"Miłość poznaje się po tym, że czyjegoś głosu pragniesz bardziej, niż ciszy."
Weszli a ja oniemiałam. W momencie gdy weszli wszystko jakby legło w gruzach. Jedna osoba wystarczyła bym mogła tak pomyśleć ,a dokładnie Dani Alves. Stałam przy recepcji gdy on przyszedł ściskając mnie mocno. Myślałam że umrę,ściskał mnie jakbyśmy nie wiedzieli sie 10 lat.
-Dani puść mnie-szepnęłam ledwo nabierając powietrze w płuca. Puścił mnie śmiejąc się z mojej miny.
-wybacz mi,tak dawno cię nie widziałem wiesz siostrzyczko jak cie kocham-dodał powodując powstanie banana na mojej twarzy. Zawsze wiedział co powiedzieć na powitanie. Na dobre DZIEŃ DOBRY
-a Neymar gdzie? nie jest z tobą?-spytał wychylając głowę
-em..jest na górze-dodałam cicho
-to zawołaj go przecież wy....CZEKAJ CZEKAJ nie powiedziałaś mu?-uchylił smutno usta
Pokręciłam głową,nie musiałam tego mówić,sam wiedział dlaczego
-w samą porę przyjechałem-szepnął przyciągając mnie ku sobie-nie zapominaj że jestem po to by ci pomóc mała-dodał uśmiechając się-przemówię mu do rozumu i w mig znajdzie się na dole przy tobie więc...
-Dani! posłuchaj....to nie tak że zostawiłam to w spokoju po prostu to wszystko boli i pokonuje to powoli nie da sie z dnia na dzień powiedzieć komuś skrzywdzonemu o drugiej osobie gdy ta nie potrafi wyjść z dołka-dodałam spuszczając głowę
-czyli...to prawda co chłopaki mówili-dodał cicho-no cóż po to jest to zgrupowanie by go przekonać-klasnął w dłonie-jedynie co mogę ci zapewnić to to,że nie skończy z piłką-mrugnął okiem-zobaczymy się później?-zaśmiał się idąc pod numer wskazany na kluczyku
Pokiwałam głową i głośno odetchnęłam. Jeśli Dani i reszta tu są to dopiero zacznie się zabawa.
Poszłam do reszty i tak jak oni zajęłam się czymś byle nie brunetem i jego oczami...oczami które znały mnie zbyt dobrze by nie poznać przy bliższym poznaniu. Jeśli ma mnie poznać trudno bede starać się mu to wszystko wytłumaczyć nawet kosztem swojego szczęścia. Zrobię dla niego wszystko. Gdy skończyłam z przy stolikach poszłam do Rodriga gdzie się okazało czekało na mnie jedzenie.
-dobrze że przyszłaś!-ucieszył się kucharz-siadaj i jedz,specjalnie dla ciebie-mrugnął okiem wycierając dłonie w brudny fartuszek
-nie musiałeś przecież-mruknęłam siadając na krześle zaczynając jeść to co dla mnie przygotował. Było pyszne jak zawsze.
-dziękuję że o mnie dbasz-dodałam wesoło odstawiając talerz
-to ty zawsze wychwalasz moje domowe jedzenie-dodała z uśmiechem-na zdrowie dziecko-powiedział zabierając się za kolejne zamówienia
-mam ci w czymś pomóc?-spytałam przy drzwiach-na razie nie,jeśli będziesz mi potrzebna zawołam cię-dodał machając ręką. Wyszłam z kuchni kierując się na salę. Tam bede miała co robić do czasu treningu chłopaków. Andra i Alex czekali właśnie na mnie,ale zbieg okoliczności sprawił że musiałam być wezwana na salę VIP. Już wiedziałam kto i po co mnie wzywa. I czuję, że podczas tego zgrupowania będzie sie to często zdarzać.
-co takiego pan sobie życzy-zaśmiałam się wyciągając notesik z długopisem
-kiedy byś...Dani mówił że mam ci powiedzieć o wspólnej kawie ale nie wiem..zresztą nie wiem co tutaj robię-wstał nagle i chciał mnie minąć bez słowa,gdy stanęłam mu na przeciw
- kawa aktualna,Dani wspominał mi o niej nie musisz się od razu denerwować-dodałam dziwiąc się że mogłam to tak spokojnie powiedzieć.
-am przepraszam ale mam ciężki okres i nie potrafię nieraz...-dodał cicho patrząc na mnie spodełba
-nic sie nie stało-dodałam chcąc jak najszybciej wyjść i zaszyć się gdzieś daleko
-stało się,to zgrupowanie jest związane ze mną i nie wiem czy nadal jest sens być tutaj-wyznał bawiąc się palcami. Zawsze tak robił gdy był smutny lub sie denerwował ale to co mówiła jego twarz kompletnie odbiegało od tego co wiedziałam.
-jest sens,piłka to twoje życie znaczy was Brazylijczyków.... nie strać tego co ważne w tym radość z grania-dodałam łamiącym głosem-wybacz ale muszę już iść...-dodałam chcąc odbiec myślami od chłopaka z łamiącym sercem widokiem na jego twarzy
-nie odchodź...skąd wiesz co czuje? skąd możesz wiedzieć czym jest dla mnie piłka?-spytał a ja nie chciałam na to odpowiadać-odpowiedz mi...chcę wiedzieć czy to co robię ma sens-szepnął tak cicho,że myślałam iż jest to szept
-tak to co robisz ma sens,kochasz to co robisz i twój cel to bycie najlepszym jeśli zapom...jeśli pan zapomniał jeśli o to Panu chodziło chciałabym odejść-dodałam zamykając oczy tak mocno by łzy nie zaczęły cieknąc. Nic nie powiedział przez co zrozumiałam moje odejście. Nie miałam zamiaru przy nim płakać,nie teraz,nie dziś. Zamknęłam się w szatni kelnerów dając upust swoim emocjom,muszę sobie z nim poradzić. To ja mam mu pomóc,a nie on mi. Otarłam twarz,popatrzyłam w lustro i uznałam że gorzej być nie może i wyszłam z pomieszczenia. Dołączyłam do dwójki przyjaciół przy recepcji.
-zaraz będą schodzić-pisnęła Andrea wyczekując ich z niecierpliwością
-że piłkarze?-westchnęłam opierając się o blat
-nie cieszysz się że....-dodała z opóźnionym entuzjazmem-spokojnie,on wcześniej wyszedł-dodała mi na ucho-był dziwny mruczał coś pod nosem a potem ty...rozmawialiście?-uchyliła usta szturchając mnie
-tak,pytał mnie o to czy jego gra w Brazylii ma sens to odpowiedziałam mu tak że prawie się rozpłakałam-dodałam cicho-to mnie przerosło,muszę z tym żyć mimo to idę z nimi na trening-dodałam przewracając oczami patrząc na nią
-to że robisz to dla niego wiele znaczy pamiętaj też o sobie-dodała-to miłość twojego życia dla niej zrobi się wszystko-szepnęła obejmując mnie-a on w odpowiednim momencie to dostrzeże-mrugnęła okiem patrząc na schodzących piłkarzy. Dani kiwnął do mnie i na chwilę odłączył sie od grypy
-idziesz z nami?-spytał uśmiechając się do Alexa i Andrei-czy któreś z was widziało Neymara? Trener go szukał ale..
-ja widziałam...znaczy rozmawiałam chwilę zanim wyszedł-dodałam cicho
-to znaczy że musisz ze mną pójść-pokiwał głową ciągnąć mnie w stronę wyjścia
-Dani! a mój fartuch...!-krzyknęłam wyrywając się z mocnego uścisku.
Chłopak zatrzymał się i ściągnął bielusieńki fartuch z mojego nakrycia.
-lepiej?-uniósł brwi zanosząc go na recepcję. Wrócił z bananem na ustach biorąc mnie pod rękę i zaprowadzając pod autokar.
-Pani pierwsze-skłonił głowę przepuszczając mnie przed wejściem.
-Dani ja pojąde taksówką-odpaliłam zanim wszyscy skierowali na mnie wzrok
-wchodź i koniec-popchnął mnie i wtedy nagle wszystkie ślepia skierowały się na mnie. Na szczęście tylko na chwilę,zajęli się grami na tabletach zbytnio nie patrząc na nową osobę w autokarze
-czy ty zawsze tak się zachowujesz? O czekaj...NIE-powiedział pukając mnie w czoło zajmując miejsce przy oknie. Przeszliśmy pół autokaru by znaleźć "odpowiednie" miejsce dla Alvesa. Ten człowiek kiedyś mnie wykończy. Zachwiałam się na nogach i poczułam przyciągające dłonie. Obejrzałam się szybko widząc znajomą twarz szybko odetchnęłam
-wystraszyłam się-dodałam wzdychając
-może ja to nie on ale też mam to coś-poruszył brwiami Raf-tak tak ja wiem braciszku-złapałam jego policzki i lekko je ścisnęłam. Niech poczuje ten ból.Autokar ruszył i nie było już odwrotu. Czekało mnie piekło albo odwrotnie. Może histeryzuję ale jednak czułam w środku że dzięki temu będę bliżej Neymara. Oparłam się wygodnie o siedzenie co chwile bawiąc sie niespokojnie palcami jakby ktoś na mnie patrzył z ukrycia. To dziwne przyznam,ale rzeczywiście przy 30 mężczyznach to bardzo normalne no nie?. Jechaliśmy mijając znane mi miejsca,w tym dom Leo,dom Andresa,Luisa i nastąpiła aleja domu Neymara. Przysunęłam twarz do szyby szybko odwracając wzrok...to za dużo,czego oczekiwałam? że Neymar nagle spojrzy na mnie i wszystko się odmieni? Tak,bardzo bym chciała ale to wręcz niemożliwe. Autokar się zatrzymał i nagle jakby ktoś wszedł do środka i jechaliśmy dalej. Wychyliłam głowę ale mimo odległości i tak nie mogłam nic zobaczyć. Wróciłam do starej pozycji gdy Raf podał mi pół tabletu bym z nim zagrała. Siedzieliśmy po dwóch stronach z tabletem na środku. Nagle Raf zawołał innych i dołączyli do nas. Jeśli tak podchodzili do piłki jak do tej gry to nie ma na nich mocnych,a ich treningi to ubaw dla oczu.
-David,Marcos,Gabi poznajcie moją przyjaciółkę-szturchnął mnie uśmiechając się do kolegów nie zdradzając mojego imienia. Nie teraz,później się dowiedzą.
-hej wszystkim-nie podnosiłam oczu tylko posłałam im jeden uśmiech. Musiało im to teraz wystarczyć,każdy kto mnie choć raz widział wie jak mam na imię. Póki jestem między nimi nie mam innego wyjścia.Niestety w takiej sytuacji nie mogłam go zdradzić. Graliśmy parę partyjek póki nie dojechaliśmy na Mini Estadi. Piłłkarze zaczęli wysiadać a tuż przy stadionie stali piszczący fani czekający na swoich idoli. Chłopaki nie szczędzili sobie autografów i zdjęć. Potem po kolei wchodzili już do środka witając uśmiechami fanów. A ja głupia siedziałam w środku bojąc się wyjść.
-Panna zostaje?-spytał się kierowca przez mikrofon. Nie odezwałam się,powoli wstając z siedzenia. Z jednej strony mogłam bez przeszkód pokazać się ludziom a z drugiej bałam się że przy lepszej wolnej okazji znowu będą wyciągać brudne rzeczy z mojego życia. A nie chciałam by to znowu się powtórzyło.
-ja też nie chcę wychodzić-westchnął znudzony głos tuż nade mną. Nie odwracałam się,to mnie sparaliżowało,gdybym to zrobiła byłoby po mnie.
-nie masz się czego bać przecież,to twoja drużyna-dodałam jąkając się
-niby tak a jednak tu siedzę i odechciewa mi się grać-dodał prychając pod nosem. Wstałam wkurzona ruszając przed siebie,wiedziałam że pójdzie za mną i to sprawi że jednak to ja ruszę tym razem do przodu. To ja pociągnę go w dobrą stronę.
-jeśli tak nie chcesz grać to dlaczego chcesz być najlepszy?-spytałam uśmiechając się na fakt że stoi tuż za mną. To ten dzień,ta chwila gdy dawna Celia wróciła do życia.
-ale jesteś wkurzająca-westchnął mijając mnie na schodach i czym prędzej wchodząc do środka. Udało mi się,jeden zero dla mnie Da Silva. Weszłam tuż za nim uśmiechając się jak głupia sama do siebie. Weszłam na murawę i tak szybko jak mogłam zajęłam miejsce na ławce rezerwowych. Jeśli trener nie miał nic przeciwko to świetnie,ale dla dobra mojego i innych muszę mu o tym powiedzieć. Tite,jeśli się nie myliłam tak się nazywał trener reprezentacji. Poczekałam chwilę i gdy tylko pojawił się na horyzoncie szybko podeszłam do niego
-witam trenerze-dodałam uśmiechają się na powitanie
-witam-dodał patrząc na mnie-kim pani jest?-spytał zdziwiony gwiżdżąc na chłopaków
-przyjaciółkę drużyny-zaśmiałam się na wspomnienie tego jak tłumaczyłam się przed ochroniarzem na moim pierwszym treningu chłopaków w Barcelonie. Wydawało się jakby to było wczoraj,a było to 3 lata temu.
-dobrze,niech pani spokojnie usiądzie nie wyrzucę pani-zaśmiał się-widać że jest pani tutaj prywatnie-mrugnął okiem-niech Pani się nie martwi-dodał odchodząc ode mnie i zajmując się chłopakami. Zrobił zebranie i omawiał różne rzeczy. Tak jak na treningu chłopaki podzielili się na zespoły rozpoczynając grę. Zajęłam miejsce na ławce obserwując to co robią. Oczy prawie wyszły mi z orbit widząc ich grę z bliska,to że długo nie brałam udziału w takich rzeczach nie znaczy że nie podziwiałam takiej gry. Ich piłka była całkiem inna niż europejczyków. Bawili się,czarowali i kiwali się nawzajem to kompletnie inna bajka. Magicy w czystej postaci bawili się na moich oczach. Obserwowałam ich z uśmiechem na ustach. Lecz rozglądałam się za jedną szczególną osobą,której zbytnio nie widziałam. Tak jak myślałam udała się w cień,ale ja mu jeszcze pokażę. Chłopaki wypchnęli go na środek i to on stał się obiektem rozmów. Stanęli wokół niego i otoczyli się ramionami. Po cichu liczyłam na przełom,na jakiś znak i na to że jednak mój trud się opłacił. Obejmowali się tak z 20 min po czym oderwali się od siebie. Usłyszałam gwizdek i zobaczyłam ruszających się piłkarzy. Grali a jednym z głównych osób na tym boisku okazał się....WESOŁY..WESOŁY powtarzam Brazylijczyk. Po raz pierwszy się uśmiechał,cieszył się z gry. Rywalizował wręcz bił się o piłkę i strzelał bramki. Czyżby to ten znak? Oby tak było już zawsze.....Neymar cieszył się z tego co robi,ponownie(być może) wrócił do żywych. Poczułam jak drgają mi wargi szybko jednak musiałam się ogarnąć i nie pokazywać po sobie tego. Nie tutaj,choć panowie dociekliwi i tak pewnie to zauważą. Potarłam twarz i po usłyszanym gwizdku kończącym trening udałam się do wyjścia. Spuściłam głowę bawiąc się frędzelkami przy swojej bluzie. Trener stał niedaleko mnie i spojrzał na mnie w chwili gdy przechodziłam koło szatni chłopaków
-dziękuję Pani-dodał z uśmiechem pokazując mi drogę
-za co?-zdziwiłam się unosząc brwi
-za przywrócenie życia w Neymara-dodał-to niebywałe jak wrócił do gry,przynajmniej tak myślę..tak powiedział o pani zacytuję-zaśmiał się cicho"zrzędliwa i arogancka dziewczyna przypominała mi moje motto" i wtedy powiedział że będzie się starał-powiedział z rosnącym uśmiechem- i to dzięki pani-wskazał na mnie palcem chowając swoje rzeczy do torby, Wszedł do autokaru a ja stałam osłupiała na parkingu. To nie wydarzyło się na prawdę. To wręcz niemożliwe. Nim pomyślałam o tym jako sukcesie w mig dogonili mnie chłopaki,weseli cieszący się z nie wiadomo czego.Wpadli do autokaru śpiewając piosenki lecące z głośników. To nie mogło mnie ominąć,oczywiście mnie w to wciągnęli. Usiadłam tym razem obok Davida Luiza który operował tą zabawą. Puścili piosenkę którą każdy śpiewał na całe gardło,i którą ja musiałam zgadnąć. Ale to było proste
-zatrzymaj to-dodałam-to Deu Onda-powiedziałam patrząc na nich. Pokiwali głowami wdzięcznie przełączając na kolejną,cały autokar śpiewał...to coś co charakteryzuje Brazylijczyków. To coś czego nigdy nie zapomniałam.
-co to takie łatwe David?-zaśmiałam się- to Olha a Explosão -powiedziałam z uśmiechem
-ej ty znasz wszystkie-zakrył dłonią usta robiąc wielkie oczy
-to takie dziwne?-parsknęłam
-nie wyglądasz na taka co zna ale to wielki plus-odezwał się piłkarz uśmiechając się-jestem Thiago-podał mi dłoń a ja ją uścisnęłam. Nie..niech ja nie muszę się przedstawiać. Thiago cofnął rekę mrugając do mnie okiem. Jednak wiedział. I na szczęście nic nikt nie wyczul. Tak cała drogę bawiliśmy się jaka to melodia.
-dobra teraz ostatnia! Jak zgadniesz dostajesz wejściówkę na każdy trening-dodał David-ja osobiście dałbym ci od razu ale to jednak rywalizacja-dodał poruszając śmiesznie brwiami. Szturchnęłam go i z wielkim uśmiechem puścił to.....Dlaczego akurat to? Po co to puścił? To była pułapka...nie mogłam w nią wpaść
- nie mów że tego nie znasz...-wypalił piłkarz
-to...to jest Thousand Yers-odezwałam się równo z drugim głosem który w tym samym momencie zbliżył się do naszych siedzeń-to łatwizna-dodał siadając obok Rafa,na wprost mnie. Jego oczy świdrowały,czułam to. David wyciągnął z kieszeni pęczek wejściówek i chciał mi je podać gdy nagle Neymar je zabrał. Spojrzał na mnie potem na bilety i nachylił się w moją stronę
-brawo,jednak potrafisz coś oprócz wnerwiania ludzi-dodał zakładając pęczek na szyję
Odsunął się lekko i potarł moją dłoń siadając obok przyjaciela. Zagryzłam lekko wargę patrząc na zielono-żółto-niebieskie przepustki. To była moja nagroda,to był znak że to wszystko się opłaciło. Chłopaki rozsiedli się wygodnie grając na konsolach w Mario. Gdy dojechaliśmy rozstąpili się bym ja mogła pierwsza wyjść. Mogłabym wyjść gdyby ktoś nie zagrodził mi wyjścia. Był to oczywiście ON.
-teraz zemsta?-spytałam starając się by to zabrzmiało po ludzku jakoś normalnie.
-możliwe-powiedział niepewnie-ale tak na prawdę to nie,chcę podziękować choć i tak pewnie nie zabrzmi to tak jak chciałem a do rzeczy...-dodał nagle odwracając się do mnie twarzą.
-nie miałem łatwo przez ostatnie 3 lata i to odbiło się na mojej psychice i mentalności ale gdy rano wspomniałaś o pewnych rzeczach to mi pomogło może od razu nie będzie super ale chcę zacząc od nowa-powiedział wypuszczając powietrze z ust-jestem Neymar a ty?-uśmiechnął się szeroko oczekując ode mnie odpowiedzi
O CHOLERA,TERAZ WPADŁAM.
-Dani! a mój fartuch...!-krzyknęłam wyrywając się z mocnego uścisku.
Chłopak zatrzymał się i ściągnął bielusieńki fartuch z mojego nakrycia.
-lepiej?-uniósł brwi zanosząc go na recepcję. Wrócił z bananem na ustach biorąc mnie pod rękę i zaprowadzając pod autokar.
-Pani pierwsze-skłonił głowę przepuszczając mnie przed wejściem.
-Dani ja pojąde taksówką-odpaliłam zanim wszyscy skierowali na mnie wzrok
-wchodź i koniec-popchnął mnie i wtedy nagle wszystkie ślepia skierowały się na mnie. Na szczęście tylko na chwilę,zajęli się grami na tabletach zbytnio nie patrząc na nową osobę w autokarze
-czy ty zawsze tak się zachowujesz? O czekaj...NIE-powiedział pukając mnie w czoło zajmując miejsce przy oknie. Przeszliśmy pół autokaru by znaleźć "odpowiednie" miejsce dla Alvesa. Ten człowiek kiedyś mnie wykończy. Zachwiałam się na nogach i poczułam przyciągające dłonie. Obejrzałam się szybko widząc znajomą twarz szybko odetchnęłam
-wystraszyłam się-dodałam wzdychając
-może ja to nie on ale też mam to coś-poruszył brwiami Raf-tak tak ja wiem braciszku-złapałam jego policzki i lekko je ścisnęłam. Niech poczuje ten ból.Autokar ruszył i nie było już odwrotu. Czekało mnie piekło albo odwrotnie. Może histeryzuję ale jednak czułam w środku że dzięki temu będę bliżej Neymara. Oparłam się wygodnie o siedzenie co chwile bawiąc sie niespokojnie palcami jakby ktoś na mnie patrzył z ukrycia. To dziwne przyznam,ale rzeczywiście przy 30 mężczyznach to bardzo normalne no nie?. Jechaliśmy mijając znane mi miejsca,w tym dom Leo,dom Andresa,Luisa i nastąpiła aleja domu Neymara. Przysunęłam twarz do szyby szybko odwracając wzrok...to za dużo,czego oczekiwałam? że Neymar nagle spojrzy na mnie i wszystko się odmieni? Tak,bardzo bym chciała ale to wręcz niemożliwe. Autokar się zatrzymał i nagle jakby ktoś wszedł do środka i jechaliśmy dalej. Wychyliłam głowę ale mimo odległości i tak nie mogłam nic zobaczyć. Wróciłam do starej pozycji gdy Raf podał mi pół tabletu bym z nim zagrała. Siedzieliśmy po dwóch stronach z tabletem na środku. Nagle Raf zawołał innych i dołączyli do nas. Jeśli tak podchodzili do piłki jak do tej gry to nie ma na nich mocnych,a ich treningi to ubaw dla oczu.
-David,Marcos,Gabi poznajcie moją przyjaciółkę-szturchnął mnie uśmiechając się do kolegów nie zdradzając mojego imienia. Nie teraz,później się dowiedzą.
-hej wszystkim-nie podnosiłam oczu tylko posłałam im jeden uśmiech. Musiało im to teraz wystarczyć,każdy kto mnie choć raz widział wie jak mam na imię. Póki jestem między nimi nie mam innego wyjścia.Niestety w takiej sytuacji nie mogłam go zdradzić. Graliśmy parę partyjek póki nie dojechaliśmy na Mini Estadi. Piłłkarze zaczęli wysiadać a tuż przy stadionie stali piszczący fani czekający na swoich idoli. Chłopaki nie szczędzili sobie autografów i zdjęć. Potem po kolei wchodzili już do środka witając uśmiechami fanów. A ja głupia siedziałam w środku bojąc się wyjść.
-Panna zostaje?-spytał się kierowca przez mikrofon. Nie odezwałam się,powoli wstając z siedzenia. Z jednej strony mogłam bez przeszkód pokazać się ludziom a z drugiej bałam się że przy lepszej wolnej okazji znowu będą wyciągać brudne rzeczy z mojego życia. A nie chciałam by to znowu się powtórzyło.
-ja też nie chcę wychodzić-westchnął znudzony głos tuż nade mną. Nie odwracałam się,to mnie sparaliżowało,gdybym to zrobiła byłoby po mnie.
-nie masz się czego bać przecież,to twoja drużyna-dodałam jąkając się
-niby tak a jednak tu siedzę i odechciewa mi się grać-dodał prychając pod nosem. Wstałam wkurzona ruszając przed siebie,wiedziałam że pójdzie za mną i to sprawi że jednak to ja ruszę tym razem do przodu. To ja pociągnę go w dobrą stronę.
-jeśli tak nie chcesz grać to dlaczego chcesz być najlepszy?-spytałam uśmiechając się na fakt że stoi tuż za mną. To ten dzień,ta chwila gdy dawna Celia wróciła do życia.
-ale jesteś wkurzająca-westchnął mijając mnie na schodach i czym prędzej wchodząc do środka. Udało mi się,jeden zero dla mnie Da Silva. Weszłam tuż za nim uśmiechając się jak głupia sama do siebie. Weszłam na murawę i tak szybko jak mogłam zajęłam miejsce na ławce rezerwowych. Jeśli trener nie miał nic przeciwko to świetnie,ale dla dobra mojego i innych muszę mu o tym powiedzieć. Tite,jeśli się nie myliłam tak się nazywał trener reprezentacji. Poczekałam chwilę i gdy tylko pojawił się na horyzoncie szybko podeszłam do niego
-witam trenerze-dodałam uśmiechają się na powitanie
-witam-dodał patrząc na mnie-kim pani jest?-spytał zdziwiony gwiżdżąc na chłopaków
-przyjaciółkę drużyny-zaśmiałam się na wspomnienie tego jak tłumaczyłam się przed ochroniarzem na moim pierwszym treningu chłopaków w Barcelonie. Wydawało się jakby to było wczoraj,a było to 3 lata temu.
-dobrze,niech pani spokojnie usiądzie nie wyrzucę pani-zaśmiał się-widać że jest pani tutaj prywatnie-mrugnął okiem-niech Pani się nie martwi-dodał odchodząc ode mnie i zajmując się chłopakami. Zrobił zebranie i omawiał różne rzeczy. Tak jak na treningu chłopaki podzielili się na zespoły rozpoczynając grę. Zajęłam miejsce na ławce obserwując to co robią. Oczy prawie wyszły mi z orbit widząc ich grę z bliska,to że długo nie brałam udziału w takich rzeczach nie znaczy że nie podziwiałam takiej gry. Ich piłka była całkiem inna niż europejczyków. Bawili się,czarowali i kiwali się nawzajem to kompletnie inna bajka. Magicy w czystej postaci bawili się na moich oczach. Obserwowałam ich z uśmiechem na ustach. Lecz rozglądałam się za jedną szczególną osobą,której zbytnio nie widziałam. Tak jak myślałam udała się w cień,ale ja mu jeszcze pokażę. Chłopaki wypchnęli go na środek i to on stał się obiektem rozmów. Stanęli wokół niego i otoczyli się ramionami. Po cichu liczyłam na przełom,na jakiś znak i na to że jednak mój trud się opłacił. Obejmowali się tak z 20 min po czym oderwali się od siebie. Usłyszałam gwizdek i zobaczyłam ruszających się piłkarzy. Grali a jednym z głównych osób na tym boisku okazał się....WESOŁY..WESOŁY powtarzam Brazylijczyk. Po raz pierwszy się uśmiechał,cieszył się z gry. Rywalizował wręcz bił się o piłkę i strzelał bramki. Czyżby to ten znak? Oby tak było już zawsze.....Neymar cieszył się z tego co robi,ponownie(być może) wrócił do żywych. Poczułam jak drgają mi wargi szybko jednak musiałam się ogarnąć i nie pokazywać po sobie tego. Nie tutaj,choć panowie dociekliwi i tak pewnie to zauważą. Potarłam twarz i po usłyszanym gwizdku kończącym trening udałam się do wyjścia. Spuściłam głowę bawiąc się frędzelkami przy swojej bluzie. Trener stał niedaleko mnie i spojrzał na mnie w chwili gdy przechodziłam koło szatni chłopaków
-dziękuję Pani-dodał z uśmiechem pokazując mi drogę
-za co?-zdziwiłam się unosząc brwi
-za przywrócenie życia w Neymara-dodał-to niebywałe jak wrócił do gry,przynajmniej tak myślę..tak powiedział o pani zacytuję-zaśmiał się cicho"zrzędliwa i arogancka dziewczyna przypominała mi moje motto" i wtedy powiedział że będzie się starał-powiedział z rosnącym uśmiechem- i to dzięki pani-wskazał na mnie palcem chowając swoje rzeczy do torby, Wszedł do autokaru a ja stałam osłupiała na parkingu. To nie wydarzyło się na prawdę. To wręcz niemożliwe. Nim pomyślałam o tym jako sukcesie w mig dogonili mnie chłopaki,weseli cieszący się z nie wiadomo czego.Wpadli do autokaru śpiewając piosenki lecące z głośników. To nie mogło mnie ominąć,oczywiście mnie w to wciągnęli. Usiadłam tym razem obok Davida Luiza który operował tą zabawą. Puścili piosenkę którą każdy śpiewał na całe gardło,i którą ja musiałam zgadnąć. Ale to było proste
-zatrzymaj to-dodałam-to Deu Onda-powiedziałam patrząc na nich. Pokiwali głowami wdzięcznie przełączając na kolejną,cały autokar śpiewał...to coś co charakteryzuje Brazylijczyków. To coś czego nigdy nie zapomniałam.
-co to takie łatwe David?-zaśmiałam się- to Olha a Explosão -powiedziałam z uśmiechem
-ej ty znasz wszystkie-zakrył dłonią usta robiąc wielkie oczy
-to takie dziwne?-parsknęłam
-nie wyglądasz na taka co zna ale to wielki plus-odezwał się piłkarz uśmiechając się-jestem Thiago-podał mi dłoń a ja ją uścisnęłam. Nie..niech ja nie muszę się przedstawiać. Thiago cofnął rekę mrugając do mnie okiem. Jednak wiedział. I na szczęście nic nikt nie wyczul. Tak cała drogę bawiliśmy się jaka to melodia.
-dobra teraz ostatnia! Jak zgadniesz dostajesz wejściówkę na każdy trening-dodał David-ja osobiście dałbym ci od razu ale to jednak rywalizacja-dodał poruszając śmiesznie brwiami. Szturchnęłam go i z wielkim uśmiechem puścił to.....Dlaczego akurat to? Po co to puścił? To była pułapka...nie mogłam w nią wpaść
- nie mów że tego nie znasz...-wypalił piłkarz
-to...to jest Thousand Yers-odezwałam się równo z drugim głosem który w tym samym momencie zbliżył się do naszych siedzeń-to łatwizna-dodał siadając obok Rafa,na wprost mnie. Jego oczy świdrowały,czułam to. David wyciągnął z kieszeni pęczek wejściówek i chciał mi je podać gdy nagle Neymar je zabrał. Spojrzał na mnie potem na bilety i nachylił się w moją stronę
-brawo,jednak potrafisz coś oprócz wnerwiania ludzi-dodał zakładając pęczek na szyję
Odsunął się lekko i potarł moją dłoń siadając obok przyjaciela. Zagryzłam lekko wargę patrząc na zielono-żółto-niebieskie przepustki. To była moja nagroda,to był znak że to wszystko się opłaciło. Chłopaki rozsiedli się wygodnie grając na konsolach w Mario. Gdy dojechaliśmy rozstąpili się bym ja mogła pierwsza wyjść. Mogłabym wyjść gdyby ktoś nie zagrodził mi wyjścia. Był to oczywiście ON.
-teraz zemsta?-spytałam starając się by to zabrzmiało po ludzku jakoś normalnie.
-możliwe-powiedział niepewnie-ale tak na prawdę to nie,chcę podziękować choć i tak pewnie nie zabrzmi to tak jak chciałem a do rzeczy...-dodał nagle odwracając się do mnie twarzą.
-nie miałem łatwo przez ostatnie 3 lata i to odbiło się na mojej psychice i mentalności ale gdy rano wspomniałaś o pewnych rzeczach to mi pomogło może od razu nie będzie super ale chcę zacząc od nowa-powiedział wypuszczając powietrze z ust-jestem Neymar a ty?-uśmiechnął się szeroko oczekując ode mnie odpowiedzi
O CHOLERA,TERAZ WPADŁAM.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz