"Zostań, bo najgorszym błędem jest odejście, od osoby która czeka, żeby dać Ci szczęście."
Odwzajemniłam coraz bardziej,pragnąc tego od długiego czasu wydawało mi się jakbym nie potrafiła całować innej osoby ale źle mi się wydawało,Neymar był tym wybranym z nim wszystko łączyło się w całość. Takiej całości własnie nam obu brakowało. Chłopak oddawał każdy pocałunek choć w ustach wciąż wyczuwałam nutkę whisky to w tym momencie był to najmniejszy problem. Musnęłam lekko wargi chłopaka i odsunęłam się oszołomiona
-miałeś spać-dodałam śmiejąc się pod nosem wciąż czując na sobie dotyk chłopaka.
-miałem ale mam tu koło siebie coś lepszego-dodał patrząc na mnie z błyskiem w oczach
-dopiero co nazwałeś mnie hipokrytką-dodałam patrząc na bruneta uniesionymi brwiami
-przesłyszałaś się-musnął moje czoło wyprostowując się i rozkładając ramiona-nazwałem cię słodką truskawką-uśmiechnął się w moją stronę obdarzając mnie swoim NAJSZCZERSZYM UŚMIECHEM POD SŁOŃCEM. NEYMAR DA SILVA SANTOS JUNIOR UŚMIECHA SIĘ.
Przewróciłam oczami wpatrując się w sufit i głupio śmiejąc się do białej ściany. Byle nie patrzeć na piłkarza,który chcąc nie chcąc miał najpiękniejszy uśmiech na świecie...i *pstryk* w tej samej chwili spotkały się nasze spojrzenia. Idealna chwila której tak wyczekiwałam.
-wiem że na to czekasz-kiwnął cwaniacko głową i otworzył bardziej ramiona chcąc mnie wpuścić w swoje objęcia
-wcale nie,dobrze mi tu gdzie jestem-dodałam nawet nie patrząc w jego stronę. Nagle coś sie zmieniło.Piłkarz złapał moją wolną dłoń i zamknął w swojej. O NIE NIE NIE....
-potrzebuję twojej obecności,trudno mi się zasypia bez ciebie obok-zrobił maślane oczy skrycie chowając szeroki uśmiech. Wiedział,oczywiście że wiedział co zrobić bym się skusiła. Niech go szlag,szlag by go i jego cholernie pociągający urok. Przysunęłam się do bruneta następnie lądując w jego szerokich objęciach. Wtulił mnie w swoją klatę i poczułam to co czego tak dawno nie czułam...jego swoistą obecność. Zwykła obecność powodowała we mnie przypływ ciepłych emocji,czegoś co budowało we mnie kolejne partie skrzydeł.
-teraz mogę spać-ziewnął słodko przeciągając się ostatni raz i powoli przymykając powieki
-ja muszę wra.....zanim zdążyłam coś powiedzieć szybko musnął usta a potem przytrzymał na nich palec-nic nie mów,póki co jesteś tutaj ze mną-szepnął i wrócił na swoje miejsce. Ja chyba zgłoszę się do specjalnego lekarza po tym co tu się stało. Nic więcej nie miałam do dodania,szczęśliwego Neymara nie widzi się często.A fakt że dzięki mnie wraca do siebie to coś nie z tej Ziemi .Poczułam że powoli spełniałam swoje marzenia. Jego uśmiech był dla mnie nagrodą i motywacją o dalsze działania. Zamierzałam uszczęśliwiać go każdego dnia...i wtedy nagle przyszło mi na myśl co zrobię jeśli odkryje że Celine to Celia..jak zareaguje? Znienawidzi mnie..albo wyjdzie i tym razem na dobre kończąc z piłką. Nie dopuszczę do tego...nie zniosę tego po raz drugi...TERAZ STOP MYŚLENIE. Chciałam zaznać snu i nacieszyć się widokiem uśmiechniętego i chyba po raz pierwszy od 3 lat w pełni szczęśliwego Neymara. Usnęłam wtulona w jego muskularne i wytatuowane ramiona. Moje serce czuło że jest na swoim miejscu za to rozum pokazywał mi najgorsze scenariusze, tym razem to serce wygrało i choć raz zasnęłam z wypływającym uśmiechem na ustach. Nie obudziłam się ani razu,to był najlepszy dzień w moim życiu choć nie skończyłam go za dobrze to jednak los mi sprzyjał po tylu kłodach pod nogami. Co nie oznaczało że teraz wszystko będzie dobrze,a wręcz gorzej,jak mam ukrywać się jeszcze bardziej jak już tak daleko zaszłam?! Na pewno w jakimś momencie się zorientuje....i wtedy co ja zrobię? Borykałam się z tymi pytaniami nad ranem gdy mój rozum dostał kociokwiku i histeryzował bardziej niż wcześniej. Miał trochę racji cholera ale w takiej chwili pragnęłam nacieszyć się ciepłem piłkarza. Gdy się ocknęłam wraz z padającymi promienia słońca do pokoju przez okno zauważyłam na poduszce karteczkę wraz z herbacianą różą"Nigdy wcześniej tak dobrze nie spałem,śniłem o tobie słodka truskaweczko,dziękuję za...za to że jesteś gdy tego potrzebuję,nie wiem jak ale... przy tobie czuję się jak dawniej..
N♥"
Opadłam na poduszkę piszcząc ze szczęścia. W dodatku ta róża...czy on na prawdę aż tak czuł że Celine to Celia? Jeśli tak,to wiele mi tym ułatwi. Jesli nie...cóż ten moment w którym sam odkryje(lepiej żeby tak było) lub ja sama mu wyjawię będzie najtrudniejszym w całej mojej dotychczasowej rozmówce z bliskimi osobami. Wstałam z ciepłego łóżka bruneta i nakładając na siebie tylko bluzę piłkarza szybko nie oglądając się na boki przebrnęłam drogę do mojego pokoju. Gdy przekroczyłam próg wykonałam swój dziki taniec i wręcz przy lustrze promieniałam szczęściem,nie mogłam się opanować skacząc z radości i tym samym pozakładałam prawie wszystko na lewą stronę. Wzięłam dwa głębokie wdechy i pozwoliłam wypłynąć uśmiechowi na moją twarz. To była ta chwila gdzie mogłam bezgranicznie się cieszyć. To była moja chwila szczęścia o które walczyłam i zaczynałam zwyciężać. Po ubraniu się i ogarnięciu (do tego stopnia że mogłam normalnie mówić) zeszłam na dół wciąż w duchu skacząc ze szczęścia. Na dole wszystko biegło swoją drogą....a ja śniłam,śniłam na jawie po tym co z wczoraj na dzisiaj się wydarzyło i bałam się czy to aby nie za dużo jak na mój rozum.
Pchnęłam kuchenne drzwi zastając tam Alexa
-o co dziś tak wcześnie-uśmiechnął się odkładając papiery i opierając się o blat. Zmarszczyłam brwi zerkając szybko na zegarek była 7:30,byłam gruuubo przed czasem
-nie mam pojęcia-zaśmiałam się siadając na krześle przy kuchennej wydawce. Cały czas się uśmiechałam jak głupia a Alex patrzył na mnie z takim samy zachwytem jak zawsze gdy rano spotykaliśmy się w kuchni
-ja już znam ten uśmiech-dodał nachylając się w moją stronę-i nie pytam jaka tego przyczyna-zaśmiał się biorąc swoje notatki i wychodząc z kuchni. Przymknęłam oczy szczęśliwa przypominając sobie nieziemski uśmiech mojego piłkarza,bo był mój i zawsze będzie. Zanim inni kelnerzy zaczęli się schodzić na odebranie swoich zadań potrząsnęłam głową i wyparowałam z kuchni. Na recepcji stał Alex,przeglądając dokumenty.
-hej mam coś dla ciebie jeszcze-dodał odwracając się do mnie
-co takiego?-spytałam zatrzymując się przy chłopaku
-rano,ktoś to zostawił zaadresowane do ciebie-podał mi karteczkę i pudełeczko z moim imieniem. Domyślałam się kto i bałam się tej zmiany,jak bardzo ja już go zmieniłam.
-dzięki-szepnęłam przełykając ślinę. Usiadłam na schody otwierając powoli paczuszkę.
"Rano...twoja śpiąca twarz jest dla mnie największym darem,wyszedłem pobiegać więc pewnie gdy dostaniesz tą wiadomość bedę w drodze powrotnej,mam nadzieje że róża się podobała.
Ney♥"
Gdy odłożyłam karteczkę i odwinęłam paczkę ujrzałam kolejną herbacianą różę. Wariat-tak mogłam określić człowieka który przechodził załamanie a potem zachowywał się jakzakochany szczeniak. Odłożyłam paczkę na bok i schowałam twarz między nogi potrzebując powietrza. Zabrakło mi tlenu by oddychać po tym co znalazłam jeszcze w paczce.. na dnie paczki znalazłam dopisek z mojego pamiętnika który miałam ze sobą w LA..
"Jesteś powodem dla którego oddycham". Nigdy nie powiedziałabym że mi to da,że jednak znajdzie ten dopisek i dowie się co tak naprawdę tam pisze. Przytuliłam do twarzy karteczkę całując ją z całej siły i chowając ją do kieszeni gdy tylko usłyszałam kroki z góry. Potarłam twarz i zrobiłam miejsce na schodach
-Dzień dobry Cel-dodał roześmiany Alves i całując mnie na powitanie
-witaj Danielu-dodałam śmiejąc się wraz z chłopakiem,rzadko kto używał jego pełnego imienia,ja dla draki go użyłam i poskutkowało. Chłopak zszedł schodami i kierował się na parking gdzie stacjonował ich autokar. Schodzili jeden za drugim,potem gdy już wszyscy wyszli odznaczyłam każdego i skierowałam personel treningowy na swoje miejsca.
-to już wszyscy-kiwnęłam głową do Maxa,który przewodniczył załodze
-jeszcze nie! zaczekajcie!-krzyknął ktoś wbiegający przez hol. Gdy złapałam ostrość,zobaczyłam że to brunet właśnie wrócił z biegu cały spocony ale i szczęśliwi
-witaj truskaweczko-dodał dysząc przy recepcji
-dzień dobry-chrząknęłam spuszczając wzrok
-och,przestań-dodał-to ja a nie Leo-dodał pocierając twarz
- jestem w pracy paniczu-dodałam po raz kolejny nie patrząc na piłkarza
-dobra czyli tak się bawimy-chrząknął-w takim razie prosze przygotować mi kąpiel i zadbać o czyste ubranie-powiedział wchodząc na górę
-przyjedzie za chwilę-dodałam do Maxa-niech już jadą i bez domysłów-pokazałam do Alvesa śmiejącego się do szyby. Weszłam na poziom hotelu i musiałam zrobić to o co mnie piłkarz poprosił. Weszłam do jego pokoju i skierowałam się do łazienki napuszczając wody do wielkiej wanny jaką miał do swojej dyspozycji. Nalałam toniku czekoladowego i wrzuciłam kilka kwiatów lilii dodając do tego parę kropelek wanilii tak jak lubiał. Wyszłam z łazienki i usiadłam na chwilę na jego łóżku. Wczoraj..co to był za wieczór..własnie tym łóżku doprowadziłam Neymara Juniora do najszczerszego uśmiechu na świecie. Opadłam na łóżko wspominając właśnie ten uśmiech.
-kogo ja tu widzę-usłyszałam nagle cichy śmiech za sobą
Ocknęłam się przy piłkarzu,po raz kolejny wtulona w jego poduszkę w jego ŁÓŻKU. NIECH CIĘ SZLAG DA SILVA.
-ja...ja już idę-dodałam wstając z oszołomioną głową
-nigdzie nie pójdziesz,pogadamy sobie o twoim porannym zachowaniu-powiedział zakładając na siebie brazylijską koszulkę.
-zachowałam się tak jak powinnam paniczu-dodałam patrząc przed siebie. Nie mogę na niego,bo inaczej zmiękłyby mi kolana i byłoby po mnie.
-a gdzie buziak na dzień dobry,gdzie uśmiech po wczorajszym dniu?-spytał unosząc brwi i szukając swojej bluzy
-mi nie wypada przy gościach
-CELINE!-krzyknął rzucając bluzą w moją stronę-co ci się tam w głowie uroiło że tak się do mnie odzywasz? co ja takiego zrobiłem?-dopytywał zbliżając się w moją stronę
-nic...tylko gdy jesteś blisko i mówisz tak do mnie...to się gubię i nie wiem co robię-dodałam jąkając się do drugie słowo
-mów dalej-uśmiechnął się biorąc moją rekę
-nieraz jak za dużo myślę i boję się jednocześnie to wolę zachować dystans i wtedy..-urwałam zaskoczona złączeniem się warg,moich i jego. Oddałam pocałunek i jak najszybciej musiałam przestać by zachować trzeźwe myślenie
-dzień dobry Neymar-szepnęłam patrząc w błyszczące oczy Neymara. Jeśli teraz mnie nie pozna to będzie cud
-wiesz czekałem na to-dodał i błogo się zaśmiał muskając jeszcze raz szybko moje usta-teraz od razu lepiej się z tobą rozmawia-dodał i wziął torbę w rekę
-nie idziesz?-spytał śmiejąc się-też wolałbym zostać z tobą ale trening wiesz-zerknął na mnie z ukosa
-już idziemy no tak-puknęłam się w czoło i wyszłam przed piłkarza. Piłkarz do mnie dołączył i ujął za dłoń przy schodzeniu po schodach-dla bezpieczeństwa-szepnął z zagryzioną wargą. W holu brunet zamówił samochód i gdy szofer wsiadł my tuż za nim. O NIE MOJE UBRANIE
-zaczekaj zdejmę to...-dodałam szybko odpinając guziki
-nie musisz,ładny jest-dodał patrząc na niego i trafiając wzrokiem na tabliczkę
-co tam pisze?-spytał pokazując palcem gdy zdążyłam zdjąć uniform
-moje imię,taki prezent na awans po paru latach-dodałam cicho
PO CO JA TO POWIEDZIAŁAM JA SIĘ PYTAM
-to ile ty już tutaj pracujesz? Nie od zeszłego lata?
-znaczy tak od tamtego lata na pełen etat ale wcześniej już jako kelnerka-powiedziałam wychodząc z samochodu i odkładając uniform na miejsce. Ja chyba wariuję. Odetchnęłam i wróciłam na miejsce
-szybko-zaśmiał się biorąc moją rękę na swoje kolano-jedźmy na trening-dodał z pełnym uśmiechem. Nie wiem co zrobię gdy zorientuje się co pisało na plakietce uniformu. Kompletnie nie wiedziałam i to mnie przerażało.
**
Świąteczny prezent! Merry Christmas♥ Cieszcie się tym co ważne,spełniajcie się i pamiętajcie o narodzinach naszego Pana♥ Wesołych wszystkim♥
Pchnęłam kuchenne drzwi zastając tam Alexa
-o co dziś tak wcześnie-uśmiechnął się odkładając papiery i opierając się o blat. Zmarszczyłam brwi zerkając szybko na zegarek była 7:30,byłam gruuubo przed czasem
-nie mam pojęcia-zaśmiałam się siadając na krześle przy kuchennej wydawce. Cały czas się uśmiechałam jak głupia a Alex patrzył na mnie z takim samy zachwytem jak zawsze gdy rano spotykaliśmy się w kuchni
-ja już znam ten uśmiech-dodał nachylając się w moją stronę-i nie pytam jaka tego przyczyna-zaśmiał się biorąc swoje notatki i wychodząc z kuchni. Przymknęłam oczy szczęśliwa przypominając sobie nieziemski uśmiech mojego piłkarza,bo był mój i zawsze będzie. Zanim inni kelnerzy zaczęli się schodzić na odebranie swoich zadań potrząsnęłam głową i wyparowałam z kuchni. Na recepcji stał Alex,przeglądając dokumenty.
-hej mam coś dla ciebie jeszcze-dodał odwracając się do mnie
-co takiego?-spytałam zatrzymując się przy chłopaku
-rano,ktoś to zostawił zaadresowane do ciebie-podał mi karteczkę i pudełeczko z moim imieniem. Domyślałam się kto i bałam się tej zmiany,jak bardzo ja już go zmieniłam.
-dzięki-szepnęłam przełykając ślinę. Usiadłam na schody otwierając powoli paczuszkę.
"Rano...twoja śpiąca twarz jest dla mnie największym darem,wyszedłem pobiegać więc pewnie gdy dostaniesz tą wiadomość bedę w drodze powrotnej,mam nadzieje że róża się podobała.
Ney♥"
Gdy odłożyłam karteczkę i odwinęłam paczkę ujrzałam kolejną herbacianą różę. Wariat-tak mogłam określić człowieka który przechodził załamanie a potem zachowywał się jak
"Jesteś powodem dla którego oddycham". Nigdy nie powiedziałabym że mi to da,że jednak znajdzie ten dopisek i dowie się co tak naprawdę tam pisze. Przytuliłam do twarzy karteczkę całując ją z całej siły i chowając ją do kieszeni gdy tylko usłyszałam kroki z góry. Potarłam twarz i zrobiłam miejsce na schodach
-Dzień dobry Cel-dodał roześmiany Alves i całując mnie na powitanie
-witaj Danielu-dodałam śmiejąc się wraz z chłopakiem,rzadko kto używał jego pełnego imienia,ja dla draki go użyłam i poskutkowało. Chłopak zszedł schodami i kierował się na parking gdzie stacjonował ich autokar. Schodzili jeden za drugim,potem gdy już wszyscy wyszli odznaczyłam każdego i skierowałam personel treningowy na swoje miejsca.
-to już wszyscy-kiwnęłam głową do Maxa,który przewodniczył załodze
-jeszcze nie! zaczekajcie!-krzyknął ktoś wbiegający przez hol. Gdy złapałam ostrość,zobaczyłam że to brunet właśnie wrócił z biegu cały spocony ale i szczęśliwi
-witaj truskaweczko-dodał dysząc przy recepcji
-dzień dobry-chrząknęłam spuszczając wzrok
-och,przestań-dodał-to ja a nie Leo-dodał pocierając twarz
- jestem w pracy paniczu-dodałam po raz kolejny nie patrząc na piłkarza
-dobra czyli tak się bawimy-chrząknął-w takim razie prosze przygotować mi kąpiel i zadbać o czyste ubranie-powiedział wchodząc na górę
-przyjedzie za chwilę-dodałam do Maxa-niech już jadą i bez domysłów-pokazałam do Alvesa śmiejącego się do szyby. Weszłam na poziom hotelu i musiałam zrobić to o co mnie piłkarz poprosił. Weszłam do jego pokoju i skierowałam się do łazienki napuszczając wody do wielkiej wanny jaką miał do swojej dyspozycji. Nalałam toniku czekoladowego i wrzuciłam kilka kwiatów lilii dodając do tego parę kropelek wanilii tak jak lubiał. Wyszłam z łazienki i usiadłam na chwilę na jego łóżku. Wczoraj..co to był za wieczór..własnie tym łóżku doprowadziłam Neymara Juniora do najszczerszego uśmiechu na świecie. Opadłam na łóżko wspominając właśnie ten uśmiech.
-kogo ja tu widzę-usłyszałam nagle cichy śmiech za sobą
Ocknęłam się przy piłkarzu,po raz kolejny wtulona w jego poduszkę w jego ŁÓŻKU. NIECH CIĘ SZLAG DA SILVA.
-ja...ja już idę-dodałam wstając z oszołomioną głową
-nigdzie nie pójdziesz,pogadamy sobie o twoim porannym zachowaniu-powiedział zakładając na siebie brazylijską koszulkę.
-zachowałam się tak jak powinnam paniczu-dodałam patrząc przed siebie. Nie mogę na niego,bo inaczej zmiękłyby mi kolana i byłoby po mnie.
-a gdzie buziak na dzień dobry,gdzie uśmiech po wczorajszym dniu?-spytał unosząc brwi i szukając swojej bluzy
-mi nie wypada przy gościach
-CELINE!-krzyknął rzucając bluzą w moją stronę-co ci się tam w głowie uroiło że tak się do mnie odzywasz? co ja takiego zrobiłem?-dopytywał zbliżając się w moją stronę
-nic...tylko gdy jesteś blisko i mówisz tak do mnie...to się gubię i nie wiem co robię-dodałam jąkając się do drugie słowo
-mów dalej-uśmiechnął się biorąc moją rekę
-nieraz jak za dużo myślę i boję się jednocześnie to wolę zachować dystans i wtedy..-urwałam zaskoczona złączeniem się warg,moich i jego. Oddałam pocałunek i jak najszybciej musiałam przestać by zachować trzeźwe myślenie
-dzień dobry Neymar-szepnęłam patrząc w błyszczące oczy Neymara. Jeśli teraz mnie nie pozna to będzie cud
-wiesz czekałem na to-dodał i błogo się zaśmiał muskając jeszcze raz szybko moje usta-teraz od razu lepiej się z tobą rozmawia-dodał i wziął torbę w rekę
-nie idziesz?-spytał śmiejąc się-też wolałbym zostać z tobą ale trening wiesz-zerknął na mnie z ukosa
-już idziemy no tak-puknęłam się w czoło i wyszłam przed piłkarza. Piłkarz do mnie dołączył i ujął za dłoń przy schodzeniu po schodach-dla bezpieczeństwa-szepnął z zagryzioną wargą. W holu brunet zamówił samochód i gdy szofer wsiadł my tuż za nim. O NIE MOJE UBRANIE
-zaczekaj zdejmę to...-dodałam szybko odpinając guziki
-nie musisz,ładny jest-dodał patrząc na niego i trafiając wzrokiem na tabliczkę
-co tam pisze?-spytał pokazując palcem gdy zdążyłam zdjąć uniform
-moje imię,taki prezent na awans po paru latach-dodałam cicho
PO CO JA TO POWIEDZIAŁAM JA SIĘ PYTAM
-to ile ty już tutaj pracujesz? Nie od zeszłego lata?
-znaczy tak od tamtego lata na pełen etat ale wcześniej już jako kelnerka-powiedziałam wychodząc z samochodu i odkładając uniform na miejsce. Ja chyba wariuję. Odetchnęłam i wróciłam na miejsce
-szybko-zaśmiał się biorąc moją rękę na swoje kolano-jedźmy na trening-dodał z pełnym uśmiechem. Nie wiem co zrobię gdy zorientuje się co pisało na plakietce uniformu. Kompletnie nie wiedziałam i to mnie przerażało.
**
Świąteczny prezent! Merry Christmas♥ Cieszcie się tym co ważne,spełniajcie się i pamiętajcie o narodzinach naszego Pana♥ Wesołych wszystkim♥