Music ♥

wtorek, 19 stycznia 2016

Rozdział 8

Czekali tam. Tak po prostu. I w dodatku śmiali się jak do sera. Ja mam z nimi iść na obiad?. Nie wiem czy będę w stanie. Podeszłam do nich i miło mnie przywitali. Od razu ruszyliśmy na obiad. Oni szli przodem ja tyłem bo dobrze jeszcze Barcelony nie znałam.
-Na co masz ochotę, bo nie pytaliśmy-powiedział Dani
-Nie wiem - wzruszyłam ramionami- Coś co wy wybierzecie-powiedziałam z uśmiechem
Nie odpowiedzieli bo właśnie doszliśmy do restauracji "tres metros sombre el cielo". Typowa hiszpańska restauracja zgadza się z nazwą. Weszliśmy i można było dostrzec że to najlepsza jaka jest w tej okolicy. Ludzi było dość dużo i kelnerzy uwijali się jak w ukropie. Znaleźliśmy stolik z tyłu i kierowaliśmy się w tamtą stronę. Patrzcie jak to wyglądało mega sławni piłkarze wchodzą do typowej restauracji w tej okolicy i tak po prostu zajmują miejsca przy stoliku. Wszystko byłoby ok gdyby nie moja osoba. Weszli jakbym była "jedną z nich" co nie było prawdą. Wybrali miejsce i wraz ze mną usiedli przy stoliku. Czekaliśmy kilka dobrych minut póki nie przyszedł kelner.
-Robicie to specjalnie prawda?-zaczęłam
-Ale co?-zdziwili się wszyscy
-No ten cały obiad i ten trening...-zgromiłam wzrokiem Neymara i pokazałam na niego placem- wypaplał wam wszystko?-spytałam ciągle patrząc się na klubową"11"
-Wcale nie-zaczął Dani-  wspomniał o tobie kilka rzeczy, no dobra kilkanaście-zaśmiał się Geri- ale reszty chcieliśmy się dowiedzieć sami, a to że jesteś Cule i obecnie przebywasz w Barcelonie znacznie ułatwiło sprawę-skończył Dani
-Mówicie jak bym była jakimś VIP-em-powiedziałam- ale jestem tylko zwykłą normalną fanką w dodatku z Polski-dodałam 
-To czysta przyjemność poznać kogoś takiego jak ty-wtrącił Leo z tym jego nieziemskim uśmiechem
Uwielbiałam jak to robił.Najlepszy piłkarz na świecie uśmiechał się do mnie tak jak o tym zawsze marzyłam. Ale ciiii... Nic nie wiecie.
-Jeśli już o VIP-ach mowa-powiedział cwaniacko Dani- to od dzisiaj nim jesteś-wtrącił Rafihna
-ja waszym klubowym VIP-em? To jakiś dobry żart-spojrzałam na nich- wrabiacie mnie co nie?
-Gdybyśmy nie mówili poważnie bylibyśmy teraz tu z tobą na obiedzie?-powiedział z błyskiem w oczach Neymar
-Ale że ja?-ukułam się palcem w pierś- i proponujecie to każdemu fanowi?-spytałam
-Ty jesteś jedynym wyjątkiem-dodał Geri
Nic więcej nie powiedziałam. Posłałam im szczery uśmiech. Nie mogłam w to uwierzyć. Moje kolejne marzenie się spełniło. Widzicie Barcelona... tu wszystko może się wydarzyć. Po kilku minutach kelner przyszedł.
Chłopaki kiwnęli do siebie znacząco głowami a ja zmarszczyłam brwi, tak się kontaktują ze sobą? Zaśmiałam się i czekałam na ich reakcję
-Pizze-powiedzieli chórem
-i dużo wody poprosimy-powiedziałam z uśmiechem do kelnera który po chwili odszedł powstrzymując się od poproszenia ich o autograf i zdjęcia. Kelner po dobrych 10 min przyszedł z pizzą rozmiarów XXL. Byłam ciekawa czym przekupili Lucho że pozwolił im jeść takich rozmiarów pizzę. Chłopaki niemalże rzucili się na tą pizzę z wielkimi oczami. 
-Przeze mnie opuścicie dietę-powiedziałam poważnie- i będzie na mnie że was rozpuszczam-zaśmiałam się
Umiem się normalnie śmiać. Brawo ja.
-Nie, weźmiemy to na siebie-powiedział z pełną buzią Dani
Ja nie mając już nic więcej do powiedzenia zaczęłam tak jak moi towarzysze po prostu jeść. Pizza w mig zniknęła. W niedowierzaniu kiwałam głową gdzie to pomieścili. Tuż po zjedzeniu pizzy rozglądali się za piciem i tu kelner idealnie trafił w moment potrzeby moich kolegów(jeśli tak ich mogę nazwać). Pili jeden po drugim. Gdy skończyli oparli się o krzesła i wzdychali od nadmiaru pizzy. Gdy odpoczęli wyszliśmy z restauracji a ja miałam głęboko ochotę na coś zimnego, było gorąco i pizza nie pasowała do takich dań które lubiłam jeść w upalne dni. Odetchnęłam głęboko i dostrzegłam całkiem blisko przytulną kawiarnię. Szliśmy w tamtą stronę więc całkiem dobrze się składało. Gdy będziemy dosyć blisko wspomnę im o deserze choć nie wiem czy się zgodzą po tej obfitej pizzy.
-Co powiecie na deser?-spytałam
Nie zaprzeczyli tylko spojrzeli na bliską kawiarnię i zrozumieli mnie.Kiwnęli głowami z uśmiechem i szli dokładnie tam gdzie chciałam. Gdy przekroczyliśmy próg kafejki odetchnęłam głęboko. Było tam  tak przyjemnie chłodno że od razu lepiej się rozmawiało. Znaleźliśmy stolik na powietrzu,pomimo grzejącego słońca nasze miejsce było pod osłoną cienia. Idealne miejsce. Chłopaki wygodnie klapnęli się na miejsce wzdychając od tego słońca a gdy byli nareszcie w cieniu zdychali od miłego cienia. Dziwne nie?. Po kilku chwilach przywitała nas miła kelnerka i proponowała desery do zamówienia. Ja zamówiłam sobie sorbet z owoców leśnych a moi towarzysze od kulek czekoladowych po wymyślne smaki. Kelnerka przyjęła moje to znaczy nasze zamówienia i odeszła.Chłopaki cały czas patrzeli na mnie. Co ja jakaś gwiazda jestem? Coś ze mną nie tak? O tak serio ze mną nie tak, no bo kto "normalny" fan(jeśli mogę się tak nazwać)chodzi na pizzę ze swoimi idolami?. No właśnie, ja. Kelnerka wróciła z naszymi deserami. Wyglądały przepysznie. Wzięłam do ręki i zaczęłam jeść. Cudowne uczucie jeść coś zimnego w taki gorący dzień. Rozkoszowałam się tą chwilą tak bardzo jak tylko mogłam. Jadłam deser wraz z moimi idolami czego chcieć więcej?. Gdy skończyliśmy jeść właśnie był zachód słońca. Siedziałam tak że idealnie mogłam to zjawisko dostrzec. Podciągnęłam kolana do klatki i obserwowałam zachodzące słońce.Poczułam że coś w mojej kurtce brzęczy i spojrzałam na wyświetlacz Veronica♥. Szybko odebrałam a chłopaki pytająco na mnie spojrzeli i przesiedli się bliżej mnie.
-Hej Ver-powiedziałam z lodami w buzi
Dziecko ze mnie
-Hej Celia co tam u cb słychać? Marcel zostaw te kartki!-krzyknęła moja przyjaciółka
Otóż nie wspomniałam że moja Ver ma młodszego o 6 lat brata którym się opiekuję podczas nieobecności jej rodziców.
-A nic nowego jesteśmy w kawiarni i oglądamy zachód słońca-powiedziałam jedząc sorbet
-Jesteśmy to znaczy z Neymarem?-zaciekawiła się Veronica
Już o widzę jak będzie mnie przesłuchiwać. Też tak macie gdy pomimo odległości z przyjaciółką ona wszystkiego się dowie choćby nie wiem jak? Ja tak mam, zawsze.
-Tak z nim też-spojrzałam z kiwnięciem głowy na chłopaków- ale z kim innym...-zaśmiałam się-lubiłam trzymać ją w niepewności
-Wiesz że nie lubię jak trzymasz mnie w niepewności- czuje że teraz na pewno siedzi i się denerwuję. Jestem zła, wiem.
-No też z chłopakami z Barcy-powiedziałam niewzruszona
-Że co?-krzyknęła że musiałam na chwilę odstawić słuchawkę od ucha- jak to z chłopakami z Barcy?-piszczała do słuchawki Veronica
-No normalnie, siedzimy sobie i oglądamy tak po prostu- sama mówiąc to do niej nie miałam przekonania że to się naprawdę dzieje
Odstawiła telefon i wykonywała ten swój szalony taniec radości. Po chwili wróciła
-Masz mi załatwić ich autografy rozumiesz? Inaczej nie wracaj do Polski-powiedziała
Zaśmiałam się z jej podstawy. On mi grozi?. Ach ta Veronica.
-Bez autografów nie wrócę obiecuję-dodałam patrząc na chłopaków szeroko uśmiechniętych  po wypowiedzianych przeze mnie słowach
-No ja myślę- pokiwała głową- i może kilka ładnych drobiazgów też nie zaszkodzi twojej najlepszej przyjaciółce przywieźć-zaśmiała się a ja razem z nią(rozmawiałyśmy po Polsku)
-Masz to jak w banku, nawet więcej niż kilka-powiedziałam pewnie
Zapiszczała 
-Nie mogę się doczekać kiedy wrócisz i wszystko mi opowiesz....-dodała
Nic nie powiedziałam, tak naprawdę chcę tu zostać na zawsze, wzięłabym Veronicę do siebie i nie potrzebowałbym niczego więcej.
-Będzie co opowiadać-zaśmiałam się
-Czekam kochana tu na ciebie-powiedziała- nie będę ci zabierała chwil z chłopakami więc będę kończyć-dodała- musimy się kiedyś umówić że porozmawiamy przez Face time i wtedy będę ich wszystkich widzieć-pisnęła- ja kończę, w razie czego zdzwoń-krzyknęła i się rozłączyła
Cała Veronica, energiczna i mega zakochana w Barcelonie tak jak ja, moja bratnia dusza.Schowałam telefon do kieszeni kurtki po czym wygodnie oparłam się o fotel. Chłopaki pytająco na mnie patrzeli i czekali na wiadomości.
-Kto dzwonił?-spytał Dani
-Veronica-powiedziałam- moja najlepsza przyjaciółka z Polski- dodałam
-I co tam u niej?- spytał zaciekawiony Brazylijczyk
- wszystko po staremu- powiedziałam, ukrywając jej szaleńczą radość na ich punkcie- nie może doczekać się kiedy wrócę a powiem wam tak w sekrecie nie chcę wracać-zaśmiałam się z uśmiechem na ustach
Zawtórowali mi śmiechem. Zachowywaliśmy się jakbyśmy znali się od zawsze. Ja w głębi serca marzyłam że kiedyś doznam takiego uczucia. Dzisiaj się ono spełniło. Gdy zrobiło się ciemno gdy ledwo szłam na nogach w ich towarzystwie pojechaliśmy do domów. Chłopaki decydowali z kim mam jechać, wybór padł na mój decydujący głos. Ja miałam tylko jeden i obojętnie mi było kto mnie miał odwieźć. Wybrałam tego z kim tu przyjechałam - Neymara. Niemalże bili się kto mnie mną odwieźć prócz Neymara który tylko miał niezły ubaw z tego jak się wydurniają. Wydurniali się po sam parking. W końcu stanęli i zmierzyli mnie wzrokiem. Szłam z cwaniackim uśmieszkiem, odpowiedź na ich pytające spojrzenie była jedna i (przynajmniej tak mi się wydawało) że wiedzieli z kim będę jechać. Wzięłam głęboki oddech i powstrzymałam śmiech na chwilę. 
-Stanę przy tym kto mnie odwiezie-trudno tu było o zatrzymanie powagi
Kto normalny prawie bije się o odwiezienie mnie? Rodzice tego nie robią a co innego piłkarze FC Barcelony. Gdzie tu logika?. Pewnie czytając to pomyślicie że księżniczka z piłkarzami co się o nią biją będzie jechać ale tak nie jest, nie chciałam tego najchętniej pojechałabym ze wszystkimi jednym samochodem lecz w naszych czasach 13 osobowy samochód nie istniał. Prawdę mówiąc polubiłam trzymać ich w niepewności. Ustawili się koło swoich samochodów a ja stałam na środku i miałam wybrać z kim pojadę. Nie skojarzyli u kogo obecnie mieszkam? Widocznie nie, ale za to że są tacy niesamowici i nieprzewidywalni jeszcze bardziej ich kochałam(szalałam na ich punkcie ogromnie) ale wiecie normalna jestem jakby co. Odpowiedź stała tuż naprzeciwko mnie, nie było dyskusji z kim pojadę przecież oni wszyscy byli moimi idolami. Poszłam szybkim ruchem do Neymara śmiejąc się do niego a on również ledwo co wytrzymywał z tego śmiechu. Zdziwione miny chłopaków mnie rozwaliły. Stali przy swoich autach z miną typu"wtf?" Oparłam się o ramię ramienia udając takiego "cwaniaka" którym nie byłam czułam się przy nich najmniejsza i tak rzeczywiście było. Chłopaki kiwali głowami ze szerokim uśmiechem i zebraliśmy się wszyscy wokół samochodu Neymara i mnie. Piłkarze za którymi odkąd pamiętam szalałam teraz stoją w moim gronie i zachowują się jakbym była z nimi zawsze. W mojej głowie zbierała się taka myśl że ci ludzie nigdy nie przestaną mnie zadziwiać pod względem fizycznym jak i psychicznym. Uczynili mnie najszczęśliwszą dziewczyną na Ziemi takim małym gestem ich zwykłą obecnością która dla mnie znaczyła więcej niż cokolwiek na tej planecie. Oczywiście temat zeszedł na moją osobę, że to było ustawione itd. Nie ustawione to było oczywiste jeśli każdy z nich mieszkałby w tej samej dzielnicy co Neymar miałabym ciężki orzech do zgryzienia. To że prawie żaden nie mieszkał na tyle blisko by konkurować z Neymarem ułatwiło mi  sprawę. Mogłabym wychwalać.... hm... jak ich nazwać..... chłopaków bez końca, choć sama nie wiem czy starczyłoby mi słów. Miałam okazję każdemu przyjrzeć się z bliska i powiem wam byli bardziej przystojni niż w telewizji.
-To co widzimy się jutro?-spytał Alves
-Jeśli chodzi o trening to tak-powiedziałam tak normalnie jak się dało
-No to do jutra-podszedł do mnie i tak jak przystało na tutejsze tradycję pocałował mnie w policzek( co wogule nie wzbudziło we mnie żadnej ekscytacji ani trochę) i przytulił.
Reszta chłopaków nie była gorsza i poszła za śladem Daniego. Rozpływałam się, miałam w ramionach(nic z tych rzeczy wiecie o co chodzi) przez krótką  chwilę każdego piłkarza Barcy. Teraz mogę umrzeć. W przenośni oczywiście. Pachnieli znakomicie i musiałam nieźle natrudzić się by chociaż trochę do nich dosięgnąć. Uśmiechali spo czym wsiadali do swoich samochodów. Wypuściłam głośno powietrze i odwróciłam się do Neymara który stał i bawił się z uśmiechem kluczykami.
-Teraz wierzysz że jesteś jedną z nas?-otworzył mi drzwi
-Nie ułatwiacie mi tego!-zaśmiałam się- ani trochę-wsiadłam na siedzenie pasażera
Zaśmiał się i odjechaliśmy się z treningowego parkingu. 
***
Mamy 8! Ludziska przepraszam że długo nie było rozdziału, ale miałam koniec semestru i nie mogłam znaleźć czasu by dokończyć ten rozdział. Bez przedłużania czekam na wasze opinie :))) 



czwartek, 7 stycznia 2016

Rozdział 7 Przyszła Historia

Tamten dzień niesamowicie się skończył. Poznałam swoich idoli poznałam ich!, rozmawiałam z nimi!. Cieszę się jak wariatka ale kto by się nie cieszył tylko głupiec. Tuż po treningu wróciliśmy do domu i tym całym dniem byłam zmęczona więc szybko usnęłam. Moja dzisiejsza pobudka była dość niepowtarzalna. Nawet nie zdążyłam otworzyć oczu gdy ktoś stał nad moim łóżkiem i czekał aż się obudzę. Był to nikt inny jak Neymar. Stał i się uśmiechał jak głupi do sera.
-Wstawaj, za chwilę śniadanie i idziemy biegać-powiedział szybko i wyszedł na mój taras
-Serio? Jest dopiero 7:30 a ty masz trening na 11!-położyłam swoją głowę na poduszce
-Prawda-zaśmiał się- poruszamy się trochę a przy okazji pokaże ci jak jest w Barcelonie o poranku-dodał Brazylijczyk
-Musisz dać mi 15min-powiedziałam otwierając oczy 
-Masz 10 i jeśli choćby o minutę się spóźnisz lepiej miej się na baczności panno Marquez-powiedział i zbiegł schodami na dół
10 min! Czy on kompletnie powariował? No tak po nim nie wiem czego się spodziewać. Lepiej bym się wyrobiła niż później żałowała swojego lenistwa. Poszłam szybkim krokiem wziąć prysznic i ogarnąć swoje wielce rozwalone włosy. Zdziwiłam się że Neymar nie przestraszył się moim porannym wyglądem. Obmyłam twarz i wyszłam z łazienki. Podeszłam do swojej jeszcze nie rozpakowanej walizki i wyjęłam coś z niej. Były to różowe spodenki i szara podkoszulka na ramiączkach. Swoje włosy związałam w koka i swoje ciemne oczy(które były ciemniejsze niż się wydaje) przejechałam kredką do oczu. Byłam gotowa. Otworzyłam drzwi a przed nimi stało pudełko opakowane z karteczką"mam nadzieję że ci się spodobają Neymar". Rozpakowałam prezent i ujrzałam te cudeńka. Były to idealne buty do biegania tym bardziej tutaj. Nowe miasto i nowe buty. Ubrałam je i zeszłam na dół. Tam na dole czekał na mnie Neymar ze szklanką soku pomarańczowego. 
-To co gotowa na bieganie?-spojrzał na buty
-Dziękuję za nie, nie musiałeś-podziękowałam mu widząc że cieszy się że je ubrałam
-To przyjemność, cieszę się że sprawiają ci przyjemność i masz kolejną pamiątkę po mnie-zaśmiał się
Nie mogłam się nie zaśmiać i następnie ruszyliśmy biegiem przez ulicę Barcelony. Musiałam się nieźle na męczyć by biegać w jego tempie. On robił to z taką lekkością a ja ledwo go doganiałam.W  końcu to piłkarz, nie to że mam słabą kondycję ale o to robi codziennie i nie ma siły takiej bym go dogoniła tak łatwo.
-Słyszysz to?-zapytał
-Ale co ja nic nie słyszę-ledwo łapałam oddech
-No właśnie-machał rękami - i to jest najlepsze o poranku tutaj-powiedział opuszczając ręce - Ruszamy dalej? mam ci tyle do pokazania-patrzał naprzód
Spojrzał na mnie i mogliśmy ruszać na przód. Biegaliśmy miedzy ulicami i przebiegliśmy kilka przecznic. W końcu stanęliśmy i zrobiliśmy sobie przerwę. Usiedliśmy na ławce popijając wodę. Po krótkiej przerwie był czas by wrócić do domu. To całe bieganie zajęło nam 2,5h. Zanim dobiegniemy będzie czas jechać na trening. Znowu stres. Przesadzam przecież ich poznałam są tacy normalni a jednak nadal się stresuję, co ze mną  nie tak?. Cała jestem nienormalna. Wbiegliśmy na podjazd i odetchnęliśmy, Tylko ja Neymar jakby wogule nie był zmęczony.Stop! To piłkarz nie zdziw się. Ten mój głosik. Weszliśmy do domu i szybko pobiegłam pod prysznic. Byłam spocona. Wpakowałam się pod ciepłą wodę i byłam tam 10 min. Wyperfumowałam się ulubionymi perfumami i zeszłam na dół.Tak wogule po co się szykowałam? Głupieje od środka. A tak trening. Neymar znowu na mnie czekał już z torbą gotowy na trening. 
-Chodź-powiedział biorąc kluczyki od samochodu
-Idę-powiedziałam popijając sok i witając się z Marcelą uśmiechem
Drugi dzień, będę tam i nadal jakieś głupie uczucie siedzi we mnie, powiem Neymarowi to mnie wyśmieje, nie wiem czy długo tak wytrzymam, chłopaki jeśli tak ich mogę nazwać są wielkimi gwiazdami a gdy ich wczoraj spotkałam okazali się spoko kolesiami. Ogarnij się Celia! Odetchnij i wbij sobie do głowy że są ludźmi i poznałaś ich wczoraj. Ludźmi taa... oprócz Leo. Na temat Leo mogłabym wiele pisać ale patrząc wczoraj na niego, jest taki sympatyczny. Tak jakbyś właśnie spotkał swojego przyjaciela z dzieciństwa zapominając że jest najlepszym piłkarzem na świecie. Gdybym mogła ciągle bym go wychwalała, zasługuje na tyle ciepłych słów że chyba  z 10 lat by mi to zajęło. Od razu gdy ich zobaczyłam to tak jakbym była między swoimi przyjaciółmi, jakbym wogule nie wyjechała, nie była po treningu Barcy, bez spełnienia swoich marzeń. To coś co mnie ogarnęło. Jechaliśmy a Neymar gadał z kimś przez telefon. Śmiał się więc na pewno z kimś z klubu. Skończył a ja ciągle patrzałam przed siebie. Znowu to uczucie patrzył się na mnie a ja nie wiedziałam jak się zachować, musi to robić?. 
-Czemu tak na mnie patrzysz? mam coś na twarzy?-przy tym ostatnim zaśmiałam się
-Patrzę by coś zrozumieć-powiedział prowadząc, zrozumieć co? to ze jestem głupia tego powinien już się domyślić
Zmarszczyłam brwi, co to znaczyło?
-Co zrozumieć? wybacz ale nie rozumiem, to ze jestem głupia tego powinieneś się domyślić....-machałam rękami
-O czym myślisz-powiedział- tego nie powiedziałem-dodał spoglądając na mnie- siedzisz taka zamyślona, jestem ciekawy o czym myślisz tutaj, jak tam twoja głowa odkąd tutaj przyjechałaś-powiedział wjeżdżając na podjazd ośrodka
Na serio chciał to wiedzieć? A ja mam mu to powiedzieć, no tak w końcu przyjechałam do niego, to dzięki niemu tu jestem, to on spełnia moje marzenia. Wszystko kręci się wokół niego więc czemu nie miałby poznać moich dziwnych uczuć dotyczących poznania jego kolegów z klubu?.
-na serio chcesz wiedzieć czy tylko udajesz?-zapytałam wysiadając z samochodu
-A gdybym nie chciał  pytałbym cię o to?-uśmiechnął się przy zamykaniu samochodu
Nic nie powiedziałam. Musiałam przemyśleć to co chciałam mu powiedzieć. Szłam w ciszy gdy mnie zatrzymał.
-Żadnego ukrywania i myślenia co mi powiesz-powiedział patrząc na mnie- mów tak prosto  z mostu tak jakbyś mówiła o tym przyjacielowi-powiedział nadal stojąc przede mną
-Ok, a więc...-złapałam się za kark- nadal nie mogę jakoś przełknąć tego że  w jeden dzień spełniły się moje wszystkie marzenia, to dzięki tobie, poznałam swoich idoli, ludzi o których marzyłam, dzięki tobie jestem w mieście moich marzeń-machałam rękami- to wszystko jest tak niesamowite że mój rozum jeszcze tego nie pojmuje od samego przyjazdu Joty po mnie aż po przylot i do tego momentu nie mogę w to uwierzyć i w dodatku poznałam idoli to-przerwałam zabrakło mi słów- już za wiele do pojęcia, uznaj mnie za jakąś dziwaczkę że tego nie pojmuje ale jestem taką osobą która nie była przygotowana(i chyba nigdy nie będzie) na takie szybkie spełnienie marzeń, mówiąc dalej budzę się w twoim domu bardzo zaprzyjaźniłam się z twoją siostrą, spędzam z tobą czas, jadam w twoim domu, poznałam twoją rodzinę powiedz mi który fan tak wiele dostanie od swojego idola? Nie jestem nikim ważnym a ty wprowadziłeś mnie w grono swoich najbliższych, poznałam cię z takiej strony że żaden fan nigdy cię nie pozna..... Odkąd jestem tutaj czuję się sobą, taką która kilka lat temu zniknęła a teraz odżyła, wprowadziłeś mnie w świat sławnego piłkarza a co najlepsze pokazujesz że jest inaczej, przylatując tu myślałam że okażesz się gwiazdeczką wpatrzoną w siebie ale gdy zobaczyłam cię na lotnisku a później na spacerze moje wyobrażenia zmieniły się o 360 stopni, każdy fan by o takim czymś marzył a ja....to wszystko dostałam bez nic w zamian i te prezenty od was wszystkich-stanęłam lekko załamana i zeszło ze mnie to całe dziwne uczucie 
-Po pierwsze nie jesteś zwykłą fanką, tylko kimś o wiele większym po drugie nie uważam cię za dziwaczkę i po trzecie to wszystko ci się należało-spojrzał mi głęboko w oczy- jesteś więcej niż fanką i zapamiętaj to sobie, to że wygrałaś konkurs jest dla mnie nie ważne, chcę cię poznać jak najlepiej bez tej całej sławy, dałem ci te prezenty byś zapamiętała mnie jak najcieplej-powiedział krocząc do szatni.
Nie dał mi nic powiedzieć. Ba....mi zabrakło słów by coś odpowiedzieć zamknął mi usta.Tyle słów jeszcze od nikogo nie usłyszałam, tyle ciepłych i ważnych. Te słowa zapamiętam do końca życia ciebie też Neymar - powiedziałam pod nosem ruszając z uśmiechem na trybuny. Znałam drogę więc Neymar szybko wyleciał ode mnie do szatni. Przechodząc koło szatni wpadłam na kogoś. Podniósł głowę i spojrzał na mnie. Poznałam bym go wszędzie był to Dani.
-Przepraszam, to ten kretyn mnie popchnął-pokazał na śmiejącego się Gerarda
-Nic się nie stało, po za tym że mam okazję zobaczyć cię z bliska-zaśmiałam się, czy wy to czytacie ja potrafię się normalnie śmiać
-Widzisz, i jak dobrze wyglądam?-powiedział z uśmiechem
-Wszystkie fanki są twoje-nie mogłam z niego
-To super, lubię jak fanki na mój widok wzdychają-poruszał brwiami śmiesznie
Prychnęłam i złapałam się za brzuch z tego śmiechu
-Już starczy tego-dałam mu z łokcia
-Dani jestem-położył mi rękę na ramieniu- wiem że mnie znasz ale tak jest grzeczniej-powiedział nadal z tym powalającym uśmiechem
-Miło mi, Celia- poklepałam go po ramieniu jednocześnie nadal trzymałam się za brzuch
-To już wiem-powiedział idąc z tym wkurzającym uśmiechem
Dałam mu z łokcia
-Przestań się tak szczerzyć bo już nie mogę oddychać-śmiałam się
-Czuje że się zaprzyjaźnimy-powiedział szturchając mnie biodrem i gdy podniosłam głowę by oddać mu, on już pobiegł do chłopaków.
Mi zostało tylko dotrwać do trybun i uspokoić swój śmiech.
Tak jak wczoraj ujrzałam ochroniarza który z szerokim uśmiechem przepuścił mnie . Szłam jakbym była jakaś opętana trzymająca się za brzuch i śmiejąca się bez powodu. Dani miał rację, z takim poczuciem na pewno się zaprzyjaźnimy, przypuszczam że to już się stało.
Usiadłam jak najbliżej ławki rezerwowych i obserwowałam na własne oczy ich trening. Zachowywali się gorzej niż dzieci w przedszkolu(niektórzy jeszcze gorzej). Po kilku gwizdkach poznanego przeze mnie trenera uspokoili się ale złudne miał trener nadzieje Gerard zaczął wszystko od początku. Zaczęli się ganiać a Leo zmiótł wszystkich zaczął im zakładać siatki. Śmiali się i wskakiwali na siebie jakby krzyki trenera wogule ich nie obchodziły. Żeby ich uspokoić zeszłam z trybun i podeszłam do trenera tych dzieciaków(łagodnie powiedziane)
-Mogę gwizdek?-powiedziałam 
-Jeśli to ich uspokoi to proszę-podał mi go
Ja wzięłam go do ust i zagwizdałam tak że cała najbliższa okolica na pewno słyszała ten dźwięk.
-Uspokoicie się albo nogi z dupy powyrywam!-krzyknęłam i podziałało. Nie wiem czy przestraszyli się mnie czy ze względu na moją osobę przestali się wygłupiać. Taak czy siak podziałało.
-Zaczniecie normalnie trenować czy nie?-powiedziałam jak najbardziej poważnie
-Będziemy jak pójdziesz z nami na obiad po treningu-powiedział z  błyskiem w oczach piłkarz przez którego jeszcze przed chwilą ledwo oddychałam
-Ty Alves nie przeginaj-pokazałam na niego placem- zobaczymy czy będę stanie coś przełknąć w twoim towarzystwie-machałam gwizdkiem
Spojrzeli na Alvesa i szybko z uśmiechem wyjaśnił im co się wydarzyło przed treningiem.
Spojrzeli na mnie pytająco
-Dobrze pójdę z wami na ten obiad ale chcę widzieć normalny trening!-krzyknęłam gwiżdżąc na nich
Oni szybko wzięli się w garść i sama zdziwiłam się z mojej odwagi. Widzicie Barcelona... tu wszystko może się zdarzyć.
Trener stał w osłupieniu i odezwał się dopiero po dłuższej chwili.
-Jak to zrobiłaś? Mnie najczęściej słuchają ale dzisiaj nie garnęli się do tego...-spojrzał na mnie pytająco
-Nie wiem jakoś to samo ze mnie wyszło-wzruszyłam ramionami z uśmiechem
-Przekonali cię tym obiadem?-spytał z kartkami w ręce
-Nie sądziłam że takim czymś będą mnie przekonywać ale mówić tak szczerze to super pomysł, będę miała okazję jeszcze bliżej ich poznać-cieszyłam się jak wariatka
-Może zastąpiłabyś mnie w roli ich trenera?-zaśmiał się Hiszpan
-Kusząca propozycja ale nie mam takich referencji by nim zostać, pan grał w tym klubie, zna ich zagrania, statystyki itd....-machałam rękami
-To nic trudnego wystarczy ich lepiej poznać i udzielać im kilku rad w grze nic więcej-uśmiechał się i pokrzykiwał do chłopaków
-Pan tak mówi, mi nie byłoby tak łatwo ich trenować-powiedziałam- mogę tutaj usiąść?-powiedziałam patrząc na ławkę rezerwowych. Ławka rezerwowych tam gdzie siadają piłkarze... Nie no nie świruj Celia
-Dla ciebie jest to miejsce wskazane, nie pytaj czy możesz-powiedział odchodząc ode mnie
-Neymar, nie no co on mu tam powiedział że jestem jego dziewczyną kuzynką czy zaginioną siostrą?-kipiałam z niepewności- To na pewno on-założyłam ręce na pierś
Oglądałam ich poczynania z ławki, tak fajnie się tu siedziało. Siedziałam tam jakbym była jakimś zawodnikiem albo dyrektorem, rzadko kto z fanów(jeśli tak mnie można nazwać) może tu usiąść, chwilka.... rzadko jaki fan ma załatwione to siedzenie przez osobę Neymara. Kiwałam głową zgadzając się ze swoimi słowami. Po kilku minutach piłkarze skończyli trening i udali się do szatni,przeważnie wszyscy. Oczywiście moja osoba na ławce nie umknęła im. Patrzeli się na mnie i uśmiechali jeden do drugiego, mam coś na twarzy czy co?. Spojrzałam na nich pytająco a oni zaśmiali się i zbiegli z murawy do szatni. Lucho(tak go wszyscy nazywali więc ja też) mrugnął do mnie okiem i udał się do swojego biura. Z pełną niechęcią  wstałam z ławki rezerwowych i zobaczyłam piłkarzy stojący przed wyjściem z ośrodka.A no tak na obiad z nimi miałam pójść za dobry trening.Nie zapomnieli  a to skubańce.
****
No i mamy 7! Bardzo podoba mi się ten blog i wogule tak fajnie mi się go pisze tylko czemu tak mało wyświetleń i komentarzy nie ma wcale;c mam nadzieję że blog wam się podoba i czekam na opinie tego rozdziału :)))