❝ Bo potrzebuję Ciebie jak żadnej innej rzeczy i skłamałbym mówiąc, że się chcę z Ciebie wyleczyć.❞
Od tamtego momentu moje życie odmieniło się o 180 stopni. Z cichej i nieśmiałej dziewczynki zmieniłam się w pewną siebie i odważną dziewczynę. Ta zmiana pokazała mi na jak wiele mnie stać i uświadomiła mi siłę w samą siebie. Wdychałam świeże i rześkie powietrze tak długo aż nie zaczęło padać na zewnątrz. Pogoda się zmieniła ale mój nastrój nie. Wróciłam do środka z głową oczyszczoną od zmartwień i problemów na jakiś czas. Przy barze ustawił się już barman i kelnerzy skończyli nakrywać do stołów. Zaczęła się ostatnia wieczorna zmiana. Co wieczór przychodzili specjalni goście i zaczynał się taki bankiet wszystkich bogatych ludzi. Wybiegłam z sali VIP i przeszłam przez salkę dla dzieci,salkę do ćwiczeń i salkę obiadową dla służby. Tam spotkałam Andreę i Tomasa,którzy zajadali się kanapkami.
-głodomory z was-poklepałam po plecach Hiszpana siadając obok Andrei. Szybko na mnie spojrzeli i odstawili jedzenie na bok. Najwidoczniej ja byłam ważniejsza niż głód. Odwrócili się z zaciekawionymi minami wyczekując ode mnie monologu.
-no co?-uniosłam brew obserwując ich oboje jedzących ponownie kanapki.
-wróciłaś!-pisnęła Andrea z wielkim uśmiechem na twarzy. Uściskała mnie mocno tuląc do siebie z całych sił?....
-chwila...jak to wróciłam?-spytałam tym razem chłopaka chowającego się za plecami dziewczyny.
-ten uśmiech ta swoboda-przymknął lekko oczy-to jak 2 lata temu gdy cię spotkałem-zaśmiał się-witamy wśród żywych Celia-dodał połykając ostatni kęs kanapki. Naprawdę wróciłam.....
-teraz ty i tylko ty dla nas zrozumiano?-powiedziała pewnie Hiszpanka
Pokiwałam ochoczo głową biorąc do ręki szklankę z sokiem pomarańczowym. Odetchnęłam głęboko nabierając sił w płuca i energię której tak bardzo mi brakowało. Dzięki rozmowie z Leo to się zmieniło...Ich świat ponownie moim światem,ja ponownie wśród nich,oni wśród mnie choć na odległość. Moje serce należy wciąż do nich ale bije tylko do jednego i nigdy to się nie zmieni. Wyszłam z kuchni i ubrałam ponownie na siebie uniform. Zapięłam go do połowy gdy z rogu zaczepił mnie Alex. Już przygotowałam się do pełnej listy obowiązków ale jego spokój w oczach oznaczał coś innego.
-Dzięki tobie mamy zarezerwowany cały harmonogram na przyszły rok-podrapał się na karku- i muszę dać ci niezłą podwyżkę-powiedział tym razem poważnie. Czyli gadam z zarządcą. Przedstawił mi kopertę specjalnie zaadresowaną do mnie. Uchyliłam usta gdy dostrzegłam na niej pieczątkę prosto z klubu......FC Barcelony.
-ciesz się życiem tak jak powinnaś-szepnął- a i Leo dał ci niezły napiwek-dodał na koniec. Odszedł zostawiając mnie samą na schodach. Po chwili na usta wpłynął mi tak głupi uśmieszek że samej siebie nie poznawałam. Położyłam kopertę na recepcję szykując się na jej otwarcie. Co było w niej takiego że była specjalnie zaadresowana do mnie? Dlaczego tutaj była pieczątka Bartomeu? Uchyliłam wieczko i zobaczyłam włożone bilety i karnet ze smyczą.....Gdy wyjęłam w całości zawartość zrozumiałam co trzymam w ręce. Bilet na najbliższy mecz Barcelony i Karnet do wejścia VIP. Karnet jako karnet jest klubowy i na moje (nie) szczęście on nigdy się nie kończył czyli na każdy mecz miałam wejście VIP.....w dodatku był dołączony liścik" Mamy nadzieję że spodoba się pani urodzinowy prezent i w pełni go pani wykorzysta. Zarząd Barcelony Pozdrawiamy". Dodatkowo napisali że mogę zabrać osobę towarzyszącą. Przetarłam oczy patrząc na podarek urodzinowy. Zarząd....to skąd....Chłopaki i Leo i stało się jasne że to oni za tym stoją. Oparłam głowę na blacie i poleciało mi kilka łez,łez które znaczyły dla mnie więcej niż tysiąc słów. Nie cieszyły mnie bilety tylko fakt że pamiętali,że pomimo tej rozłąki nadal myśleli o mnie. Nie mówiłam nic więcej tylko pobiegłam zanieść kopertę na górę do siebie. Kopertę zostawiłam na stoliku a karnet wraz z biletami schowałam do szuflady. Najlepszy dzień który zdawał się nie mieć końca,wciąż mnie zaskakiwał. Gdy wyszłam za drzwi spotkałam kuriera który trzymał bukiet białych Lili.
-Pani Celia Montez?-spytał
-tak to ja-powiedziałam-ma pan coś dla mnie?
- a mam-powiedział i postawił owy bukiet tuż przed moimi oczami.
-tu proszę podpisać-postukał w wolne miejsce na kartce. Zrobiłam to co mi kazał i po tym szybko wyszedł z hotelu. I co ja mam teraz zrobić? Stałam jaka wryta i wdychałam niesamowity zapach kwiatów. Niesamowicie pachniały w całym holu.
-co to za zapach?-powiedział zdziwiony kucharz wychodząc ze swojego stanowiska pracy
-kwiatów-dodałam śmiejąc się
-kto je dostał? Lilie...-powiedział z lekką chrypką w głosie
-ja-dodałam-przed chwilą kurier je przyniósł,nie wiem od kogo są-powiedziałam wciąż czując zapach roślin unoszący się w powietrzu
-karteczka tu jest-dodał Rodrigo podając mi ją
"By ci te kwiaty przypominały dom, który wciąż na ciebie czeka". Przeczytałam ją jeszcze kilak razy poszukując się wskazówki. Jedyna odpowiedź która przychodziła mi do głowy to Leo ale on przysłał mi bilety..więc kto inny? Nikt nie przychodził mi do głowy a nie lubiłam mieć prezentów niespodzianek jeśli nie wiem od kogo one są.... Złapałam się za głowę i przez chwilę musiałam pomyśleć jasno. Usłyszałam bing i wtedy mnie oświeciło. Odblokowałam telefon a na nim widniejącą wiadomość dość długą jak na krótki sms.....Gdy przewinęłam treść i ujrzałam zdjęcie dziewczyny w znanym domu,MOIM domu który znajdował się kilka ulic od hotelu myślałam że zemdleję,to było za dużo,zdjęcie które ujrzałam to zdjęcie Rafaeli. Pomyślałam sobie że nieświadomie mi to wysłała ale później dopisała kilka słów...które w pewien sposób opisywały to co czułam w środku. Rafa nie była Rafą....zmieniła się przez te 2 lata....a to ja byłam jej współlokatorką w pokoju,to w tym pokoju narodziła się nasza przyjaźń. Przyjaźń którą jak myślałam zakończyłam ale myliłam się...Poprzez obszerną wiadomość napisała mi to co czuje w moim dniu urodzin i nie zapomniała wspomnień o Neymarze i jego także nie pominęła w życzeniach. Były to wzruszające słowa na wzór tego czego tak długo nie mogłam powiedzieć do nikogo. Rafa ujęła to krótko i tak że zapomniałam przez chwilę jak się oddycha. To zdjęcie mówiło jedno i nawet wiedziałam co. Miłość,tęsknota,ból,żal,tęsknota. To nawet więcej niż jedno ale tak po prostu było. Dała takie zdjęcie z okazji moich urodzin ale także rocznicy mojego przyjazdu do nich,to był początek mojej miłości wobec Brazylijczyka.... A ona świetnie o tym wiedziała. Odłożyłam telefon na blat i miałam ochotę płakać gdyby nie fakt że po słowach Rafy wywnioskowałam że nie mogę,że to byłoby nie fair. I powstrzymałam się od tego by to zrobić jak i od zadzwonienia do niej. A przyjaciółka....to było coś czego dawno nie zaznałam choć miałam Andreę blisko,to wciąż wiedziałam że ona tam jest tak jak Anto,Shaki,Veronica....to właśnie je zawiodłam. Gdzie siła i odwaga którą kiedyś miałam? Gdzie podziała się druga połowa mnie gdy jej tak bardzo potrzebuję? To ja nie potrafiłam jej odnaleźć i trwało to zbyt długo aż w końcu ją utraciłam. Podniosłam głowę znad blatu i przetarłam ją rękami otrzeźwiając się zarazem do nocnej zmiany. Kelnerzy obsługiwali stoliki a ja siedziałam jak słup i im nie pomogłam. Nie myślałam a jedynie zaczęłam się ruszać. Narazie myśli odeszły na bok i skupiłam się na wypełnieniu obowiązków. I tak minęło kilka dni. Nie myślałam nie spałam a jedynie zatraciłam się w pracy i nie liczyłam się nawet z tym że tego dnia miały odbyć się Leo urodziny. A także tego dnia dostałam wolne do godziny 13 bo wtedy zaczynała się moja zmiana. Oczywiście nie zdziwił mnie fakt że obudziłam się o 8 nad ranem i nie mogłam zasnąć. Leżałam i się kręciłam nie mogąc wytrzymać w łóżku. Ubrałam na stopy miękkie kapcie i owijając się kocem zeszłam na dół. O mal nie spadłam ze schodów widząc Anto w recepcji wraz z Leo którzy rozmawiali z Rodrigo
-to tylko jego brat-westchnęłam-w końcu to jego urodziny-powtórzyłam sama do siebie wślizgując się do pomieszczenia dla pracowników. Wzięłam sobie szklankę i nalałam sobie do niej soku na orzeźwienie. Zwiesiłam na chwilę głową i zaczęłam myśleć. Od kilku dni nie dopuszczałam do siebie tej myśli ale ona nadeszła i dzisiaj się z nią zmierzę
-niech będzie co ma być-dodałam głośno i w tamtej chwili otworzyły się drzwi od kuchni. Stałam w nich ja i uśmiechnięty Argentyńczyk.
-księżniczka wstała?-spytał z promiennym uśmiechem,widziałam że odżył całym sobą. Wnioskowałam to z tego że był w japonkach i krótkich szortach ukazując swoje tatuaże. A wracając do mojego porannego nieogarnięcia...
-nie mogłam spać stary-mruknęłam do niego poklepując go po ramieniu
-ja jestem stary?-uniósł znacząco brwi-wiesz co...
-tak ty Leo-parsknęłam śmiechem nie wytrzymując tej powagi,to mnie obudziło i mogłam mu obiecać że to będą jego najlepsze urodziny pod słońcem
-od rana już mnie zasmucasz najpierw dowiaduje się od Rodriga tego że masz zmianę dopiero na 13 a teraz nawet nie umiesz się ze mną porządnie przywitać-założył ręce na pierś w udawanej złej pozie. Nadawałby się na aktora,załatwię mu posadę aktora a ja zajmę jego pozycję piłkarza. Tak to moja urojona wyobraźnia i niedobór czegoś tam.
-a dasz mi chociaż się ogarnąć bo raczej nie chcesz poczuć no wiesz-poruszyłam brwiami-z rana jestem jaka jestem wybacz mi staruszku-roześmiałam się i pobiegłam na górę. Leo nie próbował mnie zatrzymać ale wiedziałam że oberwę za to co powiedziałam. Wzięłam szybki prysznic i zajęłam się poranną toaletką. Nabalsamowałam całe ciało oraz włosy dodając do nich odżywki o zapachu lilii. Ten zapach od zawsze mi towarzyszył i nawet teraz jest przy mnie....Nie zamierzałam zamykać drzwi na wszystko to co było kiedyś,to "kiedyś" jeszcze nie minęło i miałam głęboką nadzieję że dzisiejszy wieczór pewne rzeczy mi ułatwi i te drzwi zostaną ostatecznie otwarte na wszystko. Po wyjściu z łazienki ubrałam się szybko w krótki szorty i pierwszy lepszy T-shirt który znalazłam w szafie. Gdy spojrzałam na siebie w lustro ujrzałam dawną mnie? Obracałam się we wszystkie strony a nawet szczypałam się dla przykładu ale to nic nie dało. To byłam prawdziwa ja. Zeszłam na dół zapinając uniform i z gumą do włosów zaczepioną na nadgarstku. Busz na mojej głowie wciąż dokuczał mi gdy wchodziłam na recepcję. Nie mogłam ich okiełznać a w sumie..
-nie związuj ich-dodał Tomas-dobrze ci w rozpuszczonych-puścił mi oczko i zniknął za szklanymi drzwiami. Gdzie go tak z rana wywiało? Nie zaprzątałam sobie tym głowy z racji tego że miałam co innego na głowie. Wszystko na imprezę urodzinową musi być perfekcyjne. A ja tego osobiście dopilnuje.
-Alejandro nie masz dla mnie żadnych obowiązków?-spytałam zatrzymując go po jednej z przerw
-chciałabym ale wszystko co cię dzisiaj dotyczy co impreza a ona dopiero wieczorem-westchnął-Leo i Antonela byli rano dzisiaj by sprawdzić czy wszystko będzie gotowe i powiem ci że nie masz czym się martwić-położył dłoń na ramieniu dodając otuchy- ta impreza będzie twoim osobistym sukcesem jakkolwiek to zinterpretujesz-zaśmiał się
-masz rację ale to znaczy że..że mam wolne?-spytałam z nutką...smutku? Naprawdę nie cieszyłam się z dnia wolnego...Coś ze mną nie tak
-taka już rola zastępcy zarządcy a kelnerów mamy dość jak na taką imprezę-dodał przewijając papiery- trzymaj zajmij się rozmieszczeniem gości tak na zajęcie się nudą-podał mi listę i rozmieszczenie na sali i poszedł dalej zając się innymi sprawami. Jako jedyna mogłam teraz zerknąć na listę gości. Nie oczekiwałam cudów ale mnie nie zdziwiła. Zobaczyłam na nich całą swoją katalońską rodzinę wraz z dziećmi i innych przyjaciół Leo. Nie mogło zabraknąć na nich Kuna którego już uśmiech widziałam gdy go ze mną nie było. Na pierwszej 20 okazała się być cała 11 klubu co spowodowało mój uśmiech. Listę pisał osobiście Leo gdyż piłkarz pisał ich skrótami bądź pseudonimami. Alex nie mógł się zwrócić z tym do nikogo innego jak do mnie. Rozmieszczę ich tak że każdy z nich będzie blisko jubilata. A samemu jubilatowi zrobię wielką niespodziankę przez wielkie N.
****
Mamy 80! I jak się podoba? Może nie jakiś specjalny ale można się powoli domyślać tego co będzie na imprezie :D To może być przełomowa impreza w życiu Celi jak myślicie?
Od tamtego momentu moje życie odmieniło się o 180 stopni. Z cichej i nieśmiałej dziewczynki zmieniłam się w pewną siebie i odważną dziewczynę. Ta zmiana pokazała mi na jak wiele mnie stać i uświadomiła mi siłę w samą siebie. Wdychałam świeże i rześkie powietrze tak długo aż nie zaczęło padać na zewnątrz. Pogoda się zmieniła ale mój nastrój nie. Wróciłam do środka z głową oczyszczoną od zmartwień i problemów na jakiś czas. Przy barze ustawił się już barman i kelnerzy skończyli nakrywać do stołów. Zaczęła się ostatnia wieczorna zmiana. Co wieczór przychodzili specjalni goście i zaczynał się taki bankiet wszystkich bogatych ludzi. Wybiegłam z sali VIP i przeszłam przez salkę dla dzieci,salkę do ćwiczeń i salkę obiadową dla służby. Tam spotkałam Andreę i Tomasa,którzy zajadali się kanapkami.
-głodomory z was-poklepałam po plecach Hiszpana siadając obok Andrei. Szybko na mnie spojrzeli i odstawili jedzenie na bok. Najwidoczniej ja byłam ważniejsza niż głód. Odwrócili się z zaciekawionymi minami wyczekując ode mnie monologu.
-no co?-uniosłam brew obserwując ich oboje jedzących ponownie kanapki.
-wróciłaś!-pisnęła Andrea z wielkim uśmiechem na twarzy. Uściskała mnie mocno tuląc do siebie z całych sił?....
-chwila...jak to wróciłam?-spytałam tym razem chłopaka chowającego się za plecami dziewczyny.
-ten uśmiech ta swoboda-przymknął lekko oczy-to jak 2 lata temu gdy cię spotkałem-zaśmiał się-witamy wśród żywych Celia-dodał połykając ostatni kęs kanapki. Naprawdę wróciłam.....
-teraz ty i tylko ty dla nas zrozumiano?-powiedziała pewnie Hiszpanka
Pokiwałam ochoczo głową biorąc do ręki szklankę z sokiem pomarańczowym. Odetchnęłam głęboko nabierając sił w płuca i energię której tak bardzo mi brakowało. Dzięki rozmowie z Leo to się zmieniło...Ich świat ponownie moim światem,ja ponownie wśród nich,oni wśród mnie choć na odległość. Moje serce należy wciąż do nich ale bije tylko do jednego i nigdy to się nie zmieni. Wyszłam z kuchni i ubrałam ponownie na siebie uniform. Zapięłam go do połowy gdy z rogu zaczepił mnie Alex. Już przygotowałam się do pełnej listy obowiązków ale jego spokój w oczach oznaczał coś innego.
-Dzięki tobie mamy zarezerwowany cały harmonogram na przyszły rok-podrapał się na karku- i muszę dać ci niezłą podwyżkę-powiedział tym razem poważnie. Czyli gadam z zarządcą. Przedstawił mi kopertę specjalnie zaadresowaną do mnie. Uchyliłam usta gdy dostrzegłam na niej pieczątkę prosto z klubu......FC Barcelony.
-ciesz się życiem tak jak powinnaś-szepnął- a i Leo dał ci niezły napiwek-dodał na koniec. Odszedł zostawiając mnie samą na schodach. Po chwili na usta wpłynął mi tak głupi uśmieszek że samej siebie nie poznawałam. Położyłam kopertę na recepcję szykując się na jej otwarcie. Co było w niej takiego że była specjalnie zaadresowana do mnie? Dlaczego tutaj była pieczątka Bartomeu? Uchyliłam wieczko i zobaczyłam włożone bilety i karnet ze smyczą.....Gdy wyjęłam w całości zawartość zrozumiałam co trzymam w ręce. Bilet na najbliższy mecz Barcelony i Karnet do wejścia VIP. Karnet jako karnet jest klubowy i na moje (nie) szczęście on nigdy się nie kończył czyli na każdy mecz miałam wejście VIP.....w dodatku był dołączony liścik" Mamy nadzieję że spodoba się pani urodzinowy prezent i w pełni go pani wykorzysta. Zarząd Barcelony Pozdrawiamy". Dodatkowo napisali że mogę zabrać osobę towarzyszącą. Przetarłam oczy patrząc na podarek urodzinowy. Zarząd....to skąd....Chłopaki i Leo i stało się jasne że to oni za tym stoją. Oparłam głowę na blacie i poleciało mi kilka łez,łez które znaczyły dla mnie więcej niż tysiąc słów. Nie cieszyły mnie bilety tylko fakt że pamiętali,że pomimo tej rozłąki nadal myśleli o mnie. Nie mówiłam nic więcej tylko pobiegłam zanieść kopertę na górę do siebie. Kopertę zostawiłam na stoliku a karnet wraz z biletami schowałam do szuflady. Najlepszy dzień który zdawał się nie mieć końca,wciąż mnie zaskakiwał. Gdy wyszłam za drzwi spotkałam kuriera który trzymał bukiet białych Lili.
-Pani Celia Montez?-spytał
-tak to ja-powiedziałam-ma pan coś dla mnie?
- a mam-powiedział i postawił owy bukiet tuż przed moimi oczami.
-tu proszę podpisać-postukał w wolne miejsce na kartce. Zrobiłam to co mi kazał i po tym szybko wyszedł z hotelu. I co ja mam teraz zrobić? Stałam jaka wryta i wdychałam niesamowity zapach kwiatów. Niesamowicie pachniały w całym holu.
-co to za zapach?-powiedział zdziwiony kucharz wychodząc ze swojego stanowiska pracy
-kwiatów-dodałam śmiejąc się
-kto je dostał? Lilie...-powiedział z lekką chrypką w głosie
-ja-dodałam-przed chwilą kurier je przyniósł,nie wiem od kogo są-powiedziałam wciąż czując zapach roślin unoszący się w powietrzu
-karteczka tu jest-dodał Rodrigo podając mi ją
"By ci te kwiaty przypominały dom, który wciąż na ciebie czeka". Przeczytałam ją jeszcze kilak razy poszukując się wskazówki. Jedyna odpowiedź która przychodziła mi do głowy to Leo ale on przysłał mi bilety..więc kto inny? Nikt nie przychodził mi do głowy a nie lubiłam mieć prezentów niespodzianek jeśli nie wiem od kogo one są.... Złapałam się za głowę i przez chwilę musiałam pomyśleć jasno. Usłyszałam bing i wtedy mnie oświeciło. Odblokowałam telefon a na nim widniejącą wiadomość dość długą jak na krótki sms.....Gdy przewinęłam treść i ujrzałam zdjęcie dziewczyny w znanym domu,MOIM domu który znajdował się kilka ulic od hotelu myślałam że zemdleję,to było za dużo,zdjęcie które ujrzałam to zdjęcie Rafaeli. Pomyślałam sobie że nieświadomie mi to wysłała ale później dopisała kilka słów...które w pewien sposób opisywały to co czułam w środku. Rafa nie była Rafą....zmieniła się przez te 2 lata....a to ja byłam jej współlokatorką w pokoju,to w tym pokoju narodziła się nasza przyjaźń. Przyjaźń którą jak myślałam zakończyłam ale myliłam się...Poprzez obszerną wiadomość napisała mi to co czuje w moim dniu urodzin i nie zapomniała wspomnień o Neymarze i jego także nie pominęła w życzeniach. Były to wzruszające słowa na wzór tego czego tak długo nie mogłam powiedzieć do nikogo. Rafa ujęła to krótko i tak że zapomniałam przez chwilę jak się oddycha. To zdjęcie mówiło jedno i nawet wiedziałam co. Miłość,tęsknota,ból,żal,tęsknota. To nawet więcej niż jedno ale tak po prostu było. Dała takie zdjęcie z okazji moich urodzin ale także rocznicy mojego przyjazdu do nich,to był początek mojej miłości wobec Brazylijczyka.... A ona świetnie o tym wiedziała. Odłożyłam telefon na blat i miałam ochotę płakać gdyby nie fakt że po słowach Rafy wywnioskowałam że nie mogę,że to byłoby nie fair. I powstrzymałam się od tego by to zrobić jak i od zadzwonienia do niej. A przyjaciółka....to było coś czego dawno nie zaznałam choć miałam Andreę blisko,to wciąż wiedziałam że ona tam jest tak jak Anto,Shaki,Veronica....to właśnie je zawiodłam. Gdzie siła i odwaga którą kiedyś miałam? Gdzie podziała się druga połowa mnie gdy jej tak bardzo potrzebuję? To ja nie potrafiłam jej odnaleźć i trwało to zbyt długo aż w końcu ją utraciłam. Podniosłam głowę znad blatu i przetarłam ją rękami otrzeźwiając się zarazem do nocnej zmiany. Kelnerzy obsługiwali stoliki a ja siedziałam jak słup i im nie pomogłam. Nie myślałam a jedynie zaczęłam się ruszać. Narazie myśli odeszły na bok i skupiłam się na wypełnieniu obowiązków. I tak minęło kilka dni. Nie myślałam nie spałam a jedynie zatraciłam się w pracy i nie liczyłam się nawet z tym że tego dnia miały odbyć się Leo urodziny. A także tego dnia dostałam wolne do godziny 13 bo wtedy zaczynała się moja zmiana. Oczywiście nie zdziwił mnie fakt że obudziłam się o 8 nad ranem i nie mogłam zasnąć. Leżałam i się kręciłam nie mogąc wytrzymać w łóżku. Ubrałam na stopy miękkie kapcie i owijając się kocem zeszłam na dół. O mal nie spadłam ze schodów widząc Anto w recepcji wraz z Leo którzy rozmawiali z Rodrigo
-to tylko jego brat-westchnęłam-w końcu to jego urodziny-powtórzyłam sama do siebie wślizgując się do pomieszczenia dla pracowników. Wzięłam sobie szklankę i nalałam sobie do niej soku na orzeźwienie. Zwiesiłam na chwilę głową i zaczęłam myśleć. Od kilku dni nie dopuszczałam do siebie tej myśli ale ona nadeszła i dzisiaj się z nią zmierzę
-niech będzie co ma być-dodałam głośno i w tamtej chwili otworzyły się drzwi od kuchni. Stałam w nich ja i uśmiechnięty Argentyńczyk.
-księżniczka wstała?-spytał z promiennym uśmiechem,widziałam że odżył całym sobą. Wnioskowałam to z tego że był w japonkach i krótkich szortach ukazując swoje tatuaże. A wracając do mojego porannego nieogarnięcia...
-nie mogłam spać stary-mruknęłam do niego poklepując go po ramieniu
-ja jestem stary?-uniósł znacząco brwi-wiesz co...
-tak ty Leo-parsknęłam śmiechem nie wytrzymując tej powagi,to mnie obudziło i mogłam mu obiecać że to będą jego najlepsze urodziny pod słońcem
-od rana już mnie zasmucasz najpierw dowiaduje się od Rodriga tego że masz zmianę dopiero na 13 a teraz nawet nie umiesz się ze mną porządnie przywitać-założył ręce na pierś w udawanej złej pozie. Nadawałby się na aktora,załatwię mu posadę aktora a ja zajmę jego pozycję piłkarza. Tak to moja urojona wyobraźnia i niedobór czegoś tam.
-a dasz mi chociaż się ogarnąć bo raczej nie chcesz poczuć no wiesz-poruszyłam brwiami-z rana jestem jaka jestem wybacz mi staruszku-roześmiałam się i pobiegłam na górę. Leo nie próbował mnie zatrzymać ale wiedziałam że oberwę za to co powiedziałam. Wzięłam szybki prysznic i zajęłam się poranną toaletką. Nabalsamowałam całe ciało oraz włosy dodając do nich odżywki o zapachu lilii. Ten zapach od zawsze mi towarzyszył i nawet teraz jest przy mnie....Nie zamierzałam zamykać drzwi na wszystko to co było kiedyś,to "kiedyś" jeszcze nie minęło i miałam głęboką nadzieję że dzisiejszy wieczór pewne rzeczy mi ułatwi i te drzwi zostaną ostatecznie otwarte na wszystko. Po wyjściu z łazienki ubrałam się szybko w krótki szorty i pierwszy lepszy T-shirt który znalazłam w szafie. Gdy spojrzałam na siebie w lustro ujrzałam dawną mnie? Obracałam się we wszystkie strony a nawet szczypałam się dla przykładu ale to nic nie dało. To byłam prawdziwa ja. Zeszłam na dół zapinając uniform i z gumą do włosów zaczepioną na nadgarstku. Busz na mojej głowie wciąż dokuczał mi gdy wchodziłam na recepcję. Nie mogłam ich okiełznać a w sumie..
-nie związuj ich-dodał Tomas-dobrze ci w rozpuszczonych-puścił mi oczko i zniknął za szklanymi drzwiami. Gdzie go tak z rana wywiało? Nie zaprzątałam sobie tym głowy z racji tego że miałam co innego na głowie. Wszystko na imprezę urodzinową musi być perfekcyjne. A ja tego osobiście dopilnuje.
-Alejandro nie masz dla mnie żadnych obowiązków?-spytałam zatrzymując go po jednej z przerw
-chciałabym ale wszystko co cię dzisiaj dotyczy co impreza a ona dopiero wieczorem-westchnął-Leo i Antonela byli rano dzisiaj by sprawdzić czy wszystko będzie gotowe i powiem ci że nie masz czym się martwić-położył dłoń na ramieniu dodając otuchy- ta impreza będzie twoim osobistym sukcesem jakkolwiek to zinterpretujesz-zaśmiał się
-masz rację ale to znaczy że..że mam wolne?-spytałam z nutką...smutku? Naprawdę nie cieszyłam się z dnia wolnego...Coś ze mną nie tak
-taka już rola zastępcy zarządcy a kelnerów mamy dość jak na taką imprezę-dodał przewijając papiery- trzymaj zajmij się rozmieszczeniem gości tak na zajęcie się nudą-podał mi listę i rozmieszczenie na sali i poszedł dalej zając się innymi sprawami. Jako jedyna mogłam teraz zerknąć na listę gości. Nie oczekiwałam cudów ale mnie nie zdziwiła. Zobaczyłam na nich całą swoją katalońską rodzinę wraz z dziećmi i innych przyjaciół Leo. Nie mogło zabraknąć na nich Kuna którego już uśmiech widziałam gdy go ze mną nie było. Na pierwszej 20 okazała się być cała 11 klubu co spowodowało mój uśmiech. Listę pisał osobiście Leo gdyż piłkarz pisał ich skrótami bądź pseudonimami. Alex nie mógł się zwrócić z tym do nikogo innego jak do mnie. Rozmieszczę ich tak że każdy z nich będzie blisko jubilata. A samemu jubilatowi zrobię wielką niespodziankę przez wielkie N.
****
Mamy 80! I jak się podoba? Może nie jakiś specjalny ale można się powoli domyślać tego co będzie na imprezie :D To może być przełomowa impreza w życiu Celi jak myślicie?