Music ♥

sobota, 27 lutego 2016

Rozdział 10

                 „Hope for the best, but prepare for the worst.”
 



Skończyłam opowiadać bajkę Thiago i na dobranoc poprosił jeszcze buziaka. Niby nie jestem nikim z jego rodziny a już tak mnie traktuje jaki on słodki.....wyszłam po cichu z pokoju i ruszyłam na dół schodami. Poczułam że ten dzień nieźle mnie wymęczył bo ledwo co otwierałam oczy. Doszłam do salonu Państwa Messich gdzie siedzieli Anto z Leo i wpatrujący się naprzeciwko nich chłopak Neymar.Uśmiechnęłam się lekko i usiadłam koło Neymara.Gdy się do nich dosiadłam wszyscy się na mnie spojrzeli.Neymar wstał i lekko skinął do mnie głową(podziękuję mu że wiedział że jestem zmęczona).
-to my już będziemy się zbierać-dodał Brazylijczyk
-odprowadzimy was-powiedzieli chórem Anto z Leo(miałam przykład idealnego związku,oni są idealni)
Poszliśmy w stronę drzwi.Leo rozmawiał(zgaduje że coś kombinują) z Neymarem co chwilę śmiejąc się.Ja za to cały czas gadałam z Anto, nie mogłan oprzeć się wrażeniu że jest taka śliczna a w dodatku taka ciepła.Przy pożeganiu z Anto szepnęla mi że następne spotkanie jest nasze na co ja chwilę nie mogłam uwierzyć.Doszło to do mnie gdy Neymar szturchał mnie ramieniem pod domem.Tak naprawdę ledwo co słyszalam jak wracaliśmy do domu,byłam jak trup.Próbowalam jakoś to przetrzymać ale gdy poczulam zapach wody kolońskiej mojego kierowcy odpłynęłam(zapamiętajcie co zrobić by mnie pożądnie uśpić;).Eee o czym mówiłam ach tak!dojechaliśmy do domu.Wyszlam ledwo widząc gdzie idę, byłam padnięta.Neymarowi oczywiście to sprawiało powód do śmiechu bo on nie miał pobudki o 7 rano! Tak tak Da Silva ten się śmieje ten się śmiej ostatni. Ostatnimi siłami doszłam do drzwi które oznaczały mój pokój. Wiecie kto ze mną mieszka(albo ja raczej z nią) i wiedziałam że tak szybko nie zasnę. Brazylijka od samego wejścia podłożyła mi pod nos Ipada i ujrzałam swoimi pół przymkniętymi oczami jej dodany nowy post. Czytacie to i się śmiejecie pod nosem a mi nie było. Pragnęłam tylko pójść spać ale Brazylijka o tym nie wiedziała i zaczęła mi czytać. Jeszcze większy śmiech. Dziewczyna pociągnęła mnie na łóżko i z wielkim uśmiechem przyznawała mi że pisała o mnie. O mnie?! Że ona? musiałam na chwilę odłożyć marzenie o miękkiej kołderce i przytulaniu się do poduszki na rzecz jej posta. Po przeczytaniu i mniej więcej zapamiętaniu co napisała mogę stwierdzić że podoba mi się to choć nie spodziewałam się że umieści coś o mnie na swoim blogu. Napisała dokładnie tak jak było, od samego początku po niespodzianki na koniec dnia. Obdarzyłam ją swoim nietypowym ciepłym uśmiechem tak długo aż nie ziewnęłam. Brazylijka zobaczyła to i jakby "pstryk" szepnęła że nie będzie mnie już więcej męczyć. Po chwili zrozumiałam że chodziło o to co robiłam u Państwa Messich z NEYMAREM. Pokręciłam głową gdy ponownie poczułam się na przesłuchaniu. Położyłam się(nareszcie) na swoim posłaniu i ani myślałam by podnieść powieki. Ległam na łóżko jak poparzona i tak jak mi się podobało ułożyłam się na nim. Oczywiście to długo nie trwało. Do mojego terenu słodkiego spokoju wdarł się Neymar. Tak dobrze czytacie to on stał się tym który sprawił że musiałam otworzyć oczy jeszcze raz, a mówiłam że nikt nie ma mi tego zrobić. Stał nade mną i wpatrywał się z uśmiechem w moją pozę. Ach niech już skończy z tym uśmiechem, człowiek(tu.-ja) jest zmęczony a taki ktoś(tu-on) pakuje się w pokój i budzi go. Gdzie tu logika?! Tak sobie myślę że on jej nie ma. A co chodziło to sama już go nie słuchałam tylko rzucił coś w stylu że jutro po treningu się spotykamy z chłopakami tym razem u Leo itd....nie słuchałam go bo.....nie chciałam a było już prawie przed północą. Zabije go własnymi rękami jeśli któryś wpadnie mi jutro do łóżka z tymi ich uśmieszkami. Tak nie żartuje. Jasne to nie ich wina że tak późno wróciliśmy ale oni nie są wyciągani z łóżka o 7 rano! Normalny człowiek musi spać przynajmniej 8h a nie 6 czy 5. Wzięłam piżamę i gdy mijałam mojego "wybudzacza" zgromiłam go wzrokiem. 2:0 dla ciebie Da Silva. Nie musiał no, on jakby nic jeszcze zrobił dziubek z ust i się zaśmiał. Czujecie ten sarkazm z jego strony? ja poczułam i to za bardzo bo jeszcze ten o to typek powlókł się za mną aż do łazienki. Szedł jak taki szpieg cicho coś szepcząc w moją stronę. Zachciało mu się grać mi na nerwach w środku nocy. Wyląduje w wariatkowie....ba umrę trupem jak dalej tak będzie. Weszłam do łazienki(do mojego ulubionego pomieszczenia)  i oparłam się o drzwi myśląc o tym moim powariowaniu psychicznym. To dopiero początek mojego pobytu a ja już doprowadza mnie do szału. Odkręciłam kran i zaczęłam sobie napuszczać wodę do wanny. A jak na bogato w wannie. Ten tok myślenia. Wlałam płyn kasztanowy i szybko weszłam do napełnionej wanny. Nie śpieszyłam się choć ciało i umysł pragnęło już spać. Podziękujcie Neymarowi - krzyknęłam w duchu. Po wykąpaniu nałożyłam na siebie milutki niebieski szlafrok i wyszłam z łazienki. Poczułam że wszystko ze mnie uszło. Jak wiatr. Z dołu jeszcze było słychać jak Rafa śmieje się z Neymarem. Ostatkiem sił zerknęłam przez barierkę z czego. Tak dokładnie to Neymar  kręcił tyłkiem a Rafa próbowała go naśladować. Rodzeństwo ale jakie to było mega pozytywne i znałam ten stan po wspólnym śmianiu się. Zaśmiałam się pod nosem i gdy znużyło mnie ziewanie odwróciłam się  i swoje nogi stawiałam w stronę pokoju(tu.-łóżka). Miałam tylko w głowie" sen, sen i jeszcze raz sen". Moje niedoczekanie, o dziwko koło mojego boku pojawił się Neymar z lekką chrypką mimo zmęczenia przyprawiło mnie to o przyspieszenie bicia serca i gęsią skórkę. Nie musiałam podnosić głowy by zobaczyć jego ciemne tęczówki. Dotknął mojego ramienia w czym wprawił mnie w jeszcze szybszy oddech. Taki zwykły gest a wprawia człowieka w taki stan...no wiecie jakbyście byli na haju. Nie myślcie sobie że ja byłam, nic z tych rzeczy. Po prostu tak jest.
-Mogłaś do nas przyjść-dodał z tą"chrypką"
-wiesz...mój stan nie jest najlepszy-lekko zaśmiałam się nerwowo- a po za tym nie chciałam wam przeszkadzać-moje kąciki ust podniosły się
-Nie przeszkadzasz-pokręcił głową- jestem tu bo, uznałem że nie powiedziałem ci dobranoc-bawił się palcami
-tak, miałam do ciebie pójść tuż po tym jak wejdę do pokoju ale Rafa-zaśmiałam się- ona pokazywała mi post o mnie-wbiłam palec w swoją klatkę piersiową- spodziewałeś się tego, o mnie zwykłej dziewczynie z Polski która niczym się nie wyróżnia-spuściłam głowę
-Gdybyś niczym się nie wyróżniała nie pisałaby o tobie śpiąca królewno-cmoknął ustami w moją stronę- dobranoc Celia-szepnął mi do ucha i ukazał swoje śnieżnobiałe zęby z najpiękniejszym uśmiechem na świecie.


****
W końcu jest! Zabijecie mnie wiem, ale jakoś ostatnio weny nie miałam a tu szkoła, lekcje projekty itd.... Ale obiecuje że teraz to się zmieni. A najlepsze jest to że jutro Klasyk! Veb! Jesteście najlepsi ♥♥



środa, 3 lutego 2016

Rozdział 9

                                                                                           „Method in the madness.”

Całą drogę do domu jechaliśmy śmiejąc się. Gdy podjeżaliśmy poczułam jak bardzo dzisiaj grzeje słońce i gdy przekroczyliśmy próg domu, jego domu pobiegłam schodami do mojego pokoju i szybko wzięłam długą kąpiel, która zajęła mi ok 20 min.Umyłam włosy swoim ulubionym wrzosowym szamponem po czym oczyściłam swoje ciało truskawkowym żelem. Wyszłam z wanny założyłam na swoje ciało miękki ręcznik i poszłam wybrać sobie coś odpowiedniejszego na takie gorące klimaty. Wzięłam amerykański zestaw. Rozczesałam swoje włosy i związałam je luźno. Podeszłam do walizki i ujrzałam leżącego na komodzie fullcapa, który dostałam od Joty w pierwszy dzień pobytu tutaj. Na samo wspomnienie wkradał się szeroki uśmiech. Odetchnęłam z ulgą i poczułam się o wiele lepiej. Czułam się sobą. Schodziłam schodami na dół gdy przy ostatnim stopniu skoczył na mnie biały pies. Energicznie machał ogonkiem i liżąc mnie po twarzy. Słodziak obudził we mnie łaskotki co wiązało się z tym że nie mogłam się ruszyć. Gdy próbowałam małego odciągnąć od siebie ku mojej twarzy ukazał się Neymar. Gdy ujrzał mnie z białym psem na sobie wpadł w nieopętany śmiech i ani śmiał mi pomóc. Nabijał się ze mnie.Oj grabisz sobie Da Silva oj grabisz. W końcu gdy zrozumiał że dalej tak nie można rzucił gumową rzecz i zanim się obejrzałam słodziak bawił się zabawką w ogrodzie. Podał mi rękę i moim oczom ujawniła się jego naga dobrze zbudowana klatka piersiowa, jakby to dziewczyny powiedziały kaloryfer.Celia! Ten głosik. Wracając zapatrzyłam się na nią lecz (ani trochę mi się nie podobała) po chwili wróciłam do rzeczywistości. Zaśmiał się i wrócił do kuchennego blatu. Ja usiadłam na krześle tuż przed nim.
-Polubił cię-mrugnął do mnie okiem- ba... nawet bardzo polubił-zaśmiał się- jak ktoś nowy pojawił się w domu to zaczynał głośno szczekać jednak w twoim przypadku tego nie zrobił-dodał-Poker się wabi tak dla jasności-ruszał się cały czas w rytm muzyki
-Ten słodziak to twój pies?-zdziwiłam się- bardzo miło mnie przywitał-zaśmiałam się
-Mój-powiedział-nasz-przeszył mnie wzrokiem poprawiając się. "Co moje to i twoje" zgaduje że to jego motto.
Nic nie powiedziałam. Siedziałam i obserwowałam jak Poker bawi się w ogrodzie. Oderwałam na chwilę od niego wzrok i w tym momencie Neymar obrócił swoją posturę ciała do mnie i ja jak głupia wpatrywałam się w jego umięśniony tors. Szybko jednak odwróciłam się by nic z tego nie wynikło. Jeszcze tego brakowało bym się przy nim i przez niego zarumieniła.To dopiero byłby wstyd. Jak nic. Ruszyłam do ogrodu jak najdalej od przenikliwego spojrzenia i tego mega umięśnionego torsu. Usiadłam na leżaku wpatrując się w słodkiego Golden-retriwera. Niech się ubierze-pomyślałam na wspomnienie "ciała" Neymara.W cieniu parasoli leżała piłka. Skorzystałam z okazji i sięgnęłam po nią. Tak dawno nie podbijałam piłki, nie miałam z nią kontaktu od czasu przylotu tutaj. Może nie specjalnie byłam jakimś tam mistrzem w  podbijaniu jej ale jak to Eryk powiedział"trening czyni mistrza". Do mistrza to mi daleko. Nigdy nim nie będę, mistrzami w takich sprawach byli ludzie, którzy wczoraj uznali mnie za"jedną z nich". Na samą myśl o nich wpadłam w nieopętany śmiech. Byli żywym przykładem na to że jeśli bardzo się czegoś chce to się to osiąga. Wyszłam z zamyślenia i poczułam że naprzeciwko mnie siada ktoś. Była to Brazylijka. Przywitałam się z nią i zaczęłyśmy rozmawiać. Dobrze że Rafa nie widziała tamtej sytuacji bo miałaby taki sam ubaw jak jej brat. Jak przystało na nas dwie nasze rozmowy toczyły się wokół wszystkiego i niczego. Niby długo się nie znamy ale rozmawiamy ze sobą jak przyjaciółki. Po chwili Brazylijka została wezwana do kuchni przez miękki i donośny głos Marceli. Byłam ciekawa co takiego dzisiaj ugotuje, przypuszczam coś pysznego. Gdy brazylijka poszła wzięłam piłkę do ręki i zaczęłam ją podbijać. Po jakiś 10 min robiłam ostatnie podbicia gdy w progu pojawił się właściciel słodkiego Pokera. Skończyłam  i odłożyłam piłkę tam gdzie leżała.
-Nieźle podbijasz-powiedział- jestem pod wrażeniem-zaklaskał ironicznie
-E tam nic niezwykłego-odpowiedziałam mu i rozłożyłam się wygodnie na leżaku
-Widać że fullcap pasuje-parsknął i uśmiechnął się cwaniacko
Nie wiedząc o co chodzi podniosłam swój wzrok na jego osobę. Spojrzałam na Brazylijczyka i mój wzrok utkwił na jego  głowie. Chyba miałam zwidy. Miał identyczny, taki sam fullcap jak ja. Puknęłam się w głowę ale wtopa.On zaśmiał się a ja zakryłam twarz naciągając na nią czapkę. Musiał dać mi identyczny jak swój?. Punkt dla ciebie Da Silva. Nie zaprzeczam z jego krótkimi czarnymi spodenkami pasował mu ten fullcap tak jak mi dopełniał strój.
-Marcela kazała przekazać że za chwilę obiad-powiedział opierając się leżak
-w takim razie nie dajmy jej długo na nas czekać prawda?-powiedziałam cwaniacko poprawiając fullcapa. Punkt dla mnie Da Silva.
Neymar zaśmiał się i szedł tuż obok mnie.Zatrzymaliśmy się przed jadalnią i w tym samym momencie przełożyliśmy fullcapa do tyłu. Spojrzeliśmy zdziwieni na siebie i się zaśmialiśmy. Wskazał na mnie palcem i wyczytałam z jego ruchu warg-ty też?
Z uśmiechem wpatrywałam się w niego, dokładnie w fullcap. Pasowały nam obydwojgu.
Te same ruchy, które zaobserwowała Rafa z uśmiechem. Zbliżaliśmy się do niej gdy ktoś zakrył mi oczy. Ani Rafa ani Neymar więc...z kim z rodziny Da Silva Santosów dzisiaj się jeszcze nie widziałam?. Podotykałam ręce i dałabym głowę że to ręce Neymara lecz on siedział już koło Rafy słysząc ich głośne rozmowy. Długo to nie trwało zanim się ujawnił. Był to Jota. Uśmiechnął się i przytulił mnie na przywitanie. Chwilę po minęli nas rodzice tej trójki. Oderwaliśmy się od siebie i ruszyliśmy do stołu. Neymar siedział obok mnie a z drugiej strony Rafa i obok niej Jota. Pan Neymar Sr i Pani Nadine usiedli obok Joty. Marcela w krótkim czasie od naszego przybycia do stołu podała obiad. Wyglądało to niesamowicie i aż sama ślinka leciała na myśl o smaku. Neymar spojrzał na mnie z uśmiechem i pokazał że mam się częstować. Posłuchałam się swojego głodnego żołądka i zajęłam się jedzeniem. Jedzenia było tyle że najadłyby się tu kilka rodzin. Neymarowi uszy się trzęsły od tego " wcinania"potraw. Śmiałam się w duchu ale w końcu jest u siebie i nie mam prawa się  niego śmiać od czasu do czasu mogę. Skończyłam jeść i udałam się na taras. Usiadłam w cieniu parasoli i podziwiałam widoki Barcelony. Nie same widoki mi się podobały, Neymar miał ideał mojego domu. Gdy pierwszy raz zobaczyłam wnętrze,oniemiałam nasuwa mi się myśl"kto bogatemu zabroni"? o czym ja myślę -puknęłam się w głowę. Łazienka..... to raj, wszystko na biało, sam wypas. Duża wanna i przed nią widok na miasto a w szczególności Camp Nou. Jednym słowem mogłabym mieszkać tu już zawsze. Było to miejsce idealne dla mnie,nie dziwię się że Neymar zawsze gdy wychodzi lub wraca do domu jest taki radosny. Sama bym taka była,codziennie. Po kilku minutach dosiadł się do mnie Neymar, teraz już ubrany. Jego oczy były jeszcze radośniejsze jak mnie zobaczył albo mam zwidy. Usiadł koło mnie i wpatrywał się w piękne widoki.
-Leo dzwonił i zaprosił nas do siebie-powiedział przekładając fullcap do tyłu
-Ciebie-dałam nacisk- nie mnie-zaśmiałam się
-Czy ty nie rozumiesz słowa "nas"-zaśmiał się i usiadł bliżej mnie
-Powiem ci że nie-roześmiałam się-miło będzie odwiedzić Leo-odpowiedziałam mumiło 
-Właśnie tak, Leo to mój przyjaciel, sądziłem że twój też-dodał z tym jego błogim uśmiechem, wiecie o czy mówię
-Ale że teraz?- usiadłam na leżaku
-A kiedy? Czekam na ciebie-zaśmiał się
-Daj mi 15 min-wbiegłam do domu
-Niech ci będzie-zaśmiał się
Pobiegłam do pokoju i przeszukiwałam walizkę co ubrać. Celia wyluzuj. Jedziemy do Leo do przyjaciela-wyszłam na balkon. Zawsze tak się byle czym ekscytowałam. Świruska ze mnie wiem. Zaczęłam wyrzucać z walizki szukając odpowiednich ciuchów gdy niespodziewanie usłyszałam czyjeś kroki za mną.
-Tak myślałem-parsknął wchodząc do mojego pokoju.
O nie!
Już  po mnie
Wspominałam wam,że jestem jego fanką? Jak nie to teraz już wiecie. No to będąc jego fanką mam też taką fanowską koszulkę typu"I love Neymar" której nie miałam zamiaru  tutaj zakładać. Obróciłam się modląc by ta koszulka nie wylądowała na nim.
-Nie wiedziałem że jesteś moją fanką-powiedział oglądając koszulkę
-Nie nauczyli cię pukać?-zdenerwowałam zdenerwowałam się 
-Przechodziłem obok i zajrzałem do ciebie-podrapał się po karku
-Nie miałeś tego widzieć-schowałam twarz w dłoniach- ta koszulka to nie... moja-kłamstwo doskonałe
-Nie?-zaśmiał się- to czemu tu jest twoje i moje zdjęcie-pokazał
Wpadłam jak śliwka w kompot. "Kłamstwo ma krótkie nogi".
-No dobra to moja-westchnęłam i nie patrzałam na niego
-Słodka jest, lubię jak fani okazują mi swoją miłość-powiedział powstrzymując śmiech
-Wiem że to  cię bawi, daruj sobie-dodałam ironicznie
-Domyślałem się że jesteś moją fanką-powiedział patrząc na mnie
Tylko nie to
Odwróć wzrok
-No to teraz sobie dopiero o mnie pomyślałeś.....-kręciłam głową w zawstydzeniu
-Co miałem pomyśleć?-zdziwił się 
-no że mam taką koszulkę, wiesz taka typowa zwariowana fanka-powiedziałam zasłaniając twarz 
-Na serio myślałaś że tak o tobie pomyślę-powiedział zdejmując moje ręce z twarzy      
-Nie miałeś wiedzieć-powiedziałam cicho-już to widzę....
-To niczego nie zmienia-zaśmiał się- to ułatwiło mi tylko sprawę-powiedział to tak że się rozmarzyłam. Stop Celia!.
Wstałam i odeszłam od niego. On jest idealny.Opanuj się Celia. Wyszedł za mną Neymar.
-Nie musisz udawać nikogo przede mną, ja lubię cię jak jesteś sobą-dodał dotykając mojej dłoni
Nic nie powiedziałam, mówił takie rzeczy.....
-Zmieniłeś o mnie zdanie prawda?-spytałam go
-Nie rozumiem....-poprawił czapkę
-No że teraz będziesz patrzał na mnie jak na fankę-powiedziałam wyklinając na siebie pod nosem
-Nie, jeszcze bardziej cię polubiłem Celia- dodał i znowu to zrobił.Patrzał na mnie tymi oczami a ja się rozpływałam. 
Podniosłam wzrok. Był blisko mnie.O czym ja myślę! Stop!Koniec!.- czy ty przyjmiesz w końcu do wiadomości że chcę cię poznać bliżej, nie obchodzi mnie że jesteś moją fanką, masz być sobą i taką chcę cię poznać
Zaniemówiłam.
-I to że jesteś moją fanką ułatwiło mi sprawę, przynajmniej będę wiedział co mniej więcej lubisz-dodał
Spojrzałam na niego z zaciekawieniem. 
-Myślałam że jak dowiesz się że jestem twoją fanką to nie bedzie tak jak teraz-odpowiedziałam mu
-Nie mógłbym tak pomyśleć-powiedział- już chyba z tysiąc razy na dzień mówiłem ci  coś i pogódź się z tym- dodał- chcę cię znjako Celie a nie fankę-powiedział i się przysunął
Po raz drugi zaniemówiłam 
-Dobrze-głęboko odetchnęłam-uff-dodałam
Uśmiechnął się triumfalnie. Uwielbiałam jego uśmiech jeszcze bardziej.
-Czyli nie przeszkadza ci to że jestem twoją fanką?-spytałam się bawiąc się palcami
-ani trochę-powiedział- gdybym tutaj nie wszedł to dalej bym nie wiedzii nic by to nie zmieniło-dodał
Teraz to ja się uśmiechnęłam i spojrzałam na niego.
-To jak jedziemy?-spytał unosząc brew
-Nie wiem co ubrać...-rzuciłam wchodząc do pokoju
-dla mnie możesz iść w tym co masz, nie musisz się przebierać-zaśmiał się
Podeszłam do szafy wybrałam szybko coś z szafy i byłam gotowa.
-Jestem gotowa-powiedziałam poprawiając włosy
Nie usłyszałam odpowiedzi a w drzwiach pojawił się Neymar.
Bawił się kluczykami i obdarzył mnie uśmiechem. Skinęłam głową i wyszliśmy do samochodu. Wsiadłam od strony pasażera a kierowca ruszył w stronę domu Messich. Neymar włączył radio na full i zaczął śpiewać. Leciał obecny i mój ulubiony hit który znałam na pamięć wraz z rapami. Sam Nicky Jam mi nie dorasta do pięt. No dobra, nie przesadzajmy. Uwielbiałam hiszpańskie rytmy i tak jak mój kierowca zaczęłam śpiewać. Paradoks: wyjemy przez całą okolicę słuchając na full radia. Gdyby to moi rodzice zobaczyli, oj nie wyszłabym przez tydzień z domu. Śpiewaliśmy na całe gardło póki piosenka się nie zmieniła. To dobrze dla przechodzących obok naszego jadącego samochodu. Stanęliśmy przed domem najlepszego piłkarza na świecie. Kolejny rozdział do mojej książki"Byłam i przebywałam w domu Lionela Messiego-najlepszego piłkarza na świecie" Byłabym sławna. Nie no żart. Wysiedliśmy z samochodu i wraz z moim towarzyszem udaliśmy się do drzwi. Czułam że nie muszę udawać nikogo. Działało. Neymar bez pukania wszedł do domu Leo i wnioskuję że się tego spodziewał w przejściu stała Antonella z małym Mateo na rękach. Kolejne marzenie spełnione wejście do domu Leo, choć tego nie zaliczam do marzeń. Brazylijczyk przywitał się całusem w policzek z Anto po czym pocałował główkę Mateo. Słodki widok. Widać że Neymar lubi dzieci swojego najlepszego przyjaciela. Uśmiechnęłam się do Antonelli i podeszłam bliżej. Antonella zerknęła na mnie z uśmiechem i przywitałyśmy się całusem w policzek.Jaka śliczna i ciepła kobieta. W chwili gdy Antonella poszła do pokoju położyć Mateo do pokoju wbiegł uradowany Thiago a zanim Leo. Ucieszył się na nasz widok i przywitał się najpierw z Neymarem później ze mną. 
-chodźcie-powiedział piłkarz i wskazał ręką że mamy iść za nim
Idąc za Leo znaleźliśmy się w dużym i oświetlonym pokoju. Był  przytulny i nowoczesny. Na szafkach było postawione zdjęcie jego z  Anto oraz obydwu synów. Wspaniała rodzinka. Antonella przyniosła do nas poczęstunek i usiadła koło Leo. Wyglądali cudownie.Thiago przybiegł do nas i zaczepił mnie
-zagrasz ze mną ciociu?-spytał się starszy Messi
-Jasne,-mały dał mi piłkę i podał mi rączkę żebym z nim poszła
Podałam mu i udaliśmy się do ogrodu. Wchodząc na trawę poczułam się jak na prawdziwym boisku. Cudowne miejsce. Poszłam do Thiago i zaczęliśmy grać. Ja byłem bramkarzem a on mi szczelał. Szczelał jak tatuś, trudno było je obronić. Mały był niesamowity. Przy takiej zabawie dużo się śmialiśmy.

-Musisz częściej do mnie wpadać to poćwiczymy twoje bronienie- powiedział i podał mi piłkę
-Teraz ja ci pokaże jak się broni-powiedział dumnie po czym oboje się zaśmialiśmy.
Mały chciał pokazać że umie. Słodki chłopak. Te jego duże i głębokie spojrzenie. Oczy Leo i Antonelli. Te oczy będą działać na dziewczyny. Zobaczycie bo na mnie podziałały.
Mały pokazał że mam mu strzela ale nie byłam w odpowiednich butach. Zdjęłam je i zamierzałam szczelać na boso. A co. Czułam się jak dziecko biegające bez butów po świeżej skoszonej trawie.wie. Mogłabym tak cały dzień. Kopnęłam nie za mocno piłkę, by mógł obronić. Małemu sprawiało to radość a ja robiłam to samo, śmiałam się i uśmiechałam. Zmienialiśmy się raz on na  na bramce raz ja. I tak w kółko aż się ciemno nie zrobiło. Będzie z niego piłkarz. Leo miał swojego następce w Barcelonie. Gdy mały zaczął ziewać wiedziałam że jest zmęczony. Tarł oczy a to znak że pora spać. Dalej się nie poddawał i chciał grać. Jego wola do grania przerastała moje wyobrażenia. Wiedziałam że musimy kończyć bo Thiago za chwilę mi tu padnie albo uśnie na stojąco. Mały ziewał a ja do niego podeszłam po woli.
-Jesteś niesamowitym szczelcem ale na dzisiaj już skończmy co ty na to-popatrzałam na niego a on na mnie
Pokiwał słodko głową i przytulił się do mnie. Wyciągnął do mnie swoje rączki i wzięłam go na ręce. Gdy wychodziliśmy z ogrodu akurat natknęłam się na Antonelle.
-Daj go-powiedziała cicho- ty wracaj do chłopaków i tak już pewnie cię nieźle wymęczył co nie?-dodała cicho
-To była przyjemność z nim grać, jest taki słodki i uroczy-spojrzałam na Thiago
- mów mi Anto-powiedziała łapiąc mnie za nadgarstek-chłopaki opowiadali mi o tobie jak grałaś w ogrodzie z Thiago- uśmiechnęła się szeroko, ma taki śliczny uśmiech
-Niech to szlag... dużo ci powiedzieli?-poszłam z nią do pokoju Thiago
-Wystarczająco, Leo wspomniał że Neymar sprowadził cię do siebie i że byłaś na ich treningu-dodała Argentynka- jesteś jedną z nas od teraz i lepiej żebyś mówiła mi Anto-powiedziała i uścisnęła mi rękę
Uścisnęłam ją z uśmiechem i uśmiechnęłam się szeroko. Weszłyśmy do pokoju Thiago i położyła go Anto do łóżka. Argentynka położyła go i mały otworzył lekko swoje duże i urocze oczy.
-Mamo a ciocia Celia może mi opowiedzieć bajkę na dobranoc?-spytał ziewając
-Jeśli spytasz się i ładnie poprosisz ciocię to może się zgodzi-zerknęła na mnie
Ja nie miałam nic przeciwko. Ten malec był najsłodszym dzieckiem na świecie..