród przyjaciółek.
 - czekają aż ich przytulisz-zachichotałam patrząc jak chłopaki stoją i patrzą się na nas obie
Veronica speszona wstała i skierowała się w stronę Katalończyków. Spodziewając się co będzie dalej spokojnie dosiadałam się w rejon Południowców. Mogłam spokojnie oprzeć głowę na ramieniu najlepszego Argentyńczyka na świecie. Gdy mnie obejmował wyczytałam z jego gestów typu"widzę że coś się dzieje". Bez przyczyny nosił miano najlepszego przyjaciela, tuż obok stali pozostali gracze Blaugrany. Mogłam spokojnie przeczekać nawałnicę nazywaną Veronica i jej idole. Gdy po jej spojrzeniu stwierdziłam że doszła już do siebie mogłam wtopić się w tłum i robić to po co tu przyjechałam.
 -masz coś do picia?-spytałam nie miejąc odwagi zapytać o cokolwiek innego
 - przyniosę i zaczynamy-puścił mi pocieszające spojrzenie i zniknął za szklanymi drzwiami
 Dani poszedł ale została większość
 - opowiadaj-dodał spokojnie Pique
Duży się odezwał.
 -to była pomyłka tyle wam wystarczy-dodałam wytykając język
Pique zrobił duże oczy i w mgnieniu oka znalazł się przy mnie. Czy był sens coś więcej mówić. Moim zdaniem nie ale ciąży mi myśl że nikt o tym nie wie i nie może mi pomóc. Oczywiście liczę się z tym że brunet może być w domu Alvesa i słyszeć wszystko co powiem ale co mi tam. Jeśli chce grać to ja gram dalej, nie będę tchórzyła przed świadomością że idol zwyczajnie potraktował mnie tak jak by potraktował każdą inną laskę. 
 -co się wydarzyło na tyle że boisz się o tym mówić?-odezwał się męski głos, poznałabym go wszędzie
  -Alves ależ ty tajemniczy-zaśmiałam się ironizując
Podał każdemu po dużej szklance soku a dzbanek postawił na stoliku. 
 - wszystko i nic-mruknęłam- chłopaki wybaczcie ale nie mam jakoś ochoty jakoś o tym mówić-przysunęłam kolana pod brodę
Znacząco spojrzeli i znałam to spojrzenie. Automatycznie zbliżyli się na tyle że byłam na wyciągnięcie ich rąk wręcz stykaliśmy się nimi. 
 -słuchajcie, nie to że wam nie ufam ale czy Neymar tu jest?-spytałam od niechcenia
Tak naprawdę to cholernie się o niego martwiłam
 - nie widzieliśmy się od wczorajszego wieczoru-pokręcili głowami szybko milknąc
Widzieli się z nim przed co się stało?
 - był u was?-spytałam smutno
 - dzwonił-dodali- do każdego-pokiwali głowami- i nie była to przyjemna rozmowa, był....był bardzo odmieniony-ucichli
Nic nie powiedziałam, Neymar nie wrócił do domu na noc po tym co się między nami wydarzyło w dodatku przed co zaszło chłopaki rozmawiali z nim.
 -czyli wiecie o wszystkim?-spytałam już odważniej
 - o wszystkim? a jest coś po za niczym?
 - całowałam się z Neymarem-wydusiłam- to jest to wszystko a zarazem nic-zacisnęłam wargi by się nie rozpłakać- rozumiecie C-A-Ł-O-W-A-Ł-A-M!-krzyknęłam powoli rozpaczając nad sobą-ale to nie wszystko, ja chcę więcej, tylko jego a nawet jego straciłam-dodałam szybko odwracając twarz- stchórzył i odsunął się ode mnie, potraktował jak każdą-dodałam z drżącym ciałem- uciekł nawet nie zważając na to co ja poczułam, a poczułam się najgorzej na świecie-teraz nie wytrzymałam, rozpłakałam się na dobre. Chłopaki zareagowali od razu. Objęli mnie ramionami, cicho pocieszając. Nie jestem beksą
 - nie chciał mnie od początku, głupia się łudziłam że coś się między nami zmieni-szlochnęłam ocierając łzy
Chłopaki wciąż milczeli
 - za 2 dni wracam do Polski-wyznałam bardziej wtulając się w Leo- wrócę ze złamanym sercem ale co tam ON SIĘ TYM NIE PRZEJMIE-warknęłam-TCHÓRZ-krzyknęłam chcąc coś kopnąć.
 - nie mógłby długo taak.....on nie jest taki jak teraz myślisz-dodał Pique
 - a jaki? Uważam bądź uważałam go za swojego idola a teraz dla mnie to ktoś obcy...mój idol potraktował mnie jak każdą łatwą-machnęłam żenująco ręką- widziałam po jego oczach że chciał więcej  a po tym jak się skończyło czar prysł-dodałam na odchodne gdy wyszłam z towarzystwa piłkarzy. Usiadłam na podłodze tuż koło lodówki wciąż przeklinając na swoją głupotę. Długo to nie potrwało bo zjawili się Katalończycy i przenieśli mnie na stare miejsce.
 -teraz ty nas wysłuchaj-stanęli nade mną, byli o bardziej doroślejsi gdy przechodzili do poważnych spraw, spraw związanych ze mną- po pierwsze zmień o nim zdanie po drugie pomyślałaś o tym co on poczuł gdy kazałaś mu zapomnieć po trzecie sama umiesz zapomnieć?
Trzy najważniejsze pytania
  - nienawidzę was takich-mruknęłam sama do siebie
Czekali na odpowiedź
 -nie umiem zapomnieć-dodałam głośno patrząc na każdego z nich- i co mam z tym zrobić? wydrze mi ktoś serce bym nie mogła czuć tego co teraz czuję?-spytałam załamana
Moje załamanie wzrosło do tego stopnia że mogłam jedynie mrugnąć
 -a co teraz czujesz?-spytał zachrypnięty głos 
 -sama nie wiem-powiedziałam cicho- mój rozum przepełniony jest złością i smutkiem ale serce.....serce wciąż pamięta tamten pocałunek-zagryzłam wargę- moje serce nigdy nie przestanie go kochać choćbym nie wiem co zrobił-dodałam zamykając oczy
-Neymar Da Silva Santos- jedna osoba do której żywię tyle sprzecznych uczuć-dodałam wciąż pogrążona we własnych myślach
 - powiedz mu o tym-dodał Leo- oboje macie sobie coś do wyjaśnienia
 - nie!-pokręciłam od razu głową- żebym miała jeszcze bardziej złamane serce? Wybaczcie ale nie-usiadłam nad basenem gdzie mogłam wszystko wyrzucić z głowy
 -nie rozumiecie że on mnie nie chce?-spytałam zła- to koniec mojej przygody tutaj-dodałam po raz ostatni co mogłam bo zobaczyłam stojącego u drzwi Daniego pana Neymara 


***
Mamy 31! Nie wiecie jak się cieszę że czytacie to opowiadanie♥ Czekam na komentarze. Co będzie z Celią i Neymarem? Dojdą do rozmowy? Czy jednak do niej nie dojdzie i wszystko się zmieni? Dzisiaj może być jeszcze drugi :* ♥





sobota, 23 lipca 2016

Rozdział 30

Proszę o przeczytanie notki pod rozdziałem :* 

"Przebywać z Tobą to tak naprawdę najlepsza frajda w życiu"

Czy będzie tego chciał czy nie i tak  to zrobię mimo wszystko. NALEŻAŁO MU SIĘ. Gdy wróciłam do pokoju jeszcze przez dłuższy czas przeżywałam  słowa Brazylijczyka.  Nie mogłam wyjść z wrażenia że czytał mi w myślach. W końcu po długich namysłach mogłam spokojnie zasnąć(przynajmniej chciałam).  Nie zabroni mi zrobić czegoś miłego za spełnienie mojego wielkiego pragnienia. Póki nie nastał świt mogłam już działaś. Niestety brunet ma pecha że jego pokój leży tuż naprzeciwko mojego. A właśnie.....gdy nadusiłam klamkę drzwi się automatycznie otworzyły a pokój był pusty. Tym lepiej dla mnie-pomyślałam między chytrym uśmieszkiem. Znowu to uczucie. To ogarniające ciepło, zapach trawy cytrynowej i bryzy oceanu. Magia w tym pokoju unosiła się w powietrzu. Miałam zadanie do wypełnienia.  Szukałam konkretnie u niego jakiej wskazówki co lubi jeść. Oczywiście myślałam o telefonie ale nie znam jego blokady.....
 - spróbuję-dodałam cicho i odblokowałam szybko
Jak się okazało nie miał blokady. Weszłam w notatki i tam znalazłam przepisy i nazwy jego ulubionych dań. To było zbyt proste......Moją twarz oświetlił blask księżyca. Neymar miał idealny pokój, taki gdzie można o wszystkim zapomnieć.  Nie mogłam się oprzeć wrażeniu że ktoś za mną stoi. Poczułam jak ramiona mnie oplatają sprawiając że poczułam motylki w brzuchu. Szybko wrzuciłam jego telefon do kieszeni a wykładając swój. NIECH STRACĘ. Objął mnie czule robiąc to tak że poczułam się jak w niebie. 
 - nie dziwi mnie twoja obecność tutaj-szepnął podrażniając moje ucho
Przygryzłam mocno wargę.najpierw myśl potem mów
 - nie chciałam byś...-nie dał mi skończył bo dotknął mojej dłoni i położył palec na wargach
 - ciii...chodź za mną-dodał- zamknij oczy-dopowiedział prowadząc mnie gdzieś
TO JA MIAŁAM MU ROBIĆ NIESPODZIANKĘ. Zrobiłam tak jak chciał i szłam z nim w ciemność.
  -już możesz-szepnął
To co tam ujrzałam przerosło moje najskrytsze myśli. To był widok na Camp Nou wraz z fotelami "księżycami" .Ideał. Zabrakło mi słów, po prostu.
 - to...-głos mi drżał- to miejsce jest magiczne-wyznałam patrząc na Brazylijczyka
On zbliżył się do mnie kątem oka wpatrują się w pełny księżyc.
  - to miejsce tylko dla nas-wyznał przybliżając się jeszcze bliżej
  - mam dzisiaj urodziny czy co?-w moich oczach zebrały się łzy
  - chcę byś coś wiedziała......
  - teraz ty mnie wysłuchaj, proszę-wydusiłam z siebie- chcę byś zapamiętał sobie że zawsze będę ci wdzięczna za wszystko-spojrzałam w jego oczy, nie wyrażały nic co mogłabym odczytać - wiem że mnie ostrzegałeś ale nie mogłam tak dłużej-westchnęłam dodając sobie otuchy by mówić dalej- jesteś moim marzeniem które się spełniło-wyznałam cicho nie chcąc by ta myśl opuściła moją głowę.
 - a  ty moim które wciąż się spełnia i uzupełnia mnie w całości-przymknął oczy przyciskając mnie bardziej do siebie
O takiej chwili marzyłam.
 - wybacz Ney ale to za dużo-upadłabym na kolana gdyby nie przytrzymały mnie silne ramiona bruneta
 - za dużo że powiem że jesteś dla mnie gwiazdą która wciąż mnie zaskakuję, że jesteś chodzącym słońcem które oświetla moje dni? Że jesteś najlepszą rzeczą która mnie spotkała, że nie wyobrażam .....-umilkł
Uniosłam swój zaszklony wzrok na człowieka który prawie.....
 -to ja miałam mówić-mruknęłam lekko się uśmiechając-dokończ-wychrypiałam
 - że nie wyobrażam sobie bez ciebie życia-dodał spuszczając głowę
Speszył się? Czy Neymar da Silva Santos Junior się przejął?.
Mogłam umierać. Dosłownie i w przenośni.  Jedno zdanie wystarczyło bym mogła także wyznać mu co czuję. To chyba najwyższy czas.
 -Neymar ja-dodałam lekko zagryzając wargę
Gdy podniosłam jego głowę jego oczy błyszczały. Nie widziałam wspanialszego człowieka od tego który przed chwilą przede mną stał. Musiałam się odważyć, już czas.
 - Ja nie wyobrażam sobie życia bez ciebie-wydusiłam
W chwili gdy usłyszał moje słowa szybko spojrzał na mnie i czym następnie złączył nasze usta w delikatnym pocałunku. Czułam że chciał więcej, ja też. Pozwoliłam mu by pocałował mnie jeszcze raz i jeszcze raz nie kończąc tej czynności. Jego wargi smakowały truskawkami, nie mogłam się im oprzeć. Czy tak to jest gdy całuje się z idolem? ON NA PRAWDĘ MNIE CAŁOWAŁ. Nie naciskał nie pragnął nic więcej tylko mojej bliskości. Ja nie pragnęłam niczego innego. Dobrze wiedziałam czego pragnę najbardziej. JEGO I TYLKO JEGO.  Oderwałam się by nabrać powietrza. Gdy oboje na siebie zerknęliśmy.....jego spojrzenie nabrało innego sensu dla mnie. Nie chciał mnie jako fanki chciał mnie jako Celię. Gdy chciałam coś powiedzieć ten w mgnieniu oka zniknął z magicznego pomieszczenia i ulotnił się bez słowa. Przeżyłam swój pierwszy pocałunek z osobą którą naprawdę kocham a osoba która nią jest uciekła. Stałam wciąż oszołomiona pocałunkiem a dobita faktem że prawdopodobnie ten pocałunek nic dla niego nie znaczył. Bo po co się przejmować zwykłym pocałunkiem z nic nie znaczącą dziewczyną którą jest fanką. Usiadłam na jednym z foteli. 
 - pierdolić go-powiedziałam szybko ocierając łzę
Długo to nie potrwało jak usłyszłałam męski głos
 - nie chciałem byś pomyślała że stchórzyłem-wypowiedział kilka słów które sprawiły bym nie mogła się nim nie oprzeć
Stał tam, bez koszulki czekający aż coś powiem. Sumienie go ruszyło? Nie odpowiedziałam. Niech mnie sprowokuję to zobaczy. Czy ja tak naprawdę się łudziłam że coś po tym między nami zajdzie? 
 - głupia jestem-krzyknęłam w stronę bruneta
Wstałam miejąc dość tej niezręcznej ciszy. 
 -zapomnij o tym co tu się wydarzyło-powiedziałam z pełnym jadem a zarazem smutkiem- to  nie mogło się wydarzyć-wyznałam
 -ale się wydarzyło-dodał z iskrami ciemnooki
 -lepiej żebyśmy zapomnieli i zachowywali się tak jak wcześniej bo tu nic nie zaszło prawda?-dodałam obojętnie powstrzymując łzy. Odwróciłam się tak szybko jak umiałam by osoba która trzymała na moich ramionach swoje dłonie nie dostrzegła płynących łez po moich policzkach. Wyrwałam się i wyszłam z pokoju osoby która jest moim całym światem. Gdybym miała więcej odwagi wyznałabym mu od razy wszystko.  Nie widząc nic poza spływającą wodą po moich policzkach osunęłam się po ścianie. Nie wiem ile zajęło mi dojście do pokoju ale dość by usłyszeć trzaski i krzyki z pokoju który właśnie opuściłam.  Zacisnęłam z całych sił wargi tak by się nie rozpłakać nie niszcząc nic wokoło.  Gdyby to był jakiś chłopak z mojej szkoły powiedziałabym wprost co czuje ale przy nim miękną mi kolana i nie mogę nic z siebie wydusić a po tym co się dzisiaj wydarzyło  nie wydarzyło będzie mi jeszcze trudniej. Boję się że takimi słowami właśnie go straciłam. Gdy przekroczyłam próg drzwi od razu moje łzy zauważyły dwie przyjaciółki
 - wybaczcie ale nie teraz-wychrypiałam mimowolnie- nie mam sił by o tym mówić-wyznałam gdy układałam swoja głowę na poduszce. Pokiwały jednoznacznie głowami nie mówiąc nic więcej. Cała noc minęła mi tak jak 5 min. Próbowałam zasnąć choć na chwilę ale promienie słońca świadczyły o tym że nastał nowy dzień. Nie chciałam nowego dnia nie chciałam już niczego. Jeśli straciłam najważniejszego człowieka w moim życiu równie mocno mogłam więcej się nie obudzić. Siedziałam na łóżku owinięta kocem, nie kołdrą nic w tym stylu przy 25 stopniach nie dało się w nich spać.  Czy kiedykolwiek czułam się gorzej niż dzisiaj? Nie przypominam sobie takiego dnia. Rafaela wraz z Veronicą zauważyły że już nie śpię ale nic z  tym nie zrobiły. Dobrze obie wiedziały że przyjdzie taki czas że sama im wszystko opowiem. Nie wyszłam z łóżka na tyle długo że dziewczyny przyniosły mi śniadanie. Wzięłam od nich tackę z przygotowanym jedzeniem i postawiłam ją na biurku by się swobodnie przebrać. Wyciągnęłam z szafy pierwsze lepsze spodenki i najbliższy moim dłoniom T-shirt.  Moje włosy leżały w nieładzie, nie miałam pomysłu co z nimi zrobić. Jakie to szczęście że gdy usiadłam by zjeść śniadanie Veronica zajęła się już moim nieładem na głowie. Gdy skończyłam jeść ona skończyła z układaniem włosów na mojej głowie. 
 - gotowe-powiedziała Polka zabierając ode mnie pustą tackę
 - ja to zrobię, umiem sama-mruknęłam zabierając ją od przyjaciółki
 - czy aby napewno chcesz?-spytały chórem
 - kiedyś muszę-dodałam sama nie wierząc w swoje słowa
Czy mogłam odmienić jeszcze tą sytuację? Jeśli brunet mi na to pozwoli.


***
Mamy 30! Kochani nie sądziłam że dotrwam do tego rozdziału a to wszystko dzięki wam! To wy dajecie mi motywacje, to że czytacie moje pomysły i że jesteście ze mną ! Kocham was mocno♥
A tak wracając to co myślicie, wybaczcie że tak szybko ale musiałam to zrobić w końcu♥ I co teraz będzie? ♥


Rozdział 29

"Odległość powinna dzielić tylko ciała a nie serca. Odległość to czasem tylko pretekst żeby się zbliżyć"
Po dogonieniu Neymara przy stole do gier nie dało się nic więcej zrobić-tylko grać jak się okazało tak już nasi przyjaciele ustalili. Gdy dobrze rozsiadłam się na siedzeniu miałam idealną okazję do wyciągnięcia odpowiedzi od Brazylijczyka. Wydobędę to z niego. Gra rozpoczęła się chwilę później. Oczywiście musiało o coś pójść, inaczej nie byłby to Poker.
 - jeśli wygram stawiacie kolacje-odezwał się wyjątkowo Jota
 - a jeśli przegrasz?-spytałam unosząc brwi
-cóż nie przegram-mruknął śmiesznie pod nosem i zaczęliśmy grać
Zdziwiłam się że ciemnooki nie miał żadnego zakładu. Tak czy inaczej musiałam wygrać. Szło mi db ale lepiej szło Neymarowi. Gra nie liczyła się dla mnie ze względu na wygraną ale z powodu wyciągnięcia z bruneta odpowiedzi. Wiem że ciągle o tym myślę ale nie daje mi to spokoju. Szłam łeb w łeb z Brazylijczykiem. Jak się okazało graliśmy dobre parę godzin i w finale wylądowałam wraz z Jotą i Neymarem. Niestety ale młodszy brat ciemnookiego przegrał z naszymi asami.
 - Zostaliśmy ty i ja Montez-powiedział cwaniacko rozpoczynając nową partię.
 - tak wiem Da Silva-dodałam takim samym "cwaniakiem" w stronę bruneta
I znowu to samo. Brazylijczyk zrobił to co zwykle i zaczynał grać. Ja oczywiście wpadłam w całkowite zapomnienie i nie mogłam oderwać swoich oczu od jego osoby. W końcu wygrałam. Trudno było ale Brazylijczykowi brakowało sprytu. Wybacz Da Silva ale ten jeden raz kantowałam.
 - Wygrałam-rzuciłam karty na stół
Czekałam aż brunet rzuci swoje. Gdy je rzucił zrozumiał że to co powiedziałam było prawdą. Miałam karocę a co się z tym wiąże on nie mógł tego przebić żadnymi kartami. Widziałam po jego twarzy że nie łatwo przychodzi mu przegrana
Mi też nie
 - Dobrze to rozegrałaś-dodał uśmiechając się lekko
Żebyś wiedział jaka jest prawda, udusiłbyś mnie
 - dobra nie liczy się dla mnie zwycięstwo dobrze wiesz na co czekam-powiedziałam przyciskając jego dłoń na stole
 - nie ustąpisz prawda?-spytał mrucząc coś pod nosem
 - nie denerwuj mnie Da Silva..-zacisnęłam zęby
Ten o to osobnik zaśmiał mi się prosto w twarz, żadnej urazy tylko ten piękny szeroki uśmiech. NIECH GO SZLAG. Jakby piorun z bicza strzelił ktoś nam przerwał w chwili gdy brunet miał mi w końcu powiedzieć prawdę.
 - chodź Cel-ucięła gdy zrozumiała w jakiej sytuacji jestem
Widziałam po wargach Brazylijczyka że coś powiedział. CHOLERA. 
 - nie nie chodź-dodałam uspokajają się- przydasz mi się-uśmiechnęłam się tajemnico do Polki
 Veronica przeklęła pod nosem po hiszpańsku. Tak nauczyłam ją tego bo sama by nie się nie odważyła.
 - to teraz gadaj i możemy spadać-ucięłam krótko puszczając jego dłoń.
Zerknęli na siebie moja przyjaciółka i ten piłkarzyna.
 - dość-warknęłam przysuwając twarz w stronę bruneta
Osunął się bardziej na krześle. Czy on tchórzy?
 - niech twoja przyjaciółka ci powie-powiedział i uciekł z pokoju gier
CO ZA CZŁOWIEK.
Czyli Veronica wiedziała przez ten cały czas i mi nie powiedziała? Tak samo jak nie było jej przez dłuższy czas na śniadaniu....czyżby rozmawiała z nim?.
 - czy ja dobrze zrozumiałam że coś wiesz?
Nie znosiła gdy mówiłam do niej takim tonem, powie mi prędzej czy później. Cierpliwie czekałam.
 - jak już muszę...-westchnęła- jak myślisz gdzie był twój Brazylijczyk przez ten czas? Myślisz że sama wpadłabym na pomysł by do ciebie przyjechać?-machnęła rękami znudzona- jak już wiesz to możemy iśśśść spaaaaać-ziewnęła przymykając oczy, nie zapomniała pociągnąć mnie za sobą. Kto był by tak wspaniałomyślny i sprowadził tu z drugiego końca świata jej  najlepszą przyjaciółkę. Poznałam zapach trawy cytrynowej i Brazylijskiej bryzy. Kolejny dowód że mogę bardziej go pokochać.  Co ja bym dała by wiedział co do niego czuje.....
GŁUPIE MARZENIA
 No dobrze wróćmy do rzeczywistości.
 -To twój kochaś-ucięła i mamrotała pod nosem że chce iść spać. Był to śmieszny widok bo przed chwilą była pełna życia.
Przymknęłam oczy i głęboko odetchnęłam. 
 - nie miał odwagi mi powiedzieć-zacisnęłam pięści
 - wyluzuj miała to być niespodzianka-dodała spokojnie Veronica
 - gdybym wiedziała to sama by cię tutaj sprowadziła...niech go....-wyrywałam się do pokoju gdzie spał Brazylijczyk
Tak dokładnie spał drzwi od salonu do gier. Miałam kilka kroków by....
 - Ziemia do Celi-machała mi żwawo ręką przed oczami 
Coś do mnie doszło. Gdybym się dowiedziała że to on sprowadził Veronicę to dobrze wiedział jak zareaguje tymczasem nic nie powiedział by była to niespodzianka. Dobrze przemyślane. Za dobrze mnie poznał i dobrze wie że będę musiała mu za to podziękować.
 - ten dzień mnie przerasta ale dobrze że jesteś przy mnie-dodałam przytulając się do przyjaciółki.
Ona odwzajemniła ciągle mrucząc pod nosem że idzie do łóżka. Nie zdziwiłam jej się byłam w podobnej sytuacji. Poszłyśmy na górę, do pokoju. Minęłyśmy się ze śpiącą Rafą przy....pokoju brata. Jak się okazało Brazylijczyk siedział przy telefonie swoim jak i siostry. Nie zauważył mnie więc miałam okazje by  mu podziękować.
 -wejdź jak chcesz-dodał głośno brunet
Widział mnie
 - chciałam sprawdzić czy już śpicie-palnęłam bez namysłu.
Rafa zachichotała. Dostała kuskańca ode mnie
 - to za stół-zaśmiałam się 
Na koniec skończyło się tym że obie się przytulałyśmy. Wciąż w jego pokoju. Na chwilę chciałam zobaczyć czy moje zdjęcie wciąż stoi w jego większym pokoju. Chwila nie uwagi Rafy i mogłam je spokojnie dojrzeć. Robiłam to tak by brunet nic nie skumał. Musze mu podziękować choćby nie wiem co. Po tym wszystkim wycofałam się z pokoju Rafaeli i ruszyłam swoje cztery litery na pokój naprzeciwko. Zamknęłam oczy na chwilę i poczułam pociągniecie za rękę
 - nawet nie wasz mi dziękować a jeśli to zrobisz no cóż zobaczysz-szepnął i zamknął drzwi
Przeszły mnie ciarki i doznałam takie dziwnego ciepła na sobie że nie mogłam przez chwilę się ruszyć. No cóż Neymar, jakoś będę musiała to zrobić.


*****
Mamy  29! Jak myślicie co będzie dalej z Celią i Neymarem? Czy w końcu któreś z nich się odważy coś wyznać?.



czwartek, 21 lipca 2016

Rozdział 28

"Już sama nie wiem co się ze mną dzieje. Wiem tylko, że przez większość czasu wolałabym być z nim niż z kimkolwiek innym"
Nie chciałam ranka bo wiem co mnie czekało. Głupia głupia i jeszcze raz głupia-wmawiałam sobie w myślach. Jak mogłam tak skompromitować się w oczach jedynej osoby na której mi zależy? Nie wiem co sobie o mnie pomyślał ale wiem ze prawdopodobnie straciłam wiele w jego oczach. Uzna mnie za głupią dziewczynę i na tym się skończy moja dobra relacja z Neymarem. Przez całą noc nie zmrużyłam oka ciągle myślałam co powiem by przeprosić bruneta za moje wczorajsze zachowanie. Budziłam się środku nocy z myślą że owy ciemnooki będzie mnie olewał jednak gdy otwierałam lekko oczy brunet spał na fotelu. Sprawiło to mi głupie ukłucie w sercu. To był znak że patrzy na mnie jak na każdą inną przyjaciółkę. A ja głupia miałam złudzenia że jest inaczej. Obudziłam się wraz z dźwiękiem poruszającego się ciała. Jak mniemałam był to Neymar. Brunet zerknął na mnie przez chwile a następnie wyszedł. 
 - w co ja się łudziłam? - spytałam sama siebie gdy następnie usłyszałam pukanie do drzwi.
 -otwarte-powiedziałam próbując wstać
Gdy drzwi się otworzyły ujrzałam w nich moje trzy najlepsze przyjaciółki.
 -jak się czujesz? - spytały choć same nie miały się dobrze.
Fatalnie
 -a jak myślicie? Fizycznie już nie tak źle a psychicznie jeszcze gorzej-wyznałam
-widziałyśmy na dole Neymara-dodały-mówił ci kazanie? - spytał jakby robiły coś jak nastolatki
Tak ja też go widziałam
 -jeszcze nie-mruknęłam-nawet nie wiem co chce mi powiedzieć, ze nie zniosę jego pogardy rozumiecie? - mruknęłam-nie chce by... - głos mi się łamał-by przez takie coś odzywał mnie od siebie-wtuliłam się w Antn choć zastanawiałam się gdzie podziewa się ta czwarta
 -nie zrobi tego-przytuliła mnie mocniej-zbyt wiele-ucięła
Mam nadzieję 
 -Dokończ-dodałam
Anto  spojrzała na pozostałe kobiety
 -zbyt wiele razem przeszliście by mógł Cię od siebie odsunąć-zakończyła Argentyna.
 -panie wybaczą ale muszę się ubrać-zachichotałam
 -oj nie masz nic czego byśmy my nie miały, raz dwa się ubieraj i schodzimy-dodała Kolumbijka
Szturchnęłam ją i pokręciłam głową. Szybko wyjęłam z szafy ubrania  dodając do tego czarne trampki i specjalny fullcap-bez niego ani rusz. Przypomina wam to kogoś?. Nie związałam włosów uznałam że nie mam po co ich chować więc zostawiłam je rozpuszczone. Niechętnie ale musiałam zejść na dół, jak się okazało nie tylko ja tam czekałam. Były tam partnerki piłkarzy, Rafaela i Veronica. Rozejrzałam się za panem tego domu. Dostrzegłam go na tarasie ustawiającego naczynia. 
 -Marcela muszę ci kogoś przedstawić-dodałam i wskazałam na Veronicę
 - już nie musisz-przerwała mi- poznałyśmy się rano jak były u Neymara-dodała i zniknęła za ogrodowymi drzwiami.
Były u Neymara?
Oj będę musiały mi to wytłumaczyć. Nim się zorientowałam siedziałam już przy stole z dziewczynami. Nie odzywałam się do nich za to co zrobiły.
 -nie wiem co cię trafiło ale nic nie powiesz?-spytała Rafaela
 - a wy nie raczyłyście mi powiedzieć że byłyście u Neymara??- niemalże krzyknęłam- teraz wiecie czemu-dodałam bawiąc się palcami
 - miałyśmy ci powiedzieć ale to co się stało wczoraj nadal wisi nad tobą-dodała coraz ciszej Kolumbijka. Nie winiłam ich za to.
 - dobrze już, tylko następnym razem jak złożycie mu wizytę powiedzcie mi o tym wcześniej-dodałam promiennie widząc kto zmierza w naszym kierunku. Dziewczyny też to zauważyły i lekko szturchnęły mnie.
 - nie uśmiechaj się tak bo pomyśli że niczym się nie przejęłaś-dodała cicho Veronica
Kochane są
Gdy był już w zasięgu moich oczu zobaczyłam że zniknęło z niego(tymczasowo) napięcie i mógł na spokojnie przywitać się z dziewczynami. Przy mnie się zatrzymał, przywitał się ale wiedziałam co powie
 - mam ci  parę słów do powiedzenia-szepnął- ty mi jeszcze więcej-dodał odsuwając się
Usiadł koło siostry- no tak póki nie porozmawia ze mną nie przysunie się bliżej niż 20 m. Wstałam od stołu szerząc się głupio do grupki przyjaciół i zawróciłam swój tyłek w stronę kuchni. W pomieszczeniu ujrzałam uwijającą się Brazylijką kucharkę.
 - pomogę-szepnęłam do niej biorąc półmisek z jedzeniem. W podziękowaniu ujrzałam promienny uśmiech kobiety. Niestety mój uśmiech  urósł gdy zobaczyłam bruneta idącego w tą samą stronę co ja. Okazało się że także on chce pomóc swojej kuzynce.
 Jaki on kochany
Po kilku miskach mogłam wrócić na swoje miejsce i zająć się jedzeniem. Tym razem na prawdę. Jedzenie przeminęło w spokojnej atmosferze. Po tym wszystkim poczułam lizanie po stopie jak się okazało był to znajomy Goldem- Retriever
 - Poker-zaczęłam chichotać- no już wiem że chcesz bym się z tobą pobawiła-nie mogłam normalnie mówić, mój głos mieszał się ze śmiechem. Wstałam i zasunęłam za sobą krzesło. Skierowałam się w w stronę słodkiego białego psiaka. Radosny ogon-tak by można o nim powiedzieć, latał za patykiem gdy tylko mu go rzuciłam i przynosił szybciej niż mogłam pomyśleć. Był najsłodszym psem na świecie. Bawiłam się z nim z wielkim uśmiechem bo przypominał mi że wszystko co złe przemija i wschodzi słońce. Nie mogłam mu się oprzeć, gdy próbowałam już przestać on podkulał ogon i robił słodkie oczka- po prostu się inaczej nie dało. W między czasie mojej zabawy z białym ogonem mogłam zanieść swoje naczynie i następnie je umyć, na zastępstwo najęłam moją jeszcze świeżutką przyjaciółkę. Jak zobaczy jaki z niego słodziak będzie nim zachwycona- jak każdy kto się z nim bawił. Po skończonej robocie w kuchni wróciłam na świeże powietrze a tam przy słodziaku siedział jego pan. Oboje wyglądali razem nieziemsko. Otóż jego Pan był bez koszulki a to sprawiło że się speszyłam. Wzięłam głęboki wdech i ruszyłam do miejsca gdzie prawdopodobnie miała odbyć rozmowa moja i Brazylijczyka na temat wczorajszego wieczoru.
 - usiądź-powiedział nie zaprzestając głaskania swojego czworonożnego przyjaciela
Zrobiłam tak jak chciał, teraz czas na mnie
 -Neymar słuchaj, to co wczoraj się wydarzyło nie miało mieć prawa miejsca i jest mi strasznie przykro że musiałeś taką mnie oglądać. Przez chwilę nic nie powiedział tylko odwrócił twarz. Jego twarz....była uśmiechnięta.
Co go tak śmieszy?
 - słucham dalej-próbował się nie roześmiać
 - było mi głupio gdy widziałeś i gdy czułeś co robiłam....-spuściłam głowę nie wiedząc jak się dalej bronić- zachowałam się jak dziecinnie ale nie chciałam byś poczuł do mnie jakąś odrazę-skończyłam 
Nie miałam nic więcej do powiedzenia. To jego milczenie zaczęło się robić niepokojące. Po dłuższej przerwie wreszcie mogłam odetchnąć z ulgą.
 - po pierwsze- dobrze się czujesz?-spytał nadal z uśmiechem i troską w oczach- po drugie wciąż nie rozumiem jak zdołałaś nie paść po 3 butelkach wina a po trzecie jesteś niesamowita-wyznał a mnie zatkało. Że jaka?
 - N-I-E-S-A-M-O-W-I-T-A-literował brunet- mogę nawet to tysiąc razy powtórzyć jeśli chcesz-teraz już nie ukrywał w jego śmiechu można było wyczuć wszystko co czuł wczoraj. Wciąż nie mogłam powiedzieć a ni słowa. Nie wierzyłam że on to rzeczywiście powiedział póki nie poczułam przyciągających ramion w stronę ciemnookiego. 
 - a to co było wczoraj i później...-spoważniał od razu- to że tyle wypiłaś.....-pokręcił głową i na jego usta wrócił uśmiech, długo nie po żyje bez uśmiechu- możesz robić to częściej- powiedział składając pocałunek na moim gorącym policzku. Mój żołądek skoczył fikołka, jego wargi prosiły się by je złączyć....STOP!-ooo dawny głosik się odezwał. Odsunęłam się niechętnie i wstałam. Musiałam po raz kolejny uświadomić sobie że on to ktoś kogo nie będę miała. W całym tym tłoku myśli nie poczułam gdy brunet ponownie pociągnął mnie na ziemię tym razem plecami do niego. NIECH GO SZLAG!- krzyczał głosik- miałam bluzkę z gołymi plecami a on to wykorzystał tylko chwilę do czego on zmierza?....... Zaczął całować moją szyję robiąc mokre ślady na mojej skórze......zagryzałam mocno wargę -to nie ma prawa mieć miejsca-wychrypiałam w jego włosy- nie może....-nie dokończyłam bo poczułam jak jego dłonie przesuwają się po moich nagich plecach Jego dotyk sprawiał że się rozpływałam, za każdym razem po moim ciele rozchodziła się gęsia skorka. Jednak nie zrobił nic więcej, dobrze wiedział. Złożył najdłuższy pocałunek na moim policzku niż kiedykolwiek i się odsunął. Ja siedziałam przez chwilę oniemiała, wciąż do mnie nie dochodziło co tu zaszło. Neymar wstał wpatrując się we mnie. Jego wzrok sprawiał że miałam ochotę go pocałować. Zrobiłam to co on, nadal nie wie jak mi jest źle to co wczoraj zobaczył
 - jeszcze raz przepraszam za wczoraj-szepnęłam idąc w stronę wejścia do domu
Spodziewałam się ze brunet mnie zatrzyma. Proszę nie rób nic co by mogło jeszcze bardziej sprawić że zrobię coś czego będę żałować. Chyba dobrze wiecie o czym mówię
 - nie chce więcej słyszeć że mnie dalej o to co wczoraj się wydarzyło przepraszasz jasne?-uniósł brwi. Lekko się zaniepokoiłam jego tonem, nie na długo bo z poważnej miny zrobił się cwaniacki uśmiech
 - teraz przynajmniej wiem co zrobić byś dała się o siebie zatroszczyć-podrapał się po karku- i byś wiele nie mówiła w jednej chwili-zaśmiał się.
Po raz drugi w jednym momencie mnie zatkało. ON CHCE SIĘ O MNIE TROSZCZYĆ?
 - to co wtedy krzyczałam....-spuściłam głowę, wstydziłam się tych słów, jeden Bóg wiedział ile znaczyły one w moim życiu
 - o czym mówisz?-zmienił ton czyli o niczym nie wiedział
Odetchnęłam z ulgą
 - a takie głupoty-machnęłam ręką- nieważne już- zaśmiałam się ukrywając to co naprawdę czułam
Gdy Brazylijczyk uznał że to koniec tematu zmierzał już do środka jego posiadłości gdzie pozostała czwórka świetnie się bawiła pewnie pytacie gdzie....och już mówię pewnie w salonie do gier. Spotkaliśmy się z brunetem spojrzeniami. Dobrze wiedział co będziemy tam robić. Pozostała jedna wciąż nie rozwiązana sprawa.
 - Neymar teraz mów gdzie byłeś podczas mojego wyjazdu z dziewczynami-założyłam ręcę na pierś czekając
 - chodźcie zagramy-krzyknął Jota jak się okazało zauważył nas
 - idziemy!-odpowiedział krzykiem ciemnooki
 - nieeeeee-pociągnęłam go za koszulkę- póki mi nie powiesz gdzie te kobiety cię wysłały nie zagrasz-powiedziałam cwaniacko
 - potrzebna ci ta wiedza?-powiedział znudzony
Odetchnął i nabrał powietrza.
 - czekam no Neymar-bardziej go ścisnęłam za ramię
Wyszczerzył się szeroko
 - domyśl się-dodał i uciekł do grupki czekających przyjaciół
 -A to skubaniec-  ucięłam pod nosem i ruszyłam jego śladem
DA SILVA I TAK CIĘ DORWĘ.