TO SETNY ROZDZIAŁ...Gdyby nie wy,drodzy czytelnicy nie byłoby mnie tutaj..nie byłoby tej historii..Nie pozostaje mi nic innego jak podziękować za wszystkie komentarze i wyświetlenia! Nie zasłużyłam aczkolwiek po raz setny Gracias!♥
"Może nie wyglądam. Może uśmiecham się jak zawsze i mówię tyle co zawsze, ale wierz mi. Ilekroć tylko zostaje sama rozpadam się na kawałki."
Nie wiedziałam co z tym zrobić...Jeśli jest tak jak czuję....to mam problem i to wielki. I takim samym problemem okazała się ta ucieczka. Co jeśli..?...sie wydam? Co wtedy?..
-idziemy w moje ukochane miejsce-dodał uśmiechnięty brunet
- i z pewnością nie powiesz mi gdzie-dodałam ściskając jego rekę
-nic z tego moja droga,to jest za wyjątkowe miejsce które mógłbym za szybko ci zdradzić-powiedział zagryzając swoją wargę co wywołało u mnie szybsze bicie serca. Jak zawsze gdy to robił. Nie mogłam nic więcej powiedzieć jak tylko wyczekiwać tego tajemniczego miejsca. Gdy przeszliśmy dobry kawałek brunet zatrzymał się i odwrócił się w moją stronę. Odsunął się i otworzył przede mną drzwi od samochodu.
-czyli koniec spaceru?-spytałam zapinając pasy
- początek,teraz musimy pojechać w jedno miejsce by tam zacząć wędrówkę-dodał odpalając silnik. Po zapięciu pasów chłopak przyspieszył ruszył zostawiając w oddali hotel i te wspomnienia które mnie przytłaczały. Patrzyłam w to co mijamy...te miejsca które znam na pamięć. Najpierw Camp Nou...potem Sagrada....Plac Gaudiego....Barceloneta..miejsca które stały się moim drugim domem. Uśmiechałam się szeroko podziwiając każdy z nich tak,jakby to był pierwszy raz. Pierwszy raz z wielu kiedy wyszłam do ludzi od 3 lat...kiedy zaczęłam swoje życie od nowa miałam chęć wyrwania się jak najszybciej z czterech ścian...po kilku latach odkąd zrezygnowałam od ujawnienia prawdy tak teraz gdy poczułam wiatr we włosach nie myślałam o niczym,kompletnie liczyłam się tylko ja i osoba która z bananem na ustach prowadziła samochód i niczego nie świadoma chyba mnie kochała nastomiast ja kochałam ją od dobrych 4 lat. Dom niby miało się jeden ale to on był moim domem jedynym i niepowtarzalnym. Przymknęłam lekko oczy odgarniając włosy z czoła. Złapałam za głośnik w radiu... tym samym momencie co Neymar.
-zrób głośniej jeśli chcesz-dodał uśmiechając się
- to ty puść-zaśmiałam się patrząc na niego-patrz na drogę-wskazałam mu głową
- tak jest proszę pani-roześmiał się wrzucając kolejny bieg i z pełnym uśmiechem przestawił dłonie na kierownicę. Przekręciłam gałkę lecącą w tle muzykę która określała mój nastrój tak bardzo że zaczęłam śpiewać. Przymknęłam oczy..głowę uniosłam wysoko i rozkoszując się chwilą bezkresnej wolności poczułam przepływającą przeze mnie energie...Neymar położył swoją dłoń na moje kolano i przyspieszył z piskiem opon podgłaśniając muzykę. Zagryzłam lekko wargę nie przestając śpiewać. Piosenka się skończyła a ja wróciłam na swoje miejsce
-em..-chrząknęłam patrząc na jego dłoń niemal na moim udzie
- przeszkadza ci?-spytał z cwaniackim uśmiechem
- nie powiedziałam tak ale wydaje sie że jesteśmy loczku-dodałam zdejmując ze śmiechem jego dłoń. Nie mogę mu na aż tyle pozwolić choć pragnęłam by jej nie zdejmował, by nasza podróż nigdy sie nie kończyła
-już? w takim razie chodźmy-puścił mi oczko i wysiedliśmy z auta. Nie wiedziałam co tu robimy gdzie zmierzamy...bawił się mną.
-bawimy się w kotka i myszkę?-uniosłam brwi zatrzymując się przy wierzbie
Zmarszczył mocno brwi patrząc na mnie lekko z ukosa
-boisz sie że cie uwiodę a co gorsza wezmę cię siłą potem zostawię w pustym i zimnym lesie?-uniósł brwi podchodząc do mnie bliżej
-w...wziąć? tutttaj?-zająkałam się po raz pierwszy-oszalałeś chyba że..
- no coś ty chciałem cie nabrać-roześmiał się pękając ze śmiechu-nigdy bym na to nie pozwolił Celine...nie jestem taki nie przy tobie..-ujął mnie za dłoń i splótł ze swoją obejmując szybciej niż sie tego spodziewałam-chodź chcę ci pokazać moje magiczne miejsce a nie zrobić coś złego-szepnął na ucho
-nie mam innego wyjścia?-uśmiechnęłam się lekko czując jego obejmujące mnie ciepło
Stanął jak wryty przez chwilę by potem ruszyć przed siebie z bananem na ustach. Cholera wie co to za miejsce i co na mnie tam czeka a mimo to szłam z nim trzymając go mocno za rekę. Rozglądałam sie dookoła i mijane miejsca nic mi nie mówiły. Żadne drzewa ławki albo widoki nic....póki nie stanęliśmy oko w oko z polaną. Dostrzegłam w oczach Neymara błysk i mokre powieki przez chwilę. To nie może być to miejsce....proszę tylko nie to..
-to tutaj-powiedział patrząc na mnie z iskierkami w oczach-poznaj moje miejsce-odsunął się ukazując mi nieziemski widok pagórka z zachodzącym słońcem na horyzoncie. Nie mogłam na nie nie spojrzeć...nie wzruszyć sie po raz setny kiedy je widzę,uroniłam pare łez które starłam szybko by Neymar ich nie widział
-nie musisz płakać-dodał zachodząc mnie od tyłu-przepiękne miejsce zgodzę się-objął mnie ramionami kołysząc lekko-chodźmy usiąść tam wszystko jest..
-późno już Neymar-powiedziałam bez krzty emocji
-wcale nie-spojrzał na zegarek-obiecałem Alexowi że cie odstawię na miejsce późno-puścił mi oczko-nie chcesz tego zobaczyć?-spojrzał na mnie wymownie-to ważne-warga zaczęła mu drgać a oczy sie zaszkliły. ULEGNE MU ULEGNE CZY TEGO CHCE CZY NIE I TAK BYM TO ZROBIŁA PRĘDZEJ CZY PÓŹNIEJ.
-chodź-podałam mu reke i wdrapaliśmy sie na górę. Troche to trwało ale ja opóźniałam to jak mogłam...tak mocno jak kochałam to miejsce tak bałam sie ze wszystko zepsuje...
-Celine wchodź szybko-zawołał z góry
Gdybym miała ochotę i chęć byłabym pierwsza Da Silva
-już jestem-dodałam wchodząc na samą górę i dołączając do bruneta i zapierającego dech w piersiach widoku. Ponownie tu jestem góro,przyszłam do ciebie i nie zepsuj mi tego proszę.
Piłkarz poklepał miejsce na ławce na której 3 lata temu Neymar zdecydował sie powiedzieć mi o swoich uczuciach...to tutaj zaczęła sie "nasza" miłość i dlatego własnie tutaj Neymar mnie przyprowadził żeby...
-cudownie tutaj-powiedziałam przełykając ślinę-robi wrażenie-dodałam starając się o uczciwy uśmiech. Chłopak przez dłuższą chwilę wpatrywał sie we mnie i po chwil spchmurniał
-nie umiesz kłamać-westchnął-jeśli coś nie tak zrobiłem to powiedz a nie udajesz że jest dobrze!-wrzasnął wstając ze swojego miejsca
-co Neymar? wszystko jest w porządku spokojnie-złapałam go lekko za reke lecz on sie odsunął
-nie jest nie podoba ci sie a udajesz że jest cudownie-prychnął wpatrując sie horyzont-nie nadaje sie już do miłości chyba-niemal wywarczał te słowa w moją stronę.-to miejsce jest przeklęte-prychnął odwracając sie do mnie plecami Musiałam coś zrobić..cokolwiek by tak nie myślał.
-nie waż mi sie tak mówić da Silva nie tutaj!-krzyknęłam z całej siły ile miałam w płucach-nie tutaj-wyszeptałam zaczynając biec z góry. Może i sie wydałam proszę bardzo ale w takiej sytuacji musiałam...to zbyt ważne miejsca dla mnie i dla niego by mógł tak sobie mówić. To przelało moją gorycz,pal licho to wszystko co było,teraz powinien zrozumieć z kim rozmawiał z kim stał i kto tyle razy patrzyła na niego przez sen. Biegłam bijąc się z myślami czy oby na pewno dobrze zrobiłam wybuchając tak. Stanęłam nagle zwalniając bieg i powoli doszłam do siebie aż dotarłam do samochodu myśląc o tym co zrobiłam.Ocierając twarz mokrą od łez ujrzałam siedzącego przy drzewach piłkarza. Wciąż tam siedział.
-niech cie cholera da Silva-mruknęłam pod nosem wspinając sie na samą górę. Wmówiłam sobie że źle postąpiłam i Bóg sam wie jak wiele dla mnie znaczy. Dla niego potrafiłam zrobić wszystko. W mig znalazłam się na górze przy brunecie który klęczał przy ławce i płakał. Naprawdę płakał. Powstrzymałam sie z całych sił by tego nie widzieć...by nie czuć tego samego...Uklękłam przy nim tak szybko jak sie da i objęłam całym swoim kruchym ciałem
-cii...już dobrze-dodałam szepcząc mu do ucha-przepraszam za ten wybuch i słowa nie chciałam by tak to zabrzmiało-dodałam całując jego głowę. To było silniejsze ode mnie. Podniosłam jego twarz i musnęłam czule jego usta,poczułam że to odwzajemnia więc pogłębiłam i przyciągnęłam go bardziej ku sobie. "Nasza miłość nie zginęła ona przeszła przemianę" Chłopak złapał w swoje dłonie moją twarz i po raz kolejny wydawało mi sie jakby wymawiał moje prawdziwe imię. Odsunęłam się i wtuliłam w niego tak mocno jak potrafiłam
-znowu to robisz-pociągnął nosem siląc sie na uśmiech
-co takiego?-spytałam ocierając jego twarz
-ratujesz mi życie-mruknął-czuje sie jak dziecko przy tobie-zaśmiał się lekko drapiąc po czole-a co do tego....miałaś rację nie miałem prawa nie po tym ile dla mnie zrobiłaś i nie po tym ile ona...ona dla mnie znaczyła w tym miejscu-szepnął przenosząc na mnie wzrok-gdy odeszłaś doszło do mnie jak za nią tęsknię jak sie pogubiłem wręcz straciłem wszystko....a teraz mogłem to odzyskać i to pomyślałem że mnie odrzucisz i zostawisz samego ale to....był błąd-złapał mocniej moją dłoń-wróciłaś do mnie i ponownie unosisz mnie nad ziemią Celia-dodał z taką lekkością że zadzwoniło mi w uszach-znaczy Celine masz tak wyjątkowe imię jak ona-dodał-jest w tobie coś co ona także miała! szlag ciągle o niej mówię wybacz-dodał potrząsając głową
-spokojnie mów o niej kiedy tylko chcesz...-wydobyłam z siebie splatając nasze palce
-nie chciałem być ryską a jednak nim jestem-zaśmiał się gorzko
-mnie jeden z kolegów nazwał kiedyś ryksą gdy spotkałam pewnego chłopaka..dawna historia-zaśmiałam-do tego czasu wciąż to z nim wspominamy-powiedziałam z ukazanym uśmiechem na ustach Neymara
-niezły z niego gość że tak o nim mówisz-powiedział z lekką chrypką-poznam go kiedyś?-spytał z zaciekawieniem
JUŻ GO ZNASZ,NIE MUSISZ GO POZNAWAĆ.
-pewnie tak-powiedziałam powstrzymując się od łez-to miejsce to istny cud Neymar dziękuję że mi je pokazałeś-spojrzałam na niego z mokrymi powiekami
-moja słodka truskaweczka się rozkleiła?-roześmiał się ścierając moje łzy
Pokręciłam głową-coś mi wpadło do oka piłkarzyku-parsknęłam przysuwając się do niego bardziej. Zadrżałam o myśli że w tej chwili jestem za blisko ale nie obeszło mi to tyle co następny ruch Neymara
-Celine nie uważasz że to czas na to byśmy zaczęli coś na poważnie?-spytał obracając moją twarz ku swojej-za dużo przeszliśmy a ja jak rzep u końskiego twojego ogna sie przylepiłem i nie umiem odczepić...-znowu się zaśmiał-a chciałem powiedzieć że nie widzę przyszłości bez ciebie u boku Cel...-szepnął składając na moich policzkach dwa czułe pocałunki. Pragnął czegoś więcej ale ja...
"wiesz że moje życie to jedna wielka praca? że nie mam czasu dla innych i ciągle jestem roztrzepana i zapracowana? że jestem kłamliwa i jestem oszustką? Jeśli chcesz się pakować w to bagno proszę bardzo"-krzyczał mój umysł"I jak bardzo cie muszę zranić by ce uszczęśliwić"
-nie mogę...zbyt się różnimy Neymar..skup sie na piłce na tym co ważne..ja zawsze będę obok ale nie mogę teraz-pokręciłam głową
-jak to nie możesz? mówiłaś że mnie nie zostawisz a właśnie to robisz-odsunął się z miną zbitego psa
- nie o to chodzi..po prostu ty jesteś piłkarzem masz swój dom rodzinę wyjazdy i życie pełne luksusu a ja wiecznie siedzę w hotelu i nie chcę byś cierpiał przeze mnie-spojrzałam na niego
- nie chce tego wszystkiego jeśli nie ma tam ciebie! nie rozumiesz że stałaś sie moim życiem? Tą najważniejszą osobą w życiu?-opuścił ramiona i z uchylonymi przyciągnął mnie do siebie
-czy tego chcesz czy nie już nią jesteś i nie mów mi że jesteśmy różni bo jesteśmy tacy sami Cel..-dodał cicho-Celine stałaś sie dla mnie jak tlen-dodał z półprzymkniętymi oczami-nie łam mi serca bardziej niż jest-wyszeptał ściskają moją dłoń
-nie chcę nie mogę..-powiedziałam nie patrząc na niego
-możesz i chcesz...może nie od razu ma być wielka miłość i związek ale z czasem..zobaczysz jak to pięknie być zakochaną..daj mi szansę a jej nie zmarnuje-dodał z najbardziej przekonującym spojrzeniem na ziemi. Nie mogłam sie nie zgodzić nie tym razem
-wiesz że to jak walka z murem?-zaśmiałam się-boje sie że nam nie wyjdzie...nie jestem idealna...nie raz sie o tym przekonasz..
-ale gdy sie o tym przekonam to nie ucieknę-wyszeptał-warto będzie przeskoczyć ten mur-cwaniacko sie wyszczerzył całując mnie w policzek-obiecuje że będę się starał byś zobaczyła mnie takiego jaki kiedyś byłem-dodał podnosząc wzrok w górę
- na mały palec?-spytałam szybko przymykając usta
-na mały palec kelnereczko-zaśmiał się i chwilę po przypieczętował swoją obietnicę na dobre
-a ty mi obiecasz że nie będziesz całować innych kelnerów na moich oczach-powiedział przymykając oczy
-obiecuje mój ty zazdrośniku-zaśmiałam się szczypiąc lekko jego policzek. Chłopak zagryzł swoją wargę i przytrzymując mnie przy sobie powoli zaczęliśmy schodzić na dół.
Gdy schodziliśmy na dół modliłam sie w duchu by to wszystko co tu sie stało okazało się snem ale także o to by zatrzymał we mnie to co Neymar obiecał mi na naszej polanie. Teraz już nie ma żadnej przeszłości,przed nami otworzyła sie nowa droga. Idę tą drogą,będę szła póki starczy mi tchu...a wiem że starczy bo mam przy sobie mój motor napędowy w osobie Neymara Jr. i pytam sie JAK JA Z TEGO WYBRNĘ GDY TO WSZYSTKO ZAJDZIE ZA DALEKO...
- i z pewnością nie powiesz mi gdzie-dodałam ściskając jego rekę
-nic z tego moja droga,to jest za wyjątkowe miejsce które mógłbym za szybko ci zdradzić-powiedział zagryzając swoją wargę co wywołało u mnie szybsze bicie serca. Jak zawsze gdy to robił. Nie mogłam nic więcej powiedzieć jak tylko wyczekiwać tego tajemniczego miejsca. Gdy przeszliśmy dobry kawałek brunet zatrzymał się i odwrócił się w moją stronę. Odsunął się i otworzył przede mną drzwi od samochodu.
-czyli koniec spaceru?-spytałam zapinając pasy
- początek,teraz musimy pojechać w jedno miejsce by tam zacząć wędrówkę-dodał odpalając silnik. Po zapięciu pasów chłopak przyspieszył ruszył zostawiając w oddali hotel i te wspomnienia które mnie przytłaczały. Patrzyłam w to co mijamy...te miejsca które znam na pamięć. Najpierw Camp Nou...potem Sagrada....Plac Gaudiego....Barceloneta..miejsca które stały się moim drugim domem. Uśmiechałam się szeroko podziwiając każdy z nich tak,jakby to był pierwszy raz. Pierwszy raz z wielu kiedy wyszłam do ludzi od 3 lat...kiedy zaczęłam swoje życie od nowa miałam chęć wyrwania się jak najszybciej z czterech ścian...po kilku latach odkąd zrezygnowałam od ujawnienia prawdy tak teraz gdy poczułam wiatr we włosach nie myślałam o niczym,kompletnie liczyłam się tylko ja i osoba która z bananem na ustach prowadziła samochód i niczego nie świadoma chyba mnie kochała nastomiast ja kochałam ją od dobrych 4 lat. Dom niby miało się jeden ale to on był moim domem jedynym i niepowtarzalnym. Przymknęłam lekko oczy odgarniając włosy z czoła. Złapałam za głośnik w radiu... tym samym momencie co Neymar.
-zrób głośniej jeśli chcesz-dodał uśmiechając się
- to ty puść-zaśmiałam się patrząc na niego-patrz na drogę-wskazałam mu głową
- tak jest proszę pani-roześmiał się wrzucając kolejny bieg i z pełnym uśmiechem przestawił dłonie na kierownicę. Przekręciłam gałkę lecącą w tle muzykę która określała mój nastrój tak bardzo że zaczęłam śpiewać. Przymknęłam oczy..głowę uniosłam wysoko i rozkoszując się chwilą bezkresnej wolności poczułam przepływającą przeze mnie energie...Neymar położył swoją dłoń na moje kolano i przyspieszył z piskiem opon podgłaśniając muzykę. Zagryzłam lekko wargę nie przestając śpiewać. Piosenka się skończyła a ja wróciłam na swoje miejsce
-em..-chrząknęłam patrząc na jego dłoń niemal na moim udzie
- przeszkadza ci?-spytał z cwaniackim uśmiechem
- nie powiedziałam tak ale wydaje sie że jesteśmy loczku-dodałam zdejmując ze śmiechem jego dłoń. Nie mogę mu na aż tyle pozwolić choć pragnęłam by jej nie zdejmował, by nasza podróż nigdy sie nie kończyła
-już? w takim razie chodźmy-puścił mi oczko i wysiedliśmy z auta. Nie wiedziałam co tu robimy gdzie zmierzamy...bawił się mną.
-bawimy się w kotka i myszkę?-uniosłam brwi zatrzymując się przy wierzbie
Zmarszczył mocno brwi patrząc na mnie lekko z ukosa
-boisz sie że cie uwiodę a co gorsza wezmę cię siłą potem zostawię w pustym i zimnym lesie?-uniósł brwi podchodząc do mnie bliżej
-w...wziąć? tutttaj?-zająkałam się po raz pierwszy-oszalałeś chyba że..
- no coś ty chciałem cie nabrać-roześmiał się pękając ze śmiechu-nigdy bym na to nie pozwolił Celine...nie jestem taki nie przy tobie..-ujął mnie za dłoń i splótł ze swoją obejmując szybciej niż sie tego spodziewałam-chodź chcę ci pokazać moje magiczne miejsce a nie zrobić coś złego-szepnął na ucho
-nie mam innego wyjścia?-uśmiechnęłam się lekko czując jego obejmujące mnie ciepło
Stanął jak wryty przez chwilę by potem ruszyć przed siebie z bananem na ustach. Cholera wie co to za miejsce i co na mnie tam czeka a mimo to szłam z nim trzymając go mocno za rekę. Rozglądałam sie dookoła i mijane miejsca nic mi nie mówiły. Żadne drzewa ławki albo widoki nic....póki nie stanęliśmy oko w oko z polaną. Dostrzegłam w oczach Neymara błysk i mokre powieki przez chwilę. To nie może być to miejsce....proszę tylko nie to..
-to tutaj-powiedział patrząc na mnie z iskierkami w oczach-poznaj moje miejsce-odsunął się ukazując mi nieziemski widok pagórka z zachodzącym słońcem na horyzoncie. Nie mogłam na nie nie spojrzeć...nie wzruszyć sie po raz setny kiedy je widzę,uroniłam pare łez które starłam szybko by Neymar ich nie widział
-nie musisz płakać-dodał zachodząc mnie od tyłu-przepiękne miejsce zgodzę się-objął mnie ramionami kołysząc lekko-chodźmy usiąść tam wszystko jest..
-późno już Neymar-powiedziałam bez krzty emocji
-wcale nie-spojrzał na zegarek-obiecałem Alexowi że cie odstawię na miejsce późno-puścił mi oczko-nie chcesz tego zobaczyć?-spojrzał na mnie wymownie-to ważne-warga zaczęła mu drgać a oczy sie zaszkliły. ULEGNE MU ULEGNE CZY TEGO CHCE CZY NIE I TAK BYM TO ZROBIŁA PRĘDZEJ CZY PÓŹNIEJ.
-chodź-podałam mu reke i wdrapaliśmy sie na górę. Troche to trwało ale ja opóźniałam to jak mogłam...tak mocno jak kochałam to miejsce tak bałam sie ze wszystko zepsuje...
-Celine wchodź szybko-zawołał z góry
Gdybym miała ochotę i chęć byłabym pierwsza Da Silva
-już jestem-dodałam wchodząc na samą górę i dołączając do bruneta i zapierającego dech w piersiach widoku. Ponownie tu jestem góro,przyszłam do ciebie i nie zepsuj mi tego proszę.
Piłkarz poklepał miejsce na ławce na której 3 lata temu Neymar zdecydował sie powiedzieć mi o swoich uczuciach...to tutaj zaczęła sie "nasza" miłość i dlatego własnie tutaj Neymar mnie przyprowadził żeby...
-cudownie tutaj-powiedziałam przełykając ślinę-robi wrażenie-dodałam starając się o uczciwy uśmiech. Chłopak przez dłuższą chwilę wpatrywał sie we mnie i po chwil spchmurniał
-nie umiesz kłamać-westchnął-jeśli coś nie tak zrobiłem to powiedz a nie udajesz że jest dobrze!-wrzasnął wstając ze swojego miejsca
-co Neymar? wszystko jest w porządku spokojnie-złapałam go lekko za reke lecz on sie odsunął
-nie jest nie podoba ci sie a udajesz że jest cudownie-prychnął wpatrując sie horyzont-nie nadaje sie już do miłości chyba-niemal wywarczał te słowa w moją stronę.-to miejsce jest przeklęte-prychnął odwracając sie do mnie plecami Musiałam coś zrobić..cokolwiek by tak nie myślał.
-nie waż mi sie tak mówić da Silva nie tutaj!-krzyknęłam z całej siły ile miałam w płucach-nie tutaj-wyszeptałam zaczynając biec z góry. Może i sie wydałam proszę bardzo ale w takiej sytuacji musiałam...to zbyt ważne miejsca dla mnie i dla niego by mógł tak sobie mówić. To przelało moją gorycz,pal licho to wszystko co było,teraz powinien zrozumieć z kim rozmawiał z kim stał i kto tyle razy patrzyła na niego przez sen. Biegłam bijąc się z myślami czy oby na pewno dobrze zrobiłam wybuchając tak. Stanęłam nagle zwalniając bieg i powoli doszłam do siebie aż dotarłam do samochodu myśląc o tym co zrobiłam.Ocierając twarz mokrą od łez ujrzałam siedzącego przy drzewach piłkarza. Wciąż tam siedział.
-niech cie cholera da Silva-mruknęłam pod nosem wspinając sie na samą górę. Wmówiłam sobie że źle postąpiłam i Bóg sam wie jak wiele dla mnie znaczy. Dla niego potrafiłam zrobić wszystko. W mig znalazłam się na górze przy brunecie który klęczał przy ławce i płakał. Naprawdę płakał. Powstrzymałam sie z całych sił by tego nie widzieć...by nie czuć tego samego...Uklękłam przy nim tak szybko jak sie da i objęłam całym swoim kruchym ciałem
-cii...już dobrze-dodałam szepcząc mu do ucha-przepraszam za ten wybuch i słowa nie chciałam by tak to zabrzmiało-dodałam całując jego głowę. To było silniejsze ode mnie. Podniosłam jego twarz i musnęłam czule jego usta,poczułam że to odwzajemnia więc pogłębiłam i przyciągnęłam go bardziej ku sobie. "Nasza miłość nie zginęła ona przeszła przemianę" Chłopak złapał w swoje dłonie moją twarz i po raz kolejny wydawało mi sie jakby wymawiał moje prawdziwe imię. Odsunęłam się i wtuliłam w niego tak mocno jak potrafiłam
-znowu to robisz-pociągnął nosem siląc sie na uśmiech
-co takiego?-spytałam ocierając jego twarz
-ratujesz mi życie-mruknął-czuje sie jak dziecko przy tobie-zaśmiał się lekko drapiąc po czole-a co do tego....miałaś rację nie miałem prawa nie po tym ile dla mnie zrobiłaś i nie po tym ile ona...ona dla mnie znaczyła w tym miejscu-szepnął przenosząc na mnie wzrok-gdy odeszłaś doszło do mnie jak za nią tęsknię jak sie pogubiłem wręcz straciłem wszystko....a teraz mogłem to odzyskać i to pomyślałem że mnie odrzucisz i zostawisz samego ale to....był błąd-złapał mocniej moją dłoń-wróciłaś do mnie i ponownie unosisz mnie nad ziemią Celia-dodał z taką lekkością że zadzwoniło mi w uszach-znaczy Celine masz tak wyjątkowe imię jak ona-dodał-jest w tobie coś co ona także miała! szlag ciągle o niej mówię wybacz-dodał potrząsając głową
-spokojnie mów o niej kiedy tylko chcesz...-wydobyłam z siebie splatając nasze palce
-nie chciałem być ryską a jednak nim jestem-zaśmiał się gorzko
-mnie jeden z kolegów nazwał kiedyś ryksą gdy spotkałam pewnego chłopaka..dawna historia-zaśmiałam-do tego czasu wciąż to z nim wspominamy-powiedziałam z ukazanym uśmiechem na ustach Neymara
-niezły z niego gość że tak o nim mówisz-powiedział z lekką chrypką-poznam go kiedyś?-spytał z zaciekawieniem
JUŻ GO ZNASZ,NIE MUSISZ GO POZNAWAĆ.
-pewnie tak-powiedziałam powstrzymując się od łez-to miejsce to istny cud Neymar dziękuję że mi je pokazałeś-spojrzałam na niego z mokrymi powiekami
-moja słodka truskaweczka się rozkleiła?-roześmiał się ścierając moje łzy
Pokręciłam głową-coś mi wpadło do oka piłkarzyku-parsknęłam przysuwając się do niego bardziej. Zadrżałam o myśli że w tej chwili jestem za blisko ale nie obeszło mi to tyle co następny ruch Neymara
-Celine nie uważasz że to czas na to byśmy zaczęli coś na poważnie?-spytał obracając moją twarz ku swojej-za dużo przeszliśmy a ja jak rzep u końskiego twojego ogna sie przylepiłem i nie umiem odczepić...-znowu się zaśmiał-a chciałem powiedzieć że nie widzę przyszłości bez ciebie u boku Cel...-szepnął składając na moich policzkach dwa czułe pocałunki. Pragnął czegoś więcej ale ja...
"wiesz że moje życie to jedna wielka praca? że nie mam czasu dla innych i ciągle jestem roztrzepana i zapracowana? że jestem kłamliwa i jestem oszustką? Jeśli chcesz się pakować w to bagno proszę bardzo"-krzyczał mój umysł"I jak bardzo cie muszę zranić by ce uszczęśliwić"
-nie mogę...zbyt się różnimy Neymar..skup sie na piłce na tym co ważne..ja zawsze będę obok ale nie mogę teraz-pokręciłam głową
-jak to nie możesz? mówiłaś że mnie nie zostawisz a właśnie to robisz-odsunął się z miną zbitego psa
- nie o to chodzi..po prostu ty jesteś piłkarzem masz swój dom rodzinę wyjazdy i życie pełne luksusu a ja wiecznie siedzę w hotelu i nie chcę byś cierpiał przeze mnie-spojrzałam na niego
- nie chce tego wszystkiego jeśli nie ma tam ciebie! nie rozumiesz że stałaś sie moim życiem? Tą najważniejszą osobą w życiu?-opuścił ramiona i z uchylonymi przyciągnął mnie do siebie
-czy tego chcesz czy nie już nią jesteś i nie mów mi że jesteśmy różni bo jesteśmy tacy sami Cel..-dodał cicho-Celine stałaś sie dla mnie jak tlen-dodał z półprzymkniętymi oczami-nie łam mi serca bardziej niż jest-wyszeptał ściskają moją dłoń
-nie chcę nie mogę..-powiedziałam nie patrząc na niego
-możesz i chcesz...może nie od razu ma być wielka miłość i związek ale z czasem..zobaczysz jak to pięknie być zakochaną..daj mi szansę a jej nie zmarnuje-dodał z najbardziej przekonującym spojrzeniem na ziemi. Nie mogłam sie nie zgodzić nie tym razem
-wiesz że to jak walka z murem?-zaśmiałam się-boje sie że nam nie wyjdzie...nie jestem idealna...nie raz sie o tym przekonasz..
-ale gdy sie o tym przekonam to nie ucieknę-wyszeptał-warto będzie przeskoczyć ten mur-cwaniacko sie wyszczerzył całując mnie w policzek-obiecuje że będę się starał byś zobaczyła mnie takiego jaki kiedyś byłem-dodał podnosząc wzrok w górę
- na mały palec?-spytałam szybko przymykając usta
-na mały palec kelnereczko-zaśmiał się i chwilę po przypieczętował swoją obietnicę na dobre
-a ty mi obiecasz że nie będziesz całować innych kelnerów na moich oczach-powiedział przymykając oczy
-obiecuje mój ty zazdrośniku-zaśmiałam się szczypiąc lekko jego policzek. Chłopak zagryzł swoją wargę i przytrzymując mnie przy sobie powoli zaczęliśmy schodzić na dół.
Gdy schodziliśmy na dół modliłam sie w duchu by to wszystko co tu sie stało okazało się snem ale także o to by zatrzymał we mnie to co Neymar obiecał mi na naszej polanie. Teraz już nie ma żadnej przeszłości,przed nami otworzyła sie nowa droga. Idę tą drogą,będę szła póki starczy mi tchu...a wiem że starczy bo mam przy sobie mój motor napędowy w osobie Neymara Jr. i pytam sie JAK JA Z TEGO WYBRNĘ GDY TO WSZYSTKO ZAJDZIE ZA DALEKO...