Music ♥

sobota, 9 lipca 2016

Rozdział 24

"Gdy coś zdobędziesz to trzymaj to mocno"


Gdy już wróciłam spojrzeniem do przyjaciółek te udawały że o niczym nie wiedzą. Pociągnęły mnie w stronę drzwi od galerii  i pozostawiły mnie bez bezpośredniej odpowiedzi kim jest ten PAN TAJEMNICZY. Ja już miałam swój typ i bardzo mi się to nie spodobało. Który to już raz Brazylijczyk wykłada na mnie pieniądze? To oczywiście nie mogło tak być i miałam już pewien plan. Muszę tylko wciągnąć w to partnerki piłkarzy również  siostrę Brazylijczyka. Ona szczególnie pomoże dopełnić mój plan. Brunet dowie się żeby lepiej nie dawać na mnie pieniędzy. Serce mi skakało w piersi na myśl o ciemnookim i przystojnym piłkarzu noszącym numer"11" w ukochanym klubie FC Barcelonie. To będzie nasz dzień-spojrzałam w górę chcąc ujrzeć roześmiane oczy wspomnianego bruneta. Moje gesty spotkały się ze zdziwieniem obok stojących przyjaciółek. Gdybym chciała to jakoś im wyjaśnić....i już nie musiałam. Wystarczyło jedno spojrzenie i wiedziały o kim myślałam. Czytały w myślach? To by było logiczne patrząc że następnym ruchem jakim zrobiły to wprowadzenie mnie do sklepu Nike. Kolejne pytanie bez odpowiedzi 
  -Skąd wiedziały?-szepnęłam na ucho Brazylijce
 - nie pytaj-zaśmiała się Rafaella
Od samego przekroczenia progu sklepu w oko wpadło mi dosłownie wszystko. Ale chwila. Ogarnąć się trzeba, nie dla mnie tu przyszłam tylko dla pana który przekazał pieniądze na mnie moim przyjaciółkom. Kiwnęłam głową i skierowałam się do przedziału z full-capami. Mój ulubiony dział tuż po butach. Jako dobre przyjaciółki dziewczyny poszły moim śladem. Oczy wyszły mi z orbit gdy zobaczyłam ile różnych full- capów mam do wyboru. Wiedziałam jedno-Brunet wzbogaci się o 2/3 fullcapy w swojej garderobie. Nie wiedziałam jakie ale zdałam się na swój i pomagających przyjaciółek instynkt. Wybrałyśmy 2 czarne jeden miał złoty napis York a drugi biały napis Angel. Zniknęłam za regałami i ujrzałam specjalną edycję full-capów. Jeden niebiesko-czarny a drugi fioletowo - czarny. 
 - Idealne po prostu-powiedziałam sama do siebie uśmiechając się głupio
Wróciłam do przyjaciółek z dwiema nowymi wyborami full-capów. Teraz mogę zając się sobą, lecz to nie koniec Da Silva. Anto z Shaki podbiegły do mnie i "podpięły"(jeśli wiecie o  czym mówię). Jak to bywa Rafa czekała już na nas przy dziale z bluzkami sukienkami ze wszystkim co musiałam mieć- oczywiście ich zdaniem. Ja myślałam tylko o jednym by znaleźć sobie coś co by do mnie pasowało. Dziewczyny miały inne zdanie na ten temat
 - wszystko jest tu na ciebie!-pisnęła tym razem Rafa
 - po co mi to wszystko?-uniosłam brwi- wiecie że nie mogę zbytnio naciągać... no wiecie kogo!-spiorunowałam je wzrokiem
 - naciągać?-stwierdziły albo może zapytały? chórem tak czy owak - ty kochaniutka nie masz limitu na dzisiejszy wypad z nami-mówiła tak słodko Kolumbijka  że musiałam się zaśmiać
I tu mój głos się skończył. Dziewczyny zaprowadzały mnie od kąt w kąt. Tam gdzie coś wpadło im w oko a przy takim sklepie to wszystko- tak w skrócie. Ja po jakiś 2-3 h! chodzenia z nimi po tym sklepie byłam wyczerpana. Co chwilę pokazywały mi nowe ciuchy, miałam już z 7 toreb a tym to jeszcze było mało. 
  - dziewczyny dość-zaśmiałam się gdy po 1000 raz prowadziły mnie w regały ubrań
Oczywiście mnie nie posłuchały i za to je kochałam. Podawały mi kolejne sukienko/ bluzki do przymierzania. Nareszcie gdy im się znudziło przyszła na ich kolej a ja dostałam posadę jako doradca. Dziewczyny miały gust patrząc ile toreb wyniosły z jednego powtarzam JEDNEGO sklepu. Nasze zakupy utknęły w miejscu o imieniu Calvin Klein. JA TAM NIE CHCIAŁAM WEJŚĆ ale te tumoki chciały. Wiedziałam co to oznaczało: Doradca bądź autor kupowania toreb.  Nie wyobrażajcie sobie że kupowałam coś tam co to to nie NA PEWNO NIE. Dziewczyny były wniebowzięte widząc nowy towar w sklepie. Usiadłam przy najbliższej przebieralni i gdy odwróciłam głowę stał tam NEYMAR...ON?  Gdy przetarłam oczy zrozumiałam że to tylko bilbord a on jest ich twarzą. Wyglądał tak że miałam ochotę coś kupić w tym sklepie. Po skończonych zakupach udałyśmy się na kawę. O tak kawa i do tego mrożona! była tym czego potrzebowałam. Zajęłyśmy miejsca a ja wraz z Rafą poszłyśmy zamówić.  Argentynka z Kolumbijką poprosiły o dużą kawę mrożoną a Rafaella o capuccino. Ja poszłam śladem dwóch przyjaciółek i tak jak one zamówiłam sobie mrożoną kawę. Po nie pełnych 10 min wróciłyśmy na swoje miejsca czekając na zamówienie. 
 - to teraz jest czas spowiedzi-zatarła ręce Kolumbijka 
Spojrzałam na nie pytająco. Chwila...niech nie zaczynają no proszę was....
 - widziałyśmy co nie co-Shaki poruszyła brwiami na co Rafa i Anto się zaśmiały
 - nie udawaj że miedzy wami nic nie ma-szturchnęła mnie dość mocno Rafa
Nadal nie chciałam nic mówić ale wiecie co zmusiły mnie. Wybrały  w szybkim wybieraniu numer Brazylijczyka i kiwały nim mi przed oczami.Próbowałam go jakoś wytrącić ale moje wysiłki poszły na marne.
 - no już, powiem-mruknęłam po wytknięciu im języka
Przysiadły się bliżej czekając na wiadomości.
 - nic między nami nie ma-dodałam poważnie Coś jest ale sama w to nie wierzę. - nawet gdyby to nie ma szans by....-ucięłam w połowie sama nie wiedząc co by było dalej
Machały rękami bym kontynuowała. Co mam mówić sama będąc w wątpliwości co do rodzącej się chemii między mną a Neymarem.
 - sama nie wiem co się dzieje ale i tak nie wyszło by to co do niego czuje-powiedziałam cicho
Dziewczyny zachichotały. Wiedzą o czymś o czym ja nie wiem?
 - to mój Idol dziewczyny, kocham go jako wyobrażenie idola a to że....-spuściłam głowę- to mnie przerosło-dopowiedziałam nabierając siły we własne słowa. Nie radziłam sobie z tym co czuje do człowieka którego uważam za Idola. Idol...kiedyś sądziłam że mojego nigdy nie spotkam a życie odwróciło się o 180 stopni gdy dostałam szansę by to marzenie się spełniło. Od tamtego czasu nic się nie zmieniło. Może jednak wszystko się zmieniło.  Czy to normalne że cała Katalońska rodzina włączyła mnie do niej? Nie wiem jak ale będę robić wszystko by w tej rodzinie zostać na długo i by ta rodzina była wciąż taka sama- wciąż szczęśliwa. No dobrze już wróćmy do tej wiadomo jakiej rozmowy.  Dziewczyny patrzały na mnie jak oniemiałe.
 - to wszystko-pstryknęłam im placami przed oczami- on nic do mnie ja już nie mogę- NA PRAWDĘ JUŻ NIE MOGŁAM BARDZIEJ GO POKOCHAĆ LUBIĆ
 - wszystkie wiemy że nie-zaśmiałyśmy się wszystkie- ale to widać-ucięła spokojnym głosem Argentynka- nie próbowałaś kiedyś powiedzieć mu o tym-uniosła brew- oboje jesteście tacy sami-objęła mnie ramionami Anto
TACY SAMI? O kim ona mówi?....
 -prosta rada-gdy coś zdobędziesz to walcz o to-szepnęła z nutką ciepła w głosie partnerka klubowej "10"-posłałam jej mój najlepszy uśmiech ze wzruszeniem w oczach.
 - nie przepuść żadnej chwili by mu to powiedzieć-dodała swoje 3 groszę Shaki
CO JA BYM BEZ NICH ZROBIŁA? Nic, bez nich nie mogłabym sobie poradzić nawet z najprostszą sprawą która nazywa się miłość.
 - to kochane  co mówicie ale spójrzcie na to z drugiej strony-odsunęłam się gryząc wargę- nie przyznam się mu co do niego czuje bo co będzie jeśli mnie odrzuci i powie że kocha mnie jako idol albo zostańmy tylko przyjaciółmi?-ironizowałam nerwowo - nie chcę widzieć odrazy w jego oczach....znaczy dla mnie wiele a jeśli mam widzieć jak ledwo znosi moje towarzystwo to wolę by zostało jak jest teraz-wypowiedziałam na jednym wdechu. Spojrzałam na 3 kobiety. Zerknęły na mnie jak na drażliwe dziecko i otoczyły mnie następnie czule ściskając. Nie było co ukrywać taka była prawda. Musiałam się pogodzić z faktem że ponownie otrzymałam w prezencie miłość do idola który sama nie wiem co czuje w związku do mnie jest moim idolem i przyjacielem w jednym? Wszystko się pogmatwało. Jedno wiedziałam n apewno nie wyjawię mu swoich uczuć. Od samego początku gdy próbowałam być z jakimś chłopakiem wszystko się komplikowało, on nie pasował do mnie a ja do niego. Następni okazali się być dupkami i tyle. Od zerwania z Michaelem uważam że miłość jest czymś trudnym i skomplikowanym.  Może wydawać się wam to głupie ale rzeczywiście po przeżyciach z kilkoma chłopakami musiałam tak uważać. Teraz to się zmieniło i zaczęło przerażać. Miłość w tym przypadku jest niewyobrażalnie duża i niemożliwa.  Po dłuższej chwili z dziewczynami odsunęłyśmy się od siebie wracając do stolika. Zanim zdołałam coś powiedzieć dziewczyny podniosły ręce i kelner w mgnieniu oka był już przy nas.
 - cztery lodowe giganty poprosimy- usłyszałam z ust zadowolonej Kolumbijki
Chłopak zapisał i odszedł tak szybko jak przyszedł. Spojrzałam podejrzliwie na Shaki i zaciekawiona co takiego ta kobieta zamówiła otworzyłam Menu.Gdy ujrzałam co to jest za deser myślałam że padnę. Rada na przyszłość nie dawać Kolumbijce wolnej ręki do zamawiania deseru.

2 komentarze:

  1. Jej, taki pozytywny ten rozdział! Nie mogę się doczekać jej powrotu i reakcji Neymara. W sumie to nie mogę się doczekać ich konfrontacji. Uwielbiam je. :p

    OdpowiedzUsuń
  2. Pisz szybko nastepny rozdzial!😍 super rozdzial😍😍

    OdpowiedzUsuń