Music ♥

wtorek, 31 października 2017

Rozdział 96

"Mogłabym tulić Cię godzinami"

-jak masz na imię?-spytał stając twarzą do mnie-odpowiesz mi czy nie chcesz ujawnić swojego imienia?-uniósł brew schodząc schodami w dół. Przez parę sekund zaczęłam panikować ale gdy dostrzegłam na horyzoncie Andreę pokazałam jej by mi pomagła
 -ja..moje imię to...-zaczęłam głośno przełykając ślinę. To miało być teraz? W tym momencie miały runąć mury?
 - nie wstydź się no-Brazylijczyk na mnie spojrzał
 -chodź tu-krzyknęła Andrea przybiegając w samą porę i łapiąc mnie za rękę. Podziękuję jej jak tylko odejdę od bruneta. 
    - muszę już lecieć...-dodałam powoli nie podnosząc wzroku na chłopaka.
  -czyli to tak,dobra leć-westchnął patrząc na mnie zbitym wzrokiem-ale i tak się dowiem kelnereczko-puścił mi oczko na pożegnanie co znaczyło tylko jedno-kłopoty. Weszłyśmy do środka,szybko znajdując kąt wolny do pogaduszek. 
  -i jak? dowiedział się?-spytała mnie uradowana dziewczyna siadając na blacie kuchennym.
  -nie,nie miałam takiego zamiaru nawet...ale...ale..widziałaś go prawda? ten uśmiech?-spojrzałam na nią jak dziecko na lizaka w sklepie. Nie wiem co się ze mną działo. Chyba oszalałam.
  -zauważyłam ale co ma z tym wspólnego?-spytała marszcząc brwi
  -to to że nie porzuci piłki!-pisnęłam na cały głos zaczynając swój taniec zwycięstwa. Piszczałam bez względu na to czy mnie ktoś usłyszy czy nie,to był mój osobisty sukces.
 -na prawdę? gratulację!-ucieszona zaczęła mnie mocno ściskać-czyli powiesz mu? Celia to jest wielka okazja...chyba nie chcesz....
 -na razie nie powiem jak się nazywam...nie mogę kłamać ani nie mogę od razu powiedzieć prawdy-westchnęłam-ukrywam to dla jego dobra-dodałam w momencie gdy do kuchni"wbił" ukochany Andrei Tomas
  -słyszałem krzyk więc pytania są dwa: Co sie stało? a po drugie czy to prawda?-spytał z bananem na ustach. Gumowe ucho z niego.
  - słyszałeś?-zerknęłam na niego podchodząc do niego
  -ja...no wiesz Celia...tak-wyznał broniąc się i chowając za blatem
 - to tym lepiej nie muszę powtarzać tchórzu-parsknęłam-nie chowaj się-dodałam opierając się o stół do wydawki-a odpowiadając na twoje pytania,to tak to prawda,dziś na treningu możliwe że dzięki moim słowom Neymar nie porzucił piłki-dodałam uśmiechając się na myśl tego co powiedział mi trener. To ile  sprawiło mi przyjemności zostawię dla siebie.
  -teraz tylko do roboty i wszystko skończy się Happy Endem-zaśmiał się chłopak
  -a najlepsze było to gdy wysiadaliśmy...przedstawił mi się i zaproponował że zaczniemy od nowa,bo nie zaczęliśmy najlepiej-mruknęłam-oczywiście gdyby nie Andrea to już w tym momencie wiecie...nie było by mnie tu-spuściłam głowę
  -nie ma na co czekać,do przodu mała-dodał obejmując mnie ramieniem-on jest tak blisko innej okazji możesz nie mieć-dodał odrywając się ode mnie-a tak na marginesie to musimy wracać na salę-podrapał się po karku patrząc na nas
  -idziemy już-dodałam ubierając fartuch na uniform pchając kuchenne drzwi. Gdy wyszłam piłkarze Brazylii wchodzili właśnie na salę gdzie czekały na nich stoły. No super,wiecie co mnie teraz czekało. Poprawiłam fryzurę,nabrałam powietrza w płuca i podniosłam głowę napotykając wzrok Daniego,który śmiał się do mnie z końca sali. No,jak zawsze gdy mnie widzi. Poszłam do niego z długopisem i notatnikiem pokazując mu jednocześnie że żarty sie skończyły.
  -czego by pan sobie życzył?-spytałam patrząc na jego uśmiechającą się twarzyczkę.
  -wiec tak..panią..panią..i może panią-parsknął-a tak na prawdę to musisz mi dużo opowiedzieć co takiego wydarzyło się potem że Neymar wesoło chodził po pokoju śpiewając piosenki-dodał odsuwając krzesło 
 -Dani..w pracy jestem-mruknęłam-ale jak ładnie zamówisz to przemyślę tą propozycję-dodałam stukając w notatnik
  -w takim razie dobrze poproszę sałatkę i warzywa-dodał odkładając kartę-pasuje?-uniósł brwi czekając na moją reakcję
  -bardzo dobrze-pokiwałam głową uśmiechając się szerzej-jak skończę zmianę przyjdę do ciebie-powiedziałam nachylając się w jego stronę
 - leć dalej,inni czekają-dodał mi na ucho wskazując wchodzącego bruneta do pomieszczenia. I  akurat usiadł do tego stolika. Ja to mam szczęście,na prawdę. Niech cię szlag da Silva. Spojrzał na mnie z jaśniejącym uśmiechem,pewnie będzie dopytywał Daniego jak się nazywam ale nic z tego kochanieńki,nie uda ci się
 - na co masz ochotę?-spytałam nie zwracając na wygłupiającego się piłkarza obok
  -sok z malin acai a do tego miłe towarzystwo pewnej blondynki-zaśmiał się-do malin poproszę rybę i sałatkę z warzywami-dodał odkładając kartę. Kiwnęłam głową że przyjęłam i chciałam odejść gdy pewna ręką zatrzymała się na moim nadgarstku. O szlag.
  -to jak będzie z tym towarzystwem?-spytał głosem pełnym nadziei...któremu ja nie potrafiłam się oprzeć,nie w takim momencie.
   I co ja miałam mu powiedzieć? Na 100% wtedy wszystko się uda
  - to propozycja osobista czy zawodowa?-spytałam pukając się w głowę
 - osobista oczywiście czemu pytasz?-zdziwił się
 - Dani pytał o to samo,a moja odpowiedź brzmi tak-dodałam z uśmiechem który z pewnością dostrzegł i puścił niechętnie moją rękę.
  -w takim razie czekam-dodał a ja mogłam odjeść. Punkt dla mnie Da Silva 3:2. Gdy cały swój uśmiech skierowałam na Rodriga,ten myślał chyba że powariowałam
  -nic mi nie jest,to są zamówienia Daniego i Neymara-mrugnęłam okiem podając karteczki.
  - nie pytam o powód ale cieszy mnie fakt że ponownie cieszysz się z życia-dodał mrucząc coś pod nosem. Wrócił do swoich zajęć,a ja uradowana z zaczęcia czegoś nowego wymaszerowałam szczęśliwa z kuchni. Wyczekiwałam zamówienia na recepcji zaczepiając o miejsce pracy Juliety. Tak dawno z nią nie rozmawiałam a teraz mam dobry pretekst by jak najdłużej nie pokazywać się brunetowi na oczy. To dla dobra mojego i jego samego. Tak będzie lepiej. Pokręciłam się na krześle przy okazji zwalając papiery leżące na brzegu stołu. Dość dziwne papiery...podniosłam je ukradkiem patrząc na to co jest tam napisane. Pisali o pobycie w hotelu na czas nieokreślony...NEYMARA DA SILVY SANTOSA JUNIORA. No to fajnie,Da Silva 4:2 dla ciebie. Odłożyłam papiery jak tylko zobaczyłam Daniego chodzącego po holu. Tylko nie tu..nie chodź tu...Szlag!
  -nie idziesz na romantyczne spotkanie z nim?-poruszył brwiami opierając łokcie o blat
  -em..no ja już miałam iść-dodałam wstając z krzesła i poprawiając uniform
  -chyba nie pójdziesz w roboczym ubraniu co?-spytał patrząc na mnie spod byka
  -jest wygodnie i schludnie  tyle musi mu wystarczyć a po za tym TO NIE JEST RANDKA ALVES-pogroziłam mu palcem i odeszłam śmiejąc się sama do siebie. To ucieszyło mnie najbardziej,osłupiały Alves na środku holu. Zobaczyłam pusty stolik i przeraziłam się na myśl tego gdzie mógł być mój "towarzysz". Poszukałam go niepewnie wzrokiem ale wśród innych nigdzie go nie widziałam. Usiadłam więc na miejsce bawiąc sie niespokojnie palcami,bałam się że wszystkiego się dowie i stanie to co najgorsze. Strasznie nie chciałam by stało to się dziś..nie dziś proszę.Gdy kompletnie zrezygnowałam ujrzałam schodzącego z dołu piłkarza. Szedł w białej koszuli,czarnych smukłych spodniach i granatowych jordanach na nogach. Typowo jak dla ciebie Da Silva. Gdy mnie zobaczył w zwykłej bluzce wytartych spodniach i fartuszku na ubraniu uśmiechnął się tak szeroko że serce mi o mal się nie rozkleiło. Czy to na prawdę się dzieje? Nie poznałam tego smutnego i przybitego Neymara do tego który zmierzał w moją stronę. To dwie różne osoby i byłam ciekawa czy ta dzisiejsza wersja zostanie już na zawsze.
  -wysiliłaś się ze strojem-zaśmiał się wskazując mi miejsce
  -no wiesz ja nie przygotowywałam się w łazience 30 min-dodałam mrucząc pod nosem
  -wcale nie 30 tylko 15-roześmiał się podając mi kartę Menu-wybierzmy coś-powiedział kartkując dania
  -coś panu polecić?-spytałam patrząc na niego podejrzliwie
 - pani nie może inna pani na tej sali-dodał w momencie gdy Andrea pojawiła się przy naszym stoliku. Oczy jej z orbit wyszły gdy mnie zobaczyła. Taka niespodzianka,ukrytym znakiem powiedziałam jej że później jej opowiem. I tyle,na razie to ja musiałam zapanować nad sobą by później mieć co opowiadać.
 - ja panu polecę krewetki w sosie pomidorowym wraz z pieczonymi ziemniakami oraz homary w sosie koperkowym z siekanymi warzywami-dodała uśmiechając się
 - to poproszę dla mnie krewetki a dla pani to samo-puścił mi oczko składając karty i oddając je Andrei. Dziewczyna odeszła i kiwnęła głową że przyjęła. Chłopak złożył dłonie na stole patrząc wprost na mnie. Musiał. Po prostu kochał to robić
  -to jak już się zgodziłaś to może zdradzisz mi swoje imię?-spytał poruszając brwiami. Chyba śni ten człowiek
 -jak zasłużysz bo to co widziałam dziś na treningu mi wystarczyło bym się na tą kolację zgodziła-dodałam zagryzając wargę. Punkt dla mnie Da Silva 4:3.
 -czyli to przez trening się zgodziłaś? Fajnie-mruknął-a gdyby nie trening to nie przyszłabyś?
  -przyszłabym nawet i nie przez to-dodałam-Dani to mój dobry znajomy-powiedziałam
  -wykręcasz się kelnereczko-pokiwał palcem-a to nie ładnie-parsknął pocierając brodę
 CHOLERACHOLERACHOLERANIERÓBTEGO.
 -Nie wykręcam się-dodałam sucho-po prostu...
 -przepraszam za spóźnienie-chrząknął Dani wchodząc w idealnym momencie. Mrugnął do mnie okiem zajmując miejsce koło piłkarza.
 -ominęło mnie coś?-spytał śmiejac się
 -absolutnie nic-pokiwałam głową unikając spojrzenia bruneta-może ja pójdę do kelnerki z twoim zamówieniem co?-spytałam szturchając go nogą pod stołem
 -może ja pójdę?-odezwał się Neymar-wiem gdzie to jest to chyba nie trudne co nie?-wzruszył ramionami patrząc na mnie. Znowu na mnie.
 -nie ma problemu weź to co dla siebie wziąłeś-dodał opierajac się o krzesło. Neymar stanął przed oknem wydawkowym i Rodrigo wpuścił go do środka. 
 -uratowałeś mnie-odetchnęłam-on nie odpuszcza i chce poznać moje imię Dani..-opuściłam głowę na stół-wiesz co to znaczy? że prędzej czy później je pozna-westchnęłam na chwile przymykając oczy. Chłopak nachylił się w moją stronę obdarzając mnie swoim uśmiechem. I co go tak bawi
 -wiesz tak czy inaczej je pozna Celia-przyciszył głos wymawiając moje imię-inaczej sie nie da tym bardziej że będziesz na naszych treningach-zaśmiał się dalej nic nie mówiąc. I tym zamknął mi usta a chwilę po dołączył do nas ciemnooki z pełnymi talerzami dla Daniego. Ten to zawsze jest głodny,ja nie wiem jak Joana z nim wyrabia. Chłopak zaczął jeść a ja nie wiedziałam gdzie podziać wzrok. Błądziłam wzrokiem byle nie patrzeć na NIEGO NIE NA NIEGO.Ale się nie dało,Brazylijczyk usiadł obok mnie i nie dał mi chwili bym obmyśliła plan ucieczki.Chłopak skierował swoje spojrzenie i stało sie....Nasze spojrzenia po raz pierwszy od bardzoooo długiego czasu ponownie się spotkały. Wcześniej nie miałam śmiałości spojrzeć mu w oczy ale teraz nie miałam już wyboru. Miałam dość chowania się przed tym co mnie ograniczało.Dziś z tym skończyłam,zamknęłam drzwi o nazwie przeszłość. Brunet uśmiechnął się szerzej czekając na moją ripostę lecz nie miałam nic do powiedzenia. Nie myśl że dam ci wygrać Da Silva. Nie ze mną te gierki.
 -na prawdę aż tak ci zależy na tym?-spytałam go krzyżując ramiona
 -jeśli by nie zależało nie starłbym się o to-westchnął odwracając ode mnie wzrok-jesli nie chcesz to po co tracę czas-dodał lekko zły odsuwając się ode mnie i wstając miejsca
 -a ty gdzie się wybierasz?-spytałam zbyt głośno jak na spokojne pytanie
 -do siebie...nie wiem po co się trudziłem jak cały czas zgrywasz niedostępną-mruknął opierajac się o róg krzesła
 -czy ja nie...słuchaj wcale nie jestem niedostępna po prostu to coś nowego dla mnie...-spuściłam głowę-nie chciałam tego ukrywać jak mam na imię po prostu ja....
 -"możesz więcej się nie bać,ja obiecuję zawsze będę przy tobie"-skąd to masz?-spytał Brazylijczyk tuż za mną podnosząc zwiniętą w kulkę papier,dość starą kartkę,od trzech lat trzymałam ją w portfelu tuż koło jego zdjęcia. A teraz znalazła się tutaj.
 -co? o czym ty mówisz?-spytałam patrząc na niego
 -to mój ulubiony tekst skąd masz kartkę z tym napisem?-spytał pokazując mi karteczkę.
 -nie..nie wiem-dodałam-to musiało po prostu skądś wypaść i tyle-dodałam odwracając jego uwagę
 -tak na pewno... jak nikogo oprócz nas tutaj nie ma-westchnął
 -stary to moje nie pamiętasz jak mi to pisałeś na treningu? pytałem cie o coś i to mi napisałeś-dodał Dani poklepując chłopaka po plecach-nie spinaj się tak od razu to nie jej karteczka-szepnął uśmiechając się ciepło do nas obu. Odetchnęłam głośno patrząc na drugiego Brazylijczyka,dzięki któremu nie wydałam się przed Neymarem. Chciałam to skończyć wyjść cokolwiek by uwolnić się od spojrzenia chłopaka...świdrował świdrował i o mal co nie krzyknęłam mu w twarz tego co chciałam. Stałam przy drzwiach patrząc przed siebie,musiałam odetchnąć póki mogłam. Chłopak na własne oczy mówił mi że kłamię...nie uwierzył...no ale nic innego nie mogłam oczekiwać. To był dopiero początek
  -przepraszam kelner....znaczy nie wiem jak masz na imię i widzisz? trudno jest mi z toba rozmawiać-dodał niepewnie. Odwróciłam się do niego uświadamiając sobie że mam o kogo walczyć i tak łatwo się nie poddam. Uniosłam na niego wzrok i uśmiechnęłam się najszerzej jak mogłam w tym momencie
 -Celine-podałam swoje imię ku jego zdziwieniu. Chłopak ożywiony uścisnął moją rekę z lekkim zmieszaniem widniejącym na twarzy.
 -chciałeś to masz Da Silva-dodałam uśmiechając się cwaniacko
 -chciałem to mam-powtórzył drapiąc się po karku. Punkt dla mnie 4:4 .
 -to wrócimy do stolika i zaczniemy od nowa?-spytał czekając aż ja zrobię kolejny krok
 -myślę że już to zrobiliśmy-uśmiechnęłam się idąc ponownie do stolika a w duchu skakałam ze szczęścia. To był mój nowy początek,początek w którym widzę cząstkę na to że bedę szczęśliwa.

**Bam! Nowyyyy a tu pewnie niepewności się pojawiają....i co myślicie?

sobota, 21 października 2017

Rozdział 95

"Miłość poznaje się po tym, że czyjegoś głosu pragniesz bardziej, niż ciszy."


Weszli a ja oniemiałam. W momencie gdy weszli wszystko jakby legło w gruzach. Jedna osoba wystarczyła bym mogła tak pomyśleć ,a dokładnie Dani Alves. Stałam przy recepcji gdy on przyszedł ściskając mnie mocno. Myślałam że umrę,ściskał mnie jakbyśmy nie wiedzieli sie 10 lat.
 -Dani puść mnie-szepnęłam ledwo nabierając powietrze  w płuca. Puścił mnie śmiejąc się z mojej miny.
 -wybacz mi,tak dawno cię nie widziałem wiesz siostrzyczko jak cie kocham-dodał powodując powstanie  banana na mojej twarzy. Zawsze wiedział co powiedzieć na powitanie. Na dobre DZIEŃ DOBRY
 -a Neymar gdzie? nie jest  z tobą?-spytał wychylając głowę
 -em..jest na górze-dodałam cicho
 -to zawołaj go przecież wy....CZEKAJ CZEKAJ nie powiedziałaś mu?-uchylił smutno usta
 Pokręciłam głową,nie musiałam tego mówić,sam wiedział dlaczego
 -w samą porę przyjechałem-szepnął przyciągając mnie ku sobie-nie zapominaj że jestem po to by ci pomóc mała-dodał uśmiechając się-przemówię mu do rozumu i w mig znajdzie się na dole przy tobie więc...
 -Dani! posłuchaj....to nie tak że zostawiłam to w spokoju po prostu to wszystko boli i pokonuje to powoli nie da sie z dnia na dzień powiedzieć komuś skrzywdzonemu o drugiej osobie gdy ta nie potrafi wyjść z dołka-dodałam spuszczając głowę
 -czyli...to prawda co chłopaki mówili-dodał cicho-no cóż po to jest to zgrupowanie by go przekonać-klasnął w dłonie-jedynie co mogę ci zapewnić to to,że nie skończy z piłką-mrugnął okiem-zobaczymy się później?-zaśmiał się idąc pod numer wskazany na kluczyku
Pokiwałam głową i głośno odetchnęłam. Jeśli Dani i reszta tu są to dopiero zacznie się zabawa.
Poszłam do reszty i tak jak oni zajęłam się czymś byle nie brunetem i jego oczami...oczami które znały mnie zbyt dobrze by nie poznać przy bliższym poznaniu. Jeśli ma mnie poznać trudno bede starać się mu to wszystko wytłumaczyć nawet kosztem swojego szczęścia. Zrobię dla niego wszystko. Gdy skończyłam z przy stolikach poszłam do Rodriga gdzie się okazało czekało na mnie jedzenie.
 -dobrze że przyszłaś!-ucieszył się kucharz-siadaj i jedz,specjalnie dla ciebie-mrugnął okiem wycierając dłonie w brudny fartuszek
 -nie musiałeś przecież-mruknęłam siadając na krześle zaczynając jeść to co dla mnie przygotował. Było pyszne jak zawsze.
 -dziękuję że o mnie dbasz-dodałam wesoło odstawiając talerz
 -to ty zawsze wychwalasz moje domowe jedzenie-dodała z uśmiechem-na zdrowie dziecko-powiedział zabierając się za kolejne zamówienia
 -mam ci w czymś pomóc?-spytałam przy drzwiach-na razie nie,jeśli będziesz mi potrzebna zawołam cię-dodał machając ręką. Wyszłam z kuchni kierując się na salę. Tam bede miała co robić do czasu treningu chłopaków. Andra i Alex czekali właśnie na mnie,ale zbieg okoliczności sprawił że musiałam być wezwana na salę VIP. Już wiedziałam kto i po co mnie wzywa. I czuję, że podczas tego zgrupowania będzie sie to często zdarzać. 
 -co takiego pan sobie życzy-zaśmiałam się wyciągając notesik z długopisem
 -kiedy byś...Dani mówił że mam ci powiedzieć o wspólnej kawie ale nie wiem..zresztą nie wiem co tutaj robię-wstał nagle i chciał mnie minąć bez słowa,gdy stanęłam mu na przeciw
- kawa aktualna,Dani wspominał mi o niej nie musisz się od razu denerwować-dodałam dziwiąc się że mogłam to tak spokojnie powiedzieć.
 -am przepraszam ale mam ciężki okres i nie potrafię nieraz...-dodał cicho patrząc na mnie spodełba
-nic sie nie stało-dodałam chcąc jak najszybciej wyjść i zaszyć się gdzieś daleko
 -stało się,to zgrupowanie jest związane ze mną i nie wiem czy nadal jest sens być tutaj-wyznał bawiąc się palcami. Zawsze tak robił gdy był smutny lub sie denerwował ale to co mówiła jego twarz kompletnie odbiegało od tego co wiedziałam.
 -jest sens,piłka to twoje życie znaczy was Brazylijczyków.... nie strać tego co ważne w tym radość z grania-dodałam łamiącym głosem-wybacz ale muszę już iść...-dodałam chcąc odbiec myślami od chłopaka z łamiącym sercem widokiem na jego twarzy
 -nie odchodź...skąd wiesz co czuje? skąd możesz wiedzieć czym jest dla mnie piłka?-spytał a ja nie chciałam na to odpowiadać-odpowiedz mi...chcę wiedzieć czy to co robię ma sens-szepnął tak cicho,że myślałam iż jest to szept
 -tak to co robisz ma sens,kochasz to co robisz i twój cel to bycie najlepszym jeśli zapom...jeśli pan zapomniał jeśli o to Panu chodziło chciałabym odejść-dodałam zamykając oczy tak mocno by łzy nie zaczęły cieknąc. Nic nie powiedział przez co zrozumiałam moje odejście. Nie miałam zamiaru przy nim płakać,nie teraz,nie dziś. Zamknęłam się w szatni kelnerów dając upust swoim emocjom,muszę sobie z nim poradzić. To ja mam mu pomóc,a nie on mi. Otarłam twarz,popatrzyłam w lustro i uznałam że gorzej być nie może i wyszłam z pomieszczenia. Dołączyłam do dwójki przyjaciół przy recepcji.
 -zaraz będą schodzić-pisnęła Andrea wyczekując ich z niecierpliwością
 -że piłkarze?-westchnęłam opierając się o blat
 -nie cieszysz się że....-dodała z opóźnionym entuzjazmem-spokojnie,on wcześniej wyszedł-dodała mi na ucho-był dziwny mruczał coś pod nosem a potem ty...rozmawialiście?-uchyliła usta szturchając mnie
 -tak,pytał mnie o to czy jego gra w Brazylii  ma sens to odpowiedziałam mu tak że prawie się rozpłakałam-dodałam cicho-to mnie przerosło,muszę z  tym żyć mimo to idę z nimi na trening-dodałam przewracając oczami patrząc na nią
 -to że robisz to dla niego wiele znaczy pamiętaj też o sobie-dodała-to miłość twojego życia dla niej zrobi się wszystko-szepnęła obejmując mnie-a on w odpowiednim momencie to dostrzeże-mrugnęła okiem patrząc na schodzących piłkarzy. Dani kiwnął do mnie i na chwilę odłączył sie od grypy
 -idziesz z nami?-spytał uśmiechając się do Alexa i Andrei-czy któreś z was widziało Neymara? Trener go szukał ale..
 -ja widziałam...znaczy rozmawiałam chwilę zanim wyszedł-dodałam cicho
 -to znaczy że musisz ze mną pójść-pokiwał głową ciągnąć mnie w stronę wyjścia
 -Dani! a mój fartuch...!-krzyknęłam wyrywając się z mocnego uścisku.
Chłopak zatrzymał się i ściągnął bielusieńki fartuch z mojego nakrycia.
 -lepiej?-uniósł brwi zanosząc go na recepcję. Wrócił z bananem na ustach biorąc mnie pod rękę i zaprowadzając pod autokar. 
 -Pani pierwsze-skłonił głowę przepuszczając mnie przed wejściem. 
 -Dani ja pojąde taksówką-odpaliłam zanim wszyscy skierowali na mnie wzrok
 -wchodź i koniec-popchnął mnie i wtedy nagle wszystkie  ślepia skierowały się na mnie. Na szczęście tylko na chwilę,zajęli się grami na tabletach zbytnio nie patrząc na nową osobę w autokarze
 -czy ty zawsze tak się zachowujesz? O czekaj...NIE-powiedział pukając mnie w czoło zajmując miejsce przy oknie. Przeszliśmy pół autokaru by znaleźć "odpowiednie" miejsce dla Alvesa. Ten człowiek kiedyś mnie wykończy. Zachwiałam się na nogach i poczułam przyciągające dłonie. Obejrzałam się szybko widząc znajomą twarz szybko odetchnęłam
 -wystraszyłam się-dodałam wzdychając
 -może ja to nie on ale też mam to coś-poruszył brwiami Raf-tak tak ja wiem braciszku-złapałam jego policzki i lekko je ścisnęłam. Niech poczuje ten ból.Autokar ruszył i nie było już odwrotu. Czekało mnie piekło albo odwrotnie. Może histeryzuję ale jednak czułam w środku że dzięki temu będę bliżej Neymara. Oparłam się wygodnie o siedzenie co chwile bawiąc sie niespokojnie palcami jakby ktoś na mnie patrzył z ukrycia. To dziwne przyznam,ale rzeczywiście przy 30 mężczyznach to bardzo normalne no nie?. Jechaliśmy mijając znane mi miejsca,w tym dom Leo,dom Andresa,Luisa i nastąpiła aleja domu Neymara. Przysunęłam twarz do szyby szybko odwracając wzrok...to za dużo,czego oczekiwałam? że Neymar nagle spojrzy na mnie i wszystko się odmieni? Tak,bardzo bym chciała ale to wręcz niemożliwe. Autokar się zatrzymał i nagle jakby ktoś wszedł do środka i jechaliśmy dalej. Wychyliłam głowę ale mimo odległości i tak nie mogłam nic zobaczyć. Wróciłam do starej pozycji gdy Raf podał mi pół tabletu bym z nim zagrała. Siedzieliśmy po dwóch stronach z tabletem na środku. Nagle Raf zawołał innych i dołączyli do nas. Jeśli tak podchodzili do piłki jak do tej gry to nie ma na nich mocnych,a ich treningi to ubaw dla oczu.
 -David,Marcos,Gabi poznajcie moją przyjaciółkę-szturchnął mnie uśmiechając się do kolegów nie zdradzając mojego imienia. Nie teraz,później się dowiedzą.
 -hej wszystkim-nie podnosiłam oczu tylko posłałam im jeden uśmiech. Musiało im to teraz wystarczyć,każdy kto mnie choć raz widział wie jak mam na imię. Póki jestem między nimi nie mam innego wyjścia.Niestety w takiej sytuacji nie mogłam go zdradzić. Graliśmy parę partyjek póki nie dojechaliśmy na Mini Estadi. Piłłkarze zaczęli wysiadać a tuż przy stadionie stali piszczący fani czekający na swoich idoli. Chłopaki nie szczędzili sobie autografów i zdjęć. Potem po kolei wchodzili już do środka witając uśmiechami fanów. A ja głupia siedziałam w środku bojąc się wyjść.
 -Panna zostaje?-spytał się kierowca przez mikrofon. Nie odezwałam się,powoli wstając z siedzenia. Z jednej strony mogłam bez przeszkód pokazać się ludziom a z drugiej bałam się że przy lepszej wolnej okazji znowu będą wyciągać brudne rzeczy z mojego życia. A nie chciałam by to znowu się powtórzyło.
 -ja też nie chcę wychodzić-westchnął znudzony głos tuż nade mną. Nie odwracałam się,to mnie sparaliżowało,gdybym to zrobiła byłoby po mnie.
 -nie masz się czego bać przecież,to twoja drużyna-dodałam jąkając się
 -niby tak a jednak tu siedzę i odechciewa mi się grać-dodał prychając pod nosem. Wstałam wkurzona ruszając przed siebie,wiedziałam że pójdzie za mną i to sprawi że jednak to ja ruszę tym razem do przodu. To ja pociągnę go w dobrą stronę.
 -jeśli tak nie chcesz grać to dlaczego chcesz być najlepszy?-spytałam uśmiechając się na fakt że stoi tuż za mną. To ten dzień,ta chwila gdy dawna Celia wróciła do życia.
 -ale jesteś wkurzająca-westchnął mijając mnie na schodach i czym prędzej wchodząc do środka. Udało mi się,jeden zero dla mnie Da Silva. Weszłam tuż za nim uśmiechając się jak głupia sama do siebie. Weszłam na murawę i tak szybko jak mogłam zajęłam miejsce na ławce rezerwowych. Jeśli trener nie miał nic przeciwko to świetnie,ale dla dobra mojego i innych muszę mu o tym powiedzieć. Tite,jeśli się nie myliłam tak się nazywał trener reprezentacji. Poczekałam chwilę i gdy tylko pojawił się na horyzoncie szybko podeszłam do niego
 -witam trenerze-dodałam uśmiechają się na powitanie
 -witam-dodał patrząc na mnie-kim pani jest?-spytał zdziwiony gwiżdżąc na chłopaków
 -przyjaciółkę drużyny-zaśmiałam się na wspomnienie tego jak tłumaczyłam się przed ochroniarzem na moim pierwszym treningu chłopaków w Barcelonie. Wydawało się jakby to było wczoraj,a było to 3 lata temu.
 -dobrze,niech pani spokojnie usiądzie nie wyrzucę pani-zaśmiał się-widać że jest pani tutaj prywatnie-mrugnął okiem-niech Pani się nie martwi-dodał odchodząc ode mnie i zajmując się chłopakami. Zrobił zebranie i omawiał różne rzeczy. Tak jak na treningu chłopaki podzielili się na zespoły rozpoczynając grę. Zajęłam miejsce na ławce obserwując to co robią. Oczy prawie wyszły mi z orbit widząc ich grę z bliska,to że długo nie brałam udziału w takich rzeczach nie znaczy że nie podziwiałam takiej gry. Ich piłka była całkiem inna niż europejczyków. Bawili się,czarowali i kiwali się nawzajem to kompletnie inna bajka. Magicy w czystej postaci bawili się na moich oczach. Obserwowałam ich z uśmiechem na ustach. Lecz rozglądałam się za jedną szczególną osobą,której zbytnio nie widziałam. Tak jak myślałam udała się w cień,ale ja mu jeszcze pokażę. Chłopaki wypchnęli go na środek i to on stał się obiektem rozmów. Stanęli wokół niego i otoczyli się ramionami. Po cichu liczyłam na przełom,na jakiś znak i na to że jednak mój trud się opłacił. Obejmowali się tak z 20 min po czym oderwali się od siebie. Usłyszałam gwizdek i zobaczyłam ruszających się piłkarzy. Grali a jednym z głównych osób na tym boisku okazał się....WESOŁY..WESOŁY powtarzam Brazylijczyk. Po raz pierwszy się uśmiechał,cieszył się z gry. Rywalizował wręcz bił się o piłkę i strzelał bramki. Czyżby to ten znak? Oby tak było już zawsze.....Neymar cieszył się z tego co robi,ponownie(być może) wrócił do żywych. Poczułam jak drgają mi wargi szybko jednak musiałam się ogarnąć i nie pokazywać po sobie tego. Nie tutaj,choć panowie dociekliwi i tak pewnie to zauważą. Potarłam twarz i po usłyszanym gwizdku kończącym trening udałam się do wyjścia. Spuściłam głowę bawiąc się frędzelkami przy swojej bluzie. Trener stał niedaleko mnie i spojrzał na mnie w chwili gdy przechodziłam koło szatni chłopaków
 -dziękuję Pani-dodał z uśmiechem pokazując mi drogę
 -za co?-zdziwiłam się unosząc brwi
 -za przywrócenie życia w Neymara-dodał-to niebywałe jak wrócił do gry,przynajmniej tak myślę..tak powiedział o pani zacytuję-zaśmiał się cicho"zrzędliwa i arogancka dziewczyna przypominała mi moje motto" i wtedy powiedział że będzie się starał-powiedział z rosnącym uśmiechem- i to dzięki pani-wskazał na mnie palcem chowając swoje rzeczy do torby, Wszedł do autokaru a ja stałam osłupiała na parkingu. To nie wydarzyło się na prawdę. To wręcz niemożliwe. Nim pomyślałam o tym jako sukcesie w mig dogonili mnie chłopaki,weseli cieszący się z nie wiadomo czego.Wpadli do autokaru śpiewając piosenki lecące z głośników. To nie mogło mnie ominąć,oczywiście mnie w to wciągnęli. Usiadłam tym razem obok Davida Luiza który operował tą zabawą. Puścili piosenkę którą każdy śpiewał na całe gardło,i którą ja musiałam zgadnąć. Ale to było proste
 -zatrzymaj to-dodałam-to Deu Onda-powiedziałam patrząc na nich. Pokiwali głowami wdzięcznie przełączając na kolejną,cały autokar śpiewał...to coś co charakteryzuje Brazylijczyków. To coś czego nigdy nie zapomniałam.
 -co to takie łatwe David?-zaśmiałam się- to Olha a Explosão -powiedziałam z uśmiechem
 -ej ty znasz wszystkie-zakrył dłonią usta robiąc wielkie oczy
-to takie dziwne?-parsknęłam
 -nie wyglądasz na taka co zna ale to wielki plus-odezwał się piłkarz uśmiechając się-jestem Thiago-podał mi dłoń a ja ją uścisnęłam. Nie..niech ja nie muszę się przedstawiać. Thiago cofnął rekę mrugając do mnie okiem. Jednak wiedział. I na szczęście nic nikt nie wyczul. Tak cała drogę bawiliśmy się jaka to melodia. 
 -dobra teraz ostatnia! Jak zgadniesz dostajesz wejściówkę na każdy trening-dodał David-ja osobiście dałbym ci od razu ale to jednak rywalizacja-dodał poruszając śmiesznie brwiami. Szturchnęłam go i z wielkim uśmiechem puścił to.....Dlaczego akurat to? Po co to puścił? To była pułapka...nie mogłam w nią wpaść
 - nie mów że tego nie znasz...-wypalił piłkarz
 -to...to jest Thousand Yers-odezwałam się równo z drugim głosem który w tym samym momencie zbliżył się do naszych siedzeń-to łatwizna-dodał siadając obok Rafa,na wprost mnie. Jego oczy świdrowały,czułam to. David wyciągnął z kieszeni pęczek wejściówek i chciał mi je podać gdy nagle Neymar je zabrał. Spojrzał na mnie potem na bilety i nachylił się w moją stronę
 -brawo,jednak potrafisz coś oprócz wnerwiania ludzi-dodał zakładając pęczek na szyję
Odsunął się lekko i potarł moją dłoń siadając obok przyjaciela. Zagryzłam lekko wargę patrząc na zielono-żółto-niebieskie przepustki. To była moja nagroda,to był znak że to wszystko się opłaciło. Chłopaki rozsiedli się wygodnie grając na konsolach w Mario. Gdy dojechaliśmy rozstąpili się bym ja mogła pierwsza wyjść. Mogłabym wyjść gdyby ktoś nie zagrodził mi wyjścia. Był to oczywiście ON.
 -teraz zemsta?-spytałam starając się by to zabrzmiało po ludzku jakoś normalnie.
 -możliwe-powiedział niepewnie-ale tak na prawdę to nie,chcę podziękować choć i tak pewnie nie zabrzmi to tak jak chciałem a do rzeczy...-dodał nagle odwracając się do mnie twarzą.
 -nie miałem łatwo przez ostatnie 3 lata i to odbiło się na mojej psychice i mentalności ale gdy rano wspomniałaś o pewnych rzeczach to mi pomogło może od razu nie będzie super ale chcę zacząc od nowa-powiedział wypuszczając powietrze z ust-jestem Neymar a ty?-uśmiechnął się szeroko oczekując ode mnie odpowiedzi
O CHOLERA,TERAZ WPADŁAM.

sobota, 14 października 2017

Rozdział 94


"Im dłużej tutaj siedzę tym bardziej chcę do Ciebie"
Ten rozdział dedykuję mojej bratniej duszy Wiki kocham cię♥

 To był on. On tam siedział i czekał na rezerwacje. Będzie w tym hotelu..czy to przypadek? Kompletnie mnie to rozbiło. Jak się tu znalazł..ale ON TU BYŁ ON TU BYŁ ON TU BYŁ. Moje serce waliło jak dzwon ręce się trzęsły i nie wiedziałam co ze sobą zrobić. Jakbym widziała go po raz pierwszy,jakbym zakochiwała się na nowo.
 -dobra jest wolny-dodała odchodząc od komputera i idąc w strone sali
 -czekaj!-zatrzymałam ją-mogę ja to mu przekazać?-spytałam patrząc na nią błagalnym wzrokiem
 -tylko dla tego-podała mi kartę do pokoju i pchnęła lekko do środka
Nawet nie wie jak bardzo bede jej za to wdzięczna. Oddychałam tak głośno że każdy mógł mnie usłyszeć,jakby nic prócz mojego oddechu nie istniało. Szłam z dudniącym sercem w stronę sprawcy całego tego mojego zamieszania. Nie wiedziałam dlaczego to robię ale robiłam to dla nas obu a może dla mnie samej? Może czas najwyższy walczyć o miłość Brazylijczyka. I wtedy to się stało. Spojrzał na mnie.
 -chciałam panu przekazać..w sumie powiedzieć że ma pan wolny pokój-dodałam połykając głośno ślinę
 -tak to świetnie-powiedział pochylając się nad stołem i przeglądając kartę od pokoju-dziękuję że znalazła dla mnie pani pokój-dodał wstając i zatrzymując się parę kroków ode mnie-nie wiedziałem że przyjaciółka Rafa tutaj pracuje-dodał odchodząc wprost na górę. Głęboko odetchnęłam gdy już zniknął z mojego horyzontu. Najbardziej stresujący dzień w życiu. Pamiętał mnie z domu...pamiętał jak go przytulałam. I to liczyło się od dziś,od dziś już nie zwątpię. Wróciłam do Andrei która wyczekiwała mojego monologu na temat co i jak mu powiedziałam.
 -nic szczególnego dałam on wziął i poszedł-dodałam opierając się o próg kuchni
 - to nie tak źle choć wiem że to pewnie stresujące dla ciebie było-poklepała mnie po ramieniu-to teraz do boju dziewczyno-zaśmiałą się i poszła na górę. Zaczęłam szczerzyć sie do siebie jak nienormalna póki Alex nie przyszedł na recpcję
 -odpoczywasz?-spytał z nad góry papierów
 -a ty znowu z papierkową robotą?-parsknęłam-pomóc ci?-spojrzałam na niego
 -to jest akurat do włożenia do teczek więc nie ale dzięki-dodał mrugając okiem. Poczułam wibrowanie w moim telefonie i gdy spojrzałam na wyświetlacz ujrzałam twarzyczkę Rafy
 -Gdzie jest Neymar?!-krzyknął chłopak
 -Jeny nie krzycz tak...Neymar jest u mnie w hotelu-dodałam-uspokój się nic mu nie jest-powiedziałam zciszając ton
 -co? tam u ciebie? Jak?-spytał wzdychając-poznał cię?
-jako Celię nie ale jako twoją byfcie tak-zaśmiałam się-myślisz że sie skapnie że ja to ja?-uniosłam brwi mówiąc jeszcze ciszej
 -jeśli dasz mu ku temu powody to tak-dodał-ale jeśli jest tak jak myśleliśmy to tak szybko to to nie nastąpi-powiedział śmiejąc się-masz czas Celia,teraz już nie ma odwrotu-dodał z rosnącym uśmiechem. Czułam to jak sie uśmiechał.
 -ma pokój koło mojego Raf...a jeśli odkryje to co mam w środku?-spytałąm siadając na blacie
 -nie odkryje jedyne co go obchodzi to odnaleźć spokój i skończyć z cierpieniem-westchnął-teraz to już twoja brożka by przywrócić tego starego Neymara-dodał-stać cię na to Celia do boju...nie chcę być nie miły ale Rafaela już chce z tobą pogadać i no...-zaśmiał się po czym odbył się krzyk ukochanej mojego braciszka
 -hej kochanie-zaczęła słodko-jak się czujesz? wszystko dobrze?-pytała jak najęta
 -tak tak i tak Rafcia-dodałam śmiejąc się-zadbam  twojego braciszka jak należy masz moje słowo jeśli o to chodzi-dodałam mocno zaciskając pieści
 -nieraz zapomianam że ponownie jesteś moją siostrą-zachichotała-on od zawsze jest twój i tak już pozostanie Celia,prędzej czy później on się skapnie i bedzie HAPPY END-krzyknęła do słuchawki-odwiedzimy was kiedyś z Rafaelem to pogadamy więcej teraz musimy lecieć paapapa wariatko-dodała ze śmiechem
 -do usłyszenia hermanita-dodałam z portugalskim akcentem na co odrzekła to samo i się rozłączyła. Cała ona. Odłożyłam telefon do kieszeni i wyszłam z kuchni. Na recepcji roiło się od kelnerów i zamówień,spojrzałam na zegarek dochodziło południe...ale dzień siesty minął wiec jak..?
 -Julieta co tu sie dzieje?-spytałam dotykajac jej ramienia
 -mamy urwanie głowy,zgrupowanie Brazylii przyjeżdża za parę godzin a my teraz sie dowiedzieliśmy! wiesz co to znaczy? zamieszanie!-dodała zła klikając coś w komputerze. Szybko wybiegłam z recepcji szukając mojego zarządcy. Gdzie jest gdy go potrzebuje cały zespół. Wbiegłam do głównej sali odnajdując go w najdalszym zaułku sali. Co on wyprawia?
 -hej czy ty.....-zaczęłam nabierając powietrza w płuca-czy ty coś wiesz o tym zgrupowaniu?-spytałam na jednym tchu. Coraz szybciej oddychałam jakby ktoś stał nade mną z wiadrem wody.
 -tak-pokiwał głową-mają ważne spotkanie i pozajmowali większość pokoi i sal-dodał przecierając twarz-wybacz że cie nie uprzedziłem ale miałem masę telefonów i zamówień do odebrania-powiedział patrząc na mnie
 -nic się nie stało,w porę dowiedziałam się od Juliety więc możesz być spokojny-dodałam kładąc dłoń na jego policzku
 -dziękuję że jesteś-szepnął nakrywając moją dłoń swoją-nie wiem co bym zrobił bez ciebie-dodał lekko przytulając
 -chodźmy zobaczyć co trzeba zrobić-dodałam idąc na recepcję. Julieta wszystkiego pilnowała dodając do tego tyle cierpliwości że mogłaby zasilić cały personel.
 -pomóc?-spytałam nachylając się nad nią
 -tak weź z magazynku ręczniki i poroznoś według rozpiski do pokoi-dodała szukając karteczki-o tu-podała mi i zagłębiła się w dalszej pracy. Tak jak mi kazała,tak zrobiłam. Poszłam do magazynku i zabierając ze sobą skrzynkę z ręcznikami zabrałam się do pracy. Zerknęłam na rozpiskę na pierwszym piętrze miałam 10 ręczników na drugim kolejne 10. Otworzyłam pierwsze drzwi i położyłam kolejno ręczniki zgodnie z numerami jacy te piłkarze nosili. Rozniosłam na pierwszym piętrze i biegiem zajęłam się drugim,gdzie spotkałam Andrę i Alexa napełniającego butelkowozy.
 -też macie taki zgiełk w pracy?-spytałam zatrzymując się przy nich
-okropny-dodała dziewczyna-akurat gdy chcieliśmy wziąć sobie wolne-westchnęła-no nic jak trzeba to trzeba-dodała wkładając kolejną butelkę
 -a ty ręcznikowa dziewczyno nie nudzisz się?-zaśmiał się mój przyjaciel
 -nie nie papa-zaśmiałam się idąc na drugie piętro. Idąc słyszałam głośne śmiechy tej dwójki więc tak jak oczekiwałam musieli nabijać się ze mnie. Weszłam schodami na drugie piętro gdzie pierwszym pokojem był mój pokój i tuż obok pokój Neymara....weszłam lekko uchylając drzwi i nie myliłam się on tam był. Leżał i patrzył się w sufit. Spojrzałam na niego kątem oka spuszczając od razu głowę
 -em..przepraszam ja przyszłam z ręcznikami-powiedziałam ganić się za mój język
 -spoko-dodał nieruszając się ze swojego miejsca. Położyłam ręcznik na komodzie patrząc na to jak leży,zachowuje się gdy jest sam. Był spokojny,wyluzowany ale tylko przy kimś kto go nie zna. Ja znałam go za dobrze, Pragnęłam zostać tu dłużej,niestety musiałam iść dalej.
 -poczekaj-dodał aksamitny głos bruneta. Stanęłam nieruchomo. Nie wiedziałam jak zareagować na to co chciał zrobić brunet-czy ty....od dawna tu pracujesz?-spytał a ja domyślałam się czy się nie przesłyszałam
 -od niedawna-dodałam przełykając głośno ślinę wciąż na niego nie patrząc
 -Raf wspominał dużo o tobie zanim wyszedł-powiedział-i to co mówił sie sprawdziło-szepnął mi na ucho,słysząc oddalające się kroki odetchnęłam z ulgą. Wyszłam szybko tak opierając się o ścianę. To co mówił było jednoznaczne z tym że coś podejrzewa a to co potem omal nie zrobił wskazuje że Raf mógł się wygadać. Zabije go chyba jak się dowiem co takiego mu powiedział. Przymknęłam na chwile oczy oddychając tak głośno jak się dało. Ktoś szedł w moją stronę,szybko odeszłam do pokoju bruneta i ogarnęłam swój oddech. To był Raf
 -tu jesteś ty....-wbiłam  w jego klatkę palec-coś ty naopowiadał Neymarowi co?-spytałam podnosząc ton
 -heeeej powoli uspokój się,nic takiego mu nie powiedziałem-dodał odciągając mój palec-wspominałem że jesteś mi bliską osobą i że jesteś bardzo piękna-powiedział z uśmiechem-a to chyba dobrze no nie?-uniósł brwi robiąc śmieszny dzióbek-jeśli chcesz wspomnę mu też parę innych rzeczy...
 -ani mi się waż Alcantara!słyszałeś?! nie próbuj bo będzie po tobie-zmrużyłam oczy idąc w stronę schodów
 -widzimy się później pani idealna-zaśmiał się wchodząc do pokoju. Co za człowiek,obawiam się ze kiedyś przez niego wybuchnę i nie będzie co ze mnie zbierać. Zeszłam schodami na parter myśląc nad tym o czym Raf rozmawia z Neymarem poza treningami. To o czym tak rozmawiali musiało być bardzo ciekawe. Na dole uspokoiło się na chwile po czym rozległ się pisk i hałas.Zobaczyłam wchodzących reprezentantów Brazylii. To teraz jestem skończona.