"Czasami czyjaś obecność prostu sprawia ci radość. Cieszysz się że masz przy sobie osoby, które akceptują cię taka jaką jesteś"
Wracałam do domu zastanawiając się jak wiele rzeczy jeszcze nie wiem o Neymarze. Nie miałam zamiaru wydobywać ich na siłę, sama większość dzisiaj odkryłam. Neymar zatrzymał samochód, to znak dla mnie że dojechaliśmy. Oparłam głowę o siedzenie nie chcąc jeszcze kończyć tego cudownego dnia. Gdy poczułam czyiś oddech na twarzy musiałam otworzyć oczy. Oczywiście był to przed chwilą wspomniany Brazylijczyk.
-wychodzisz czy mam cię zanieść?-dodał sarkastycznie
- jasne że wychodzę ciołku-dostał ode mnie kuskańca w bok
Zaśmiał się cicho i puścił mnie przodem. Złapałam za klamkę po czym weszłam do domu. Gdy od pierwszej chwili przekroczyłam próg domu Da Silvy trafił mnie zapach świeżego chleba i....naleśników?!. Podeszłam bliżej w stronę pomieszczenia pracy Marceli i ujrzałam właśnie naleśniki a przy nich Rafę. Poszłam do niej na paluszkach. Pachniało cudownie.
- skąd wiedziałaś że lubię naleśniki na śniadanie...-spytałam z uśmiechem
- Ney mnie prosił bym zrobiła-machnęła łopatką i na chwilę się zatrzymała- lubisz je tak jak mój braciszek-zaśmiała się i wróciła do smażenia. Dopiero po chwili zorientowałam się że wciąż jestem w bluzie Neymara naciągniętej na piżamę. Oczywiście uświadomił mi to śmiech
- wyglądasz tak inaczej-śmiał się nieopanowanie Jota
Walnęłam go w ramię za to, choć sama powstrzymywałam śmiech. Pobiegłam schodami na górę, by jak najszybciej się ogarnąć. Choć jednej rzeczy mogłabym już nie zdjąć -bluzy Neymara. Zdjęłam z siebie piżamę i weszłam pod prysznic. Dzisiaj wyjątkowo szybko mi to zeszło. Potem umyłam i wysuszyłam włosy. Wciąż przypominałam sobie chwilę przy wierzbach. Jego dotyk sprawiał że odpływałam, sama nie wiedziałam co się ze mną dzieje. Jego dotyk ust na mojej szyi i czole sprawił że uświadomiłam sobie pewne rzeczy. Nigdy nie zapomnę dzisiejszego dnia/nocy z nim. To już we mnie zostanie na zawsze. Wzięcie udziału w tym konkursie było najlepszą decyzją jaką podjęłam w życiu. Dzięki temu jestem w domu mojego idola, a właśnie idol jest moim najlepszym przyjacielem. Nie wyobrażam sobie łatwych chwil gdy będę musiała wyjechać. O nie lepiej o tym teraz nie myśleć....to jeszcze nie czas. Po wysuszeniu ich odłożyłam suszarkę i swoje nie ogarnięte włosy związałam w niedbałego koka. Na swoim ciele poczułam przypływ takiego wewnętrznego ciepła co wywołało u mnie szeroki uśmiech. Nie nakładałam makijażu, nie lubiłam się malować. Zeszłam po schodach tak szybko jak Rafa mnie zawołała mnie z dołu. Kochałam tych ludzi. Zdobyli moje serce od samego początku. Przywitałam się ciepło z Rafą gdy tylko zobaczyła mnie na swoim horyzoncie.
- gotowa na dzisiejszy babski dzień?-pisnęła Brazylijka
Objęłam ją ramieniem
- oczywiście-pisnęłam z zachwytu
Brazylijka zaśmiała się z mojej dzikiej radości i zaprowadziła do jadalni. Tym razem o dziwo śniadanie szykowało się w ogrodzie przy basenie. Zasiadłyśmy obok siebie. Brazylijka dobrze nie dała mi usiąść a już opowiadała do jakich sklepów mnie zaprowadzi. Oczywiście zamknęła się z postawieniem potraw na stole. Pokręciłam głową. Czy mogłabym ją ze sobą wziąć? Proszę..... Potem dosiedli się już pozostali członkowie rodziny- tak głównie to tylko Jota z Neymarem. Ktoś kopnął mnie pod stołem
- ał-powiedziałam głośno
Brazylijka skinęła głową w stronę Neymara
- częstuj się- powiedział nakładając sobie posiłek
Nie zwlekałam dłużej. Robiłam to co chciał, dzisiejszy świt sprawił że o niczym innym nie myślałam. Oczywiście nie mówię o jedzeniu tylko o ciemnookim piłkarzu. Nie nałożyłam sobie dużo, nie potrzebowałam więcej niż ON. Oczywiście piłkarz widząc moje skromne jedzenie dorzucił kilka słów
- mam ci sam nałożyć?-powiedział zmieniając miejsce bliżej mnie- czemu tak mało jesz?-wziął mój talerz
- mało? zjadłam dużo-powiedziałam cicho- proszę nie...-mruknęłam
Prawda była inna. Od świtu cały czas myślę tylko i wyłącznie o nim. Nie muszę jeść ale ON musi być obok.Chwila co?!.Kompletnie tracę władzę nad swoimi uczuciami.
- powiedz jeśli coś się dzieje-dotknął lekko mojej dłoni
- wszystko w porządku na prawdę Ney-powiedziałam tak przekonująco jak tylko mogłam
Niech się na to nabierze bo nie wytrzymam.
Uśmiechnął się jak mały chłopiec i odniósł swój talerzyk
- jak wrócę masz mieć to wszystko zjedzone!-krzyknął wychodząc z kuchni i kierując się do wyjścia
-gdzie..?-nie dane mi było skończyć gdy tylko zobaczyłam uśmiechniętą Argentynkę na horyzoncie
Nie musiałam się zbytnio ruszać bo ona już była przy mnie. Ciepło się ze mną przywitała. Ją też zabieram Boże!. Bez tej kobiety nie wytrzymam w Polsce. To taka starsza siostra i najlepsza przyjaciółka w jednym że sobie nie wyobrażacie. Oczywiście po Anto obok pojawiła się Shaki. Kolejna którą muszę zabrać ze sobą.
- to co ruszamy?-powiedziała Kolumbijka tuż po tym jak oderwała się od uścisku ze mną
Wszystkie ochoczo ruszyłyśmy głową. Ja głową byłam przy piłkarzu, Jedno główne pytanie gdzie dziewczyny go wysłały?. Oczywiście moją tymczasową nie obecność zauważyła siostra klubowej "11".
-co jest?-spytała szepcząc mi do ucha
-gdzie wysłałaś swojego brata?-spytałam
- sam zdecydował że gdzieś pójdzie bo musi coś załatwić-naśladowała jego głos co wychodziło jej komicznie. Chichotałam głupio póki Shaki z Anto nie dołączyły do nas
-stęskniłaś się już za Neymarkiem?-stwierdziła chytro Kolumbijka i przybiły sobie we trzy piątki
Co to za spisek przeciwko mnie....
- ja...co? nie-prychnęłam udając że tak NIE JEST I TAK BYŁO PRAWDA?
- co jak co ale twoje czyny mówią o czym innym-podniosły mój telefon a tam w szybkim wybieraniu NEYMAR i wiecie co? głupie dostawiły serce przy nazwie. Próbowałam im zabrać ale szybko go chowały za siebie uniemożliwiając mi odebranie go.
- dzisiaj dzień bez tego pana-postukała w ekran telefonu należącego do mnie
Zaśmiała się w moją stronę i rozsiadła się wygodnie na swoim miejscu.
- widziałam ja na niego patrzysz-stuknęła mnie w ramie Anto
Odruchowo zarumieniłam się
- ty tego nie widzisz ale za to ja widzę i zapewne Shaki i Rafaella też...-Argentynka szeptała mi na ucho- nie ukryjesz tego przed nami-dodała
- to miał być dzień bez niego prawda?-spytałam chcąc zmienić tok rozmowy. Argentynka skinęła głową- więc przestań nasuwać mi nie realne uczucia co do niego-dodałam dotykając jej ręki
- kochana-powiedziała- wszystko jest możliwe-szepnęła i objęła mnie mocno jak siostra
Musiałam przyznać jej rację lecz w moim wypadku taka możliwość nie istnieje. Wpakowałyśmy się do samochodu Anto przy czym Shaki prowadziła. Argentynka zajęła miejsca z tyłu. To gdzie siedziałam nie miało znaczenia, ważne by z nimi. Zapowiadał się niezapomniany dzień. Zaparkowałyśmy pod centrum handlowym. Pochyliłam głowę do przodu by w pełni zobaczyć obiekt. Jak się okazała była to największa galeria w całej Barcelonie. Tylko pogratulować. Nie dysponowałam takimi funduszami by robić tu zakupy a na pewno nie pozwolę by dziewczyny za mnie płaciły.
- nie mogę-stanęłam osłupiała- to nie dla mnie-złapałam się za głowę
Podeszły do mnie nie ukrywając swojego zdziwienia
- nie mam tyle by tam wejść i robić zakupy-powiedziałam bawiąc się palcami
- a kto powiedział że musisz mieć?-uniosła brew Rafaella
Nie, nawet nie myślą o tym i tak wystarczająco wszyscy na mnie wydawają tylko tego brakowało by przyjaciółki dołączyły do tej listy.
- nie pozwolę wam za mnie płacić-spojrzałam na nie poważnie- widzę jaka to galeria...-dodałam spuszczając wzrok na swoje buty
- ty nam nie pozwalasz ale kto inny aż kazał-zachichotały w tym samym momencie kobiety
Teraz na serio się pogubiłam.
- bez obaw nie ma limitu na wydatki-poklepała mnie po plecach Kolumbijka
- jeśli to pieniądze Leo albo któregoś z chłopaków to lepiej wracajmy-wywróciłam oczami speszona
- racja chłopaka-dodała Anto- ale ten szczególnie prosił byśmy cię tutaj przywiozły i sprawiły byś jak on to ujął-złapała się za brodę i wyglądała jak by nad czymś myślała- że poczujesz się jak księżniczka- powiedziała tajemniczo Shak. No to fajnie. Przeniosłam wzrok w górę klnąc cicho w imię PANA TAJEMNICZEGO. Czujecie tu zapach Brazylijczyka? Ja aż za bardzo.
- ał-powiedziałam głośno
Brazylijka skinęła głową w stronę Neymara
- częstuj się- powiedział nakładając sobie posiłek
Nie zwlekałam dłużej. Robiłam to co chciał, dzisiejszy świt sprawił że o niczym innym nie myślałam. Oczywiście nie mówię o jedzeniu tylko o ciemnookim piłkarzu. Nie nałożyłam sobie dużo, nie potrzebowałam więcej niż ON. Oczywiście piłkarz widząc moje skromne jedzenie dorzucił kilka słów
- mam ci sam nałożyć?-powiedział zmieniając miejsce bliżej mnie- czemu tak mało jesz?-wziął mój talerz
- mało? zjadłam dużo-powiedziałam cicho- proszę nie...-mruknęłam
Prawda była inna. Od świtu cały czas myślę tylko i wyłącznie o nim. Nie muszę jeść ale ON musi być obok.Chwila co?!.Kompletnie tracę władzę nad swoimi uczuciami.
- powiedz jeśli coś się dzieje-dotknął lekko mojej dłoni
- wszystko w porządku na prawdę Ney-powiedziałam tak przekonująco jak tylko mogłam
Niech się na to nabierze bo nie wytrzymam.
Uśmiechnął się jak mały chłopiec i odniósł swój talerzyk
- jak wrócę masz mieć to wszystko zjedzone!-krzyknął wychodząc z kuchni i kierując się do wyjścia
-gdzie..?-nie dane mi było skończyć gdy tylko zobaczyłam uśmiechniętą Argentynkę na horyzoncie
Nie musiałam się zbytnio ruszać bo ona już była przy mnie. Ciepło się ze mną przywitała. Ją też zabieram Boże!. Bez tej kobiety nie wytrzymam w Polsce. To taka starsza siostra i najlepsza przyjaciółka w jednym że sobie nie wyobrażacie. Oczywiście po Anto obok pojawiła się Shaki. Kolejna którą muszę zabrać ze sobą.
- to co ruszamy?-powiedziała Kolumbijka tuż po tym jak oderwała się od uścisku ze mną
Wszystkie ochoczo ruszyłyśmy głową. Ja głową byłam przy piłkarzu, Jedno główne pytanie gdzie dziewczyny go wysłały?. Oczywiście moją tymczasową nie obecność zauważyła siostra klubowej "11".
-co jest?-spytała szepcząc mi do ucha
-gdzie wysłałaś swojego brata?-spytałam
- sam zdecydował że gdzieś pójdzie bo musi coś załatwić-naśladowała jego głos co wychodziło jej komicznie. Chichotałam głupio póki Shaki z Anto nie dołączyły do nas
-stęskniłaś się już za Neymarkiem?-stwierdziła chytro Kolumbijka i przybiły sobie we trzy piątki
Co to za spisek przeciwko mnie....
- ja...co? nie-prychnęłam udając że tak NIE JEST I TAK BYŁO PRAWDA?
- co jak co ale twoje czyny mówią o czym innym-podniosły mój telefon a tam w szybkim wybieraniu NEYMAR i wiecie co? głupie dostawiły serce przy nazwie. Próbowałam im zabrać ale szybko go chowały za siebie uniemożliwiając mi odebranie go.
- dzisiaj dzień bez tego pana-postukała w ekran telefonu należącego do mnie
Zaśmiała się w moją stronę i rozsiadła się wygodnie na swoim miejscu.
- widziałam ja na niego patrzysz-stuknęła mnie w ramie Anto
Odruchowo zarumieniłam się
- ty tego nie widzisz ale za to ja widzę i zapewne Shaki i Rafaella też...-Argentynka szeptała mi na ucho- nie ukryjesz tego przed nami-dodała
- to miał być dzień bez niego prawda?-spytałam chcąc zmienić tok rozmowy. Argentynka skinęła głową- więc przestań nasuwać mi nie realne uczucia co do niego-dodałam dotykając jej ręki
- kochana-powiedziała- wszystko jest możliwe-szepnęła i objęła mnie mocno jak siostra
Musiałam przyznać jej rację lecz w moim wypadku taka możliwość nie istnieje. Wpakowałyśmy się do samochodu Anto przy czym Shaki prowadziła. Argentynka zajęła miejsca z tyłu. To gdzie siedziałam nie miało znaczenia, ważne by z nimi. Zapowiadał się niezapomniany dzień. Zaparkowałyśmy pod centrum handlowym. Pochyliłam głowę do przodu by w pełni zobaczyć obiekt. Jak się okazała była to największa galeria w całej Barcelonie. Tylko pogratulować. Nie dysponowałam takimi funduszami by robić tu zakupy a na pewno nie pozwolę by dziewczyny za mnie płaciły.
- nie mogę-stanęłam osłupiała- to nie dla mnie-złapałam się za głowę
Podeszły do mnie nie ukrywając swojego zdziwienia
- nie mam tyle by tam wejść i robić zakupy-powiedziałam bawiąc się palcami
- a kto powiedział że musisz mieć?-uniosła brew Rafaella
Nie, nawet nie myślą o tym i tak wystarczająco wszyscy na mnie wydawają tylko tego brakowało by przyjaciółki dołączyły do tej listy.
- nie pozwolę wam za mnie płacić-spojrzałam na nie poważnie- widzę jaka to galeria...-dodałam spuszczając wzrok na swoje buty
- ty nam nie pozwalasz ale kto inny aż kazał-zachichotały w tym samym momencie kobiety
Teraz na serio się pogubiłam.
- bez obaw nie ma limitu na wydatki-poklepała mnie po plecach Kolumbijka
- jeśli to pieniądze Leo albo któregoś z chłopaków to lepiej wracajmy-wywróciłam oczami speszona
- racja chłopaka-dodała Anto- ale ten szczególnie prosił byśmy cię tutaj przywiozły i sprawiły byś jak on to ujął-złapała się za brodę i wyglądała jak by nad czymś myślała- że poczujesz się jak księżniczka- powiedziała tajemniczo Shak. No to fajnie. Przeniosłam wzrok w górę klnąc cicho w imię PANA TAJEMNICZEGO. Czujecie tu zapach Brazylijczyka? Ja aż za bardzo.
Jeeej😍😍😍 super rozdzial!😍 pisz szybko nastepny!😍😘💝
OdpowiedzUsuńTen komentarz został usunięty przez autora.
OdpowiedzUsuń