Music ♥

wtorek, 19 stycznia 2016

Rozdział 8

Czekali tam. Tak po prostu. I w dodatku śmiali się jak do sera. Ja mam z nimi iść na obiad?. Nie wiem czy będę w stanie. Podeszłam do nich i miło mnie przywitali. Od razu ruszyliśmy na obiad. Oni szli przodem ja tyłem bo dobrze jeszcze Barcelony nie znałam.
-Na co masz ochotę, bo nie pytaliśmy-powiedział Dani
-Nie wiem - wzruszyłam ramionami- Coś co wy wybierzecie-powiedziałam z uśmiechem
Nie odpowiedzieli bo właśnie doszliśmy do restauracji "tres metros sombre el cielo". Typowa hiszpańska restauracja zgadza się z nazwą. Weszliśmy i można było dostrzec że to najlepsza jaka jest w tej okolicy. Ludzi było dość dużo i kelnerzy uwijali się jak w ukropie. Znaleźliśmy stolik z tyłu i kierowaliśmy się w tamtą stronę. Patrzcie jak to wyglądało mega sławni piłkarze wchodzą do typowej restauracji w tej okolicy i tak po prostu zajmują miejsca przy stoliku. Wszystko byłoby ok gdyby nie moja osoba. Weszli jakbym była "jedną z nich" co nie było prawdą. Wybrali miejsce i wraz ze mną usiedli przy stoliku. Czekaliśmy kilka dobrych minut póki nie przyszedł kelner.
-Robicie to specjalnie prawda?-zaczęłam
-Ale co?-zdziwili się wszyscy
-No ten cały obiad i ten trening...-zgromiłam wzrokiem Neymara i pokazałam na niego placem- wypaplał wam wszystko?-spytałam ciągle patrząc się na klubową"11"
-Wcale nie-zaczął Dani-  wspomniał o tobie kilka rzeczy, no dobra kilkanaście-zaśmiał się Geri- ale reszty chcieliśmy się dowiedzieć sami, a to że jesteś Cule i obecnie przebywasz w Barcelonie znacznie ułatwiło sprawę-skończył Dani
-Mówicie jak bym była jakimś VIP-em-powiedziałam- ale jestem tylko zwykłą normalną fanką w dodatku z Polski-dodałam 
-To czysta przyjemność poznać kogoś takiego jak ty-wtrącił Leo z tym jego nieziemskim uśmiechem
Uwielbiałam jak to robił.Najlepszy piłkarz na świecie uśmiechał się do mnie tak jak o tym zawsze marzyłam. Ale ciiii... Nic nie wiecie.
-Jeśli już o VIP-ach mowa-powiedział cwaniacko Dani- to od dzisiaj nim jesteś-wtrącił Rafihna
-ja waszym klubowym VIP-em? To jakiś dobry żart-spojrzałam na nich- wrabiacie mnie co nie?
-Gdybyśmy nie mówili poważnie bylibyśmy teraz tu z tobą na obiedzie?-powiedział z błyskiem w oczach Neymar
-Ale że ja?-ukułam się palcem w pierś- i proponujecie to każdemu fanowi?-spytałam
-Ty jesteś jedynym wyjątkiem-dodał Geri
Nic więcej nie powiedziałam. Posłałam im szczery uśmiech. Nie mogłam w to uwierzyć. Moje kolejne marzenie się spełniło. Widzicie Barcelona... tu wszystko może się wydarzyć. Po kilku minutach kelner przyszedł.
Chłopaki kiwnęli do siebie znacząco głowami a ja zmarszczyłam brwi, tak się kontaktują ze sobą? Zaśmiałam się i czekałam na ich reakcję
-Pizze-powiedzieli chórem
-i dużo wody poprosimy-powiedziałam z uśmiechem do kelnera który po chwili odszedł powstrzymując się od poproszenia ich o autograf i zdjęcia. Kelner po dobrych 10 min przyszedł z pizzą rozmiarów XXL. Byłam ciekawa czym przekupili Lucho że pozwolił im jeść takich rozmiarów pizzę. Chłopaki niemalże rzucili się na tą pizzę z wielkimi oczami. 
-Przeze mnie opuścicie dietę-powiedziałam poważnie- i będzie na mnie że was rozpuszczam-zaśmiałam się
Umiem się normalnie śmiać. Brawo ja.
-Nie, weźmiemy to na siebie-powiedział z pełną buzią Dani
Ja nie mając już nic więcej do powiedzenia zaczęłam tak jak moi towarzysze po prostu jeść. Pizza w mig zniknęła. W niedowierzaniu kiwałam głową gdzie to pomieścili. Tuż po zjedzeniu pizzy rozglądali się za piciem i tu kelner idealnie trafił w moment potrzeby moich kolegów(jeśli tak ich mogę nazwać). Pili jeden po drugim. Gdy skończyli oparli się o krzesła i wzdychali od nadmiaru pizzy. Gdy odpoczęli wyszliśmy z restauracji a ja miałam głęboko ochotę na coś zimnego, było gorąco i pizza nie pasowała do takich dań które lubiłam jeść w upalne dni. Odetchnęłam głęboko i dostrzegłam całkiem blisko przytulną kawiarnię. Szliśmy w tamtą stronę więc całkiem dobrze się składało. Gdy będziemy dosyć blisko wspomnę im o deserze choć nie wiem czy się zgodzą po tej obfitej pizzy.
-Co powiecie na deser?-spytałam
Nie zaprzeczyli tylko spojrzeli na bliską kawiarnię i zrozumieli mnie.Kiwnęli głowami z uśmiechem i szli dokładnie tam gdzie chciałam. Gdy przekroczyliśmy próg kafejki odetchnęłam głęboko. Było tam  tak przyjemnie chłodno że od razu lepiej się rozmawiało. Znaleźliśmy stolik na powietrzu,pomimo grzejącego słońca nasze miejsce było pod osłoną cienia. Idealne miejsce. Chłopaki wygodnie klapnęli się na miejsce wzdychając od tego słońca a gdy byli nareszcie w cieniu zdychali od miłego cienia. Dziwne nie?. Po kilku chwilach przywitała nas miła kelnerka i proponowała desery do zamówienia. Ja zamówiłam sobie sorbet z owoców leśnych a moi towarzysze od kulek czekoladowych po wymyślne smaki. Kelnerka przyjęła moje to znaczy nasze zamówienia i odeszła.Chłopaki cały czas patrzeli na mnie. Co ja jakaś gwiazda jestem? Coś ze mną nie tak? O tak serio ze mną nie tak, no bo kto "normalny" fan(jeśli mogę się tak nazwać)chodzi na pizzę ze swoimi idolami?. No właśnie, ja. Kelnerka wróciła z naszymi deserami. Wyglądały przepysznie. Wzięłam do ręki i zaczęłam jeść. Cudowne uczucie jeść coś zimnego w taki gorący dzień. Rozkoszowałam się tą chwilą tak bardzo jak tylko mogłam. Jadłam deser wraz z moimi idolami czego chcieć więcej?. Gdy skończyliśmy jeść właśnie był zachód słońca. Siedziałam tak że idealnie mogłam to zjawisko dostrzec. Podciągnęłam kolana do klatki i obserwowałam zachodzące słońce.Poczułam że coś w mojej kurtce brzęczy i spojrzałam na wyświetlacz Veronica♥. Szybko odebrałam a chłopaki pytająco na mnie spojrzeli i przesiedli się bliżej mnie.
-Hej Ver-powiedziałam z lodami w buzi
Dziecko ze mnie
-Hej Celia co tam u cb słychać? Marcel zostaw te kartki!-krzyknęła moja przyjaciółka
Otóż nie wspomniałam że moja Ver ma młodszego o 6 lat brata którym się opiekuję podczas nieobecności jej rodziców.
-A nic nowego jesteśmy w kawiarni i oglądamy zachód słońca-powiedziałam jedząc sorbet
-Jesteśmy to znaczy z Neymarem?-zaciekawiła się Veronica
Już o widzę jak będzie mnie przesłuchiwać. Też tak macie gdy pomimo odległości z przyjaciółką ona wszystkiego się dowie choćby nie wiem jak? Ja tak mam, zawsze.
-Tak z nim też-spojrzałam z kiwnięciem głowy na chłopaków- ale z kim innym...-zaśmiałam się-lubiłam trzymać ją w niepewności
-Wiesz że nie lubię jak trzymasz mnie w niepewności- czuje że teraz na pewno siedzi i się denerwuję. Jestem zła, wiem.
-No też z chłopakami z Barcy-powiedziałam niewzruszona
-Że co?-krzyknęła że musiałam na chwilę odstawić słuchawkę od ucha- jak to z chłopakami z Barcy?-piszczała do słuchawki Veronica
-No normalnie, siedzimy sobie i oglądamy tak po prostu- sama mówiąc to do niej nie miałam przekonania że to się naprawdę dzieje
Odstawiła telefon i wykonywała ten swój szalony taniec radości. Po chwili wróciła
-Masz mi załatwić ich autografy rozumiesz? Inaczej nie wracaj do Polski-powiedziała
Zaśmiałam się z jej podstawy. On mi grozi?. Ach ta Veronica.
-Bez autografów nie wrócę obiecuję-dodałam patrząc na chłopaków szeroko uśmiechniętych  po wypowiedzianych przeze mnie słowach
-No ja myślę- pokiwała głową- i może kilka ładnych drobiazgów też nie zaszkodzi twojej najlepszej przyjaciółce przywieźć-zaśmiała się a ja razem z nią(rozmawiałyśmy po Polsku)
-Masz to jak w banku, nawet więcej niż kilka-powiedziałam pewnie
Zapiszczała 
-Nie mogę się doczekać kiedy wrócisz i wszystko mi opowiesz....-dodała
Nic nie powiedziałam, tak naprawdę chcę tu zostać na zawsze, wzięłabym Veronicę do siebie i nie potrzebowałbym niczego więcej.
-Będzie co opowiadać-zaśmiałam się
-Czekam kochana tu na ciebie-powiedziała- nie będę ci zabierała chwil z chłopakami więc będę kończyć-dodała- musimy się kiedyś umówić że porozmawiamy przez Face time i wtedy będę ich wszystkich widzieć-pisnęła- ja kończę, w razie czego zdzwoń-krzyknęła i się rozłączyła
Cała Veronica, energiczna i mega zakochana w Barcelonie tak jak ja, moja bratnia dusza.Schowałam telefon do kieszeni kurtki po czym wygodnie oparłam się o fotel. Chłopaki pytająco na mnie patrzeli i czekali na wiadomości.
-Kto dzwonił?-spytał Dani
-Veronica-powiedziałam- moja najlepsza przyjaciółka z Polski- dodałam
-I co tam u niej?- spytał zaciekawiony Brazylijczyk
- wszystko po staremu- powiedziałam, ukrywając jej szaleńczą radość na ich punkcie- nie może doczekać się kiedy wrócę a powiem wam tak w sekrecie nie chcę wracać-zaśmiałam się z uśmiechem na ustach
Zawtórowali mi śmiechem. Zachowywaliśmy się jakbyśmy znali się od zawsze. Ja w głębi serca marzyłam że kiedyś doznam takiego uczucia. Dzisiaj się ono spełniło. Gdy zrobiło się ciemno gdy ledwo szłam na nogach w ich towarzystwie pojechaliśmy do domów. Chłopaki decydowali z kim mam jechać, wybór padł na mój decydujący głos. Ja miałam tylko jeden i obojętnie mi było kto mnie miał odwieźć. Wybrałam tego z kim tu przyjechałam - Neymara. Niemalże bili się kto mnie mną odwieźć prócz Neymara który tylko miał niezły ubaw z tego jak się wydurniają. Wydurniali się po sam parking. W końcu stanęli i zmierzyli mnie wzrokiem. Szłam z cwaniackim uśmieszkiem, odpowiedź na ich pytające spojrzenie była jedna i (przynajmniej tak mi się wydawało) że wiedzieli z kim będę jechać. Wzięłam głęboki oddech i powstrzymałam śmiech na chwilę. 
-Stanę przy tym kto mnie odwiezie-trudno tu było o zatrzymanie powagi
Kto normalny prawie bije się o odwiezienie mnie? Rodzice tego nie robią a co innego piłkarze FC Barcelony. Gdzie tu logika?. Pewnie czytając to pomyślicie że księżniczka z piłkarzami co się o nią biją będzie jechać ale tak nie jest, nie chciałam tego najchętniej pojechałabym ze wszystkimi jednym samochodem lecz w naszych czasach 13 osobowy samochód nie istniał. Prawdę mówiąc polubiłam trzymać ich w niepewności. Ustawili się koło swoich samochodów a ja stałam na środku i miałam wybrać z kim pojadę. Nie skojarzyli u kogo obecnie mieszkam? Widocznie nie, ale za to że są tacy niesamowici i nieprzewidywalni jeszcze bardziej ich kochałam(szalałam na ich punkcie ogromnie) ale wiecie normalna jestem jakby co. Odpowiedź stała tuż naprzeciwko mnie, nie było dyskusji z kim pojadę przecież oni wszyscy byli moimi idolami. Poszłam szybkim ruchem do Neymara śmiejąc się do niego a on również ledwo co wytrzymywał z tego śmiechu. Zdziwione miny chłopaków mnie rozwaliły. Stali przy swoich autach z miną typu"wtf?" Oparłam się o ramię ramienia udając takiego "cwaniaka" którym nie byłam czułam się przy nich najmniejsza i tak rzeczywiście było. Chłopaki kiwali głowami ze szerokim uśmiechem i zebraliśmy się wszyscy wokół samochodu Neymara i mnie. Piłkarze za którymi odkąd pamiętam szalałam teraz stoją w moim gronie i zachowują się jakbym była z nimi zawsze. W mojej głowie zbierała się taka myśl że ci ludzie nigdy nie przestaną mnie zadziwiać pod względem fizycznym jak i psychicznym. Uczynili mnie najszczęśliwszą dziewczyną na Ziemi takim małym gestem ich zwykłą obecnością która dla mnie znaczyła więcej niż cokolwiek na tej planecie. Oczywiście temat zeszedł na moją osobę, że to było ustawione itd. Nie ustawione to było oczywiste jeśli każdy z nich mieszkałby w tej samej dzielnicy co Neymar miałabym ciężki orzech do zgryzienia. To że prawie żaden nie mieszkał na tyle blisko by konkurować z Neymarem ułatwiło mi  sprawę. Mogłabym wychwalać.... hm... jak ich nazwać..... chłopaków bez końca, choć sama nie wiem czy starczyłoby mi słów. Miałam okazję każdemu przyjrzeć się z bliska i powiem wam byli bardziej przystojni niż w telewizji.
-To co widzimy się jutro?-spytał Alves
-Jeśli chodzi o trening to tak-powiedziałam tak normalnie jak się dało
-No to do jutra-podszedł do mnie i tak jak przystało na tutejsze tradycję pocałował mnie w policzek( co wogule nie wzbudziło we mnie żadnej ekscytacji ani trochę) i przytulił.
Reszta chłopaków nie była gorsza i poszła za śladem Daniego. Rozpływałam się, miałam w ramionach(nic z tych rzeczy wiecie o co chodzi) przez krótką  chwilę każdego piłkarza Barcy. Teraz mogę umrzeć. W przenośni oczywiście. Pachnieli znakomicie i musiałam nieźle natrudzić się by chociaż trochę do nich dosięgnąć. Uśmiechali spo czym wsiadali do swoich samochodów. Wypuściłam głośno powietrze i odwróciłam się do Neymara który stał i bawił się z uśmiechem kluczykami.
-Teraz wierzysz że jesteś jedną z nas?-otworzył mi drzwi
-Nie ułatwiacie mi tego!-zaśmiałam się- ani trochę-wsiadłam na siedzenie pasażera
Zaśmiał się i odjechaliśmy się z treningowego parkingu. 
***
Mamy 8! Ludziska przepraszam że długo nie było rozdziału, ale miałam koniec semestru i nie mogłam znaleźć czasu by dokończyć ten rozdział. Bez przedłużania czekam na wasze opinie :))) 



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz