Music ♥

środa, 31 sierpnia 2016

Rozdział 65

"Nie istnieje nic do czego mogłabym cię porównać.
Jesteś ukojeniem jak również obłędem doprowadzającym mnie do szaleństwa"




Przeszło mi przez myśl tylko jedna rzecz....Neymar klękał przede mną co okazało się dość dobrym znakiem. Wyjął czerwone pudełeczko i otworzył je. Piękniejszej rzeczy nie mogłam sobie wyobrazić. Po mojej głowie latały szalone myśli i uczucia. Serce niemiłosiernie kołatało mi w piersi i myślałam że cały stadion słyszy jak bije. Omal nie zemdlałam z tych emocji.Na szczęście głos bruneta sprawił że zapomniałam o tym co najgorsze i w pełni skupiłam się na piłkarzu trzymającym w dłoni coś co nie mieściło mi się w głowie. Brazylijczyk wziął do ręki mikrofon  i zaczął mówić a pomimo mojego oszołomienia dobrze go słyszałam.
 -czy przyjmiesz ode mnie ten skromny pierścionek jako dowód moich uczuć?-wyjął go z pudełeczka miejąc już go na dłoni- chcę abyś wiedziała-i tu wstał- że jesteś dla mnie najważniejsza,jesteś najlepszą przyjaciółką,jeszcze lepszą towarzyszką i najcudowniejszą dziewczyną,sprawiasz że mój dzień staje się piękniejszy,rozpogadzasz złe dni w moim życiu,oświecasz moją duszę tak bardzo że nie sądziłem że tak można,po prostu jesteś dla mnie ideałem-skończył wzdychając głośno. Spojrzał na mnie wyczekująco. Osłupiałam. Zaniemówiłam kompletnie.Stałam na środku wielkiego podestu jak słup soli nie wiedząc gdzie się znajduje. Neymar patrzał na mnie swoimi powiększonymi i lekko zaszklonymi oczami, że nie mogłam tym bardziej się ruszyć. Jedynie co mi przychodziło na myśl to fakt że nigdy nie sądziłam że Neymar tak bardzo mnie pokocha
 -Kocham cię czy mam to głośniej powiedzieć?-spytał odsuwając mikrofon. Głupi się pyta. Kto pyta nie błądzi...zrobił to. Ponownie wziął do ręki mikrofon tym razem krzycząc ze mnie kocha. Jedynym uciszeniem była jedna rzecz. Wpiłam się w jego usta namiętnie by przestał. Cały stadion najpierw ucichł a potem rozległy się wiwaty i oklaski. Wiwatom w stylu"gorzko gorzko" nie było końca. Na swoim ramieniu usłyszałam chrypliwy głosik chłopaka. Oderwaliśmy się od siebie wciąż pochłonięci przez słodką miłość. Zrozumiałam coś. Coś bardzo ważnego. Neymar udowodnił mi jak bardzo muszę się starać o naszą miłość. I będę mu za to bardzo wdzięczna do końca życia. Brazylijczyk splótł nasze ręce i wzniósł wiwatując w górę. Następnie włożył mi na palec błyszczący pierścionek. Odruchowo zagryzłam wargę i wpatrywałam się w swoje buty. Uderzyło mnie dość głębokie uczucie, takie które trudno opisać. Gdy brunet zerknął na mnie w jego oczach błyszczał duma i wielkie głębokie uczucie. Coś co sprawiło mój wstrzymany i szybszy oddech. Neymar ucałował mnie szybko i razem poszliśmy w tłum stojących piłkarzy. Wszyscy przywitali nas oklaskami i okrzykami. Dla nas liczyło się to co czuliśmy do siebie. W końcu między nas ktoś musiał wparować. Była to szczęśliwa para Messich zmierzała w naszą stronę
 -widzę nasze dwa gołąbeczki-powiedziała Anto szturchając mnie lekko następnie mocno przytulając. Długo się przytulałyśmy nie ma co. Potrzebowałam takiego uścisku. Oczywiście ukochany mojej"siostry" porwał ją na moment i zniknęli nam z oczu.Jak się okazało później dołączyli do nas niespodziewani goście. Przez tunel wyszła Veronica w obstawie brata Brazylijczyka...i to nie byle jak.....widać było że między nimi jest chemia iskrzyło się co nie miara gdy szli w naszą stronę. Wyglądali na szczęśliwych, choć oboje nie wyznali sobie uczuć. Może niektórym tak łatwiej? Sama ukrywałam uczucia do człowieka który owładnął całym moim życiem.Wywrócił je do góry nogami, totalnie wszystko się zmieniło.
 - to niesamowite-szepnęła mi na ucho Polka-jesteśmy tutaj,świętujemy mistrzostwo z najlepszą drużyną na świecie...czy to nie sen-dodała obejmując mnie ramionami kierując swój wzrok na Jotę
 -nie-zaśmiałam się cicho- to rzeczywistość z której nigdy nie chcę się wybudzić-powiedziałam przymykając oczy z całej tej rozkoszy.Każdy kto mnie zna powtórzyłby te słowa. Taka była prawda. Trwam w tej myśli jaka najdłużej i będę w niej trwać nawet wtedy gdy już mnie tu nie będzie. Chwilę pogawędziłam z Veronicą następnie ta zniknęła w gronie piłkarzy. Gdy odwróciłam głowę ktoś zakrył mi oczy. Była to uradowana Kolumbijka z całą ekipą Pique. Rzuciła mi się w ramiona i mocno kręciła mną.  Kobieta puściła mnie dopiero jak Pique nas rozdzielił. Nie mogłam nie zauważyć uśmiechniętego synka Shaki, Milana. Słodki jak cukierek z tymi dołeczkami w policzkach. Mieszanka Kolumbijsko-Hiszpańska. Wzięłam szkraba na ręce ku spojrzeniom przyjaciółki.
 -tatuś pokazał ci jak wielki jest puchar?-spytałam przechodząc między rodzinami piłkarzy
Co chwila ktoś mi gratulował i życzył szczęścia. Zwłaszcza ci którzy dobrze mnie znają. Szłam z synkiem hiszpańskiej pary wprost do stojącego pucharu. Znikąd pojawił się Geri. Podskoczyłam zaskoczona,naprawdę wie jak mnie podejść
 - następnym razem cię zabiję jak to zrobisz-powiedziałam powstrzymując śmiech. Długo to nie potrwało a oboje zajęliśmy się głośnym śmiechem. Postawiłam synka Pique na ziemie i razem podeszliśmy do stojącego przed nami pucharu.
 -tata zdjęcie!-krzyknął mały-z ciocią-pisnął malec ciągnąc mnie za rączkę
Uśmiechnęłam się nieśmiało i ustawiłam się przed obiektywem Hiszpana. Objęłam Milana i razem przy pozowaliśmy do zdjęcia. Ciekawe jak wyszło. Maluch wystrzelił jak z torpedy gdy tylko jego tata spuścił aparat na dół. Tak samo jak ja był ciekawy jak wyszliśmy. Geri uniósł swoją pociechę i pokazał zdjęcia. Mały zrobił duże oczy po czym wtulił się w tatę z wielkim uśmiechem.To oznaczało jedno. Potruchtałam do Hiszpana i leniwym krokiem znalazłam się przy nim
 -teraz mi pokaż jak wyszliśmy-poczochrałam włoski Milana na co ten uciekł z piskiem. Kolejny. Hiszpan wystawił aparat w moje ręce i bez precedensu zniknął mi z oczu. Przewijałam jedno po drugim. Na każdym kroku byłam ja,ja na podeście,ja z Neymarem,ja z Veronicą,ja z Lio i Anto. Każde zdjęcie dotyczyło mnie. Przeszły mnie ciarki,choć nie powiem że te zdjęcia były złe.Po prostu zdziwiłam się po co tyle razy ktoś pstrykał mi zdjęcia. W jakim celu? Takie pytanie bez odpowiedzi. Zawiesiłam aparat na szyi i nim się obejrzałam u mojego boku wyrosła ni z stąd ni z owoąd Shaki. Skąd oni się biorą?!
 -kolejna-złapałam się odruchowo za serce-nie strasz mnie tak-powiedziałam do blondynki
 -byłam tutaj cały czas-wzruszyła ramionami zerkając w aparat-myślałaś nad byciem fotomodelką?-spytała całując swoje synka
Pokręciłam głową.Ja i fotomodelka? Śmieszne. Nie jestem ani trochę fotogeniczna a t mówi mi o takiej pracy.Chyba na głowę upadła.Nie nadaję się do takiej pracy.
 -ja? żartujesz-parsknęłam śmiechem nie biorąc na poważnie słów Kolumbijki. Nie...nie nadaje się i kropka.
 -pomyśl nad tym-pokiwała mi palcem pukając paznokciem w ekran aparatu. Po tej rozmowie oglądałam przez dłuższy czas te zdjęcia. Wyszłam całkiem dobrze ale do fotomodelki dużo mi brakuje. Każdy by to powiedział
 -idź na fotomodelkę-powiedział aksamitny głos,wiedziałam kto
 -tak tak-pokiwałam głową odwracając twarz w stronę Neymara- nie nadaję się-dodałam głaszcząc go po policzku- to tylko pojedyncze zdjęcia one nic nie pokazują-wzruszyłam ramionami rozglądając się po stadionie. Brunet podszedł do mnie i zabrał mi aparat.
 -zobaczymy-wyszczerzył się uroczo i pokazał mi gdzie mam stanąć
Że on mi udowodni że się nadaje? To byłby cud ale z jego strony to słodkie i kolejny dowód jak bardzo mu na mnie zależy. Słuchałam tego co piłkarz mówi i robiłam to co chciał. Neymar krzyczał że jestem idealna po czym pstrykał mi zdjęcie. Oczywiście dawałam się podejść takimi tekstami. Brunet skończył i od razu pokazał mi wykonane zdjęcia. Były piękne. I powiem wam że mi samej one się podobały. Uchwycił to co we mnie najlepsze.
 -ty idź na fotografa-powiedziałam biorąc piłkarza za rękę-nadajesz się-szepnęłam muskając jego usta. Neymar odpowiedział oddając pocałunek. Wymienialiśmy się pocałunkami,coraz bardziej pogłębiając je. Całowaliśmy się długo,z tyłu można było usłyszeć wiwaty i ciche"uuuuuuu". Mogłabym całować go zawsze. Jego usta były słodkie i miękkie jak owoce. Smakowały jak mój ulubiony owoc. Oderwaliśmy się od siebie gdy tylko Lio zawołał do siebie Neymara. Za to Anto była moja, i wolna w tym momencie. To było normalne że szybko znalazłyśmy się przy sobie i zaczęłyśmy rozmawiać. Argentynka cały czas mówiła o nas. Ja miałam inny temat na głowie
 -jutro wylatujemy-dodałam z rosnącym uśmiechem na ustach
 -ty tylko tak się napalaj-puknęła mnie w ramię kobieta
 -no co ty-oddałam przytulając ją czule,obie się obejmowałyśmy tak długo jak to możliwe. Na końcu doszli do nas Lio i Ney na co zareagowałyśmy wielkimi uśmiechami. Coś zmieniło się w spojrzeniu Anto,ciekawe co. No niech ja dorwę tego Argentyńczyka. Piłkarze rzucili nam uśmiechy całując nas słodko. Zrobiliśmy sobie pamiątkowe zdjęcie. Oczywiście nie mogę zapomnieć o szalonym Alvesu. To on był tym który wymyślał zabawy. Głównie z dziećmi ale to nam nie przeszkadzało. Wszyscy padaliśmy ze śmiechu gdy Dani został pokonany przez dzieci na boisku. Musieliśmy go wesprzeć. Kibicowaliśmy mu rzecz jasna. Trio MSN-wciąż było aktualne tylko że wersja junior-senior. Leo z Thiago, Sueraz z Benja a Pique z Milanem. To był cudowny widok. Tacy wielcy piłkarze ale jeszcze więksi ojcowie. Nie muszę tego mówić ale gdy uświadamiam sobie czym są dla swoich pociech mimowolnie łzy napływają mi do oczu. Czułam się jak małe dziecko wśród najlepszych zabawek świata,tak jak ich widzą właśnie dzieci. Myślę jak dziecko normalnie. Co jak co ale maluchy chłopaków świetnie się bawiły. Ja w towarzystwie Anto mogłam nieźle się uśmiać. Kobieta co chwile dodawała jakiś śmieszny komentarz na co ja zachodziłam się ogromnym śmichem.Sama Argentynka nie wytrzymała i zaciągnęła mnie w stronę boiska. Cale trio nieźle się razem bawiło. Obserwując małe szkraby jak szalały na murawie wmówiłam sobie że jeśli pójdą w ślady swoich ojców to będą tak wielcy jak oni są. To było widać gołym okiem. Thiago w przyszłości za Leo,Benja za Suareza a Milan za Pique. Zespół idealny. Jeśli dobrze pójdzie ja swoim dzieciom będę mówić że znałam takich Katalończyków. Do tego czasu wciąż mogę być świadkiem wielkiej potęgi tego klubu i liczę że na długo zostanie ona na szczycie. Rozsiedliśmy się w czwórkę na podeście obserwując zabawy tatusiów z synkami. Wyjęłam telefon i zobaczyłam jak podbiega do nas zmachany i szczęśliwy Benja. Myślałam że mówi do mnie ale jak się okazało za mną stała żona Luisa Sofi. Sofi szybko wzięła małego na ręce i zniknęła nam z oczu. Było już późno i wywnioskowałam że Suarez odesłał swoją pociechę do mamy bo był śpiący. Tak to bardzo prawdopodobne. Zabawa jedna się skończyła. Cała grupka przybyła na podest następnie zabierając puchar. Zaczął się obchód. Dani na czele a za nim ustawiali się następni. Zerknęłam na przyjaciół i oni zgodnie uśmiechali się do mnie. Szybko dołączyliśmy do szalonego brata i zaczęliśmy chodzić. Zatrzymywaliśmy się przed trybunami i wspólnie unosiliśmy go. Kibicie wiwatowali i krzyczeli imiona zawodników. Po mnie przechodziły ciarki,po całym ciele czułam jak bardzo zależy mi na tym klubie.Jak bardzo ten klub zmienia życie.Zmienił moje życie jak i milionów ludzi także. Co chwila któryś z fanów wychodził bliżej do chłopaków na co oni zgadzali się by zrobić z nimi zdjęcie bądź autograf. Mieli szczęście bo chwilę po tym zabierała ich ochrona. Na samym końcu puchar wylądował w naszych rękach.
 -Luis zrobisz nam zdjęcie?-szybko zamknęłam ręką usta-to znaczy trenerze-powiedziałam ze spuszczoną głową
 -jasne-zaśmiał się Asturyjczyk- możesz mówić Luis poza boiskiem-dodał biorąc ode mnie telefon
 -ustawiamy się!-krzyknęłam w tłum ludzi chodzących wokół pucharu.Usłyszeli mnie i szybko pozowali do zdjęcia. Stanęłam między Neymarem a Anto. Lucho szybko zrobił nam zdjęcia i oddał telefon.Anto stała przy mnie gdy przeglądałam zrobione zdjęcia. Wyszliśmy dziwne. Jeden niżej drugi wyżej za co byłam wdzięczna że byłam po środku i nie stałam przy Gerim. Argentynka przejęła moją kliszę i razem popstrykałyśmy sobie zdjęcia, wstawiła na Ig z podpisem"Siostry♥". Anto dodała lepsze z dodając do tego opis"Kocham cię i nigdy nie przestanę♥" Wzruszyłam się i wpadłyśmy sobie w ramiona. Oczywiście nie mogło zabraknąć na trybunach paparazzi. Olałam ich i wróciliśmy do swoich ukochanych. Nasi ukochani gawędzili sobie w najlepsze. Najlepszy widok całe -MSN razem! Aż mnie serce ścisnęło,nareszcie widzę ich razem. Kolejne wielkie przeżycie. Niby przyzwyczaiłam się do widoku Leo i Neymara ale nadal gdy ich widzę czuję jak od środka rozpiera mnie szaleństwo a przecież przyjaźnie się z nimi. Nim się spostrzegłam stanęłam twarzą w twarz właśnie z całym wielkim trio.Wszyscy troje obrócili się do nas z wielkimi uśmiechami. Brazylijczyk wyciągnął ramiona dobrze wiedząc co chce zrobić. Podbiegłam do niego a on zamknął tajemne miejsce zarezerwowane tylko dla mnie. Ktoś chrząknął. Zerknęłam kto to i pojawił mi się przed oczami Suarez. A no właśnie go muszę poznać, to mój kolejny punkt na liście do spełnienia.
 - to ja was poznam-uśmiechnął się szeroko brunet- Celia to Luis,Luis to Celia moja dziewczyna-zagryzł wargę i błysnęły mu oczy gdy powiedział "dziewczyna". To było słodkie i pociągające z jego strony.
 -miło poznać-powiedział Luis uściskując mi rękę. Uśmiechnęłam się szeroko i spojrzałam na bawiącego się u jego stóp synka,Benjamina. Kolejny słodziak. Czy tylko mi się wydaje i cała Katalońska rodzina jest słodka? Nie, taka była rzeczywistość. To było najprawdziwsze zdanie jakie kiedykolwiek mogłabym powiedzieć.
 -słyszałem wiele o tobie od Neymara-zaczął szybko kończąc. Spojrzałam na bruneta a ten niewzruszony. Dobra dobra.
 -co takiego jeśli mogę wiedzieć?-zapytałam uśmiechając się coraz szerzej
 - same komplementy-dodał patrząc na Brazylijczyka, szybko mina mu się zmieniła
 -och przestań Ney-zaśmiałam się-niech powie-dodałam odwracając twarz
 -Piękna,mądra,utalentowana,słodka,inteligentna,pomysłowa,pracowita i  inne pierdoły-machnął ręką śmiejąc się przez dłuższy czas. Na mojej twarzy wystąpił lekki rumieniec sprawiając ożywienie się motylków w brzuchu. Teraz się wzmogły. Widziałam po oczach Urugwajczyka że wiedział co mówi. Oczywiście nie obyło się bez uścisków i przytulasów na koniec. Luis to rodzinny człowiek,bardzo przejmował się synkiem i resztą pociech która była z Sofii,jest bardzo optymistycznym i uśmiechniętym człowiekiem,widziałam że mocno żartował z Neymarem przed wyjściem. Oboje śmiali się w najlepsze póki nie przyszedł czas także na nas by się zbierać. Ziewałam kilka razy aż powoli nie przymykałam oczu. Z sennego nastroju wyrwał mnie głos właśnie Brazylijczyka. No cóż rozmowy z tego co mogłam dosłyszeć
 -....
 -tak,to będzie ekstra
 -....
 -mam nadzieję
 -......
 -na pewno
 -.....
 -powinno wyjść
 -......
 -póki co nie wyjedzie
 -.....
I co rusz chciałam dalej usłyszeć akurat rozmowa się urwała. Tupnęłam nogą zła i usiadłam na barierkach w tunelu. Chwilę po dołączyli do nas cała trójka przyjaciół Veronica Rafaella i Jota. Stanęli przy mnie i dotrzymali towarzystwa. Mruknęłam coś pod nosem i rozejrzałam się za Brazylijczykiem. Ni stąd ni z owąd pojawiła się Anto i Shaki.
 -chodź-wyciągnęły obie ręce i złapały mnie tak ze chcąc czy nie chcąc i tak bym z nimi poszła. Ponownie byłam na wielkim podeście tylko że tym razem był zupełnie pusty. Nikogo nie było. Zaczęła lecieć piosenka. Ucieszyłam się bo następną rzeczą którą zrobiłam było tańczenie w rytm tej melodii.Shaki patrzała na mnie a ja się stresowałam. Wielka Shakira,autorka tej piosenki patrzy na mnie....nie no nie świruję. Kolumbijka wraz z Argentynką poszły w tańce a ja stałam tam i osłupiałam i wpadłam na pewien pomysł. Piosenka się zmieniła dając mi znak do działania.
 -Shaki nauczysz mnie tańca brzucha?-spytałam z nadzieją w oczach
Rozszerzył jej się uśmiech,oczywiście to znaczyło zgodę.
 -pokażę ci przez jakiś czas a później sama załapiesz-dodała i robiła swoje. Piosenka idealnie pasowała do jej giętkich ruchów i zmysłowego tańca. Obserwowałam ją i coś tam próbowałam. Wbiła następna akurat na moment gdy miałam spróbować to co pokazała mi Shaki. Najpierw to co było łatwiejsze. Przy pomocy dziewczyn przeszłam dalej. Nie byłam w tym mistrzynią jak moja nauczycielka ale bawiłam się świetnie dzięki czemu swobodnie wykonywałam najtrudniejszą część składając to wszystko w całość. Uśmiałyśmy się kompletnie gdy do naszego grona dołączyły Veronica i Rafaella. Patrząc na Shakirę ujrzałam w jej oczach wielką dumę i radość.
 -jesteś lepsza ode mnie-zaśmiała się głęboko patrząc mi w oczy
 -mam najlepszą nauczycielkę-przytuliłam ją-jesteś moją idolką-wyszeptałam łapiąc ją za rękę
Kobieta spojrzała na mnie i nie musiała tego mówić bym wiedziała że moje słowa wiele dla niej znaczą. Taka była prawda,Shaki jest dla mnie inspiracją na każdym kroku.Uwielbiam ją od stóp aż po głowę,idealnie i kompletnie całą. Razem z Kolumbijką poprzytulałyśmy się jeszcze przez chwilę następnie kierując się w stronę wyjścia. Przez te tańce zapomniałam o sprawie z Neymarem,no cóż na pewno się wyjaśni. Całą piątką wyszłyśmy z Camp Nou dodatkowo wstawiając zdjęcie na IG z podpisem"Capeones ♥". Schowałam telefon z powrotem do kieszeni podziwiając tunel Blaugrany. Był niesamowity jak cały klub i stadion. To było miejsce.


***
65! Dzisiaj taki dłuższy :* Słuchajcie dzisiaj ostatni dzień wakacji...:( Nie wierzę :( Tak szybko zleciały.....opowiadajcie jak je spędziliście! :*


poniedziałek, 29 sierpnia 2016

Rozdział 64

"Nie jestem dziewczyną Twojego typu.
Lubię czuć,kiedy facet się stara i,że jestem kimś a nie kimkolwiek
Lubię rozmawiać o pogodzie i o tym co u Ciebie słychać
Lubię być a nie bywać"


Czy byłam gotowa? Sama zadawałam sobie to pytanie. Odpowiedź pojawiła się jedna w chwili gdy Brazylijczyk objął mnie swoimi miękkimi ramionami.Oczywiście że byłam, będę zawsze jeśli i on będzie. Chłopaki rozstali się z nami tłumacząc że Lucho na nich czeka i inne pierdoły na wciśnięcie kitu. Ale jako my kochane partnerki ich usłuchaliśmy i pozwoliłyśmy pójść szybciej. Prawda była taka że my będziemy na trybunach a oni na podeście w samym środku murawy stadionu więc tak czy siak by musieli iść gdzie indziej. Razem z dziewczynami przez chwilę wpatrywałyśmy się w przygotowania całej fety. Oczy mi błyszczały na samą myśl o pełnym stadionie ludzi krzyczących jak bardzo kochają Kataloński klub. Zresztą sama krzyczałam na pełne gardło,oczywiście w środku i tak by nikt nie słyszał. Opieraliśmy się z rodzinami piłkarzy o barierkę wejścia gdy z tyłu dobiegł nas szept wejścia i zajmowania miejsc. Nie myliłam się to był Enrique z szeregiem piłkarzy u boku. Wycałowaliśmy ich za wsze czasy i życzyliśmy im wygranej. Oni w swoim stylu puszczali nam oczka i ustawili się w tunelu. To był dla nas znak by zająć miejsca. Zajęłyśmy je niezwłocznie rozmawiając z naszymi pociechami.Najbardziej rozgadany okazał się Thiago. Dałam mu kilka słodkości w prezencie za tak ciekawe opowieści. Za to jego mamusia gromiła mnie wzrokiem,narzekała że Thiago za dużo ich je i będzie miał problemy z zębami
 -nie będę miał-pokręcił głową chłopczyk-ciocia nie narzekała jak mi je dawała-dodał chrupiąc czekoladowe ciasteczko.Argentynka ucałowała synka w główkę każąc mi przyjść do siebie. Siostra każe to jej się nie odmawia prawda? Poszłam tak szybko na tyle na ile było mnie stać. Kobieta najpierw trochę marudziła na te słodycze ale pochwaliła mnie w jednej rzeczy i to mnie niezmiernie ucieszyło.
 -jesteś cudowną ciocią najlepszą przyjaciółką i najważniejszą siostrą w moim życiu-dodała podając mi telefon z wiadomością od Brazylijczyka i Leo.
 "Kochamy was tak bardzo że sobie nie wyobrażacie :* ♥" "Czekamy na was na podeście xD
P.S.: Przygotujcie się♥
Kochamy was♥
Wasi Leo i Neymar♥"
Nie obyło się  bez śmiechu i wielkiego aplauzu. Wielkie rozświetlacze zaczęły świecić i robić swoje show.Camp Nou rozbłysło jak nigdy wcześniej.Podświetlały się siedzenia dając znak na wyprowadzenie piłkarzy. Zaczęły się numery chłopaków.Najpierw Stegen później Pique na co Milan krzyknął radosne"tata najlepszy". Jak sam Thiago cieszył mnie fakt że istnieje taka mała istotka ciesząca się ze wszystkiego. Shaki podsadziła go i wskazała miejsce gdzie był Pique. Milan krzyczał i klaskał rączkami tak mocno że przechodził samego siebie. Następnie wyszli Rakitić, Busquets, nasz nowy wilk-Denis Suarez,później Arda, Adreas,Suarez, a na końcu Leo wraz z Neymarem ku zdziwieniu wszystkich. Posyłali oklaski dokoła i zatrzymali się na stronie trybun Vip-owskich. Wpadłyśmy w samozachwyt. Anto razem ze swoją pociechą bawiła się na krzesełku pokazując na numer 10 patrzący się prosto na nich. Synek Argentyńskiej pary nie mógł się doczekać aż będzie w ramionach taty.
 -tatuś cię zawoła tak że wszyscy usłyszą-posłałam wiadomość do Leo na co jego pociecha zaniosła się radosnym śmiechem. Taki syn to skarb-tak jak jego tata. Mały Argentyńczyk skakał i cieszył się gdy Leo zaczął mówić.
 "Dobry wieczór wszystkim!~(Bom dia to dom),dzisiejszy wieczór udowadnia jak wiele zdołaliśmy zdobyć przez cały sezon,to był trudny sezon po wygraniu trypletu w zeszłym sezonie, nie mogę wydobyć z siebie słów podziękowania dla tych którzy wspierali nas w ten czas. Pokonaliśmy to co mieliśmy do pokonania. Razem jesteśmy silniejsi! Cały skład pracował na to zwycięstwo i chcę podziękować każdemu z was za włożoną pracę i całe oddanie jakie wkładacie w tą ekipę! Dotrzymaliśmy słowa,chcieliście trzy macie trzy! Visca el Barca Visca Cataluyńa!-krzyknął Argentyńczyk szybko po tym lądując w skandującym wirze właśnie te słowa,wir pełen rozemocjonowanych piłkarzy. Krzyczeli na zmianę Visca el Barca Visca el Cataluyńa. To był wzruszający widok.Chłopaki świętowali a to był ich dzień. Następnie przemawiał Lucho. Mówił wiele o zespole i pracy chłopaków. Widziałam po jego gestach że bardzo docenia ich wkład w grę i dziękuję im za ten sezon. Wypowiadał się także Andreas z wielkim uśmiechem na ustach.Posyłał podziękowania w stronę swojej rodziny jak i towarzyszących mu kolegów. Oczywiście nie zabrakło wiru krzyków Katalończyków , nie zdziwię się bo to przypominało mi o tym kim są i jak wielcy są. Pique został wypchnięty i też powiedział kilka słów. Ku moim oczom ujrzał się oddający mikrofon Hiszpan, z rąk do rąk wprost w dłonie w Brazylijczyka. Kiedyś musiał się wychylić i wyjść z szeregu.. Czekałam aż wystąpi i powie co ma powiedzieć.
  "Dobry wieczór dom! Jestem kolejny,więc chce powiedzieć że ten sezon był niesamowity nic nowego nie powiem niż moi koledzy ale chciałbym dołączyć swoje podziękowania do całego sztabu ale jak i do kolegów z szatni.Dzięki nim stałem się silniejszy,razem wygraliśmy wszystko.Wkładam całe serce w grę i ufam swoim umiejętnościom na tyle że dało nam to tryplet!  Chce więcej! Następny sezon także będzie nasz! Wiem nie było i nie będzie łatwo ale wierzymy w siebie i liczymy także na was! Kochamy was pamiętajcie o tym!-tu zakończył i odchrząknął by wziąć ponownie w rękę mikrofon.
 "Jest tu ze mną osoba dzięki której od tygodnia jestem najszczęśliwszym człowiekiem na Ziemi,pewnie przez to co mówię będzie się kryć ale kochanie czas by wiedzieli jak bardzo się kochamy,nie robię tego na pokaz absolutnie! po prostu chcę byś widziała że mi też zależy na tym byś każdego dnia budziła i zasypiała szczęśliwa,jesteś dla mnie najważniejsza!,pomóżcie mi i wywołajcie mi ją-zaśmiał się chłopak i oddał mikrofon schodząc z podestu. Cały stadion zaczął skandować za Neymarem moje imię. Czułam jak pieką mnie policzki,mokre policzki. Od płaczu? Czy może od zawstydzenia?...Nie wiedziałam na to samo wyszło.Nogi miałam jak z waty i ledwo co widziałam na oczy. Miałam całe zaszklone.Doszło do mnie czemu Neymar tak się  starał o to bym była na tej fecie. Nie wiedział czy widzę jego zaangażowanie a co gorsza pewnie pomyślał że mu nie zależy.....Jest w wielkim błędzie. Było odwrotnie to ja się boje że coś nie wyjdzie,że nie dostrzeże moich starań.Za to on udowadniał to każdego dnia.Nie naciskał a sprawiał radość i uśmiech na mojej twarzy.Po raz pierwszy zobaczyłam jak bardzo starał się o uznanie jego uczuć do mnie. Co za głupek!  Pomyślał że się nie stara! Wybiję mu to z głowy. Anto pociągnęłam ze sobą by mi dodała odwagi gdy będę musiała stawić czoła prawie stu tysiącom ludzi. Kilka kropelek potu ściekło na śliską podłogę powodując jeszcze większe moje poddenerwowanie.Kobieta przez cały czas puszczała mi szeroki uśmiech.Sama nie wiedziałam co mam robić śmiać się czy płakać?
 -jest kompletnie w tobie zakochany-powiedziała Anto wskazując korytarz prowadzący wprost na murawę-
 -Pomyślał że się nie stara że nie widzę jego starań-powiedziałam bawiąc się palcami
Uniosłam wzrok by zerknąć na Argentynkę.Kobietę to bardzo zdziwiło.
 -jak to nie widziałaś?-spytała od razu biorąc mnie na stronę. Ogarnęła mnie rozpacz.Było mi źle z myślą że nie mówiłam mu tego czego powinnam i pewnie ubzdurał sobie że się nie stara a było odwrotnie.
 -on cały czas się stara a ja go nie doceniałam-puściło ze mnie wszystko,osunęłam się po ścianie czując jak się spinam od środka. To ja powinnam udowadniać a nie on mi!
 -Neymar docenia twój wkład-zaśmiała się- ale za to on musiał udowodnić coś sam sobie-podniosła mnie i otarła lecące łzy akurat w momencie gdy zjawił się Brazylijczyk. Na szczęście był to Rafhnia. Podszedł do nas z uśmiechem,jak zobaczył mnie taką wyraz twarzy automatycznie mu się zmienił. Wypuściłam głośno powietrze z ust ogarniając się od środka.
 -pomyślałem że tu będziesz-zaczął przysuwając się do nas wciąż patrząc na mnie-coś się stało wyglądasz jak by..-nie dokończył widząc moje spojrzenie
 -nic mi nie jest-powiedziałam szybko nie zastanawiając się nad własnymi słowami. Praktycznie mi nic nie było ale jak mam okiełznać fakt że boje się o siebie? Że nie będzie tak jak sądziłam.....i dochodzi Neymar...Szybko wytarłam twarz i na moją twarz powrócił minimalny uśmiech.Minimalny to już coś. Złapałam Anto za rękę zwracając uwagę na stojącą osobę za mną. Kochana posłała mi buziaka w powietrzu i mocno przytuliła nim wyszłam z tunelu i stanęłam twarzą w twarz ze stu tysiącami ludzi na stadionie. Obracałam głową 360 stopni dookoła.Nie ogarniałam jak można tak głośno klaskać i wiwatować na taką zwyczajną osobę jak ja?....Najwidoczniej się da. Szybko dostrzegłam uśmiechniętego od ucha do ucha Neymara. Automatycznie poprawiło mi się samopoczucie. Objął mnie mocno i wprowadził między wszystkich na podest. Wziął mnie za rękę i uklęknął przede mną,myślałam że zemdleje za chwilę

***
Mamy 64! No będzie się działo xD To może być już koniec sielanki..ale ciii....Czekam na opinie :*




sobota, 27 sierpnia 2016

Rozdział 63

"Weź się w garść,wstań i idź z wysoko uniesioną głową,bądź dumna z siebie i nie bój się ich, to Ty możesz ich zdeptać nie oni Ciebie"


Uciekłam przed piłkarzem.Ba...dobry żart.Nim się zorientowałam Neymar dogonił mnie i złapał w taką pozę że nie mogłam się ruszyć. Ustąpiłam od razu nie było potrzeby uciekać. Trwaliśmy w uścisku póki na dół nie zeszła reszta rodziny by zjeść posiłek. Jak się okazało"tą rodziną" okazali się Rafaela w towarzystwie Joty i mojej ukochanej przyjaciółki.
 -czyż nie widzisz tej miłości-powiedziałam jak z książki ruszając w stronę zmierzającej trójki. Neymar zatrzymał mnie szczerząc się jak banan. Oczywiście przyznał mi racje. Moje słowa były głupio wypowiedziane za to przekaz bezbłędnie odczytany. Zasiedliśmy do stołu wchłaniając nieziemskie zapachy jakie zaoferowała dzisiaj Marcela. 
 -Najlepsza kucharka na świecie-powiedziałam głośno by kobieta dosłyszała
Kobieta wyłoniła się z pomieszczenia ubrana w fartuch i wycierając w niego ręce podała wszystko do stołu. Marcela także była członkiem rodziny i należało jej się miejsce przy stole.
 -usiądź z nami-powiedziałam biorąc dla niej dodatkowy talerz
 -ja...-zakłopotała się,wszyscy na nią spoglądali z nadzieją w oczach.
 -wszyscy za-powiedziałam z uśmiechem pociągając kucharkę w stronę najbliższego miejsca przy stole.Przypadło one między mnie a Neymara. No piłkarz trochę będzie jęczał ale przeboleje to. Musiałam to jakoś wykorzystać i przesiadłam się o kilka miejsc bliżej to naszej "parki". Piłkarz zabijał mnie wzrokiem a ja śmiejąc się jak dziecko wytknęłam mu zadziornie język. 
Pożałuję tego 
Jota i  Veronica ochoczo się ożywili po mojej nieoczekiwanej zmianie miejsc. Owszem ja też chce wiedzieć co u was. Odezwał się chytry głosik w mojej głowie...a to oznaczało jedno.Jedno-dużo pytań. Nałożyłam sobie jedzenie na talerz po czym cały czas zerkała na dwójkę przyjaciół. Oni jak gdyby nic,nakładali sobie i chichotali na jakieś tematy ja oczywiście byłam ta co o niczym nie wie. Koniec tego.
 -może mnie poinformujecie co łaska z czego tak się śmiejecie?-zapytałam bawiąc się widelcem w dłoni
Pokazali palcem, i wszystko było jasne. Mina Brazylijczyka wyrażała coś czego nie mogłam nie rozczytać. Siedział i wpatrywał się we mnie maślanymi oczami. Jadł nie patrząc na szeroki uśmiech ze strony swojej siostry jak i pozostałych członków rodziny. Zakończyłam jedzenie i zaniosłam do mycia talerzy.Szybko go umyłam i włożyłam do suszarki. Wróciłam do jadalni ale nie miałam po co bo była cała pusta. Zawróciłam swój tyłek w stronę ogrodu i tam ich dostrzegłam. Nad basenem siedziała cała czwórka. Z przejścia wyleciał do mnie brunet. Objął mnie ramionami i słodko pocałował. Co się szykuję? Zerknęłam na niego i zerknęłam na grupkę przyjaciół. Żadnych obaw.
 -basen?-spytał Brazylijczyk
Nie zdążyłam odpowiedzieć gdy przez drzwi wleciał radosny Thiago. Poleciałam do drzwi i mocno przytuliłam małego Argentyńczyka.Nieoczekiwana wizyta. Poczochrałam włoski małemu i postawiłam go na podłodze. Obróciłam się za siebie i Neymara już nie było.Anto podeszła do nas i czule się ze mną przywitała.
 -miałam iść na basen..-zaśmiałam się tonąc w objęciach Argentynki
 -a teraz przyszykujemy się na fete-powiedziała kobieta pchając mnie na górę
Szłam z oporem póki nie obeznałam się która jest godzina
 -to znaczy ja ciebie-zaśmiała się otwierając przede mną drzwi
Odwróciłam się i spojrzałam na jej śliczny strój. Długie wyciągnięte spodnie w dodatku z granatowo-białą koszulą. Buty na koturnie biało-czarne idealnie się komponowały. Anto przeszukiwała mi szafę aż w końcu wyjęła .
 -to-rzuciła mi- i te buty-podała mi czarne szpilki,uśmiechała się tak szeroko że momentami jej nie poznawałam. Poszłam założyć na siebie ubrania i po dobrym lecz lekkim makijaży wyszłam do czekającej przyjaciółki. Lepiej jak zacznę jej mówić na siostra c'nie?
 -no i pięknie-klasnęła dłońmi oglądając mnie ze wszystkich stron
Czułam się obserwowana,to tylko siostra z Argentyny nic dziwnego.
 -a ty widzisz aż promieniejesz-dodałam biorąc za rękę kobietę i wyprowadzając za drzwi.
 - a gdzie tam-machnęła ręką poprawiając mi włosy- razem z Leo lecimy do Rosario za jakiś tydzień lub dwa i pomyślałam sobie czy...no wiesz to dobry pomysł?-spuściła głowę
 -no jasne-pisnęłam w jej stronę- a coś miedzy wami się dzieje? Już mi tu mów-powiedziałam robiąc zmartwioną minę.Kobieta zerknęła w moją stronę i namyślała się czy mi powiedzieć....ba od razu zaczęła mówić.
 -odwrotnie, to na naszą rocznicę-zacisnęła swój uścisk na mojej dłoni- a wiesz jak wpadł na ten pomysł?-poruszyła brwiami
 -nie oświeć mnie-zaśmiałam się
 -dzięki Neymarowi i tobie-popchnęła mnie w stronę schodów-nic na początku nie mówił ale w końcu przyłapałam go na myszkowaniu na laptopie-dodała z rozmarzeniem w oczach. Uwielbiałam ją w takim nastroju,widać że bardzo kochają się z Leo i im obojgu na sobie bardzo zależy, Musze podpytać Leo o to i owo. Wiem, wiem za ciekawska jestem.  No ale co poradzę na fakt że kocham swoich przyjaciół? No nic.Dobra wróćmy do rzeczywistości. Liczę że jak oboje wyjadą to wrócą całkowicie odprężeni. Należy im się, po takim towarzystwie jak ja...nie ma się co dziwić. Chwila Neymarowi?......
 -jak to jemu i mnie?-zapytałam śmiejąc się nerwowo
 - no wiesz....-zaczęła chichotać i uciekła ode mnie
Złapałam ją z rękę i w porę zatrzymałam. O teraz jej tak szybko nie puszczę. Co to za ukrywanie przede mną, zatajają coś i to mi się nie podoba.
 -powiesz mi?-zamrugałam maślanymi oczami czekając na odpowiedź przyjaciółki. Ona coś wie...i mam przeczucie że wszyscy wiedzą oprócz mnie, i tu by się zgadzało wszystko.Dodatkowo znowu gdzieś zniknęli Leo z Neymarem.
 -ja nic nie wiem-dodała- jedynie coś Leo wspominał o pomyśle Neymara ale tak to nic więcej-zamknęła buzię na klucz i wyrzuciła go"gdzieś". Nic więcej nie wyduszę z Antonelli i po jej wypowiedzi wywnioskowałam że mówi prawdę.
 -zatem idziemy-westchnęłam stawiając kroki na schodach tak by się nie przewrócić. Objęte nawzajem z Argentynką zeszłyśmy bez żadnego szwanku dodatkowo śmiejąc się z naszego schodzenia. Kochałam się z nią wygłupić. Taka siostra o której zawsze marzyliśmy, taka właśnie była Anto. Wzięłam z wieszaka krótką nawierzchnię na moje ramiona i czekałyśmy na resztę. Następnie zeszły trójki Joty-Veronici-Rafaelli. No w takim trójkącie wyglądali nieziemsko. Rafaella pewnie no wiecie...ona też jest moim sprzymierzeńcem. Po Brazylijce widziałam że postawiła na wygodę i zbytnio się nie stroiła. Za to Veronica...no no powiem wam powaliła mnie jej stylówka. Wyglądała bosko!.
 -kochana-uwiesiłam się jej na ramionach-Jota pożre cię dzisiaj w tym stroju-szepnęłam całując przyjaciółkę w policzek- wyglądasz ślicznie-pogładziłam jej policzek i mocno przytuliłam. Niby taka feta ale dla nas znaczyło coś więcej.Dla partnerek chłopaków to nic takiego ale w naszym Polskim przypadku tak nie jest. Po raz pierwszy ujrzę moich mistrzów w blasku okrzyków i braw. Cała od środka się trzęsłam.Ale ciiii...... to nic takiego. Po dobrych 20 min zeszli do nas panowie. Leo jako pierwszy obdarzając nas wszystkich ciepłym uśmiechem. Neymar....on zszedł i omal mi wyskoczyło mi serce  piersi.Wyglądał olśniewająco,jak dla mnie.Nie miał jakiś tam specjalnego stroju ale w wydaniu z koszulką FCB i moim wybranym full-capem sprawił że szybciej zaczęłam oddychać. Gdy zobaczył mnie,także na mój widok zabłyszczały mu tęczówki. Przyciągaliśmy się jak magnesy i to w tym momencie odgrywało najważniejszą rolę. Po krótkich spojrzeniach wyszliśmy z mieszkania Brazylijczyka. Brunet póki nie wyszłam musiał mnie zatrzymać....i powiem wam nieco się zmartwiłam. Moje objawy szybko zniknęły gdy piłkarz namiętnie musnął moje usta. Oddałam pocałunek jeszcze bardziej pokazując mu jak wiele dla mnie znaczy. To już każdy wiedział i nie ma po co tego ukrywać. Złapał mnie za rękę i zaprowadził do swojego auta. Odjechaliśmy w kolejności Leo a następnie Neymar. Pojechaliśmy większym ze względu na nasz "trójkącik".Nie przeszkadzało nam to,odwrotnie nieźle się naśmialiśmy podczas jazdy. Modliłam się by makijaż mi nie spłynął bo inaczej będę tragicznie wyglądać. Dojechaliśmy w normalnym tempie. Piłkarze zaparkowali na wolnych miejscach i następnie wypuścili nas z nich.Camp Nou było przygotowane na świętowanie ale czy ja byłam?

**
Jest 63! Następnym rozdziałem będzie feta xd i powiem wam że uwielbiam je ogl a co dopiero o nich pisać ! ♥ Mówcie co sądzicie o rozdziale :* ♥



środa, 24 sierpnia 2016

Rozdział 62

"Czasem mówią Ci, że nie dasz rady, a ich słowa lecą w dół jak wodospady.Unieś w górę się ponad swoje wady.Możesz zdobyć cały świat będąc doskonałym"


Odjechaliśmy spod Camp Nou tak szybko że sama nie wierzyłam w jak szybkim tempie znaleźliśmy się...no właśnie gdzie? Próbowałam skojarzyć to miejsca...i skojarzyłam. Taki dzień być właśnie tutaj.....Neymara stać na wszystko,jest nieobliczalny. I za to go kochałam. Nigdy nie wiedziałam co zrobi a ni co wymyśli.W jednym jednak nigdy się nie myliłam.Nie myliłam się co do jego uczuć,wiedziałam co czuje w danym momencie a także kiedy kłamie Nieraz ta myśl nieraz naprawdę mnie przerażała. Nie wiedziałam jak długo potrwa ta cisza ale podobała mi się ona. To miejsce wygłuszało wszystko. Cały ten gwar i hałas ze stadionu znikł, tak jak liczyło się teraz jedynie to co jest między nami. Ney zabrał mnie tutaj pomimo wyczerpującego meczu i ciężkim dniu....co takiego działo się w szatni że musiał mnie tu zabrać? 
 -Nasze miejsce-powiedziałam puszczając słowa na wiatr i ruszając w stronę miejsca gdzie mogłam spokojnie usiąść. Brunet złapał mnie za nadgarstek i przyciągnął do siebie. Dzieliły nas milimetry a ten ciul zaśmiał mi się w twarz.
 -nie uciekaj bo nieważne gdzie jesteś i tak cię znajdę-szepnął i na jego ustach na dobre zagościł szeroki uśmiech. Podążyłam jego śladem i czym prędzej razem zasiedliśmy na ławce. Teraz to ja nie wytrzymałam i jako pierwsza wtuliłam się w bruneta. Neymar chytrze wyszczerzył się i pocałował mnie w głowę. Obserwowaliśmy niesamowite widoki. Piękniejszego dnia nie mogłam sobie wyobrazić
 -już późno wracajmy-szepnęłam głaszcząc jego plecy.Podniosłam głowę i ujrzałam w jego twarzy spokój. Kompletny spokój,tak mi się przynajmniej zdawało. Neymar przytaknął głową i ruszyliśmy drogą powrotną do samochodu piłkarza. Zatrzymałam go na chwilę. Nie podobało mi się to jego tajemnicze zachowanie,tajemnicze lecz piękne.
 -Neymar..-zaczęłam cicho
Piłkarz odwrócił się do mnie i ujął moja twarz w swoje dłonie.Ucałował moje policzki i czoło, dając mi znak że z nim wszystko w porządku. Wypuściłam głośno powietrze z ust i oparłam się o maskę Audi. Uniosłam w górę głowę oglądając gwiaździste niebo.
 -dziękuję-szepnęłam sama do siebie ocierając szybko pojedynczą łzę na moim policzku
Otoczyły mnie miękkie ramiona, złapałam jego dłonie i splotłam ze swoimi. Poczułam się jak pięcio-latka. Spełniły się wszystkie moje marzenia,ba nawet te o których nie śmiałam marzyć się spełniły. Neymar odpalił silnik i wyjechaliśmy spod opadających wierzb. Tak nazwałam to miejsce i myślę że idealnie do niego pasuje. Oglądałam wszystko dookoła. Przejeżdżałam tą trasą już kilkanaście razy a pomimo tego wciąż dzielnica Pedralbes mnie oczarowywała. Piłkarz zaparkował swoje auto w garażu po czym zamknął go i udał się do domu.Podobnie było ze mną,tuż po tym jak zobaczyłam na horyzoncie dom Brazylijczyka wyszłam z Audi i ruszyłam do domu.Padałam z nóg,powlokłam się do kuchni i nalałam sobie jak i Neymarowi sok pomarańczowy. Brunet położył klucze na szafce i jednym skinięciem głowy pojawił się w kuchni wypijając szybko zawartość szklanki. Podał mi dłoń i zaprowadził na górę. Teraz jednak każde poszło do siebie. Widziałam po nim że chciał bym położyła się u niego ale w takim stanie nie mogłam,prędzej odwaliłabym coś i piłkarz żałowałby swojej decyzji. Minęłam dwie przyjaciółki. Ni uszło im na uwadze moje rozmarzone oczy.....
 -no chodźcie-machnęłam ręką i poklepałam miejsce obok siebie.
Dziewczyny leniwie rozłożyły się na moim łóżku ja w międzyczasie zdążyłam pomyśleć z 100 razy o Neymarze. Jestem od niego uzależniona...kompletnie i powiem wam że nie chcę przestać być. On był tym najlepszym lekarstwem jak i narkotykiem w moim życiu.
 -słodko razem wyglądacie-pisnęły cicho chórem
Co mi tam, także odwzajemniłam ich entuzjazm. Złączyłam nasze dłonie nachylając się do nich.
 -macie rację-powiedziałam przymykając oczy i tym samym przypominając sobie chwilę nad wodą
Przyjaciółki rozgadały się na temat naszego związku, ja oczywiście ich nie słuchałam(niech mi wybaczą) bo owy brunet stanął u progu drzwi.Stał bez koszulki i w samych szarych dresach. Przypatrywał się nam z uśmiechem na ustach. Pokazałam dziewczynom na stojącego bruneta a te z poruszającymi brwiami uciekły na dół. Puknęłam się w czoło za co piłkarz odezwał się śmiechem. Podszedł do mnie powoli oglądając się za siebie. Wyciągnął ramiona z zadziornym uśmieszkiem. Nie miałam innego planu jak tylko wpaść w nie i nigdy się z nich nie wypuszczać. Wyszliśmy objęci na taras. Neymar usiadł na wolnym fotelu wskazując należyte mi miejsce. Na jego kolanach.
 -będzie ci ciężko-zaśmiałam się kiwając głową
 -z tobą?-uniósł zdziwiony brwi
 -tak-bawiłam się palcami
Piłkarz jednym wdzięcznym ruchem przyciągnął mnie do siebie sprawiając że usiadłam pomiędzy jego nogami.Czułam jak jego mięśnie się rozluźniają następnie spinają....Neymar pocałował mnie w głowę okrywając swoim ramionami moją nagą szyję. Było mi tak przyjemnie.....tak jak nigdy przedtem. Byliśmy dla siebie kimś więcej niż tylko wzajemnym związkiem ale także najlepszymi przyjaciółmi. Oboje wiedzieliśmy w co się angażujemy i żadne z nas nie sądziło że to wszystko tak się potoczy. Z mojego błogiego stanu wybudził mnie aksamitny głos bruneta, którego kochałam całym sercem
 -jutro jest feta-dodał splatając nasze dłonie
 -tak wiem-pstryknęłam go w nos-będę-pokiwałam ze śmiechem głową
 -czytasz mi w myślach .-uciął patrząc na mnie głęboko swoimi ciemnymi tęczówkami,pierwszy raz widzę taki blask w jego oczach-razem poświętujemmy-zaśmiał się uroczo odsłaniając nieziemski uśmiech-to będzie twoja pierwsza z wielu-szepnął odwracając twarz w moją stronę-takie dni chcę spędzić tylko z tobą-powiedział muskając moje usta. Odwzajemniłam nie puszczając tych słów na wiatr.
 -ja też i marzę by takie dni były zawsze-pomyślałam pogłębiając pocałunek. Muskałam szyję bruneta czując jak jego mięśnie się spinają, Przeszedł po nim dreszcz pod wpływem dotyku moich zimnych dłoni. Wiedziałam co się za chwilę stanie...za 1....2...3...
 -do środka i to już-zaśmiał się po raz ostatni muskając moje ciepłe usta
Dostał ode mnie kuskańca w bok po czym uciekłam do środka nie czekając na biegnącego za mną piłkarza.

***
Mamy 62 XD Takie nie wiem....no cóż zbliża się feta...Myślicie że coś nasz Pan Da Silva wymyśli?
Czekam na opinie :* Do następnego :*


wtorek, 23 sierpnia 2016

Rozdział 61

"Pewne drzwi trzeba zamknąć. Nie ze względu na dumę czy złość. Po prostu już prowadzą donikąd"

-Mecz!.....-krzyknęłam na całą plażę. Nie do wiary że tyle czasu już minęło. Szybko pochowałam koc do koszyka i owinęłam się osłonką i szłam w stronę samochodu. Wszyscy patrzeli na mnie jak na wariatkę.
 -Ugh macie za 20 min mecz!-krzyknęłam- ruszajcie się!-dodałam głośniej
W mig znaleźli się koło mnie i wsiadaliśmy do aut
 -Enrique nas zabije, zabije na miejscu!-złapałam się za głowę załamana- zobaczycie-spuściłam głowę- a to wszystko moja wina bo ja chciałam tej durnej plaży pomimo tego że macie cholernie ważny mecz do wygrania...-mruczałam i rzucałam słowami jak grochem o ścianę.
 -oddychaj to po pierwsze-śmiał się! Jak mógł w takiej chwili się śmiać?- a po drugie spokojnie zanim jeszcze wyjdziemy na murawę minie dobre 30 min, mamy w takim razie prawie 1h zanim zacznie się mecz-powiedział spokojnie kładąc dłoń na moim kolanie. Zerknęłam na niego  ukosa także splatając wspólnie nasze dłonie. Uspokoiło mnie to trochę
 - i to nie jest twoja wina,każdemu z nas dobrze zrobił taki wypad-dodał uśmiechając się zadziornie- Enrique nieźle się wkurzy jak zobaczy nas mokrych-zaśmiał się nerwowo
Zatrzymałam się na jego słowach.Spojrzałam na Brazylijczyka. Rzeczywiści byli mokrzy od stóp do głów. Tym bardziej zaczęłam panikować. Brunet spuścił wzrok na chwilę na mnie wyczekując czegoś
 -zabije nas-powtórzyłam sama do siebie-zabije i w dodatku poćwiartuje na kawałki jak tylko przekroczymy próg Camp Nou-pokiwałam głową nie patrząc na drogę, po prostu było mi wstyd.
 -mała...nie obwiniaj się to nie twoja wina-dodał spokojnie- wiesz co, niech Enrique mówi sobie co chce ale nic nie zepsuje mi tego wypadu-zatrzymał samochód i złączył nasze usta. Odwzajemniłam pocałunek po chwili odsuwając się. Brunet zrozumiał dlaczego i wjechaliśmy na podziemny parking magicznego stadionu o nazwie -Camp Nou. Zaparkowaliśmy jako pierwsi i szybko opuściliśmy pojazd.Piłkarz wziął mnie za rękę
 -to będzie mecz dedykowany tobie-szepnął mi Ney podążając korytarzem
Uśmiechnęłam się nieśmiało i podążyłam hucznym stadionowym korytarze. I jakby szlag by mnie trafił bo napotkałam właśnie Luisa mijając się przed strefą kibiców.
 -widziałem ich...całych mokrych-powiedział z lekkim podrażnionym uśmiechem na twarzy
Nabrałam powietrze i musiałam zacząć mówić.
 -byliśmy na plaży-powiedziałam cicho unikając jego wzroku
 -słyszałem-zaśmiał się  grzebiąc w kartkach-owszem wiem co dokładnie mówili-dodał jeszcze bardziej roześmiany
 -tak?-zrobiłam duże oczy- co takiego?-spytałam próbując się uśmiechnąć
 -że cię kochają-powiedział patrząc na mnie swoimi roześmianymi oczami
Teraz nie wytrzymałam, także się roześmiałam tym razem zerkając na trenera. Pokiwałam śmiesznie głową i ruszyłam zająć miejsce na trybunach. Gdy przechodziłam koło ławki rezerwowych trafiło mnie nieziemskie uczucie. Cały stadion huczał Sewilla bądź Barcaaa Barccaaaaaa Barcaaaaaaa! Usłyszałam hymn, szybko zasiadłam na trybunach czując przechodzące ciarki na całym ciele. Ogarnęła mnie wielka duma i wzruszenie. To był mój pierwszy mecz chłopaków, pierwszy z wielu jaki będę miała okazję oglądać z takiego widoku jakim jest właśnie Camp Nou. Chłopaki wybiegli z tunelu witając się z kibicami. Neymar wybiegł wraz z Leo pokazując na swoje partnerki. Lekko poczerwieniałam czując bijące wielkie serce Brazylijczyka. Tak wiele nas dzieli....a gdy pomyślę ile przeżyłam dzięki Neymarowi omal nie chce mi się płakać ze szczęścia. Zaciskałam mocno pięści gdy gra się rozpoczęła. Tak jak przystało na dwa świetne kluby gra toczyła się w szybkim i aktywnym czasie. Nigdy nie wątpiłam w Barcelonę to i dziś nie zwątpię. Chyba musiałabym umrzeć by zwątpić póki żyję ten klub jest na szczycie i zawsze będzie. Oglądałyśmy akcje meczu z wielkim przejęciem. Nareszcie zobaczyłyśmy magiczne Trio-MSN i wiedziałyśmy jak to się skończy. Leo leciał z futbolówką przy nodze a obok leciał Suarez czekając na niszczące podanie....Leo wybrał podaniem Luisa lecz ten widząc przecinających go piłkarzy oddał ją właśnie Neymarowi. Ten nie miał nic innego do zrobienia jak tylko trafić do światła bramki, czyta poezja-pomyślałam. Rozległ się krzyk. Podskoczyłyśmy z siedzeń głośno krzycząc. Zaczęłyśmy piszczeć i cieszyć się równie mocno co piłkarze. Thiago nie mógł się opanować i sam zaczął klaskać i bić brawo z całych sił. To dziecko mnie wzruszyło. Tak samo było z Milanem, Shaki szturchnęła mnie pokazując na bruneta wpatrującego się we mnie. Uniosłam wzrok i ujrzałam jak piłkarz układa serce z rąk i wszystkim wskazuje na moją osobę. Musiałam się mocno powstrzymywać by nie pokazać wyskakującego buraka na moich policzkach. Piłkarze wrócili na boisko wracając do gry. Po kilku następnych aktywnych minutach pierwsza połowa się skończyła. Nie miałyśmy innego wyjścia musiałyśmy zejść do nich Weszłam bez pukania, ono by było zbędne. Chłopaki krzyknęli na nasz widok i szybko utonęłyśmy w ramionach swoich ukochanych.
 -powiem wam że zrobiliście kawał dobrej roboty-właśnie to chciałam powiedzieć a uprzedził mnie trener
Uśmiechnęliśmy się wszyscy przytakując potwierdzająco głowami. Zgadzałam się z Enrique całkowicie. Wtuliłam się mocno w bruneta wkładając mu ręce pod koszulkę. Zadrżał.
 -mówiłem że dla ciebie-szepnął całując moją szyję
Zarumieniłam się lekko, takie wiadomości sprawiały że mimowolnie uśmiechałam się sama do siebie. Czułam że dokończenie meczu i wygranie go jest tylko formalnością. Chwilę pobyłyśmy z chłopakami i wróciłyśmy na swoje miejsca.Sekundę po zaczęła się  druga połowa. Kibicowałyśmy wspólnie z pociechami piłkarzy. Thiago wraz z Milanem nie mogli usiedzieć w miejscu gdy ich tatusiowie byli przy piłce.
 -wiesz że wujek Ney bardzo cię kocha?-powiedział mały Thiago klaszcząc rączkami
 -wiem skarbie-powiedziałam uśmiechając się sama do siebie. Niech mnie piorun strzeli jeśli tak nie jest. Obejrzałam się w górę, nic nie było. Piękne błękitne i czyste niebo. Idealna pogoda na mistrzostwo. Niebiosa nam sprzyjają. Akcja za akcje. Sewilla nie ustępowała i w 60 min strzeliła gola wyrównującego. Do rogu podbiegł nie kto inny jak Krychowiak. Posłał mi uśmiech a także serce swojej ukochanej i poleciał dalej. Chłopaki nie dali za wygraną i grali jeszcze lepiej. Pomimo wysiłków chłopaków Sewilla dobrze się broniła, musieli spróbować inaczej. Zbawienie przyszło szybciej niż myślałam. Zabójcze długie podanie Javiera i piłka jest coraz bliżej pola karnego. Piłka trafia pod nogi El Pistolero i on bez wahania posyła ją do Neymara. Brazylijczyk nie ma wyjścia oddaje ją jednym prostym podaniem tuż pod nogi Messiego. Leo swoja lewą nogą posyła piłkę w światło bramki.
 -Pozamiatane!-krzyknęłam wyskakując z siedzenia. Omal nie spadł także sam Thiago. Na szczęście moja kochaniutka siostra z Argentyny wzięła go do siebie także się niezmiernie ciesząc. Jak się okazało chłopaki przeciskali się przez tłum aż do nas. Nie wierzyłam swoim oczom.
 -obietnica dotrzymana, mistrzostwo jest nasze-szepnął mi Neymar na ucho
Złączył na chwilę nasze usta i wrócili na boisko. Do końca meczu przeważała Blaugrana. Mecz zakończył się ich zwycięstwem. Po końcowym gwizdku wyleciałam z trybun i podbiegłam szybko do bruneta. Piłkarz rozstawił swoje ramiona i szybko je zacieśnił
 -kocham cię-dodałam cicho się śmiejąc-bardzo-zagryzłam wargę i złączyłam nasze wargi w czułym pocałunku. Neymar nie odsuwał się ode mnie póki jakiś głos sprawił że się od siebie oderwaliśmy.
 -do szatni Da Silva-krzyknął poważny Geri
Pokazał mu język i oboje roześmiali się szeroko.
 -jesteś moją nagrodą-szepnął lekko gryząc mój płatek ucha
 - a kto ja jestem rzecz?-uniosłam brew
 - nie, jesteś cenniejsza niż wszystko inne-dodał obejmując mnie i prowadząc w stronę męskiej szatni. Teraz już się nie krępowałam jak było za pierwszym razem. Gdy teraz o tym pomyślałam zanosiłam się donośnym śmiechem. Weszliśmy do szatni jako najbardziej zauważeni nie zważając na hałas w całej szatni. Zebrali się wszyscy do kupy i darli się na całe gardło Capeones Capeones Capeeeonnesss. Był to nieziemski widok.
 -Celia ty razem z nami-pociągnął mnie Alves za sobą
No i ja dołączyłam do nich. Wspólnie wraz z dziećmi i partnerkami chłopaków dołączyliśmy do nich wspólnie świętując zdobycie Mistrzostwa Hiszpanii. Skakaliśmy i krzyczeliśmy tak głośno póki starczyło nam tchu. Po dobrych 10-15 min przestaliśmy. Piłkarze przebrali się i wspólnie w trybie niespieszącym się wyszliśmy z szatni. Utonęłam w ramionach w bruneta tylko na chwilę. Zaczepił mnie Polak
 -gratuluję wygranej-podał rękę Neymarowi po czym oboje się przytulili. Grzesiek uśmiechał się przez cały czas. Widziałam po jego oczach że pomimo przegranej nie podda się i będzie grał dalej.
Polak szybko zniknął nam z oczu i dołączył do swojej partnerki. Piłkarz objął mnie mocniej.
 -chciałbym żeby było tak zawsze-szepnął mi we włosy
 -ja też-westchnęłam wplatając ręce w jego włosy
Brunet nic nie odpowiedział jednak na jego ustach pojawił się tajemniczy uśmiech. Gdy ostatnio dopytywałam się co robił okazało się że załatwiał coś dla mnie....No to teraz może powinnam się dowiedzieć co?...Neymar jednak posadził mnie na siedzeniu pasażera i wraz z nim odjechałam spod stadionu Camp Nou.
 ****
Mamy 61! Wy wierzycie że to już tyle? Ja nie xD I co myślicie? Wiem że ostatnio coś nie dodawałam a to przez to że bliża się wrzesień i wgl wiecie szkolne sprawy w dodatku mam jeszcze sprawy w domu :* No nic czekam na wasze opinie.

piątek, 19 sierpnia 2016

Rozdział 60

"Pewne kwestie próbuję przemilczeć, nawet jeśli coś w środku rozpieprza wszystkie moje myśli"

Robiło się dziwnie. Najpierw Geri i Neymar a teraz wciągają w to Leo. Coś tu się kombinuje,póki co będę cierpliwa. Nie chcę by brunet pomyślał sobie o mnie coś złego, że znowu mu nie ufam.Co to to nie.Przywitałam się z Argentynką czując jej śmiech na plecach. Przez chwilę szturchałyśmy się nawzajem co wyglądało tragikomicznie póki nie zeszła do nas Rafaella i Veronica a tuż obok niej Jota.Puściłam im cwaniacki uśmiech po czym wzrok przeniosłam na wychodzących z pokoju gier piłkarzy.No nic,niech będzie. Czułam jak na zewnątrz grzało i czym prędzej chciałam się znaleźć na plaży. Spojrzałam na wszystkich
 -jak wszyscy gotowi to jedziemy-powiedziałam wskazując drogę do wyjścia
Wszyscy pokiwali wdzięcznie głowami i udali się tam gdzie pokazałam. Wzięłam z szafki klucze i jednym ruchem ręki zamknęłam dom. Oczywiście Neymar niecierpliwił się z moim odjazdem ale co mi tam. Niech czeka. Rzuciłam mu kluczyki zakładając szybko full-capa na swoją głowę. Wsiedliśmy do samochodów włączając na pełen głośnik radia. Leciały hity i piosenki którzy wszyscy dobrze znali. Typowo wpadła mi w ucho piosenka do której zachciało mi się tańczyć. Mogłam wysiąść z samochodu piłkarza i na środku drogi tańczyć póki ta piosenka leciała. To byłoby do zrobienia gdyby nie fakt że jesteśmy w wielkim mieście. Kiedyś to zrobię, mówię wam. Wychyliłam głowę z samochodu i puściłam włosy na wiatr. Cudownie było tak poczuć takie błogie uczucie że tu jest twoje miejsce. Przekonywałam się o tym każdego dnia. Po 20 min jazdy dojechaliśmy na miejscową plażę, na szczęście o tej godzinie nikogo nie było zbytnio mieliśmy całą plażę dla siebie. Gdy ujrzałam wodę jaka tutaj bywała pomyślałam że jestem w niebie. Rozłożyłam podany koc z koszyka i położyłam na nim moją osłonkę. Wyjęłam krem z filtrem z koszyka i usiadłam.
 -Neymar..no wiesz..posmarujesz mi plecy?-spytałam spięta
 -mogę i nawet inne części-poruszył brwiami siadając za mną i głaszcząc moje plecy
Przeszedł mnie miły dreszcz pod wpływem dotyku jego dłoni. Nie ukrywałam że mi się to podobało. Wciągnęłam powietrze w płuca w momencie gdy brunet doszedł do miejsca moich piersi. Zatrzymałam jego dłonie i szybko je zwaliłam. Uśmiechnęłam się cwaniacko muskając jego usta. Ten przeniósł wzrok na mój tyłek gdy wstawałam by iść do wody. Pokręciłam głową zerkając w stronę przyjaciółek. One także były gotowe iść do wody.
 -ciocia idziesz tam-pokazał uroczo Milan miejsce gdzie była woda
 - tak a pójdziesz z ciocią?-spytałam widząc kręcą głowę Shakirę.
 - mama musi się zgodzić-powiedział słodko zerkając na swoją rodzicielkę
 -oczywiście tylko uważaj i słuchaj się cioci-powiedziała całując i przytulając swojego synka
 - nie zapomniałabym o moim uroczym szkrabie Thiago-powiedziałam szukając go wzrokiem
Anto pokazała mi mi miejsce kąpieli piłkarzy wraz Leo ze swoim syneczkiem. Mateo był za mały ale sądziłam że Argentynka pójdzie z nim chociaż pomoczyć mu nóżki. Ruszyłam za rączkę z Milanem w stronę wody. Mały bardzo się ekscytował się wejściem ze mną do wody. Weszliśmy w obręb wody i było świetnie,woda była przyjemna jak w basenie. Nieziemsko nagrzana, ciepła jak jacuzzi po dobrym deszczu. Milan chlapał gdzie popadło. Urządziliśmy sobie wodną bitwę do której dołączyli pozostali mężczyźni. W tym mój ulubiony szkrab Thiago. Czułam na sobie wzrok Neymara który z każdą chwilą się wzmagał. Pociągał mnie z mokrymi włosami i ociekającym wodą ciałem. Po chwili do wody wpadli Rafaela i Alcantara i Jota z Veronicą. Ochlapali nas za co dostali wodne manto. Chcieli uciec ale nie zaprzestali walk i zabawa się toczyła dalej. W końcu do siebie zawołała Shaki Milana widząc nasz rozbój. Osobiście go tam zaniosłam.
 -idź bo zaraz zje cię wzrokiem-szepnęła mi na ucho Kolumbijka
Nie miałam idealnego ciała i bałam się co sobie pomyśli Neymar. Miałam kilka blizn za które się wstydziłam jak cholera. Kiwnęłam nerwowo głową i poszłam w stronę. Zanim weszłam do wody dogoniła mnie Argentynka
 -nie wstydź się tego, jesteś przepiękna-powiedziała zakręcając kosmyk moich włosów
 -i kto to mówi-mruknęłam-przez ten strój za bardzo ich widać ale gdy się spojrzy z innej strony-spuściłam głowę
 -blizny to oznaka że żyjesz i walczysz-powiedziała dumnie podnosząc moją głowę- jesteś śliczna a Neymar docenia to co masz w środku a nie to jak wyglądasz na zewnątrz-dodała odchodząc ode mnie nie zostawiając mi nic więcej do dodania. Miała całkowitą rację,liczy się to co mam w środku. Po raz kolejny Anto sprawiła że pokochałam ją jeszcze bardziej. Nie musiałam tego mówić ani ona, dobrze obie o tym wiedziałyśmy. Odetchnęłam z ulgą i poszłam w stronę grona przyjaciół. Thiago także był już u boku mamy więc mogliśmy spokojnie robić coś o wiele głupszego. Kochałam bawić się z dziećmi ale jeśli chodziło w grę co niebezpiecznego nie uważałam takiej zabawy przy nich. Teraz nie było żadnej pociechy piłkarzy więc spodziewałam się jakiś wariackich popisów.
 -jesteś!-krzyknął Alves ożywiony moim przybyciem
Przytuliła mnie Joana  śmiejąc się z całej tej zgrai. Dziewczyna osunęła się w ramiona Daniego gdy nadchodził Neymar. Wszyscy mu schodzą z drogi....co jest mega dziwne.
 -nawet nie wiesz jak..-powiedział zagryzając wargę, zrobił to tak że omal serce nie wypadło mi z piersi. Oblał mnie stres, takimi ruchami sprawdzał że mu ulegałam. A on dobrze o tym wiedział bo wziął mnie na ręce. Chłopaki wiwatowali gdy stanęłam przed nimi cała czerwona. Oczywiście na twarzy. Najbliżej stojący koło mnie dostał kuskańca w bok. Był to Leo ale szybko mnie objął.
 -Neymar-skinął głową- pożera cię wzrokiem przez ten strój-dodał szybko i zadziornie
 -wiem, ale mam straszne blizny i muszę być w wodzie by ich nie zobaczył-powiedziałam cicho
-jakie blizny-powiedział kręcąc głową
Chciałam pokazać ale mnie zatrzymał, wszyscy mnie zatrzymywali.
 -nawet jeśli je masz to nic złego, on kocha cię za to co masz tutaj-pokazał miejsce mojego serca i uśmiechnął się po "Leowsku" czyli uśmiech taki że od razu sama zaczęłam się uśmiechać jednakowo czując że moje serce się rozkleja.
 -to prawda jednak że jesteś z innej planety-powtórzyłam cicho za co dostałam obdarowana najlepszym uśmiechem najlepszego piłkarza na świecie. Ochlapałam szybko Argentyńczyka wodą i uciekłam do Neymara, który stał i pewnie przypatrywał się całej naszej rozmowie
 -nie mogłem się ciebie doczekać-położył mi dłonie na biodrach
Odpłynęliśmy dalej zostawiając tą zgraję trochę za sobą, nie oddalaliśmy się zbytnio ale na tyle by pobyć sam na sam. Spoglądałam na mojego Brazylijczyka a on tak samo na mnie. Przysunęliśmy się do siebie znacząco dotykając się stopami. Brunet zagryzł wargę i czekał na moją reakcję
 -mówią że pożerasz mnie wzrokiem...-powiedziałam specjalnie na co brunet lekko poczerwieniał- czy to prawda?-spytałam przepływając koło niego kraulem. Piłkarz zatrzymał swoją dłoń na moim udzie powodując moje podniecenie.
 -prawda-dodał z błyskiem oczach-sam chciałabym cię zjeść..-powiedział przymykając z błogiego pragnienia oczy,przysunął mnie do siebie następnie namiętnie całując. Oddalam każdy drażniąc jego język.Jego namiętność wzrastała z każdą chwilą pogłębiania pocałunków....chciał czegoś więcej niż pocałunków tak samo jak ja....ale nie mogłam zaakceptować swojego ciała.Wziął mnie na górę, musiałam obwiązać jego biodra swoimi nogami by nie spaść. Pocałunkami przesuwał się od szyi w dół. Lekko ściągał górę mojego stroju, całując każdy jego zakątek. Brunet nagle przestał.
 -nie będę nalegał-szepnął-choć nie ukrywam bardzo mnie pociągasz w tym stroju-dodał powoli opuszczając mnie na dół
Pewnie zobaczył moje blizny, no i dupa. Teraz to pewnie w jego oczach jestem straszydłem z bliznami
 -mogłeś od razu przestać-dodałam odchodząc od niego
 -Celia...-złapał mnie za nadgarstek
 -wiem że jestem brzydka dlatego przestałeś, zobaczyłeś coś czego nie miałeś nigdy zobaczyć-ujęłam to tak że sama nie wiedziałam co wygaduję
 -co?-zmarszczył brwi-przestałem bo po prostu to nie jest miejsce na takie rzeczy-powiedział urażony
Zobaczyłam w jego oczach pewnego rodzaju rozczarowanie i doszło do mnie że sama go odsuwam ode mnie. Upadłam na kolana.Boję się tego że go stracę przez własne kompleksy
 -owszem już widziałem twoje blizny i uważam że są piękne-powiedział podnosząc mnie z kolan
Nie wierzyłam własnym uszom
 -są piękne i jeśli pomyślałaś sobie że zmienię zdanie o tobie ze względu na nie to jesteś w błędzie-powiedział biorąc w swoje dłonie moją twarz. Uroniłam kilka szybkich łez po czym brunet musnął czuje i bezpiecznie moje usta. Oddałam delikatnie nie pragnąc niczego więcej. Wystarczył mi fakt że facet, którego kocham kocha mnie taką jaką byłam, z całymi bliznami czy bez  po prostu kochał mnie bezgranicznie.
 -nie mogłam usłyszeć czegoś piękniejszego-wychrypiałam lekko drżącym głosem
 -jesteś najpiękniejszą kobietą jaką widziałam-powiedział lekko i przyjemnie- nigdy ale to nigdy nic tego nie zmieni-powiedział to już tak że ponownie zjeżyły mi się włosy na karku. Pocałował mnie najpierw w głowę a później w czoło. Czułam się kompletnie bezpieczna.
 -jak mogłaś pomyśleć że przez blizny nie będę cię chciał-zaśmiał się- jesteś niemożliwa-dotknął mojego ramienia
 -myślałam....bałam się że gdy je zobaczysz.....odsuniesz mnie od siebie i to będzie koniec-powiedziałam na jednym wdechu. Pokręcił ze śmiechem głową szepcząc mi czułe słówka przez co zapomniałam kompletnie o moim wstydzie, zapomniałam kompletnie o bliznach. Chichotałam jak głupia gdy okryliśmy się ręcznikami będąc z powrotem na piasku. Dzięki Neymarowi już się nie wstydziłam tego że mam blizny, a odwrotnie udowodniłam sobie że stanowią część mojego charakteru i dzięki nim jestem jaka jestem. Okryliśmy się ręcznikami by następnie je zrzucić. Słońce pozwoliło samemu wyschnąć. Reszta paczki dołączyła chwile po. Zerknęłam na zegarek i omal nie zamarłam. Mecz!.....
****
Mamy drugi!  :* Jak się macie? Jak się podoba? :*

Rozdział 59

"-Więc wierzysz w drugą szansę?
 - W drugą i trzecią , czwartą. Ile będzie trzeba. Pod warunkiem, że walczysz o właściwą osobę"


Geri wyszedł a w szatni została nasza trójka. Mianowicie Leo Neymar i ja. Trio idealne. Podeszłam bliżej dwojga piłkarzy i szybko przytuliłam się do Brazylijczyka
 -coś ci długo zeszło to przebieranie się-zaśmiałam się patrząc wprost na Leo
Musnął moją głowę przyciskając mnie bliżej i mocniej do siebie
 - mieliśmy tą naradę i tak jakoś zeszło-zaśmiał się drapiąc się po karku
Odsunął się ode mnie biorąc szybko torbę w dłoń.
 -teraz jestem cały twój-dodał biorą mnie za rękę a następnie splatając
Takiego go kocham. I zawsze będę kochać. Ruszyliśmy we troje na parking. Tym razem nie czekałam na nikogo. Rzuciliśmy sobie z Leo spojrzenia typu"I tak się zobaczymy" i szybkim ruchem odjechaliśmy z ośrodka treningowego. Włączyłam radio rozluźniając się kompletnie. Oglądałam znane mi już budynki sklepów,mijaliśmy znane mi ulice a także mieszkania.Czułam się jak w jednym wielkim domu. Piosenki współgrały z naszymi uczuciami. Zerknęłam na Neymara i nie musiałam nic mówić by wiedzieć co czuł. Zastanawiał mnie fakt co robili w piątkę w szatni. Na obmyślanie zagrań mają czas przed meczem....dalej nie wnikałam co takiego tam robili bo piłkarz zdążył zaparkować swój wóz i szturchać mnie w ramię od jakiś 10 min
 -Celia-śmiał się chłopak- Ziemia do ciebie!
Ocknęłam się z myślą że mam przed oczami miłość mojego życia. Największą jaką spotkałam.
 -już idę-zaśmiałam się wychodząc z samochodu- zamyśliłam się-dodałam gdy brunet zarzucił na mnie swoje ramiona.
 -ach zamyśliłaś się-parsknął uroczo splatając nasze dłonie
Pokiwałam głową
 -mogę wiedzieć nad czym-zatrzymał się a następnie przepuścił mnie w drzwiach
 -nad tobą-cmoknęłam go policzek uciekając do ogrodu
Rafaela czekała wraz z Veronicą właśnie tam. Jota też,cały czas wpatrywał się w moją Polską przyjaciółkę. Idealna pora by działaś. Usiadłam tuż obok brata mojego piłkarza i lekko go szturchnęłam.
 -idź do niej-powiedziałam cicho
 -jest zajęta Rafaellą od rana-machnął ręką
 -Jo...-zaczęłam- zagadaj przysiądź się do nich, zobaczysz że od razu Veronica..-zakryłam usta dłonią
Chłopak uniósł brew,nie! Nie mogłam tego powiedzieć
 -Veronica od razu złapie z tobą kontakt-westchnęłam z ulga
Posiedział chwilę i po chwili ruszył w babskie towarzystwo. Punkt pierwszy zaliczony.
 -jeszcze trochę to zrobi nam się następna para-powiedział brunet
 -tak, już pierwszy koty za płoty-zaśmiałam się następnie wtulając się w ramiona bruneta
 - wiedziałem że coś zrobisz w ich kierunku-pstryknął mnie w nos za co oberwał z łokcia w brzuch
Zrobił skwaszoną minę ale zniknęła tak szybko jak się pojawiła. Mój plan się powiódł. Polka posłała mi rozmarzone spojrzenie po kryjomu zerkając na Jotę. Tak jak miało być
 -jestem z niego taka dumna-powiedziałam, udawałam że ocierałam łzy wzruszenia
 - moja krew-dodał z dumną piersią chłopak
 -oczywiście kochanie-musnęłam jego usta wpatrując się w trojga przyjaciół
Zobaczymy jakie efekty przyniesie mój plan. Posiedzieliśmy na jednym leżaku a gdy tylko Marcela pojawiła się w drzwiach wszyscy zrozumieli że zaraz obiad. Cała francuska kuchnia uginała się pod kuchnią właśnie Marceli. Zerwaliśmy się z miejsc i weszliśmy do pomieszczenia zwanego jadalnią. Zajęliśmy miejsca i czym prędzej podano do stołu. Wszyscy byliśmy głodni,kucharka wręcz nie nadążała za potrawami...Nie no żartuje Marcela gładko i szybko wszystko podała. Nie obżeraliśmy się zbytnio by mieć miejsce na jedzenie po meczu. Szykował się wielki mecz. Zjedliśmy i udaliśmy się do salonu do gier. Szybko przeszła nam gra i zarządziliśmy wypad na plażę.
 -twoja należność-zaśmiał się Neymar, wiecie  o co chodzi
Wybrałam numer Leo po primo.
  -tu Leo, co tam?-wiedział kto dzwoni
 -a dzwonię ze skargą na Neymara-parsknęłam szybko powstrzymując śmiech
Usłyszałam w słuchawce śmiech
 -dawaj go tu spiorę go-dodał kobiecy głos
 -Antuś-pisnęłam-co tam kochanie?-spytałam szybko
 - a właśnie karmię Mateo a co tam u mojej Polskiej siostrzyczki?-powiedziała z równym sobie uroczym śmiechem
 - a świetnie-uśmiechnęłam się znacząco- mamy plan na plaże przyjdziecie?-zapytałam Argentynki
 -no jasne, jesteśmy za 20 min-puściła mi buziaka i się rozłączyła
Kocham tą kobietę. Krótka rozmowa a wiedziała wszystko. Wybrałam następnie numer Hiszpana zapisanego jako"Wielki"
 -halo tu Pan Pique-zaśmiał się Geri
 -Geri jest pomysł wyjścia na plaże idziecie?-spytałam szczerząc się od ucha do ucha
 - no jasne-gwizdnął jak na dzikim zachodzie-przyjdziemy-dodał i się rozłączył
Gładko poszło.Numer 3 wybrałam jak się spodziewacie podpisanego jako"Braciszek ♥"
 -hallo mała-dodał Alves
 -halo braciszku, wpadniecie lub wpadniesz na plażę?-spytałam po raz trzeci tego dnia
 - no jasne,Joana idziemy?!-krzyknął
Nie usłyszałam odpowiedzi ale czułam że się zgodziła.
 -przyjdziemy-dodał szczęśliwy i odłożył słuchawkę- siostrzyczko-zaśmiałam się pod słuchawki i schowałam telefon do kieszeni
 -moja rodzina-szepnęłam sama do siebie i w duchu wznosiłam oczy ku górze
Czy mogłam lepiej trafić? Absolutnie nie. Kochałam ich tak mocno jak oni mnie. Pomimo różnicy wieku oni zawsze będą przy mnie a ja będę przy nich. W przyjaźni nie liczy się to ile waz różni ale to ile macie ze sobą wspólnego, serce pękało z dumy gdy pomyślałam ile dla mnie znaczą. Rozejrzałam się za brunetem i dostrzegłam go w kuchni pijącego sok z pomarańczy.
 - wszyscy za chwilę będą-dodałam uradowana- to ja lecę spakować wszystko-powiedziałam szybko i ruszyłam biegiem po schodach. Wpadłam do pokoju poszukując torebki. Nie mogłam nic znaleźć aż ktoś nie zapukał do pokoju. Zaśmiałam się na widok Neymara z koszykiem w ręku
 -tu jest wszystko-potrząsnął nim przed moimi oczami.
Mimowolnie musiałam się zaśmiać. Pomyślał za mnie..czy to nie urocze? Oczywiście że tak i dzięki tej myśli puściłam buraka. Piłkarz to zauważył i wszedł do pokoju zamykając drzwi.
 - mój strój też zapakowałeś?-zapytałam unosząc brew
Podrapał się po karku
 - tak właściwie to nie..no wiesz...nie wypadało-mówił bawiąc się koszykiem
Podniosłam jego twarz i przybliżyłam ją do swojej.
 -jesteś najlepszy-powiedziałam z iskrzącymi się tęczówkami
Zabrałam się do szafy wyjmując z niego strój. Pomachałam nim przed oczami bruneta, ten niemal nie dostał zawału.Zaśmiałam się i ruszyłam z miną cwaniaka wprost do łazienki. Ubrałam się w strój i czym prędzej wyszłam z niej. Złapałam szybko taką osłonkę na siebie i wyszłam z pokoju mijając osłupiałego bruneta. W mig opuścił pomieszczenie i znalazł się przy mnie. Puścił mi swój najlepszy uśmiech i razem zeszliśmy na dół. Zajrzałam do kuchni by napić się soku i wypiłam go w momencie dzwonka do drzwi. Uśmiechnęłam się  cwaniacko i krzyknęłam krótkie "Proszę". Sekundę później przez drzwi weszli Pańswto Mebarak&Pique w całym komplecie. Gdy Milan dostrzegł mnie nie było po co się ruszać,maluch w mig był już w moich ramionach.Podniosłam go szybko i zakręciłam wokół własnej osi.Mały piszczał i cieszył się jak nie wiem. Chwilę połaskotałam Milana i przeniosłam się wzrokiem na zgraje przyjaciół. Milan stał przy mnie i złapał mnie za rączkę.
 -Milan nie mógł  już wytrzymać-zaśmiała się Shaki- upierał się by do ciebie przyjść-dodała z uśmiechem
 -ja też tęskniłam za moim Milanem-powiedziałam przeciągając każde słowa
Poczochrałam włoski synka Pique po czym mały oburzył się i poleciał do Pokera. Czekaliśmy na resztę w ogrodzie. Wpadliśmy na rozmowy o meczu bo miał się odbyć za 4h! Chłopaki zniknęli na dłuższy czas, i byłam ciekawa co takiego zajmowało im tyle czasu. Zanim wstałam z krzesła dotarł do mnie dźwięk śmiechu Argentynki,który rozpoznałabym wszędzie. Zerknęłam na śmiejącą się Kolumbijkę i biegnącą w stronę swojego synka. Weszłam z powrotem do środka i udałam się w stronę drzwi. Nie musiałam nic mówić by wiedzieć że Anto i tak wejdzie. I tak się stało. Anto z Mateo na rękach a tuż za nią Leo uśmiechający się wraz z Thiago.
 -ciocia-powiedział zdyszany w moich ramionach
Zakręciłam nim kilka razy i słodko ucałowałam w główkę.
 -Thiago-powiedziałam słodko trzymając małego za rękę- jesteśmy w komplecie-dodałam uszczęśliwiona. Antonela przywitała się z Shaki a tuż po tym Leo dołączył do znikomej dwójki piłkarzy. To już powoli mała przesada.

***
Ciągle te tajemnice :* Szykujcie się na duży szok:* Czekam na opinie w komentarzach :*



czwartek, 18 sierpnia 2016

Rozdział 58

"Najważniejsze, by chronić tych, których się kocha, za wszelką cenę"



To co zobaczyłam....no cóż nie wiedziałam co powiedzieć. Ujrzałam hałaśliwych przyjaciół rzucających kartami o stół i to jeszcze z hukiem. Harmider jak nie wiem powiem wam. Założę się że któreś z nich przegrało bo drugie kantowało. Rozsunęłam drzwi szerzej i weszłam do salonu gier. Gdy tylko zobaczyli mnie w przejściu ucichli. No cóż zdziwiło mnie to.
 - co tu się wyrabia?-spytałam kładąc dłoń na ramieniu Alcantary
 -gramy-parsknął zerkając na mnie- dobrze że wróciłaś bo bym dłużej nie wytrzymał..-zachichotał- nie tylko ja-pokazał palcem na schodzącego Neymara. Ruszyłam w stronę bruneta a gdy ten tylko mnie zobaczył otoczył swoimi silnymi i miękkimi ramionami. Wtuliłam się mocno, tęskniąc za nim. Brazylijczyk puścił mnie po dłuższej chwili
 -zmarzłaś-szepnął mi na ucho-rozgrzeje cię-zaśmiał się splatając jego gorącą dłoń i zimną moją.
Od razu zrobiło mi się cieplej, piłkarza zdziwiły moje lodowate dłonie więc gdy mieliśmy je razem schował je do swojej kieszeni od spodni.
 - i jak było?-spytał odsuwając krzesło od stolika
 - dobrze, poznałam jego młodszą siostrę-uśmiechnęłam się lekko- Poker polubił psa Diego-dodałam z rosnącym uśmiechem
Brunet uniósł swoje kąciki ust w gorę odwzajemniając mój uśmiech
 -potrzebowałeś coś z góry?-spytałam czekając na rozdanie kart
 - nie-pokręcił głową nie patrząc na mnie
Coś jednak wiedział a nie chciał powiedzieć.
 -kochanie....-lekko zacisnęłam zęby
 -naprawdę-dodał nadal nie patrząc na mnie
To aż takie trudne mi powiedzieć
 - jak ty mi nie powiesz to sama się dowiem-powiedziałam i zeszłam z jego kolan na inne siedzenie
Brunet posłał mi błagalne spojrzenie lecz sam tego chciał. Kolejne intrygi za moimi plecami? Nie chce tak dłużej. No cóż sama się dowiem, jak zawsze sama. Jota rozdał karty i zaczęliśmy grać. Mi po kilku rundach się znudziło i uznałam że zakończę tą grę. Przeniosłam się na łono dużej kanapy i wielkiego telewizora.  Reszta zagrała kilka partii i się zmyła. Zostałam sama, no nie koniecznie był jeszcze Neymar
 - skarbie-powiedział siadając blisko mnie, bardzo blisko- załatwiałem coś z reprezentacji-dodał skruszony
Odwróciłam wzrok na jego osobę, zerknęłam w głąb oczu i dostrzegłam coś zamkniętego.
 -czy mi tak trudno powiedzieć prawdę?-machnęłam ręką
 - czyli mi nie wierzysz?-spytał ze smutną nutą w głosie
 - co to był za telefon-powtórzyłam pytanie
Wiem że mogę wydawać się aż nazbyt ciekawska ale nie lubię gdy ktoś bliski coś przede mną ukrywa.
 -załatwiałem dla ciebie coś ważnego!-wrzasnął- lepiej? musisz wszystko wiedzieć-warknął i trzasnął drzwiami wychodząc. Osunęłam się po kanapie i zrozumiałam że po raz kolejny moja chora ciekawość wygrała, skrzywdziłam go myślą że mu nie nie wierzę a to duży cios. Wyleciałam z pokoju szybko odszukując bruneta w ogrodzie. Siedział oparty o mur i wpatrywał się w horyzont.Typowy Neymar,niby jest wszystko okej ale on bez powodu nie siedzi na mrozie. Ogarnęłam swoją twarz i powolnym ruchem ruszyłam do chłopaka. Moje złe zachowanie...czy to jedno nieporozumienie oznaczało koniec? Bałam się tego.
 - przepraszam-powiedziałam szybko siadając na progu drzwi
Brunet odwrócił twarz i szybko mnie przytulił. Bez zbędnych słów, chciałam się zabić za tamte słowa
 - nie wiedziałam...przepraszam nie raz nie mogę się powstrzymać.....-zaczęłam lecz nie skończyłam
Piłkarz zamknął mi usta pocałunkiem. Najlepszy lek.
 -na początku byłem zły ale uświadomiłem sobie że nie mogę tak dłużej i mi przeszło-dodał uśmiechając się jak dawniej- kocham cię i wiem że musisz zawsze o wszystkim wiedzieć-pstryknął mnie słodko w nos przysuwając się bliżej. Otoczył mnie swoimi ramionami i całował moją szyję
 - skarbie ja naprawdę...nie chciałam...-powiedziałam cicho
 - już minęło-szepnął i pocałował mnie we włosy
Wtuliłam się mocno dając upust całej swojej złości i smutkowi.. Wróciliśmy do środka lekko chichocząc. Prawie świtało czas najwyższy....położyć się spać? To i tak nic by nie dało.
 -kochanie-zaczęłam-już nie pójdziemy spać-zaśmiałam się ziewając
 - owszem pójdziemy-pokiwał głową podnosząc mnie
 -Neymar...-dodałam poważnie-opłaca się? Macie mecz i poranny trening-ziewnęłam
 - a ty na nim będziesz, obiecałaś-powiedział z rosnącym uśmiechem
Takiego go kochałam. Nie protestowałam gdy zanosił mnie do łóżka...jego łóżka oraz gdy kazał mi spać. Poskutkowało, spałam jak zabita. Zasnęłam z myślą że Neymar zawsze będzie mnie kochał. Ta myśl jednocześnie mnie uszczęśliwiała ale także przerażała zarazem. No ale teraz najważniejsze było że oboje się kochaliśmy. Obudziłam się w chwili zdzwonienia mojego telefonu. Spojrzałam na wyświetlacz i ujrzałam nieznany numer. Świadomość kazała mi odebrać i odebrała.
  -Dzień Dobry Celia-powitał mnie męski dostojny głos
  - z kim rozmawiam-spytałam siadając na krawędzi łóżka
  - zapomniałem, to ja Enrique, trener-dodał śmiejąc się
Puknęłam się w czoło, jak mogłam wcześniej nie skumać że to on? Zasapałam a  w dodatku....Neymara już nie było. Skubaniec nie obudził mnie!
 - cześć trenerze-dodałam już przytomniejąc-masz jakąś sprawę do mnie?
 -tak chłopaki pytają się o ciebie a Neymar nie chce nic powiedzieć-dodał
 - nic nie mówi..-warknęłam-zaspałam a w dodatku ten ciul mnie nie obudził-krzyknęłam wybierając ciuchy z szafy-trenerze zaraz będę-dodałam szybko i się rozłączyłam
Ja już mu pokażę co to zaspanie! Jak śmiał mnie nie obudzić.....-usiadłam myśląc. Pewnie nie chciał mnie budzić ze względu na późną porę i sam dobrze wiedział że trudno byłoby mnie budzić. Pewnie zrobił mi słodkie zdjęcia i nie miał siły by mnie obudzić. Założyłam na siebie kurtkę i buty wychodząc z domku zostawiłam kartkę że jestem na treningu z Neymarem. Nie miałam czasu oznajmiać że tam będę, kartka musiała wystarczyć. Zamówiłam taksówkę pod już znany adres ośrodka treningowego i czym prędzej znalazłam się przed bramą. Zapłaciłam taksówkarzowi i ruszyłam przejściem wśród ochroniarzy. Gdy grzebałam w kieszeni by znaleźć przepustkę uprzedził mnie głos
  - ona ze mną-roześmiał się głos i w mig brama się otworzyła
Gdy podniosłam wzrok ujrzałam roześmianego Argentyńczyka. Uff dobrze że  to Leo
 - ratujesz mnie-powiedziałam idąc krok w krok do piłkarza
 -przechodziłem akurat i zobaczyłem cię, bez względu czy masz przepustkę czy nie-zaśmiał się podając mi ją. Argentyńczyk bardziej się roześmiał i zaprowadził w głąb ośrodka. Gdy upewnił się że trafię to szybciej pobiegł na boisko. Na boisku pojawiłam się minutę po Leo.
 -witaj trenerze-zaczęłam z wielkim uśmiechem
Usłyszałam krzyki, za chwilę się zlecą.Stado Katalończyków w momencie mojego przywitania z Luisem już biegło do mnie.
 -miło cię widzieć Celia-powiedział swoim typowym hiszpańskim głosem
Nim się obejrzałam stałam otoczona przez piłkarzy.
 -no hej-rzucił Alves
 - wy nie powinniście trenować? co mi obiecaliście?-musiałam się posunąć do podchwytliwych pytań inaczej ani rusz z nimi. Obiecali mi że będą starać się na treningach....i teraz do mnie doszło. Wiem czemu Neymar mnie nie budził. Ze względu na chłopaków. Spojrzałam na nich byli na prawdę spoceni i doceniłam ich wysiłek
  -widzę że dotrzymujecie słowa-powiedziałam spoglądając na ich buty
Zaśmiali się klepiąc mnie po ramieniu. Uciekli z powrotem trenować. Ucieszyłam się jak dziecko z faktu że te ciule na prawdę robią to co mi obiecali. Nawet nie musieli obiecywać,dobrze wiedziałam że i tak to zrobią. Po prostu moja osoba bardziej ich zmotywowała. Usiadłam na ławce trenerskiej rozkoszując się ich śmiesznym widokiem.
 -dotrzymali słowa-powiedział Lucho siadając koło mnie
 -dokładnie-pokiwałam głową patrząc na ich poczynania
 -wiesz jak bardzo przykładali się do rozgrzewki? Nigdy ich takich  nie widziałem-powiedział trener patrząc na mnie
Spojrzałam również na Hiszpania uśmiechając się szeroko. Oczywiście że wiedziałam. Nie musieli mi tego udowadniać. Po dobrej 1h trening się skończył.Chłopaki jeszcze przez chwilę urządzili sobie krótką grę następnie schodzili do szatni. Ja także zbierałam się do wyjścia gdy czyjaś ręką mnie zatrzymała
 -tęskniłaś-spytał nie kto inny jak mój Brazylijczyk
 -nie obudziłeś mnie-powiedziałam niezbyt poważnym tonem
 -wybacz...ale tak słodko spałaś-przyłożył wargi do moich- nie chciałem tego przerywać-znowu je musnął tym razem pogłębiając pocałunek
Oderwaliśmy się od siebie gdy był czas się zbierać. Neymar szybko pobiegł się przebrać a ja zmierzałam do wyjścia. Tym razem już całkowicie spokojna. Oparłam się o maskę czerwonego Audi piłkarza i czekałam na jego przyjście. Pewnie myślicie że od tak szybko przyszedł? Nie...czekałam i czekałam. Udałam się ponownie w stronę szatni tych Katalończyków i jak się okazało drzwi były uchylone....Usłyszałam rozmowę trzech czy czterech osób. Nie dużo mogłam usłyszeć dlatego otworzyłam drzwi i wtargnęłam w sedno pięciu najlepszych piłkarzy. Na moje wejście zareagowali dość spontanicznie po zaczęli wychodzić.Zmarszczyłam brwi i stanęłam im na drodze
 - to jakieś tajne obrady?-spytałam stukając palcem w klatkę piersiową Pique
Lekko uniósł swoje kąciki ust i odsunął się
 -ustalaliśmy zagrania podczas dzisiejszego meczu-dodał patrząc na moją osobę stojącą na środku wyjścia z szatni..Kiwnęłam głową i przepuściłam Hiszpana w drzwiach. Usłyszałam krzyk typu"Widzimy się na meczu Montez!" Cały Geri lubi mnie drażnić ale także uszczęśliwiać właśnie takimi słowami. Byłam częścią tej bordo-granatowej rodziny czy tego chciałam czy nie.Wreszcie to do mnie doszło.

***
Po krótkiej przerwie mamy 58! Co o nim sądzicie? Czekam na opinie w komentarzach.
 :* Dzisiaj wyczekujcie następnego misie * ♥ A tak wgl Capeones Capeones Capeones mamy to! Wygraliśmy z Sewillą 3:0 Nie mogło być inaczej♥ Nasze chłopaki dominują i powiem wam że ten sezon będzie taki właśnie, będzie zdominowany przez Blaugranę♥



poniedziałek, 15 sierpnia 2016

Rozdział 57

"Zanim odpowiesz, posłuchaj
Zanim zareagujesz, pomyśl
Zanim wydasz, zarób
Zanim osądzisz,odczekaj
Zanim zrezygnujesz, podejmij próbę"


Zaczynałam się martwić. Neymar i łzy? Coś tu nie gra...
 -skarbie czemu płaczesz?-spytałam próbując także się nie rozpłakać.
 -mówisz tak....to wszystko mną wstrząsnęło-dodał szybko przecierając swoją twarz- od tak dawna czekałem byś mogła mnie zobaczyć takiego jaki jestem na prawdę-dodał patrząc mi prosto w oczy
Nic nie powiedziałam po prostu staliśmy tak i tuliliśmy się do siebie, on tego potrzebował tak samo jak ja. Jego słowa wyrażały na prawdę bardzo wiele i nie potrzebowałam niczego innego.
 -jesteś taka jakbym chciał-wyznał cicho
Przycisnęłam go mocniej do siebie pochlipując cicho. Powiedział to, po raz pierwszy powiedział to ktoś kogo kocham tak bardzo że aż to przeraża.
 - a ty...-zaczęłam urywając-moją najjaśniejszą gwiazdą, gwiazdą na całe życie-dodałam śmiejąc się wraz z brunetem- gdy ty płaczesz to i ja płacze-wyznałam po chwili
 - od teraz żadnego płaczu-powiedział otwierając mi drzwi od domu.
Kiwnęłam głową i spotkałam się z nieziemskim uśmiechem Brazylijczyka. Czyli wszystko wróciło na swoje miejsce, jesteśmy w domu. Jak się spodziewaliście dom już opanowały Veronica i Rafaella. Weszliśmy a gdy tylko przekroczyliśmy próg leciał do nas czworonogi przyjaciel. Cieszył się jak nie wiem, jak małe dziecko ze swojej pierwszej zabawki. Słodko merdał ogonem czekając aż któreś rzuci mu piłkę i zacznie z nim zabawę.
 -mój kochany piecho-pocałowałam Pokera w nos głaszcząc jego piękną sierść- kochany zaraz zejdę i będziemy się bawić-dodałam szybko wbiegając po schodach o mal się nie zabijając. Usłyszałam śmiech Brazylijczyków, pewnie ze mnie. Postawiłam walizkę i szybkim krokiem wyszłam ze swojego pokoju. Odszukałam zwierzęcego przyjaciela i czym prędzej udaliśmy się do ogrodu gdzie siedziały Rafaella i Veronica. Nie spodziewałam się takiego widoku. Rafaella i Veronica pracowały nad blogiem tej pierwszej.
 - no popatrz popatrz-zaśmiałam się siadając na brzegu schodów równocześnie rzucając Pokerowi zabawkę
 -streszczamy nasz wyjazd do Paryża-powiedziały nie odrywając wzroku nad komputer
 - zafiksowały się-zaśmiałam się sama do siebie
Bawiłam się z Pokerem przez chwilę gdy dostałam wiadomość.
 "Urwiesz się aby się ze mną spotkać? :*
To był Diego,czemu ja wciąż nie mam jego numeru?
 "Już myślałam że to ktoś obcy...:P Jasne,wyjdę z Pokerem "
 "Czekam w parku :)"
 - czas na spacerek-powiedziałam zapinając go w smycz
 - przypilnujcie mi go-dodałam i zniknęłam szybko za drzwiami
Wyszukałam z szafy na szybko bluzę, pogoda dawała już się we znaki. Był wieczór i było dość zimno jak na Barcelonę. Naciągnęłam ją szybko i odebrałam Pokera od przyjaciółek. Gdy byłam przy drzwiach z psem ktoś mnie niespodziewanie zatrzymał.
 -idziesz gdzieś?-spytał
 - z Pokerem na spacer a przy okazji spotkam się z Diego-dodałam całując szybko jego policzek
Spiął pięści i cały się lekko zdenerwował. Ugh....
 -Diego...-powiedział odwracając twarz
 - tłumaczyłam ci kim dla mnie jest-powiedziałam lekko spięta- nie spinaj się tak-powiedziałam najłagodniej jak się dało- dla mnie liczysz się tylko i wyłącznie ty-musnęłam jego usta po czym brunet przyciągnął mnie bardziej oddając pocałunek. Przeniósł swoje dłonie na mój tyłek lekko go ściskając.
 -lecę pa-dodałam szybko gryząc wargę, ukrywałam spalone policzki
 - jeszcze z tobą nie skończyłem-pogroził mi palcem i na koniec puścił mi oczko
Zamknęłam za sobą drzwi uśmiechając się jak głupia. Odetchnęłam z ulgą i ruszyłam spacerkiem z Pokerem. Na zewnątrz było zimniej niż przypuszczałam i po kilku dobrych minutach cała drżałam.
 - mogłam jednak ubrać się cieplej-dodałam łapiąc delikatnie Pokera- ale jest jak jest wytrzymam-powiedziałam ochrypłym głosem
 - widać że mnie potrzebujesz-dodał znany mi głos
Gdy odwróciłam się by zobaczyć osobnika ujrzałam właśnie Diego. Uśmiechnęłam się przyjaźnie i ruszyłam by się z nim przywitać. Długo to nie trwało a zaproponował bym wstąpiła do niego bo robi się już ciemno.
 - mam Pokera-dodałam lekko zirytowana
 - to w takim razie proponuję kawę na powietrzu-dodał podając mi swoje ramię
Uśmiechnęłam się zdziwiona jego szarmanckimi ruchami. Przeszliśmy przez jedną ulicę i następna przecznica była okolicą domu  gdzie mieszkał Diego. Jego dom był cały rozświetlony, od ogrodu po samą górę
 - pewnie masz gości...-zobaczyłam na otwierającą się bramę
 - no co ty-podrapał się po czole- siostra ma z przyjaciółkami takie Piżama Party-na jego ustach malowała się radość- nie daj się prosić, po za tym poznasz ją-powiedział Argentyńczyk
 - mogę ale na chwilę, Neymar będzie się martwił-dodałam prowadząc Pokera na posiadłość Diego
Chłopak zaprowadził mnie w stronę ogrodu gdzie pokazał mi miejsca. Usiadłam blisko przy sobie trzymając Pokera, chwilę po przyleciał do nas drugi czworonogi przyjaciel. Tym razem to był duży wilczur. Przeraziłam się ale gdy Diego wkroczył jakby ten pies zmienił się w malutkiego szczeniaka
 -Lucky-dodał poważnie witając się z psem
Lucky przyleciał do jego nóg liżąc go po twarzy. Diego zerknął na naszą dwójkę i wrócił do stolika z pełną tacą zaparzonej świeżej, świeżej! kawy. Dodając do tego ciastka i kilka słodkości. Cały on, poprosisz go o błahostkę a odda ci za dużo. Nalałam nam kawy do kubków i rozkoszowaliśmy się nią i naszymi psami które teraz bawiły się razem. Z domu chłopaka wydobywały się piski radości i krzyki.
 - nie zwracaj na to uwagi-zaśmiał się drapiąc po karku
 - to zabawne, też lubiłam wyprawiać takie zabawy-dodałam lekko się śmiejąc
"Tak wyprawiałaś ale chyba w snach!-krzyczał głosik w mojej głowie"
Zajęliśmy się kawą w między czasie gadając
 - i jak tam sprawy z Neymarem?-spytał w końcu
 - jesteśmy mega szczęśliwi  a odkąd jesteśmy razem nie widzimy poza sobą świata-wyznałam przypominając sobie niedawne chwile na Paryskim wzgórzu
 -słyszałem że byliście w Paryżu-dodał przełykając kolejny łyk kawy
 -Maite!-krzyknęliśmy w tym samym momencie chórem
Wpadliśmy w śmiech, gdy tylko odzyskałam zdolność mowy wróciliśmy do rozmowy
 - nie wiedziałam że masz z nią kontakt-powiedziałam zaciekawiona
Wspominałam wam co łączyło Maite i Diega.....
 - ja też nie, nie miałem z nią kontaktu odkąd ty nie wyjechałaś, zdziwiłem się gdy wysłała mi zdj z Paryża jak razem stoicie-powiedział chłopak wyjmując telefon. Przedstawił mi zdjęcie gdzie oboje z Neymarem wpatrujemy się w siebie.
 - cała Maite-oddałam mu telefon
 - pasujecie do siebie-dodał pokornie- jak już mówiłem działasz na niego jak woda na ogień choć macie oboje mocne charaktery-dodał szybko kryjąc się za poduszką.
 - nic przecież ci nie zrobię-szturchnęłam go
Gdy odwróciłam twarz ujrzałam stojącą w drzwiach dziewczynę.
 -Diego chodź do nas-pisnęłam szybko przysuwając się w stronę brata
 - nie widzisz kobieto że mamy gościa-dodał zaciskając zęby
 - am...no przepraszam-powiedziała pochmurniejąc od razu
 - nic się nie stało-dodał- poznaj moją przyjaciółkę z dzieciństwa Celię Montez-uśmiechnął się zerkając na mnie
 -miło mi Kylie-ucałowała mnie w policzek
 - miło mi Celia-powiedziałam uśmiechając się przyjaźnie do młodej dziewczyny
 - to może Celia do nas dołączy?-spytała z nadzieją w głosie
 - niestety już i tak się zasiedziałam-wstałam z wygodnego siedzenia- innym razem-pożegnałam się z siostrą Diego- miło było cię poznać-krzyknęła dziewczyna
 Odwzajemniłam uśmiech i opuściłam posiadłość Diega. Brunet zamknął za mną drzwi i jeszcze odprowadził mnie do bramy.
 - dziękuję za kawę-dodałam trąc ramiona
 - dziękuję za wizytę-dodał przedrzeźniając mnie
Puknęłam go w ramię udając że się obraziłam. Chłopak roześmiał się i udawał że odchodzi.
 - pajac z ciebie-krzyknęłam dusząc guzik na otwarcie bramy
  -nic z tego, tylko ja mogę ją otworzyć-krzyknął śmiejąc się jeszcze bardziej
 - to chodź tu i ją otwórz a nie!-złapałam się za brzuch, bolał mnie od krzyku i śmiania się jednocześnie
Brunet podszedł do mnie i nadusił guzik włączenia bramy. Brama szybko rozsunęła się ukazując nam drogę.
 - trzymaj się i dzięki jeszcze raz-pocałowałam go policzek na pożegnanie
 - nie masz za co-dodał z uśmiechem jak banan
Szybko puściłam mu oczko i ruszyłam do domu. Noc była zimniejsza niż wieczór. No cóż taką sobie drogę wybrałam to teraz muszę ją zakończyć. Przyspieszyłam kroku i po dobrej 1h byłam obok posiadłości Brazylijczyka. Odpięłam Pokera i wpuściłam go do swojej budy. Pies wdzięcznie machał ogonem gdy tylko pocałowałam go w nos na dobranoc. Kochałam zwierzęta. Zamknęłam drzwi od ogrodu i ruszyłam schodami na górę. Na górze spotkał mnie spokój i .....rozmowa....słyszałam jak ktoś rozmawia przez telefon. Poszłam śladem głosów rozmowy.....i dźwięk się urwał. Zapukałam do sypialni bruneta ale gdy pchnęłam drzwi nie było go tam. Otworzyłam drzwi od swojego pokoju i ujrzałam puste łóżka. Gdzie się wszyscy podziali? Słyszałam rozmowy a to był dobry znak.Ale czy jednak to co zobaczyłam dalej było dobre? No cóż sama nie wiem jak określić to co zobaczyłam.

**
Trochę tajemnic nie zaszkodzi prawda? :* Drugi dzisiaj! Czekam na opinie w komentarzach :*