"Śmieszne, jak drobiazgi potrafią sprawić, że jakiś dzień zostanie ci w pamięci"
Trzymałam w swoich ramionach cały swój świat,nie wiem czy był świadomy kogo właśnie przytulał ale liczyło się to że był przy mnie. Mocno mnie w siebie wtulał i obejmował tak jak zawsze. Czule i delikatnie. Tym razem obeszło się bez łez,bez słów po prostu zwykłe czyny. Wtulił głowę w moją szyję i jak przeczuwałam wąchał moje włosy. Nasza chwila trwała chwile a wydawało mi się że wieczność. Raf schodził z góry i widząc nas omal nie wypadł przez barierki. Uchylił usta podchodząc do nas po cichu. Neymar bez słowa się oderwał w tym samym czasie gdy Raf pojawił się w jego polu widzenia.
-ja..potrzebowałem tego,przepraszam-westchnął ze spuszczoną głową
-nic..się nie stało rozumiem-dodałam cicho się jąkając. Jeśli podniesie twarz to po mnie,na bank mnie rozpozna
-jesteś dziewczyną Rafa?-spytał bawią się palcami,nadal wpatrzony w dół
Na te słowa się roześmiałam,głośno i rześko. Na prawdę tak myślał?
-jestem jego przyjaciółką,niedawno przyleciałam do Barcelony i zatrzymałam się na chwilę..-dodałam spoglądając na jego przystrzyżone włosy i założoną szarą bluzę. Nic się nie zmienił,może zagubił ale jest taki sam. Chłopak stał nieruchomo wpatrując się w podłogę
-na prawdę przepraszam za to że tak znienacka się rzuciłem na ciebie ale potrzebowałem tego...przypomniałaś mi kogoś i musiałem to zrobić-dodał powoli podnosząc wzrok. Bałam się tej chwili,tego momentu.... Gdy podniósł wzrok lekko się uśmiechnął i odszedł. Powiedział coś do Rafa i zniknął mi z oczu. Nie wiedziałam jak zareagować jedyną myślą jaką zrobiłam to rzuciłam się na bruneta piszcząc z całych sił. Od tego momentu nie zostawię cię ukochany,nigdy cię nie opuszczę. Piłkarz śmiał się i tulił czule jednocześnie.
-dzięki że mogłam tu wejść-zaśmiałam się odsuwając się czerwona
-mówiłem że nie będzie tak źle-mrugnął okiem-to jak oficjalka już była to ruszamy coś zjeść-powiedział ruszając do drzwi
-powoli powoli-złapałam go za koszulę zatrzymując go przy sobie-nie mogę od tak odejść-zacisnęłam zęby mówiąc coraz ciszej
-poradzi sobie to duży chłopak..jestem głodny-jęknął brzęcząc kluczykami od auta
-to jedź ja chyba zostanę-powiedziałam patrząc kątem oka na schody
-jest u siebie,zobaczycie się jutro przecież-westchnął-więc okazji do widzenia go będziesz miała wiele-dodał otwierając drzwi-daj mu czas Celia to dopiero początek-powiedział uśmiechając się cwaniacko. Walnęłam go w ramię i wyszłam z domu piłkarza. Jego słowa mnie przekonały choć nie ukrywałam że chętnie bym została,póki co muszę czekać do jutra,jutro będzie nowy dzień. I zaczynam nowy rozdział na który tyle czekałam. Mimo że opuściłam dom Alcantary myślami błądziłam przy Neymarze...przy jego pachnącym ciele..pełnych ustach i świecących się oczach. Wpatrywałam sie w widok za szybę myśląc nad brunetem i swoim powrotem do jego życia
-halo jesteśmy-dotknął mojego ramienia wychodząc z samochodu. Pokiwałam głową i ruszyłam za nim. Weszliśmy do przytulnej i nowoczesnej knajpki gdzie szybko znaleźliśmy stolik. Przez cała drogę wcale się nie odzywałam a gdy teraz jesteśmy tylko we dwójkę muszę przerwać tą ciszę
-wiesz jakie to uczucie trzymać w ramionach swój cały świat po 3 latach?-spytałam patrząc mu głęboko w oczy
-wiedziałem że to powiesz-zaśmiał się-cieszę że w końcu to zrozumiałaś-dodał biorąc kartę do ręki-bierzemy deser z jagód acai?-uniósł z uśmiechem brwi
-bierzemy-przytaknęłam uśmiechając się szeroko. Kelnerka zapisała nasze zamówienie i odeszła w mgnieniu oka. Rozsiedliśmy się wygodniej patrząc na zachodzące słońce za horyzontem.Zadrżałam,zrobiło się zimniej niż myślałam.
-chodź tu do mnie,cieplej ci będzie-powiedział chłopak
Podeszłam do niego a on nakrył mnie swoją bluzą i objął trąc moje nagie ramiona. Jak na Barcelona,takie chłodne wieczory to coś nowego. Pocałował mnie w głowę jak starszy brat i wziął na kolana nasze desery. Zaczęłam się śmiać jak opętana przez co Raf omal nie zwalił mojego deseru z kolan
-uspokój się albo cały ten deser wyląduje na tobie-pogroził mi odstawiając pucharki na stolik.
-oczywiście tato-zrobiłam maślane oczka i wybuchnęłam głośno śmiechem. To był czas gdy bezgranicznie mogłam się cieszyć i śmiać.
-śmiejesz się jak dawniej-zaznaczył brunet podając mi pucharek
- tak? nie zauważyłam-westchnęłam zaczynając pałaszować deser. Jedliśmy w ciszy ale takiej miłej,nic nas nie ograniczało ale woleliśmy delektować się deserem w milczeniu. Po zjedzeniu wypiliśmy po dobrej kawie i opuściliśmy lokal. Tym razem Raf wiózł mnie do hotelu. Musiałam mu oczywiście o tym przypominać jeśli marzyłam jeszcze pracować w "La sombre el cielo".
-spokojnie Alex nic ci nie zrobi za lekkie spóźnienie-zaśmiał się piłkarz
-lekkie? lekkim spóźnieniem nazywasz 3h?!-warknęłam prychając
- zawsze tak się spinasz gdy chodzi o pracę?-spytał unosząc brwi- czy chodzi może o przystojnego zarządce co nie Celia?-szturchnął mnie zmieniając bieg
-chodzi o pracę i tyle-dodałam wypuszczając głośno powietrze z ust-a Alex to przyjaciel nikt więcej-wzruszyłam ramionami-nie myśl sobie Alcantara że ci wszystko wyśpiewam-prychnęłam odwracając od niego wzrok. Usłyszałam cichy chichot i to zluzowało całą atmosferę w samochodzie. Po ciszy samochód się zatrzymał i ujrzałam wysoki budynek który świadczył że dojechaliśmy. Odwróciłam twarz w stronę bruneta i nie myliłam się co do tego że już go nie było. Wysiadł pierwszy bez słowa poszedł do środka....o mój boże tylko nie to. Wybiegłam wręcz z samochodu i popędziłam do środka. Jeśli narobi mi problemów zabije go własnoręcznie i na miejscu. Rozejrzałam się za dwoma wysokimi brunetami i dostrzegłam ich na rogu wejścia do sali. Poszłam odważnym krokiem gdy ktoś zasłonił mi oczy
-to ja-zaśmiał się znajomy Hiszpański akcent. Szybko przed oczami stanęła mi Andrea. Jak dobrze że to ona a nie..wiecie kto
-tęskniłaś?-spytałam uśmiechając się
- nawet nie wiesz jak!-zaśmiała się pociągając mnie do kuchni. Zniknął mi widok na Alexa i na Rafhnie...szlag by to.
-i jak dużo było gości?-spytałam zakładając fartuch
-po pierwsze...czemu ubierasz strój roboczy jak już jest po wszystkim? A po drugie nie nie było- westchnęła śmiejąc się. Zabrała fartuch i położyła go tam gdzie był wcześniej. Zrobiłam nadąsaną minę i w końcu odpuściłam. Nie było po co się z nią sprzeczać o taką błahostkę
-niech ci będzie-zaśmiałam się siadając na blacie. Zrobiłam dla niej miejsce i razem siedziałyśmy na kuchennym blacie.
-to jak było z tym piłkarzem..jak mu tam było...?
-Raf znaczy Rafael Alcantara-parsknęłam przypominając sobie dawne docinki
-wydaje się miły i jest uroczy-dodała szturchając mnie-wył nic..ten tego?-spytała poruszając brwiami
-a broń boże! Andrea proszę cię-roześmiałam się-Ja i Raf to bardziej jak brat i siostra niż jako para-szturchnęłam ją-po za tym nie mogłabym odbić go mojej najlepszej przyjaciółce-dodałam machając nogami
-komu?-uniosła brwi-to Rafael nie jest singlem?-spytała
-Rafaeli siostrze Neymara,to ona jest jego dziewczyną-powiedziałam patrząc na nią
-nie wiedziałam-zaśmiała się-ale widać że bardzo sie lubicie-dodała z uśmiechem większym od mojego
-tak,,już od paru lat od początku odkąd przyjechałam do Barcelony-powiedziałam schodząc z blatu. Andrea jeszcze siedziała a to oznaczało jeszcze więcej pytań
-co do Alexa to wiesz że nie mógł znaleźć sobie miejsca gdy cie nie było?-parsknęła zeskakując z blatu i mijając mnie w drzwiach. Poszłam za nią nie wiedząc co na to powiedzieć. To się nie działo...to nie może być tak.
-mówiłaś serio prawda?-spytałam czując żałość w swoim głosie
- zawsze mówię serio-poklepała mnie po plecach-powinnaś z nim pogadać...wiesz o co m chodzi-powiedziała ciszej kładąc głowe na moim ramieniu
-tak wiem ale się boje o to jak później może być-pokręciłam głową spuszczając wzrok
-będzie normalnie, po prostu mu wyjaśnij jak jest i że ty kochasz kogoś innego-dodała szepcząc mi na ucho
- kogo tak bardzo kochasz że nie odważysz mi tego powiedzieć?-odezwał się potężny Argentyński akcent który tak dobrze znam. To był Alex.
-Alex...to nie rozmowa na teraz..ja...-spuściłam głowę nie patrząc na niego
-mogłaś powiedzieć ale oczywiście nie jestem tego wart-machnął ręką pchając drzwi od sali
Patrzyłam za nim i długo nie ruszałam się z miejsca
-to najwyższy czas byś mu powiedziała-dodała dziewczyna i odsunęła się ode mnie-poradzisz sobie-szepnęła gładząc mnie po plecach. Lekko się uśmiechnęłam i pokiwałam głową pożegnanie. Andrea udała się na górę a mi zostało porozmawiać z Alexem. Raz na zawsze,raz a dobrze powiem mu co jest na rzeczy. Podeszłam pod drzwi z napisem"Dyrekcja" i zapukałam czekając aż ktoś otworzy.W drzwiach stanął brunet
-musimy pogadać-dodałam patrząc na niego
-nie mamy o czym..-westchnął próbując zamknąć drzwi
-mamy,Alex...my..znaczy ty nie wiesz-dodałam łapiąc za jego dłoń. Otworzył szerzej i mogłam wejść. Wskazał mi miejsce gdzie mogłam usiąść i tak zrobiłam. Muszę dać radę,nie chce by on cierpiał,nie przeze mnie. Patrzyłam na zarządce/przyjaciela/kogoś bliskiego i nie wiedziałam od czego zacząć.
-a więc?-spytał zakładając rece na pierś. Nie patrzył na mnie odsuwał się z każdym krokiem był dalej
-Alex...to co słyszałeś..-dodałam cicho-to musze ci wyznać że...
-że kochasz Neymara?-spytał unosząc wysoko brwi-wiem to-dodał siadając przy stoliku
-skąd? wiedziałeś od początku i....-mówiłam urywkami
-i starałem się to zmienić? Tak próbowałem-dodał obojętnie
-i teraz odpuściłeś?-spytałam zmieniając pozycję
Pokiwał głową
-zrozumiałem że znaczysz dla mnie tyle ile Neymar znaczy dla ciebie i nie było warto tego psuć-powiedział wypuszczając głośno powietrze-odkąd zjawiłaś się w restauracji nigdy wcześniej nie zależało mi na kimś tak bardzo jak na tobie,na tym byś była szczęśliwa i zadowolona,by wszystko było dobrze-powiedział-starałem się jakoś zapewnić ci cząstkę miłości,byś nie czuła się sama...byś oderwała się od przeszłości ale mi się nie udało,miłość do niego jest aż tak silna?-spytał patrząc w moje zaszklone oczy. Gdy zobaczył że płacze szybko wziął mnie w ramiona
-jest bardzo bardzo silna-wyznałam-ale gdyby nie ty i załoga nie byłabym tutaj teraz,nie cieszyłabym się że mam najlepszego zarządce i przyjaciela w jednym że gdyby nie ty to trudno byłoby mi oddychać-wyznałam wtulając się w niego-dziękuję ci za to wszystko,za tą miłość i uczucie którym mnie obdarzyłeś to dzięki tobie odnalazłam drogę i sens życia-musnęłam jego policzek-Nie wiem jak ale bede ci zawsze wdzięczna-powiedziałam biorąc jego twarz w dłonie
-Celia...-powiedział z przymkniętymi oczami-gdy mówisz takie rzeczy...to kocham cię jeszcze bardziej-dodał otwierając oczy i spoglądając na mnie- i zawsze będziesz miała miejsce w moim sercu-pokazał na serce i złączył nasze dłonie. Uśmiechnęłam się ciepło i znowu się do siebie przytuliliśmy. O to mi chodziło,tak miało być.
-to teraz będzie między nami po staremu?-spytałam unosząc brwi
-bez zmian mała-pstryknął mój nos śmiejąc się-chodź,czas zobaczyć co reszta robi-dodał poprawiając strój
-tak jest-zaśmiałam się wstając z siedzenia. Spojrzałam na uśmiechniętego zarządce i gdy tylko otworzył drzwi wspólnie zeszliśmy na dół. Na dole była cisza,nikogo wręcz nie było ostatni goście...ostatni....Zobaczyłam gościa przy stoliku i zamarłam przypominał mi kogoś...kogoś tak bardzo ze moje serce skakało z radości
-to on?-spytał Alex opierając się o recepcję
-nie wiem-wzruszyłam ramionami próbując nie patrzeć na niego
Andrea pojawiła się na horyzoncie i przy okazji przyszła do nas
-i jak?-spytała patrzac na mnie
-dobrze ale ten ktoś...co zamawiał?-spytałam wychylając się
-spoookojnie-pociągnęła mnie dziewczyna-chce wolny pokój i musze go zarezerwować a nie wiem czy są wolne....co za typek-westchnęła podchodząc do komputera-ale niczego sobie-mrugnęła w moją stronę
-jak mu było....N..Natan? Nie...Nelim? Nesmar? o już wiem Neymar!-pisnęła robiąc wielkie oczy
O CHOLERA
****
Mamy nowy!♥ I co sądzicie?
-ja..potrzebowałem tego,przepraszam-westchnął ze spuszczoną głową
-nic..się nie stało rozumiem-dodałam cicho się jąkając. Jeśli podniesie twarz to po mnie,na bank mnie rozpozna
-jesteś dziewczyną Rafa?-spytał bawią się palcami,nadal wpatrzony w dół
Na te słowa się roześmiałam,głośno i rześko. Na prawdę tak myślał?
-jestem jego przyjaciółką,niedawno przyleciałam do Barcelony i zatrzymałam się na chwilę..-dodałam spoglądając na jego przystrzyżone włosy i założoną szarą bluzę. Nic się nie zmienił,może zagubił ale jest taki sam. Chłopak stał nieruchomo wpatrując się w podłogę
-na prawdę przepraszam za to że tak znienacka się rzuciłem na ciebie ale potrzebowałem tego...przypomniałaś mi kogoś i musiałem to zrobić-dodał powoli podnosząc wzrok. Bałam się tej chwili,tego momentu.... Gdy podniósł wzrok lekko się uśmiechnął i odszedł. Powiedział coś do Rafa i zniknął mi z oczu. Nie wiedziałam jak zareagować jedyną myślą jaką zrobiłam to rzuciłam się na bruneta piszcząc z całych sił. Od tego momentu nie zostawię cię ukochany,nigdy cię nie opuszczę. Piłkarz śmiał się i tulił czule jednocześnie.
-dzięki że mogłam tu wejść-zaśmiałam się odsuwając się czerwona
-mówiłem że nie będzie tak źle-mrugnął okiem-to jak oficjalka już była to ruszamy coś zjeść-powiedział ruszając do drzwi
-powoli powoli-złapałam go za koszulę zatrzymując go przy sobie-nie mogę od tak odejść-zacisnęłam zęby mówiąc coraz ciszej
-poradzi sobie to duży chłopak..jestem głodny-jęknął brzęcząc kluczykami od auta
-to jedź ja chyba zostanę-powiedziałam patrząc kątem oka na schody
-jest u siebie,zobaczycie się jutro przecież-westchnął-więc okazji do widzenia go będziesz miała wiele-dodał otwierając drzwi-daj mu czas Celia to dopiero początek-powiedział uśmiechając się cwaniacko. Walnęłam go w ramię i wyszłam z domu piłkarza. Jego słowa mnie przekonały choć nie ukrywałam że chętnie bym została,póki co muszę czekać do jutra,jutro będzie nowy dzień. I zaczynam nowy rozdział na który tyle czekałam. Mimo że opuściłam dom Alcantary myślami błądziłam przy Neymarze...przy jego pachnącym ciele..pełnych ustach i świecących się oczach. Wpatrywałam sie w widok za szybę myśląc nad brunetem i swoim powrotem do jego życia
-halo jesteśmy-dotknął mojego ramienia wychodząc z samochodu. Pokiwałam głową i ruszyłam za nim. Weszliśmy do przytulnej i nowoczesnej knajpki gdzie szybko znaleźliśmy stolik. Przez cała drogę wcale się nie odzywałam a gdy teraz jesteśmy tylko we dwójkę muszę przerwać tą ciszę
-wiesz jakie to uczucie trzymać w ramionach swój cały świat po 3 latach?-spytałam patrząc mu głęboko w oczy
-wiedziałem że to powiesz-zaśmiał się-cieszę że w końcu to zrozumiałaś-dodał biorąc kartę do ręki-bierzemy deser z jagód acai?-uniósł z uśmiechem brwi
-bierzemy-przytaknęłam uśmiechając się szeroko. Kelnerka zapisała nasze zamówienie i odeszła w mgnieniu oka. Rozsiedliśmy się wygodniej patrząc na zachodzące słońce za horyzontem.Zadrżałam,zrobiło się zimniej niż myślałam.
-chodź tu do mnie,cieplej ci będzie-powiedział chłopak
Podeszłam do niego a on nakrył mnie swoją bluzą i objął trąc moje nagie ramiona. Jak na Barcelona,takie chłodne wieczory to coś nowego. Pocałował mnie w głowę jak starszy brat i wziął na kolana nasze desery. Zaczęłam się śmiać jak opętana przez co Raf omal nie zwalił mojego deseru z kolan
-uspokój się albo cały ten deser wyląduje na tobie-pogroził mi odstawiając pucharki na stolik.
-oczywiście tato-zrobiłam maślane oczka i wybuchnęłam głośno śmiechem. To był czas gdy bezgranicznie mogłam się cieszyć i śmiać.
-śmiejesz się jak dawniej-zaznaczył brunet podając mi pucharek
- tak? nie zauważyłam-westchnęłam zaczynając pałaszować deser. Jedliśmy w ciszy ale takiej miłej,nic nas nie ograniczało ale woleliśmy delektować się deserem w milczeniu. Po zjedzeniu wypiliśmy po dobrej kawie i opuściliśmy lokal. Tym razem Raf wiózł mnie do hotelu. Musiałam mu oczywiście o tym przypominać jeśli marzyłam jeszcze pracować w "La sombre el cielo".
-spokojnie Alex nic ci nie zrobi za lekkie spóźnienie-zaśmiał się piłkarz
-lekkie? lekkim spóźnieniem nazywasz 3h?!-warknęłam prychając
- zawsze tak się spinasz gdy chodzi o pracę?-spytał unosząc brwi- czy chodzi może o przystojnego zarządce co nie Celia?-szturchnął mnie zmieniając bieg
-chodzi o pracę i tyle-dodałam wypuszczając głośno powietrze z ust-a Alex to przyjaciel nikt więcej-wzruszyłam ramionami-nie myśl sobie Alcantara że ci wszystko wyśpiewam-prychnęłam odwracając od niego wzrok. Usłyszałam cichy chichot i to zluzowało całą atmosferę w samochodzie. Po ciszy samochód się zatrzymał i ujrzałam wysoki budynek który świadczył że dojechaliśmy. Odwróciłam twarz w stronę bruneta i nie myliłam się co do tego że już go nie było. Wysiadł pierwszy bez słowa poszedł do środka....o mój boże tylko nie to. Wybiegłam wręcz z samochodu i popędziłam do środka. Jeśli narobi mi problemów zabije go własnoręcznie i na miejscu. Rozejrzałam się za dwoma wysokimi brunetami i dostrzegłam ich na rogu wejścia do sali. Poszłam odważnym krokiem gdy ktoś zasłonił mi oczy
-to ja-zaśmiał się znajomy Hiszpański akcent. Szybko przed oczami stanęła mi Andrea. Jak dobrze że to ona a nie..wiecie kto
-tęskniłaś?-spytałam uśmiechając się
- nawet nie wiesz jak!-zaśmiała się pociągając mnie do kuchni. Zniknął mi widok na Alexa i na Rafhnie...szlag by to.
-i jak dużo było gości?-spytałam zakładając fartuch
-po pierwsze...czemu ubierasz strój roboczy jak już jest po wszystkim? A po drugie nie nie było- westchnęła śmiejąc się. Zabrała fartuch i położyła go tam gdzie był wcześniej. Zrobiłam nadąsaną minę i w końcu odpuściłam. Nie było po co się z nią sprzeczać o taką błahostkę
-niech ci będzie-zaśmiałam się siadając na blacie. Zrobiłam dla niej miejsce i razem siedziałyśmy na kuchennym blacie.
-to jak było z tym piłkarzem..jak mu tam było...?
-Raf znaczy Rafael Alcantara-parsknęłam przypominając sobie dawne docinki
-wydaje się miły i jest uroczy-dodała szturchając mnie-wył nic..ten tego?-spytała poruszając brwiami
-a broń boże! Andrea proszę cię-roześmiałam się-Ja i Raf to bardziej jak brat i siostra niż jako para-szturchnęłam ją-po za tym nie mogłabym odbić go mojej najlepszej przyjaciółce-dodałam machając nogami
-komu?-uniosła brwi-to Rafael nie jest singlem?-spytała
-Rafaeli siostrze Neymara,to ona jest jego dziewczyną-powiedziałam patrząc na nią
-nie wiedziałam-zaśmiała się-ale widać że bardzo sie lubicie-dodała z uśmiechem większym od mojego
-tak,,już od paru lat od początku odkąd przyjechałam do Barcelony-powiedziałam schodząc z blatu. Andrea jeszcze siedziała a to oznaczało jeszcze więcej pytań
-co do Alexa to wiesz że nie mógł znaleźć sobie miejsca gdy cie nie było?-parsknęła zeskakując z blatu i mijając mnie w drzwiach. Poszłam za nią nie wiedząc co na to powiedzieć. To się nie działo...to nie może być tak.
-mówiłaś serio prawda?-spytałam czując żałość w swoim głosie
- zawsze mówię serio-poklepała mnie po plecach-powinnaś z nim pogadać...wiesz o co m chodzi-powiedziała ciszej kładąc głowe na moim ramieniu
-tak wiem ale się boje o to jak później może być-pokręciłam głową spuszczając wzrok
-będzie normalnie, po prostu mu wyjaśnij jak jest i że ty kochasz kogoś innego-dodała szepcząc mi na ucho
- kogo tak bardzo kochasz że nie odważysz mi tego powiedzieć?-odezwał się potężny Argentyński akcent który tak dobrze znam. To był Alex.
-Alex...to nie rozmowa na teraz..ja...-spuściłam głowę nie patrząc na niego
-mogłaś powiedzieć ale oczywiście nie jestem tego wart-machnął ręką pchając drzwi od sali
Patrzyłam za nim i długo nie ruszałam się z miejsca
-to najwyższy czas byś mu powiedziała-dodała dziewczyna i odsunęła się ode mnie-poradzisz sobie-szepnęła gładząc mnie po plecach. Lekko się uśmiechnęłam i pokiwałam głową pożegnanie. Andrea udała się na górę a mi zostało porozmawiać z Alexem. Raz na zawsze,raz a dobrze powiem mu co jest na rzeczy. Podeszłam pod drzwi z napisem"Dyrekcja" i zapukałam czekając aż ktoś otworzy.W drzwiach stanął brunet
-musimy pogadać-dodałam patrząc na niego
-nie mamy o czym..-westchnął próbując zamknąć drzwi
-mamy,Alex...my..znaczy ty nie wiesz-dodałam łapiąc za jego dłoń. Otworzył szerzej i mogłam wejść. Wskazał mi miejsce gdzie mogłam usiąść i tak zrobiłam. Muszę dać radę,nie chce by on cierpiał,nie przeze mnie. Patrzyłam na zarządce/przyjaciela/kogoś bliskiego i nie wiedziałam od czego zacząć.
-a więc?-spytał zakładając rece na pierś. Nie patrzył na mnie odsuwał się z każdym krokiem był dalej
-Alex...to co słyszałeś..-dodałam cicho-to musze ci wyznać że...
-że kochasz Neymara?-spytał unosząc wysoko brwi-wiem to-dodał siadając przy stoliku
-skąd? wiedziałeś od początku i....-mówiłam urywkami
-i starałem się to zmienić? Tak próbowałem-dodał obojętnie
-i teraz odpuściłeś?-spytałam zmieniając pozycję
Pokiwał głową
-zrozumiałem że znaczysz dla mnie tyle ile Neymar znaczy dla ciebie i nie było warto tego psuć-powiedział wypuszczając głośno powietrze-odkąd zjawiłaś się w restauracji nigdy wcześniej nie zależało mi na kimś tak bardzo jak na tobie,na tym byś była szczęśliwa i zadowolona,by wszystko było dobrze-powiedział-starałem się jakoś zapewnić ci cząstkę miłości,byś nie czuła się sama...byś oderwała się od przeszłości ale mi się nie udało,miłość do niego jest aż tak silna?-spytał patrząc w moje zaszklone oczy. Gdy zobaczył że płacze szybko wziął mnie w ramiona
-jest bardzo bardzo silna-wyznałam-ale gdyby nie ty i załoga nie byłabym tutaj teraz,nie cieszyłabym się że mam najlepszego zarządce i przyjaciela w jednym że gdyby nie ty to trudno byłoby mi oddychać-wyznałam wtulając się w niego-dziękuję ci za to wszystko,za tą miłość i uczucie którym mnie obdarzyłeś to dzięki tobie odnalazłam drogę i sens życia-musnęłam jego policzek-Nie wiem jak ale bede ci zawsze wdzięczna-powiedziałam biorąc jego twarz w dłonie
-Celia...-powiedział z przymkniętymi oczami-gdy mówisz takie rzeczy...to kocham cię jeszcze bardziej-dodał otwierając oczy i spoglądając na mnie- i zawsze będziesz miała miejsce w moim sercu-pokazał na serce i złączył nasze dłonie. Uśmiechnęłam się ciepło i znowu się do siebie przytuliliśmy. O to mi chodziło,tak miało być.
-to teraz będzie między nami po staremu?-spytałam unosząc brwi
-bez zmian mała-pstryknął mój nos śmiejąc się-chodź,czas zobaczyć co reszta robi-dodał poprawiając strój
-tak jest-zaśmiałam się wstając z siedzenia. Spojrzałam na uśmiechniętego zarządce i gdy tylko otworzył drzwi wspólnie zeszliśmy na dół. Na dole była cisza,nikogo wręcz nie było ostatni goście...ostatni....Zobaczyłam gościa przy stoliku i zamarłam przypominał mi kogoś...kogoś tak bardzo ze moje serce skakało z radości
-to on?-spytał Alex opierając się o recepcję
-nie wiem-wzruszyłam ramionami próbując nie patrzeć na niego
Andrea pojawiła się na horyzoncie i przy okazji przyszła do nas
-i jak?-spytała patrzac na mnie
-dobrze ale ten ktoś...co zamawiał?-spytałam wychylając się
-spoookojnie-pociągnęła mnie dziewczyna-chce wolny pokój i musze go zarezerwować a nie wiem czy są wolne....co za typek-westchnęła podchodząc do komputera-ale niczego sobie-mrugnęła w moją stronę
-jak mu było....N..Natan? Nie...Nelim? Nesmar? o już wiem Neymar!-pisnęła robiąc wielkie oczy
O CHOLERA
****
Mamy nowy!♥ I co sądzicie?