Music ♥

sobota, 29 lipca 2017

Rozdział 89

"Przypominając sobie nasze pierwsze spotkanie, nigdy bym nie powiedziała, że odegrasz w moim życiu tak znacząca rolę."


We własnej osobie stał tam Jota,ukochany brat Brazylijczyka. Nie wiedziałam co powiedzieć. Przez chwilę stałam tam i wpatrywałam się w chłopaka
 -co widział?-spytałam patrząc mu prosto w oczy
 -to że zawsze martwisz się o innych to cię zawsze wyróżniało i jak widać nic się nie zmieniło-dodał opierając się o krzesło-nie wiesz jak długo cię szukałem aż w końcu cię znalazłem...-dodał łapiąc mnie za nadgarstek. Chłopak ciepło się do mnie uśmiechnął wyciągając ramiona.Dzieliła nas mała przestrzeń i tylko jeden krok mnie dzielił od....Nagle...tak nagle uderzyło mnie wrażenie że zaraz Neymar tu wejdzie,bałam się zrobić krok do bruneta który stał przede mną i czekał na reakcję.
 - nikt tu nie wejdzie-szepnął widząc moją przestraszoną minę. Zaśmiał się pod nosem i czule mnie do siebie przytulił. To był ten sam Jota którego poznałam 3 lata temu na cudownym trawniku Da Silvy. Nie chciałam go puszczać,nie teraz gdy jest mi tak dobrze.
 -jak dobrze że jesteś?-uniosła brwi śmiejąc się pod nosem odrywając się w końcu od chłopaka
-raczej dobrze cie widzieć-dodał poprawiając mnie z szerokim uśmiechem
-mamy do pogadania Montez- dodał z sarkastycznym tonem-ale widzę że znasz już całą prawdę....-westchnął.Na chwile zamilkł a ja czekałam na to aż ktoś da mi kulkę w łeb.
-chodzi o..?
-o to co powiedzieli wszyscy-dodał bawiąc się palcami-osobiście to co widziałem to coś nie do zapomnienia...to nie mój brat..to nie ten sam człowiek odkąd odeszłaś-powiedział wypuszczając głośno powietrze z ust. Po jego ruchach widziałam że to też go trapiło od dłuższego czasu,teraz mógł zrzucić ten ciężar.
 -nie martw się Jo-położyłam mu obie dłonie na ramieniu-już nie myśl o tym co było a skup się na tym co ma być,na kimś na kim ci zależy-dodałam-teraz ja wezmę ten ciężar na siebie obiecuje nigdy więcej...-dodałam podnosząc jego głowę do góry-wiesz że dotrzymuję obietnicy-zaśmiałam się a on wraz ze mną. Odetchnęliśmy z ulgą na dobre godząc się z tym co było.Brunet pokiwał głową i wziął sobie jednego drinka. Poszliśmy wspólnie na dół,przy Jocie mogłam choć na chwile oderwać się od myślenia o Alexie i tym całym gównie które stworzyłam. 
 -hej,zmieniłaś fryzurę-dodał gdy byliśmy już prawie przy naszej grupie przyjaciół
Przewróciłam oczami i westchnęłam
 -ten twój zapłon-parsknęłam łapiąc oddech przed wszystkimi. Niech nie zapomina że ma u mnie na pieńku z związku z Veronicą. Weszliśmy do sali gdzie o dziwo przyjście chłopaka  nikogo nie zdziwiło...Fajnie że znowu wszyscy wiedzieli a ja nie. Jedynie Veronica o mal się nie zachłysnęła wodą na widok swojego utrapienia.
 -spokojnie bo się udławisz-dodałam poklepując ją po plecach-gadaliśmy nic więcej uprzedzając twoje pytanie-zaśmiałam się siadając blisko niej. Dziewczyna otarła usta i spojrzała na mnie z wielkimi tęczówkami
 -tak po prostu przyszedł?-spytała przyciszając swój ton
-tak a jak miał wpaść wejściem smoka?-zaśmiałyśmy się w tym samym momencie
 -a może coś...-spuściła wzrok nie patrząc już na mnie
 -nic,ale go jeszcze przepytam to że jest bratem Neymara nie oznacza że nie ma ze mną na pieńku z innej strony-zatarłam ręce mówiąc ciszej niż chciałam.
 -oszalałaś mówiłam ci coś!-walnęła mnie w ramię z miną typu"zabije cie kiedyś" i spojrzała w wiadomą dla mnie stronę wprost na Jotę.
 - gdybym miała tak jak ty już dawno bym tam przy nim była-dodałam wyjmując telefon
 -gdybym ja była tobą to też bym tam poszła ale nie jestem i widzisz siedzę tu i marzę o moim księciu z bajki-westchnęła gryząc truskawkę i maczając ja w czekoladzie
 -teraz wiesz będziesz miała wiele okazji to zbliżenia się do niego-poruszyłam brwiami śmiejąc się-wiesz co to oznacza?-złapałam się za głowę
 -co? tylko nie mów że....-podniosła szybko głowę uchylając usta
 -nie,nie wracam jeszcze do domu ale wracam tak jakby do życia pana samotnego-dodałam z rosnącym uśmiechem. Dziewczynie zaszkliły się oczy widząc mój wielki i beztroski uśmiech. Przyjaciółka zaczęła mnie ściskać z radości piszcząc mi do ucha. 
 -tak długo na to czekałam aż wreszcie przyszłaś po rozum do głowy-szturchnęła mnie wycierając mokre oczy 
 -tak dokładnie to po rozum do cytuje"najlepszej i najcudowniejszej rodziny na świecie-zrobiłam cudzysłów w powietrzu powtarzając słowa znanego bruneta z ekipy. 
 -Pan Pique zawsze to mówił mówi i będzie mówił-przytaknęłam jej głową i tak jak ona zjadałam się czekoladą póki mogłam. Zajadałyśmy owoce z czekoladą póki nie dołączyła do nas zgraja piłkarzy. Pozajmowali swoje miejsca biorąc do ust co popadnie. Musiałam to nagrać,oczywiście się skapnęli i zaczęli wygłupiać. Umierałam ze śmiechu tam za kamerą a tym czubkom to sprawiało radość.
 -kochacie mnie prawda?-spytałam kierując kamerę wprost na Veronicę która bawiła się telefonem Rafy
 -oczywiście i jest taka słodka jak śpi-zaśmiała się wysyłając buziaka w stronę kamery. Zaśmiałam się i skończyłam nagrywać. Zerknęłam na godzinę na telefonie i omal nie padłam dochodziła 4 rano... 
 -coś się stało?-spytała Polka
 -nie,po prostu nie wierzę że to już ta godzina-westchnęłam opierając się o siedzenie
 -zleciało-wzruszyła ramionami-jeśli jesteś zmęczona idź na górę,wszyscy to zrozumieją-dodała głaszcząc moją dłoń
 -mam jeszcze czas-parsknęłam-wytrzymam jeszcze..jeszcze trochę-ziewnęłam uśmiechając się do przyjaciółki-dziękuję że sprawiłaś te urodziny najlepszymi w całym moim życiu-dodałam otwierając szerzej oczy 
 -to przyjemność znowu móc cię widzieć szczęśliwą-powiedziała przytulając mnie-ale nie pozwolę byś chodziła pół żywa na swojej imprezie-dodała grożąc mi palcem
 -no co...ja..nie-pokręciłam głową kładąc ją na stole. Zamknęły mi oczy na chwilę póki Veronica nie zmusiła mnie bym wstała i poszła na górę.Chcąc czy nie chcąc musiałam robić to co mi każe bo tylko ona była jeszcze w stanie funkcjonować normalnie a Anto i Shaki pewnie zasnęły już w ramionach swoich ukochanych w końcu to był baaardzo długi dzień. To był wspaniały dzień ale czy to już koniec? Chciałam by  ten dzień nigdy się nie kończył. Weszłam do swojego pokoju po omacku odnajdując piżamę i kosmetyki.
 -prosto i na lewo pamiętasz?-spytałam Veronicę spod zmrużonych powiek
 -co? ach tak pamiętam wariatko uważaj-zaśmiała się otwierając mi łazienkę-nadal...?-zdziwiona zaśmiała się z mojego pytania
 -nigdy nie zapomniałam,tak właśnie-złapałam jej rękę na chwilę ją puszczając-wykąpie się i zaraz przyjdę-westchnęłam zamykając drzwi. Gdy napuszczałam wody usłyszałam muzykę w pokoju i nie śmiałam spytać kto ją puścił. Po napuszczeniu weszłam do wanny pełnej wody i zapachów lilii i mogłam się odprężyć po tym długim dniu. Moje ciało się odprężyło ale moja głowa nie,i to mnie dręczyło. Myślałam nad tym co mnie czeka,jak mam wrócić do piłkarskiego świata,jak na to zareaguje Brazylijczyk,czy mi się go uda przywrócić do jak to wszyscy pięknie ujęli"do żywych" i czy kiedykolwiek zobaczę w nim dawną miłość....Siedziałam w ciepłej wodzie która gdy się ocknęłam okazała się zimna. Otuliłam się ręcznikiem i przebrałam się w koszulkę na ramiączkach i do tego krótkie spodenki. 
 -hej...-urwałam nie widząc nikogo w pokoju oprócz wielkiej paczki na moim łóżku. Chwilę po wpadła Veronica wraz z playlistą na telefonie
 -jaki wielki? od kogo?-spytała wręcz wpadając na moje posłanie
 -dopiero wyszłam z łazienki a ty mi się pytasz od kogo? puknij się-szturchnęłam ją wkładając znajomą bluzę która wciąż pachniała morską bryzą i trawą cytrynową . 
 -otworzymy?-spytałam widząc jej zaciekawioną minę. Po co pytałam? Ona by i tak go otworzyła. Zaczęła rozdzierać papier i uchyliła usta widząc co jest w środku.
 -co tam jest? Pokaż-przesunęłam się w jej stronę widząc co jest w opakowaniu. Nie dowierzałam że na prawdę to tam widzę. Były to koszulka Brazylii wraz z podpisami piłkarzy,później pełno kopert i jakiś breloczków.
 -to są listy z Rio,São Paulo,Formentary i innych wysp których nie widziałam-podała mi je ze zdziwioną miną-jak myślisz od kogo są?-spytała jakby się nie domyślała
 -a jak myślisz,to stare prezenty zobacz na daty-mruknęłam bawiąc się rąbkiem kołdry
 -od tego Neymara?-uchyliła-nigdy nie widziałam by coś pakował i wysyłał....-spojrzała na te rzeczy uchylając usta-Celia! to są prezenty z paru miesięcy!-dodała klepiąc mnie po kolanie-to on....znaczy jak tu się znalazły?-spytała odsuwając się 
 -nie wiem-pokręciłam głową-jak wychodziłaś nikt cię nie mijał ani nic?-spytałam podciągając kolana bardziej do siebie
-nikt,chyba że kogoś przeoczyłam-podrapała się po czole nie patrząc na mnie-bo ja wiesz.....byłam z Jotą,przynajmniej na niego patrzyłam-obgryzła paznokieć
 -już,rozumiem mogłaś bez problemu z nim porozmawiać a nie aj choć tu-zrobiłam miejsce koło siebie obejmując ją-jesli mi się uda to tobie pójdzie jak z płatka-dodałam cicho
 -wierzę w to całym sercem,po tym co oboje przeszliście zasługujecie na miłość i na to by być ze sobą do końca swoich dni-wyznała
 -od kiedy taka literacka się zrobiłaś?-dostała ode mnie kuskańca w bok
 -od kiedy musiałam codziennie tak mówić by kogoś wyciągać z doła- przewróciła oczami śmiejąc się pod nosem-powiedz że nie muszę choć teraz przy tobie?-uniosła wysoko brwi patrząc na mnie
 -nie musisz-pokręciłam głową-dobrze że jesteś Veronica-przytuliłam się do jej nóg zamykając powoli oczy
 -Celia ode mnie są te prezenty-odezwał się późny i gruby głos
Podniosłam się i ujrzałam Jote stojącego przy wejściu do naszego pokoju. No tak...czemu od razu o nim nie pomyślałam?. Zeszłam z łóżka i podeszłam do bruneta.
 -nakupował tych rzeczy nie świadomy że masz urodziny za parę tygodni,często zmieniał miejsca i stamtąd zawsze coś pakował do tego pudła,to znalazłem gdy przywiózł je do Barcelony lecz na krótko,wyjechał ale  zostawił i mogłem ci to oddać tak jak on by chciał-spochmurniał na chwile by mówić dalej-rzadko z nim rozmawiałem ale widziałem że cierpiał przez to gdy wracał do domu musiał sobie to wszystko przypominać a ja nie potrafiłem mu pomóc....-zwiesił głowę przebierając nogami
 -to nie twoja wina przecież,byłeś przy nim dostatecznie długo to mu wystarczało jesteś jego bratem w końcu-dodałam przytulając go do siebie
 -uznałem że to co się znajduje w tym pudełku ci się należy i dopełni obietnicy-uśmiechnął się cwaniacko-poza tym jest tam coś jeszcze ale to sama zobaczysz-dodał puszczając mi oczko-czy Veronica.....?-spytał już innym tonem.Aha czyli chcemy o niej porozmawiać
 -tak powiedziała mi to co się wami działo ale nie chce byś....
 -chce o nią walczyć ale się boję ze ona nie chce przez to że zajmowałem się wyciąganiem z dołka Neymara oraz pozostałych może i to zniszczyłem ale nadal pragnę tylko jej-szepnął patrząc na mnie wielkimi tęczówkami
 -i to chciałam usłyszeć-dodałam poklepując go po ramieniu-nie bój żaby,walcz o nią do końca nie wierzę żeby z ciebie zrezygnowała tylko dlatego że zajmowałeś się swoimi bliskimi-dodałam krzyżując ramiona 
 -nie zrezygnuję z niej tak szybko mała-dodał tym razem podnosząc dumnie głowę-dzięki i ciesz się prezentami dobrej nocy szkrabie-dodał łapiąc moja dłoń. Odwróciłam się do Veronicy i nawet kroku nie postawiłam a ona zrobiła mi przesłuchanie. Nie powiem jej że Jota wciąż coś do niej  czuje i chce o nią walczyć bo to by było za łatwe więc muszę znaleźć inną wymówkę. 
 -gadaliśmy o tej paczce i Neymarze- dodałam odrywając od niej wzrok
 -powiedzmy ze ci uwierzę Da Silva znaczy Celia- zaśmiała się podając mi paczkę. Zeszła z mojego łóżka i kierowała się do wyjścia
 -hej gdzie idziesz?!-krzyknęłam do niej ale jakby mnie nie słyszała
 -to są listy od Neymara musisz je przeczytać i rozgryźć sama nie mogę już nic powiedzieć-dodała puszczają buziaka i wyszła. Fajnie że chce mnie zostawić. Zerknęłam na tajemnicze listy i przypomniał mi się list który dostałam do Rafaeli zapewne też od niego. Odetchnęłam głęboko i powoli otwierałam wieczko,musiałam nabrać siły by móc to przeczytać w miarę normalnym stanie. 
"Droga Celio gdziekolwiek jesteś...hm to nie jest dobry początek. Zacznę znowu i znowu aż mi się uda. Celia po tym co się stało nie potrafię dojść do siebie,wstaje rano budząc się z myślą że ci już nie zobaczę a tak na prawdę nie wiem czy mam powód by dalej się budzić,dziś zatrzymałem Veronicę zapłakaną na lotnisku chciała mnie zostawić z tym szajsem i wrócić do Polski,wszyscy próbują mnie uszczęśliwiać i powodować żebym się znowu z nimi zobaczył ale nie rozumiem ich działania...Ja nie mam celu by żyć a co dopiero udawać że zapomniałem i wszystko jest dobrze. Nie wiem czy kiedykolwiek będe miał ponownie po co się budzić we własnym łóżku. Obym miał bo już nie wytrzymuję,straciłem to co najlepsze w moim życiu czyli ciebie,dni mijają a ciebie nie ma i taka myśl mnie prześladuje. Tamten dzień był wspaniały a noc...niesamowita najpiękniejsza i najcudowniejsza w moim życiu,w życiu nigdy jej nie zapomnę choćbyś musiała uciec na koniec świata. Gdziekolwiek jesteś wiedz że jesteś moim światłem w ciemności,lekiem na te trudne dni gdy nie mam co ze sobą zrobić i tym co najlepsze w moim szarym życiu,cały czas na ciebie czekam mała wiesz? Jestem w Barcelonie wiesz pod jakim adresem,siedzę patrząc w okno przytulając nasze zdjęcia w ramkach..To strasznie boli..boli fakt że mnie zostawiłaś bez słowa łamiąc mi serce nawet cholerne gazety wiedziały więcej niż ja,mi nikt nic nie mówił a ja głupi byłem szczęśliwy po naszej nocy. Naszej bo jesteś i byłaś i będziesz tylko moja...Dowiedziałem się od gazet że wyjechałaś! Od gazet w tamtym momencie miałem ochotę się zrzucić z tego 4-piętra na którym mieszkaliśmy i póki się nie uspokoiłem siedziałem w pokoju zrzucając czym popadnie. Potem dolecieli pozostali ich też zraniłaś,widziałem to na żywo i nie życzę ci byś musiała to przechodzić tak jak ja to przechodziłem bo to coś okropnego. Wylecieliśmy tego samego dnia kiedy oni przylecieli,nie chcieli zostawać bo nie mieli po co tak jak ja. Pragnąłem utopić się w twoich ubraniach i płakać by to co się stało było tylko zwykłym głupim snem i pojawisz się jutro w moich ramionach. Tylko tego pragnąłem i zawsze bedę pragnął. Nigdy nie wyrwę cię z serca,nawet nie będę próbował bo to niemożliwe NIEMOŻLIWE bo pewnie będziesz chciała się gdzieś ukryć i myśleć że sobie jakoś dam radę,otóż nie bez ciebie nie mam po co żyć i dla kogo żyć tylko ty jesteś jedynym powodem dlaczego żyję. Obym przeżył do naszego spotkania...nadal mam nadzieje że niedługo się zobaczymy...kocham i całuje 
Neymar" 
-"Będe się chciała ukryć.."-powtarzałam te słowa do skutku-jak ty mnie dobrze znasz Neymar....-pociągnęłam nosem odkładając i biorąc następną kartkę
 "Kolejny dzień,wyjechałem z Barcelony muszę się odciąć,nie wytrzymuje w domu ani z Rafą która zamiast mi pomóc sie cieszy,Veronica wróciła do siebie szybciej niż myślałem reszta też,nie wiem jak mogą,nie znaleźli cię a żyją jakby nigdy nic. Opuściłem dom bo nie mogłem znieść tego wszystkiego co się z tobą wiąże,to za dużo dla mnie. Po prostu wszystko to mnie otacza i nie mogę tak tkwić w tym smutku. Wyjazd to dobry pomysł,odetchnę nabiorę sił i jakoś to będzie" Dalej była dołączona karteczka z sercem"Kupiłem parę pamiątek z Rio wsadziłem je do pudełka dla ciebie"
-dziękuję Neymar- dodałam cicho ocierając mokrą twarz-dziękuje-powtórzyłam biorąc kolejną kopertę. On cierpiał ale te listy pomagały mu się odciąc od smutku
 "Nie mam po co wracać do Barcelony,to nie miejsce dla mnie,jeśli tam cie nie będzie nie chce tam wracać. Rafaela tęskni za mną rozumiem ją ale póki co wolę być sam,tam by wszyscy mnie otaczali i zmuszali do sztucznego uśmiechu. Wyjechałem z myślą że cię zapomnę....ale tak się nie da...chcę mieć cię przy sobie ale to nie takie proste...jeśli kiedykolwiek to przeczytasz to wiedz że moje serce nigdy nie pokocha nikogo innego i choćbym musiał czekać na ciebie 100 lat ale proszę jednak wcześniej bo wtedy będę stary i brzydki....będę czekał to chciałem napisać,w moim sercu jest miejsce tylko dla jednej niezwykłej kobiety i jesteś nią ty Celia. Nigdy nie zapomnij o mnie,jeśli to zrobisz będę mógł spokojnie żyć póki nie zjawisz się w moich drzwiach będę czekał kochanie"
P.S. Kocham cię i nigdy nie zapomnę
Neymar" a przy liściku została dołączona karteczka"To co jest w pudełku robiłem i pisałem z myślą o tobie". Zajrzałam w głąb i ujrzałam ramki ze zdjęciami...naszymi zdjęciami. Wybuchnęłam płaczem widząc nasze roześmiane buzie,jak cieszyliśmy sie wyjazdem do Paryża,jak Neymar pokazywał mi Barcelonę,jak kochałam go od pierwszego dnia....To było takie piękne a w dodatku bolesne. Wyjęłam wszystkie i przejrzałam je dokładnie,były z naszego wypadu .  Potem znalazłam z Rafaelą  z załączonymi z tyłu dedykacjami od Rafaeli"Dla mojej najlepszej przyjaciółki i siostry Rafcia♥" Otarłam twarz i patrzyłam dalej,było ich pełno jakby to wszystko co go smuciło i radowało zarazem zabrał i wpakował do tego pudła. To niemożliwe że to wszystko znosił by wysłać mi to na urodziny. Znalazło się też zdjęcie ze świąt które spędziliśmy krótko ale we własnym gronie. To są moje najpiękniejsze wspomnienia i chwile które zawsze będę miała w sercu. Oczywiście nie zapomniał o najpiękniejszym zdjęciu które sobie zrobiliśmy..
 -to była nasza pierwsza randka prawda Da Silva?-spytałam pociągając nosem
Potem były kolejne...Wspólne ze ślubu Daniego...Dani wziął ślub!  Jak dobrze widzieć go szczęśliwego pewnie udawał by nie zrobić nikomu kłopotu...Neymar Neymar.... Ostatnie było największe  i była przy nim wielka kartka i w nie włożona wielka ilość zdjęć. Jednym z nich było to,jedne z pierwszych które do dziś miałam na tapecie . Odwinęłam kartkę i ujrzałam Je   z podpisem"Never ending love♥". Wpatrywałam się we wszystkie ramki i nie mogłam już powstrzymać łez,nawet nie próbowałam. Potrzebowałam pozbyć się tego żalu i tęsknoty choć na chwilę. Dzięki tym upominkowi mogłam powspominać najlepsze chwile a także zebrać siły do dalszej walki o nas. O moją i jego miłość.
 -dzięki tobie to znowu nie zapomniane urodziny Neymar,zawsze wiesz co zrobić-dodałam  cicho pochlipująć-dziękuję kochanie-wyznałam cicho-będę o nas walczyć,już teraz ci obiecuje wrócę do ciebie szybciej niż za 100 lat-zaśmiałam się sama do siebie patrząc na wielki uśmiech Brazylijczyka widniejącego na naszym wspólnym zdjęciu. Cały żal minął,smutek też teraz we mnie narodziło się coś czego nikt nie powstrzyma. Dzięki zdjęciom od Neymara ponownie uwierzyłam w miłość.

***
Rozpisałam się trochę ale to taki prolog przed to co ma się wydarzyć!♥ Komentujcie ♥ 

niedziela, 16 lipca 2017

Rozdział 88

"Nie mogę się już doczekać, żeby wywrócić twój świat do góry nogami"


-że co skończyć?-?-wydukałam pojedyncze słowa nie powstrzymując łez. Pięści zaciskałam coraz mocniej czując w środku że zaraz wyjdę z siebie. Nie wierzyłam w słowa Rafy..to po prostu nie do pojęcia. Dlaczego oni mi wcześniej nie powiedzieli? Przez ten cały czas zgrywali że jest dobrze i udawali że niby jest lepiej? Śmieszne,dobry prezent.
 -To twoje urodziny Celia..nie chcieliśmy byś i tym zaczęła się denerwować-dodał Leo-dlatego nie możesz się dłużej ukrywać-dodał odchodząc. Miał racje ale w tym momencie moje serce ponownie połamało się na kawałki.Zostałam sama,kompletnie osłupiała. Upadłam na kolana szlochając w dłonie. Nikt nie mógł mnie już powstrzymać od tego by to zrobić. Podźwignęłam się na nogi i pobiegłam do siebie. Nie obchodziła mnie impreza ani jej goście,liczył się tylko on. Płakałam do poduszki tak długo póki nie straciłam tchu. Nie potrafiłam się uspokoić jeśli po głowie ciągle chodziły mi czarne myśli na temat kariery bruneta. Śmiał kończyć karierę? Jak tak mógł? Po chwili przerwy wpadłam w czarną przepaść,czułam się bezsilna z faktem że to moja wina,moja wina że taki się stał i to moja wina że chce skończyć karierę. To za dużo dla mnie jak na jeden dzień. Pewnie za chwile wszyscy tu przylecą i będą mówić że wszystko będzie dobrze i tak dalej a ja potrzebowałam go,całego i tylko mojego a w tym momencie nie mogłam tego dostać. To było złamane marzenie którego nigdy więcej nie chciałam odnawiać,nie teraz gdy jestem w rozsypce. Usiadłam na łóżku,zdjęłam sukienkę naciągnęłam spodenki od piżamy i nałożyłam na siebie bluzę Neymara. To ona pomogła mi się na chwilę uspokoić i odpłynąć...tam gdzie nikt mnie nie znajdzie i wszystko co złe przeminie...po prostu przeminie. Wtuliłam się w cudowne zapachy i zasnęłam z myślą że ostatnie słowa to jeden wielki żart. Nie mogłam spać,muszę się wszystkiego dowiedzieć teraz. Nie ma opcji bym zaznała spokoju po tym co się dowiedziałam. Dziewczyny wiedzą wszystko i niech teraz z tym nie zwlekają. Zeszłam do nich,widząc mnie w takim stroju w mig się przy mnie znaleźli
 -już wiesz tak?-podrapały się po czole Rafaela i  Veronica pochodząc do mnie ze zbitymi minami. Chce wrócić do łóżka i to jak najszybciej
 -fajne z was przyjaciółki-prychnęłam zakładając ręce na piersi. Czy ja aż tak zawiniłam że w jednym momencie coś się buduje a potem w mig wali? No ludzie.
 -to takie trudne powiedzieć mi prawdę?-spytałam odwracając się do nich twarzą.Miałam twarz opuchniętą od płaczu,oczy podkrążone ale to nic. Musze się dowiedzieć
 -Celia...-dodały złamanym głosem obejmując mnie. Przytuliłam je mocniej rozklejając się 1435 razem tego wieczoru. Nie potrafię..nie mogę...to już mnie przerasta.
 -opowiemy ci wszystko ale musisz być silna-dodała Veronica-silna dla niego rozumiesz?-podniosła moją twarz na wysokość swojej i spojrzała w moje oczy-powalcz o to byś była szczęśliwa-dodała uśmiechając się lekko. Skinęłam głową,otarłam łzy i poszłam do siebie
 -Anto i Shaki jeszcze-powiedziałam cicho otwierając drzwi. Nie musiałam już po nie iść,siedziały i czekały na nas. O wilku mowa a wilk tuż tuż. Usiadłam na łóżku czekając na wiadomości,jakiekolwiek by one nie były muszę je usłyszeć. Zanim dziewczyny zaczęły mówić chłopaki do nas dołączyli i musieliśmy przenieść się do innego pokoju. Najbardziej było żal Rafy siedział przybity i nieobecny.
 -Raf chodź tu bliżej bo serce mi pęka-wyznałam wyciągając rękę. Chłopak wraz ze swoją dziewczyną zbliżyli się do mnie. Czekałam aż któreś nie odezwie ale nic. Pustka.
 -może zaczniecie od tego dlaczego chce skończyć karierę co?-spytałam podniesionym głosem. To nie takie łatwe dowiadywać się od przyjaciół że miłość twojego życia chce zrobić coś niemożliwego i raz na zawsze wszystko zniszczyć.
 -nie chodził na treningi...nie przychodził zaangażowany,raz może dwa to nie ma sensu-powiedział Rafa-starał się póki brał leki ale to i tak nic nie dawało sama teraz wiesz-westchnął pocierając ramiona
 -jakie leki?-uniosłam brwi zmartwiona tym całym szajsem dookoła nas
 -uspokajające-dodała jego siostra-to już nie ten sam Neymar,jak chłopaki próbowali go pocieszać i przywrócić do normalnego życia on protestował na początku później było lepiej ale to wciąż nie to-pokiwała smutno głową-zagubił się i nie wie co ma sam zrobić,staramy się być przy nim cały czas ale to on się od nas odsuwa od każdego-dodała-siedzi cicho,nic nie mówi tylko ciągle przytakuje i idzie do siebie to nie jest on-wydukała brunetka rozklejając się-tęsknie za tym jak się uśmiechał,jak się bawił każdym dniem,on to robi bo tęskni za tobą do tego stopnia że to go wyniszcza wiesz?-spojrzała na mnie z pod przymrużonych powiek-każdy ci to powie-dodała cicho przytulając się do ukochanego
 -Brazylia jest jego wymówką,jeździ tam na wiele dni a w Barcelonie jest na może parę dni-powiedział Hiszpan-martwimy się czy on nie chce wrócić tam na stałe-dodał brunet spuszczając wzrok
 -prawda jest taka że on odcina się od wszystkiego co wiązało się z tobą i dawnym życiem jakby już nie wierzył...-wyszeptała Rafaela. Po jej słowach jakby coś znowu pękło we mnie,na kolejne kawałeczki. Poczułam łzy na swojej twarzy i nie powstrzymywałam ich gdy silnie ramiona Tomasa objęły mnie z całych sił. Kiedy on tu przyszedł? Nie myślałam nad tym dłużej tylko obserwowałam twarze moich przyjaciół. Przyjaciół którzy wyznali mi smutną prawdę
 -może to czas byś wróciła? Twoje miejsce jest przy nim tylko tak wróci Neymar, Neymar którego wszyscy kochamy i lubimy-powiedział aksamitny głos Leo-nie możesz mimo tego co narobił się poddawać,dałaś radę z nami wszystkimi to i dasz z nim Celia- powiedział łapiąc mnie za rękę. Ma rację ale jeśli nie będzie jak mówi? Jak to moje całe staranie się nic nie da?
 -stara się być twardy a tak na prawdę nie jest nie radzi sobie z twoją stratą na tyle by wrócić do starego życia-powiedziała Antonela-ale w głębi siebie wie że jesteś tam gdzieś i ta mała cząstka którą ma pomoże ci w tym by go uratować-dodała z uśmiechem-wszyscy pomożemy-skinęła głową do każdego wprawiając mnie w nikły uśmiech
 -to co według was mam zrobić?-spytałam siadając już o własnych siłach. Razem nam się uda,wierzę w to całym sercem. Pozostało pytanie :Jak?
 -będziesz naszą nową panią od pisania wywiadów,oczywiście będziesz z nami ale nie tak blisko by Neymar cię rozpoznał,to przy nim musisz być najczęściej-dźgnął mnie palcem Pique- wtedy uda ci się nawiązać z nim kontakt powoli powoli ale się uda-dodał z uśmiechem
 -resztę zostaw nam mała-mrugnął okiem przytulając do siebie Shaki. Nie mogłam uwierzyć że są gotowi do tej walki,że ponownie chcą mi pomóc w tym co zniszczyłam...tym samym mogąc to wszystko naprawić
 -czyli mam z wami być wszędzie?-uchyliłam usta-macie zaraz pierwszy trening i ja mam na nim być?-spytałam z błyskiem w oczach
Pokiwali ochoczo głową. Kocham ich za to.
 -a Enrique jak na to reagował że go nie ma?-spytałam naciągając bardziej bluzę. Ta bluza była dla mnie idealna,miękka,pachnąca i wygodna. Takie ciuchy tylko w szafie pana Da Silvy
 -rozumiał to co się dzieje ale niekiedy nie wytrzymywał i nie wystawiał go do składu-podrapał się po czole Argentyńczyk-na szczęście gdy wrócisz wstawi go do składu-mrugnął okiem brunet
ŻE CO?
-wstawi go do składu bo ja przy nim będe?-zakrztusiłam się własną śliną
-właśnie tak-zaśmiał się brunet-ale też dlatego że może w pewien sposób będziesz mu przypominać Celię którą jesteś-dodał
 -a co jeśli mnie bez problemu pozna? Mądrale pomyśleliście o tym?-szturchnęłam człowieka obok śmiejąc się gdy spadł na podłogę miejąc minę zbitego psa.
 -nie pozna cię,poza tym mamy dla ciebie inne ubrania niż te które nosisz-powiedział Dani
 -o nie do ubrań mi się nie dobierajcie...proszę-zaskomlałam jak pies patrząc na nich
 -spokojnie to tylko klubowe ubrania-parsknął Rafael-spodobają ci się i będzie ci w nich wygodnie na boisku-powiedział śmiejąc się
 -a co z pracą? Nie mogę ich zaniedbywać-dodałam drapiąc się po karku-to nie fair po tym jak zajęli się mną przez te 3 lata po za tym dużo tu osiągnęłam....-westchnęłam krzyżując ramiona
 -pogadaj z Alem o tym że masz być z chłopakami na treningach-dodał-lubi cię i to bardzo-poruszał brwiami mrużąc oczy
 -jestem jego zarządcą!-podniosłam głos robiąc duże oczy w stronę chłopaka-nie zostawię go nie teraz-wyznałam-zacznę być waszą panią od papierkowych spraw jak zacznie się sezon,póki co mamy dużo pracy na salach-odwróciłam głowę nie patrząc na nich
 -Gadasz głupoty,Al sam mówił że mamy mieć wol...-powiedział Tomas zakrywając usta
 -ha! wiedziałem!-roześmiał się Dani-więc brama otwarta siostrzyczko-puścił mi oczko-już się nie wykręcisz-pokręcił głową kiwając do pozostałych. Od kiwali mu i wybuchnęli śmiechem. Wracam,oficjalnie wracam do swojego świata. Bez przeszkód jedynie z celem by uratować miłość swojego życia. Tym razem już go nie opuszczę.Nigdy więcej.
 -ale nie wrócę do domu-dodałam-zostaję tutaj póki co drągale-spojrzałam na nich z dołu i nie mogłam opanować śmiechu
 -zawsze w razie czego dom każdego z nas jest dla ciebie otwarty-mrugnął okiem Rafael. Przygarnął do siebie dziewczynę uroczo ją całując w usta-pamiętaj o tym-powiedział mi na ucho.
 -dziękuję wam za to że jesteście tutaj ze mną-wyznałam uśmiechając się przez łzy zbierającymi się w oczach-nigdy nie będe się mogła wam odwdzięczyć za to co robicie-powiedziałam ze śmiechem i jednoczesnym płaczem wyczuwalnym w głosie.  Nim mogłam coś dodać oni zebrali się wokół mnie i objęli tak mocno że zapomniałam o wszystkim. Dosłownie mogłam tulić każdego z nich z całych sił dziękując za to że są w moim życiu. Byli tym co najlepsze i niech nigdy nie przestawają. Cała gromadka puściła mnie bym mogła wziąć wdech i rozmowy toczyły się już w całkiem innym tempie. 
 -hejka czekaj czekaj-pociągnęły mnie za sobą dziewczyny-teraz nasza kolej by cię przepytać-dodała Argentynka dumnie wypinając głowę
 -już się bałam że nie zapytacie-zaśmiałam się zakładając włosy za ucho. Poszłyśmy do stacji VIP i tam jak się okazało też było już przygotowane. Nie dziwi mnie to,dość dziś przeżyłam. 
-ty i Alex...kręcicie ze sobą?-spytała Veronica-widziałam jak na ciebie patrzy,to nie spojrzenie zimnego zarządcy to spojrzenie zakochanego chłopaka-pisnęła szturchając mnie w bok. ZAKOCHANEGO? Ona powariowała
 -ja i Alex? coś ty-machnęłam ręką-jesteśmy dobrymi przyjaciółmi,jest moim zarządcom a ja jego zastępcom nic wiecej-westchnęłam pijąc sok pomarańczowy ze szklanki Argentynki.
 -kłamiesz-pstryknęła mnie w nos-on coś do ciebie czuje ale ty do niego nie...?-uniosła brwi prosząc o dolewkę napoju. Nie miałam zamiaru protestować
 -mówił mi takie rzeczy proszę was-jęknęłam chowając twarz w dłonie- że dzięki mnie wie po co żyje,że go zmieniłam i że obudziłam w nim to co najlepsze-dodałam śmiejąc się z własnych wypowiadanych słów
 -gadasz? serio opowiadaj-zrobiły wielkie oczy momentalnie się do mnie przysuwając
 -no mówię wam to co się stało to jakaś wielka pomyłka-zaśmiałam się-że niby podobam się Alexowi? chore jesteście-przełknęłam głośno ślinę patrząc na nie.
 -tańczyłaś z nim i co potem?-dopytywały szczerząc się jak myszy do sera. I to akurat w moje urodziny co? Dziękuję ci Boże.
 -zeszliśmy i zaczął mówić o tym że go zmieniłam i że ten zimny i surowy Alex już nie wróci...-mówiłam coraz ciszej robiąc głupie miny. Teraz się dopiero rozkręcą. Totalny kataklizm nadchodzi.
 -czyli się w tobie zakochał-zawtórowała mi Kolumbijka-już wcześniej widziałam jak się obserwuje i od samego początku czekał aż będzie cie mógł poprosić do tańca ale rozmawiałaś z Rafaelą i zrezygnował przez chwilę-dodała nabierając powietrza-gdy podeszłaś do niego on właśnie do ciebie zmierzał i był gotowy na to że będziesz chciała z nim tańczyć-uśmiechnęła się szeroko kobieta. Teraz wszystko się składało w jedną całość
 -ale to i tak nic nie znaczy,nie chcę go zranić i lepiej by zostało tak jak jest-dodałam krzyżując ramiona
 -czyli jak? Unikamy się?-spytała ironicznie Veronica
 -nie,czyli zarządca-zastępca już raz takie coś przechodziłam i widzicie jak to się skończyło-dodałam wypijając do końca sok
 -ale powiem ci że jest niczego sobie-szturchnęła mnie w bok kiwając głową. Co jej chodziło po głowie?
 -kocham i zawsze będę kochać Neymara-wyznałam- nie chcę go tym zranić jeśli ma jakieś nadzieje co do mnie-dodałam lekko się uśmiechając. Skończyłam mówić w tym samym momencie kiedy ktoś wpadł na sale popychając Alexa. Chciał wyjść ale dziewczyny mu to uniemożliwiły. No fajnie,dzięki. Stał cały speszony patrząc w kartki. 
 -Hej Alex-zaczęłam bawiąc się włosami-szukałeś kogoś lub czegoś?-spytałam obserwując wyraz jego twarzy
 -nie tak sprawdzałem wszystko-dodał nie patrząc na mnie-widzę że skończyliście siedzieć na dole-stwierdził nadal nie patrząc na mnie.Aha czyli unika mnie wzrokiem? Tak się będziemy bawić
 -jutro postaram się wszystko ogarnąć jeśli przeszkadza ci moja obecność-wyznałam odwracając się-dzięki za wszystko-machnęłam ręką zaciskając pięści i chciałam już odchodzić gdy w porę chłopak mnie zatrzymał
 -nie przeszkadzasz po prostu myślę że to co wczoraj powiedziałem to...to trochę mnie poniosło-dodał patrząc mi w oczy-nie chcę by coś to między nami zmieniło-powiedział wzdychając. Czyli teraz się wycofuje
 -wiesz co? Cieszę się po tym co mi powiedziałeś bo od dawna czekałam na takie coś ale najwidoczniej wolisz być tylko moim zarządcą-westchnęłam przyciągając bardziej na siebie bluzę
 -przestań przecież wiesz że....nie chce być już tylko tym głupim zarządcą-dodał lekko irytując się cała sytuacją. Wreszcie coś poczuł.
 -to nie wycofuj tego co powiedziałeś tylko na luzie możesz ze mną gadać po pracy-zaśmiałam się szturchając go-nie bój się,nadal będę dla ciebie zastępcą a ty moim pracodawcą mimo to jesteśmy poza pracą przyjaciółmi Fernandez-dodałam chichocząc pod nosem.
-a tak to skąd znasz moje nazwisko?-spytał krzyżując ramiona. No to klops....
 -mam swoje źródła kochany-zamrugałam śmiesznie oczami i zaczęłam się śmiać. Chłopak nie odpuszczał i nadal czekał na odpowiedź
 -spytałam Rodriga i Tomasa ale nie bądź zły to moja ciekawość wiesz nie złość się-dodałam obserwując go. Spojrzał na mnie i głośno się roześmiał. Słyszałam jego uroczy i słodki..słodki? śmiech.Śmiał się tak bardzo że dodawało mu to tym bardziej uroku. Jak on nie mógł mieć żadnej dziewczyny? Jest wprost idealny. Śmiałam się wraz z nim bo co innego miałam zrobić? Powalił mnie jego uśmiech ale nie mogłam tego po sobie pokazać
 -nigdy nie odpuszczasz a to lubię-zaśmiał się cicho pod nosem odwracając wzrok
 -nigdy Alex-dodałam łapiąc go za nadgarstek-na prawdę dziękuję że uczyniłeś te urodziny najlepszymi-powiedziałam nabierając wiary we własne słowa. Stanął nieruchomo nagle na mnie spoglądając. Znowu ten błysk,błyszczały mu wtedy gdy mówił mi o tej zmianie i teraz też. Intrygowało to i powód dlaczego to robił dobrze znałam.
 -to była przyjemność-dodał patrząc na nasze dłonie-i chce byś wiedziała że cokolwiek by się nie działo to pamiętaj że możesz na mnie jak i resztę liczyć-zbliżył się do mnie i ucałował mój policzek-Najlepszego-dodał z chrypką i cwaniackim uśmiechem. Odsunął się miejąc banana na twarzy co sprawiało że utwierdziłam się w pewnym przekonaniu. Dość bolesnym przekonaniu:Podobałam się Alexowi. Stałam tam i gapiłam się na niego póki nie zszedł mi z pola widzenia. Co ten facet wyprawia? Lubię go i to bardzo ale nie mogę dawać mu nadziei..to nie fair wobec Neymara...Jeśli na prawdę coś do mnie ma to muszę to wyjaśnić,będziemy bliskimi przyjaciółmi ale nic po za tym. Kocham jednego człowieka i to liczyło się dla mnie najbardziej. 
 -hej wszystko w porządku?-spytały dziewczyny zaniepokojone moją miną
 -tak,wszystko...w porządku-dodałam urywając niektóre słowa,to nadal do mnie nie dochodziło...kiedy...jak? dlaczego?
 -i co miałyśmy racje? Pewnie tak i teraz to do ciebie nie dochodzi i myślisz że nie dasz mu nadziei bo masz Neymara co?-kiwnęły do mnie głową czekając na moją odpowiedź. Za dobrze mnie znały.
 -czy wy czytacie mi w myślach czy jak?-prychnęłam nie patrząc na nie. Bawiłam sie w dłoniach szklanką śmiejąc się z tego że one miały ze mnie ubaw a ja nie wiedziałam co zrobić
 -teraz wiem co zobaczył w tobie Neymar- dodał ktoś z tyłu. Nieznajomy ale jednak go znałam. We własnej osobie stał tam Jota.
***
3!♥ Kochani komentujcie i piszcie co o nim myślicie♥ Jak to dalej się potoczy? Czy Celia odważy się na powrót do Neymara czy jednak Alex coś zdziała i wszystko zepsuje?

 

wtorek, 11 lipca 2017

Rozdział 87

"Nie dzwon i nie pisz,
Przyjdź i pokaż mi jak Ci na mnie zależy" 



Cała ta katalońska zgraja czekała na mnie  z dzikimi uśmiechami a ja się zaczęłam ich bać. Coś się szykowało czułam to. I to nie byle co,na prawdę zaczęli mnie przerażać. Podchodziłam do nich ostrożnym krokiem oczekując tekstu "Mamy cię" ale nic takiego się nie wydarzyło. Anto zaczepiła mnie pierwsza zmartwiona moją miną. Sama bym była gdyby moi przyjaciele tak dziko się do mnie uśmiechali a nie szczerzyli się jak małpy to jest dobre określenie. 
 -mamy dla ciebie niespodziankę-powiedziała cicho zakrywając mi oczy. Nie tylko nie to,nie lubię takich niespodzianek-spodoba ci się-dodała szepcząc mi do ucha. Zaparłam się nogami nie chcąc iść nigdzie,czemu zakryła mi oczy?
 -powiedz mi co to a pójdę-zażądałam od przyjaciółki-nie lubię takich zabaw...-westchnęłam zirytowana tym że nic nie widzę
 -to nic złego a odwrotnie muszę tam być bo zareagujesz tak jak zobaczysz-zaśmiała się a ja mimo zamkniętych powiek widziałam jej piękny uśmiech. To mnie przekonało.
 -okej prowadź-powiedziałam stawiając kolejne kroki po omacku idąc z Anto.Ta droga chyba nie miała końca,w dodatku że nic nie widziałam mój zmysł wołał o pomoc. Anto nadal mnie prowadziła i nie zdejmowała opaski. To się robiło dziwne. W końcu mnie zatrzymała.
 -teraz proszę nie piszcz-odezwał się inny głos,głos który znałam lepiej niż jakikolwiek  na świecie. 
 -Veronica-pisnęłam i w tej samej chwili Anto zdjęła mi opaskę. Zobaczyłam ją przed sobą,piękną,uśmiechniętą i moją. Taką jaką ją zapamiętałam.
 -Celia!-krzyknęła i rzuciła mi się w ramiona-tak za tobą tęskniłam gdy tylko dostałam telefon od..czekaj od Neymara...to od razu przyleciałam by tu być,by cię odnaleźć-powiedziała-przez cały ten czas tu byłaś i nic nie powiedziałaś? Tak długo czekałam by cię wziąć w objęcia-dodała przytulając mnie jeszcze mocniej. Ta kwestia z Neymarem mnie zmartwiła. Neymar pozwolił być tu Veronice? Czemu Rafa nic o tym nie wspomniała ani cała drużyna? Coś tu podejrzanie śmierdzi
 -długa historia,moje błędy i tchórzostwo-powiedziałam zanosząc się śmiechem-wybaczysz mi tą 3-letnią nieobecność?-spytałam patrząc na jej wyraz twarzy.
 -oczywiście gdybym nie wybaczyła nie było by mnie tu-powiedziała z rozszerzającym się uśmiechem
 -kocham cię Veronica-wydukałam gdy ponownie się objęłyśmy-całym sercem-dodałam biorąc ją za rękę
 -Cześć szajbusko-rzucili wszyscy przybijając z nimi żółwie....czekaj czekaj co? Moja nieśmiała Veronica dostała przezwisko szajbuska od całej POWTARZAM CAŁEJ DRUŻYNY? 
 -czy ja o czymś nie wiem?-założyłam ręce na pierś oczekując odpowiedzi
 -no mieliśmy ci powiedzieć..-podrapał się po czele Raf-no bo...ona jest szalona!-dodał Geri-dlatego szajbuska-zaśmiali się tak głośno że coś mi zapiszczało w uszach. Są niemożliwi
 -tak wiem że jest szalona a co a do rzeczy to że nic mi o niej nie powiedzieliście?-spytałam wtykając wzrok w Leo i Anto
 -niespodzianka?-parsknęła kobieta śmiejąc się-nie byłam pewna do tego czy Veronica się odważy przyjść więc nic ci nie mówiłam nie bądź zła-powiedziała Argentynka robiąc maślane oczka. Ach te oczy.....
 -nie jestem zła ale mogłaś powiedzieć!-pisnęłam widząc swoją Polską krew. Zapomniałam jak się mówi po polsku....A teraz mam przy sobie Veronicę. I to ona pomoże mi dopełnić mój plan.
 -kochanie jak dobrze cie widzieć,i mogę do ciebie mówić po Polsku bo te głąby i tak tego nie rozumieją-roześmiałam się w stronę Polki mającą banana na ustach. 
 -tęskniłam za tobą-wyznałam zachodząc ją od tyłu-bardzo bardzo-powiedziałam uwieszając się na jej ramieniu
 -pytanie dlaczego?-spytała bez ogródek odwracając się do mnie-miałaś swoje powody rozumiem ale mogłaś powiedzieć gdzie jesteś....mi też było ciężko wiesz? Znosiłam to że wyjechałaś ale cholernie ciężko mi było znieść fakt że nie powiedziałaś gdzie jesteś...-westchnęła tym razem nie ukrywając tego co czuła przez te 3 lata-wtedy po jakimś czasie gdy już chciałam wracać do domu dostałam telefon z Barcelony i tak tu czekałam na ciebie dzień w dzień czekając na wiadomość albo odpowiedni telefon-powiedziała-opiekowałam się całą tą zgrają nie mówili ci jak pół nocy przesiedzieliśmy na tęsknocie za tobą?-zaśmiała się smutno wprawiając mnie prawie w płacz-siedzieliśmy na stadionie albo w domu jednego z kumpli w kółko oglądając zdjęcia i wyjaśniając co mamy ze sobą zrobić,Leo..uh Leo to skarb-powiedziała pociągając nosem wpatrując się w owego człowiek naprzeciwko niej-to on pociagnął nas dalej,wtedy i ja musiałam mu pomóc razem to pokonaliśmy,razem-powtórzyła otaczając mnie ramionami. Cała drużyna nagle wstała i stworzyliśmy wielkie koło z przytulasem. To coś pięknego,i to dzieje się na prawdę. Obejmowaliśmy się dobre 20 min aż podali do stołu. Veronica zajęła miejsca obok mnie śmiejąc się do drużyny. Zżyła się z nimi i gołym okiem można było dostrzec to ile dla niej znaczą.
 -opowiem ci wszystko-dodała szeptem bawiąc się widelcem-bo wiem że zżera cię ciekawość-zaśmiała się biorąc kęs do buzi. Doskonale mnie znała gdyż na jej słowa puściłam buraka chowając się za bluzą którą przewiesiła przez krzesło....Ta bluza....morska bryza i trawa cytrynowa...
 -to w prezencie ode mnie zabrałam ją-wyznała chichocząc pod nosem.
 -nie mogę-pokręciłam głową-nie..to już nie moja rzecz-powiedziałam odsuwając się
 -nadal twoja,nadal należysz do niego-powiedziała mrużąc oczy. Zatkała mi tym usta. Powiedziała prawdę a ja muszę ją przyjąć. Zagarnęłam bluzę i wtuliłam w siebie tak mocno że wszyscy zaczęli się ze mnie śmiać. Wspaniale jest czuć te cudowne perfumy...tą nadludzką obecność i cień płynącej z tego zapachu miłości. Bo jej brakowało mi najbardziej. 
 -dobrze że mam ich więcej-powiedziała Veronica jedząc klopsiki w sosie. Całą buzię miała upapraną od sosu ale to i tak jej nie przeszkadzało. Czuła się jak między swoimi i to się w niej zmieniło. Tak jak mi poukładało się że z idoli stali się przyjaciółmi. 
 -to coś pięknego co?-spytałam po raz pierwszy tego wieczoru. Szturchnęłam ją widząc same roześmiane buzie,serce skakało z radości widząc swoją rodzinę razem. Zjednoczeni na dobre. Na wieki
 -coś niewyobrażalnego do opisania,nawet nie wiesz....myślałam że zawsze pozostaną dla mnie idolami ale się myliłam,w jednym momencie stali się dla mnie kimś więcej niż idolami i to bardzo mnie odmieniło-dodała z błyskiem w oczach-to oni zatrzymali mnie w tym mieście a także ich wiara w to że w końcu cię odnajdą-zaśmiała się blondynka-po za tym nie tylko u mnie coś się zmieniło-zasadziła mi kuskańca obserwując moje włosy-są takie śliczne!-pisnęła z pełną buzią. Chciała coś powiedzieć ale musiała połknąć bo inaczej się nie dało.
 -dam ci później namiary-pokiwałam głową przysuwając się do niej-Veronica ja wiem że..nie powinnam ale wiesz co z nim?-spytałam ciszej
 -jak będziemy same z dziewczynami wszystko ci opowiem bo jest co-dodała-nie uwierzysz ile mogłam się przytulać do Neymara w tym czasie...jest taki miekki-zmrużyła oczy nie patrząc na mnie
 -Veronica!-walnęłam ją ze śmiechem-żartuje przecież-uniosła ręce w górę poddając się-chodziło mi o to że wiele się nauczyłam przez te lata-dodała z przekąsem-spotkałyśmy się już-powiedziala cicho-tylko ty mnie nie poznałaś-zaśmiała się biorąc owoce na talerz
- co? chwila widziałaś mnie i nic nie zrobiłaś?-spytałam unosząc brwi
 -byłaś zbyt zmęczona mnie rozpoznać po za tym zmieniłaś wygląd sama nie mogłam cię poznać-oddała piłeczkę zajadając truskawki
 -wtedy po występie Shaki-podrapałam się po czole-widziałaś mnie?-spytałam spuszczając wzrok
 -no jasne gołym okiem można było rozpoznać twoje białe vansy-parsknęła-Shaki mi powiedziała po rozmowie na stadionie-dodała z uśmiechem-nie bój żaby nic nie powiedziałam Neymarowi choć był zdziwiony moimi głupimi tańcami-machnęła ręką w stronę Hiszpanów w tej ekipie-te drągale zaciągali go na treningi i przesiadywali do późna by nie był sam-powiedziała szybko się zamykając-mówię póżniej ci opowiem bo jest co-dodała.
 - a Veronica..ty nadal u niego mieszkasz?-spytałam bawiąc się palcami
 - tak,z Rafą,Jotą,Crisem,Gilem i innymi ostatnio dom jest pełny od gości-powiedział pijąc wodę ze szklanki-twój pokój jest nietknięty odkąd zniknęłaś,Neymar tam spał gdy był zbyt przybity by gdziekolwiek się ruszać,udawał że jest dobrze a tak nie było,dobry z niego aktor mówię ci-powiedziała do mnie ale ja nie potrafiłam się skupić na tym co mówi bo przed oczami miałam już jego obraz. Tak jak w moim koszmarze...zniszczyłam go..zniszczyłam go...
 -halo tu Barcelona-pomachała mi ręką przed oczami Polka-to było kiedyś teraz jest lepiej-powiedziała łapiąc mnie za ramiona i ciepło się uśmiechając-wciąż cie kocha i nigdy nie przestanie,tego bądź pewna a teraz na parkiet-powiedziała odsuwając krzesło. Taka przerwa mi się przyda.Poszłam a wręcz biegłam za przyjaciółką na parkiet. Dziewczyna zaczęła się kołysać a potem coraz śmielej tańczyć. A no tak! Mam postanowienie...zeszłam na chwile ze sceny podchodząc do Argentyńczyka
 -Leo na ciebie pora-powiedziałam śmiejąc się do Anto-mogę go na chwile ukraść?-spytałam puszczając jej oczko
 -tylko oddaj mi go w całości-zaśmiała się i pocałowała przelotnie ukochanego. Poszliśmy razem na parkiet tańcząc wspólnie. Z Leo to jest dopiero tancerz,takie kocie ruchy jak profesjonalista. Tańczyliśmy przez dobrą piosenkę i puściłam go w objęcia siostry. Kolejny na liście jest. Potem przyszli następni,Veronica też wyrywała do tańca. Wszyscy się zgrali. Ponownie opanowaliśmy parkiet bawiąc się ze sobą póki mieliśmy siły.
 -a Jota? Jak tam między wami?-spytałam gdy nabierałyśmy powietrza na zewnątrz. Nie dało się nimi wytrzymać w takim hałasie
 -nijak,odsunął się ode mnie jak wyjechałaś...myślałam że coś sie zmieni ale było odwrotnie on wolał być przy Neymarze więc odpuściłam-dodała pocierając ramiona-oddam ci tą bluzę byś sie nie trzęsła-powiedziałam machając rękami
 -spokojnie nic mi nie będzie-powiedziała zatrzymując mnie-to prezent już mówiłam-westchnęła odwracając wzrok
 -Veronica....bylam tak zaślepiona że nie zapytałam cię czy nawet...nie powiedziałaś mu? przez ten cały czas?-zachłysnęłam się świeżym powietrzem w porę łapiąc równowagę
 - nie a po co miałam mówić? by powiedział mi że nic do mnie nie czuje? Nie Celia-pokiwała smutno głową,jak to nic nie czuje? Co ona wygaduje
 -widywał się z innymi dziewczynami a ze mną nie zamieniał nawet kilku słów!-krzyknęła wybuchając płaczem-Neymar zajmował cały jego czas choć jak sam mówił uczepił się jego jak wrzut na końskim ogonie-dodała zirytowana-nic to nie dało że się starałam dla niego..dla niego starałam się jak mogłam ale on i tak tego nie widział-mruknęła ocierając łzy-byłam głupia ale to już przeszłość,teraz znowu mam ciebie i nigdzie więcej cię nie puszczę-zarzuciła swoje blond włosy i przycisnęła moje giętkie ciało do swojej piersi. Płakała,moczyła moją koszulę ale tego właśnie potrzebowała. Tak jak ja jej potrzebowałam tak jak ona teraz mnie potrzebuje. Od tego są przyjaciółki w końcu.
 -pogadam go,znajdę go i mu wygarnę-głaskałam jej włosy uspokajając ją.
 -daj spokój nic to nie da-powiedziała szeptem
 -da da uwierz we mnie-dodałam biorąc jej twarz w swoje ciepłe o dziwo dłonie-ja zrobię wszystko byś była szczęśliwa-dodałam ocierając jej płynące łzy
 -a ty powalcz o Neymara-szturchnęła mnie z uśmiechem-bo gość robi głupie rzeczy bez ciebie-zaśmiała się-cholernie cię kocha wiesz?,jeszcze nigdy nie wiedziałam by ktoś tak bardzo kogoś kochał jak on ciebie i ty go-powiedziała z błyskiem w oczach-ale macie tutaj co nie co w tej restauracji-oblizała głupawo usta rozglądając się za kelnerami.
 -zajęci są!-powiedziałam szybko-Tomas jest z Andreą poznam was ze sobą-dodałam ciągnąc dziewczynę w ich stronę. Musiałam czymś zająć myśli a poznanie jednych z drugimi jest dobrą opcją.
 -Andrea to Veronica,Veronica to Tomas Tomas i Andrea to Veronica-powiedziałam na jednym tchu śmiejąc się
 -my już się znamy-zaśmiali się-od paru godzin-parsknęła cała trójka
 -znowu nic nie wiem-westchnęłam opierając się o recepcję
 -Veronica przyszła do kuchni pytając się o ciebie i tak nagle jakoś się poznaliśmy-powiedział chłopak-przynajmniej masz jeden problem z głowy co nie?-powiedział puszczając mi oczko
 -dobrze chodźmy do....-ucięłam widząc idącego kuriera na salę. Opuściłam ich wystrzeliwując do kuriera. Paczkę odebrała Anto uśmiechając się do mnie
 -to do ciebie-powiedziała podając mi pudełeczko-znam ten adres to od Kuna-zaśmiała się
 -od Sergio?-ucieszyłam się-nie przyszedł? Mówił że przyjedzie-westchnęłam otwierając powoli paczkę
 -jestem tutaj-odezwał się aksamitny argentyński akcent. To mógł być tylko Aguero. Poleciałam szybko w jego stronę i wpadłam w jego objęcia. Kołysał mną na wszystkie strony śmiejąc się do ucha
 -Wszystkiego Najlepszego pani śliczna-zaśmiał się-podobał ci się prezent?-spytał widząc odwiniętą tasiemkę
 -nie zdążyłam jeszcze-dodałam-otworzymy razem?-uniosłam brwi siadając na blacie. Odwinęłam tasiemkę i ujrzałam koszulkę Argentyny z podpisami piłkarzy...Co ten człowiek wyrabiał tyle czasu? Zbierał podpisy?
 -skąd?-uchyliłam usta-jak? Przecież są na wakacjach...-powiedziałam podziwiając prezent
 -udało mi się ich spotkać-podrapał się po czole-mi nie odmówili gdy powiedziałem że robię niespodziankę ślicznej koleżance-roześmiał się obejmując mnie.
 -chodź,wszyscy już są-powiedziałam wchodząc w grono przyjaciół. Leo i reszta ciepło go przywitali i nie zostawili mi go ani na chwilę dłużej. Poszli do baru a sama podążyłam do dziewczyn. Pokazałam im zdobycz i obie cieszyły się z mojego szczęścia. Jeśli prezenty są takie jak te to powariuję przez nich.
 -powiedz Thiago że odwiedzę go na weekend,Milanowi też-spojrzałam na mamy tych pociech-wyjdziemy gdzieś razem jak dawniej-dodałam z błyskiem w oczach
 -jak dawniej-dodała Shakira przyciągając mnie do siebie
 -wasze pociechy to małe odwzorowania was-zaśmiałam się-Thiago przypomina ciebie Anto w spojrzeniu i chodzie,Milan dobrze wtapia się w Geriego ale twarz i osobowość ma po was-dodałam z uśmiechem. Opowiadały mi o swoich pociechach co nie raz wybuchając śmiechem. Rafaela wyciągnęła telefon i zrobiłyśmy sobie zdjęcie dodając opis"Mi hermana♥" obie dodałyśmy to samo. Dziewczyny komentowały i także robiłyśmy sobie zdjęcia. Wychodziły śmiesznie ale to sprawiało że wszystko wróciło do normy. Teraz wszystko było na swoim miejscu.
 -Neymar też ma coś dla ciebie-usłyszałam znany Brazylijski głos za sobą
 -nie mogę nic od niego przyjąć-powiedziałam
 - musisz bo to już nie może czekać-powiedziała podając mi pudełko,inny jak na zwykłe urodziny. Bałam się ale nie miałam wyjścia.Poszłyśmy trochę w kąt rozpakowując powoli pudełko. Odwinęłam taśmę i ujrzałam zaadresowany list do mnie
 - co to?-spytałam czując słoną ciesz na ustach
 - to do ciebie,sama nie wiem co tam jest,znalazłam to pod jego łóżkiem gdy sprzątałam i musiałam ci to dać bez wględu na wszystko...tym bardziej zobaczyłam jak bardzo za nim tęsknisz choć próbujesz mnie oszukać....-powiedziała łapiąc za prezent-to do niego,zgłupiał robiąc na przód ten prezent i nie dając ci go osobiście ale przeczytaj i przejrzyj to na spokojnie-dodała z lekkim uśmiechem-może trochę doda ci wiary w to by o niego walczyć-westchnęła-bo ja zadbam o Neymara i to całe gówno które on zrobił,niby wziął się w garść ale nienawidzę tego jak mnie oszukuje uśmiechając się i tworząc maskę przed wszystkimi,na prawdę Celia bardzo mu ciebie brakuje-dodała wypuszczając powietrze-poza tym później Veronica ci opowie-dodała powoli odchodząc-zostawię ci to na później gdy ochłoniesz-zaprowadziła mnie do dziewczyn chcąc oderwać od tego co czekało na mnie w środku pudełka. A to tak czy siak mnie dobije,wszystko co wiązało się z ciemnookim zawsze potrafiło mnie dobić ale także podnieść na duchu.Niech tym razem będzie tak jak w tej drugiej opcji. Parę następnych chwil spędziłam kompletnie w swoim świecie,nie chciałam by dziewczyny przejmowały się tym że odpływałam więc gdy mnie o coś pytały odpowiadałam jak gdyby nigdy nic. Wzięłam po drinku dla każdej z nas i nie doszłam bo chłopaki gawędzili o czymś co mogło mnie zainteresować
 -myślisz że długo będzie w Brazylii?-spytał Geri popijając Colę
 -Neymar jest w Brazylii?-spytałam wpatrując się w Hiszpana-mów co wiesz Pique.....-zacisnęłam wargi tak mocno że zbielały mi usta
 -jest..pojechał tam 2 miesiące temu i od tamtego czasu go nie widzieliśmy-westchnął Brazylijczyk-nie powinniśmy o tym mówić gdy wiesz.....-spuścił głowę
 -nie no spokojnie,ma tam kogoś?-spytałam dosiadając się do nich i prosząc Javiera o drinka
 -Celia my...-zaczęli chórem
 -co wy nie? nie chcecie mi powiedzieć czy wam zabronił?-uniosłam wysoko brwi zirytowana ich zachowaniem. Jeśli kogoś ma to nic złego nie? Zasługuje na miłość.
  -nie ma nikogo,wyjechał do Brazylii bo nie mógł znieść tego wszystkiego co sie działo-dodał Hiszpan upijając łyk
 -a co się działo słyszałam że jest lepiej...-powiedziałam pijąc Colę
 -bo jest gdy jest w Brazylii,jego mama i tata byli tu przez jakiś czas ale musieli wracać i on poleciał wraz z nimi-dodał Brazylijczyk-od tego czasu nie odzywał się do żadnego z nas-westchnął przyjaciel odstawiając szklankę-nawet nie wiemy co tam robi-wzruszył ramionami wyciągając telefon bawiąc się nim. Wydawał mi się spięty.
 -jeśli na prawdę tak jest to...to lepiej będzie mi się do tego przyzwyczaić może sobie kogoś znajdzie-dodałam powoli odchodząc od miłego towarzystwa zaciskając powieki z całych sił. Wygadywałam kłamstwa oszukując samą siebie. Nie przeżyję jeśli znajdzie sobie kogoś,ktoś kto nie będzie dostatecznie mną bym pozwoliła mu odejść?
 -on nigdy nie będzie szczęśliwy jeśli wciąż będziesz się przed nim ukrywać-uciął Argentyńczyk wchodząc do baru-powiedzieliście jej?-założył ręce na pierś-powinna wiedzieć że...-uciął widząc wzrok swoich przyjaciół
 -co powinnam wiedzieć a nie wiem?-zacisnęłam jeszcze mocniej ręce spinając się cała w środku
 - że ten typ chce odejść z Barcy i skończyć z piłką-warknął Rafhnia wychodząc z sali. Nie mogłam się ruszyć. Wbiło mnie w ziemię. Nic nie mogło tego opisać..coś zakuło mnie w okolicy serca,z trudem łapałam powietrze jakby wszystko nagle runęło. 
***
Zostawiam wam to na dobranoc. ♥ Coraz bliżej końca kochani!♥ Jak myślicie co jeszcze wydarzy się w życiu całej Barcelońskiej rodziny? Piszcie w komentarzach♥