Music ♥

czwartek, 30 czerwca 2016

Rozdział 23

"Czasami czyjaś obecność  prostu sprawia ci radość. Cieszysz się że masz przy sobie osoby, które akceptują cię taka jaką jesteś"

Wracałam do domu zastanawiając się jak wiele rzeczy jeszcze nie wiem o Neymarze. Nie miałam zamiaru wydobywać ich na siłę, sama większość dzisiaj odkryłam. Neymar zatrzymał samochód, to znak dla mnie że dojechaliśmy. Oparłam głowę o siedzenie nie chcąc jeszcze kończyć tego cudownego dnia. Gdy poczułam czyiś oddech na twarzy musiałam otworzyć oczy. Oczywiście był to przed chwilą wspomniany Brazylijczyk. 
 -wychodzisz czy mam cię zanieść?-dodał sarkastycznie
 - jasne że wychodzę ciołku-dostał ode mnie kuskańca  w bok
Zaśmiał się cicho i puścił mnie przodem. Złapałam za klamkę po czym weszłam do domu. Gdy od pierwszej chwili przekroczyłam próg domu Da Silvy trafił mnie zapach świeżego chleba i....naleśników?!. Podeszłam bliżej w stronę pomieszczenia pracy Marceli i ujrzałam właśnie naleśniki a przy nich Rafę. Poszłam do niej na paluszkach. Pachniało cudownie.
 - skąd wiedziałaś że lubię naleśniki na śniadanie...-spytałam z uśmiechem
 - Ney mnie prosił bym zrobiła-machnęła łopatką i na chwilę się zatrzymała- lubisz je tak jak mój braciszek-zaśmiała się  i wróciła do smażenia. Dopiero po chwili zorientowałam się że wciąż jestem w bluzie Neymara naciągniętej na piżamę. Oczywiście uświadomił mi to śmiech
 - wyglądasz tak inaczej-śmiał się nieopanowanie Jota
Walnęłam go w ramię za to, choć sama  powstrzymywałam śmiech. Pobiegłam schodami na górę, by jak najszybciej się ogarnąć. Choć jednej rzeczy mogłabym już nie zdjąć -bluzy Neymara. Zdjęłam z siebie piżamę i weszłam pod prysznic. Dzisiaj wyjątkowo szybko mi to zeszło. Potem umyłam i wysuszyłam włosy. Wciąż przypominałam sobie chwilę przy wierzbach. Jego dotyk sprawiał że odpływałam, sama nie wiedziałam co się ze mną dzieje. Jego dotyk ust na mojej szyi i czole sprawił że uświadomiłam sobie pewne rzeczy. Nigdy nie zapomnę dzisiejszego dnia/nocy z nim. To już we mnie zostanie na zawsze. Wzięcie udziału w tym konkursie było najlepszą decyzją jaką podjęłam w życiu. Dzięki temu jestem w domu mojego idola, a właśnie idol jest moim najlepszym przyjacielem. Nie wyobrażam sobie łatwych chwil gdy będę musiała wyjechać. O nie lepiej o tym teraz nie myśleć....to jeszcze nie czas. Po wysuszeniu ich odłożyłam suszarkę i swoje nie ogarnięte włosy związałam w niedbałego koka. Na swoim ciele poczułam przypływ takiego wewnętrznego ciepła co wywołało u mnie szeroki uśmiech. Nie nakładałam makijażu, nie lubiłam się malować. Zeszłam po schodach tak szybko jak Rafa mnie zawołała mnie z dołu. Kochałam tych ludzi. Zdobyli moje serce od samego początku. Przywitałam się ciepło z Rafą gdy tylko zobaczyła mnie na swoim horyzoncie.
 - gotowa na dzisiejszy babski dzień?-pisnęła Brazylijka 
 Objęłam ją ramieniem
- oczywiście-pisnęłam z zachwytu
Brazylijka zaśmiała się z mojej dzikiej radości i zaprowadziła do jadalni. Tym razem o dziwo śniadanie szykowało się w ogrodzie przy basenie. Zasiadłyśmy obok siebie. Brazylijka dobrze nie dała mi usiąść a już opowiadała do jakich sklepów mnie zaprowadzi. Oczywiście zamknęła się z postawieniem potraw na stole. Pokręciłam głową. Czy mogłabym ją ze sobą wziąć? Proszę..... Potem dosiedli się już pozostali członkowie rodziny- tak głównie to tylko Jota z Neymarem. Ktoś kopnął mnie pod stołem
 - ał-powiedziałam głośno
Brazylijka skinęła głową w stronę Neymara
- częstuj się- powiedział nakładając sobie posiłek
Nie zwlekałam dłużej. Robiłam to co chciał, dzisiejszy świt sprawił że o niczym innym nie myślałam. Oczywiście nie mówię o jedzeniu tylko o ciemnookim piłkarzu. Nie nałożyłam sobie dużo, nie potrzebowałam więcej niż ON. Oczywiście piłkarz widząc moje skromne jedzenie dorzucił kilka słów
 - mam ci sam nałożyć?-powiedział zmieniając miejsce bliżej mnie- czemu tak mało jesz?-wziął mój talerz
 - mało? zjadłam dużo-powiedziałam cicho- proszę nie...-mruknęłam
Prawda była inna. Od świtu cały czas myślę tylko i wyłącznie o nim. Nie muszę jeść ale ON musi być obok.Chwila co?!.Kompletnie tracę władzę nad swoimi uczuciami.
 - powiedz jeśli coś się dzieje-dotknął lekko mojej dłoni
 - wszystko w porządku na prawdę Ney-powiedziałam tak przekonująco jak tylko mogłam
Niech się na to nabierze bo nie wytrzymam.
Uśmiechnął się jak mały chłopiec i odniósł swój talerzyk
 - jak wrócę masz mieć to wszystko zjedzone!-krzyknął wychodząc z kuchni i kierując się do wyjścia
-gdzie..?-nie dane mi było skończyć gdy tylko zobaczyłam uśmiechniętą Argentynkę na horyzoncie
Nie musiałam się zbytnio ruszać bo ona już była przy mnie. Ciepło się ze mną przywitała. Ją też zabieram Boże!. Bez tej kobiety nie wytrzymam w Polsce. To taka starsza siostra  i najlepsza przyjaciółka w jednym że sobie nie wyobrażacie. Oczywiście po Anto obok pojawiła się Shaki. Kolejna którą muszę zabrać ze sobą.
 - to co ruszamy?-powiedziała Kolumbijka tuż po tym jak oderwała się od uścisku ze mną
Wszystkie ochoczo ruszyłyśmy głową. Ja głową byłam przy piłkarzu, Jedno główne pytanie gdzie dziewczyny go wysłały?. Oczywiście moją tymczasową nie obecność zauważyła siostra klubowej "11".
-co jest?-spytała szepcząc mi do ucha
-gdzie wysłałaś swojego brata?-spytałam
- sam zdecydował że gdzieś pójdzie bo musi coś załatwić-naśladowała jego głos co wychodziło jej komicznie. Chichotałam głupio póki Shaki z Anto nie dołączyły do nas
 -stęskniłaś się już za Neymarkiem?-stwierdziła chytro Kolumbijka i przybiły sobie we  trzy piątki
Co to za spisek przeciwko mnie....
 - ja...co? nie-prychnęłam udając że tak NIE JEST I TAK BYŁO PRAWDA?
 - co jak co ale twoje czyny mówią o czym innym-podniosły mój telefon a tam w szybkim wybieraniu NEYMAR  i wiecie co? głupie dostawiły serce przy nazwie. Próbowałam im zabrać ale szybko go chowały za siebie uniemożliwiając mi odebranie go.
 - dzisiaj dzień bez tego pana-postukała w ekran telefonu należącego do mnie
 Zaśmiała się w moją stronę i rozsiadła się wygodnie na swoim miejscu.
 - widziałam ja na niego patrzysz-stuknęła mnie w ramie Anto
 Odruchowo zarumieniłam się
 - ty tego nie widzisz ale za to  ja widzę i zapewne Shaki i Rafaella też...-Argentynka szeptała mi na ucho- nie ukryjesz tego przed nami-dodała
 - to miał być dzień bez niego prawda?-spytałam chcąc zmienić tok rozmowy. Argentynka skinęła głową- więc przestań nasuwać mi nie realne uczucia co do niego-dodałam dotykając jej ręki
 - kochana-powiedziała- wszystko jest możliwe-szepnęła i objęła mnie mocno  jak siostra
Musiałam przyznać jej rację lecz w moim wypadku taka możliwość nie istnieje. Wpakowałyśmy się do samochodu Anto przy czym Shaki prowadziła. Argentynka zajęła miejsca z tyłu. To gdzie siedziałam nie miało znaczenia, ważne by z nimi. Zapowiadał się niezapomniany dzień. Zaparkowałyśmy pod centrum handlowym. Pochyliłam głowę do przodu by w pełni zobaczyć obiekt. Jak się okazała była to największa galeria w całej Barcelonie. Tylko pogratulować. Nie dysponowałam takimi funduszami by robić tu zakupy a na pewno nie pozwolę by dziewczyny za mnie płaciły.
 - nie mogę-stanęłam osłupiała- to nie dla mnie-złapałam się za głowę
Podeszły do mnie nie ukrywając swojego zdziwienia
 - nie mam tyle by tam wejść i robić zakupy-powiedziałam bawiąc się palcami
 - a kto powiedział że musisz mieć?-uniosła brew Rafaella
Nie, nawet nie myślą o tym i tak wystarczająco wszyscy na mnie wydawają tylko tego brakowało by przyjaciółki dołączyły do tej listy.
 - nie pozwolę wam za mnie płacić-spojrzałam na nie poważnie- widzę jaka to galeria...-dodałam spuszczając wzrok na swoje buty
 - ty nam nie pozwalasz ale kto inny aż kazał-zachichotały w tym samym momencie kobiety
Teraz na serio się pogubiłam.
 - bez obaw nie ma limitu na wydatki-poklepała mnie po plecach Kolumbijka
 - jeśli to pieniądze Leo albo któregoś z chłopaków to lepiej wracajmy-wywróciłam oczami speszona
 - racja chłopaka-dodała Anto- ale ten szczególnie prosił byśmy cię tutaj przywiozły i sprawiły byś jak on to ujął-złapała się za brodę i wyglądała jak by nad czymś myślała- że poczujesz się jak księżniczka- powiedziała tajemniczo Shak. No to fajnie. Przeniosłam wzrok w górę klnąc cicho w imię PANA TAJEMNICZEGO. Czujecie tu zapach Brazylijczyka? Ja aż za bardzo.

sobota, 25 czerwca 2016

Rozdział 22

"Problemem tego świata jest to, że inteligentni ludzie są pełni wątpliwości, a idioci pewni siebie"
Planem B okazało się przymilanie do Neymara. Nic to nie dało. Zbywał moje wszystkie pytanie do jednego worka z odpowiedzią "to niespodzianka". Nie odzywałam się niepotrzebnie. Jechaliśmy cały czas wpatrując się w pustą autostradę. Miałam powoli tego dość. Nie dość że ta cała przejażdżka była dziwnie tajemnicza to w dodatku jeszcze JEMU  sprawiała radość.
 - Jesteśmy-dodał zachrypłym głosem  w moją stronę
Wysiadłam nie widząc nic szczególnego. Stanęłam za Neymarem nie mając powodu pójścia dalej.
 - chodź-szepnął mi na ucho
Uwodził tym głosem a ja poszłam za nim jak zaczarowana. Pomimo widocznej ciemności widziałam jego blask.....CZEKAJ CO? raczej było widać  uśmiech na jego ustach. Gdy zakrył mi oczy zrozumiałam że jesteśmy blisko tej "niespodzianki". Musiałam mocno ściskać jego rękę by nie upaść. Ufałam mu bezgranicznie. Kolejny dowód że jestem w nim zabujana. Gdy mi odkrył oczy ujrzałam...Niebo?...Było niebiańsko. Było to wzgórze zakryte za wierzbami. Widok ze wzgórza pozwalał ujrzeć zachód i wschód słońca. To było jego miejsce. Zakryłam usta dłonią.
 - podoba ci się tu-spytał czekając na moją odpowiedź
 - czy mi się podoba?-zapytałam zdziwiona- to miejsce jest niesamowite-gdy ujrzałam w oddali klif totalnie mnie to miejsce zaczarowało.
 - to już od dzisiaj nasze miejsce- jego seksowny zachrypnięty głos przyprawił mnie o szybsze bicie serca
 - nasze?-chyba się przesłyszałam od tego zachwytu
 - widzisz tu kogoś innego?-odpowiedział na pytanie pytaniem- od dzisiaj na zawsze-zagryzłam wargę na tą wiadomość.
Brunet usiadł wygodnie na trawie wpatrując się w przestrzeń. Ja tuż obok niego. Gdy poczułam silnie ramiona przyciągające mnie bliżej do piłkarza poczułam motylki w brzuchu.....CO? to IDOL  nie mogę....Nie...... Po krótkim zamyśleniu wróciłam myślami do ciemnookiego Brazylijczyka.
 - jest magicznie...-dodałam nie wierząc że to naprawdę się dzieje
Nie wierzyłam że mogę zakochać się w Idolu.
 - wtedy gdy byliśmy pokłóceni właśnie tutaj przyjechałem, to miejsce mnie natchnęło by się pogodzić by zmienić pewne rzeczy..-dodał nie dokańczając- i chce byś zapamiętała to miejsce na długo i tą chwilę-szepnął nachylając swoją twarz w moją stronę. Złożył długi i czuły pocałunek na moim policzku, choć widziałam w jego oczach co innego. Pogubiłam się. Nie chciałam się odsuwać ale to przekracza granice....On i Ja? Nie to niemożliwe.....Czas się ocknąć z pięknego snu. Dla niego na pewno ten pocałunek świadczył że jestem dla niego kimś bliskim. ON DLA MNIE ŚWIADCZYŁ CO INNEGO.  Złapał moją dłoń i pomógł wstać. Zaprowadził mnie pod wierzbę. Pokazał napis. Były tam wyskrobane nasze imiona. Tego już za dużo. Nie zrobiłam żadnego kroku bo nie mogłam się ruszyć. Brakowało mi słów. To się nie dzieje. Dochodziła do mnie myśl że Neymar..... Odsunęłam się kawałek chcąc niewidocznie dla niego to jakoś przeżyć. Brunet nie widział ale toczyłam wewnętrzna bitwę sama ze sobą. Napotkałam lekko smutne spojrzenie piłkarza
 - na długo zapamiętam to wszystko- powiedziałam mogąc chociaż cos powiedzieć
 - czemu masz łzy w oczach?-powiedział i szybko otarł spływającą łzę po moim policzku
Wziął mnie w ramiona najszybciej jak się dało. Przytulał czulej i dłużej niż kiedykolwiek. Ja pragnęłam tego bardziej niż czegokolwiek. Teraz liczył się tylko on i ja. Sami w magicznym miejscu.
Nie musiał nic mówić w tym momencie jego gest wystarczył niż 1000 innych słów. Zbierając w sobie odwagę posunęłam się na następny krok. Teraz to ja złożyłam na jego policzku długi i czuły pocałunek. Nie mogłam się oprzeć. Był tak blisko....nareszcie sami i nikt mi nie przeszkodził. Gdy się pozbierałam mogłam się odsunąć, choć niechętnie. Odczuwałam jego obecność ramiona jeszcze długo po tym jak mnie puścił. Nigdy się pozbędę się uczucia jego obecności.
 - to przepiękne miejsce-dodałam widząc jego błądzący wzrok po mojej twarzy
-zrobiłem coś nie tak?-spytał smutno
-ty nie....-dotknęłam jego ramienia - ale to wszystko wygląda tak.....-nie dane mi było skończyć ponieważ po raz kolejny złożył pocałunek tym razem na mojej szyi. Przeszedł mnie dreszcz.
- nie wiem co myślisz ale chcę byś nie wyjeżdżała....-szepnął odwracając mnie w swoją stronę- pragnę tego jak niczego innego...-pokręcił głową przygryzając wargę
-myślisz że ja nie chcę tu zostać?....-dodałam ukrywając swoje spocone dłonie
- to zostań już na zawsze-szepnął z lekką chrypką w głosie
Przyciągnął mnie do siebie mocno obejmując w pasie. Nie wiedziałam co robić co mówić....Tak na mnie działał. Serce waliło mi jak młot. Wyczuł to, każdy w odległości 1000 m by to wyczuł. Liczy że się przyznam? Chyba jest blisko celu.... Stałam tak wpatrzona w niego a on we mnie. Jeździłam dłońmi po jego klatce piersiowej tak długo aż poczułam że nachyla się w moją stronę. Znowu, znowu czuje że coś się stanie. Muska ustami moje czoło i schodzi na szyję. Zacieśnia swoje ramiona powodując jeszcze mniejszą przestrzeń między nami. Gdy myślę o tym co za chwilę się stanie ten odwraca mnie ukazując mi wschodzące słońce z pod wzgórza. Teraz doszło do mnie jak wiele moja obecność stanowiła dla niego. Był to mój ostatni wchód słońca w tym miejscu. Za 5 dni wyjeżdżam a  drugiej okazji nie będzie. Chciał mi pokazać ukryte piękno. Pokazał ale nie w krajobrazie czy w miejscu ale w sobie. To ukryte piękno odsłonił właśnie  przede mną. Nie wiem czy ktoś kiedykolwiek widział go takiego.....Prawdziwego. Tak właśnie piękny i ciemnooki brunet ukazał swoją piękniejszą twarz. Szybko odchyliłam głowę do tyłu by moje łzy nie spływały po policzkach. Był mój i tylko mój. Wpatrywałam się w niego  i uświadamiałam sobie kogo tak naprawdę widzę. Przez krótką chwilę przeżyłam więcej niż przez całe życie .Był tym co najlepsze w moim życiu. Zdecydowanie.  Wciąż czułam dotyk jego ramion wokół mojej tali. To najpiękniejsze chwile w moim życiu. Widziałam po spojrzeniu Brazylijczyka to samo. Jego blask w jego oczach mówił wszystko. Nigdy go takiego jeszcze nie widziałam. Samo uczucie ujrzenia tego blasku sprawiał że przestawałam normalnie oddychać a fakt że jesteśmy tu sami podgrzewał moją wyobraźnię. Zwariuję przez niego, na prawdę. Czas będzie wracać. Robiło się cieplej przez co bluzy już nie potrzebowałam. Oczywiście jej nie oddam. Taka pamiątka.  Gdy już dość mieliśmy wpatrywania się w słońce postanowiliśmy wracać.
 -dziękuję Ney-szepnęłam mu na ucho mijając go
Zatrzymał mnie tuż przed samochodem
 - mam nadzieję że zapamiętasz to jak najlepiej-dodał i wsiadł do samochodu
 - o to się nie martw-powiedziałam tak cicho by nie usłyszał
Przez cały czas jego widok sprawiał że zagryzałam wargę. Później poczułam posmak krwi. Cholera!. Szybko wyciągnęłam chusteczkę i wytarłam ciecz.
 - coś się stało?-spytał brunet po chwili
 - to tylko krew-machnęłam ręką- przegryzłam sobie wargę-dodałam wycierając ją
Spojrzał na mnie a później zjechał wzrokiem na krwawiącą wargę. Szybko skończyłam wycierać krew i brudną chusteczkę wyrzuciłam.
 - no co?-spytałam patrząc na bruneta
 - aż tak na ciebie działam?-spytał poruszając brwiami
Oj nie wiesz jak bardzo.
 - nie to taki nawyk i często tak mam-dodałam śmiejąc się
Wcale nie tylko przy nim przegryzam sobie wargę
 - następnym razem powstrzymaj się od tego i będzie po sprawie-dodał i ruszył dalej
Łatwo ci mówić, nie jesteś bosko przystojnym Brazylijczykiem i przyciągasz mnie jak magnes.  Oj zapomniałam jednak jesteś. Przystawiłam głowę do szyby wpatrując się we wszystko byle by nie w piłkarza. Mam bardziej krwawić? O tak mu to by pasowało, wydałoby się ze to przez niego i by się obwiniał. Z drugiej strony cieszył by się że mi się podoba jego obecność....CO JA GADAM. Głupieje kompletnie. Przez ten czas jaki tu spędziłam nauczyłam się wielu rzeczy. Po pierwsze większej wiary w siebie. Po drugie poczucia miłości np od Daniego albo Gerarda(bardzo mnie kochają). Po trzecie...tego nie napiszę bo sama w to nie wierzę. Barcelona stała się moim drugim domem. Stała się dla mnie częścią życia. Odkąd przyjechałam i zamieszkałam u Neymara zobaczyłam prawdziwe twarze sławnych piłkarzy z FCB. Poczucie że mogłam tego doświadczyć zostanie we mnie na długo. Zyskałam wspaniałych ludzi, taką nową rodzinę. Anto Shaki i Rafaella stały się dla mnie przyjaciółkami. Gdy pomyślałam że rzeczywiście tak jest, przechodziło mnie wrażenie że to jeden wielki żart. Jednak patrząc na wszystkie zdjęcia w telefonie i tapety uświadamiałam sobie że grupka ludzi których poznałam rzeczywiście są Wags*- Barcelony oraz samymi piłkarzami  moim światem. Jeden szczególnie zadnie mi w pamięć, ten który właśnie prowadzi czerwone Audi. Wróciłam do bruneta z głupim uśmieszkiem na twarzy. Oczywiście długo nie trwało a musiałam oderwać wzrok od bruneta. O dziwo przy moim zamyśleniu zatrzymaliśmy się. Brunet wyskoczył z samochodu i zniknął mi z oczu. Otworzyłam drzwi bo zrobiło się w środku kropnie duszno. Rozejrzałam się dookoła. Była to znana lodziarnia w całej Barcelonie. Nawet ja ją znałam, bo tutaj chłopaki przyprowadzili mnie w zamian z dobry trening. Wspomnienie mojego trenerstwa. Odblokowałam telefon po czym weszłam na portale społecznościowe. Zobaczyłam zdjęcie Veronici z Las Vegas. Polubiłam i skomentowałam"pasujesz tam ♥ tęsknie i kocham ♥" Zrobiłam zdjęcie kawiarni i także wstawiłam na IG z podpisem" Czekając na nie-na lody!" Schowałam szybko telefon widząc nadchodzącego z lodami Neymara.
 - nie chowaj-dodał zabierając mi go
 - ej!-pisnęłam i stykając się twarzą w twarz
 - muszę ustawić ci nową tapetę-wyszczerzył się cwaniacko
Nie miałam nic do powiedzenia. Robił sobie z milion fotek po czym po 10 min oddał mi go. Sprawdziłam czy aby nie ucierpiał a gdy go odblokowałam wyskoczyły mi zdjęcia Neymara.
 - wybierz najlepsze i ustaw-dodał mówiąc z pełną buzią lodów
 - mam lepszy pomysł-podeszłam do Neymara brudząc go lodami
On zanim się zorientował zrobiłam mu zdjęcie i ustawiłam na tapetę. Gdybyście zobaczyli moją minę, padałam ze śmiechu. Wyszedł jak dziecko któremu ukradziono lizaka, czyli jednym słowem słodko. Pokazałam mu a on zaczął się śmiać. Schowałam swój i dokończyłam swojego loda. Wiedział jakie wybrać. A co najlepsze oboje mieliśmy takie same. Gdy skończyliśmy jeść ponownie wsiedliśmy do samochodu i wróciliśmy na trasę wiodącą do mieszkania bruneta. Jak się okazało trasa zleciała szybciej niż chciałam. Przez cały czas śpiewaliśmy albo słuchaliśmy piosenek lecących w radiu.Jak pewnie się domyślacie brunet kazał podłączyć jego telefon do odtwarzacza. Nie umknęło mu to że będę miała w dłoniach jego własność. Puściłam od samego początku playlistę. Była typowa dla niego. Leciały jedna za drugą aż w końcu natknęłam się na znane mi melodię. Uśmiechnęłam się dodając do tego zdziwienie. Brunet szybko przeskoczył je i włączył każdą następną byle nie te. Jestem uparta i włączyłam . Nie miał nic do powiedzenia. W miarę wsłuchania się w piosenkę brunet uznał że to był dobry wybór, musiał nie miał innego wyboru. Następne były podobne. Skąd je znał?....To ten wieczór jak grał na fortepianie. Właśnie tą melodię grał przy księżycu. Wciąż jesteś dla mnie zagadką Da Silva.


środa, 22 czerwca 2016

Rozdział 21

        "Panować można nad tym co się myśli ale nie nad tym co się czuje"
 
 
 
Po zrobieniu tego "odpowiedniego" zdjęcia zmierzaliśmy już do swoich okolic głównie do mojej. Moja kochana rodzinka stwierdziła że samej z Neymarem po nocy mnie nie puści...Z NEYMAREM i postanowili mnie nie opuścić po same drzwi wejściowe. Mówię serio. Gdy mi tak to powiedzieli spojrzałam na nich jak na wariatów. Mimo wszystkiego dobrze było czuć że dbają o moje bezpieczeństwo. Choć gdyby puścili mnie samą Z NEYMAREM też by mi nic się nie stało no może tylko moja chora psychika walnęła by bzika a żołądek fikołka ale to nic pamiętajcie. Cała ekipa była od ucha do ucha roześmiana. Usłyszałam cichy chichot, bardzo mi znany i jak się okazało była to Argentynka i Kolumbijka wraz ze swoimi partnerami. Posłałam im żeby się puknęli i wróciłam wzrokiem przed siebie. Dochodziliśmy do mojej dzielnicy. Cała gromadka stanęła przed furtką by mnie przepuścić. Otworzyłam szerzej by te mózgi pomyślały co mam na myśli
    - macie wejść-zaśmiałam się widząc osobę Brazylijczyka obok siebie
-umyliście uszy?- spytał śmiejąc się Neymar
Kiwnęli do siebie głowami i ruszyli w naszą stronę. Moje ciało odmawiało już jakiegokolwiek ruchu ale pomimo tego wciąż miałam ochotę na towarzystwo przyjaciół. Po wpuszczeniu wszystkich na teren domu bruneta mogłam chociaż na chwilę pomyśleć że sen to moje marzenie.  Po tym co ujrzałam kompletnie zgłupiałam. Zobaczyłam słaniających się na nogach piłkarzy i ich partnerki. Anto spojrzała w moją stronę wymownie co znaczyło tyle że musiałam do niej podejść, sama tego chciałam Argentynka jest kochaną osobą i przebywanie w jej towarzystwie pokazuje jak bardzo jedna osoba może zmienić drugą. Kochałam ją jak siostrę i byłyśmy przyjaciółkami zresztą jak z Rafą i Shaki. Przekroczyłam próg drzwi i przytuliła się do mnie Rafa we własnej osobie.  Odwzajemniłam czule gest i wróciłam wzrokiem do ślicznej Argentynki
 - mamy pomysł-dodała Anto ziewając
Uniosłam brwi patrząc na dwie przyjaciółki, gdzie Shaki?
 - pójdziemy jutro na takie babskie zakupy i urządzimy sobie taki babski wieczór-pisnęła dość głośno przewidując prawie świt za oknem
- z wami zawsze-także pisnęłam ściskając się nawzajem
- żadnych Neymarów i tak dalej kumasz?-zaśmiała się Anto
Zasalutowałam śmiesznie za co oberwałam kuskańcem w bok. Czułam się jak w domu, razem z nimi takie zakupy nieźle mi się przydadzą patrząc jak bardzo się z nimi zżyłam. Od dawna nie byłyśmy na wspólnych zakupach i jutrzejszy wspólny wypad oznaczał coś na prawdę niezwykłego, zresztą cała dwójka partnerek + Rafa jest niezwykła. Gdy zakończyłyśmy rozmowę po Argentynkę przyszedł śpiący Leo a Rafa usypiała na stojąco więc poleciłam jej się położyć. Jako jedyna jeszcze normalnie komunikowałam(przynajmniej próbowałam). Napiłam się soku i ruszyłam już do siebie by się położyć. Ostatnią rzeczą było pożegnanie się z resztą "rodzinki". Połowa już spała więc posłałam im uśmiech na dobranoc i czym prędzej poszłam schodami na górę. Ku mojemu zdziwieniu drugą osobą która jeszcze nie spała był Neymar. Stał bez koszulki gapiąc się w przestrzeń za oknem. Wychwyciłam że mówi coś sam do siebie, byłam zbyt zmęczona więc nie wnikałam o co chodziło. Puściłam do niego lekki uśmiech(którego nie widział) i poszłam po cichu do siebie. Zastanawiała mnie jedna myśl  czy kiedykolwiek odzwyczaję się od patrzenia na niego? Dobijała mnie myśl że gdy wyjadę prawdopodobnie już więcej się nie zobaczymy. On jest sławnym piłkarzem a ja głupią i zakochaną fanką w idolu zwykłą dziewczyną z Polski, o to mi chodziło. Na samą myśl o jego nieziemskim uśmiechu przywracało mi to na twarz uśmiech. Dzięki takim mogłam zapaść w Krainę Morfeusza.  Jak zawsze musiało mnie coś obudzić w środku nocy. Nie był to nikt z pokoju więc na pewno ktoś  z dołu. Zeszłam schodami na dół gdzie znalazłam siedzącego w ogrodzie piłkarza. Po raz kolejny był zamyślony i wpatrzony w księżyc. Mówił coś pod nosem cały czas nerwowo zagryzając wargę. Poszłam na przód, musiałam dowiedzieć się co  go trapi. Dotknęłam jego ramienia na co brunet mocno się wzdrygnął. Spodziewał się kogoś innego?
 - co tu robisz?-wychrypiał Neymar
 - to co ty nie mogę spać-dodałam patrząc na jego wyraz twarzy
Coś ukrywa, jest tajemniczy a to oznaczało jedno.
 - co cię trapi Ney?-użyłam jego zdrobnienia
 - nic-uciął krótko- to od zmęczenia i od ostatnich wydarzeń-odpowiedział łagodnie lekko się uśmiechając
Udawajmy że w to uwierzę
 - powinnaś odpocząć Celia-powiedział a ja wyczułam w jego głosie troskę
 - jak ty pójdziesz to ja też pójdę nie zostawię cię samego-odpowiedziałam pewna siebie
Przy nim czułam się ważna, razem z nim wierzyłam że wszystko jest możliwe. To takie....Celia, oj Celia-mówił mój głosik. Po mojej wypowiedzi nastała cisza po czym podchodząc do mnie brunet zrobił coś czego się nie spodziewałam
 - ja tak samo-wychrypiał na co dostałam gęsiej skórki
Przyciągnął mnie do siebie tak że stykaliśmy się czołami a nasze twarze dzieliły milimetry. On jednak objął mnie ramionami tuląc do siebie. Mogłam poczuć jego przyspieszony oddech i szybsze bicie serca. Czułam się przy nim tak dobrze....
 - idziemy po jeszcze przeziębisz mi się tutaj-zaśmiał się uroczo i dał mi swoją bluzę.
Wyglądało to głupio, ja w piżamie z czerwonym nosem i jego bluzie w misie. On za to bez koszulki w samych szortach......Nie mogłam przy takich widokach normalnie myśleć. KONIEC NO JUŻ CELIA!.-znowu ten się odzywa. Poszliśmy do kuchni.
 - to już tradycja-zaśmiałam się cicho
Neymar po usłyszeniu tych słów przyznał mi rację uśmiechając się promiennie. Jego nastroje są zmienne raz jest zamyślony a później wraca stary Neymar śmiejący się do ucha do ucha. Wracając brunet wyjął dwie szklanki i nalał do nich mleko. Podał mi. Stałam chwilę oszołomiona jego boskim wyglądem po czym wzięłam ją od piłkarza. Sam podniósł szklankę do góry i szybko wypił zawartość naczynia. Zrobiłam tak samo uśmiechając się głupio. Nie ogarnięta jestem. Patrzył się tak że miałam ochotę się zapaść pod ziemię. Przeszywa mnie wzrokiem a najgorsze jest to że jego bliska obecność jeszcze bardziej mnie rozprasza, chyba nigdy nie przestanę peszyć się w jego obecności. Umył szklankę i włożył ją tam  gdzie była wcześniej. Poczekałam na swoją kolej. Brunet ruszył w stronę wyjścia więc mogłam spokojnie umyć swoją szklankę. Nie doczekanie moje. Zniknął mi z oczu. Martwiąc się o nieobecność bruneta szybko pobiegłam schodami do swojego królestwa. BUM!. Jakbym wiedziała gdzie będzie.... Co on tu robi?
 - weź coś na siebie i jedziemy-dodała odwracając się w moją stronę
-jedziemy?-uniosłam brwi- jest pierwsza w nocy! Nie wiem jak wy ale ja w Polsce o tej godzinie śpię więc gdybyś był tak....-nie dane było mi skończyć
 - nie jesteś u siebie kotku-położył palec na moich wargach lecz szybko go cofnął
Co za pech
 - powiedz mi chociaż gdzie...-mruknęłam nie wiedząc co temu człowiekowi przyszło do głowy
- i oto niespodzianka-ucieszył się
- proszę daj mi się zdrzemnąć-powiedziałam tak szybko jak poczułam że unoszę się nad ziemią
Neymar wziął mnie na ręce  schodząc po schodach. Zrobiło mi się automatycznie przyjemnie ciepło, nie potrzebowałam żadnych poduszek, miałam jego. Wyprowadził mnie z domu nawet nie dając mi się w nic sensownego ubrać. Byłam w piżamie w pandy i kapcie w pandy. Tak wiem wszędzie "pandy". Gdy postawił mnie przed samochodem, brunet nie mógł powstrzymać śmiechu.
 -ciesz się że jestem tak mądry i wziąłem coś dla ciebie-podał mi torbę a w niej ciuchy do przebrania się
 - tylko po to mnie tu wyciągnąłeś?-zapytałam
-ale czy ja powiedziałem że teraz będziesz się przebierać?-zaśmiał się szyderczo i otworzył mi drzwi do samochodu
Spuściłam głowę głęboko wzdychając. Wrzuciłam ją na tył i wsiadłam do wyznaczonego mi miejsca pasażera. Brunet zanim odpalił silnik zdjął z siebie bluzę i podał mi ją. Wzięłam ją z ukrytym rumieńcem. Pachniała nim....tak jak trawa cytrynowa i morska bryza. Idealne zapachy. Była na mnie za dużo ale tak że mogłam w niej przyjemnie "utopić" Tym razem odjechał i mogłam pozbyć się uczucia gorąca na mojej twarzy spowodowanej bluzą Brazylijczyka. Przez cały czas zastanawiałam się gdzie oto ten osobnik mnie wiezie. On ani słowa, jak grób milczał.
 - dobra bo zaraz nie wytrzymam gdzie do cholery jedziemy?
 - aż tak chcesz wiedzieć?-zaśmiał się
Bawiło go to? Super.
 - tak o jest środek nocy....prawie świta a my jedziemy nie wiadomo gdzie!-machałam rękami
 - w magiczne miejsce-dodał cicho i ruszył dalej nie zatrzymując wzroku na mnie
Spodziewałam się tego, czas na plan B.



 
 


sobota, 4 czerwca 2016

Rozdział 20

 
 
"Jest wielu ludzi, ale prawdziwy człowiek to rzadkość."
 

 
 
Chodziliśmy po plaży przynajmniej mieliśmy taki zamiar. Ja będąc z tyłu szybko wylądowałam z przodu. Pewnie chcecie wiedzieć jak. Już mówię. Moja kochana paczka była zaniepokojona tym że idę tak sama z tyłu i "zaciągnęli" mnie (w łagodnym tego słowa znaczeniu) do siebie. Pomimo pewnego rozkojarzenia udało mi się normalnie komunikować. A to już jest plus. Nasz wypad zakończyliśmy przy zaczynającej się alei lamp. Wyciągnę tam ich nie ma opcji.
- chodźmy tam-zrobiłam słodkie oczka
Spojrzeli dziwnie na mnie
- niedługo wyjadę i nie będę tego więcej widziała-spuściłam wzrok
To była prawda i trzeba się z tym zmierzyć. Podeszli do mnie pokazując czy aby może chce tam pójść. Jak się okazało poszliśmy w drugą stronę wprost na miejsce gdzie mogłabym przesiadywać wieczność, kierowaliśmy się na Camp Nou. To było jedyne miejsce które potrafiło za każdym razem mnie zaskakiwać. Gdy sięgnęłam do kieszeni poczułam jak zaczyna mi wibrować. Na wyświetlaczu pokazała się uśmiechnięta buźka Veronici
 -co to za zdjęcia???-krzyknęła z piskiem
To objaw tego że jest mega zdziwiona
 - jakie?-zmarszczyłam brwi
-to jak stoisz..czekaj jesteś tam z chłopakami z FCB?-zapytała z namysłem
- tak akurat idziemy na Camp Nou-zaśmiałam się- hej nadal nie wiem o co chodzi z tymi zdjęciami...-dodałam poważnie- wiem że jedno ja dodałam ale o innych nic nie wiem-powiedziałam niepewnie
- Wiesz jak gorąco mi się zrobiło na widok tych zdjęć-odpowiedziała moja przyjaciółka
-Veronica mów o co chodzi-powiedziałam zniecierpliwiona
-każdy piłkarz z FCB wstawił z tobą zdjęcia-pisnęła
-co?!-odsunęłam się od grupy przyjaciół by nie ogłuchli
-to co słyszysz-zaśmiała się- na każdym tak słodko wychodziłaś a szczególnie to zdjęcie Neymara-krzyknęła a ja wyczułam w jej słowach podtekst typu "On jest taki boski"
-jakie zdjęcie?-uniosłam brwi jednocześnie będąc już lekko poddenerwowaną
-niech ci pokaże albo sama sprawdź-dodała uśmiechając się- ja musze lecieć dziadowie zabierają mnie na mecz trzymaj się sister Pa!-krzyknęła i się rozłączyła
Cała ona.  Najlepsze skrócone angielskie słówka, ja ją tego nauczyłam-odruchowo wypięłam dumnie pierś
Schowałam telefon do kieszeni i z lekkim zamieszaniem w głowie jak i w sercu wróciłam do mojej "rodzinki". Oczywiście czekali na mnie z zmartwionymi minami. Nabrałam powietrza w płuca i ruszyłam przed siebie.
 - kto?....-nie skończyli
 - to Veronica miała dla mnie miłe-zerknęłam na chłopaków zabijając ich wzrokiem- wiadomości-założyłam ręce na pierś.
Dziewczyny podeszły na moją stronę patrząc się na swoich partnerów. Parsknęłam pod nosem uświadamiając sobie jak ta sytuacja wygląda z boku.  Zaczęłam od podejścia do Daniego , kocham go i jest moim starszym bratem(którymś z kolei) ale jest najłatwiejszym do wyciągnięcia informacji. W tej sytuacji był to jego telefon. Wyczuł to i zaczął bawić się niespokojnie rękami
 - pokaż swój telefon-poleciłam Alvesowi bardziej niż oczekiwałam
Podał z wahaniem. Nie zdziwiłam mu się. Wstawiali zdjęcia ZE MNĄ  w takich chwilach że wychodziłam na nich jakbym była kimś sławnym a co gorsza WEZMĄ MNIE ZA KOGOŚ TAKIEGO (czyli sławną i przepłaconą laskę)
-mogliście powiedzieć  a przynajmniej pokazać co wstawiacie-prawie krzyknęłam oglądając jakie zdjęcie ten szalony Brazylijczyk wstawił. Normalne.... zdjęcie jak mnie obejmuje a ja śmieje się jak wół na malowane wrota czy jakoś tak. Nie no Super. Już widzę jutrzejszy nagłówek barcelońskich gazet" Piłkarze Barcelony wczorajszego wieczoru byli widziani na plaży w towarzystwie pięknej nieznajomej otóż nie tajemnicza blondynka okazała się być całkiem blisko Katalończyków" Złapałam się za głowę i oddałam telefon Daniemu.
- nic nie mówcie tylko przygotujcie się na bardzo ale to bardzo ciekawe nagłówki jutrzejszych gazet-dodałam idąc do tylnego wejścia na Camp Nou. Nie zostali mi dłużni i dołączyli kroku
- nie przejmuj się po za tym prędzej czy później i tak gazety by cię razem z nami zobaczyły-uciął krótko Pique
-Zgodzę się z nim-dodałam łapiąc za rękę Gerarda Shaki
-jesteś nasza i niech świat nam zazdrości-dodał szczęśliwy u boku Anto Leo
Posłałam im obu szeroki uśmiech i spojrzałam na resztę. Gdy znowu pochłonęła mnie niepewność o swoją przyszłość i reputacje chłopaków od tyłu dotknął mojego ramienia znany mi głos.
- jesteś najlepszą rzeczą jaka mogłaby mnie tutaj spotkać i żadne gazety tego nie zmienią-szepnął mi na ucho tak cicho że tylko ja mogłam go usłyszeć
Ugięły się pode mną nogi. Nikt mi wcześniej nie powiedział bardziej wartościowszych słów niż te które przed chwilą usłyszałam od idealnego bruneta. Zagryzłam wargę czując na mojej twarzy rumieńce. Usłyszałam cichy lecz uroczy śmiech Brazylijczyka. Sama zaczęłam się na niego patrzeć jak wół na malowane wrota nie patrząc jak długo to trwa. Otrząsnęłam się gdy usłyszałam przychodzącą wiadomość na mój telefon. Na wiadomość mnie rozbroiła. Musiałam ją z kilka razy przeczytać by ją zrozumieć. A co najśmieszniejsze w niej to to od kogo ona była:
"Patrzysz się na niego jak wół na malowane wrota -KC Dani Anto i Leo"
Zaśmiałam się jak głupia przy odpowiedzi
"Wcale nie i zajmijcie się sobą a nie mną lamy,KC też was"
Oni zrobili głupie miny w moją stronę gdy później ja wytknęłam im język  szczerząc się szeroko nie wiadomo po co i do kogo. Schowałam telefon na swoje miejsce i mogłam spokojnie uchylić drzwi od wejścia na stadion. Znowu tu byłam. Głęboko odetchnęłam po czym rozejrzałam się po znanym mi (już) miejscu. Poczułam ciarki na moich plecach, to miejsce przeszywało moje serce i duszę. Usiadłam na murawie obserwując gwieździste niebo. Wyglądało przepięknie jak na tą porę roku. Potarłam ramiona czując przechodzące mnie zimne dreszcze. Wtedy to poczułam, uderzył mnie znajomy hipnotyzujący zapach męskiej bluzy. Jakbym kiedykolwiek zapomniała ten zapach muszę zabrać sobie TĄ bluzę. Oczywiście mówię tu o własności Pana Da Silvy.
 - trzymaj załóż ją bo zmarzniesz-dodał tym swoim troskliwym głosem
-dzięki Ney-dotknęłam jego dłoni czując jego obecność oraz bijące od niego ciepło
Usiadł dotykając mojego ramienia. Długo to nie trwało gdy z drugiej strony dosiadły się Anto z Shaki. Poruszały brwiami widząc z drugiej strony obecność Neymara. Zgromiłam je za to wzrokiem lekko się czerwieniąc, po tym miały jeszcze większy ubaw ze mnie. Tuż po dziewczynach dosiedli się chłopaki. Tylko ich tu brakowało. TAK NA SERIO to jakoś głupio czuję się gdy ich przy mnie nie ma. A zwłaszcza ciemnookiego i bardzo pociągającego Brazylijczyka. Zerknęłam na zegarek 00:00. Przy nich czas się nie liczy. Wszyscy objęliśmy się za ramiona patrząc w gwiazdy. Zostało mi 6 dni z nimi. Z tym wszystkim trudno będzie się pożegnać po tych pięknych 2 tygodniach-pomyślałam patrząc na grupkę przyjaciół albo właściwe rodzinę którą stali się dla mnie w mega szybkim tępię.  Dzisiaj był szczególny dzień raz na 5 lat spadają gwiazdy i przypadło to tak że występuje to tydzień po moich urodzinach. Poczułam uścisk dłoni gdy sprawdziłam kto to nie musiałam mówić by każdy wiedział. Neymar sprawca mojego przyjazdu tutaj i najlepsza osoba na świecie, będę mu wdzięczna do końca życia. ZA WSZYSTKO dosłownie. Jedynymi złymi przeczuciami będą te że będą musiała się z nim pożegnać nie wiedząc czy kiedykolwiek jeszcze się  nim zobaczę. Odwzajemniłam uścisk dodawając zmęczony uśmiech. Jego reakcja była natychmiastowa, cała paczka nie musiała nic robić  by wiedzieć...no właśnie co wiedzieć?
Uświadomiłam sobie coś w tym momencie.
On zrobi dla mnie wszystko-takie stwierdzenie utknęło mi głowie przy spojrzeniu na Neymara
Wstaliśmy z murawy kierując się do wyjścia. Chwila STOP.  Oni mnie podnieśli bo nawet na siedzące już zasypiałam. Zatrzymałam na chwilę Neymara pokazując mu coś. On zrobił resztę. O co chodziło?...Nie mogło zabraknąć wspólnego zdjęcia na tle rozświetlonego zarazem magicznego Camp Nou. Ich miny były bezcenne jednak pomimo tego zdziwienia zgodzili się (bez żadnego ale) na zdjęcie.  Wyszło przepięknie. Powieszę je sobie nad łóżkiem. Anto wraz z Leo obejmowali mnie z prawej strony a Dani jak na wariata przystało "górował" nad nami. Shaki i Geri Stali koło argentyńskiej pary po czym (nie) mogłabym zapomnieć swoje miejsce zajął Neymar. Jego miejsce było tylko i wyłącznie jedno- przy mnie.

***Mamy 20!***