Music ♥

poniedziałek, 28 sierpnia 2017

Rozdział 93

"Śmieszne, jak drobiazgi potrafią sprawić, że jakiś dzień zostanie ci w pamięci"

 Trzymałam w swoich ramionach cały swój świat,nie wiem czy był świadomy kogo właśnie przytulał ale liczyło się to że był przy mnie. Mocno mnie w siebie wtulał i obejmował tak jak zawsze. Czule i delikatnie. Tym razem obeszło się bez łez,bez słów po prostu zwykłe czyny. Wtulił głowę w moją szyję i jak przeczuwałam wąchał moje włosy. Nasza chwila trwała chwile a wydawało mi się że wieczność. Raf schodził z góry i widząc nas omal nie wypadł przez barierki. Uchylił usta podchodząc do nas po cichu. Neymar bez słowa się oderwał w tym samym czasie gdy Raf pojawił się w jego polu widzenia.
 -ja..potrzebowałem tego,przepraszam-westchnął ze spuszczoną głową
 -nic..się nie stało rozumiem-dodałam cicho się jąkając. Jeśli podniesie twarz to po mnie,na bank mnie rozpozna
 -jesteś dziewczyną Rafa?-spytał bawią się palcami,nadal wpatrzony w dół
Na te słowa się roześmiałam,głośno i rześko. Na prawdę tak myślał?
 -jestem jego przyjaciółką,niedawno przyleciałam do Barcelony i zatrzymałam się na chwilę..-dodałam spoglądając na jego przystrzyżone włosy i założoną szarą bluzę. Nic się nie zmienił,może zagubił ale jest taki sam. Chłopak stał nieruchomo wpatrując się w podłogę
 -na prawdę przepraszam za to że tak znienacka się rzuciłem na ciebie ale potrzebowałem tego...przypomniałaś mi kogoś i musiałem to zrobić-dodał powoli podnosząc wzrok. Bałam się tej chwili,tego momentu.... Gdy podniósł wzrok lekko się uśmiechnął i odszedł. Powiedział coś do  Rafa i zniknął mi z oczu. Nie wiedziałam jak zareagować jedyną myślą jaką zrobiłam to rzuciłam się na bruneta piszcząc z całych sił. Od tego momentu nie zostawię cię ukochany,nigdy cię nie opuszczę. Piłkarz śmiał się i tulił czule jednocześnie.
 -dzięki że mogłam tu wejść-zaśmiałam się odsuwając się czerwona
-mówiłem że nie będzie tak źle-mrugnął okiem-to jak oficjalka już była to ruszamy coś zjeść-powiedział ruszając do drzwi
 -powoli powoli-złapałam go za koszulę zatrzymując go przy sobie-nie mogę od tak odejść-zacisnęłam zęby mówiąc coraz ciszej
 -poradzi sobie to duży chłopak..jestem głodny-jęknął brzęcząc kluczykami od auta
 -to jedź ja chyba zostanę-powiedziałam patrząc kątem oka na schody
 -jest u siebie,zobaczycie się jutro przecież-westchnął-więc okazji do widzenia go będziesz miała wiele-dodał otwierając drzwi-daj mu czas Celia to dopiero początek-powiedział uśmiechając się cwaniacko. Walnęłam go w ramię i wyszłam z domu piłkarza. Jego słowa mnie przekonały choć nie ukrywałam że chętnie bym została,póki co muszę czekać do jutra,jutro będzie nowy dzień. I zaczynam nowy rozdział na który tyle czekałam. Mimo że opuściłam dom Alcantary myślami błądziłam przy Neymarze...przy jego pachnącym ciele..pełnych ustach i świecących się oczach. Wpatrywałam sie w widok za szybę myśląc nad brunetem i swoim powrotem do jego życia

 -halo jesteśmy-dotknął mojego ramienia wychodząc z samochodu. Pokiwałam głową i ruszyłam za nim. Weszliśmy do przytulnej i nowoczesnej knajpki gdzie szybko znaleźliśmy stolik. Przez cała drogę wcale się nie odzywałam a gdy teraz jesteśmy tylko we dwójkę muszę przerwać tą ciszę
 -wiesz jakie to uczucie trzymać w ramionach swój cały świat po 3 latach?-spytałam patrząc mu głęboko w oczy
 -wiedziałem że to powiesz-zaśmiał się-cieszę że w końcu to zrozumiałaś-dodał biorąc kartę do ręki-bierzemy deser z jagód acai?-uniósł z uśmiechem brwi
 -bierzemy-przytaknęłam uśmiechając się szeroko. Kelnerka zapisała nasze zamówienie i odeszła w mgnieniu oka. Rozsiedliśmy się wygodniej patrząc na zachodzące słońce za horyzontem.Zadrżałam,zrobiło się zimniej niż myślałam.
 -chodź tu do mnie,cieplej ci będzie-powiedział chłopak
Podeszłam do niego a on nakrył mnie swoją bluzą i objął trąc moje nagie ramiona. Jak na Barcelona,takie chłodne wieczory to coś nowego. Pocałował mnie w głowę jak starszy brat i wziął na kolana nasze desery. Zaczęłam się śmiać jak opętana przez co Raf omal nie zwalił mojego deseru z kolan
 -uspokój się albo cały ten deser wyląduje na tobie-pogroził mi odstawiając pucharki na stolik. 
 -oczywiście tato-zrobiłam maślane oczka i wybuchnęłam głośno śmiechem. To był czas gdy bezgranicznie mogłam się cieszyć i śmiać. 
 -śmiejesz się jak dawniej-zaznaczył brunet podając mi pucharek
 - tak? nie zauważyłam-westchnęłam zaczynając pałaszować deser. Jedliśmy w ciszy ale takiej miłej,nic nas nie ograniczało ale woleliśmy delektować się deserem w milczeniu. Po zjedzeniu wypiliśmy po dobrej kawie i opuściliśmy lokal. Tym razem Raf wiózł mnie do hotelu. Musiałam mu oczywiście o tym przypominać jeśli marzyłam jeszcze pracować w "La sombre el cielo".
 -spokojnie Alex nic ci nie zrobi za lekkie spóźnienie-zaśmiał się piłkarz
 -lekkie? lekkim spóźnieniem nazywasz 3h?!-warknęłam prychając
 - zawsze tak się spinasz gdy chodzi o pracę?-spytał unosząc brwi- czy chodzi może o przystojnego zarządce co nie Celia?-szturchnął mnie zmieniając bieg
 -chodzi o pracę i tyle-dodałam wypuszczając głośno powietrze z  ust-a Alex to przyjaciel nikt więcej-wzruszyłam ramionami-nie myśl sobie Alcantara że ci wszystko wyśpiewam-prychnęłam odwracając od niego wzrok. Usłyszałam cichy chichot i to zluzowało całą atmosferę w samochodzie. Po ciszy samochód się zatrzymał i ujrzałam wysoki budynek który świadczył że dojechaliśmy. Odwróciłam twarz w stronę bruneta i nie myliłam się co do tego że już go nie było. Wysiadł pierwszy bez słowa poszedł do środka....o mój boże tylko nie to. Wybiegłam wręcz z samochodu i popędziłam do środka. Jeśli narobi mi problemów zabije go własnoręcznie i na miejscu. Rozejrzałam się za dwoma wysokimi brunetami i dostrzegłam ich na rogu wejścia do sali. Poszłam odważnym krokiem gdy ktoś zasłonił mi oczy
 -to ja-zaśmiał się znajomy Hiszpański akcent. Szybko przed oczami stanęła mi Andrea. Jak dobrze że to ona a nie..wiecie kto
 -tęskniłaś?-spytałam uśmiechając się
 - nawet nie wiesz jak!-zaśmiała się pociągając mnie do kuchni. Zniknął mi widok na Alexa i na Rafhnie...szlag by to.
 -i jak dużo było gości?-spytałam zakładając fartuch
 -po pierwsze...czemu ubierasz strój roboczy jak już jest po wszystkim? A po drugie nie nie było- westchnęła śmiejąc się. Zabrała fartuch i położyła go tam gdzie był wcześniej. Zrobiłam nadąsaną minę i w końcu odpuściłam. Nie było po co się z nią sprzeczać o taką błahostkę
 -niech ci będzie-zaśmiałam się siadając na blacie. Zrobiłam dla niej miejsce i razem siedziałyśmy na kuchennym blacie.
 -to jak było z tym piłkarzem..jak mu tam było...?
 -Raf znaczy Rafael Alcantara-parsknęłam przypominając sobie dawne docinki
 -wydaje się miły i jest uroczy-dodała szturchając mnie-wył nic..ten tego?-spytała poruszając brwiami
 -a broń boże! Andrea proszę cię-roześmiałam się-Ja i Raf to bardziej jak brat  i siostra niż jako para-szturchnęłam ją-po za tym nie mogłabym odbić go mojej najlepszej przyjaciółce-dodałam machając nogami
 -komu?-uniosła brwi-to Rafael nie jest singlem?-spytała
 -Rafaeli siostrze Neymara,to ona jest jego dziewczyną-powiedziałam patrząc na nią
 -nie wiedziałam-zaśmiała się-ale widać że bardzo sie lubicie-dodała z uśmiechem większym od mojego
 -tak,,już od paru lat od początku odkąd przyjechałam do Barcelony-powiedziałam schodząc z blatu. Andrea jeszcze siedziała a to oznaczało jeszcze więcej pytań
 -co do Alexa to wiesz że nie mógł znaleźć sobie miejsca gdy cie nie było?-parsknęła zeskakując z blatu i mijając mnie w drzwiach.  Poszłam za nią nie wiedząc co na to powiedzieć. To się nie działo...to nie może być tak.
 -mówiłaś serio prawda?-spytałam czując żałość w swoim głosie
 - zawsze mówię serio-poklepała mnie po plecach-powinnaś z nim pogadać...wiesz o co m chodzi-powiedziała ciszej kładąc głowe na moim ramieniu
 -tak wiem ale się boje o to jak później może być-pokręciłam głową spuszczając wzrok
 -będzie normalnie, po prostu mu wyjaśnij jak jest i że ty kochasz kogoś innego-dodała szepcząc mi na ucho
 - kogo tak bardzo kochasz że nie odważysz mi tego powiedzieć?-odezwał się potężny Argentyński akcent który tak dobrze znam. To był Alex.
 -Alex...to nie rozmowa na teraz..ja...-spuściłam głowę nie patrząc na niego
 -mogłaś powiedzieć ale oczywiście nie jestem tego wart-machnął ręką pchając drzwi od sali
Patrzyłam za nim i długo nie ruszałam się z miejsca
 -to najwyższy czas byś mu powiedziała-dodała dziewczyna i odsunęła się ode mnie-poradzisz sobie-szepnęła gładząc mnie po plecach. Lekko się uśmiechnęłam i pokiwałam głową pożegnanie. Andrea udała się na górę a mi zostało porozmawiać z Alexem. Raz na zawsze,raz a dobrze powiem mu co jest na rzeczy. Podeszłam pod drzwi z napisem"Dyrekcja" i zapukałam czekając aż ktoś otworzy.W drzwiach stanął brunet
 -musimy pogadać-dodałam patrząc na niego
 -nie mamy o czym..-westchnął próbując zamknąć drzwi
 -mamy,Alex...my..znaczy ty nie wiesz-dodałam łapiąc za jego dłoń. Otworzył szerzej i mogłam wejść. Wskazał mi miejsce gdzie mogłam usiąść i tak zrobiłam. Muszę dać radę,nie chce by on cierpiał,nie przeze mnie. Patrzyłam na zarządce/przyjaciela/kogoś bliskiego i nie wiedziałam od czego zacząć.
 -a więc?-spytał zakładając rece na pierś. Nie patrzył na mnie odsuwał się z każdym krokiem był dalej
 -Alex...to co słyszałeś..-dodałam cicho-to musze ci wyznać że...
 -że kochasz Neymara?-spytał unosząc wysoko brwi-wiem to-dodał siadając przy stoliku
 -skąd? wiedziałeś od początku i....-mówiłam urywkami
 -i starałem się to zmienić? Tak próbowałem-dodał obojętnie
 -i teraz odpuściłeś?-spytałam zmieniając pozycję
Pokiwał głową
 -zrozumiałem że znaczysz dla mnie tyle ile Neymar znaczy dla ciebie i nie było warto tego psuć-powiedział wypuszczając głośno powietrze-odkąd zjawiłaś się w restauracji nigdy wcześniej nie zależało mi na kimś tak bardzo jak na tobie,na tym byś była szczęśliwa i zadowolona,by wszystko było dobrze-powiedział-starałem się jakoś zapewnić ci cząstkę miłości,byś nie czuła się sama...byś oderwała się od przeszłości ale mi się nie udało,miłość do niego jest aż tak silna?-spytał patrząc w moje zaszklone oczy. Gdy zobaczył że płacze szybko wziął mnie w ramiona
 -jest bardzo bardzo silna-wyznałam-ale gdyby nie ty i załoga nie byłabym tutaj teraz,nie cieszyłabym się że mam najlepszego zarządce i przyjaciela w jednym że gdyby nie ty to trudno byłoby mi oddychać-wyznałam wtulając się  w niego-dziękuję ci za to wszystko,za tą miłość i uczucie którym mnie obdarzyłeś to dzięki tobie odnalazłam drogę i sens życia-musnęłam jego policzek-Nie wiem jak ale bede ci zawsze wdzięczna-powiedziałam biorąc jego twarz w dłonie
 -Celia...-powiedział z przymkniętymi oczami-gdy mówisz takie rzeczy...to kocham cię jeszcze bardziej-dodał otwierając oczy i spoglądając na mnie- i zawsze będziesz miała miejsce w moim sercu-pokazał na serce i złączył nasze dłonie. Uśmiechnęłam się ciepło i znowu się do siebie przytuliliśmy. O to mi chodziło,tak miało być.
 -to teraz będzie między nami po staremu?-spytałam unosząc brwi
 -bez zmian mała-pstryknął mój nos śmiejąc się-chodź,czas zobaczyć co reszta robi-dodał poprawiając strój
 -tak jest-zaśmiałam się wstając z siedzenia. Spojrzałam na uśmiechniętego zarządce i gdy tylko otworzył drzwi wspólnie zeszliśmy na dół. Na dole była cisza,nikogo wręcz nie było ostatni goście...ostatni....Zobaczyłam gościa przy stoliku i zamarłam przypominał mi kogoś...kogoś tak bardzo ze moje serce skakało z radości
 -to on?-spytał Alex opierając się o recepcję
 -nie wiem-wzruszyłam ramionami próbując nie patrzeć na niego
Andrea pojawiła się na horyzoncie i przy okazji przyszła do nas
 -i jak?-spytała patrzac na mnie
 -dobrze ale ten ktoś...co zamawiał?-spytałam wychylając się
 -spoookojnie-pociągnęła mnie dziewczyna-chce wolny pokój i musze go zarezerwować a nie wiem czy są wolne....co za typek-westchnęła podchodząc do komputera-ale niczego sobie-mrugnęła w moją stronę
 -jak mu było....N..Natan? Nie...Nelim? Nesmar? o już wiem Neymar!-pisnęła robiąc wielkie oczy
 O CHOLERA
****
Mamy nowy!♥ I co sądzicie?

poniedziałek, 21 sierpnia 2017

Rozdział 92

"Na żadnym zegarze nie znajdziesz wskazówek do życia"

 To była właśnie normalność o której marzyłam,śniłam i pragnęłam z całego serca. Spojrzałam na grupkę przyjaciół którzy stali przede mną i ich widok naładował mnie tam w środku. W dodatku fakt że moja najlepsza przyjaciółka wychodzi za mąż pobudzał te ciepłe uczucia jeszcze bardziej. Doszliśmy do całej reszty zbierając po drodze porozwalane zabawki.
 -nigdy ich nie schowają tylko rzucają gdzie popadnie-dodała Anto otwierając wielkie pudełko na zabawki. Pozbierałyśmy resztę i spakowałyśmy potrzebne rzeczy dla maluchów. Rafaela i Veronica przyszły do nas gdy ktoś rzucił hasło że przyszłyśmy
 -to już wiesz?-szturchnęła mnie Polka
-tak już wiem-zaśmiałam się witając się z nią czule. Pachniała morską bryzą i cytrynami co świadczyło o tym że przebywała w towarzystwie swojego księcia na białym koniu,ponieważ tylko tak on pachniał i poznałabym ten zapach wszędzie. Rafaela przewiesiła torbę na ramię i pośpieszyła swojego chłopaka by poszli już do samochodu. Za nimi poszli następni aż w końcu ja i Veronica zostałyśmy na końcu. W końcu ma mi coś do powiedzenia
 -nie mówiłaś o tym Jocie?-spytałam zamykając za sobą drzwi
 -o czym?-spytała unosząc brwi
- o ślubie,moglibyście pójść razem-dodałam schodząc ze schodów-to byłaby dobra okazja-dodałam z jaśniejącym uśmiechem
 -gdybym jeszcze z nim rozmawiała-mruknęła pod nosem-jest blisko ale nadal daleko jeśli wiesz o czym mówię-dodała pakując się do czarnego Cadillaca. Anto zapinała pasy dzieciakom więc my usiadłyśmy za nimi by mieć je na oku.
 -wiem doskonale ale daj chłopakowi czas,wiesz musi się oswoić i będzie okej-mrugnęłam okiem czując że Leo odjechał spod swojej willi. Veronica uścisnęła mi dłoń i przykleiła twarz do okna wyczekując tego co będzie. Spojrzałam na przód gdzie siedział Leo z Anto i nie mogłam obejść się bez tego by się nie uśmiechnąć,idealni rodzicie i przyszli małżonkowie. Pasowali do siebie jak niebo i ziemia i za 3 miesiące połączą się na zawsze. Oparłam się bardziej o siedzenie i łaskotałam lekko Mateo przez co zaczął się słodko śmiać i wywołał zdziwienie na twarzy swoich rodziców
 -dobra opiekunka cholerka chcesz nową pracę u nas?-zaśmiała się puszczając mi oczko
-bardzo chętnie ale Alex by mi nie pozwolił na aż tyle wolnego-dodałam robiąc głupie miny w stronę Matea
 -ja to się zastanawiam skąd bierzesz te miny siostrzyczko-westchnęła patrząc na swoje maluszka
-lepiej nie pytaj-zaśmiałam obserwując maluszka. Bawiłam się z maluchami podczas gdy Veronica to kręciła i padała ze śmiechu za kamerą. Nieraz pytałam siebie samą dlaczego się z nią przyjaźnię.
 -ani mi się waż to wstawiać-pogroziłam jej palcem mając na ustach dziwną minę. Jeszcze większa kompromitacja.
 -niestety-zaśmiała się chowając telefon-wysłałam to Erikowi,pytał o ciebie trochę-dodała patrząc na mnie
 -i co mu powiedziałaś? Jeny powinnam do niego zadzwonić...pewnie uważa mnie za najgorszą-dodałam chowając twarz w dłonie
 -a gdzie tam,tęskni trochę i marudzi ale jest normalny-dodała łapiąc mnie lekko za ramię
 -muszę do niego zadzwonić,ja..on...-gubiłam się w słowach,zostawiłam ich na tyle lat. A uważałam się za ich przyjaciółkę...
 -spokojnie,on wie że pewnie tak myślisz więc się myślisz,nic sie nie zmienił-zaśmiała się-ja też od 3 lat ich nie widziałam więc obie jesteśmy w tym gównie-parsknęła uśmiechając się głupio. Zaśmiałam się cicho patrząc na mijające domy. Wszystko będzie dobrze...wszystko się  w końcu układa. Gdy dojechaliśmy na miejsce wszyscy wylecieli jak poparzeni na gorący piasek ja na spokojnie wyszłam z auta zarzuciłam torbę na ramię i zajęłam miejsce obok kolorowego kocu Rafhini. Wyciągnęłam nogi i powoli sięgałam ręką po krem gdy moje piękne słoneczko zasłonił mi nie kto inny jak Leo. Niby taki "mały"a pełno go wszędzie,no ja nie wiem co z niego za człowiek
 -chodź do wody Celia-nachylił się w moją stronę i podciągnął na nogi. Nie mogłam powiedzieć słowa a w mig znalazłam się w pas w wodzie. Wszyscy byli już zanurzeni i szczęśliwi. Zerknęłam na brzeg gdzie Anto,Sofii i Shaki siedziały i opalały się. No szlag by ich. Pływali sobie a ja stałam jak słup soli.
 -no,pływaj z nami-podpłynął do mnie Pique,ten to się czuje jak ryba w wodzie
 -gdybym weszła po dobroci już bym cię biła na głowę Geri a tak to muszę się oswoić-westchnęłam zabijając wzrokiem Leo. Brunet spuścił wzrok i dołączył do podmorskiej zabawy. Rozejrzałam się wokół siebie i nie dowierzałam własnym oczom. To było NASZE miejsce,to gdzie zapragnęłam być tylko Neymara,tylko w jego objęciach...tylko w jego.... i nagle straciłam grunt pod nogami i znalazłam się w wodzie. Chyba ich totalnie pogrzało.
 -co wy robicie?!-krzyknęłam gdy tylko się wynurzyłam z wody-mogłam się utopić!-warknęłam-idę na brzeg-powiedziałam idąc tak szybko jak potrafiłam
 -Celia,nie chcieliśmy zrobić nic złego,wybacz-dodał Pique spuszczając głowę
 -nic się nie stało,po prostu mnie zaskoczyliście-dodałam wypuszczając głośno powietrze-chce z wami pływać ale mogliście dać mi czas!-chlapnęłam na chłopaków szybko zanurzając się pod taflą wody. Zaczęli się śmiać i zaczęła się gonitwa. Kompletna gonitwa,na prawdę gdyby ktoś nas zobaczył nas uznałby że nie jesteśmy w pełni rozumu,póki co wiedzieliśmy to tylko my. Cała ta zabawa przyprawiała mnie o banana na twarz ale największą frajdę sprawiało mi robienie ich w konia. Popłynęłam do tej małej jaskini przy której byłam z Neymarem i tam się przed nimi schowałam. Najlepsze i najpiękniejsze miejsce na tej plaży,i o tym miejscu wiedzieli tylko nieliczni. Patrzyłam na znaną mi skałę i aż dech w piersi mi zapierało gdy przypomniałam sobie wtedy siebie i Neymara...samych. Tylko on i ja....
 -tu jest!-krzyknął Raf-a więc tu się schowałaś...-dodał brunet rozglądając się-skąd...?
 -tajemnica-wytknęłam mu język śmiejąc się-to nasze miejsce-szepnęłam-to tutaj...tutaj zapragnęłam być z Neymarem- powiedziałam pocierając ramiona
 -piękne miejsce-szepnął z uśmiechem-nie bój się nie zdradzę waszej tajemnicy-pokazał znany gest zz kłódką i kluczykiem powodując u mnie przypływ śmiechu. Wyszliśmy zza jaskini i wpadliśmy na naszą zgraję piłkarzy
 -szukaliśmy cię... i nie znaleźliśmy...-potrząsnął głową-gdzie byłaś tyle czasu?-spytał Hiszpan
 -pod wodą Geri- zaśmiałam się-gdzieś gdzie nikt mnie nie znalazł-dodałam idąc do brzegu. Oczywiście chłopaki jak to chłopaki nie zamierzali zrezygnować. 
 -mogłaś dać znać że gdzieś idziesz-westchnął Geri
 -Geri daj spokój,jestem cała musiałam pobyć sama-wzruszyłam ramionami siadając na ręczniku
 -i nie obchodzi cię to że się o ciebie martwiliśmy?-zdziwił się brunet
 -Geri to nie tak...po prostu byłam w miejscu o którym wiem tylko ja i Neymar..to wyjątkowe miejsce jak Camp Nou dla was-powiedziałam pocierając czoło
 -rozumiem,ale pamiętaj że jesteś dla nas członkiem rodziny i to się nie zmieni-dodał już z widocznym uśmiechem. Odwzajemniłam uśmiech i zamknęłam oczy kładąc się wygodniej na ręczniku. Przysłoniłam sobie słońce ręcznikiem i mój relax nie potrwał gdy zobaczyłam na horyzoncie Thiago,Milana,Sashę i Matea który robili zamki z piasku.
 -ciocia!-krzyknął jeden z tłumu-choć nam pomóc!
 -idę kochany-odpowiedziałam ściągając ręcznik z czoła i wstając na nogi
 Szłam prosto do nich gdy na drodze stanęła mi piekna mamusia Thiago
 -nie musisz tam iść-dodała-poradzą sobie,wiesz lubią cię wykorzystywać-zaśmiała się głośno
 -no coś ty twój syn mnie wykorzystuje pierwsze słyszę-prychnęłam ze śmiechem-twój syn to najbardziej urocza osoba jaką znam a zabawa z nim to przyjemność-pocałowałam jej policzek idąc do wesołych pociech. Usiadłam przy nich i spojrzałam na budowlę którą stworzyli...była niesamowita
 -ciocia dobudujesz tutaj mur i taką fosę by woda leciała?-spytał Argentyńczyk czyszcząc wiaderko
 -jasne,już biorę się do pracy-dodałam nabierając piasku w dłonie i mieszając go z wodą powstawał mocny mur. Zrobiłam otwory na wodę i zerknęłam na maluchów którzy upiększali swoje arcydzieło. 
 -to jest zamek tak?-uśmiechnęłam się do pociech obserwując cała budowlę
 -tak,taki by wszyscy się w nim zmieścili-dodał Milan idąc z wiaderkiem po wodę. Spojrzałam na chłopca i on mówił na serio. Gdyby istniał taki zamek na świecie bez wahania wszyscy byśmy się do niego przenieśli. Milan wrócił i dobudowaliśmy razem jeszcze wieże które lekko ozdobiliśmy znalezionymi kwiatkami i nasza forteca była gotowa. Dzieciaki pobiegły po rodziców by zobaczyli a ja odsunęłam się w cień. Wszyscy podziwiali fortece po czym ich pociechy oznajmiły że są głodne i że chcą jeść. Nie było odwrotu musieliśmy się zbierać. Wzięliśmy wszystko z plaży i udaliśmy się na pobliski parking. Owinęłam się patką i nałożyłam szybko koszulkę z adidasa. 
 -to co jedziemy na pizzę?-spytałam ubierając okulary przeciwsłoneczne
 -tak,wiecie gdzie tam się spotkamy-dodał Argentyńczyk mrugając do mnie okiem. Kiwnęliśmy głowami i każde z nas ruszyło w drogę. Uchyliłam lekko szybę i wychyliłam głowę by zaznać świeżego powietrza. Raf ze mnie się oczywiście śmiał ale nie obeszło mnie to,to co czułam w momencie przypływu wiatru było nie do opisania. Byłam wolna,wolna i szczęśliwa. Zajechaliśmy pod knajpkę niedaleko domu Argentyńskiej pary i wszyscy razem znowu zaczęliśmy okupywać cały bar.Znaleźliśmy wolne miejsca i gdy tylko dzieciaki zamówiły coś dla siebie my zamówiliśmy swoje. Tym razem żadna kelnerka nie wspominała o Neymarze więc ze spokojną głową mogłam żartować z przyjaciółmi,po wielu cierpieniach mogłam korzystać z życia i brać z niego tyle ile się da. Zamówienia przyszły szybciej niż myślałam i nie wahaliśmy się ani chwili by zacząć pałaszować cudownie pachnące potrawy. W oddali było słychać odgłosy jeżdżących samochodów,krzyki i także powiew wiatru który uspokajał moją duszę. Z uśmiechem przełykałam każdy kęs i rozkoszowałam się każdym uśmiechem i osobą tak bardzo że samej siebie nie poznawałam. Co się ze mną stało? Sama nie wiem,ale wyszło m to na dobre. Zjedliśmy swoje potrawy i przyszedł czas na wielką pizzę. 
 -kto to zmieści?-spytałam patrząc przestraszona na zgraję
 -my-powiedział Hiszpan kiwając ochoczo głową-to tylko trochę,każdy po 3 kawałki i jakoś pójdzie-zaśmiał się nerwowo. Poklepałam go po ramieniu posyłając promienny uśmiech. Pizza przyszła i nasze chęci do jedzenia jej bardziej wzrosły. Kelnerka postawiła ją na stole i doniosła jeszcze sosy i napoje. Naprawdę była wielka a ludzi do zjedzenia jej nam nie brakowało. Wzięłam nóż do pizzy i zaczęłam ją rozcinać na kawałki. Cała grupka patrzyła na moje ruchy a ja się stresowałam coraz bardziej.
 -nie lubię gdy ktoś patrzy gdy coś robię-zaśmiałam się kopiąc Rafa pod stołem
-au!-krzyknął łapiąc się za kostkę-nic nie zrobiłem-dodał jęcząc pod nosem
 -tak właśnie-parsknełąm odstawiając nóż i siadając na swoim miejscu puszczając buziaka do Brazylijczyka. Zaczął Geri,Shaki potem Milan i Sasha,Leo i Anto razem z Mateo potem Thiago później Jota i Veronica a na koniec Raf,Rafaela i ja. W mig pizzy nie było,gdy dorwali się do ostatnich kawałków ani śniłam by dostać jeszcze trochę
 -to dla Celi zostawcie trochę!-warknął Raf
 -no już stary-zaśmiał się Geri- wiem chciałem nałożyć jej sos-pokręcił głową
 -jak miło że coś dla mnie zostało-szturchnęłam Veronicę
 -bierz póki ciepłe,każdy się o  to bił a zostawili to tobie-mrugnęła do mnie popijając sok. Wzięłam z talerza ostatni kawałek i zostałam pociągnięta na czyjeś kolana. 
 -tu twoje miejsce-dodał Rafhnia obejmując mnie w pasie-nic się nie bój trzymam cię-szepnął i zerknął na swoją ukochaną
 -jak coś mogę zejść....-powiedziałam z odłamkiem pizzy w buzi
 -siedź,Rafowi zimno a ja go nie umiem ogrzać aż tak-zaśmiała się biorąc szklankę z sokiem. Siedziałam u bruneta a kolanach jedząc pizzę potem popijając ją sokiem. Gdy na talerzyku były same okruchy z dumnym uśmiechem odstawiłam talerzyk ku zdziwieniu wszystkich
 -to była najsmaczniejsza pizza jaką jadłam-powiedziałam schodząc z kolan chłopaka-trochę ciężka jestem co?-zaśmiałam się siadając krzesełko obok
 -ty ani trochę-potarł czoło uśmiechając się promiennie. Wyciągnęłam nogi lekko na drugie siedzenie i rozłożyłam się wygodnie patrząc na rosnące budynki w Barcelonie. Patrzyłam na nie i uśmiechałam się. Cieszył mnie także fakt że odzyskałam sens życia,sens którego tak długo szukałam. Po odpoczęciu przedyskutowaniu z kim jadę zebraliśmy się do aut i tam zaczęły się pożegnania
 -to jutro zobaczymy się z ciocią?-spytał Thiago ciągnąc za rączkę swojego tatę. Kucnęłam przy nim lekko czochrając jego włoski
 -może nie jutro ale niedługo-pocałowałam jego główkę-ciocia często będzie was odwiedzać masz moje słowo-mrugnęłam okiem przytulając Thiago do siebie. Mały objął mnie za szyję z uśmiechem po czym postawiłam go na ziemi. Podobnie było z Milanem. Shaki obiecywała że do nich wpadnę i cały dzień się będe z nimi bawić,dzieciaki zaczęły tak się cieszyć że przybiegły do mnie i rzuciły mi się w ramiona. Nie chciałam ich puszczać,dawały mi tyle energii i siły że aż trudno było bez nich żyć. Uściskałam wszystkich mocno i podeszłam do reszty by ich pożegnać. Wtuliłam się w ramiona Kolumbijki która długo mówiła mi o tym że chce wydać nową piosenkę. Byłam w niebie na wieść że ta piosenka będzie o miłości. Długo namawiałam ją by mi o niej powiedziała ale nie dała się przekonać,póki co miałam czekać. Państwo Pique odjechali do siebie a reszta jeśli się nie pożegnała musiała jeszcze poczekać.
 -nie chce się  z tobą rozstawać-westchnęła Argentynka-czy musisz tam wracać? zadzwonię do Alexa i powiem że chcesz zostać na noc i będzie dobrze....-mówiła szybko i niezwięźle
 -po pierwsze oddychaj-powiedziałam gładząc jej dłoń-po drugie to kochane że chcesz bym została ale to niemożliwe bo mam pracę która jest dla mnie ważna-dodałam obejmując ją czulej-przyjdzie taki czas że bedę nocowała ale to jeszcze nie jest czas na to-powiedziałam bawiąc się jej ręką
 -tak tak rozumiem-prychnęła-ale wolałabym byś z nami była-westchnęła opierając się o samochód-kochanie Celia już ci mówiła że będzie taki czas więc spokojnie-powiedział Leo uśmiechając się do mnie
 -no widzisz twój kochany ma rację-szturchnęłam ją i równocześnie się zaśmiałyśmy-jedźcie już,Thiago jest zmęczony i pewnie ma dość na dziś-dodałam mrugając do malucha śmiejącego się na tylnym siedzeniu
 -on i zmęczenie? nigdy-pokiwała głową obracając się do tylnej szyby. Pokiwała mu i puściła buziaka-dobrze jak już mnie nie chcesz to jedziemy-dodała całując mnie w oba policzki
 -zawsze bede cię chciała kochanie!-uśmiechnęłam się z krzykiem-trzymajcie się!-pomachałam im kiedy odjeżdżali. Odwróciłam się w stronę Rafy Veronicy i Joty.
 -to jak do jutra?-spytała Rafaela
 -tak,zakupów z tobą nie przegapię-roześmiałam się
 -to w takim razie jedziemy,Jo do samochodu!-krzyknęła poganiając swojego brata
 -już idę tylko się pożegnam!-krzyknął zły- Celia trzymaj się,widzimy się niedługo jak coś pisz i wiesz gdzie nas znaleźć-dodał muskając mój policzek. Wsiedli i odjechali. Veronica została ze mną i Rafhnią. Przytuliłyśmy się do siebie i szłyśmy w stronę Brazylijczyka który czekał na nas znudzony przy swoim aucie. Veronica go mocno szturchnęła po czym zaczęła się śmiać
  -to co jedziemy Alcantara-śmiała się zajmując tylne miejsce. Stałam jeszcze z Rafą chwilę po czym brunet wsiadł za kierownicę a ja tuż obok niego jako pasażer. Wracałam do hotelu,do moich ludzi,do Alexa i Rodriga,tam gdzie dopełni się mój najlepszy dzień. I nagle gdy zorientowałam się gdzie jesteśmy nie było odwrotu
 -Alcantara hotel jest w drugą stronę...DRUGĄ STRONĘ!-krzyknęłam zła-nie zrozumiałeś?-warknęłam zaciskając mocno uta
 -spokojnie,to tylko chwila wejdziemy do mnie i cię odwiozę-powiedział całkiem spokojnie.
 Nie no super,zamiast wrócić na zmianę to bede u Rafy w domu,zamiast być spokojna jestem nerwowa. Nic nie jest tak jak miało być. Brunet wjechał na podjazd i zgasił samochód. Nabrałam powietrza w płuca i otworzyłam drzwi od auta Brazylijczyka. Na pocieszenie Veronici nie musiałam czekać bo ona okupowała już wnętrze domu piłkarza. Dla niej to coś wspaniałego a dla mnie coś odwrotnego. Nabierałam odwagi w swoje siły i uchyliłam drzwi od mieszkania chłopaka. 
 -idź do kuchni zaraz przyjdę- krzyknął z góry brunet. Veronica była w salonie obok zajmując już playstation. Poszłam do kuchni i zaczęłam szukać po szafkach szklanki. Gdy znalazłam szklankę  schyliłam się po butelkę z wodą i gdy chciałam sobie nalać wodę poczułam czyiś oddech na swojej skórze. Oddech był wolny i głośny
 -potrzebuje by ktoś mnie przytulił-szepnął. Nie zrobiłam nawet ruchy gdy nagle stanęłam przodem do chłopaka i w mig poczułam mocno obejmujące ramiona i przyciskające ciało piłkarza do mojego. Nawet nie musiałam myśleć kto to,nie musiałam nic robić by wiedzieć. Tylko jeden człowiek  pachniał trawą cytrynową,morską bryzą a teraz też alkoholem. Miłość mojego życia przytulała mnie właśnie w tym momencie.

***
Tam tam tam nowy! I co o nim myślicie?
 

czwartek, 10 sierpnia 2017

Rozdział 91

"W życiu przychodzi taka chwila, w której brakuje Ci kogoś tak bardzo, że chciałbyś wyjąć go ze swoich snów, aby go uścisnąć"
Raf zaparkował w znanej nam wszystkim restauracji,aż ślinka cieknie na myśl że ponownie będę tam z nimi jadła. Wysiedliśmy z samochodów i skierowaliśmy się do wejścia. Gdy weszłam do lokalu od razu uderzył mnie zapach jedzenia,morskiej bryzy i trawy cytrynowej takie zapachy właśnie kochałam. Chłopaki dojrzeli idealny stolik w zacienionej części po czym dostawialiśmy siedzenia i urządziliśmy sobie jeden wielki stolik. Wzięliśmy Menu i oczywiście nie mogliśmy przeoczyć naszych ulubionych dań
 -cały czas tu są?-zdziwiłam się-moja milanesa-oblizałam usta ze śmiechem patrząc na resztę-nie usunęliście tego przez tyle czasu?-spytałam unosząc wysoko brwi
 -nie mieliśmy po co-pokiwał głową  Leo-wiedzieliśmy że kiedyś znów będziesz tutaj z nami jadła-dodał przewracając kolejna kartę. Ja wiedziałam co zamówię nie wiem jak oni. W samą porę przyszła do nas kelnerka gotowa przyjmować nasze zamówienia
 -Geri mów-szturchnęłam go
 -to tak poprosimy milanese dwa razy,krewetki w sosie własnym dwa razy,i ośmiorniczkę w pomidorach razy dwa-uśmiechnął się ciepło
 -coś jeszcze panie Pique?
 -tak Katrino...4 razy sok z pomarańczy i 4 razy yerba mate i raz sok z jagód acai-powiedział odkładając Menu
 -już się robi-włożyła karteczkę do kieszeni fartucha i spojrzała na mnie
 -Celia?-spytała dotykając mojego ramienia
Wtedy wszystkie spojrzenia poszły na mnie. No szlag by to.
 -tak to ja-uśmiechnęłam się lekko-znamy się?-spytałam odwracając się ciałem w jej stronę
 -nie,ale znam pana Neymara-dodała -był to znaczy jest naszym stałym klientem od dobrych 3 lat i odkąd przychodzi wspomina panią i tak jakoś skojarzyła mi się pani właśnie z nią-dodała
 -ale on tu jest?-spytałam rozglądając się
 -nie,dziś tu jeszcze go nie było ale gdy zawsze zamawiał sok z jagód acai i sałatkę owocową zauważyłam że ma śliczną blondynkę o szarych oczach na tapecie i zastanawiało mnie kim ona jest,gdy pani tu weszła wiedziałam że to pani-wypuściła powietrze mówiąc na jednym tchu nieźle się na męczyła
 -Katrina!-krzyknął ktoś z kuchni
 -już idę!-odpowiedziała odwracając ponownie twarz do mnie-musiał bardzo panią kochać skoro cały czas o pani mówił-dodała wzdychając
-coś dokładnie mówił?-spytałam zakłopotana i bliska płaczu
 -że jest pani dla niego wyjątkową kobietą i że bardzo panią kocha ale go pani zostawiła i nie wie jak ma dalej żyć...i jeszcze
- Katrina....-zacisnął zęby Pique
 - no co? zawsze wy coś mówicie mi też pozwólcie
 -co jeszcze?
 - to że nie widzi sensu w tym by dalej grać i pragnie się stąd wynieść-ale niech pani wie że odkąd tu przychodził ani na chwile o pani nie zapomniał,ani na chwilę nie przestał o pani mówić i kilka razy nawet się uśmiechnął-powiedziała i odeszła od naszej grupki
 - możecie mi powiedzieć kto to był?-spytałam nachylając się w stronę chłopaków
 -kelnerka,często nas obsługuje i znamy się tak jak jakoś-dodał Dani-dosyć nas poznała by tak na luzie z nami rozmawiać-dodał lekko się uśmiechając  
 -i poznała też Neymara..przez tyle dni tu przychodził a ja nie miałam odwagi by go odwiedzić by cokolwiek zrobić-dodałam spuszczając głowę-może będzie lepiej jeśli dam sobie spokój? Neymar da sobie radę beze mnie-powiedziałam bawiąc się palcami
 -co ty mówisz!-podniósł głos Rafael-teraz się nie wycofasz,to co było to przeszłość masz przed sobą nową drogę w którą już wdepnęłaś więc ani mi się waż się z tego wycofywać-powiedział zakładając ręce na piersi.Schowałam twarz w dłonie zamykając na chwile oczy
 -nie wycofam się ale nie wiem czy to dobry pomysł by wracać do jego życia-pokręciłam głową-nie po tym co mu zrobiłam...
 -to przeszłość do cholery Celia,przestań użalać się nad przeszłością i popatrz co możesz odzyskać-warknął Leo-myślałem że coś sobie postanowiłaś ale chyba się myliłem-dodał i wyszedł z lokalu
 -Leo!-krzyknęłam biegnąc za nim. Załamałam ramiona i zatrzymałam piłkarza przy samochodzie
 -wiem zachowuje się jak tchórz a to tylko przez to że boje się że go nie odzyskam!-krzyknęłam zakrywając oczy ręką
 -nie musisz mi o tym mówić bo to wiem ale nie wiem czemu się wahasz?-spytał patrząc na mnie z poważną miną
 -bo...czuje że on mnie już nie kocha-wyznałam bawiąc się palcami
 - jak to nie kocha? sama słyszałaś Celia,nigdy o tobie  nie zapomni,kocha cię jak wariat chce porzucić przez miłość do ciebie piłkę!-wymachiwał rękami krzycząc w niebo głosy
 -przez miłość do mnie..masz rację-pokiwałam głową ocierając łzy-więc po co mam wracać?-spojrzałam na niego pytając go złamanym głosem
 -bo kochasz go mimo swoich wątpliwości-powiedział wbijając mi palec w pierś-kochasz go mocniej niż myślisz i chcesz się tego wyprzeć póki możesz-dodał wypuszczając głośno powietrze  z ust- Celia sama dobrze wiesz że tego co sie stało nie zmienisz ale możesz to naprawić,ponownie być szczęśliwa jak dawniej z chłopakiem swoich marzeń-dodał uśmiechając się w znanym stylu. Po jego geście głośno  westchnęłam opuszczając ramiona. Dzięki niemu odzyskałam tą nadzieję której mi zabrakło przez tyle czasu.
- zawsze kurczaki musisz mieć racje Atomowa Pchełko-zaśmiałam się pod nosem
 -taka już moja rola-wzruszył ramionami obejmując mnie lekko-teraz już wiesz co chciałem ci przekazać?-spytał gdy wchodziliśmy do lokalu
 -tak-pokiwałam głową-i ponownie dzięki tobie wiem co mam robić-dodałam uśmiechając się szerzej tego popołudnia. Doszliśmy do naszego stolika gdzie chłopaki ożywili się na nasz widok
 -wszystko już w porządku?-spytał Raf
 -tak,już teraz tak-mrugnęłam okiem do Argentyńczyka który odwzajemnił mój gest. Kocham go jak brata i to się nigdy nie zmieni. Zawsze wiedział co powiedzieć by mnie zmotywować i to dzięki niemu tu jestem,będę mu dłużna do końca mojego życia.
Po chwilowej pogawędce na temat niektórych wygłupów przyszło nasze jedzenie. Każdy z nas zajął się swoim talerzem i ani rusz by ktoś odezwał się podczas posiłku. Tak przynajmniej myślałam. Zaczęły się dzikie rozmowy na różne tematy czasami przytłaczał mnie hałas jaki zrobili wokół siebie. Po skończonym posiłku oparłam się o miękkie oparcie fotela i spojrzałam na to co przede mną. Słowa Katriny też musiałam przemyśleć....
-ziemia do Celi-pomachał mi przed oczami szalony Brazylijczyk
 -jestem tu-zaśmialam się zabierając jego rękę-trochę się zamyśliłam ale nigdzie daleko nie odleciałam-dodałam spuszczając nogi z fotela
 -a gdzie byłaś?-spytał brunet
- tutaj-pokazałam na budynek który dobrze znali
-wiesz że go tam nie ma.....-powiedział cicho Raf
- wiem ale to dom w którym poznałam swoją miłość,poczułam jak to jest być zakochaną i kochaną przez ludzi których znałam tylko z ekranu-dodałam z uśmiechem-poznałam uczucie którego nigdy sobie nie wyobrażałam,siłę marzeń i wierzenia w siebie od tak nie umiem obok tego obejść-powiedziałam odrywając wzrok od posiadłości Brazylijczyka. Nagle ktoś otworzył garaż i wyjechało z niego...CZERWONE FERRARI. A kto ma czerwone cacko?
 -on jest w domu!-krzyknęłam niemal siadając na Brazylijczyku
 - Celia uspokój się bo jeszcze cię zobaczy-dodał Raf ściągając mnie na ziemie
-um..no tak-pokręciłam głową siadając na swoim miejscu
Chłopaki się roześmiali a ja się poczułam jak idiotka. Co było w tym śmiesznego
 -może mi powiecie z czego tak się śmiejecie?-spytałam zakładając ręce na pierś
 -z twojej ożywionej reakcji-zaśmiał się Geri-twoje czyny mówią same za siebie mała-zaśmiał się i po chwili opanował pozostałych. Westchnęłam podciągając kolana pod brodę. Zerknęłam na idącą Katrinę i ujrzałam w szklankach nalane soki. Dziewczyna postawiła szklanki na stole. Opuściła głowę i zamierzała odejść póki nie złapałam jej za rękę
-dziękuję że mi powiedziałaś o Neymarze-dodałam lekko się uśmiechając
-to drobnostka,liczę że nie każe mi pani więcej oglądać go smutnego i następnym razem gdy tu się zjawi będzie uśmiechnięty trzymając panią u boku-dodała ze znajomym akcentem i oparła sie o drzwi
 -chciałabym być tego pewna ale postaram się by tak było-powiedziałam uśmiechając się jak wariatka z tego że dowiedziałam się o kolejną rzecz więcej o moim ukochanym
 -w takim razie będę was wyczekiwać-dodała i odeszła. Nabrałam powietrza w płuca i wróciłam do zgrai. Popijali już soki i śmiali się z nie wiadomo czego. Oj chwila już wiem,opanowali mój telefon.
CZEKAJ CZEKAJ MAJĄ MÓJ TELEFON?
 -czy wy macie w rękach mój telefon?-spytałam kładąc się na Leo
 -co..my nie mamy-dodał szybko Pique próbując go schować
 -dziękuję i do widzenia-dodałam zabierając mu go i chowając do mojej kopertówki 
 -ej no,patrzeliśmy na śmieszne zdjęcia Neymara!-zaśmiał się Hiszpan-dość sie go naoglądaliście-dodałam krzyżując ramiona-pojedziemy może na plażę gorąco trochę tu-powiedziałam wachlując się śmiesznie ręką
 -dobra dobra-pokręcił znacząco głową piłkarz-zgarniemy dziewczyny i możemy jechać-powiedział Gerard
 -to Celia pojedzie z Rafem i później spotkamy się pod moim domem pasuje?-spytał nas kochany obrońca
 -jasne jak słońce proszę pana-roześmiałam się biorąc podręczną torebkę i kierując się do wyjścia. Tuż za mną podążał Brazylijczyk uśmiechając się do reszty. Skierowaliśmy się w stronę czarnego Audi Q5 które lśniło na prażącym słońcu Barcelony. Stanęłam przy samochodzie patrząc z dołu na cały lokal
 -uszczypnij mnie...czy ja widzę tam wasze podobizny?-spytałam unosząc wzrok wysoko w górę
 -tak,tam jest nasz szóstka i ty-dodał przesuwając moją twarz lekko w prawo-tuż koło Neymara- szepnął-taka mała promocja-zachichotał-wsiadaj i jedziemy-dodał z lekkim śmiechem na ustach
 -tak tak-pokiwałam głową wsiadając do auta chłopaka. Włączyłam radio i zgłośniłam muzykę na cały regulator. Raf spojrzał na mnie jak na wariatkę ale w tym momencie o to nie dbałam. Muzyka przejęła moje serce i zaczęłam śpiewać jak nigdy. Ten tekst idealnie opisywał związek Pique i Shaki,pełen miłości i zaufania. Raf nie był obojętny i do mnie dołączył. Śpiewaliśmy tak długo póki nie zatrzymaliśmy się przy willi Rafaela. Chłopak zatrzymał się na podjeździe i wyskoczył z niego szybko lecąc do środka. Zdziwił się nagłym ruchom chłopaka ale nie wnikałam o co chodziło. Odblokowałam telefon i połączyłam się z radiem bruneta. Wsłuchałam się w dobre rytmy samby i pagody gdy usłyszałam dość głośną rozmowę i nie umknęło to że znam te dwa donośne głosy.
 -co ty tu robisz? pijany jesteś?-spytał podburzony Raf
 -może i tak...ale nie-zaśmiał się przyjaciel Brazylijczyka
 -wejdź do środka i zejdź mi z oczy w tym stanie,po co tu przyjeżdżałeś w takim stanie?!-warknął zły
 -nie krzycz jak nie chcesz to pojadę sobie do kogoś innego-prychnął stawiając kroki w stronę garażu
 -nikogo nie będzie,wszyscy jedziemy na plażę-dodał szybko odwracając jego uwagę od garażu
 -na plażę? beze mnie?-spytał chłopak
 -jak chcesz jedź z nami ale otrzeźwiej do tego czasu-dodał chłopak
 -nie wiem czy mi się chce...będzie pełno ludzi i hałasu-pokręcił głową zmierzając ku wyjściu i będąc coraz bliżej mnie. Słyszałam go lepiej gdy stał bliżej wejścia.
-ale wejdź na chwilę,chodź napijemy się czegoś-kiwnął głową wchodząc na schody
 -a w sumie racja,przynajmniej przestanie mi buzować alkohol w głowie-dodał zmierzając w stronę Rafaela. Wybiegłam z garażu po trzaśnięciu drzwi i ujrzałam tylko pustkę. Rozpoznałam ten głos,poznałabym go nawet po omacku. Nie ukryje się przede mną,nie teraz gdy jestem tak blisko. Oparłam się o maskę samochodu i wyciągnęłam telefon szybko pisząc sms do bruneta'to Neymar prawda?"-napisałam
 "tak,jest pijany i nieświadomy tego że przyjechałem z kimś"
"mam zdzwonić po Leo by po mnie przyjechał?"
"Nie daj mi chwilę,ale powiedz o tym chłopakom"
"okej,weź ze sobą coś zimnego do picia i ręczniki  i krem"
"robi się,słyszałaś naszą rozmowę"
 "tak,prawie nie poznałam Neymara... często był w takim stanie?"
"nie,to pierwszy raz"
Na to już nie odpisałam. Odłożyłam telefon na siedzenie i usiadłam na podłodze koło samochodu.Pierwszy raz...pierwszy raz był w takim stanie..ciekawe dlaczego....czy to przeze mnie? To pytanie trapiło mnie najbardziej, a także widok chłopaka który utkwił mi w głowie. Schowałam głowę w kolanach do czasu gdy w progu pojawił się Brazylijczyk.
 -hej już jestem wybacz mi opóźnienie-dodał drapiąc się po karku-miałem mały problem...
-jaki? coś mu się stało?-spytałam od razu wstając
 -nie,po prostu zasnął mi na stole jak tylko podałem mu picie-zaśmiał się-musiałem położyć go u siebie na piętrze,wciąganie go na górę było najgorsze-powiedział rzucając mu kluczyki-teraz ty prowadzisz-uśmiechnął się-należy ci się za to czekanie,tylko jej nie porysuj-powiedział wsiadając na siedzenie pasażera
 -jej? to ona ma imię?-spytałam śmiejąc się
-tak Helenita-dodał oglądając przód samochodu
Zaśmiałam się i odpaliłam silnik. Wyjechałam z garażu i skierowałam się na dzielnicę Pedralbes do której nie mieliśmy daleko
 -mówił coś jak szedłeś z nim na piętro?-spytałam zakładając okulary przeciwsłoneczne na nos
 -wymawiał chyba z 10 razy twoje imię i inne śmieszne rzeczy wiesz jak alkohol działa na ludzi-machnął ręka patrząc w bok
 -Raf....-urwałam zaciskając uchwyt na kierownicy
 -to że myślał że ty jesteś jeszcze w garażu i się przed nim ukrywasz-dodał cicho chcąc pewnie bym tego nie usłyszała ale się mylił
 -ale..? nie widział mnie ani nie słyszał....wiec skąd?-potrząsnęłam głową włączając kierunkowskaz
 -nie wiem ale to mnie zaskoczyło-zaśmiał się patrząc tym razem przed siebie-według mnie on czuje że jesteś blisko i dlatego się spił-powiedział zerkając na mnie-nie chodzi o ciebie ale o to że jego serce krzyczy jedno a umysł drugie i wychodzi na to że wygrywa jego głowa-dodał zagłębiając się w fotelu. Zaczął sie nagle trząść i wybuchnął niepohamowanym śmiechem
-Raf co ci jest?-spytałam uśmiechając się
 - telefon ci wibruje a siedzę na nim-zaśmiał się podając mi urządzenie
- ty odbierz to Anto-dodałam skupiając się na jeździe
-no hejcia siostrzyczko-zaświergotał chłopak próbując mnie podrobić
 -co zrobiłeś z moją siostrą i czemu masz jej telefon?-spytała poddenerwowana kobieta
-Anto to ja,Celia nie może rozmawiać bo prowadzi-dodał-jest cała i zdrowa jedziemy do was-powiedział pokazując mi gest świra
-powiedz że ją kocham-szepnęłam
 -Celia mówi że cię kocha-dodał z uśmiechem-powiedz jej że ja bardziej i że czekam na was-zaśmiała się do słuchawki-dobrze ja będę kończyć bo Mateo dobiera się do ciasteczek czekoladowych więc zobaczymy się za chwilę buziaki!-krzyknęła i zakończyła połączenie. Raf odłożył telefon i zaczął się PONOWNIE dziś śmiać
 -zastanawia mnie czy wasze rozmowy zawsze tak wyglądają-śmiał się plecąc jedno przez drugie
 -są o wiele gorsze- parsknęłam-z Anto mamy miliony tematów i nigdy one się nie kończą więc ta rozmowa to błahostka uwierz mi-dodałam parkując samochód. Na podjeździe stały same Audi i kilka Cadillac które dobrze znałam. Zamknęłam samochód chowając kluczyki do torby którą niósł Raf. Weszliśmy do domu a tam czekali na mnie moi dwaj "siostrzeńcy" którzy piszczeli ciocia na cały dom
 -cześć szkraby-ucałowałam ich słodko kucając przy nich
-ciocia chodź z nami-złapał mnie za rękę Thiago i pociągnął do ogrodu. To był dobry pomysł pójście za nim gdyś tam znalazłam całą zgraję Barcelońskiej rodziny, w tym Veronicę i piękną Brazylijkę.
 -Rafaela-zapiszczałam przytulając się do niej
-nie mogło mnie zabraknąć-zaśmiała się łapiąc swojego ukochanego wzrokiem
- przywiozłam nas-uśmiechnęłam się do bruneta-jestem dobrym kierowcą co nie?-szturchnęłam chłopaka
 -tak o dziwo dojechałem cały kochanie-dodał łapiąc swoja ukochaną za rękę. Ona położyła mu głowę na ramieniu i razem usiedli na huśtawce. Spojrzałam na te wszystkie cudowne pary i aż zaparło mi dech w piersiach uświadamiając sobie że ja też za jakiś czas będę mogła ponownie cieszyć się obecnością brazylijskiego piłkarza,jeszcze trochę
 -to jak już wszyscy są to jedziemy-potarła ręce Argentynka zaskakując mnie od tyłu. Przywitałyśmy się w naszym stylu i Anto pociągnęła mnie do środka. Nie wiedziałam jak wołać o pomoc. Co ta kobieta kombinuje?
 -Leo i ja bierzemy ślub!-zapiszczała gdy byłyśmy same-30 czerwca za 3 miesiące!-zapiszczała raz jeszcze przytulając się do mnie-wiesz ile to przygotowań? Sama sobie nie poradzę i pomyślałam że ty mi w tym pomożesz,wierz w kroju mojej sukienki,doboru butów i innych pierdół-zachichotała-zgadzasz się?
 -jasne że tak!-zapiszczałam wymachując czym się da-to będzie twój wymarzony ślub,jedyny w swoim rodzaju taki...taki bajowy-dodałam uśmiechając się ze łzami w oczach-możesz na mnie liczyć,to że pomogę ci w najbardziej niepowtarzalnym dniu twojego życia będzie zaszczytem-dodałam obejmując ją mocno-dziekuję że mogę nazywać cię swoją siostrą,dziękuję za to że mogę na ciebie liczyć po prostu dziękuję-zaśmiałam się odrywając się od Argentynki
 -to ja powinnam ci dziękować i myślę ze taka forma podziękowań ci się spodobała-złapała mnie za rękę patrząc mi głęboko w oczy
-tak,to spełnienie moich marzeń Anto! To nieprawdopodobne-pokręciłam głową z uśmiechem jak banan
 -ale możliwe,w tak ważnym dniu nie może cię zabraknąć-powiedziała-wszyscy już wiedzą ty mi zostałaś a że telefon odebrał Raf musiałam ci powiedzieć osobiście-zaśmiała się-mam to z głowy,długo myślałam o tym jak to powiedzieć i się udało-westchnęła siadając na fotelu
 -zawsze będziesz mogła na mnie liczyć-powiedziałam kładąc swoje dłonie na ramieniu-co do całych szczegółów to sie zgadamy,wiesz mamy telefony i numery mieszkamy blisko siebie....-mówiłam jak natchniona
 -spokojnie..Celia..chcę byś pomogła mi w sukience a nie w zaplanowaniu całego wnętrza-zaśmiala się potrząsając mnie za ramiona-jesteś jedną z niewielu osom którym ufam w sprawie mojej sukni ślubnej i wierzę że dasz z siebie wszystko ale na tym koniec, nie zwalam na ciebie nic więcej bo wiem że i tak masz dużo na głowie-dodała zerkając na mnie 
 -a gdzie tam-pokręciłam głową-ale wiesz że jedno słowo i się u ciebie zjawiam-mrugnęłam okiem bawiąc się palcami
 -chodźmy już do nich bo się będą martwić- powiedziala kobieta ciagnąc mnie w grupkę sportowców.
****
Witam was z kolejnym rozdziałem mam nadzieję że wam się spodoba!♥