Music ♥

poniedziałek, 25 grudnia 2017

Rozdział 98

"Zostań, bo najgorszym błędem jest odejście, od osoby która czeka, żeby dać Ci szczęście."



Odwzajemniłam coraz bardziej,pragnąc tego od długiego czasu wydawało mi się jakbym nie potrafiła całować innej osoby ale źle mi się wydawało,Neymar był tym wybranym z nim wszystko łączyło się w całość. Takiej całości własnie nam obu brakowało. Chłopak oddawał każdy pocałunek choć w ustach wciąż wyczuwałam nutkę whisky to w tym momencie był to najmniejszy problem. Musnęłam lekko wargi chłopaka i odsunęłam się oszołomiona
 -miałeś spać-dodałam śmiejąc się pod nosem wciąż czując na sobie dotyk chłopaka.
 -miałem ale mam tu koło siebie coś lepszego-dodał patrząc na mnie z błyskiem  w oczach
 -dopiero co nazwałeś mnie hipokrytką-dodałam patrząc na bruneta uniesionymi brwiami
 -przesłyszałaś się-musnął moje czoło wyprostowując się i rozkładając ramiona-nazwałem cię słodką truskawką-uśmiechnął się w moją stronę obdarzając mnie swoim NAJSZCZERSZYM UŚMIECHEM POD SŁOŃCEM. NEYMAR DA SILVA SANTOS JUNIOR UŚMIECHA SIĘ.
 Przewróciłam oczami wpatrując się w sufit i głupio śmiejąc się do białej ściany. Byle nie patrzeć na piłkarza,który chcąc nie chcąc miał najpiękniejszy uśmiech na świecie...i *pstryk* w tej samej chwili spotkały się nasze spojrzenia. Idealna chwila której tak wyczekiwałam.
 -wiem że na to czekasz-kiwnął cwaniacko głową i otworzył bardziej ramiona chcąc mnie wpuścić w swoje objęcia
 -wcale nie,dobrze mi tu gdzie jestem-dodałam nawet nie patrząc w jego stronę. Nagle coś sie zmieniło.Piłkarz złapał moją wolną dłoń i zamknął w swojej. O NIE NIE NIE....
 -potrzebuję twojej obecności,trudno mi się zasypia bez ciebie obok-zrobił maślane oczy skrycie chowając szeroki uśmiech. Wiedział,oczywiście  że wiedział co zrobić bym się skusiła. Niech go szlag,szlag by go i jego cholernie pociągający urok. Przysunęłam się do bruneta następnie lądując w jego szerokich objęciach. Wtulił mnie w swoją klatę i poczułam to co czego tak dawno nie czułam...jego swoistą obecność. Zwykła obecność powodowała we mnie przypływ ciepłych emocji,czegoś co budowało we mnie kolejne partie skrzydeł.
 -teraz mogę spać-ziewnął słodko przeciągając się ostatni raz i powoli przymykając powieki

 -ja muszę wra.....zanim zdążyłam coś powiedzieć szybko musnął usta a potem przytrzymał na nich palec-nic nie mów,póki co jesteś tutaj ze mną-szepnął i wrócił na swoje miejsce. Ja chyba zgłoszę się do specjalnego lekarza po tym co tu się stało. Nic więcej nie miałam do dodania,szczęśliwego Neymara nie widzi się często.A fakt że dzięki mnie wraca do siebie to coś nie z tej Ziemi .Poczułam że  powoli spełniałam swoje marzenia. Jego uśmiech był dla mnie nagrodą i motywacją o dalsze działania. Zamierzałam uszczęśliwiać go każdego dnia...i wtedy nagle przyszło mi na myśl co zrobię jeśli odkryje że Celine to Celia..jak zareaguje? Znienawidzi mnie..albo wyjdzie i tym razem na dobre kończąc z piłką. Nie dopuszczę do tego...nie zniosę tego po raz drugi...TERAZ STOP MYŚLENIE. Chciałam zaznać snu i nacieszyć się widokiem uśmiechniętego i chyba po raz pierwszy od 3 lat w pełni szczęśliwego Neymara. Usnęłam wtulona w jego muskularne i wytatuowane ramiona. Moje serce czuło że jest na swoim miejscu za to rozum pokazywał mi najgorsze scenariusze, tym razem to serce wygrało i choć raz zasnęłam z wypływającym uśmiechem na ustach. Nie obudziłam się ani razu,to był najlepszy dzień w moim życiu choć nie skończyłam go za dobrze to jednak los mi sprzyjał po tylu kłodach pod nogami. Co nie oznaczało że teraz wszystko będzie dobrze,a wręcz gorzej,jak mam ukrywać się jeszcze bardziej jak już tak daleko zaszłam?! Na pewno w jakimś momencie się zorientuje....i wtedy co ja zrobię? Borykałam się z tymi pytaniami nad ranem gdy mój rozum dostał kociokwiku i histeryzował bardziej niż wcześniej. Miał trochę racji cholera ale w takiej chwili pragnęłam nacieszyć się ciepłem piłkarza. Gdy się ocknęłam wraz z padającymi promienia słońca do pokoju przez okno zauważyłam na poduszce karteczkę wraz z herbacianą różą"Nigdy wcześniej tak dobrze nie spałem,śniłem o tobie słodka truskaweczko,dziękuję za...za to że jesteś gdy tego potrzebuję,nie wiem jak ale... przy tobie czuję się jak dawniej..
N♥" 
Opadłam na poduszkę piszcząc ze szczęścia. W dodatku ta róża...czy on na prawdę aż tak czuł że Celine to Celia? Jeśli tak,to wiele mi tym ułatwi. Jesli nie...cóż ten moment w którym sam odkryje(lepiej żeby tak było) lub ja sama mu wyjawię będzie najtrudniejszym w całej mojej dotychczasowej rozmówce z bliskimi osobami. Wstałam z ciepłego łóżka bruneta i nakładając na siebie tylko bluzę piłkarza szybko nie oglądając się na boki przebrnęłam drogę do mojego pokoju. Gdy przekroczyłam próg wykonałam swój dziki taniec i wręcz przy lustrze promieniałam szczęściem,nie mogłam się opanować skacząc z radości i tym samym pozakładałam prawie wszystko na lewą stronę. Wzięłam dwa głębokie wdechy i pozwoliłam wypłynąć uśmiechowi na moją twarz. To była ta chwila gdzie mogłam bezgranicznie się cieszyć. To była moja chwila szczęścia o które walczyłam i zaczynałam zwyciężać. Po ubraniu się i ogarnięciu (do tego stopnia że mogłam normalnie mówić) zeszłam na dół wciąż w duchu skacząc ze szczęścia. Na dole wszystko biegło swoją drogą....a ja  śniłam,śniłam na jawie po tym co z wczoraj na dzisiaj się wydarzyło i bałam się czy to aby nie za dużo jak na mój rozum.
Pchnęłam kuchenne drzwi zastając tam Alexa
 -o co dziś tak wcześnie-uśmiechnął się odkładając papiery i opierając się o blat. Zmarszczyłam brwi zerkając szybko na zegarek była 7:30,byłam gruuubo przed czasem
 -nie mam pojęcia-zaśmiałam się siadając na krześle przy kuchennej wydawce. Cały czas się uśmiechałam jak głupia a Alex patrzył na mnie z takim samy zachwytem jak zawsze gdy rano spotykaliśmy się w kuchni
 -ja już znam ten uśmiech-dodał nachylając się w moją stronę-i nie pytam jaka tego przyczyna-zaśmiał się biorąc swoje notatki i wychodząc z kuchni. Przymknęłam oczy szczęśliwa przypominając sobie nieziemski uśmiech mojego piłkarza,bo był mój i zawsze będzie. Zanim inni kelnerzy zaczęli się schodzić na odebranie swoich zadań potrząsnęłam głową i wyparowałam z kuchni. Na recepcji stał Alex,przeglądając dokumenty.
 -hej mam coś dla ciebie jeszcze-dodał odwracając się do mnie
 -co takiego?-spytałam zatrzymując się przy chłopaku
-rano,ktoś to zostawił zaadresowane do ciebie-podał mi karteczkę i pudełeczko z moim imieniem. Domyślałam się kto i bałam się tej zmiany,jak bardzo ja już go zmieniłam.
 -dzięki-szepnęłam przełykając ślinę. Usiadłam na schody otwierając powoli paczuszkę.
"Rano...twoja śpiąca twarz jest dla mnie największym darem,wyszedłem pobiegać więc pewnie gdy dostaniesz tą wiadomość bedę w drodze powrotnej,mam nadzieje że róża się podobała.
Ney♥"
 Gdy odłożyłam karteczkę i odwinęłam paczkę ujrzałam kolejną herbacianą różę. Wariat-tak mogłam określić człowieka który przechodził załamanie a potem zachowywał się jak zakochany szczeniak. Odłożyłam paczkę na bok i schowałam twarz między nogi potrzebując powietrza. Zabrakło mi tlenu by oddychać po tym co znalazłam jeszcze w paczce.. na dnie paczki znalazłam dopisek z mojego pamiętnika który miałam ze sobą w LA..
"Jesteś powodem dla którego oddycham". Nigdy nie powiedziałabym że mi to da,że jednak znajdzie ten dopisek i dowie się co tak naprawdę tam pisze. Przytuliłam do twarzy karteczkę całując ją z całej siły i chowając ją do kieszeni gdy tylko usłyszałam kroki z góry. Potarłam twarz i zrobiłam miejsce na schodach
 -Dzień dobry Cel-dodał roześmiany Alves i całując mnie na powitanie
 -witaj Danielu-dodałam śmiejąc się wraz z chłopakiem,rzadko kto używał jego pełnego imienia,ja dla draki go użyłam i poskutkowało. Chłopak zszedł schodami  i kierował się na parking gdzie stacjonował ich autokar. Schodzili jeden za drugim,potem gdy już wszyscy wyszli odznaczyłam każdego i skierowałam personel treningowy na swoje miejsca. 
 -to już wszyscy-kiwnęłam głową do Maxa,który przewodniczył załodze
 -jeszcze nie! zaczekajcie!-krzyknął ktoś wbiegający przez hol. Gdy złapałam ostrość,zobaczyłam że to brunet właśnie wrócił z biegu cały spocony ale i szczęśliwi
 -witaj truskaweczko-dodał dysząc przy recepcji
 -dzień dobry-chrząknęłam spuszczając wzrok
 -och,przestań-dodał-to ja a nie Leo-dodał pocierając twarz
 - jestem w pracy paniczu-dodałam po raz kolejny nie patrząc na piłkarza
-dobra czyli tak się bawimy-chrząknął-w takim razie prosze przygotować mi kąpiel i zadbać o czyste ubranie-powiedział wchodząc na górę
 -przyjedzie za chwilę-dodałam do Maxa-niech już jadą i bez domysłów-pokazałam do Alvesa śmiejącego się do szyby. Weszłam na poziom hotelu i musiałam zrobić to o co mnie piłkarz poprosił. Weszłam do jego pokoju i skierowałam się do łazienki napuszczając wody do wielkiej wanny jaką miał do swojej dyspozycji. Nalałam toniku czekoladowego i wrzuciłam kilka kwiatów lilii dodając do tego parę kropelek wanilii tak jak lubiał. Wyszłam z łazienki i usiadłam na chwilę na jego łóżku. Wczoraj..co to był za wieczór..własnie tym łóżku doprowadziłam Neymara Juniora do najszczerszego uśmiechu na świecie. Opadłam na łóżko wspominając właśnie ten uśmiech.
 -kogo ja tu widzę-usłyszałam nagle cichy śmiech za sobą
Ocknęłam się przy piłkarzu,po raz kolejny wtulona w jego poduszkę w jego ŁÓŻKU. NIECH CIĘ SZLAG DA SILVA. 
 -ja...ja już idę-dodałam wstając z oszołomioną głową
 -nigdzie nie pójdziesz,pogadamy sobie o twoim porannym zachowaniu-powiedział zakładając na siebie brazylijską koszulkę.
 -zachowałam się tak jak powinnam paniczu-dodałam patrząc przed siebie. Nie mogę na niego,bo inaczej zmiękłyby mi kolana i byłoby po mnie.
 -a gdzie buziak na dzień dobry,gdzie uśmiech po wczorajszym dniu?-spytał unosząc brwi i szukając swojej bluzy
 -mi nie wypada przy gościach
-CELINE!-krzyknął rzucając bluzą w moją stronę-co ci się tam w głowie uroiło że tak się do mnie odzywasz? co ja takiego zrobiłem?-dopytywał zbliżając się w moją stronę
 -nic...tylko gdy jesteś blisko i mówisz tak do mnie...to się gubię i nie wiem co robię-dodałam jąkając się do drugie słowo
 -mów dalej-uśmiechnął się biorąc moją rekę
 -nieraz jak za dużo myślę i boję się jednocześnie to wolę zachować dystans i wtedy..-urwałam zaskoczona złączeniem się warg,moich i jego. Oddałam pocałunek i jak najszybciej musiałam przestać by zachować trzeźwe myślenie
-dzień dobry Neymar-szepnęłam patrząc w błyszczące oczy Neymara. Jeśli teraz mnie nie pozna to będzie cud
 -wiesz czekałem na to-dodał i błogo się zaśmiał muskając jeszcze raz szybko moje usta-teraz od razu lepiej się z  tobą rozmawia-dodał i wziął torbę w rekę
 -nie idziesz?-spytał śmiejąc się-też wolałbym zostać z tobą ale trening wiesz-zerknął na mnie z ukosa
-już idziemy no tak-puknęłam się w czoło i wyszłam przed piłkarza. Piłkarz do mnie dołączył i ujął za dłoń przy schodzeniu po schodach-dla bezpieczeństwa-szepnął z zagryzioną wargą. W holu brunet zamówił samochód i gdy szofer wsiadł my tuż za nim. O NIE MOJE UBRANIE
 -zaczekaj zdejmę to...-dodałam szybko odpinając guziki
 -nie musisz,ładny jest-dodał patrząc na niego i trafiając wzrokiem na tabliczkę
 -co tam pisze?-spytał pokazując palcem gdy zdążyłam zdjąć uniform
 -moje imię,taki prezent na awans po paru latach-dodałam cicho
PO CO JA TO POWIEDZIAŁAM JA SIĘ PYTAM
-to ile ty już tutaj pracujesz? Nie od zeszłego lata?
 -znaczy tak od tamtego lata na pełen etat ale wcześniej już jako kelnerka-powiedziałam wychodząc z samochodu i odkładając uniform na miejsce. Ja chyba wariuję. Odetchnęłam i wróciłam na miejsce
 -szybko-zaśmiał się biorąc moją rękę na swoje kolano-jedźmy na trening-dodał z pełnym uśmiechem. Nie wiem co zrobię gdy zorientuje się co pisało na plakietce uniformu. Kompletnie nie wiedziałam i to mnie przerażało.

**
Świąteczny prezent! Merry Christmas♥ Cieszcie się tym co ważne,spełniajcie się i pamiętajcie o narodzinach naszego Pana♥ Wesołych wszystkim♥







niedziela, 10 grudnia 2017

Rozdział 97

"Przestań pieprzyć. Jak mężczyzna kocha kobietę, to o nią walczy. Dostojewski to napisał"

Już jak wyszłam z pokoju chłopka i wróciłam do swojego czułam że mogę wszystko. Jakby niewidzialna siła dawała mi coraz więcej mocy,po skumulowaniu jej przez 3 lata wydawała się silniejsza niż wszystko co posiadałam. Gdy przejrzałam się w lustrze w bluzie ciemnookiego nie wiedziałam czy na pewno chcę ją zdjąć...z jednej strony tak-bo to jego własność i wciąż  nie czuje się do końca Celią a z drugiej była taka jak zawsze,mogłabym chodzić w niej cały dzień. Bez przerwy przypominała mi piękne lato z Brazylijczykiem jak i cudowną katalońską rodzinką. Gdy przymknęłam oczy z całej siły próbując zwalczyć chęć wyznania chłopakowi wszystkiego. Tu nie chodzi o mnie,tu chodzi o niego. On jest ważniejszy,odwdzięczę mu za całą miłość jaką mnie obdarzył oraz za rany które mu zadałam. Nie miałam siły ściągnąć bluzy i gdy wyjełam uniform z szafy założyłam go na nią ledwo się dopinając. 
 -jesteś?!-krzyknął znany głos z głębi korytarza
 -Veronica-ucieszyłam się i szybko wpadłyśmy sobie w ramiona. Ja w tym niedopiętym uniformie musiałam wyglądać komicznie. 
 -co tu robisz?-spytałam śmiejąc się do przyjaciółki. 
 -wpadałam do chłopaków dowiedziałam się że tu są i przyszłam-dodała siadając na moim łóżku
 -to w końcu pospędzamy trochę czasu razem-dodałam siłując się z dopięciem ostatniego guzika przy uniformie
 -długo na to czekałam wiesz?-usłyszałam jej pytanie w chwili gdy ujrzała Brazylijską bluzę prawie zaczęła płakać
 -nie mogę sie dopiąć przez nią-zażartowałam okrywajac się uniformem-jest tak pachnąca i ciepła że aż szkoda mi ją ściągać..
 -to nie ściągaj,chodź w bluzie przecież nie zabronią ci-dodała kładąc swoje dłonie na moich ramionach. Dziewczyna zagwizdała gdy zdjęłam uniform i zostałam w samej bluzie chłopaka
 -zamknij drzwi proszę cię-zaśmiałam się wtulając w miękki materiał. Gdy spojrzałam na dziewczynę od razu moje myśli się zmieniły i powoli zdejmowałam ją z siebie. Nie teraz,to nie czas na mnie lecz brunet ma poczuć że ma po co żyć i odzyskać dawną radość życia.Cząstkę tej radości doświadczyłam wczorajszego wieczoru-co dodało mi nadziei w plany które pragnęłam zrealizować.
 -nie mogę,a jeśli on mnie zobaczy i skojarzy wszystko?-spytałam ze smutnym wzrokiem
 -w czym ma cię poznać? w tej bluzie? żartujesz-parsknęła śmiejąc się głośno. 
Zgromiłam ją wzrokiem i na szary podkoszulek ubrałam czyściutki uniform z plakietką swojego nazwiska.  
 -nie mogę tego nosić patrz-pokazałam na swoje nazwisko-przynosili coś do mojego pokoju wcześniej czy jak? To jest nowe,nie było tego tutaj-dodałam pocierając plakietkę. Nie było mowy bym nosiła uniform z napisanym przeczytaj to z uśmiechem do chłopaka z imieniem N.
 -to pewnie awansowy prezent od Ala-szturchnęła mnie-wiesz podobasz mu się-dodała cicho zagryzając wargę. Odwróciłam się w jej stronę pokazując jej żeby się puknęła w czoło po czym zrzuciłam z siebie unfiorm ponownie ubierając bluzę chłopaka

 -leźy jak ulał-dodał ochrypnięty głos zza mnie. Niemalże podskoczyłam na samą myśl kto to mógł być ale gdy się odwróciłam mogłam odetchnąć z ulgą. To był Raf.
 -czy ty powariowałeś? nie wchodzi sie bez pukania-dodałam śmiejąc się i zmieniając temat
-to twój dzisiejszy strój do pracy?-poruszył brwiami siadając koło mojej przyjaciółki
 -na to wygląda,dostałam nowy uniform spójrz na niego-westchnęłam zajmując miejsce na kolanach chłopaka. Spojrzał na wygrawerowane nazwisko na plakietce i z podziwem pokiwał głową odkładając ubranie
 -niezły co?-spojrzałam na jego wyraz twarzy który mówił"tak ale go nie założysz"
 -i tak go nie założę-dodałam wzdychając
 -czytasz mi w myślach czy jak?-parsknął patrząc na mnie
  -tobie? zawsze braciszku-cmoknęłam jego policzek po czym wtuliłam się w miekką bluzę chłopaka
 -a  ty nie masz czasem treningu o...zaraz?-spytałam zerkając na zegarek
 -owszem mam-dodał śmiejąc się i wstając z łóżka
 -to widzimy się na murawie Montez-rzucił mi znaczące spojrzenie i wyszedł z pokoju
Pożegnał się głupim uśmieszkiem wprawiając mnie w nieopętany śmiech. Rzuciłam się na miekką pościel obok Veronici wpatrując się w zdjęcie stojące na szafce nocnej. Było to zdjęcie z Paryża,gdzie razem z miłością swojego życia świętowałam rozpoczęcie wspólnej drogi. Obiecaliśmy sobie że nikt i nic nas nie rozdzieli gdzie jak sie potem okazało jednak rozdzieliło. Dosyć ciężko było wrócić do szarej rzeczywistości lecz brunet przeżył to o wiele gorzej niż myślałam. Teraz wspominając te chwile serce mi się łamało,nie chciałam nigdy wiecęj to tego wracać ale to jest jak cień w mojej pamięci-to nigdy nie zniknie całkowicie. Podciągnęłam kolana pod brodę powstrzymując drganie warg. 
 -nie miałam już płakać-szlochnęłam pocierając twarz
 - to że płaczesz nie oznacza słabości lecz siłę do zmierzenia się z tym co cię boli-uniosła moją głowę podnosząc na duchu-jesteś najsilniejszą osobą na tym globie uwierz mi że nikt po takim czymś nie miałby śmiałości do zmierzenia się  z rzeczywistością a ty to zrobiłaś i chwała ci za to-uśmiechnęła sie szerzej-ruchy ruchy miłość twojego życia czeka na ciebie-parsknęła przeglądając cię w lustrze.
 -kocham cię-dodałam wstając z łóżka i uwieszając się na niej.
 -co ty byś beze mnie zrobiła-odwróciła w moją stronę poprawiając kołnierz przy mojej bluzie-zginęłabyś na miejscu-roześmiała sie-widzimy się na dole Montez-rzuciła szybko i wyszła z pokoju. Już zrobiłam pierwszy krok i nie mogłam się wycofać. Założyłam na siebie uniform zakrywając swoje nazwisko włosami i tak szybko jak się dało przestałam myśleć o brunecie. Zbiegłam schodami kierując się od razu do kuchni,gdzie na rozpisce miałam pomoc na treningu oraz na salach. Dziś odmiennie byłam zwykłą kelnerką. Pchnęłam drzwi i wpadłam na Tomasa.
 -dzień dobry mała-uśmiechnął się i zeszliśmy z drogi kelnerom przesuwając się na bok
 - hejka naklejka-dodałam rozglądając się za Andreą co Tomas zauważył i wydedukował że coś ze mną nie tak.
 - nie jesteś na treningu z chłopakami?-spytał zakładając ręce na piersi opierając się o blat
Pokręciłam głową spuszczając na chwilę wzrok i siadając na blacie
 -boje się o coś-dodałam  bawiąc się palcami nieustannie przenosząc na coś wzrok. Nie mogłam się skupić,miałam przeczucie że coś jest nie tak i z każdą chwilą to się nasilało ale wolałam tego Tomasowi nie mówić.
 - o co?-spytal łapiąc moje zimne i spocone dłonie w swoje,które były cieplutkie
 - o to że Neymar zobaczy to-dodałam odsłaniając swoje nazwisko na plakietce uniformu. 
Chłopak uchylił usta w kształcie litery "o" na co zaczęłam się jeszcze bardziej stresować. Potarł ją i odsunął się ode mnie zginając w pół. Co on wyrabia?
 - i teraz boisz sie że to zobaczy?-spytał ponownie opanowując śmiech siadając na wolnym blacie. O dziwo nic na nim nie leżało,bo jak ja ostatnio tam siedziałam leżało,i to całkiem coś ciekawego. Ale mniejsza o to.
 -tak boje się że sie wyda zanim w czymkolwiek mu pomogłam-westchnęłam irytując się miłym awansem. Dziwnie to zabrzmiało ale tak jest,teraz ta plakietka może mi wszystko zepsuć.
 -to nie musisz go nosić-dodał patrząc na mnie. Łatwo się mówi komuś kto nie musi się ukrywać. Ukrywanie tego kim się jest przed kimś kto cierpiał z mojego powodu staje sie trudniejsze niż myślałam.
 -właśnie że muszę jako zastępca zarządcy-dodałam zakładając ręce na piersi
 -to mała nie masz wyjścia jak robić wszystko by nie spotkać Neymara w pracy....-dodał patrząc przed siebie. Dostał ode mnie za to mocne ukłucie w żebro
 -no co na żartach sie nie znasz? wiesz o co mi chodzi mała-zerknął na mnie miną zbitego psa
 -nie ta mina Tomas tylko nie ta proszę!-pisnęłąm zakrywając swoje oczy rękami. Oboje zaczęliśmy się śmiać jak dwa świry. Tego mi było trzeba,takiego odstresowania. 
 -Musze ci pogratulować droga pani drogiej plakietki na uniformie i powiedzieć że to wielki zaszczyt z tobą pracować-parsknął zeskakując na podłogę z wysokiego blatu
 -głupi jesteś ale i tak cię kocham-dodałam zeskakując tak jak on z blatu i szybko przytulając się do niego-sama nie wiem co bym bez ciebie ani Andrei zrobiła,dziękuję-szepnęłam czule całując policzek mojego przyjaciela. Chłopak przycisnął mnie do swojego boku i wspólnie poszliśmy na sale gdzie czekały na nas obowiązki. Zajęliśmy się salami do samego popołudnia,w tej samej chwili gdy skończyliśmy przygotowywać sale dla piłkarzy oni właśnie wchodzili przez drzwi hotelu,głośno o czymś dyskutując. Bujną czuprynę Davida Luiza wszędzie bym poznała,i tym razem na coś mi sie przyda.Odeszłam od grupki kelnerów wyczekując aż David zbliży się do drzwi. Co się takiego stało że wnet kłócili się w korytarzu? o co poszło?
 -David..-podeszłam do niego niepewnie bojąc się że jednak to co się ostatnio wydarzyło było tylko moim snem
 -tak? o co chodzi?-spytał chowając telefon do kieszeni i zrzucając słuchawki z uszu podając mi je
 -em..mam małą sprawę albo inaczej pytanie-dodałam stresując się jak cholera
 -co sie dzieje takiego że nie dasz mi zjeść Celia?-parsknął stając przede mną z bananem na ustach
CHWILA CHWILA ON WYPOWIEDZIAŁ MOJE IMIĘ..WŁAŚNIE MOJE?
 -skąd chwila..chwila..skąd znasz moję imię..no chwila.Dani ci powiedział?! a niech go szlag!-tupnęłam nogą zaciskając pięści
 Przysunął się w moja stronę zciszając głos
 -spokojnie Celia,nic nie powiem ale tak, Dani sam się wydał-zaśmiał się drapiąc się po szalonej czuprynie
- i co teraz wszyscy wiedzą?-spytałam patrząc na niego załamana
 -no coś ty,tylko ja i Thiago wiemy oprócz Rafy i Daniego to nikt więcej słowo honoru-złapał za swoje niebiesko-żółto-białe erce na koszulce pokazując mi że mówi prawdę
 -David spokojnie..ugh odeszliśmy od tematu znowu-westchnęłam potrząsając głową-chciałam się dowiedzieć co takiego sie stało w czasie gdy wchodziliście wzburzeni do hotelu,wszyscy was słyszeli...-dodałam chowając dłonie do kieszeni
 -ach...wiesz jak to powiem to była przesada i to lekka-prychnął pod nosem-nie chodzi tu o ciebie ale o kogoś...myślałem że dotrzyma słowa a znowu tego nie zrobił-warknął zaciskając jeszcze mocniej swoje wargi
 - o kogo...?-pytałam choć chyba nie powinnam. Odpowiedź była zawarta w słowach piłkarza.
 - o tego głupka Juniora-dodał patrząc w jeden punkt. Zabolało go to że nie był tym samym człowiekiem i piłkarzem co wcześniej ale najmocniej zabolał go fakt że powoli traci swojego przyjaciela mimo tego że obiecał wrócić.
 -dlaczego nie przyszedł na trening?-spytałam starając się normalnie brzmieć
 - i właśnie dlatego tak było nas słychać,przysłał do trenera tylko głupie przeprosini nie mówiąc nic więcej ale wiesz co było najgorsze?-spojrzał na mnie z wzrokiem który mówił wszystko-że przez ten czas kiedy powinien być na treningu spędził tutaj i pił..znowu pił-warknął ocierając twarz. Zaczęły płynąć łzy po twarzy Davida...to było za dużo
 -że co? znowu pił?-spytałam łamiącym się hiszpańskim
 -właśnie to,dał mi znać Raf gdy go znalazł parę minut temu-dodał uspokajając swój stan
 -nie wierze...wybacz nie...-pokręciłam głową-przecież obiecał że skończył z tym!
 -miał skończyć najwidoczniej nie jest już tym samym człowiekiem niż myślałem choć miał cień nadzei przy tobie-dodał-przy tobie widziałem uśmiechał się szerzej niż oczekiwałem,cieszył się przychodził zdzwonił pisał i  po raz pierwszy od dłuższego zaczął normalnie żartować i funkcjonować więc zdziwiłem się dlaczego nagle to się zmieniło...czekaj stało się coś między wami dziś rano? jakaś kłótnia wymiana zdań?-spytał siadając na bocznej pufie przy stojaku na kwiaty. 
 -nawet rano go nie widziałam,byłam u góry z moją przyjaciółką i Rafą a potem na dole z moim kolegą kelnerem ale to było dawno już jak byliście na treningu...
 -Neymar pisał że sie spóźni bo przysnął więc poczekaliśmy na niego do czasu gdy to wszystko odwołał i napisał że nie przyjedzie-prychnął-szczeniackie zachowanie jak na niego-spuścił głowę odwracając wzrok
  - o której napisał że sie spóźni?-spytałam dochodząc do pewnych wniosków
 -czekaj o...o 11:45 wtedy właśnie mi to przyszło ale myślisz że....
 -David... o tej godzinie siedziałam na dole  z Tomasem...i jeśli on słyszał to co mówiłam to po mnie rozumiesz? po mnie..-dodałam mocno łapiąc się za głowę-jeśli usłyszał prawdę to jestem skończona-dodałam załamanym głosem. To przeze mnie zaczął pić.
 -to nie twoja wina Celia przecież gdyby był na tyle dorosły  by powrócić do życia to by przyjechał zły na trening i klnął pod nosem ile wlezie a nie rzucał się w wir alkoholu-westchnął stając nade mną
 -ale David...wiesz jak to jest..ode mnie się zaczęło-spuściłam głowę-to ja cały czas go ranię,może jednak to zły pomysł z tymi moimi treningami z wami?-żachnęłam nie patrząc w stronę sali,łzy same cisnęły się do oczu gdy pomyślałam nad tym do czego doprowadziłam Neymara
 -nie możesz już się cofnąć Celia,chcesz mu pomóc a to liczy się najbardziej-dodał przyklękając przy mnie-jesteś silną osobą,poradziłaś sobie już z tyloma rzeczami że nie jeden człowiek dawno by się załamał-dodał lekko się uśmiechając
 -dziękuję...am...teraz powinnam do niego iść-dodałam poprawiając uniform-jeszcze to że mam nazwisko przy uniformie utrudnia mi życie-dodałam odgarniając włosy. Chłopak  się uśmiechnął ukazując swoje śnieżnobiałe zęby.
 -no no jaki awans-zaśmiał się odwracając fullcap do tyłu
 -i jaki koszmar by się nie ujawnić-westchnęłam-dobrze dzięki i zmykaj już bo umrzesz mi tu z głodu-zaśmiałam się
 -tak jest-zasalutował i poszedł na salę. Postałam chwilę w korytarzu układając plan działania z brunetem. Wszystko sobie układałam w głowie,tak by móc przeboleć to co zobaczę. Odetchnęłam głęboko i podążyłam schodami do strefy VIP gdzie czekał na mnie jak przeczuwałam jeden z najtrudniejszych momentów w moim życiu. Weszłam schodami nasłuchując przypadkowych rozmów chłopaków. Gdy mnie zobaczyli wstali,zaczęli się nerwowo zachowywać a co najmniej mnie zdziwiło zasłonili Neymara.
 - możecie się przesunąć-dodałam sztucznie uśmiechając się do Jesusa
 -nie ma takiej potrzeby,zgubiła coś pani?-spytał jeden z piłkarzy
 -otóż tak,przyszłam po niejakiego Neymara Juniora mam go odprowadzić do jego kwatery-powiedziałam chcąc między nimi przejść-zróbcie przejście jeśli naprawdę mu na nim zależy-dodałam patrząc wprost na Rafa który siedział tuż przy brunecie. Chłopaki spojrzeli na siebie szybko i rozsunęli się pokazując mi widok leżącego na stole piłkarza.  Podeszłam do niego powoli nie chcąc by usłyszał moje kroki,nie chciałam pytań ani kłótni przy tylu osobach. Zerknęłam na Raf który był znerwicowany cała sytuacją lecz gdy ja przyszłam jakby się rozluźnił.
 -wezmę go-szepnęłam gdy któryś próbował mi pomóc. To ja odpowiadałam za to co się z nim działo i to ja poniosę wszelkie konsekwencje choćby znienawidził mnie za to,to był mój obowiązek jako osoby która kochał swoim połamanym sercem. Złapałam jego dłoń wciągając go na swoje barki. Skierowałam się w stronę zejścia,gdzie czekały na mnie strome i kręte schody.
 -daj mi go,zejdę tylko z nim po schodach dodał Thiago biorąc go za barki i powoli znosząc go na sam dół. Zeszłam za Thiago cały czas trzymając się myśli że brunet nie otworzy oczy i pozwoli mi na spokojnie donieść go do swojego pokoju. 
 -uważaj na niego-szepnął piłkarz uśmiechając się czule-wiem że chcesz dla niego jak najlepiej a on zachowuje się jak dziecko-westchnął
 -po części to moja wina ale postaram się to naprawić-mruknęłam ciszej
 -ty masz  na niego taki dobry wpływ...dawno nie widziałem by był taki szczęśliwy jak na wczorajszym treningu...a teraz..żal na niego patrzeć...no nic,trzymaj go i wierzę że jutro znowu się uśmiechnie-powiedział wchodząc na górę, Wzięłam chłopaka na swoje barki i z całych sił powstrzymywałam się od nachodzących mnie myśli. To nie czas na fantazję..choć od dawna nie byłam tak blisko i brakowało mi tego jak cholera.
-obiecałam wrócić i to zrobiłam choć z lekkim opóźnieniem-zaśmiałam się cicho-i teraz powiedz mi co ty wyprawiasz,obiecałeś mi coś...a ty tego nie dotrzymałeś-dodałam mrucząc pod nosem. Wyjęłam kartę od pokoju i wsunęłam ja z trudem starając się nie zahaczyć o ciało chłopaka. Gdy tylko przekroczyłam próg pokoju chłopak napiął się i próbował samodzielnie ustać lecz marnie mu to wyszło i musiałam pozwolić sobie na jeszcze większą równowagę gdyż musiałam położyć się wraz z nim,wręcz przyciśnięta do jego twarzy. Pachniał whisky i swoimi ultramocnymi perfumami co w połączeniu z moją dziką wyobraźnią równało się z eksplozją. Teraz byłam za blisko i to wszystko na mnie podziałało jak grom z jasnego nieba. Piłkarz nie panował nad swoimi ruchami i mocniej złapał się mnie uniemożliwiając mi opuszczenie go. Próbowałam wyswobodzić się lecz nic to nie dało. Niech go szlag.

 -czemu to zrobiłaś Cel..Celia....dlaczego mnie zostawiłaś i nagle wróciłaś dlaczego....tak długo już czekam...nie mogę bez ciebie żyć...życie jest bez ciebie niczym...wróć do mnie bo ja już dłużej nie potrafię...-mruczał pod nosem wprawiając mnie w oszołomienie. Dlaczego to mówi...dlaczego teraz...?
 -wracaj póki możesz....Celia będę tu czekał,tak jak wyczekiwałem ciebie na początku tak będe teraz i zawsze...kochanie wróć...-dodał dziwnie marszcząc nos i przewracając się na drugą stronę poduszki. Odetchnęłam z ulgą na myśl że nie otworzył oczu. Te słowa przypomniały mi to co zrobiłam..jak bardzo go skrzywdziłam. Nie zdziwiłam  się że nocami wraca do mnie..ja co noc od 3 lat wracam. Tak samo mocno wołam go patrząc w bezchmurne niebo. Nigdy więcej rozłąki,obiecuję ci.Piłkarz puścił moją rękę i przytulił się do poduszki zasypiając chwilę po. To miód na moje oczy widząc tak spokojnie śpiącego piłkarza. Usiadłam na fotelu przy łóżku obserwując dziecko które obudziło się w chłopaku,które cierpiało z miłości ,które teraz ja chciałam jak najszybciej uszczęśliwić. Okryłam się tym co leżało na fotelu chłopaka. Szybko spostrzegłam że jest to jego bluza którą nosił po domu. To była bluza w której po raz pierwszy się spotkaliśmy,wtedy na lotnisku. Nie nie..nie..nie...
 -czy ty masz tylko pachnące bluzy Da Silva-dodałam cicho wtulając twarz  w miękki materiał z całej siły powstrzymując łzy. Ściskałam ja tak mocno i tak długo aż uświadomiłam sobie że muszę wracać do siebie i ochłonąć na spokojnie. To miejsce i te rzeczy powodowały u mnie przypływ emocji w dodatku w każdej chwili Neymar mógł się obudzić.. i wyrzucić mnie z hukiem za to co widział...
 -śpi?-spytał Tomas opierający sie o framugę. Spojrzałam na piłkarza i na palcach zbliżyłam się do przyjaciela
 -tak,przeprawa z nim tutaj to coś..nie do opisania-dodałam drapiąc się po czole
 -coś nie tak? jakieś głębokie przeżycia?-spytał unosząc brwi
 -mruczał pod nosem moje imię...ciągle mnie trzymał za rekę i przed chwilą...przed chwilą mówił do mnie..rozumiesz jakby czul że  Celine to ja Celia-zciszyłam głos zamykając drzwi od pokoju bruneta-myślę że powoli on domyśla się że..że ja to ja-parsknęłam patrząc w oczy chłopaka
 -Celia to może cie nie pocieszy ale pomyśl..jeśli zakochał się także w Celine  to nic nie zmienia,miłość między wami jest najważniejsza i to-pokazał na drzwi-co się wydarzyło wskazuję na dobrą drogę-dodał podnosząc mój podbródek-może nie od razu happy end ale jesteś na najlepszej drodze by to się spełniło,by stary Neymar powrócił,a tak się stanie na pewno-powiedział przytulając mnie do siebie. Objęłam go mocno, z uśmiechem dziękując mu za wszystko.
 -nie musisz,już i tak za wszystko mi dziękujesz-dodał przypominając mi Neymara tymi słowami. A co do niego...
 -zostanę tu w razie czego-szepnęłam ziewając i otulając się ciepłymi widokami śpiącego chłopaka za drzwiami
-dobrze,śpijcie dobrze gołąbeczki-puścił mi oczko i wszedł do swojego pokoju. Uśmiechnęłam się lekko z powrotem pchnęłam drzwi wchodząc do pokoju ujrzałam leżącego piłkarza przy szafie. Podbiegłam do niego,nie wiedząc co tu się stało.
 -co u licha ty tu robisz?-spytał potężny głos Neymara
 -teraz to ci pomagam-dodałam powoli podnosząc go z podłogi. Wciąż nie miał własnej sił więc polegał na mojej,która też nie była zbyt wielka.
 -teraz to cię obchodzę? hipokrytka-prychnął pod nosem nie łapiąc się mojego ramienia i unikając wszelkiego dotyku
 -kładź się..po co wstawałeś z łóżka?-spytałam kładąc go na poprzednie miejsce
 -usłyszałem jakby wołanie..z wewnątrz mnie...miałem wstać i otworzyć drzwi bo tam niby czekała ona...moja Celia-dodał-ale gdy próbowałam wstać o własnych siłach upadłem i nie otworzyłem ich...i przypomniałem sobie coś czego nie chciałem zobaczyć...-dodał-jak sobie romansujesz z kelnerem na moich oczach całując go jak gdyby nigdy nic-warknął odsuwając się ode mnie
 -źle to zrozumiałeś..ja wcale nie romansuje!-dodałam-rozmawiałam z moim przyjacielem na pewien zły temat i on mnie pocieszył a ty od razu musiałeś znowu zacząć pić-prychnęłam-obiecałeś mi coś i oczywiście kochasz łamać obietnice-dodałam zła
 -to pierwsza obietnica którą złamałem jakbyś nie wiedziała-prychnął-ostatnia jaką komuś dałem  od 3 lat...i gdy ja tutaj nie zawiniłem to znowu ja ucierpiałem-westchnął
 - mogłeś od razu nie brać kieliszka w dłoń...to nie wyjście Neymar tłumaczyłam ci...
 -ale to moje ukojenie w momencie gdy was ujrzałem pomyślałem o Celii i odechciało mi się żyć i czegokolwiek robić-dodał załamanym głosem
 -i ja niby jestem twoim lekarstwem?-spytałam nie wierząc w to co mówię. Odwrócił głowę w moją stronę uchwycając kosmyk włosów spadający na czoło
 -jesteś moim złagodzeniem i przekleństwem-wychrypiał zbliżając swoja twarz ku mojej.  Położył swoje dłonie na moją twarz lekko unosząc swoje kąciki w górę.-nie wiem jak to robisz ale w chwili gdy się obudziłem to wyczułem twoją obecność-dodał z pół przymkniętymi oczami. Nie wiedziałam co zrobić,nie moglam się ruszyć. Zbliżał coraz bardziej swoją twarz  i w końcu złączył nasze usta w chwilę po czym odwzajemniałam jego muśnięcie i musnęłam jego usta namiętniej niż oczekiwałam. 
CHYBA OSZALAŁAM w chwili której Neymar całując moje usta wyszeptywał moje imię z takim samym sensem jakby wypowiadał ciche"Celia wróciłaś..." 

**

BUM BUM BUM!

piątek, 10 listopada 2017

Rozdział 96

"Nie muszę patrzeć Ci w oczy żeby wiedzieć, że coś nie gra"

Było różnie przyznaję ale nigdy nie wątpiłam w to że kiedyś z pełną piersią powiem że widzę swoją przyszłość w jasnych barwach. Jednak to co się wydarzyło dało mi do myślenia i poprzysięgłam sobie że nie odpuszczę. Poszliśmy do stolika w całkiem innych nastrojach. Brunet przysunął swoje krzesło bliżej mojego i zamówił butelkę wina na"rozpoczęcie znajomości". Ja nie miałam nic przeciwko,teraz nie ma już odwrotu. W końcu to tylko Neymar prawda? Chłopak gdy tylko pojwiła sie butelka na stole wziął kieliszki i rozlał po trochu do każdego z nich,oprócz swojego. Nie pił?
 -nie pijesz Ju?-spytał Dani bawiąc się kieliszkiem w dłoni
 -nie,nie piję już od dłuższego czasu-dodał mrugając do mnie okiem
 -tak,bo w to uwierzę Junior-wymsknęło mi się z ust i nim sobie uświadomiłam że powiedziałam to głośniej brunet spojrzał na mnie ożywiony
 -to wtedy u Rafa wiesz...potrzebowałem nie chciałem byś wzięła mnie za alkoholika i to nie tak że ciągle piłem to wszystko miało swój powód ale obiecuję ci jak tu siedzę że więcej takiego jaki tam byłem więcej mnie nie ujrzysz Celine-powiedział patrząc na mnie miną zbitego psa. TYLKONIETOTYLKONIETOTYLKONIETO.
 -nawet tak nie pomyślałam-spojrzałam na niego kątem oka-nie mam cię za takiego,twoja obietnica jest szczera i to widzę-dotknęłam jego ręki mimowolnie czując ciepło którym emanował. Jak ogień ukryty w ludzkim ciele. Chłopak podniósł kącik swoich ust nakrywając moją dłoń i zamykając ją w swoich,wielkich i miękkich,dokładnie takich jakimi je zapamiętałam.Wzięłam łyk wina z kieliszka i popatrzyłam na Andreę i Tomasa stojących przy recepcji. Śmiali się do mnie jak dwie małpy. W tym że siedziałam z miłością mojego życia przy stole nie było nic śmiesznego prawda?
 -to wy się znacie tak?-zaczął Neymar kierując swoje pytania do nas dwojga. Zaskoczył mnie tym pytaniem ale nie zamierzałam czekać z odpowiedzią. Jak już to z kopyta.
 -tak znamy się-pokiwałam głową odpowiadając za bruneta-już od jakiegoś CZASU-podkreśliłam ostatnie słowo kopiąc pod stołem Daniego
 -jak długo...jeśli mogę wiedzieć?-spytał spuszczając wzrok na kieliszek.
 -stary wiesz że...-zaczął chłopak lecz uciął patrząc na mnie-znamy się odkąd tu pracuję,Dani często tu bywał i tak się poznaliśmy-parsknęłam na wspomnienie tego jak "zapoznałam się"z najśmieszniejszych ludzi na całym globie. On też o tym wiedział bo to właśnie dzięki niemu się poznaliśmy.
 -to bardzo interesujące-dodał patrząc na drugiego piłkarza-Dani też wspomniał coś o cudownej dziewczynie która potrafiła uspokoić całą zgraję piłkarzy ale nie uwierzyłem póki sam tego nie doświadczyłem-zaśmiał się zagryzając swoją dolną wargę. NIE RÓB TEGO WIĘCEJ DA SILVA BO CIĘ ZATŁUKĘ.
 -no widzisz to ja-nerwowo się uśmiechnęłam do chłopaka bawiąc się palcami ,a Dani wyszczerzył się do mnie szerzej niż powinien co spowodowało pytające pytania bruneta. No super. Zaległa między nami głucha cisza,którą jak myślałam przerwał mój braciszek
 -to jutro widzimy się na treningu Ju tak?-spytał wbijając spojrzenie właśnie w niego
 -oczywiście obiecałem coś pewnej osobie i dotrzymam obietnicy-w tym momencie mrugnął do mnie okiem śmiejąc się do Daniego. No ładnie się bawisz Da Silva.
 -i mam nadzieję że na każdym treningu zobaczymy się Celine-nachylił się w moją stronę
 -jeśli tylko praca tutaj mi na to pozwoli to nie ma nic przeciwko temu-dodałam pocierając spocone dłonie. Niech się odsunie,bo nie ręczę za siebie.
 -i tak ma być-uśmiechnął się jeszcze bardziej wbijając wzrok we mnie. Czy go powaliło już totalnie? Co dziś z nim jest nie tak?
 -ja bede leciał już do siebie,padam z nóg widzimy się jutro Ju- mrugnął okiem do chłopaka i podchodząc do mnie ucałował mój policzek przy tym nie obyło się pożegnalnego szeptu
 -stara się tobie przypodobać-zachichotał i odszedł gwizdając pod nosem. Kompletny świr.
Wróciłam do Neymara i tego uczucia które siedziało we mnie od lat nieco ugaszone. Chłopak założył ręce na krzyż i patrzył przed siebie nic nie mówiąc. To zrobiło się dziwne
 -coś się stało?-spytałam tym razem ja nachyliłam się w jego stronę
 -nie,po prostu ta sytuacja przypomniała mi to coś i pomyślałem o kimś ważnym dla mnie-dodał potrząsając głową
 -aż tak cię zraniła?-przełknęłam głośno ślinę
-zadała cios prosto w serce,w jedną chwilę była w moich ramionach a potem..potem nagle wyjechała łamiąc moje serce na milion kawałków-dodał niepewnym głosem patrząc na mnie na chwilę potem zawiesił głos-przez te 3 lata nie potrafiłem się pozbierać po jej stracie i chyba nigdy nie pozbieram..wybacz-wstał z krzesła i zasunął je wychodząc z sali. Nie mogłam go teraz zostawić,właśnie nadszedł czas bym zaczęła leczyć jego rany. Rany które sama zadałam przed laty. Wbiegłam na piętro i odszukałam pokój tuż obok mojego. Zapukałam czekając na odpowiedź lecz jej nie usłyszałam. Trudno i tak weszłabym bez tego zaproszenia. Siedział na podłodze przy szafie z ubraniami ocierając twarz. Gdy usłyszał że ktoś wszedł wstał i wytarł twarz w co tylko mógł i miał pod ręką.
 -wyjdź stąd proszę..nie chce byś widziała mnie takiego-dodał pociągając nosem spuszczając zwyczajowo głowę w dół.
 -przyszłam po to by ci pomóc,by cię wysłuchać bo tego potrzebujesz prawda?-podeszłam stawiając niepewnie kroki w jego stronę. Bałam się jak cholera ale dla niego było warto zaryzykować.Spojrzał na mnie smutnym spojrzeniem,pełnym żalu i wielkiego bólu skrywanego w środku od 3 lat. Dobrze to znałam. Cząstka takiego samego bólu nadal siedzi we mnie.
 -skąd wiesz czego potrzebuje? skąd wiesz że nie powiem ci kłamstw byś się odczepiła?-spytał unosząc brwi. Rozumiałam tą nieufność całkowicie,ale tak łatwo się nie poddaje.
 -ponieważ widzę to po twoim spojrzeniu,mowie i ruchach-dodałam cicho po czym odważyłam się na niego spojrzeć z pewną odpowiedzialnością tego co chce zrobić.
 -ale skąd? nawet dobrze mnie nie znasz-pokręcił głową załamując głowę i opadając na łóżko
 -znam cię lepiej niż myślisz-powiedziałam sam do siebie patrząc na chłopaka albo lepiej wraka chłopaka który siedział ze mną na dole dobre 20 min temu.
 -to boli tak cholernie że nie śpie po nocach od 3 lat i myślę co zrobiłem źle!-walnął się w pierś zaciskając pięści. W ostatniej chwili złapałam jego dłoń powodując miłe dreszcze.
 -nie próbowałeś jej znaleźć?-spytałam otwierając jego dłoń z wewnętrznym przekonaniem że robię to co powinnam wiele lat temu
 -myślisz że dało się ją znaleźć? nie mogłem dzwonić,nie mogłem pisać pozostało mi czekać że sama sie do mnie po jakimś czasie odezwie ale byłem głupcem i czekałem o nie... nadal czekam aż to zrobi bo wiesz co?-podniósł się z łóżka i spojrzał na mnie przez zaszklone oczy
 -co takiego?-spytałam patrząc na coś innego byle nie jego twarz
 -nie powiem tego jak na mnie nie spojrzysz bo...
 -bo nie lubisz gdy cię olewa,tak słucham cię-spojrzałam na niego nerwowo bawiąc się palcami
 -bo dla niej warto,bo kocham ją mocniej niż mogę,niż wszystko inne opętała całe moje myśli i serce a tu-pokazał na miejsce na sercu-jest wielka dziura którą staram się zalepiać,bo znalazłem coś co pomoże mi ponownie się odnaleźć a mianowicie ciebie Celine-dodał łapiąc mój drobny nadgarstek.
 -że.. że ja ale w czym ja mam ci pomóc jestem tylko zwykłą kelnerką-dodałam opuszczając wzrok tak szybko jak tylko mogę
 -może i tak ale piękno tkwi w prostocie-dodał bawiąc się moją dłonią tak długo póki nie zauważył na niej małego szczegółu. Na dłoni miałam ślad bo szkle które rozbiło mi się w czasie małej kłótni z Neymarem który tak czule opatrywał i martwił się bym więcej niczego nie rozbiła. I tak się stało,więcej od tego czasu nie stłukłam.
 -od czego to?-spytał pociągając nosem tym razem z innym tonem niż wcześniej
 -od wypadku w kuchni to nic takiego-zabrałam dłoń chowając ją w bluzie. Chłopak schował twarz w dłonie pochylając się nad łóżkiem.
 -pomagasz mi jak nikt inny,tym co mi powiedziałaś w autobusie przerwałaś moją passę użalania się nad sobą i pokazałaś drogę którą zawsze się kierowałem-powiedział kierując te słowa w moją stronę. Usiadłam inaczej krzyżując nogi i opierając się łokciami o wygodne łóżko.
 -ale ja nadal nie rozumiem dlaczego akurat ja...masz wspaniałych przyjaciół,Rafa,Daniego,Leo i innych to oni byli przy tobie,pomagali ci w trudnych sytuacjach....to oni byli twoją opoką i ochroną
 -tak stanowili jej trzon ale gdy wciskali mi kłamstwa że będzie lepiej nie wierzyłem w to i wyjeżdżałem tak daleko jak się dało od Barcelony,przez chwilę przeszło mi przez myśl pewne przeczucie ale jest głupie i nie warto do niego wracać-westchnął pocierając po raz setny tego wieczoru twarz
 -oni chcieli byś ruszył dalej,oni chcą starego Neymara tego który się śmiał i bawił tym co robił-dodałam siadając przy nim-oni starali sie jak mogli ale im też było ciężko,są ludźmi i nie możesz o tym zapominać-dodałam szybciej niż chciałam,głośniej niż chciałam i wyszło to inaczej niż chciałam ale co mi szkodzi
 -ja...ja wiem ale to w tamtym momencie musiałem się odciąć pobyć sam na sam,by móc to wszystko przeboleć w samotności z dala od wszystkich od tego miejsca....nie chciałem ich zranić przecież-i znowu się zaczęło. CZY Z CIEBIE TAKI MAZGAJ DA SILVA?
 -oni to wiedzą-podniosłam jego brodę-kochają cię ponad wszystko głowa do góry teraz zaczynasz nowy etap w życiu i nic nie stoi na przeszkodzie byś zaczął normalnie żyć-dodałam analizując wszystko co powiedziałam i uznałam że właśnie to chciałam powiedzieć mu od wieków
 -masz takie przekonanie że sam zaczynam w to wierzyć-dodał-ty i ona...jesteście takie same-wyznał-to spojrzenie...uśmiech i słowa ja chyba świruję ale w tym moim przeczuciu miałem wizję że ona tu jest właśnie w tym hotelu,że jestem w dobrym miejscu by ja odnaleźć-powiedział wypuszczając głośno powietrze-ja wiem że to brzmi niedorzecznie ale tak czuje tutaj-złapał moją dłoń i przyłożył do swojego "serca"-czujesz to? Jak serce mi wali? Na te słowa jak na nic innego pokiwałam jedynie głową. Jego słowa wbiły mi się w pamięć i zachciało mi się płakać przy nim,by tak jak on wydusić z siebie cały ból i żal od tych 3 lat
  -wybacz jeśli to co wydusiłem z siebie znudziło cię i nie chcesz mnie już słuchac-dodał drapiac się po czole-więcej już o tym nie wspomnę-powiedział nachylając się nad łożkiem
 -nie znudziłeś mnie-dodałam niepewnie-po prostu człowiekowi jest lepiej jak powie komuś co go trapi-dotknęłam jego ramienia wstając na równe nogi. Przynajmniej próbowałam gdy tylko podniosłam się z łóżka o mal nie wywróciłam się o własne nogi. To by było uwieńczenie tego wieczoru na prawdę. Lecz silne ramiona chłopaka przytrzymały mnie w prostej postawie i nie pozwoliły upaść
  -dobrze się czujesz? wyglądasz blado-dodał patrząc na mnie i sadzając mnie na fotelu bujanym przy oknie
 -tak wszystko w..porządku-dodałam wzdychając-muszę iść do siebie,nic mi nie jest Neymar-westchnęłam wstając z fotela i ponownie usiadłam gdy tylko chłopak zagrodził mi odejście choćby na krok
 -przyniosę ci wody i coś do przegryzienia poczekaj proszę-dodał i wręcz wybiegł z pokoju zostawiając mnie samą ze swoimi myślami. To się na prawdę wydarzyło,nie śnię to jawa w  czystej postaci. JA Z NIM ROZMAWIAŁAM,JA CELIA MONTEZ. Nim zdążyłam pomyśleć co zrobić jak wydarzy się coś o czym nie pomyślałam brunet wrócił z tacą jedzenia i picia wyszykowanego pewnie z troską Rodriga o nie...
 -kucharz wspomniał mi że mało jesz i chodzisz niewsypana całymi dniami więc wyszykował tyle ile mógł w pare minut-podał mi tace ze smakowitymi smakołykami-i nie słyszę żadnego ale,a i uprzedziłem twoich kolegów by pilnowali tego byś jadła regularnie-mrugnął okiem przebierając koszulkę na inną. MUSIAŁ TO ZROBIĆ,MUSIAŁ PO PROSTU. Zanim zorientował się że gapiłam się na niego przez ten cały czas zabrałam się czym prędzej za jedzenie. Gdy ja jadłam,chłopak odpalił głośniki i puścił z nich muzykę. Tak jak myślałam,Sertanejo we własnej osobie. Uniosłam wzrok z nad naleśników na śpiewającego chłopaka który wpatrywał się we mnie. Paradoks nad paradoksem. Spuściłam wzrok i dokończyłam swoje jedzenie. To przynajmniej na jakiś czas zajęło mi myśli. Brunet gdy byłam zajęta jedzeniem wyszedł z pokoju i długo nie wracał i zaczynałam się przejmować gdzie może się podziewać. Wzięłam tacę i wyszłam z pokoju rozglądając się na boki czy gdzieś on może nie stać albo jeszcze gorzej rozmawiać z kimś o mnie. Na szczęście nigdzie go nie było i z częściowym spokojem mogłam zejść na dół. Pchnęłam kuchenne drzwi gdzie na dole ujrzałam jego i w dodatku gotującego coś co pachniało przepysznie. Zatkałam sobie  usta by nie jęknąć z całych sił pod nosem a co gorsza nie przytulić się do jego ciała. To było powoli silniejsze ode mnie...CELIA TU ZIEMIA! o głosik dawno nie słyszany powrócił. Jego obecność tutaj w takiej sytuacji i atmosferze przypomniało mi ostatnie śniadanie robione przez niego  w Barcelonie. Robił to samo co robi teraz,robił paelle ala Marcela które kochałam najbardziej na świecie. Powstrzymywałam się od jakiegokolwiek dźwięku i póki mogłam wycofałam się kuchni jak gdybym wcale nie ujrzała bruneta w mojej ukochanej sytuacji.
 -nie widziałam tego-dodałam do siebie chodząc po holu w tą i we w tą. Ja zaczynam świrować,wariować na jego punkcie i tego co nas kiedyś łączyło i wciąż łączy....Gdy okiełznałam swoje myśli powróciła do pokoju bruneta. Usiadłam na łóżku i czekałam aż przyjdzie tutaj i bedę mogła wyjść. Uspokoiłam swój oddech i myśli które wciąż kreciły się wokół chłopaka. Przynajmniej  starałam sie je "okiełznać". Opadłam na łóżko wtulając się w miekką pościel piłkarza. Skuliłam się na poduszce i przymknęłam oczy póki go nie było w pokoju. Tak dobrze się tam spało że nie zorientowałam się gdy on wpadł do pokoju i zastał mnie śpiącą na jego części łóżka. Niezłe ździwko no nie Da Silva?. Po cichu podszedł do łóżka i pogłaskał moje włosy potem nagle nie słyszałam ani nie czułam nic co by wskazywało na to że chłopak wstał i wyszedł z pokoju. Gdy otworzyłam oczy spotkało mnie miłe zaskoczenie,bo owy piłkarz leżał tuż obok mnie z szerokim uśmiechem na twarzy. Żyć nie umierać,nie wiecie jak długo czekałam na taki uśmiech. Podniosłam się lekko i odsunęłam od bruneta powoli wychodząc z łóżka. Starałam się to zrobić jak najciszej by go nie zbudzić oraz by uniknąć zbędnych pytań. Nie miałam siły na jego pytania. Gdy podchodziłąm już do wyjścia jak grom z jasnego nieba brunet zorientował się że wstałam i ze zmarszczonymi brwiami także postanowił wstać.
-uciekasz?-spytał mierzwiąc swoje włosy i spoglądając na mnie
 -wracam do siebie,nie chce byś się męczył ze mna dość się mną zaopiekowałeś...-dodałam mówiąc coraz ciszej
 -nie mówiłem że masz wyjść bo mi źle-mruknął spuszczając wzrok-możesz zostać jest późno-dodał podchodząc bliżej
 -ja już pójdę to nie mój pokój-odsunęłam się lekko odwracając się w stronę drzwi. Chłopak złapał moja dłoń i przytrzymał
 -nie wychodź-szepnął powodując u mnie gęsią skórkę-zostań..prosze Celine-dodał z wyczuwalną chrypką której nie potrafiłam odmówić. Kolana pode mną się ugięły i nie miałam sił by mu się opierać,nie takiemu Neymarowi którego znam i w tym momencie wrócił do mnie choć na krótką chwilę.
 -zostanę-dodałam kiwając głową i gdy Brazylijczyk zrobił mi miejsce na łóżku z chęcią się tam położyłam. Pragnęłam jego ciepła i obecności jak niczego innego na świecie. To było warte tego by tu być,by zawalczyć o niego i doczekać się chwili gdy oboje potrzebujemy siebie nawzajem. Gdy skuliłam się na swoim miejscu przyciągając do siebie bardziej kolana. Głowę wychyliłam ponad koc i ujrzałam go. Leżał patrząc na mnie jak na jakiś obiekt badań.
 -czemu tak na mnie patrzysz?-ziewnęłam przytulając twarz do poduszki
 -sam nie wiem dlaczego-lekko uniósł swoje kąciki ust w górę-to ty mi powiedz co masz takiego w sobie że czuje że jesteś inna niż każda dziewczyna którą znam-bawiąc sie moim kosmykiem włosów przemknęło mi przez myśl że nie mówi mi wszystkiego i to mnie zaciekawiło.
 -nie mam nic specjalnego Neymar-dodałam nerwowo chcąc odwrócić od niego wzrok
 -to dlaczego gdy się czymś denerwujesz to odwracasz ode mnie wzrok-parsknął kładąc się na plecach-nie gryzę a gdy tylko coś powiem to zaczynasz się denerwować-dodał patrząc w sufit
 -wydaje ci się,dobranoc Neymar-dodałam odwracając się od niego i kładąc dłonie pod głowę patrząc na okno balkonowe
 -dobranoc mała-szepnął okrywając się kocem i dając mi najpiękniejszy znak tego że wszystko idzie w dobrym kierunku. Spałam jak nigdy wcześniej i gdy rano obudziłam się przy boku ciemnookiego piłkarza zaczęłam się uśmiechać sama do siebie. Zerknęłam na niego-śpi jak zabity więc nie miałąm siły go budzić i wstałam najciszej jak tylko mogłam. Zasunęłam swoją część łóżka i szybko udałam się do łazienki. Tam zajęłam się swoją twarzą oraz włosami,które zaszalały przez noc i poukładały się każde w inną stronę,istny busz. Związałam je w luźnego koka i przemywając twarz dostrzegłam że mam na sobie za dużą Brazylijska bluzę,której nigdy na sobie nie miałam i nie wiedziałam skąd się wzięła na moim ciele. Przecież ja....
 -niemożliwe że dał mi ją gdy spałam-mruknęłam do lustra puszczając wodę w kranie. Ochlapałam jeszcze raz twarz i głośno westchnęłam nad tym co mam teraz zrobić. Myślałam że obmyślę jakiś plan,ale nici z tego. Pustka w głowie i kompletna dziura. Serce krzyczało bym wyznała prawde-rozum kazał mi wyjść i dalej udawać że jestem "nie" Celią i pomóc Neymarowi a nie sobie. Niestety zgadzałam się z rozumem i postanowiłam pchnąć drzwi od łazienki. Wyszłam na palcach nasłuchując czy piłkarz przypadkiem się nie obudził lecz nic takiego nie nastąpiło i na spokojnie mogłam popatrzeć na miłość swojego życia bez żadnych ogródek. Taki widok przy przyprawiał mnie o szybsze bicie serca mimowolnie podeszłam do niego i pogłaskałam jego włosy składając na głowie minimalny pocałunek na rozpoczęcie lepszej połowy życia. Teraz gdy wychodziłam z pokoju piłkarza nie czułam ani smutku ani bólu a wręcz przeciwnie czułam się uskrzydlona.

****
BUM! Dość długi przyznaję ale mam nadzieje że wam się spodoba!♥

wtorek, 31 października 2017

Rozdział 96

"Mogłabym tulić Cię godzinami"

-jak masz na imię?-spytał stając twarzą do mnie-odpowiesz mi czy nie chcesz ujawnić swojego imienia?-uniósł brew schodząc schodami w dół. Przez parę sekund zaczęłam panikować ale gdy dostrzegłam na horyzoncie Andreę pokazałam jej by mi pomagła
 -ja..moje imię to...-zaczęłam głośno przełykając ślinę. To miało być teraz? W tym momencie miały runąć mury?
 - nie wstydź się no-Brazylijczyk na mnie spojrzał
 -chodź tu-krzyknęła Andrea przybiegając w samą porę i łapiąc mnie za rękę. Podziękuję jej jak tylko odejdę od bruneta. 
    - muszę już lecieć...-dodałam powoli nie podnosząc wzroku na chłopaka.
  -czyli to tak,dobra leć-westchnął patrząc na mnie zbitym wzrokiem-ale i tak się dowiem kelnereczko-puścił mi oczko na pożegnanie co znaczyło tylko jedno-kłopoty. Weszłyśmy do środka,szybko znajdując kąt wolny do pogaduszek. 
  -i jak? dowiedział się?-spytała mnie uradowana dziewczyna siadając na blacie kuchennym.
  -nie,nie miałam takiego zamiaru nawet...ale...ale..widziałaś go prawda? ten uśmiech?-spojrzałam na nią jak dziecko na lizaka w sklepie. Nie wiem co się ze mną działo. Chyba oszalałam.
  -zauważyłam ale co ma z tym wspólnego?-spytała marszcząc brwi
  -to to że nie porzuci piłki!-pisnęłam na cały głos zaczynając swój taniec zwycięstwa. Piszczałam bez względu na to czy mnie ktoś usłyszy czy nie,to był mój osobisty sukces.
 -na prawdę? gratulację!-ucieszona zaczęła mnie mocno ściskać-czyli powiesz mu? Celia to jest wielka okazja...chyba nie chcesz....
 -na razie nie powiem jak się nazywam...nie mogę kłamać ani nie mogę od razu powiedzieć prawdy-westchnęłam-ukrywam to dla jego dobra-dodałam w momencie gdy do kuchni"wbił" ukochany Andrei Tomas
  -słyszałem krzyk więc pytania są dwa: Co sie stało? a po drugie czy to prawda?-spytał z bananem na ustach. Gumowe ucho z niego.
  - słyszałeś?-zerknęłam na niego podchodząc do niego
  -ja...no wiesz Celia...tak-wyznał broniąc się i chowając za blatem
 - to tym lepiej nie muszę powtarzać tchórzu-parsknęłam-nie chowaj się-dodałam opierając się o stół do wydawki-a odpowiadając na twoje pytania,to tak to prawda,dziś na treningu możliwe że dzięki moim słowom Neymar nie porzucił piłki-dodałam uśmiechając się na myśl tego co powiedział mi trener. To ile  sprawiło mi przyjemności zostawię dla siebie.
  -teraz tylko do roboty i wszystko skończy się Happy Endem-zaśmiał się chłopak
  -a najlepsze było to gdy wysiadaliśmy...przedstawił mi się i zaproponował że zaczniemy od nowa,bo nie zaczęliśmy najlepiej-mruknęłam-oczywiście gdyby nie Andrea to już w tym momencie wiecie...nie było by mnie tu-spuściłam głowę
  -nie ma na co czekać,do przodu mała-dodał obejmując mnie ramieniem-on jest tak blisko innej okazji możesz nie mieć-dodał odrywając się ode mnie-a tak na marginesie to musimy wracać na salę-podrapał się po karku patrząc na nas
  -idziemy już-dodałam ubierając fartuch na uniform pchając kuchenne drzwi. Gdy wyszłam piłkarze Brazylii wchodzili właśnie na salę gdzie czekały na nich stoły. No super,wiecie co mnie teraz czekało. Poprawiłam fryzurę,nabrałam powietrza w płuca i podniosłam głowę napotykając wzrok Daniego,który śmiał się do mnie z końca sali. No,jak zawsze gdy mnie widzi. Poszłam do niego z długopisem i notatnikiem pokazując mu jednocześnie że żarty sie skończyły.
  -czego by pan sobie życzył?-spytałam patrząc na jego uśmiechającą się twarzyczkę.
  -wiec tak..panią..panią..i może panią-parsknął-a tak na prawdę to musisz mi dużo opowiedzieć co takiego wydarzyło się potem że Neymar wesoło chodził po pokoju śpiewając piosenki-dodał odsuwając krzesło 
 -Dani..w pracy jestem-mruknęłam-ale jak ładnie zamówisz to przemyślę tą propozycję-dodałam stukając w notatnik
  -w takim razie dobrze poproszę sałatkę i warzywa-dodał odkładając kartę-pasuje?-uniósł brwi czekając na moją reakcję
  -bardzo dobrze-pokiwałam głową uśmiechając się szerzej-jak skończę zmianę przyjdę do ciebie-powiedziałam nachylając się w jego stronę
 - leć dalej,inni czekają-dodał mi na ucho wskazując wchodzącego bruneta do pomieszczenia. I  akurat usiadł do tego stolika. Ja to mam szczęście,na prawdę. Niech cię szlag da Silva. Spojrzał na mnie z jaśniejącym uśmiechem,pewnie będzie dopytywał Daniego jak się nazywam ale nic z tego kochanieńki,nie uda ci się
 - na co masz ochotę?-spytałam nie zwracając na wygłupiającego się piłkarza obok
  -sok z malin acai a do tego miłe towarzystwo pewnej blondynki-zaśmiał się-do malin poproszę rybę i sałatkę z warzywami-dodał odkładając kartę. Kiwnęłam głową że przyjęłam i chciałam odejść gdy pewna ręką zatrzymała się na moim nadgarstku. O szlag.
  -to jak będzie z tym towarzystwem?-spytał głosem pełnym nadziei...któremu ja nie potrafiłam się oprzeć,nie w takim momencie.
   I co ja miałam mu powiedzieć? Na 100% wtedy wszystko się uda
  - to propozycja osobista czy zawodowa?-spytałam pukając się w głowę
 - osobista oczywiście czemu pytasz?-zdziwił się
 - Dani pytał o to samo,a moja odpowiedź brzmi tak-dodałam z uśmiechem który z pewnością dostrzegł i puścił niechętnie moją rękę.
  -w takim razie czekam-dodał a ja mogłam odjeść. Punkt dla mnie Da Silva 3:2. Gdy cały swój uśmiech skierowałam na Rodriga,ten myślał chyba że powariowałam
  -nic mi nie jest,to są zamówienia Daniego i Neymara-mrugnęłam okiem podając karteczki.
  - nie pytam o powód ale cieszy mnie fakt że ponownie cieszysz się z życia-dodał mrucząc coś pod nosem. Wrócił do swoich zajęć,a ja uradowana z zaczęcia czegoś nowego wymaszerowałam szczęśliwa z kuchni. Wyczekiwałam zamówienia na recepcji zaczepiając o miejsce pracy Juliety. Tak dawno z nią nie rozmawiałam a teraz mam dobry pretekst by jak najdłużej nie pokazywać się brunetowi na oczy. To dla dobra mojego i jego samego. Tak będzie lepiej. Pokręciłam się na krześle przy okazji zwalając papiery leżące na brzegu stołu. Dość dziwne papiery...podniosłam je ukradkiem patrząc na to co jest tam napisane. Pisali o pobycie w hotelu na czas nieokreślony...NEYMARA DA SILVY SANTOSA JUNIORA. No to fajnie,Da Silva 4:2 dla ciebie. Odłożyłam papiery jak tylko zobaczyłam Daniego chodzącego po holu. Tylko nie tu..nie chodź tu...Szlag!
  -nie idziesz na romantyczne spotkanie z nim?-poruszył brwiami opierając łokcie o blat
  -em..no ja już miałam iść-dodałam wstając z krzesła i poprawiając uniform
  -chyba nie pójdziesz w roboczym ubraniu co?-spytał patrząc na mnie spod byka
  -jest wygodnie i schludnie  tyle musi mu wystarczyć a po za tym TO NIE JEST RANDKA ALVES-pogroziłam mu palcem i odeszłam śmiejąc się sama do siebie. To ucieszyło mnie najbardziej,osłupiały Alves na środku holu. Zobaczyłam pusty stolik i przeraziłam się na myśl tego gdzie mógł być mój "towarzysz". Poszukałam go niepewnie wzrokiem ale wśród innych nigdzie go nie widziałam. Usiadłam więc na miejsce bawiąc sie niespokojnie palcami,bałam się że wszystkiego się dowie i stanie to co najgorsze. Strasznie nie chciałam by stało to się dziś..nie dziś proszę.Gdy kompletnie zrezygnowałam ujrzałam schodzącego z dołu piłkarza. Szedł w białej koszuli,czarnych smukłych spodniach i granatowych jordanach na nogach. Typowo jak dla ciebie Da Silva. Gdy mnie zobaczył w zwykłej bluzce wytartych spodniach i fartuszku na ubraniu uśmiechnął się tak szeroko że serce mi o mal się nie rozkleiło. Czy to na prawdę się dzieje? Nie poznałam tego smutnego i przybitego Neymara do tego który zmierzał w moją stronę. To dwie różne osoby i byłam ciekawa czy ta dzisiejsza wersja zostanie już na zawsze.
  -wysiliłaś się ze strojem-zaśmiał się wskazując mi miejsce
  -no wiesz ja nie przygotowywałam się w łazience 30 min-dodałam mrucząc pod nosem
  -wcale nie 30 tylko 15-roześmiał się podając mi kartę Menu-wybierzmy coś-powiedział kartkując dania
  -coś panu polecić?-spytałam patrząc na niego podejrzliwie
 - pani nie może inna pani na tej sali-dodał w momencie gdy Andrea pojawiła się przy naszym stoliku. Oczy jej z orbit wyszły gdy mnie zobaczyła. Taka niespodzianka,ukrytym znakiem powiedziałam jej że później jej opowiem. I tyle,na razie to ja musiałam zapanować nad sobą by później mieć co opowiadać.
 - ja panu polecę krewetki w sosie pomidorowym wraz z pieczonymi ziemniakami oraz homary w sosie koperkowym z siekanymi warzywami-dodała uśmiechając się
 - to poproszę dla mnie krewetki a dla pani to samo-puścił mi oczko składając karty i oddając je Andrei. Dziewczyna odeszła i kiwnęła głową że przyjęła. Chłopak złożył dłonie na stole patrząc wprost na mnie. Musiał. Po prostu kochał to robić
  -to jak już się zgodziłaś to może zdradzisz mi swoje imię?-spytał poruszając brwiami. Chyba śni ten człowiek
 -jak zasłużysz bo to co widziałam dziś na treningu mi wystarczyło bym się na tą kolację zgodziła-dodałam zagryzając wargę. Punkt dla mnie Da Silva 4:3.
 -czyli to przez trening się zgodziłaś? Fajnie-mruknął-a gdyby nie trening to nie przyszłabyś?
  -przyszłabym nawet i nie przez to-dodałam-Dani to mój dobry znajomy-powiedziałam
  -wykręcasz się kelnereczko-pokiwał palcem-a to nie ładnie-parsknął pocierając brodę
 CHOLERACHOLERACHOLERANIERÓBTEGO.
 -Nie wykręcam się-dodałam sucho-po prostu...
 -przepraszam za spóźnienie-chrząknął Dani wchodząc w idealnym momencie. Mrugnął do mnie okiem zajmując miejsce koło piłkarza.
 -ominęło mnie coś?-spytał śmiejac się
 -absolutnie nic-pokiwałam głową unikając spojrzenia bruneta-może ja pójdę do kelnerki z twoim zamówieniem co?-spytałam szturchając go nogą pod stołem
 -może ja pójdę?-odezwał się Neymar-wiem gdzie to jest to chyba nie trudne co nie?-wzruszył ramionami patrząc na mnie. Znowu na mnie.
 -nie ma problemu weź to co dla siebie wziąłeś-dodał opierajac się o krzesło. Neymar stanął przed oknem wydawkowym i Rodrigo wpuścił go do środka. 
 -uratowałeś mnie-odetchnęłam-on nie odpuszcza i chce poznać moje imię Dani..-opuściłam głowę na stół-wiesz co to znaczy? że prędzej czy później je pozna-westchnęłam na chwile przymykając oczy. Chłopak nachylił się w moją stronę obdarzając mnie swoim uśmiechem. I co go tak bawi
 -wiesz tak czy inaczej je pozna Celia-przyciszył głos wymawiając moje imię-inaczej sie nie da tym bardziej że będziesz na naszych treningach-zaśmiał się dalej nic nie mówiąc. I tym zamknął mi usta a chwilę po dołączył do nas ciemnooki z pełnymi talerzami dla Daniego. Ten to zawsze jest głodny,ja nie wiem jak Joana z nim wyrabia. Chłopak zaczął jeść a ja nie wiedziałam gdzie podziać wzrok. Błądziłam wzrokiem byle nie patrzeć na NIEGO NIE NA NIEGO.Ale się nie dało,Brazylijczyk usiadł obok mnie i nie dał mi chwili bym obmyśliła plan ucieczki.Chłopak skierował swoje spojrzenie i stało sie....Nasze spojrzenia po raz pierwszy od bardzoooo długiego czasu ponownie się spotkały. Wcześniej nie miałam śmiałości spojrzeć mu w oczy ale teraz nie miałam już wyboru. Miałam dość chowania się przed tym co mnie ograniczało.Dziś z tym skończyłam,zamknęłam drzwi o nazwie przeszłość. Brunet uśmiechnął się szerzej czekając na moją ripostę lecz nie miałam nic do powiedzenia. Nie myśl że dam ci wygrać Da Silva. Nie ze mną te gierki.
 -na prawdę aż tak ci zależy na tym?-spytałam go krzyżując ramiona
 -jeśli by nie zależało nie starłbym się o to-westchnął odwracając ode mnie wzrok-jesli nie chcesz to po co tracę czas-dodał lekko zły odsuwając się ode mnie i wstając miejsca
 -a ty gdzie się wybierasz?-spytałam zbyt głośno jak na spokojne pytanie
 -do siebie...nie wiem po co się trudziłem jak cały czas zgrywasz niedostępną-mruknął opierajac się o róg krzesła
 -czy ja nie...słuchaj wcale nie jestem niedostępna po prostu to coś nowego dla mnie...-spuściłam głowę-nie chciałam tego ukrywać jak mam na imię po prostu ja....
 -"możesz więcej się nie bać,ja obiecuję zawsze będę przy tobie"-skąd to masz?-spytał Brazylijczyk tuż za mną podnosząc zwiniętą w kulkę papier,dość starą kartkę,od trzech lat trzymałam ją w portfelu tuż koło jego zdjęcia. A teraz znalazła się tutaj.
 -co? o czym ty mówisz?-spytałam patrząc na niego
 -to mój ulubiony tekst skąd masz kartkę z tym napisem?-spytał pokazując mi karteczkę.
 -nie..nie wiem-dodałam-to musiało po prostu skądś wypaść i tyle-dodałam odwracając jego uwagę
 -tak na pewno... jak nikogo oprócz nas tutaj nie ma-westchnął
 -stary to moje nie pamiętasz jak mi to pisałeś na treningu? pytałem cie o coś i to mi napisałeś-dodał Dani poklepując chłopaka po plecach-nie spinaj się tak od razu to nie jej karteczka-szepnął uśmiechając się ciepło do nas obu. Odetchnęłam głośno patrząc na drugiego Brazylijczyka,dzięki któremu nie wydałam się przed Neymarem. Chciałam to skończyć wyjść cokolwiek by uwolnić się od spojrzenia chłopaka...świdrował świdrował i o mal co nie krzyknęłam mu w twarz tego co chciałam. Stałam przy drzwiach patrząc przed siebie,musiałam odetchnąć póki mogłam. Chłopak na własne oczy mówił mi że kłamię...nie uwierzył...no ale nic innego nie mogłam oczekiwać. To był dopiero początek
  -przepraszam kelner....znaczy nie wiem jak masz na imię i widzisz? trudno jest mi z toba rozmawiać-dodał niepewnie. Odwróciłam się do niego uświadamiając sobie że mam o kogo walczyć i tak łatwo się nie poddam. Uniosłam na niego wzrok i uśmiechnęłam się najszerzej jak mogłam w tym momencie
 -Celine-podałam swoje imię ku jego zdziwieniu. Chłopak ożywiony uścisnął moją rekę z lekkim zmieszaniem widniejącym na twarzy.
 -chciałeś to masz Da Silva-dodałam uśmiechając się cwaniacko
 -chciałem to mam-powtórzył drapiąc się po karku. Punkt dla mnie 4:4 .
 -to wrócimy do stolika i zaczniemy od nowa?-spytał czekając aż ja zrobię kolejny krok
 -myślę że już to zrobiliśmy-uśmiechnęłam się idąc ponownie do stolika a w duchu skakałam ze szczęścia. To był mój nowy początek,początek w którym widzę cząstkę na to że bedę szczęśliwa.

**Bam! Nowyyyy a tu pewnie niepewności się pojawiają....i co myślicie?