Music ♥

wtorek, 31 października 2017

Rozdział 96

"Mogłabym tulić Cię godzinami"

-jak masz na imię?-spytał stając twarzą do mnie-odpowiesz mi czy nie chcesz ujawnić swojego imienia?-uniósł brew schodząc schodami w dół. Przez parę sekund zaczęłam panikować ale gdy dostrzegłam na horyzoncie Andreę pokazałam jej by mi pomagła
 -ja..moje imię to...-zaczęłam głośno przełykając ślinę. To miało być teraz? W tym momencie miały runąć mury?
 - nie wstydź się no-Brazylijczyk na mnie spojrzał
 -chodź tu-krzyknęła Andrea przybiegając w samą porę i łapiąc mnie za rękę. Podziękuję jej jak tylko odejdę od bruneta. 
    - muszę już lecieć...-dodałam powoli nie podnosząc wzroku na chłopaka.
  -czyli to tak,dobra leć-westchnął patrząc na mnie zbitym wzrokiem-ale i tak się dowiem kelnereczko-puścił mi oczko na pożegnanie co znaczyło tylko jedno-kłopoty. Weszłyśmy do środka,szybko znajdując kąt wolny do pogaduszek. 
  -i jak? dowiedział się?-spytała mnie uradowana dziewczyna siadając na blacie kuchennym.
  -nie,nie miałam takiego zamiaru nawet...ale...ale..widziałaś go prawda? ten uśmiech?-spojrzałam na nią jak dziecko na lizaka w sklepie. Nie wiem co się ze mną działo. Chyba oszalałam.
  -zauważyłam ale co ma z tym wspólnego?-spytała marszcząc brwi
  -to to że nie porzuci piłki!-pisnęłam na cały głos zaczynając swój taniec zwycięstwa. Piszczałam bez względu na to czy mnie ktoś usłyszy czy nie,to był mój osobisty sukces.
 -na prawdę? gratulację!-ucieszona zaczęła mnie mocno ściskać-czyli powiesz mu? Celia to jest wielka okazja...chyba nie chcesz....
 -na razie nie powiem jak się nazywam...nie mogę kłamać ani nie mogę od razu powiedzieć prawdy-westchnęłam-ukrywam to dla jego dobra-dodałam w momencie gdy do kuchni"wbił" ukochany Andrei Tomas
  -słyszałem krzyk więc pytania są dwa: Co sie stało? a po drugie czy to prawda?-spytał z bananem na ustach. Gumowe ucho z niego.
  - słyszałeś?-zerknęłam na niego podchodząc do niego
  -ja...no wiesz Celia...tak-wyznał broniąc się i chowając za blatem
 - to tym lepiej nie muszę powtarzać tchórzu-parsknęłam-nie chowaj się-dodałam opierając się o stół do wydawki-a odpowiadając na twoje pytania,to tak to prawda,dziś na treningu możliwe że dzięki moim słowom Neymar nie porzucił piłki-dodałam uśmiechając się na myśl tego co powiedział mi trener. To ile  sprawiło mi przyjemności zostawię dla siebie.
  -teraz tylko do roboty i wszystko skończy się Happy Endem-zaśmiał się chłopak
  -a najlepsze było to gdy wysiadaliśmy...przedstawił mi się i zaproponował że zaczniemy od nowa,bo nie zaczęliśmy najlepiej-mruknęłam-oczywiście gdyby nie Andrea to już w tym momencie wiecie...nie było by mnie tu-spuściłam głowę
  -nie ma na co czekać,do przodu mała-dodał obejmując mnie ramieniem-on jest tak blisko innej okazji możesz nie mieć-dodał odrywając się ode mnie-a tak na marginesie to musimy wracać na salę-podrapał się po karku patrząc na nas
  -idziemy już-dodałam ubierając fartuch na uniform pchając kuchenne drzwi. Gdy wyszłam piłkarze Brazylii wchodzili właśnie na salę gdzie czekały na nich stoły. No super,wiecie co mnie teraz czekało. Poprawiłam fryzurę,nabrałam powietrza w płuca i podniosłam głowę napotykając wzrok Daniego,który śmiał się do mnie z końca sali. No,jak zawsze gdy mnie widzi. Poszłam do niego z długopisem i notatnikiem pokazując mu jednocześnie że żarty sie skończyły.
  -czego by pan sobie życzył?-spytałam patrząc na jego uśmiechającą się twarzyczkę.
  -wiec tak..panią..panią..i może panią-parsknął-a tak na prawdę to musisz mi dużo opowiedzieć co takiego wydarzyło się potem że Neymar wesoło chodził po pokoju śpiewając piosenki-dodał odsuwając krzesło 
 -Dani..w pracy jestem-mruknęłam-ale jak ładnie zamówisz to przemyślę tą propozycję-dodałam stukając w notatnik
  -w takim razie dobrze poproszę sałatkę i warzywa-dodał odkładając kartę-pasuje?-uniósł brwi czekając na moją reakcję
  -bardzo dobrze-pokiwałam głową uśmiechając się szerzej-jak skończę zmianę przyjdę do ciebie-powiedziałam nachylając się w jego stronę
 - leć dalej,inni czekają-dodał mi na ucho wskazując wchodzącego bruneta do pomieszczenia. I  akurat usiadł do tego stolika. Ja to mam szczęście,na prawdę. Niech cię szlag da Silva. Spojrzał na mnie z jaśniejącym uśmiechem,pewnie będzie dopytywał Daniego jak się nazywam ale nic z tego kochanieńki,nie uda ci się
 - na co masz ochotę?-spytałam nie zwracając na wygłupiającego się piłkarza obok
  -sok z malin acai a do tego miłe towarzystwo pewnej blondynki-zaśmiał się-do malin poproszę rybę i sałatkę z warzywami-dodał odkładając kartę. Kiwnęłam głową że przyjęłam i chciałam odejść gdy pewna ręką zatrzymała się na moim nadgarstku. O szlag.
  -to jak będzie z tym towarzystwem?-spytał głosem pełnym nadziei...któremu ja nie potrafiłam się oprzeć,nie w takim momencie.
   I co ja miałam mu powiedzieć? Na 100% wtedy wszystko się uda
  - to propozycja osobista czy zawodowa?-spytałam pukając się w głowę
 - osobista oczywiście czemu pytasz?-zdziwił się
 - Dani pytał o to samo,a moja odpowiedź brzmi tak-dodałam z uśmiechem który z pewnością dostrzegł i puścił niechętnie moją rękę.
  -w takim razie czekam-dodał a ja mogłam odjeść. Punkt dla mnie Da Silva 3:2. Gdy cały swój uśmiech skierowałam na Rodriga,ten myślał chyba że powariowałam
  -nic mi nie jest,to są zamówienia Daniego i Neymara-mrugnęłam okiem podając karteczki.
  - nie pytam o powód ale cieszy mnie fakt że ponownie cieszysz się z życia-dodał mrucząc coś pod nosem. Wrócił do swoich zajęć,a ja uradowana z zaczęcia czegoś nowego wymaszerowałam szczęśliwa z kuchni. Wyczekiwałam zamówienia na recepcji zaczepiając o miejsce pracy Juliety. Tak dawno z nią nie rozmawiałam a teraz mam dobry pretekst by jak najdłużej nie pokazywać się brunetowi na oczy. To dla dobra mojego i jego samego. Tak będzie lepiej. Pokręciłam się na krześle przy okazji zwalając papiery leżące na brzegu stołu. Dość dziwne papiery...podniosłam je ukradkiem patrząc na to co jest tam napisane. Pisali o pobycie w hotelu na czas nieokreślony...NEYMARA DA SILVY SANTOSA JUNIORA. No to fajnie,Da Silva 4:2 dla ciebie. Odłożyłam papiery jak tylko zobaczyłam Daniego chodzącego po holu. Tylko nie tu..nie chodź tu...Szlag!
  -nie idziesz na romantyczne spotkanie z nim?-poruszył brwiami opierając łokcie o blat
  -em..no ja już miałam iść-dodałam wstając z krzesła i poprawiając uniform
  -chyba nie pójdziesz w roboczym ubraniu co?-spytał patrząc na mnie spod byka
  -jest wygodnie i schludnie  tyle musi mu wystarczyć a po za tym TO NIE JEST RANDKA ALVES-pogroziłam mu palcem i odeszłam śmiejąc się sama do siebie. To ucieszyło mnie najbardziej,osłupiały Alves na środku holu. Zobaczyłam pusty stolik i przeraziłam się na myśl tego gdzie mógł być mój "towarzysz". Poszukałam go niepewnie wzrokiem ale wśród innych nigdzie go nie widziałam. Usiadłam więc na miejsce bawiąc sie niespokojnie palcami,bałam się że wszystkiego się dowie i stanie to co najgorsze. Strasznie nie chciałam by stało to się dziś..nie dziś proszę.Gdy kompletnie zrezygnowałam ujrzałam schodzącego z dołu piłkarza. Szedł w białej koszuli,czarnych smukłych spodniach i granatowych jordanach na nogach. Typowo jak dla ciebie Da Silva. Gdy mnie zobaczył w zwykłej bluzce wytartych spodniach i fartuszku na ubraniu uśmiechnął się tak szeroko że serce mi o mal się nie rozkleiło. Czy to na prawdę się dzieje? Nie poznałam tego smutnego i przybitego Neymara do tego który zmierzał w moją stronę. To dwie różne osoby i byłam ciekawa czy ta dzisiejsza wersja zostanie już na zawsze.
  -wysiliłaś się ze strojem-zaśmiał się wskazując mi miejsce
  -no wiesz ja nie przygotowywałam się w łazience 30 min-dodałam mrucząc pod nosem
  -wcale nie 30 tylko 15-roześmiał się podając mi kartę Menu-wybierzmy coś-powiedział kartkując dania
  -coś panu polecić?-spytałam patrząc na niego podejrzliwie
 - pani nie może inna pani na tej sali-dodał w momencie gdy Andrea pojawiła się przy naszym stoliku. Oczy jej z orbit wyszły gdy mnie zobaczyła. Taka niespodzianka,ukrytym znakiem powiedziałam jej że później jej opowiem. I tyle,na razie to ja musiałam zapanować nad sobą by później mieć co opowiadać.
 - ja panu polecę krewetki w sosie pomidorowym wraz z pieczonymi ziemniakami oraz homary w sosie koperkowym z siekanymi warzywami-dodała uśmiechając się
 - to poproszę dla mnie krewetki a dla pani to samo-puścił mi oczko składając karty i oddając je Andrei. Dziewczyna odeszła i kiwnęła głową że przyjęła. Chłopak złożył dłonie na stole patrząc wprost na mnie. Musiał. Po prostu kochał to robić
  -to jak już się zgodziłaś to może zdradzisz mi swoje imię?-spytał poruszając brwiami. Chyba śni ten człowiek
 -jak zasłużysz bo to co widziałam dziś na treningu mi wystarczyło bym się na tą kolację zgodziła-dodałam zagryzając wargę. Punkt dla mnie Da Silva 4:3.
 -czyli to przez trening się zgodziłaś? Fajnie-mruknął-a gdyby nie trening to nie przyszłabyś?
  -przyszłabym nawet i nie przez to-dodałam-Dani to mój dobry znajomy-powiedziałam
  -wykręcasz się kelnereczko-pokiwał palcem-a to nie ładnie-parsknął pocierając brodę
 CHOLERACHOLERACHOLERANIERÓBTEGO.
 -Nie wykręcam się-dodałam sucho-po prostu...
 -przepraszam za spóźnienie-chrząknął Dani wchodząc w idealnym momencie. Mrugnął do mnie okiem zajmując miejsce koło piłkarza.
 -ominęło mnie coś?-spytał śmiejac się
 -absolutnie nic-pokiwałam głową unikając spojrzenia bruneta-może ja pójdę do kelnerki z twoim zamówieniem co?-spytałam szturchając go nogą pod stołem
 -może ja pójdę?-odezwał się Neymar-wiem gdzie to jest to chyba nie trudne co nie?-wzruszył ramionami patrząc na mnie. Znowu na mnie.
 -nie ma problemu weź to co dla siebie wziąłeś-dodał opierajac się o krzesło. Neymar stanął przed oknem wydawkowym i Rodrigo wpuścił go do środka. 
 -uratowałeś mnie-odetchnęłam-on nie odpuszcza i chce poznać moje imię Dani..-opuściłam głowę na stół-wiesz co to znaczy? że prędzej czy później je pozna-westchnęłam na chwile przymykając oczy. Chłopak nachylił się w moją stronę obdarzając mnie swoim uśmiechem. I co go tak bawi
 -wiesz tak czy inaczej je pozna Celia-przyciszył głos wymawiając moje imię-inaczej sie nie da tym bardziej że będziesz na naszych treningach-zaśmiał się dalej nic nie mówiąc. I tym zamknął mi usta a chwilę po dołączył do nas ciemnooki z pełnymi talerzami dla Daniego. Ten to zawsze jest głodny,ja nie wiem jak Joana z nim wyrabia. Chłopak zaczął jeść a ja nie wiedziałam gdzie podziać wzrok. Błądziłam wzrokiem byle nie patrzeć na NIEGO NIE NA NIEGO.Ale się nie dało,Brazylijczyk usiadł obok mnie i nie dał mi chwili bym obmyśliła plan ucieczki.Chłopak skierował swoje spojrzenie i stało sie....Nasze spojrzenia po raz pierwszy od bardzoooo długiego czasu ponownie się spotkały. Wcześniej nie miałam śmiałości spojrzeć mu w oczy ale teraz nie miałam już wyboru. Miałam dość chowania się przed tym co mnie ograniczało.Dziś z tym skończyłam,zamknęłam drzwi o nazwie przeszłość. Brunet uśmiechnął się szerzej czekając na moją ripostę lecz nie miałam nic do powiedzenia. Nie myśl że dam ci wygrać Da Silva. Nie ze mną te gierki.
 -na prawdę aż tak ci zależy na tym?-spytałam go krzyżując ramiona
 -jeśli by nie zależało nie starłbym się o to-westchnął odwracając ode mnie wzrok-jesli nie chcesz to po co tracę czas-dodał lekko zły odsuwając się ode mnie i wstając miejsca
 -a ty gdzie się wybierasz?-spytałam zbyt głośno jak na spokojne pytanie
 -do siebie...nie wiem po co się trudziłem jak cały czas zgrywasz niedostępną-mruknął opierajac się o róg krzesła
 -czy ja nie...słuchaj wcale nie jestem niedostępna po prostu to coś nowego dla mnie...-spuściłam głowę-nie chciałam tego ukrywać jak mam na imię po prostu ja....
 -"możesz więcej się nie bać,ja obiecuję zawsze będę przy tobie"-skąd to masz?-spytał Brazylijczyk tuż za mną podnosząc zwiniętą w kulkę papier,dość starą kartkę,od trzech lat trzymałam ją w portfelu tuż koło jego zdjęcia. A teraz znalazła się tutaj.
 -co? o czym ty mówisz?-spytałam patrząc na niego
 -to mój ulubiony tekst skąd masz kartkę z tym napisem?-spytał pokazując mi karteczkę.
 -nie..nie wiem-dodałam-to musiało po prostu skądś wypaść i tyle-dodałam odwracając jego uwagę
 -tak na pewno... jak nikogo oprócz nas tutaj nie ma-westchnął
 -stary to moje nie pamiętasz jak mi to pisałeś na treningu? pytałem cie o coś i to mi napisałeś-dodał Dani poklepując chłopaka po plecach-nie spinaj się tak od razu to nie jej karteczka-szepnął uśmiechając się ciepło do nas obu. Odetchnęłam głośno patrząc na drugiego Brazylijczyka,dzięki któremu nie wydałam się przed Neymarem. Chciałam to skończyć wyjść cokolwiek by uwolnić się od spojrzenia chłopaka...świdrował świdrował i o mal co nie krzyknęłam mu w twarz tego co chciałam. Stałam przy drzwiach patrząc przed siebie,musiałam odetchnąć póki mogłam. Chłopak na własne oczy mówił mi że kłamię...nie uwierzył...no ale nic innego nie mogłam oczekiwać. To był dopiero początek
  -przepraszam kelner....znaczy nie wiem jak masz na imię i widzisz? trudno jest mi z toba rozmawiać-dodał niepewnie. Odwróciłam się do niego uświadamiając sobie że mam o kogo walczyć i tak łatwo się nie poddam. Uniosłam na niego wzrok i uśmiechnęłam się najszerzej jak mogłam w tym momencie
 -Celine-podałam swoje imię ku jego zdziwieniu. Chłopak ożywiony uścisnął moją rekę z lekkim zmieszaniem widniejącym na twarzy.
 -chciałeś to masz Da Silva-dodałam uśmiechając się cwaniacko
 -chciałem to mam-powtórzył drapiąc się po karku. Punkt dla mnie 4:4 .
 -to wrócimy do stolika i zaczniemy od nowa?-spytał czekając aż ja zrobię kolejny krok
 -myślę że już to zrobiliśmy-uśmiechnęłam się idąc ponownie do stolika a w duchu skakałam ze szczęścia. To był mój nowy początek,początek w którym widzę cząstkę na to że bedę szczęśliwa.

**Bam! Nowyyyy a tu pewnie niepewności się pojawiają....i co myślicie?

1 komentarz:

  1. A już miałam nadzieję, że się wyda! Och, jesteś okropna, że trzymasz mnie w takiej niepewności ;p

    OdpowiedzUsuń