Music ♥

sobota, 24 listopada 2018

Rozdział 104

"Żadna dłoń nie pasuje do mojej jak Twoja. Żadne serce nie będzie lepsze od Twojego"

-Więc on...on zaprosił Celię...znaczy mnie?-uchyliłam usta nie wierząc własnym uszom,nie to niemożliwe prawda?
 -na prawdę...Celia on to napisał gdy dostał je przed waszym wyjazdem był pewny że będziecie razem-dodała cicho łapiąc mocniej moją rękę. Cała zaczęłam drzeć,to nie dzieje sie na prawdę.
 -ja rozumiem...czyli nie zrobił tego ostatnio tylko parę lat temu-dodałam próbując sie uspokoić i podbudować się myślą,że wszystko jest w porządku(ale NIE BYŁO).
 -a teraz pewnie przyjdzie z tobą,przynajmniej tak sie chwalił Leo...ups-zachichotała patrząc na mnie-nie miałam nic mówić-dodała zakrywając usta
NICZEGO INNEGO SIE NIE MOGŁAM PO NIM SPODZIEWAĆ
 -super-uśmiechnęłam się szeroko-fajnie że mnie poinformował co on o mnie mówi niech ja go znajde to.....
 -zatrzymaj te konie w twojej głowie mała-ściągnęła mnie na ziemie piękna Argentynka dzięki której moje życie nie było by takie samo
 -możemy zmienić temat? za dużo informacji i boje się, że więcej nie wytrzymam-powiedziałam bawiąc sie nerwowo palcami
 -pewnie,ale teraz powiedz mi jakie buty mam wybrać,niskie wysokie może na koturnie albo rozmawiałam z Rickym.....-Anto zaczęła wymieniać a ja odpłynęłam w siną dal na stacje Da Silva Santos rzecz której sie obawiałam najbardziej,że na tym ślubie wydarzy sie coś czego sie nie spodziewam i nieodwracalnie wszystko wróci do czarnej rzeczywistości. Nie będzie nas,nie bedzie niczego do czego bede mogła wrócić nie bedzie nic... tylko zapaść....
 -CELIO MARTINEZ CASTELLO  DA SILVA HERNANDEZ WRÓĆ NA ZIEMIE!-krzyknęła Anto machając mi przed oczyma. 
 -po pierwsze skąd znasz moje całe imie i nazwisko a po drugie po co sie tak wydzierasz głupia-walnęłam jej zasadzajac kuskańca i obie mocno sie zaśmiałyśmy z tej sytuacji
 -wiesz poszperałam to i owo więc wiem-dodała nie patrząc na mnie,na jej twarzy ujrzałam cwaniacki uśmiech co oznaczało,że ktoś mnie zdradził. Niech ja sie dowiem kto
 -kto ci powiedział?-spytałam-i ja nie mam Da Silva w nazwisku-puknełam ją śmiejąc się. Argentynka odwróciła sie w moją stronę i cwaniacko poruszyła brwiami. Czasami sie pytam z kim sie zadaje,ale taką ją kocham.
 -wiesz no...dodałam to Da Silva bo wiem że niedługo będziesz je także nosić-powiedziała uśmiechając sie zadowolona z mojej zagubionej miny
 -nie tak szybko kochana-zagwizdałam paląc buraka starając sie wyjść przy niej jakoś normalnie zawsze wychodziłam jak psycholka   ale jak zawsze mi sie nie udało i wyszło jak wyszło.
 -no już,ja czekam aż ty założysz swoją wymarzoną długą piękną białą suknię i staniesz przy Neymarze na dobre i na złe,oboje patrząc na siebie z miłością,z zaufaniem,cierpliwością i przekonaniem, że wasza miłość nigdy sie nie skończy..że nigdy prze nigdy sie już nie rozstaniecie oraz że nikt i nic was nie rozdzieli-dodała podłamanym głosem mówiąc dalej- ajjj rozczuliłam się-dodała z jej oczu popłynęło parę łez po czym obdarzyła mnie takim uśmiechem,że zaparło mi dech w piersiach
 -moja kochana chodź tu-wyciągnęłam ramiona po czym szybko ją przytuliłam. Jej słowa uświadomiły mnie że wiele minęło odkąd tu przyjechałam,jak wiele się zmieniło w moim życiu,ludzie otoczenie,sposób na życie,wszystko bez wyjątku także spojrzenie na to,że znalazłam miłość życia i bede chciała założyć z nim rodzinę,Anto własnie mi to uświadomiła. Przez to ile ostatnio sie działo,skupiałam sie na nie ujawnieniu się a nie na tym na czym powinnam.
 -Anto to co powiedziałeś uświadomiła mi jak bardzo sie to wszystko wokół nas zmieniło przez te wszystkie lata....,ja sie zmieniłam-dodałam ciszej kontynuując-zrozumiałam,że życie przeleci mi przez palce jeśli nie wezmę go w swoje ręce,czekam na dzień gdy rzeczywiście z pełną piersią będę mogła powiedzieć Neymarowi tak  przy ołtarzu i być cholernie szczęśliwymi ludźmi do końca życia-dodałam ocierając łzę płynącą po moim policzku-jest miłością mojego życia Anto...tlenem bez,którego się dławię,światłem w ciemności,które wskazuje mi drogę,latarnią,która oświetla każdy ciemny zakamarek,osobą która dopełnia wszystko w moim życiu całym moim światem-dodałam już becząc jak dziecko,schowałam sie w ciemnych włosach Anto i jej kojącemu głosowi,który zdziałał już bardzo wiele.
 -on jest tam,czeka aż miłość jego życia wróci do niego,jego prawdziwa Celia-dodała tak cicho bym tylko ja to usłyszała
 -Anto...boje sie,że tą prawdą ponownie go zniszczę a tego bym nie przeżyła-dodałam pochlipując cicho-to jak zabijanie siebie samej od środka..jak życie bez życia-szepnęłam mocniej ją przytulając. Potrzebowałam tego jak niczego innego. 
 -pójde do łazienki dobrze?-dodałam cicho wstając i kierując sie schodami na górę. Na górze znalazłam napisy"trener""vip-y""sztab" piłkarze i ich rodziny" więc to moja. Pchnęłam drzwiczki i szybko podeszłam do lustra przyglądając się sobie,miałam czerwone policzki od płaczu oczy miałam cały czas zaszklone a to wszystko przez to iż uświadomiłam sobie ile znaczy dla mnie miłość do piłkarza o ciemnych kasztanowych oczach i ile kosztowało mnie by cały czas przed nim to ukrywać,ukrywać samą siebie. Spuściłam twarz w dół i szybko ochlapałam sobie twarz zimną wodą.
 -będzie dobrze,nic nie zobaczy,będzie dobrze Celia...będzie...-urwałam słysząc jak ktoś głośno rozmawia przez telefon niedaleko łazienki
 - co to ma znaczyć nie ma? ma być miejsce wolne dla dwóch osób i koniec,innej opcji nie ma,albo z nią albo bez niej. Jak sie zdecydujecie proszę dać znać. Do widzenia!-krzyknął mocny głos uderzając pięścią w ścianę gdy chciałam zobaczyć tą osobę wystrzeliłam jak petarda ale tej osoby już nie było,nie wiem kto  to był ale nie brzmiało to za kolorowo. "Albo z nią albo wcale" gdy powtarzałam sobie je w kółko przyszło mi na myśl pare osób lecz żadna nie pasowała do tej co była tu przed chwilą. Porozglądałam sie na górze lecz nikogo nie znalazłam. Gdy zbliżałam sie do trybun zaczepił mnie jeden ze sztabowców,którego kojarzyłam z treningów.
 -panna Celia? Celine-spytał spoglądając na mnie ciepło
 -tak to ja  i ja też...w czym moge pomóc?-dodałam uśmiechając sie zdziwiona i zaciekawiona
 -doszły mnie słuchy,że łączy coś panią z panem Neymarem i chciałbym zapytać o   przyczynę jego doskonałych wyników zarówno wytrzymałościowych jak i mentalnego nastawienia usłyszałem parę rzeczy i chciałabym ...nie chce się wtrącać tak Ernesto kazał-powiedział starszy mężczyzna w sportowym ubraniu
 -powiem....panu,że zauważyłam u niego większą chęć ale aż tak...nie wiedziałam jestem bardzo bardzo zdziwiona-dodałam usmiechając sie jak głupia do sera,teraz pewnie ten gościu sprawdzi czy czegoś nie brałam albo czy gorsza czegoś mu nie dałam.
 -a tak na prawdę Celia?-spytał pokazując swoją przepustkę ochroniarzowi z trybun
 - nie mam pojęcia co panu powiedzieć,tak działa miłość tego nie da w jeden sposób wyjaśnić-wzruszyłam ramionami-wiedziałam że ciężko trenuje na siłowni i z trenerem by wrócić do formy lecz nie sądziłam że tak szybko będzie to widoczne-zaśmiałam sie na słowo trener,tym całym trenerem jestem ja ale on nie musiał tego wiedzieć....-ciesze,żę pan mnie informuje i miejmy nadzieje że takie wyniki dotrwają u niego do końca sezonu-powiedziałam powoli schodząc schodami. Nie chciałam odchodzić bez słowa lecz starszy mężczyzna przez dłuższą chwilę się  nie odzywał dumając pewnie nad moimi słowami
 -dobrze wszystko rozumiem-uśmiechnął się do mnie ciepło i zatrzymał dłuższy wzrok na moim ubraniu,sportowe Nike na nogach,niebieski dres jak chłopaków z treningu i szalik którym owinęłam sie po wyjściu z łazienki. To teraz pewnie już mam superową opinię.
 -pani strój o tym świadczy-dodał na odchodne-życze sobie by zawsze taki był i nie pozostaje mi nic jak tylko życzyć długiej długiej miłości w związku-powiedział przez tłum patrząc na mnie i wracając do swoich obowiązków. Nie powiem dziwna rozmowa bardzo dziwna. Potrząsnęłam głową i gdy uniosłam wzrok ujrzałam Justina z rzeszą fanek przy nim,on robił sobie z nimi zdjęcia,rozdawał autografy i chętnie rozmawiał,takiego go jeszcze nie widziałam. Po cichu podeszłam do DŻASTENA (tak kochamy go nazywać w Polsce) i zakryłam mu oczy śmiejąc się.
 -em nie wiem kto to-dodał i gdy zobaczył,że to ja szeroko sie uśmiechnął. Zrzesza sie zwiększyła a ja ledwo mogłam oddychać. Ma u mnie plusa za to,iż potrafi tak długo tu funkcjonować bo to nie wcale takie łatwe i nie takie proste.
 -pewnie jej nie znacie ale to jest moja byfka-tu zerknął na mnie-moja hiszpańska siostra Celine-znowu zerknął na mnie a potem przeniósł wzrok na błagające fanki.
 -my ją znamy!!-pisnęły-ona jest dziewczyną Neymara!-krzyknęły lecz Justin je szybko uciszył-spokojnie dziewczyny,nie jesteśmy głusi i wszystko słyszymy-dodał-długo znasz Justina?-spytała jedna
 -em...no z dobrych 5 lat na pewno no nie Biebs?-zaśmiałam się wytykając mu język i szybko przytulając sie do niego
 -zabije kiedyś ją mówie wam,ale tak naprawdę Celine ma racje z 5 na pewno,szybko zleciało-dodał mierzwiąc mi włosy,wie,że tego nie lubię no czekaj...
 -Neymar nie jest zazdrosny?-spytała kolejna z tyłu
 -o co miałby być?-spytałam zdziwiona
- o Justina,zachowujecie sie jakbyście byli parą....
 -nie nie my nigdy w życiu...nie my gdzie-dodał szybko-Celine to moja najlepsza przyjaciółka nikt więcej uszanujcie jej prywatność i jej związek z najlepszym piłkarzem który z pewnością powiedział by to samo,Neymar to mój przyjaciel i osoba poza którą Celine nie widzi świata-powiedział puszczając mi oko.
 -jeśli wszystko już macie mógłbym wrócić na miejsce...
 -Justin zaczekaj!-dodała jedna zatrzymując go-możemy liczyć na coś nowego od ciebie w najbliższym czasie?
 Justin stanął przez chwile nic nie mówił,zerknął na mnie i na stadion po czym podszedł do fanki bliżej i wręczył jej tajny bilecik która ona szybko schowała i odeszła ciesząc sie jak głupia. Justin wrócił do mnie nic nie mówiąc zajął swoje miejsce
 -co to miało być? nie odpowiedziałeś na jej pytanie...-dodałam patrząc na jego spokój na twarzy która czasami doprowadzała do szału.
 - odpowiedziałem,na kartce były daty które wydam na swoją trasę lecz one są zaszyfrowane,taki myk by nie dowiedziała sie za wiele-uśmiechnął się cwaniacko wyciągając nogi przed siebie
 -czyli nowe daty!?-pisnęłam cicho skakając koło niego na krześle
 -tak wariatko ale sie uspokój-dodał uciszając mnie-nie che rzeczy fanek znowu-dodał śmiejąc sie-plik który dostałaś byl właśnie na te daty,były wtedy projektem,które dostałaś za swoją odwagę i mają unikalny kod dzięki niemu wpuszczą cię do mnie przed i po koncertach,nawet poznasz samego Justina kto wie-zarechotał patrząc przed siebie za co dostał kuskańca
 -no no uważaj ja tam go nigdy nie poznam łe łe-zrobiłam smutną minę i udawałam,że płaczę,komicznie to wyszło ale takie sprawy dodają mi siły,siły,do walki,którą toczę już od 5 lat i nadal nie ma ona końca.
 -przyjaźnimy się Celine i bede jeśli tego będziesz potrzebować zawsze-dodał patrząc mi w oczy-jestem tu ale wróce do LA i pamiętaj,że domek w Kalifornii czeka na was-dodał cicho mi na ucho i sie odsunął
 -Jus....co to znaczy,że czeka na nas? Jus!-puknęłam go ramię lecz on ani drgnął nic nie powiedział jedynie gdy odchodziłam zatrzymał na mnie dłużej wzrok i podał mi coś potem zaczęłą sie druga połowa a ja przesiadłam sie na pare rzędów niżej gdzie siedziała Anto. Te dwie sytuacje kompletnie zgubiły mnie z tropu,i teraz ja to mam wszystko powiedzieć Anto....o nie...
 -a więc jeden ze sztabu powiedział że Neymar ma doskonałe wyniki we wszystkim i chcial mi podziękować rozmawialiśmy o nas o mnie? nie wiem i tak jakby to dzięki mnie,teraz Justin powiedział mi że jego dom w Kalifornii na nas czeka i czuje, że......
 -powoli co kto? jaki sztab? jaki domek?
 -ten dom w którym byliśmy ja i on...w dodatku słyszałam głos który rozmawiał przez telefon jak wychodziłam z łazienki...pewnie to był Jus to by sie zgadzało ale Anto rozumiesz co tu sie dzieje,wszystko sprowadza sie do tego że po raz kolejny bede w środku życia Neymara i jego kariery a tego nie chce,nawet fakt że jestem na treningu z nimi,że pracuje w hotelu gdzie oni są dla mediów to świetny temat-za chwile napiszą że lecę tylko na jego kasę-prychnęłam zła i biłam sie z myślami by nie zrobić nic głupiego by nie myśleć o głupotach.
 -Neymar jest wielką gwiazdą musisz do tego przywyknąć a media były są i bedą zawsze pisały o najbliższym otoczeniu gwiazd,nawet to że rozmawiałaś z Justinem będzie tematem dla mediów widziałam jak same flesze błyskają-dodała gryząc palce,robiła tak gdy sie zdenerwowała-ale to minie,Neymar bardzo chroni sobie od tamtego wydarzenia prywatność i mało co o nim piszą,nawet przestał sie udzielać na portalach z tego co usłyszałam bo chciał sie skupić na dwóch ważnych rzeczach:dziewczynie i piłce dwóch swoich miłościach,które kocha nad życie-dodała przerzucając swoje słodkie spojrzenie na mnie
 -ach Anto gumowe ucho,jestem ciekawa ile Leo rzeczy mówi ci z treningu-dodałam szturchając ją lekko
 - wszystko-wyszczerzyła się i wypięła dumnie pierś jak głupia zaczęła się śmiać i po dłuższym czasie odzyskała rozum. Trzeba było skupić sie na meczu,chłopaki akurat prowadzili kontrę po której Luis strzelił bramkę,jego piękna żonka Sofii wystrzeliła w górę,jego dzieciaczki też które kochały swojego tatę nad życie. Obserwowałam wszystkie rodzinki,dzieciaki takie jak Thiago albo Mateo którzy siedzieli z Sofii mocno kibicując swoim tatusiom. Spojrzałam na nich w tym samym momencie kiedy oni zawołali swoją mamę
 -pójdziesz po nich? chce troche z nimi posiedzieć ostatnio im obiecałam..-spojrzałam na nią miną zbitego psa,której nigdy nie umiała odmówić
 -ja nigdy nie umiem ci powiedzieć nie z tą miną-westchnęła cicho się śmiejąc i idąc po swoich synków,Sofii posłała mi buziaka i pokiwała z uśmiechem. Dzieciaczki przyszły i szybko siadły na moich kolanach,Thiago na jednej Mateo na drugiej,zostawili mamę u góry a do mnie przybiegli z prędkością światła
 -ciocia tak tęskniliśmy za tobą,dawno u nas nie byłaś..-dodał Thiago,mówił to z takim akcentem że byłam pod wrażeniem,ten malec rośnie w oczach....coś niemożliwego.
 -kochani moi ja też tęskniłam za wami bardzo mocno ale pracuję i ciężko mi wyjść-dodałam patrząc na ich zatroskane twarzyczki.
 -ale ciocia-dodał młodszy Mateo łapiąc mnie za rączkę-przyjdź do nas po meczu...prosimyyyy!-pisnęli mi do ucha co na pewno usłyszała ich mama
 -jutro muszę być w pracy a tata po meczu zmęczony i mama też....-dodałam uśmiechając się cwaniacko
 -a jak mama i tata sie zgodzą to przyjdziesz?-spojrzeli na mnie w tym samym momencie a mi zmiękły kolana kompletnie mnie to rozwaliło. Nie mogłabym im odmówić w takiej sytuacji
 -a wujek Neymar też będzie mógł?-spytałam gryząc wargę
 - tata mówił o tym i na pewno....-dodał Thiago zaczynając się śmiać
 -co takiego tatuś mówił Thiago-spytałam wiercąc w spojrzeniu Anto dziurę niech ja tylko ją dorwę
 -my nie możemy powiedzieć-zachichotali jednocześnie-ale będziecie razem ciocia,bo bardzo sie kochacie tak?-spytał ten starszy szepcząc mi na ucho-bardzo-dodałam uśmiechając sie promiennie-jakby coś więcej knuli przekażecie cioci prawda?-spytałam zastawiając u nich własnych wrogów
 -oczywiście ale w zamian za to pobawisz sie z nami
 -umowa stoi Messi-zaśmiałam się i obu pocałowałam w głowkę,malcy uciekli do cioci i mamy a ja zostałam sama wpatrując się w piłkarza który patrzył w prost na mnie. Neymar da Silva posłał mi wielkiego buziaka ja posłałam mu takiego samego po czym zaczęli schodzić do szatni. Gdy schodzili zatrzymał sie przy barierkach przepuszczając innych
 -ślicznie ci do twarzy z dziećmi-dodał  stając na barierkach i zarumienił się mówiąc to mi wprost na ucho-chciałbym byś wyglądała także tak z naszymi dziećmi-powiedział całując mnie w policzek i zeskakując szybko z barierek. Ja chyba sie przesłyszałam,powiedzcie mi że on tego nie powiedział   
Nie wierzyłam w to póki Anto nie stanęła za mną chichocząc się jak wariatka
 -nie przeginaj Roccuzzo bo i tak masz u mnie na pieńku za spisek ze swoim mężem-wycedziłam przez zęby patrząc na nią
 -co...ja..kto...Thiago...-zmrużyła patrząc na swojego synka który schował się za Sofii uciekając przed paraliżującym spojrzeniem swojej mamy
 -to nie Thiago,usłyszałam waszą rozmowę-skrzyżowałam ręce na piersi patrząc na kobietę
 -to najlepszy sposób byście pobyli troche razem,a my z Leo pojedziemy gdzieś z dziećmi wiesz-puściła mi oczko uśmiechając się w znany mi sposób. Niech ją szlag.
 -niech wam będzie ale żeby to był ostatni raz bo was wszystkich pozabijam-dodałam zabierając swoje rzeczy i schodząc do tunelu. Towarzyszyły mi inne WAGs z dziećmi,u moich nóg pojawily sie córki Ivana którym też obiecałam....Ja dziękuję,co mam teraz zrobić...
 -cześć księżniczki-stanęłam na chwile czekając przed szatnią chłopaków
 -ceść ciocia-dodała Adara łapiąc moją dłoń uśmiechając się przez swoje nieliczne zęby,urocza istota Ivan ci sie udała nie powie
 -chciały zapytać kiedy wpadniesz-dodała Raquel witając się ze mną i obejmując jedną z córeczek
 -Raquel na pewno jak znajde chwile to od razu do was wpadne-mrugnęłam okiem do dziewczynek-ciocia wpadnie niedługo-zaśmiałam się
 -a moglibyśmy kiedyś tak razem wszystkie sie spotkać,ty Anto,Sofii,Ja,Coral,Elena i parę innych poznasz też co ty na to?-spytała spoglądając w stronę Ivana który zmierzał w naszą stronę
 -pewnie ja nie mam nic przeciwko pogadam z...zarządcą który powinien sie zgodzić i wtedy sie umówimy,jak coś na grupie napisz-dodałam i pożegnałam sie z rodzinką która zaraz potem odjechała z pod parkingu. Wyjęłam telefon i na wyświetlaczu ujrzałam naszą tapetę z przed 4 lat,ciągle ta sama,jest najlepsza i nigdy jej nie zmienię chyba że...
 "Zrobimy sobie nie babski wieczór u mnie?" od NAJLEPSZA SIOSTRA EVER LOVE
Ta kobieta tego nie zrobiła nie wierzę-pomyślałam sobie i zaśmiałam sie głośno odpisując
 "Jeśli macie coś knuć to wolę nie ryzykować"
 "Do ślubu szczegóły ustalimy,jesteś mi potrzebna"
"Masz Leo od tego"
"Tak chcesz sie bawić?"
 "Tak"
"Dobrze przepraszam,wpadniesz nie? Jutro albo coś"
"Alex mnie zabije za takie wypady"
"Niech ja sie nim zajmę to mu parę spraw wyjaśnię...." z minką groźby głośno zachichotałam tak że musiałam sie opanować
"Spokojnie siostrzyczko,dam ci znać jak bede wolna i kocham cię za to♥"
"Ja wiem,zginęłabyś beze mnie♥ Też cię kocham i czekam♥"
Chciałam napisać do Alexa lecz padł mi telefon gdy skoczyłam pisać z Anto i nie wiem co teraz zrobię jeśli mu nie dam znać...
 Odłożyłam telefon i ujrzałam wpatrującego się we mnie pana Messiego i Da Silva Santosa
 -a więc? jedziemy?-spytał Leo bawiąc się kluczykami
 -powiedz że Alex wie że jade do ciebie-spojrzałam na niego z pod byka oczekując odpowiedzi
 -myślałem że ty to zrobisz...-dodał niepewnie-skoczymy do niego i powiesz mu okej? przy okazji sie przebierzesz-mrugnął okiem sunąc do samochodu,niego go szlag co znowu wykombinowali
 -nie mam wyjścia przez ciebie-dodałam mrucząc coś pod nosem-głupek-mruknęłam
 -głośniej bo nie słyszę Martinez-zaśmiał się wsiadając do auta,ja poszłam za nim a Neymar stał na chwile patrząc na mnie
 -no chodź-powiedziałam oglądając się zdziwiona
 -to nazwisko...jak ono brzmiało? Martinez?-zmarszczył brwi patrząc na mnie
 -Marquez przesłyszałeś się-dodałam cicho przełykając głośno ślinę. Zabije Leo za to,zapomniał się i nazwał mnie po moim nazwisku,jesli on coś skojarzy to jestem spalona na miejscu. Staliśmy tak przez chwilę,podeszłam do niego bliżej złapałam i złączyłam jego rękę dodając mu siły i otuchy tak jak robiłam to 5 lat choćby na odległość.
 -dziękuję ci za to-powiedział odzyskując normalny ton,jego spojrzenie złagodniało a ja mogłam odetchnąć z ulgą,uwierzył mi że sie przesłyszał więc nie jestem spalona.
 -więc masz na nazwisko Marquez?-uniósł brwi z uśmiechem wsadzając nasze dłonie w jego bluzę,nie ukrywam zaczęłam lekko drżeć z zimna co bez wahania wyczuł i próbował ogrzać. Nie mogłam wymarzyć sobie lepszego Neymara,mojego Neymara.
 -jedźmy Leo-dodał piłkarz z tym błyskiem w oku który nie oznaczał czegoś czego mogłam sie spodziewać.
***
Kolejny dla was! Piszcie co myślicie,co może sie wydarzyc między tą dwójką a co może doprowadzić do tego że Celia w końcu wyzna Neymarowi prawde?

sobota, 17 listopada 2018

Rozdział 103

“I obiecuje Ci, że choćby było nie wiadomo jak źle to damy sobie radę. Damy bo miłość przezwycięży wszystko.”

-Bo....wiesz Neymar...ja.....-dodałam powoli patrząc na piłkarza i będąc gotowa na prawdę,jest tak blisko że nie mogłabym już dłużej -...to najwyższa pora byś poznał wiesz...-mówiłam coraz bardziej chaotycznie i niezrozumiale ale musiałam to z siebie wydusić
- tak Celia? co takiego?...Mów powoli mamy czas-dotknął mojego ramienia a ja przytulając ją do siebie i splatając ze swoją popatrzyłam głęboko na bruneta i dostrzegłam w nim zmianę,taką której dotąd nie widziałam już nie jest połamanym na kawałeczki chłopakiem tylko dojrzałym mężczyzną który ponownie kocha i wie co to miłość....czekaj czekaj....czy nie o to mi chodziło? Mój cel został wykonany więc teraz ten dojrzały mężczyzna może iść dalej bez poznawania prawdy,bez łamania mu serca ponownie mogę zniknąć z jego życia będąc pewna tego że da sobie radę. Ponownie kocha,uśmiecha się i cieszy z życia...czego chcieć więcej? chyba tylko tego bym to ja uporała sie ze swoimi koszmarami i stawiła im czoła,zamknęłam drzwi ale to nie wciąż koniec,przeszłość przedziera się przez szczeliny i dotyka mnie coraz głębiej
-kochana powiedz co masz powiedzieć-dodał patrząc na mnie swoimi ciemnymi jak kasztany tęczówkami
-bo ja....-chrząknęłam głośno nabierając sił-Celine! Neymar!-zawołał ktoś z tyłu,co za ulga,dzięki bogu tej osobie która to zrobiła,nieoczekiwanie był to Luis
-tak Lu?-spytałam wciąż nie puszczając ręki Brazylijczyka
-miałem do was prośbę...Sofii ma niedługo urodziny i myślałem żeby zrobić jej jakąś mega niespodziankę w postaci filmiku od nas wszystkich i chciałem was prosić o życzenia...-dodał wyjmując kamerę
- bo wiesz przerwałeś nam-zerknął gromem Neymar na Luisa i ten od razu spochmurniał-jeśli tak to wybaczcie przyjdę innym razem-dodał niepewnie otwierając i zamykając kamerę.
-no coś ty Luis,chodź zrobimy to od razu-uśmiechnęłam się ciepło do Neymara i odsunęłam się lekko czekając aż będę mówić do kamery. Luis pokazał że się nagrywa więc razem z Neymarem stanęliśmy obok i to ja zaczęłam mówić
-Droga Sofii co za wielki dzień,to twoje urodziny,chcemy ci życzyć wszystkiego co najlepsze,pociechy z synków i Delfi,byś zawsze była taka sama,byś nigdy sie nie zmieniała,byś każdego dnia raczyła uśmiechać się do mnie tak...jak zawsze-urwałam na chwile po czym spojrzeniem na Brazylijczyka szybko otrzeźwiałam-chcę ci podziękować za bycie moją przyjaciołką,siostrą,wsparciem które ma każdy z nas a ja jestem wielką szczęściarą mając ciebie,kochaj Luisa każdego dnia mocniej,wybaczaj mu głupstwa i pamiętaj że jak coś-tu mrugnęłam okiem do kamery-znajdę go i rozszarpię na kawałki-na koniec zaśmiałam się i łapiąc mocniej rękę chłopaka-chcę w tych paru słowach powiedzieć ci że cię kocham i nigdy nie przestanę,Kochamy cię Sofii!-krzyknęliśmy razem z Neymarem po czym przed kamerami brunet pocałował mnie z całej siły i z szerokim uśmiechem powoli odprowadzał Luisa wzrokiem
-to było piękne Cel...ine-dodał patrząc na Neymara-dzięki i co do imprezy dam wam znać-kiwnął do nas i poszedł w drugą stronę gdzie zapewne stało jego cacko.
-co to miało być?!-krzyknęłam na chłopaka-oszalałeś!-krzyknęłam-przed kamerami? po co ci to było?-nie ukrywałam wzburzenia i niemiłego zirytowania tym co sie stało
-musiałem zaznaczyć że także to co powiedziałeś chciałem powiedzieć i.....-urwał patrząc na mnie z uśmiechem
-co takiego?-uniosłam brwi stając w miejscu
- i to że chce by wszyscy wiedzieli że ponownie mam przy sobie miłość swojego życia-dodał tak mocno w moje usta że zadrżałam,całe moje ciało to odczuło. Jest niemożliwy,kompletny wariat a to mnie uznawali za szaloną. On przerósł mnie 10 razy. Ścisnął moją dłoń i zaprowadził do auta,wsiadłam bez słowa zajmując swoje miejsce obok niego. Chłopak ruszył z piskiem opon, nic więcej nie mówiąc,jego chyba także zatkało co mi powiedział. Oj Da Silva nie tylko ciebie. Do hotelu dojechaliśmy w extra szybkim tempie. Chłopak podjechał na podziemny parking tylko dla pracowników i zatrzymał się na chwile przy mnie
-cokolwiek by sie nie działo pamiętaj że takiej osoby jak ty nikt mi nie zastąpi zrozumiałaś? Żadna Celia...-dodał a ja szybko zamknęłam jego usta pocałunkiem który namiętnie odwzajemnił przyciągając jeszcze bardziej moje wargi-kocham cie Celine,pamiętaj-dodał pomiędzy pocałunkami które odzwierciedlały wszystkie moje sny,kochał ponownie kochał i uwierzył w miłość. To raj prawda? Nie mogłam marzyć o czymś więcej,jego szczęście było dla mnie najważniejsze.
-ja ciebie do szaleństwa Juninho-zaśmiałam się lecz Brazylijczyka jakby przeszedł wstrząs-co mówiłaś? Czemu mnie tak nazwałaś?-spytał robiąc wielkie oczy
O nie...
-od chłopaków którzy cię tak nazywają zapomniałeś?-pstryknęłam jego nos i otworzyłam drzwi,chwyciłam następnie za klamkę ponieważ czułam że robi sie za gorąo jednak coś mnie zatrzymało
-poczekaj...-dodał szybko łapiąc moją dłoń i nakrywając ją swoją-o czym tak naprawdę rozmawiałaś z Rafą? wtedy w szatni wydawałaś się smutna....a potem ja tak krzyknąłem,wybacz mi mogłaś mieć swoje problemy a ja ciągle o sobie-dodał całując moją lodowatą dłoń-Celia ona...też zawsze miała takie zimne dłonie jak ty i jak sie mocno stresowała ona...o tak jak ty miała rumieńce-dodał i od razu trzasnął się w głowę-znowu to robię..ja nieraz za bardzo cię do niej porównuję prawda? Musisz mi wybaczyć mała-musnął moje czoło prowadząc pod trybuny
-widzimy sie potem-mrugnął okiem-kto wie może odnajdziemy się po jednym spojrzeniu-dodał tajemniczo i uciekł do szatni do chłopaków. Nagle ktoś zakrył mi oczy i gdy dotknęłam dłoni nie mogłam kogoś rozpoznać. To powoli nie robi sie zabawne.
-odsłoń się bo inaczej policzymy się na ziemi-dodałam chcąc zerwać dłonie gdy już puściły nie moglam uwierzyć własnym oczom-Justin?! co ty tu robisz?-spytałam zdziwiona,bardzo zdziwiona co on tu robi
-Neymar cię przysłał?-spytałam kolejny raz odciągając piosenkarza na bok
-Cel....-Celine mów do mnie Celine-dodałam szybko
-co czemu? Celia tak? jeśli to nie ty to mów-dodał przeczesując dla siebie w charakterystyczny sposób włosy-tak to ja,mam twój karnet i pobiłam cię w piciu shotów w LA-zaśmiałam sie spuszczając głowę
-tak to ty,chodź tutaj-dodał wyciągając ramiona-dawno sie nie widzieliśmy a ty nie przywitasz sie ze starym kumplem-zaśmiał się i zanim zdoła nam to coś przerwać szybko wtuliłam się w Kanadyjczyka. Ta chwila nie trwała długo lecz przypomniała mi parę rzeczy o których chciałam zapomnieć a mi sie nie udało. Teraz twarzą w twarz z przeszłością.
-przyjechałeś tu z polecenia Neymara to on cie tu zaprosił?-spytałam bez ogródek
-Nie....przyjechałem na wakacje,zrobię mu niespodziankę,na Insta zauważyłem że z kimś sie spotyka i dziś mają mcz więc wsiadłem w samolot i jestem-dodał patrząc przed siebie-tylko nie wiem dlaczego ciebie nazywają Celine-dodał patrząc na mnie smutnym wzrokiem
-to dluga historia..tuż jak wyszliśmy z klubu gazety amerykańskie jak i hiszpańskie obsmarowały mnie Celię...i uciekłam-dodałam cicho-odcięłam się od nich chcąc im oszczędzić tego wszystkiego,nigdy nie ukrwałam tego jaka byłam ale wiesz jak to by było? wszystkie wyjścia,zdjęcia i spotkania byłby śledzone i od razu osądzane że jak to ja nie jestem wiesz....-powiedziałam bawiąc się palcami-zraniłam Neymara który nadal nie wie że Celia tu jest,....od tamtego czasu używam imienia Celine i proszę cie...nie wydaj mnie proszę na wzgląd na dobre stosunki z Neymarem
-i pomimo tego że zmieniłaś imię nadal sie nie zjarzył że wy dwie to jedna osoba?-parsknął śmiechem-przez ile cię nie ma choć jesteś? wybacz mi ale nie wiem jak to powiedziec-dodał zirytowany
-5 lat leci....rok temu Neymar mnie poznał ale jako Celine,od tamtego czasu tak żyjemy,chcę mu kiedyś powiedzieć Jus..-mruknęłam pod nosem,chłopak mnie wyminął i spojrzał przed siebie
-i dobrze ci z tym? oklamujesz go dzień w dzień i nic z tym nie robisz? Celia by sie nie bała takich rzeczy ona.....
-jej tu nie ma! zniknęla Jus rozumiesz? I nigdy nie wróci-dodałam prawie bliska łez
-jeśli tak bardzo chcesz ja mogę mu powiedzieć....
-ani mi się waż-wbiłam swój paznokieć w jego pierś i szybko sie odsunęłam-Neymar sie zakochał w Celine...ponownie kocha rozumiesz? Nie niszczmy tego-pokręciłam głową-gdy znajdze sie okazja na pewno mu powiem,obiecuje a do tego czasu nie mów mu...
-Dobrze Celia....oj..Celine,na wzgląd na to że Neymar to mój dobry znajomy nic mu nie powiem,ale nie bede tego tolerował i uprzedzam że jeśli myślisz że odpuszczę to się mylisz....
-dzięki Jus...dzięki że tu jesteś i przepraszam że cię w to wciągam-dodałam cicho stając za nim
-Celia...to nie tak że jestem na nie żebyś siedziała cicho,ale wiem ile Neymar sie starał byś poznała mnie,byście razem byli w LA,ile kosztowało go wykombinowanie sobie wolnego i tego bym był wtedy w Los Angeles,on to zrobił wszystko dla ciebie Celia tylko i wyłącznie i ty śmiesz go teraz tak...
-Jus nie miałam wyjścia,Neymar zakochał sie w Celine i muszę to utrzymać,na to czy kocha wciąż Celie przyjdzie inna pora...
-a zastanawiałaś się czy Neymar na pewno kocha Celine czy może raczej nadal podświadomie kocha Celię?-uniósł brwi i poszedł na trybuny.
Wbiło mnie w ziemię,nie mogłam się ruszyć. To brutalna prawda której nie mogłam albo nie chciałam do siebie dopuścić. Po tej wymianie zdań nie mogłam przez chwilę się ruszyć i gdy tylko usłyszałam wychodzących piłkarzy pobiegłam na trybuny. Nie mogłam go opuścić. Zajęłam miejsce pod Justinem i gdy Anto ujrzała mnie na horyzoncie od razu ujrzałam w jej oczach dzikość i inne takie. Wiecie o co cho.
-widziałaś go? To Bieber-zapiszczała mocno ściskając moją rękę-nie uwierzysz wiedział jak sie nazywam-dodała udając że nadal piszczy jak szalona fanka-a tak na prawdę to wymieniliśmy parę zdań o tobie...-zwróciła swoje gromiące spojrzenie na mnie tak jakby chciała mnie zabić
-tak tak przeszłość,ma mnie nie wydać i jestem mu za to wdzięczna-uśmiechnęłam się w tej chwili do Justina przez chwile tak by mogł mnie zobaczyć lecz nagle oderwałam wzrok ponieważ jakiś łokieć mnie szturchnął nie no ja.....
-co znowu?!-wybuchnęłam nagle stając twarzą w twarz z dziewczyną
-twój ukochany,popatrz-kiwnęła głową śmiejąc sie pod nosem
Neymar biegał koło naszego sektoru blisko lini bocznej i uśmiechał sie szeroko robiąc zwód i podając do Luisa który był blisko bramki,za to Luis podał do Leo...który strzelił i wpadła bramka. Magiczne MSN...to coś co zawsze zwala mnie z nóg. Wystrzeliłam w górę krzycząc glośno"Messi" wraz z 98 tysiącami ludźmi na stadionie
-bo będę zazdrosna-zachichotala Argentynka przekładając noge na nogę-ochrypniesz kiedyś i potem będzie"Anto pomóc gardło boli" złapała sie za nie i udawała chrypę. Nieźle jej to wyszło
-oj tam-machnęłam ręką śmiejąc się głośno-i wcale by tak nie było-zachrypiałam siadając tuz obok niej. Mecz trwał dalej,rywali odebrali piłke i spróbowali skontrować lecz im to nie wyszło ponieważ Pique twardo w obronie czyścił ich zagrania. Szybka piłka do Jordiego,Jordi do Sergiego Sergi posyła do środka gdzie roi sie od obrońców,przechodzi z piłką na Luisa,on odgrywa piętą do Neymara i.....on strzela bramkę szybko robiąc wielkie serce do kamery i podbiegając do lini bocznej pokazuje na mnie. Mruga okiem w tym samym momencie patrzymy na siebie i na tą jedną chwile jakby świat zamarł jakby te 4 lata nie upłynęły...jakby nic sie nie zmieniło a ja jakbym była sobą i nią być nie przestała...Ta chwila była magiczna. Gdy Anto ściągnęła mnie na Ziemię nie wiedziałam co ze sobą zrobić,rumieńce paliły moje policzki,fani robili mi zdjęcia,stadion skandował imię Neymara. Moje serce zrobiło fikołka...O NIE TO NIEMOŻLIWE. Czyżbym próbowała siebie oszukać? czyżbym chciała powiedzieć mu prawdę? NIE NIE ZROBISZ TEGO-krzyczał inny głosik który pojawił sie wraz z lękiem przed tym co sie stanie gdy sie dowie,rozum ponownie wygrał i wróciłam do szarej rzeczywistości gdzie ani ja ani moje życie nie jest do końca prawdziwe. Po dłuższym przeżywaniu tego co sie stało odetchnęłam z ulgą gdy sędzia odgwizdał koniec połowy. Oparłam sie mocniej o siedzenie i zakryłam twarz w dłoniach.
-Anto..-dodałam półgłosem czujac jak zbiera sie we mnie rozpacz. Jednak nie usłyszałam odpowiedzi gdyż moja piękna przyjaciółka siedziała w telefonie. Super nie ma co
-eghm-chrząknęłam zabierając jej telefon-słuchasz mnie? potrzebuje ciebie...-dodałam spoglądając na jej lekko szkliste oczy
-co...sie stało? Anto...-spojrzałam w jej oczy i dostrzegłam projekt sukni ślubnej Anto...to już za parenaście dni....już niedługo ci dwoje powiedzą sobie dozgonne "tak"
-jest przepiękna...taka jaka miała być-dodała ocierając łzy
-ale czemu płaczesz?-spytałam przyjaciółkę,która prawie nigdy nie płakała w przeciwieństwie do mnie.
-powiedz bo sie boje-dodałam łapiąc jej dłoń i splatając ze swoją,po raz kolejny mogę usłyszeć coś co zmieni moje zycie....
-po prostu tak długo na to czekałam,czekałam na twój powrót,na dobrą wieść a teraz gdy zostało parę dni nie mogę uwierzyć,że to już za chwile-uśmiechnęła sie lekko przez mokre policzki,gdy ocierałam jej łzy nagle pod trybuny podszedł Leo
O NIE...
-Anto! Anto!-krzyczał-co sie stało?-spytał robiąc zdziwioną minę w moją stronę
-powiedzieć mu czy co nie co okłamać?-spytałam śmieją sie cicho.Argentynka złapała mnie za dłoń i wypuszczając głośno powietrze puściła buziaka w stronę ukochanego na co on pokiwał głową i odszedł.Co to miało znaczyć?
-wyjaśnisz co to za migi?-spojrzałam na nią
-to znaczy"nie przejmuj się to tylko horomony"albo"pogadamy potem"-dodała śmiejąc się-dobrze wie że jak płaczę to się wzruszam i nic sie nie dzieje-dodała przysuwając się do mnie i chowając telefon-wiesz że Justin to gość specjalny na ślubie nie?-dodała patrząc na mnie z uśmiechem-jest też pare innych niespodzianek-zachichotała poruszając brwiami-wszystko w swoim czasie-zamknęła mi usta tymi słowami a ja nie śmiałam więcej pytać.
-mam nadzieje,że nie przyprawi mnie o to o palpitację serca-dodałam mówiąc półgłosem-może nie co ale kto-dodała czarnym cichym głosem-Neymar na zaproszeniu napisał Celia-dodała cicho nie patrząc na mnie

***
Cóż powiem wam że mocno na ten rozdział poświęciłam na wiele kwestii Celii i Neymara ponieważ idzie sie pogubić,w najblizszych rozdziałach będę je powoli rozwiązywać i dodam pare nowych tak by wielki finał zbliżał sie wielkimi krokami,ale nie martwcie sie to nie nastąpi tak szybko!♥



niedziela, 21 października 2018

Rozdział 102

"I kiedy lecę, mam tu dystans do siebie, ale dziś wieczorem skrócę dystans do Ciebie"

Wsiedliśmy do auta bruneta i myślałam że zaraz wypadnę z samochodu gdy Neymar odjechał z piskiem opon. Wariat,kompletnie oszalał.
 -on tak kocha to robić-zaśmiała się cicho Brazylijka posyłając mi oczko. O nie już wiem co się szykuje. Kobieta wiedziała że coś sie wydarzyło ale jeszcze nie wie co.
 -przymknij się gaduło-puknełam ją lekko za ramię. Brazylijka zrobiła to samo i głośno się zaśmiała. Obie siedziałyśmy z tyłu i długo rozmawiałyśmy na różne tematy,omijałam nasz temat jak się dało,ale Brazylijka nie odpuszczała i drążyła temat.
 -to ty i mój brat?-uniosła brew patrząc na mnie-widać że na poważnie-chrząknęła i urwała myśląc co powiedzieć-się zakochał-dokończyła-znowu to zrobiłaś!-ucieszyła się mocno ściskając moją rękę
  -że znowu? i myślisz że to powód bym się cieszyła? kocha nie istniejącą osobę-dodałam cicho-i twoim zdaniem mam ci powiedzieć że nie chce go ranić mówiąc że kocha jedną i tą samą osobę? wybacz ale mi nie do śmiechu-westchnęłam
 -Celine.. od kiedy ty taka pesymistka? Zobacz-pokazała na bruneta który nucił piosenkę i uśmiechał się siedząc za kierownicą-jest szczęśliwy po raz pierwszy od 3 lat-szepcze-ostatnio taki wesoły był jak jechał na urodziny Leo,jakoś to go odmieniło sama nie wiem ale gdy cię poznał uśmiech nie znika mu z twarzy-dodaje szeptem i wraca na swoje miejsce. Te słowa bardzo mnie zdziwiły...Nie wiedziałam że aż taki miałam na niego wpływ...
 -jest taki jak dawniej-dodaje znowu patrząc na mnie-tylko dzięki tobie taki jest to twój sukces-uśmiechnęła się i oparła o siedzenie-i nigdy ci tego nie zapomnimy....
 -ej ej co to za obgadywanie-zaśmiał się zmieniając bieg
 -takie babskie pogaduszki-machnęłam ręką-daleko jeszcze?-spytałam przeciągając każde słowo
 -nie zaraz będziemy-dodaje szybko i skręca w prawo. O nic więcej nie pytam i siadam wygodnie rozkoszując się przyjemną nutą w radiu. Tak jak mówił tak było,dojechaliśmy na miejsce.Bałam sie tego miejsca jak nie wiem...co on kombinował i czemu zabrał też Rafę? Spojrzałam na niego ukosem i nadal nie rozumiałam jak bardzo to wszystko tak sie zmieniło,w jednej chwili prawie sie ujawniłam a w następnej Neymar zabiera mnie w miejsce które jest nam obojgu na pewno bliskie...Nie ma co za dużo myśleć,trzeba żyć tym co tu i teraz. W pewnej chwili Neymar się zatrzymał i obejrzał się za siebie
-popatrz do tyłu,jesteśmy w domu-dodał z takim uśmiechem że zaparło mi dech w piersiach. Byliśmy pod stadionem a na nim właśnie odbywał się trening chłopaków. Obmyślałam szybki plan autodestrukcji ale czyjaś silna ręką objęła mnie i wszystko spełzło na panewce
- najpierw myślałem by cie tu nie zabierać ale...chłopaki chcieli cię zobaczyć więc uznałem że to dobry plan by cie do nich zabrać-dodał pocierając moje ramię tak delikatnie jakbym zaraz miała się rozpaść. Może rzeczywiście miałam?
-nie przeszkadzajmy Ernesto mnie zabije że znowu wam przeszkadzam-dodałam szybko rozumiejąc swój potok słów,zamknęłam buzię i popatrzyłam na Neymara-znaczy wiesz że jakaś fanka przerywa...
- tak,tak rozumiem mała-pstryknął mój nos-Celia swój pierwszy raz tutaj nie dowierzała że poznała mnie i chłopaków,to był jej najlepszy dzień,jej spełnienie marzeń a ja wtedy już wiedziałem że jest wyjątkowa-dodał i zwiesił na chwilę wzrok-nieważne,nie wiem po co ją wspominam,wybacz mi,postaram się już nie-dodał prowadząc mnie do tunelu
 -mi to nie przeszkadza...Neymar...-dodałam chcąc powiedzieć że jestem tą osobą,że nigdy go nie opuściłam...że cały czas przy nim byłam,ale w tym momencie na horyzoncie pojawił się nie kto inny jak Leo i Luis.
 -Celine to ty!?-zawołali tak głośno że coś strzyknęło mi w uchu
-tak i nie wiem czemu krzyczysz Suarez!-krzyknęłam śmiejąc sie do Urugwajczyka. Podeszłam do chłopaków ciepło sie przytulając i witając ich buziakiem w policzek
-przyprowadziłeś swoją ukochaną na nasz strasznie trudny i wymagajacy trening?-zapytał Argentyńczyk o piwnych oczach podśmiechując się pod nosem. Oj doigrasz się Messi
 -i tak i nie,nie będę jej przemęczał ale pogra troche z nami-dodał zerkajac na mnie z tak bliska że omal nie wyskoczyło mi serce z piersi
 -to chodźcie a ty Junior biegnij sie raz dwa przebrać i jazda na trening-kiwnął głową jeden z nich i całą trójką poszliśmy na murawę. ZNOWU TO UCZUCIE. Opanuj się Celia,to nic,to tylko boisko,to tylko Neymar. Raz dwa trzy...
-pamiętasz to?-spytała Rafa łapiac moją dłoń i ściskajac ze swoja
-jakby to było wczoraj Rafa-dodałam przeciągając każe słowo-każdy uśmiech,każdą twarz,każdą emocję,każdy szczegół-dodałam przymykając oczy-bardzo chce by to wróciło,by wróciło to co było dawniej
-a co było dawniej?-spytał męski podniosły głos. Zamarłam. To nie moze być prawda.
 -och wiesz wiele rzeczy-dodałam odwracając się do chłopaka. Gdy oczekiwałam że to będzie Brazylijczyk ujrzałam Rafaela,który już obejmował dziewczynę swoimi ramionami
 -ja i tak wiem co miałaś na myśli małą-dodał uśmiechając się do mnie i wbiegając na boisko koło trenera stał już Neymar ,tłumaczył coś z daleka i gdy pojawiłam się na horyzoncie szybko do mnie podbiegł
- trener mi pozwolił wzamian za to że po treningu zostaniesz chwilę,chcę cie na rozmowę-dodał-usiądź na chwilę a potem przyjdę po ciebie-dodał i cmoknął mnie szybko w usta. Odbiegł do chłopaków na co oni nagrodzili go gwizdami. Ocho rozmowa z trenerem zapowiadała się całkiem ciekawie nie ma co. Usiadłyśmy na ławce i obserwowałyśmy ich rozgrzewkę. Robili to co im mowił i grzecznie sie zachowywali,coś niemożliwego. CO sie z nimi stało? Gdzie są moje chłopaki. Trener odgwizdał pare razy i wszyscy spojrzeli na mnie,Neymar ruszył biegiem i biegnąc po coś na chwile straciłam go z oczu
- Rafa...proszę powiedz co zaplanował....-dodałam rozdygotana
- chciałabym ale sama nie mam pojęcia-dodała patrząc na moją minę i moje zimne jak lód dłonie
Neymar pojawił się obok mnie chwilę z butami w dłoniach
 -co to ma znaczyć?-spytałam
 -mówiłem że zagrasz ze mną-dodał podając mi nowiuśkie Nike Hypervenomy które były w edycji limitowanej tylko dla piłkarzy,jednak znalazł jedną dla mnie.
-zakładaj raz dwa i czekamy na ciebie tam-pokazał palcem na śmiejących sie piłkarzy i czekającego trenera. 
-aby na pewno mogę panie trenerze?-spytałam powoli zdejmujac buta
-nie masz innego wyjścia panno...Celine-dodał chrząkając,wszyscy piłkarze na chwile zamarli jednak sytuacja została opanowana. Zdjęłam vansa i gdy zdjęłam zabrzęczała moja bransoletka na kostce którą nosiłam od swoich urodzin,był to prezent od Neymara,który przysłał mi ją w paczce z róznymi brelokami,z każdego krańca świata tworząc to cudo,każdy był wyjątkowy i każdy zawierał ukryty sens. Chciałam jak najmniej hałaśliwie założyć piłkarskie buty lecz bransoletka mi to uniemożliwiała
 -pomóc?-zajrzał przez ramię Neymar
 -nie musisz idź graj ja zaraz....-dodałam gdy zadźwięczała bransoletka i chłopakowi od razu rzuciły sie w oczy breloczki. Podszedł bliżej robią oczy tak wielkie jak diamenty. Jakby zobaczył coś z przeszłości...
-piękna-dodał łapiąc dość mocno moją kostkę i oglądając breloczki-wiesz co każde z nich znaczą?-spytał podnosząc na mnie swoje wielkie kasztanowe oczy,proszę nie rób tak bo chyba wyjdę z siebie
 - do końca nie wiem...rozszyfrowałam pare z nich lecz reszta to dla mnie zagadka taka enigma wiesz?-zaśmiałam się-ale zamiast o mojej breloczkowej enigmie rozmawiać idźmy grać-dodałam wkładając raz dwa korki i wiążąc ostatnie sznurówki wybiegłam na murawę ośrodka.Zanim jeszcze dobrze wybiegłam na murawę za łokieć w znany mi sposób złapał mnie nie kto inny jak Brazyliczyk
 -ty jesteś moją nierozszyfrowaną enigmą Celine,niby cię znam ale wciąż widzę rzeczy które mnie zaskakują-dodał patrząc mi przez chwile głęboko w oczy po czym odetchnął i z pełnym uśmiechem klepnął mnie w tyłek i popędził do kolegów
 -zabije DA SILVE PRZYSIĘGAM--dodałam w myślach i kręcąc głową ponownie wpakowałam się w zgraję rozwydrzonych chłoptasi,oczywiście tak między nami to tak na nich nie mówię ale za ich plecami mogę,wybaczą mi to.
 -Busi,Leo,Sergi,Samu do mnie-dodałam szczerząc się szeroko. Stanęłam przy nich i przywitałam każdego ciepłym uśmiechem. Patrząc na burzącego sie bruneta nie mogłam sie nie zaśmiać z jego min jakie strzelał. Najlepszą minę strzelił gdy zabrałam mu Marca i Leo,haha 1:636464 Silva jeden jest teraz jedziemy z resztą.
 -oddaj mi Marca to dam ci kogo chcesz-dodał prosząc błagalnie
 - za kogo niby-dodałam gwiżdżąc na prawo i lewo nie lubił gdy sie tak z nim drażniłam zobaczymy czy to prawda że stary Neymar wrócił
 -tak chcesz sie bawić? dobra.Zobaczymy kto bedzie pierwszy ścierał podłogi w szatni-mrugnął okiem i odszedł do swojej grupy
A WIĘC WYGRAŁAM NEYMAR JUNIOR WŁAŚNIE SIE ZDENERWOWAŁ. I to moja zasługa że ujrzałam w nim tego dawnego siebie,tego którego wciąż kocham i zawsze będę. Razem z chłopakami ustaliliśmy swoją taktykę i gdy trener gwizdnął wszyscy byliśmy już na swoich pozycjach
 -jeszcze jedno kto przegra robi impreze w swoim domu taką mała posiadówkę i sprząta sam to mieszkanie a wygrany pije do upadłego znaczy będzie mogł robić wszystko-chrząknął brunet i z bananem na ustach rozpoczęliśmy grę. A więc tak chce się bawić? okej niech będzie. Kocham takie gierki i nie poddam się póki starczy mi tchu. Rozpoczeli oni,Neymar świetnie dryblował lecz Samu wyprzedził go i podał piłkę do Busiego,Busi do Leo a Leo widząc mnie w świetle bramki posłał do mnie prostopadłą którą szybko wpakowałam do braki Jaspera. Bramkarz zaśmiał się i dodał że następnego razu nie wpuści,cóż nadzieją matką głupich. Jak sie okazało nie długo trwało nasze szczęście gdzie szybko Neymar z Luisem strzelili nam bramkę. Wierzyłam w nasze zwycięstwo lecz nie było łatwo gdy na przeciw ciebie stanie Rafhnia i śmieje sie do ciebie,to nie fair że gra przeciwko jednak szybko mnie ominął i biegł do bramki,niestety wpadła a ja zamierzałam się zemścić. Przejęłam szybką wrzutkę od Marca i pędziłam przez pół boiska by przy samym końcu podać do Leo a ten nie zmarnował okazji by odbić sie na drużynie. Był remis,parę minut do końca więc zrobiliśmy sobie małą przerwę
 - to co impreza aktualna w hotelu Celine?-uniósł brwi Raf
 -oczywiście a ty w pokoju posprzątałeś? Rafa skarżyła się że nie potrafisz dbać o to by mieć czysto-dodałam wytykając mu język
-moja enigma....-dodał szepcząc i obejmując mnie od tyłu nagle Brazylijczyk..zniknął mi na chwile z oka i nie o mal wystraszyłam się że coś wyniuchał-gdy tak mówisz mam ciarki-dodałam łącząc nasze dłonie-ach tak? enigma enigma enigma-dodał zagryając swoją dolną wargę po czym ja zrobiłam to samo-gdybym pocałował cię tu przy wszystkich to byłoby coś złego?-szepnął mi do ucha-tak,nie możemy tak przy trenerze,to trening a nie zabawa Da Silva-dostał ode mnie kuskańca i popatrzyłam na niego od razu. Wyraz jego twarzy wyrażał...wzruszenie?
-hej Neymar...? wszystko w porządku? powiedziałam coś nie tak?-podeszłam do niego szybko mówiąc tak cicho jak sie da
 -tak tak,po prostu twój odruch....i takie nazywanie mnie skojarzyło mi się z nią i źle sie poczułem z tym źe ciągle przy tobie o niej myślę wybacz mi mała-założył mi kosmyk za ucho i pocałował moje czoło tak czule jakby całował je pierwszy raz
- nie mam ci czego wybaczać ale to ja zrobię twoim domu imprezę wytknęłam mu język i uciekłam na boisko gdzie mieliśmy rozegrać naszą końcówkę meczu. Nikt nie odpuszczał,szedł cios za cios jednak bramki nie wpadały i gdy powoli zaczynało mi brakować sił jednym susem Junior chcicał mnie minąć i wbić Marcowi lecz wleciałam w jego nogi i oboje wylądowaliśmy na sobie z hukiem uderzając o ziemię. Zawisnęłam nad jego klatką oddychając szybko i nierówno.
 -ocho,widzisz jak na mnie lecisz-zrobił ten swoj szelmowski uśmiech a mi zmiękły kolana,kompletnie wariuję gdy tak robi
 -ja? ja nie-pokręciłam głową-chyba mnie z kimś pomyliłeś chłoptasiu,który potyka sie o swoje nogi-dodałam wstają szybko i otrzepując się z trawy. Chłopak złapał mnie w pasie i przyciągnął ku sobie
  -enigma pamiętaj-dodał szeptem i odbiegł do swoich kolegów. Po chwilowym szoku także wróciłam do gry. Trzeba było to wygrać! Tym razem piłka kleiła sie do nogi Neymara i nie sposób było mu ją zabrać. Niestety mecz powoli sie kończył a moja drużyna nie potrafiła strzelić bramki,no już Celine pokaż na co cie stać!
 -Samu tu!-krzyknęłam w połowie boiska i wskazałam gdzie jestem,dostałam podanie idealne,które chciałam wykorzystać na bramkę,podałam Pchełce,która mknęła do bramki i przy samym końcu oddała ją mnie,magiczna akcja i magiczne podanie od samego Messiego-cud miód malina. Po strzelonej bramce posłałam głupi uśmiech piłkarzowi o kasztanowych oczach natomiast szybko przytuliłam sie do Argentyńczyka który gratulował mi akcji.
 -to ty tu jesteś najlepsza-dodał puszczając swój wielki uśmiech,już wiem dlaczego Anto sie w nim zakochała,dla takiego uśmiechu można było wiele poświęcić.
 - nie przesadzaj Pchło-powiedziałam to tak jak nazywał go zawsze Rodrigo gdy podkradał mu słodycze- Celine-zgromił mnie wzrokiem i skarcił za te słowa-dobra dobra już-zaśmieliśmy się oboje po czym trener oznajmił koniec. Koniec,a więc remis. Ciekawe co na to brunet,nie udało mu się mnie pokonać ani mnie go więc zobaczymy jak to sie rozstrzygnie.
 -to nie był jeszcze koniec trenerze mogliśmy grać-dodałam siadając na ławce i zdejmując powoli buty
 - dla ciebie,oni ledwo biegali a nie chciałem ich zajechać przed meczem wiesz-dodałam chowając gwizdek i zmierzając ku wyjściu. Chłopaki zaczęli zbierać sie do szatni,więc szybko chciałam pozbyć się tych butów i oddać je Brazylijczykowi. Oczywiście już go nie było i musiałam tam wejść...nie,nie wejdę i koniec za żadne skarby. Nie. Usiadłam przed szatnią i czekałam aż wyjdzie. Weszłam na chwile na portale gdzie szybko ukazywały się zdjęcia Neymara z treningu oraz plotki że Neymar z kimś chodzi,weszłam dalej i czytałam :Neymar da Silva Santos Junior ponownie zakochany! Tym razem nie modelka,piosenkarka ani gwiazda filmowa a raczej hotelarka w jednym z najlepszych hoteli w Barcelonie. Jak wcześniej pisaliśmy piłkarz był związany z blogerką lecz zerwali krótko po ich wspólnym wyjeździe gdzie miało dojść do poważniej sprzeczki gdzie chłopak odciął sie od rodziny a bardziej sie przejmował dziewczyną i jej rodziną. Jedna słuch po niej zaginął a brunet  był nieomal od porzucenia piłki .Neymar jednak odnalazł znowu miłość i wiemy z zaufanego źródła ,że zakochani nie widzą poza sobą świata i spędzają każdą chwilę razem mimo tego że dziewczyna ma obowiązki stara sie być przy ukochanym! Jest na treningu,na meczu a nawet w autobusie! Zobaczcie urywki zdjęć i filmików które udostępnili na swoich portalach społecznościowych!. Zostaje nam tylko życzyć piłkarzowi i jego nowej ukochanej miłości i wszystkiego dobrego! Gdy to przeczytałam szybko zablokowałam telefon i postanowiłam więcej tego nie oglądać. Co za ludzie,wszędzie węszą,nie dadzą żyć..mam nadzieje że on tego nie czytał. Nie no tak dłużej nie mogę czekać. Podeszłam do drzwi w chwili gdy sie otworzyły i wyszedł z nich Pique w mokrej głowie-Celine? ty nie w środku? chodź do nas i to już a nie tu sama czekasz-dodał otwierając szerzej drzwi.
 -wiesz nie ładnie tak sie wpraszać-dodałam zerkając na niego z dołu,był za duży a ja za mała i w tym leżał problem.Nie mogłam tego zmienić ale ta nasza różnica nie grała w niczym roli przeważnie on nabijał się ze mnie a ja dodałam by tak nie robił bo wszystko powiem Shak. I potem piłkarz siedział cicho i dawał mi spokój. Tym razem nie było inaczej lecz Pique mocno mnie przytulił i pogratulował meczu
 -byłaś świetna no nie chłopaki?-zerknął na pozostałych którzy przebierali się i powoli zbierali do wyjścia
 -tak położyłaś nas wszystkim  paroma podaniami-dodał Ivan uśmiechając sie do nas ciepło-córki pytają się czy kiedyś cię poznają-popatrzył na mnie zamykając szafkę
 -pewnie,możemy wpaść do was jak chcą,może jutro po treningu?-poprawiłam włosy i zajęłam miejsce pod szafką Silvy
 -bardzo się ucieszą więc ustalone,trzymajcie się i do jutra-dodał na pożegnanie szybkie cześć i wyszedł z szatni.
Popatrzyłam na wnętrze i stwierdziłam że nic sie nie zmieniło,te same kolory,te same numerki ci sami ludzie i ta sama magiczna atmosfera jak to możliwe że minęły 4 długie lata odkąd tu byłam? Nikt by w to nie uwierzył ja także nie wierzyłam. Założyłąm nogi na krzyż wpatrując się długo w całe otoczenie szatni
 -to 4 lata...-dodał Raf siadając koło mnie-cztery najgorsze i najdłuższe lata mojego życia-dodał wzdychając-mimo tego i paru innych rzeczy to nigdy bym nie dał głowy że coś takiego sie wydarzy...było tak pięknie a w jednej chwili wszystko się posypało ale co złe minęło więc nie ma co wracać,teraz jesteśmy tu i.....
 -Raf nie wspominaj tego-dodałam szybko uciszając go ręką-skończyłam ten rozdział i nie chce tego więcej powtarzać okej? To koniec teraz mam inny cel i muszę do niego dojść a do tego długaaa droga-dodałam przewracając oczami zawsze tak robiłam gdy coś sprawiało mi problemy.
 -o jakim celu mówisz?-spytał Brazylijczyk wychodząc zza rogu,na prawdę teraz? A jeśli słyszał? Usłyszał o czym Raf mówił i teraz mnie nienawidzi? Nie zniosłabym tego,to jeszcze nie czas
- do imprezy która odbędzie sie w twoim domu-dodałam szeroko sie do niego szczerząc
- słuchaaaaaaaaj Celine-dodał kładąc dłonie po dwóch stronach szafki tuż koło mojej głowy-zgadzam się ale ty masz pić tyle ile ci powiem i potem ze mną spać stoi?-uniósł brwi-to nie szantaż a propozycja-zagryzł wargę w tym samym momencie szybko złapałam się za naszyjnik na szyi i liczyłam do 10 by nie zemdleć,niby miało pomagać lecz nieraz nie działa gdy on jest za blisko i mówi coś czego nie powinien
 -pić ile mi powiesz? dobrze wiesz że ty nie możesz za dużo a Leo będzie cie pilnować + cała Brazylia sie zleci więc zapomnij-dodałam wstając i zabierając swoją torebkę-to chociaż będziesz spała ze mną w jednym łóżku-dodał mi na ucho przytrzymując mój nadgarstek-nigdzie indziej nie odnalazłabym sie tak dobrze jak w twoich ramionach kochany--szepnęłam w odpowiedzi.Odsunęłam się tak szybko jak mogłam i popatrzyłam na piłkarza
 -a więc ustalone kelnereczko-dodał tym razem głośno muskając opuszkiem palca moją dłoń zabrał się do nałozenia na siebie ubrań co u niego zawsze było robione z przymusem. Najchętniej to by wyszedł bez koszulki i w samych gaciach. Gdzie u mnie to równało się z zawałem serca.
-cóż za czas Da Silva-zaśmiał się Argentyńczyk pijąc Mate,czemu wcześniej go nie widziałam? Ruszyłam do chłopaka i usiadłam obok zabierając kubek i nalewając sobie do pełna Mate
 -mmmm takie uwielbiam-dodałam przymykając oczy i długą rozkoszowałam się idealnym smakiem napoju
 -lubisz Mate?-spytał brunet patrząc na mnie dociekliwie,pakował różne rzeczy do torby więc musialam na nie odpowiedzieć
 -tak tak bardzo-dodałam szybko pociągając za bombille i przełykając kolejny łyk-od momentu kiedy Rodrigo pierwszy raz mi zrobił,Leo sam wie-szturchnęłam go śmiejąc się-jego brat robi najlepsze Mate na świecie,musimy kiedyś razem wypić-powiedziałam czując się że się za mocno denerwuje i oddałam piłkarzowi kubek
 -gotowy? -spytałam stukając paznokciami o ławkę i spuściłam swój wzrok w buty które ma na sobie mój ukochany.-co a buty Neymar-dodałam prawie szeptem przenosząc na nie wzrok. Miał te buty-TE BUTY czyli buty które popisałam mu kiedyś za jego plecami jako żart na pożegnanie,cóż najwyraźniej bardzo lubił te buty
 -nadal je nosisz?-spytał tym razem Leo zamykając swoją szafkę i podając mi swoją torebeczkę
Chłopak jakby na początku nie usłyszał więc Leo rzucił w niego starą koszulką na co brunet dopiero sie ocknął
 -co mówiłeś?-podniósł wzrok na nas dwóch i uświadamiając sobie że coś do niego nie dotarło
 -twoje buty Ney...nadal je nosisz? mówiłem ci byś pozbył sie tego co ci o niej przypomina-westchnął pakując wszystko do jednej większej torby 
 -myślisz że to takie łątwe? Że najlepiej jest wyrzucić i zapomnieć?! Przypominam ci że to ona mnie zostawiła bez powodu,nie potrafię o niej zapomnieć!-warknął tak że się przestraszyłam- nie mogę Leo to jakbym przestał oddychać-dodał odwracając wzrok i z biegiem wyszedł z szatni. W jednej chwili stało sie tak wiele że nie mogłam uwierzyć czy na prawdę to miało miejsce. Neymar podniósł wzrok na swojego najlepszego przyjaciela
 -pożałuje tego że podniósł na ciebie głos-wstałam ze złością wypisaną na twarzy i gotowałam sie do starcia z chłopakiem
 -Celia....-Leo usiadł wzdychając-dziwisz mu się? przerasta go myśl że stracił cię i nie może pogodzić sie z tym że tak bardzo mu ją przypominasz-dodał łapiąc mój nadgarstek-moze to już czas?-uniósł brwi i zmierzał do wyjścia. 
 Pokręciłam tylko głową i tak jak piłkarz udałam sie do wyjścia. Wiedziałam gdzie znajdę pilkarza i tam się udałam. Na parkingu o maskę auta opierał sie nie kto inny jak Brazylijzczyk
 -Leo wybacz mi...przerosło mnie pare spraw i dlatego tak sie uniosłem-dodał przepraszającym głosem,którego nie cierpiałam bo zawsze po nim traciłam zmysły
 -nie mam ci czego wybaczać to co było w szatni to pikuś bo było wcześniej-mrugnął okiem-ja rozumiem i mam nadzieje że z czasem ty też zrozumiesz-dodał patrząc na mnie wzrokiem powoli wsiadał do auta
 -ciebie też muszę przeprosić ale twoja bransoletka-przez cały czas gdy przepraszał Leo trzymał ją w dłoni? Po raz kolejny tego nie zauważyłam? Brawo Celia-podpowiedział mi głosik
 - ni...e musisz Neymar wracajmy lepiej-dodałam nie patrząc ani na niego ani na tą bransoletkę
 -krzyż Rio,rogalik Francja,ptak Magaratiba,wieżyczka Rzym, serce....
-Barcelona-dodałam w tym samym momencie co brunet,moje oczy były pełne łez,pełne miłości i pełne obaw że może się czegokolwiek dowiedzieć po tym co tu sie stanie
 -skąd?...-spytał uchylając usta-wiedziałaś co to oznacza?-podszedł bliżej dopytując
 Pokiwałam głową-mój były chłopak mieszkał tu i dał mi ten breloczek na naszą rocznicę,gdy się przeprowadził uzupełniałam je i tak jakoś wyszło-kolejne kłamstwo może nie zupełnie ale znów musiałam go okłamać...nie mogłabym teraz od tak przyznać mu się że mam ją od niego,to by mu złamało serce-a ty skąd wiesz o pozostałych? Nigdy ci jej nie pokazywałam....-dodałam szybko pozbywając się łez i przenosząc wzrok na jego piękną twarz,twarz którą rozpoznałabym nawet w ciemności
- skojarzyło mi się,podczas lata byłem tam i robiłem podobne dla swojej dziewczyny-Celi-przełknął gule którą miał w gardle i spojrzał na mnie-dziwię się że ją masz ponieważ ja mam taką samą-dodał szeptem gdy zadźwięczała mu na ręce identyczna,oczy znowu zrobiły mi się pełne łez przysięgam,że usłyszałam bicie jego serca bijące tym samym rytmem co moje-od tamtego czasu próbowałem jej nie nosić ale nie spodziewałem się że ty także masz identyczną...Celine a jeśli to nie przypadek?-oparł dłonie o maske trzymając mocno bransoletkę w dłoni
 -przypadek Neymar,to nic nie znaczy-machnęłam ręką chcąc zabrać mu ją z dłoni lecz ten się odsunął-masz tutaj pare innych figurek...wiesz co oznaczają?-spytał dalej dociekając
 -niestety nie-pokręciłam głową,tego mi jeszcze nie wyjaśniłeś,nie mieliśmy okazji Da Silva ale oddawaj ją bo długo tak nie wytrzymam
 -sam nie wiem....poznaje je ale wydawają się inne,pokaże ci swo....-powiedział podwijając swój rękaw
 -możemy wracać? późno już Alex mnie zabije za takie opóźnienie-dodałam wzdychając,wybacz mi ale to zaszło za daleko gdybym ujrzała twoje puzzle dowiedziałbyś się że je wszystkie znam,znam je tak dobrze iż wiem że twoje są połową moich,nasze bransoletki są jak dwa serce które muszą się ponownie odnaleźć by rozwikłać enigmę. Ha! miał rację..ja jestem wielką enigmą i to mnie trzeba dobrze rozszyfrować
 -Neymar..musimy wracać,to już za długo trwa-dodałam głośno nie patrząc na chłopaka
 -ah czyli to tak-dodał pocierając twarz i nagle odpiął swoją bransoletkę  i rzucił ją do auta
 -Nie uważaj!-krzyknęłam łapiąc ją za nim dobrze upadła na ziemię.-chcesz ją zniszczć?!-krzyknęłam tak głośno że cała Barcelona mogła mnie usłyszeć
 -tak! chce to zniszczyć bo przez nią tracę ciebie!-odpowiedział mi krzykiem cały czas wpatrując się w moje oczy-nie chce jej skoro ty nie możesz na nią patrzeć!-odwrócił wzrok bym nie widziała jego łez. Zlapałam jego twarz w swoje dłonie i odwróciłam w swoją stronę
 -jest tak piękna...nigdy wcześniej takiej nie widziałam i wiem ile dla ciebie znaczy Neymar-dodałam opierając swoje czoło o jego,ma mętlik w głowie taki sam jak ja,cóż za ironia....
 -to czemu mówisz jakbyś nie chciałą jej widzieć na oczy?-spytał cicho,położył swoje dłonie na moich biodrach pchając mnie na maskę auta
 -ponieważ....


******
HALO HALO HALO CZY KTOŚ TU JEST? PISZCIE CZY JESTEŚCIE I JAK SIE WAM PODOBAŁ ROZDZIAŁ POOO DŁUUUUUUUUUUUGIEJ PRZERWIE!♥

wtorek, 1 maja 2018

Rozdział 101

"Nie chcę nic od Ciebie. Chcę być po prostu tą osobą obok której siadasz w pokoju pełnym Twoich znajomych."

Nie mogłam już go zranić..nie mogłam już sie cofnąć z tego czego dokonało moje serce..nigdy więcej mogę nie stać się już Celią..on kocha Celine mocniej niż Celię..bałam się że powoli zbliża sie mój koniec. I to nieubłagalny koniec. Wraz z splcioną dłonią piłkarza doszliśmy na sam dół. 
 -nie wracajmy-westchnął piłkarz-nie jedziemy co ty na to?-uniósł wesoło brwi w górę opierając się o maskę
 -ja nie mam nic przeciwko ale Alex będzie miał-zaśmiałam się
 -nic by nie zauważył..-zastygł na chwilę myślać-o mam pomysł ale..a zresztą wejdziemy ogrodem-machnął ręką wskakując do samochodu-wsiadaj zabieram cię do siebie-ponaglił mnie-poznasz inne strony Barcelony no już i bez gadania-kiwnął głową odpalając silnik. Spojrzałam w niebo i w duchu krzyczałam by ktoś w tym domu zdziwił się moim przybyciem. Wsiadłam jako pasażer i musiałam sie czegoś złapać by nie wypaść z tego samochodu. Neymar pędził z prędkością światła do domu...po raz pierwszy miał kogo tam przyprowadzić bo w końcu...poczuł że ma przy sobie "Celię" tylko w innej postaci. 
Ideale porównanie nie ma co da Silva. Patrzyłam na mijane miejsca na to wszystko co musiałam mijać tyle razy...a teraz wracam do domu. Do prawdziwego domu. Pocierałam dłonie zimne jak lód i mokre jak szmata pod rynną. Nie mogłam sie opanować od drżenia rąk od nerwowego oglądania sie na boki czy może ktoś mnie nie widział...Cholernie sie bałam że dom Neymara przywoła więcej emocji niż polana.. Brunet jechał z bananem na ustach a jego uśmiech tak samo mi się udzielił. Mimo że bałam sie każdego kątu domu Brazylijczyka to jego promienny stan udzielił mi sie bardziej niż chciałam
 -mieszkam z siostrą na codzień i z bratem-dodał przyciszając radio-od czasu do czasu wpadają rodzice i przyjaciele o i jeden z najbliższych przyjaciół również ze mną mieszka-uśmiechnął się zmieniając bieg
A więc,zaczyna się
 -to masz duży dom-powiedziałam z bananem na ustach
 -może i jest duży ale brakuje mu osób..brakowało mu życia trzy lata temu był to dom pełen emocji mały przestój-chrząknął-nastąpił i teraz znowu będzie pełen-odetchnął głośno i wrzucając kolejny bieg
- to najlepsza pora by twoja rodzina poznałą hotelarkę?-parsknęłam
- jeśli ktoś będzie w domu to nic temu nie stoi na przeszkodzie-dodał łapiąc moją dłoń-na oficjalne spotkanie przyjdzie czas-mrugnął do mnie okiem
Jakie oficjalne spotkanie?  O czym on gada?
Brunet zaczął się głośno śmiać z mojej przestraszonej miny,a mi wręcz odwrotnie nie było do śmiechu.
-Celine wyluzuj,pewnie nikogo nie będzie a do domu wpadamy tylko po coś zimnego do picia i może moją siostrę..która jak sama zobaczysz jest wyjątkowa-dodał z uśmiechem. Wrzucił kolejny bieg i mknęliśmy przez dzielnicę nie myśląc o tym co mijamy..kogo mijamy...Liczyliśmy się tylko my.
 -a jak mnie nie polubi?-spytałam nerwowo zagryzając wargę,muszę przestać zachowywać się jak Celia bo sama sie szybciej wydam...
 -każdą...znaczy polubi bez problemu-dodał parkując dom przed wielką willą nazywaną Domem Da Silvy. "Każdą?" co miał na myśli wymawiając te słowa? Bałam się że miał kogoś po mnie i to co mnie tam czeka okaże się porażką. Wysiadł z samochodu i kierował się by mi je otworzyć ale ja już to zrobiłam i stałam wpatrując się w wielki dom..nasz dom. Strasznie tęskniłam domku. Zamrugałam oczami i poczułam na miękkiej bluzie bruneta właśnie jego dłonie,dopasowane,delikatne...
 -wchodź na co czekasz-szepnął mi na ucho piłkarz-jest od dziś także twój-uśmiechnął się i ruszył pierwszy do środka Ruszyłam tuż za nim,błagając by nikogo nie było. Uchylone drzwi pchnęłam za brunetem i ujrzałam..te same ściany,meble,wielką jasną przestrzeń,kanapę i telewizor.
 -nic sie nie zmieniło-szepnęłam zbyt głośno jak na szept
-coś mówiłaś?-spytał opierając się o blat i pijąc sok z acai. Typowo Da Silva nie popisuj się
-nie nic-dodałam uśmiechając się od ucha do ucha. Popatrzyłam na wnętrze,na pokoje,wszystko było takie...takie jak to zostawiłam.
 -wielki co nie?-spytał oblizując usta po wypitym soku-to dla ciebie-wyciągnął dłoń ze szklanką soku -mój ulubiony sok..znaczy nieważne-dodał-spróbuj-powiedział podając mi duże naczynie
 -kto go robił?-spytałam zanurzając usta w naszym ulubionym napoju
 -Ja-odezwal się głos z kuchni,znam ten głos,i tą kobietę która pokazała mi się przed oczami. Gdy mnie zobaczyła omal nie zemdlała z wrażenia. Zobaczyła ducha czy jak? Sama sie nieźle przestraszyłam tego co może i miałam nadzieje nie powie.
 -pa..pani?-spytałam lekko zaniepokojona
 -Marcela!-krzyknął Neymar-co ci? No już-zaczął machać jej ręką przed oczami
Kobieta otworzyła szerzej oczy i zamrugała oczami
 -to...ty...-wyszeptała patrząc na mnie-synku....to ona-dodała ledwo
 -kto Marcela?-spytał patrzac na mnię zmarszczonymi oczami
 -Celia-wydukała-nie poznałeś jej prawda?-podeszła do mnie chwiejnym krokiem-dziecko jesteś tu-podeszła i wyciągnęła ku mnie swoje spracowane dłonie-nie przywitasz się?-spytała
 -Nie wiem o czym pani mówi-dodałam przełykając głośno śline
 -no jak nie-pokręciła głową-byłaś tu parę lat temu.ty i Neymar..sama wiesz-zaśmiała się smutno-straciłaś pamieć?-przejęła się patrząc mi w oczy.Zbliżała się coraz bardziej,ilustrowała mnie jakby wierciła we mnie wielką dziurę. Właśnie tego sie obawiałam.
-Marcela coś ci się przypala w kuchni-chrząknął brunet zerkając na mnie
-ach pieczeń...-dodała odsuwając się i idąc żwawym krokiem w stronę pachnącego dania
Popatrzyliśmy na siebie w ciszy nic nie mówiąc,jeśli zacznie o niej mówić nie wiem czy to zniosę i jeszcze Marcela...jako jedyna od razu mnie poznała i jestem jej wdzięczna że nie do końca jednak przekonała sie że to ja.
 -wybacz jej,ostatnie 3 lata były dla niej trudne-dodał patrząc w dół
-nic si nie stało,ale trochę to dziwne że aż tak ją przypominam....-zmieszałam się bawiąc się nerwowo palcami. Nie..nie..nie mogę teraz się rozkleić. Weź się w garść i nie daj się przeszłości. Zakończyłam jeden etap i zaczęłam kolejny,lepszy i  już sie nie cofnę. Piłkarz podszedł do mnie podniósł brodę
 -bardzo ja przypominasz-szepnął obserwując moją twarz. Próbowałam na niego nie patrzyć,nie dać po sobie poznać że Marceli słowa były prawdą,że ona miała rację i przez ten cały czas go okłamuję
 -chodźmy może po to picie-westchnęłam odsuwając się-chce bardzo poznać Barcelonę-dodałam mojemu szeptowi trochę energii
 -pewnie,przyniosę zaraz ale popatrz na mnie-dotknął kciukiem mojego podbródka unosząc ponownie moją głowę i nie odsuwając się ani na milimetr. Zmusił mnie a to co innego,teraz gdy na niego spojrzałam ujrzałam ulgę? jakiś spokój?
 -była bardzo dla mnie ważna ale gdy teraz tu ze mną jesteś czuję...czuję jakbym ją miał przy sobie-dodaje i muska kącik moich ust. Nie mogę się ruszyć przez chwilę,gdy odzyskuję władanie w kończynach obejmuję Neymara i wtulam się w niego tak jak zawsze "ja" to robiłam. Piłkarz odrywa się niechętnie i już z pełnym uśmiechem kieruję sie do lodówki po koszyk i picie. To moja chwila by porozmawiać z Marcelą,teraz jej to wszystko wyjaśnię innej okazji nie będę mieć.
 -Marcela...-zaczynam wchodząc do kuchni na palcach
 -czemu to przed nim ukrywasz?-spytała z widoczną złością w głosie-czemu od razu sie nie przyznasz?-odłożyła talerz i przeniosła swoje mokre oczy na mnie. Jej jedno spojrzenie mówiło tak wiele. Wystarczyło że na ciebie spojrzała,już sam wiedziałeś że będzie niezla pogadanka.
 -nie mogę...myślę że Celine mu wystarczy,że jednak nie warto wracać do Celii..to jeszcze za wcześnie by sie przyznać-spuściłam wzrok opierając się o blat
 -tchórzysz?-podeszła w moją stronę z łyżką od sosu-Celia którą znam taka nie była-dodała wzdychając
 -nie tchórze Marcela...po prostu wiem że to jeszcze nie czas-spojrzałam na swoje dłonie i zaczęłam sie nimi bawić
 -i to co robisz o tym świadczy-zaśmiała się-nie wiem jak on cie jeszcze nie rozpoznał,ale siadaj i mam tu coś dla ciebie dobrego-uśmiechnęła się lekko podając mi na talerzu kanapki i sok
 -na pewno jesteś głodna-roześmiała się-ale nie myśl że ci wybaczyłam i tak mi sie wytłumaczysz jak zjesz-pogroziła mi palcem. Spojrzałam na nią swoimi maślanymi oczami i usiadłam przy małym stoliku w kuchni by zjeść to co mi dała. Dobrze wiedziała że po jedzeniu mówię i robię więcej niż powinnam. Sprytna jest.
 -a więc...-zaczęła kucharka-nie jest gotowy? twierdzisz że patrząc na ciebie oczami zakochanego psa nie jest gotowy? na co ma nie być gotowy? Mówiąc tak masz na myśli miłość swojego życia którą jesteś właśnie ty-pokazała na mnie palcem wiercąc we mnie wewnętrzną dziurę
 -Marcela czemu pytasz skoro wiesz co odpowiem-nie patrzę na nią jedynie na swój talerz-kocham go całym sercem ale skrzywdziłam go mocniej niż chciałąm i teraz chcę go uszczęśliwić mimo wszystko...
-mimo to że Celia nie wróci?-dopytała siadając naprzeciwko mnie
- ja....dobrze wiesz że nie mogę od tak mu powiedzieć bo sie załamię-pokręciłam głową-odrzuci mnie tak jak ja go zostawiłąm i wtedy...
 -nie ma mowy że cie odrzuci,czy jesteś Celine czy Celią kocha cie tak samo,nie wiem jak ty to zrobiłaś ale gdy zobaczyłam gdy śpiewa po domu i cieszy się życiem pomyślałam że wróciłaś a gdy potem udawałaś że nie...wpadłam w obłęd i na prawdę myślałam że mi się wydawało
 -Marcela wybacz mi to wszystko...to był ciężki czas te 3 lata  bez was..bez chłopaków,Rafy,Jo i ciebie...myślałam że już nigdy tu nie wrócę,nie odnajdę się bez was ale jednak dzięki dobrym ludziom jestem tutaj i walczę o moją miłość...o nas-dodałam podnosząc wzrok
 - i to jest Celia...
 -Celine!-szturchnęłam ją ręką
 -Celine którą znam i uwielbiam-dodaje i podchodzi do mnie po czym wyciąga ramiona i mocno mnie przytula-witaj w domu Celia-szepcze mi na ucho a ja z przymkniętymi mokrymi powiekami uściskuję ją z całych sił
 -mam nadzieje że tego nie zepsujesz-odsuwa się i wraca do naczyń
 -czego ma nie zepsuć?-pyta aksamitny głos piłkarza. W samą porę wrócił,uniosłam na niego wzrok i lekko się uśmiechnęłam
 -obiadu,pomogłam Pani Marceli przy obiedzie-zaśmiałam się lekko-mam nadzieje że będzie smakować-kładę dłoń na plecach kucharki i lekko je poklepuje dziękując za słowa i za to że mnie nie wydała
 -mam już wszystko i możemy ruszać-pokazuje mi wesoło koszyk i parę butelek picia-Marcela Rafa jest w domu?-pyta podając mi koszyk-pójdę po nią i ruszamy-cmoknął mój policzek. Pokiwałam głową i rozpływam się pod jego dotykiem co Marcela dostrzega
 - I wciąż sie rumienisz-podśmiechiwuje sie ze mnie mieszając coś w garnku
Zakrywam sie rękami i śmieje sie głośno z siebie i tej całej sytuacji. Mam wielkie szczęście że przyjęła mnie z otwartymi ramionami oraz to że zna mnie tak dobrze choć nie widziała mnie 3 lata. Osuwam się ciut po ścianie głośno oddychając
 -trafie do psychiatryka kiedyś przez was-chowam głowę w dłoniach i wzdycham
 -mówisz? Myślę że już do niego trafiłaś przekraczając próg barcelońskiej szatni-zaśmiała-pamiętaj Ce...line że zawsze jesteś mile widziana-wskazuje głową na piłkarza na co szybko sie podnosze i odgarniam włosy do tyłu. Tuż przed brunetem ukazuje sie piękna Brazylijka. Jakie zdziwienie przechodzi gdy mnie widzi,proszę udawaj że mnie nie znasz...
 -a ty to kto?-pyta mrugając okiem na znak że będzie mnie kryć
Kolejna osoba,Boże wybacz mi,ale wiesz że muszę.
 -Rafa to Celine Celine to Rafa-uśmiehnął się stając między nami. Śmieje sie głupio do mnie do czasu gdy słyszy wypowiadane przez piłkarza słowa. Teraz to ja się mogę zaśmiać
Rafa o mało się nie zakrztusiła gdy usłyszała moje"imię"
 -co wam dziś wszystkim? najpierw Marcela a teraz ty?-pokręcił głową marszcząc brwi
 -już dobrze-dodaje po chwili i spogląda na nas-jedziemy czy będziemy tak stać?
 -jedziemy-dodajemy z Neymarem w tym samym momencie i wychodzimy trzymajac się za rekę
Słysząc pisk Rafy wiem że będzie mnie o wszystko pytać gdy wrócimy.


czwartek, 15 lutego 2018

Rozdział 100

TO SETNY ROZDZIAŁ...Gdyby nie wy,drodzy czytelnicy nie byłoby mnie tutaj..nie byłoby tej historii..Nie pozostaje mi nic innego jak podziękować za wszystkie komentarze i wyświetlenia! Nie zasłużyłam aczkolwiek po raz setny Gracias!♥

"Może nie wyglądam. Może uśmiecham się jak zawsze i mówię tyle co zawsze, ale wierz mi. Ilekroć tylko zostaje sama rozpadam się na kawałki."





Nie wiedziałam co z tym zrobić...Jeśli jest tak jak czuję....to mam problem i to wielki. I takim samym problemem okazała się ta ucieczka. Co jeśli..?...sie wydam? Co wtedy?..
 -idziemy w moje ukochane miejsce-dodał uśmiechnięty brunet
 - i z pewnością nie powiesz mi gdzie-dodałam ściskając jego rekę
 -nic z tego moja droga,to jest za wyjątkowe miejsce które mógłbym za szybko ci zdradzić-powiedział zagryzając swoją wargę co wywołało u mnie szybsze bicie serca. Jak zawsze gdy to robił. Nie mogłam nic więcej powiedzieć jak tylko wyczekiwać tego tajemniczego miejsca. Gdy przeszliśmy dobry kawałek brunet zatrzymał się i odwrócił się w moją stronę. Odsunął się i otworzył przede mną drzwi od samochodu. 
 -czyli koniec spaceru?-spytałam zapinając pasy
 - początek,teraz musimy pojechać w jedno miejsce by tam zacząć wędrówkę-dodał odpalając silnik. Po zapięciu pasów chłopak przyspieszył ruszył zostawiając w oddali hotel i te wspomnienia które mnie przytłaczały. Patrzyłam w to co mijamy...te miejsca które znam na pamięć. Najpierw Camp Nou...potem Sagrada....Plac Gaudiego....Barceloneta..miejsca które stały się moim drugim domem. Uśmiechałam się szeroko podziwiając każdy z nich tak,jakby to był pierwszy raz. Pierwszy raz z wielu kiedy wyszłam do ludzi od 3 lat...kiedy zaczęłam swoje życie od nowa miałam chęć wyrwania się jak najszybciej z czterech ścian...po kilku latach odkąd zrezygnowałam od ujawnienia prawdy tak teraz gdy poczułam wiatr we włosach nie myślałam o niczym,kompletnie liczyłam się tylko ja i osoba która z bananem na ustach prowadziła samochód i niczego nie świadoma chyba mnie kochała nastomiast ja kochałam ją od dobrych 4 lat. Dom niby miało się jeden ale to on był moim domem jedynym i niepowtarzalnym. Przymknęłam lekko oczy odgarniając włosy z czoła. Złapałam za głośnik w radiu... tym samym momencie co Neymar.
 -zrób głośniej jeśli chcesz-dodał uśmiechając się
 - to ty puść-zaśmiałam się patrząc na niego-patrz na drogę-wskazałam mu głową
 - tak jest proszę pani-roześmiał się wrzucając kolejny bieg i z pełnym uśmiechem przestawił dłonie na kierownicę. Przekręciłam gałkę lecącą w tle muzykę która określała mój nastrój tak bardzo że zaczęłam śpiewać. Przymknęłam oczy..głowę uniosłam wysoko i rozkoszując się chwilą bezkresnej wolności poczułam przepływającą przeze mnie energie...Neymar położył swoją dłoń na moje kolano i przyspieszył z piskiem opon podgłaśniając muzykę. Zagryzłam lekko wargę nie przestając śpiewać. Piosenka się skończyła a ja wróciłam na swoje miejsce
 -em..-chrząknęłam patrząc na jego dłoń niemal na moim udzie
- przeszkadza ci?-spytał z cwaniackim uśmiechem
 - nie powiedziałam tak ale wydaje sie że jesteśmy loczku-dodałam zdejmując ze śmiechem jego dłoń. Nie mogę mu na aż tyle pozwolić choć pragnęłam by jej nie zdejmował, by nasza podróż nigdy sie nie kończyła
 -już? w takim razie chodźmy-puścił mi oczko i wysiedliśmy z auta. Nie wiedziałam co tu robimy gdzie zmierzamy...bawił się mną.
 -bawimy się w kotka i myszkę?-uniosłam brwi zatrzymując się przy wierzbie
Zmarszczył mocno brwi patrząc na mnie lekko z ukosa
 -boisz sie że cie uwiodę a co gorsza wezmę cię siłą potem zostawię w pustym i zimnym lesie?-uniósł brwi podchodząc do mnie bliżej
 -w...wziąć? tutttaj?-zająkałam się po raz pierwszy-oszalałeś chyba że..
- no coś ty chciałem cie nabrać-roześmiał się pękając ze śmiechu-nigdy bym na to nie pozwolił Celine...nie jestem taki nie przy tobie..-ujął mnie za dłoń i splótł ze swoją obejmując szybciej niż sie tego spodziewałam-chodź chcę ci pokazać moje magiczne miejsce a nie zrobić coś złego-szepnął na ucho
 -nie mam innego wyjścia?-uśmiechnęłam się lekko czując jego obejmujące mnie ciepło
Stanął jak wryty przez chwilę by potem ruszyć przed siebie z bananem na ustach. Cholera wie co to za miejsce i co na mnie tam czeka a mimo to szłam z nim trzymając go mocno za rekę. Rozglądałam sie dookoła i mijane miejsca nic mi nie mówiły. Żadne drzewa ławki albo widoki nic....póki nie stanęliśmy oko w oko z polaną. Dostrzegłam w oczach Neymara błysk i mokre powieki przez chwilę. To nie może być to miejsce....proszę tylko nie to..
-to tutaj-powiedział patrząc na mnie z iskierkami w oczach-poznaj moje miejsce-odsunął się ukazując mi nieziemski widok pagórka z zachodzącym słońcem na horyzoncie. Nie mogłam na nie nie spojrzeć...nie wzruszyć sie po raz setny kiedy je widzę,uroniłam pare łez które starłam szybko by Neymar ich nie widział
 -nie musisz płakać-dodał zachodząc mnie od tyłu-przepiękne miejsce zgodzę się-objął mnie ramionami kołysząc lekko-chodźmy usiąść tam wszystko jest..
 -późno już Neymar-powiedziałam bez krzty emocji
 -wcale nie-spojrzał na zegarek-obiecałem Alexowi że cie odstawię na miejsce późno-puścił mi oczko-nie chcesz tego zobaczyć?-spojrzał na mnie wymownie-to ważne-warga zaczęła mu drgać a oczy sie zaszkliły. ULEGNE MU ULEGNE CZY TEGO CHCE CZY NIE I TAK BYM TO ZROBIŁA PRĘDZEJ CZY PÓŹNIEJ.
 -chodź-podałam mu reke i wdrapaliśmy sie na górę. Troche to trwało ale ja opóźniałam to jak mogłam...tak mocno jak kochałam to miejsce tak bałam sie ze wszystko zepsuje...
 -Celine wchodź szybko-zawołał z góry
Gdybym miała ochotę i chęć byłabym pierwsza Da Silva
 -już jestem-dodałam wchodząc na samą górę i dołączając do bruneta i zapierającego dech w piersiach widoku. Ponownie tu jestem góro,przyszłam do ciebie i nie zepsuj mi tego proszę.
Piłkarz poklepał miejsce na ławce na której 3 lata temu Neymar zdecydował sie powiedzieć mi o swoich uczuciach...to tutaj zaczęła sie "nasza" miłość i dlatego własnie tutaj Neymar mnie  przyprowadził żeby...
-cudownie tutaj-powiedziałam przełykając ślinę-robi wrażenie-dodałam starając się o uczciwy uśmiech. Chłopak przez dłuższą chwilę wpatrywał sie we mnie i po chwil spchmurniał
 -nie umiesz kłamać-westchnął-jeśli coś nie tak zrobiłem to powiedz a nie udajesz że jest dobrze!-wrzasnął wstając ze swojego miejsca
 -co Neymar? wszystko jest w porządku spokojnie-złapałam go lekko za reke lecz on sie odsunął
 -nie jest nie podoba ci sie a udajesz że jest cudownie-prychnął wpatrując sie horyzont-nie nadaje sie już do miłości chyba-niemal wywarczał te słowa w moją stronę.-to miejsce jest przeklęte-prychnął odwracając sie do mnie plecami Musiałam coś zrobić..cokolwiek by tak nie myślał.
 -nie waż mi sie tak mówić da Silva nie tutaj!-krzyknęłam z całej siły ile miałam w płucach-nie tutaj-wyszeptałam zaczynając biec z góry. Może i sie wydałam proszę bardzo ale w takiej sytuacji musiałam...to zbyt ważne miejsca dla mnie i dla niego by mógł tak sobie mówić. To przelało moją gorycz,pal licho to wszystko co było,teraz powinien zrozumieć z kim rozmawiał z kim stał i kto tyle razy patrzyła na niego przez sen. Biegłam bijąc się z myślami czy oby na pewno dobrze zrobiłam wybuchając tak. Stanęłam nagle zwalniając bieg i powoli doszłam do siebie aż dotarłam do samochodu myśląc o tym co zrobiłam.Ocierając twarz mokrą od łez ujrzałam siedzącego przy drzewach piłkarza. Wciąż tam siedział.
 -niech cie cholera da Silva-mruknęłam pod nosem wspinając sie na samą górę. Wmówiłam sobie że źle postąpiłam i Bóg sam wie jak wiele dla mnie znaczy. Dla niego potrafiłam zrobić wszystko. W mig znalazłam się na górze przy brunecie który klęczał przy ławce i płakał. Naprawdę płakał. Powstrzymałam sie z całych sił by tego nie widzieć...by nie czuć tego samego...Uklękłam przy nim tak szybko jak sie da i objęłam całym swoim kruchym ciałem
 -cii...już dobrze-dodałam szepcząc mu do ucha-przepraszam za ten wybuch i słowa nie chciałam by tak to zabrzmiało-dodałam całując jego głowę. To było silniejsze ode mnie. Podniosłam jego twarz i musnęłam czule jego usta,poczułam że to odwzajemnia więc pogłębiłam i przyciągnęłam go bardziej ku sobie. "Nasza miłość nie zginęła ona przeszła przemianę" Chłopak złapał w swoje dłonie moją twarz i po raz kolejny wydawało mi sie jakby wymawiał moje prawdziwe imię. Odsunęłam się i wtuliłam w niego tak mocno jak potrafiłam
 -znowu to robisz-pociągnął nosem siląc sie na uśmiech
 -co takiego?-spytałam ocierając jego twarz
 -ratujesz mi życie-mruknął-czuje sie jak dziecko przy tobie-zaśmiał się lekko drapiąc po czole-a co do tego....miałaś rację nie miałem prawa nie po tym ile dla mnie zrobiłaś i nie po tym ile ona...ona dla mnie znaczyła w tym miejscu-szepnął przenosząc na mnie wzrok-gdy odeszłaś doszło do mnie jak za nią tęsknię jak sie pogubiłem wręcz straciłem wszystko....a teraz mogłem to odzyskać i to pomyślałem że mnie odrzucisz i zostawisz samego  ale to....był błąd-złapał mocniej moją dłoń-wróciłaś do mnie i ponownie unosisz mnie nad ziemią Celia-dodał z taką lekkością że zadzwoniło mi w uszach-znaczy Celine masz tak wyjątkowe imię jak ona-dodał-jest w tobie coś co ona także miała! szlag ciągle o niej mówię wybacz-dodał potrząsając głową
 -spokojnie mów o niej kiedy tylko chcesz...-wydobyłam z siebie splatając nasze palce
 -nie chciałem być ryską a jednak nim jestem-zaśmiał się gorzko
 -mnie jeden z kolegów nazwał kiedyś ryksą gdy spotkałam pewnego chłopaka..dawna historia-zaśmiałam-do tego czasu wciąż to z nim wspominamy-powiedziałam z ukazanym uśmiechem na ustach Neymara
 -niezły z niego gość że tak o nim mówisz-powiedział z lekką chrypką-poznam go kiedyś?-spytał z zaciekawieniem
JUŻ GO ZNASZ,NIE MUSISZ GO POZNAWAĆ.
 -pewnie tak-powiedziałam powstrzymując się od łez-to miejsce to istny cud Neymar dziękuję że mi je pokazałeś-spojrzałam na niego z mokrymi powiekami
 -moja słodka truskaweczka się rozkleiła?-roześmiał się ścierając moje łzy
Pokręciłam głową-coś mi wpadło do oka piłkarzyku-parsknęłam przysuwając się do niego bardziej. Zadrżałam o myśli że w tej chwili jestem za blisko ale nie obeszło mi to tyle co następny ruch Neymara
 -Celine nie uważasz że to czas na to byśmy zaczęli coś na poważnie?-spytał obracając moją twarz ku swojej-za dużo przeszliśmy a ja jak rzep u końskiego twojego ogna sie przylepiłem i nie umiem odczepić...-znowu się zaśmiał-a chciałem powiedzieć że nie widzę przyszłości bez ciebie u boku Cel...-szepnął składając na moich policzkach dwa czułe pocałunki. Pragnął czegoś więcej ale ja...
 "wiesz że moje życie to jedna wielka praca? że nie mam czasu dla innych i ciągle jestem roztrzepana i zapracowana? że jestem kłamliwa i jestem oszustką? Jeśli chcesz się pakować w to bagno proszę bardzo"-krzyczał mój umysł"I jak bardzo cie muszę zranić by ce uszczęśliwić"
-nie mogę...zbyt się różnimy Neymar..skup sie na piłce na tym co ważne..ja zawsze będę obok ale nie mogę teraz-pokręciłam głową
 -jak to nie możesz? mówiłaś że mnie nie zostawisz a właśnie to robisz-odsunął się z miną zbitego psa
  - nie o to chodzi..po prostu ty jesteś piłkarzem masz swój dom rodzinę wyjazdy i życie pełne luksusu a ja wiecznie siedzę w hotelu i nie chcę byś cierpiał przeze mnie-spojrzałam na niego
- nie chce tego wszystkiego jeśli nie ma tam ciebie! nie rozumiesz że stałaś sie moim życiem? Tą najważniejszą osobą w życiu?-opuścił ramiona i z uchylonymi przyciągnął mnie do siebie
-czy tego chcesz czy nie już nią jesteś i nie mów mi że jesteśmy różni bo jesteśmy tacy sami Cel..-dodał cicho-Celine stałaś sie dla mnie jak tlen-dodał z półprzymkniętymi oczami-nie łam mi serca bardziej niż jest-wyszeptał ściskają moją dłoń
 -nie chcę nie mogę..-powiedziałam nie patrząc na niego
 -możesz i chcesz...może nie od razu ma być wielka miłość i związek ale z czasem..zobaczysz jak to pięknie być zakochaną..daj mi szansę a jej nie zmarnuje-dodał z najbardziej przekonującym spojrzeniem na ziemi. Nie mogłam sie nie zgodzić nie tym razem
 -wiesz że to jak walka z murem?-zaśmiałam się-boje sie że nam nie wyjdzie...nie jestem idealna...nie raz sie o tym przekonasz..
-ale gdy sie o tym przekonam to nie ucieknę-wyszeptał-warto będzie przeskoczyć ten mur-cwaniacko sie wyszczerzył całując mnie w policzek-obiecuje że będę się starał byś zobaczyła mnie takiego jaki kiedyś byłem-dodał podnosząc wzrok w górę
- na mały palec?-spytałam szybko przymykając usta
 -na mały palec kelnereczko-zaśmiał się i chwilę po przypieczętował swoją obietnicę na dobre
 -a ty mi obiecasz że nie będziesz całować innych kelnerów na moich oczach-powiedział przymykając oczy
 -obiecuje mój ty zazdrośniku-zaśmiałam się szczypiąc lekko jego policzek. Chłopak zagryzł swoją wargę i przytrzymując mnie przy sobie powoli zaczęliśmy schodzić na dół.
Gdy schodziliśmy na dół modliłam sie w duchu by to wszystko co tu sie stało okazało się snem ale także o to by zatrzymał we mnie to co Neymar obiecał mi na naszej polanie. Teraz już nie ma żadnej przeszłości,przed nami otworzyła sie nowa droga. Idę tą drogą,będę szła póki starczy mi tchu...a wiem że starczy bo mam przy sobie mój motor napędowy w osobie Neymara Jr. i pytam sie JAK JA Z TEGO WYBRNĘ GDY TO WSZYSTKO ZAJDZIE ZA DALEKO...