"Przypominając sobie nasze pierwsze spotkanie, nigdy bym nie powiedziała, że odegrasz w moim życiu tak znacząca rolę."
We własnej osobie stał tam Jota,ukochany brat Brazylijczyka. Nie wiedziałam co powiedzieć. Przez chwilę stałam tam i wpatrywałam się w chłopaka
-co widział?-spytałam patrząc mu prosto w oczy
-to że zawsze martwisz się o innych to cię zawsze wyróżniało i jak widać nic się nie zmieniło-dodał opierając się o krzesło-nie wiesz jak długo cię szukałem aż w końcu cię znalazłem...-dodał łapiąc mnie za nadgarstek. Chłopak ciepło się do mnie uśmiechnął wyciągając ramiona.Dzieliła nas mała przestrzeń i tylko jeden krok mnie dzielił od....Nagle...tak nagle uderzyło mnie wrażenie że zaraz Neymar tu wejdzie,bałam się zrobić krok do bruneta który stał przede mną i czekał na reakcję.
- nikt tu nie wejdzie-szepnął widząc moją przestraszoną minę. Zaśmiał się pod nosem i czule mnie do siebie przytulił. To był ten sam Jota którego poznałam 3 lata temu na cudownym trawniku Da Silvy. Nie chciałam go puszczać,nie teraz gdy jest mi tak dobrze.
-jak dobrze że jesteś?-uniosła brwi śmiejąc się pod nosem odrywając się w końcu od chłopaka
-raczej dobrze cie widzieć-dodał poprawiając mnie z szerokim uśmiechem
-mamy do pogadania Montez- dodał z sarkastycznym tonem-ale widzę że znasz już całą prawdę....-westchnął.Na chwile zamilkł a ja czekałam na to aż ktoś da mi kulkę w łeb.
-chodzi o..?
-o to co powiedzieli wszyscy-dodał bawiąc się palcami-osobiście to co widziałem to coś nie do zapomnienia...to nie mój brat..to nie ten sam człowiek odkąd odeszłaś-powiedział wypuszczając głośno powietrze z ust. Po jego ruchach widziałam że to też go trapiło od dłuższego czasu,teraz mógł zrzucić ten ciężar.
-nie martw się Jo-położyłam mu obie dłonie na ramieniu-już nie myśl o tym co było a skup się na tym co ma być,na kimś na kim ci zależy-dodałam-teraz ja wezmę ten ciężar na siebie obiecuje nigdy więcej...-dodałam podnosząc jego głowę do góry-wiesz że dotrzymuję obietnicy-zaśmiałam się a on wraz ze mną. Odetchnęliśmy z ulgą na dobre godząc się z tym co było.Brunet pokiwał głową i wziął sobie jednego drinka. Poszliśmy wspólnie na dół,przy Jocie mogłam choć na chwile oderwać się od myślenia o Alexie i tym całym gównie które stworzyłam.
-hej,zmieniłaś fryzurę-dodał gdy byliśmy już prawie przy naszej grupie przyjaciół
Przewróciłam oczami i westchnęłam
-ten twój zapłon-parsknęłam łapiąc oddech przed wszystkimi. Niech nie zapomina że ma u mnie na pieńku z związku z Veronicą. Weszliśmy do sali gdzie o dziwo przyjście chłopaka nikogo nie zdziwiło...Fajnie że znowu wszyscy wiedzieli a ja nie. Jedynie Veronica o mal się nie zachłysnęła wodą na widok swojego utrapienia.
-spokojnie bo się udławisz-dodałam poklepując ją po plecach-gadaliśmy nic więcej uprzedzając twoje pytanie-zaśmiałam się siadając blisko niej. Dziewczyna otarła usta i spojrzała na mnie z wielkimi tęczówkami
-tak po prostu przyszedł?-spytała przyciszając swój ton
-tak a jak miał wpaść wejściem smoka?-zaśmiałyśmy się w tym samym momencie
-a może coś...-spuściła wzrok nie patrząc już na mnie
-nic,ale go jeszcze przepytam to że jest bratem Neymara nie oznacza że nie ma ze mną na pieńku z innej strony-zatarłam ręce mówiąc ciszej niż chciałam.
-oszalałaś mówiłam ci coś!-walnęła mnie w ramię z miną typu"zabije cie kiedyś" i spojrzała w wiadomą dla mnie stronę wprost na Jotę.
- gdybym miała tak jak ty już dawno bym tam przy nim była-dodałam wyjmując telefon
-gdybym ja była tobą to też bym tam poszła ale nie jestem i widzisz siedzę tu i marzę o moim księciu z bajki-westchnęła gryząc truskawkę i maczając ja w czekoladzie
-teraz wiesz będziesz miała wiele okazji to zbliżenia się do niego-poruszyłam brwiami śmiejąc się-wiesz co to oznacza?-złapałam się za głowę
-co? tylko nie mów że....-podniosła szybko głowę uchylając usta
-nie,nie wracam jeszcze do domu ale wracam tak jakby do życia pana samotnego-dodałam z rosnącym uśmiechem. Dziewczynie zaszkliły się oczy widząc mój wielki i beztroski uśmiech. Przyjaciółka zaczęła mnie ściskać z radości piszcząc mi do ucha.
-tak długo na to czekałam aż wreszcie przyszłaś po rozum do głowy-szturchnęła mnie wycierając mokre oczy
-tak dokładnie to po rozum do cytuje"najlepszej i najcudowniejszej rodziny na świecie-zrobiłam cudzysłów w powietrzu powtarzając słowa znanego bruneta z ekipy.
-Pan Pique zawsze to mówił mówi i będzie mówił-przytaknęłam jej głową i tak jak ona zjadałam się czekoladą póki mogłam. Zajadałyśmy owoce z czekoladą póki nie dołączyła do nas zgraja piłkarzy. Pozajmowali swoje miejsca biorąc do ust co popadnie. Musiałam to nagrać,oczywiście się skapnęli i zaczęli wygłupiać. Umierałam ze śmiechu tam za kamerą a tym czubkom to sprawiało radość.
-kochacie mnie prawda?-spytałam kierując kamerę wprost na Veronicę która bawiła się telefonem Rafy
-oczywiście i jest taka słodka jak śpi-zaśmiała się wysyłając buziaka w stronę kamery. Zaśmiałam się i skończyłam nagrywać. Zerknęłam na godzinę na telefonie i omal nie padłam dochodziła 4 rano...
-coś się stało?-spytała Polka
-nie,po prostu nie wierzę że to już ta godzina-westchnęłam opierając się o siedzenie
-zleciało-wzruszyła ramionami-jeśli jesteś zmęczona idź na górę,wszyscy to zrozumieją-dodała głaszcząc moją dłoń
-mam jeszcze czas-parsknęłam-wytrzymam jeszcze..jeszcze trochę-ziewnęłam uśmiechając się do przyjaciółki-dziękuję że sprawiłaś te urodziny najlepszymi w całym moim życiu-dodałam otwierając szerzej oczy
-to przyjemność znowu móc cię widzieć szczęśliwą-powiedziała przytulając mnie-ale nie pozwolę byś chodziła pół żywa na swojej imprezie-dodała grożąc mi palcem
-no co...ja..nie-pokręciłam głową kładąc ją na stole. Zamknęły mi oczy na chwilę póki Veronica nie zmusiła mnie bym wstała i poszła na górę.Chcąc czy nie chcąc musiałam robić to co mi każe bo tylko ona była jeszcze w stanie funkcjonować normalnie a Anto i Shaki pewnie zasnęły już w ramionach swoich ukochanych w końcu to był baaardzo długi dzień. To był wspaniały dzień ale czy to już koniec? Chciałam by ten dzień nigdy się nie kończył. Weszłam do swojego pokoju po omacku odnajdując piżamę i kosmetyki.
-prosto i na lewo pamiętasz?-spytałam Veronicę spod zmrużonych powiek
-co? ach tak pamiętam wariatko uważaj-zaśmiała się otwierając mi łazienkę-nadal...?-zdziwiona zaśmiała się z mojego pytania
-nigdy nie zapomniałam,tak właśnie-złapałam jej rękę na chwilę ją puszczając-wykąpie się i zaraz przyjdę-westchnęłam zamykając drzwi. Gdy napuszczałam wody usłyszałam muzykę w pokoju i nie śmiałam spytać kto ją puścił. Po napuszczeniu weszłam do wanny pełnej wody i zapachów lilii i mogłam się odprężyć po tym długim dniu. Moje ciało się odprężyło ale moja głowa nie,i to mnie dręczyło. Myślałam nad tym co mnie czeka,jak mam wrócić do piłkarskiego świata,jak na to zareaguje Brazylijczyk,czy mi się go uda przywrócić do jak to wszyscy pięknie ujęli"do żywych" i czy kiedykolwiek zobaczę w nim dawną miłość....Siedziałam w ciepłej wodzie która gdy się ocknęłam okazała się zimna. Otuliłam się ręcznikiem i przebrałam się w koszulkę na ramiączkach i do tego krótkie spodenki.
-hej...-urwałam nie widząc nikogo w pokoju oprócz wielkiej paczki na moim łóżku. Chwilę po wpadła Veronica wraz z playlistą na telefonie
-jaki wielki? od kogo?-spytała wręcz wpadając na moje posłanie
-dopiero wyszłam z łazienki a ty mi się pytasz od kogo? puknij się-szturchnęłam ją wkładając znajomą bluzę która wciąż pachniała morską bryzą i trawą cytrynową .
-otworzymy?-spytałam widząc jej zaciekawioną minę. Po co pytałam? Ona by i tak go otworzyła. Zaczęła rozdzierać papier i uchyliła usta widząc co jest w środku.
-co tam jest? Pokaż-przesunęłam się w jej stronę widząc co jest w opakowaniu. Nie dowierzałam że na prawdę to tam widzę. Były to koszulka Brazylii wraz z podpisami piłkarzy,później pełno kopert i jakiś breloczków.
-to są listy z Rio,São Paulo,Formentary i innych wysp których nie widziałam-podała mi je ze zdziwioną miną-jak myślisz od kogo są?-spytała jakby się nie domyślała
-a jak myślisz,to stare prezenty zobacz na daty-mruknęłam bawiąc się rąbkiem kołdry
-od tego Neymara?-uchyliła-nigdy nie widziałam by coś pakował i wysyłał....-spojrzała na te rzeczy uchylając usta-Celia! to są prezenty z paru miesięcy!-dodała klepiąc mnie po kolanie-to on....znaczy jak tu się znalazły?-spytała odsuwając się
-nie wiem-pokręciłam głową-jak wychodziłaś nikt cię nie mijał ani nic?-spytałam podciągając kolana bardziej do siebie
-nikt,chyba że kogoś przeoczyłam-podrapała się po czole nie patrząc na mnie-bo ja wiesz.....byłam z Jotą,przynajmniej na niego patrzyłam-obgryzła paznokieć
-już,rozumiem mogłaś bez problemu z nim porozmawiać a nie aj choć tu-zrobiłam miejsce koło siebie obejmując ją-jesli mi się uda to tobie pójdzie jak z płatka-dodałam cicho
-wierzę w to całym sercem,po tym co oboje przeszliście zasługujecie na miłość i na to by być ze sobą do końca swoich dni-wyznała
-od kiedy taka literacka się zrobiłaś?-dostała ode mnie kuskańca w bok
-od kiedy musiałam codziennie tak mówić by kogoś wyciągać z doła- przewróciła oczami śmiejąc się pod nosem-powiedz że nie muszę choć teraz przy tobie?-uniosła wysoko brwi patrząc na mnie
-nie musisz-pokręciłam głową-dobrze że jesteś Veronica-przytuliłam się do jej nóg zamykając powoli oczy
-Celia ode mnie są te prezenty-odezwał się późny i gruby głos
Podniosłam się i ujrzałam Jote stojącego przy wejściu do naszego pokoju. No tak...czemu od razu o nim nie pomyślałam?. Zeszłam z łóżka i podeszłam do bruneta.
-nakupował tych rzeczy nie świadomy że masz urodziny za parę tygodni,często zmieniał miejsca i stamtąd zawsze coś pakował do tego pudła,to znalazłem gdy przywiózł je do Barcelony lecz na krótko,wyjechał ale zostawił i mogłem ci to oddać tak jak on by chciał-spochmurniał na chwile by mówić dalej-rzadko z nim rozmawiałem ale widziałem że cierpiał przez to gdy wracał do domu musiał sobie to wszystko przypominać a ja nie potrafiłem mu pomóc....-zwiesił głowę przebierając nogami
-to nie twoja wina przecież,byłeś przy nim dostatecznie długo to mu wystarczało jesteś jego bratem w końcu-dodałam przytulając go do siebie
-uznałem że to co się znajduje w tym pudełku ci się należy i dopełni obietnicy-uśmiechnął się cwaniacko-poza tym jest tam coś jeszcze ale to sama zobaczysz-dodał puszczając mi oczko-czy Veronica.....?-spytał już innym tonem.Aha czyli chcemy o niej porozmawiać
-tak powiedziała mi to co się wami działo ale nie chce byś....
-chce o nią walczyć ale się boję ze ona nie chce przez to że zajmowałem się wyciąganiem z dołka Neymara oraz pozostałych może i to zniszczyłem ale nadal pragnę tylko jej-szepnął patrząc na mnie wielkimi tęczówkami
-i to chciałam usłyszeć-dodałam poklepując go po ramieniu-nie bój żaby,walcz o nią do końca nie wierzę żeby z ciebie zrezygnowała tylko dlatego że zajmowałeś się swoimi bliskimi-dodałam krzyżując ramiona
-nie zrezygnuję z niej tak szybko mała-dodał tym razem podnosząc dumnie głowę-dzięki i ciesz się prezentami dobrej nocy szkrabie-dodał łapiąc moja dłoń. Odwróciłam się do Veronicy i nawet kroku nie postawiłam a ona zrobiła mi przesłuchanie. Nie powiem jej że Jota wciąż coś do niej czuje i chce o nią walczyć bo to by było za łatwe więc muszę znaleźć inną wymówkę.
-gadaliśmy o tej paczce i Neymarze- dodałam odrywając od niej wzrok
-powiedzmy ze ci uwierzę Da Silva znaczy Celia- zaśmiała się podając mi paczkę. Zeszła z mojego łóżka i kierowała się do wyjścia
-hej gdzie idziesz?!-krzyknęłam do niej ale jakby mnie nie słyszała
-to są listy od Neymara musisz je przeczytać i rozgryźć sama nie mogę już nic powiedzieć-dodała puszczają buziaka i wyszła. Fajnie że chce mnie zostawić. Zerknęłam na tajemnicze listy i przypomniał mi się list który dostałam do Rafaeli zapewne też od niego. Odetchnęłam głęboko i powoli otwierałam wieczko,musiałam nabrać siły by móc to przeczytać w miarę normalnym stanie.
"Droga Celio gdziekolwiek jesteś...hm to nie jest dobry początek. Zacznę znowu i znowu aż mi się uda. Celia po tym co się stało nie potrafię dojść do siebie,wstaje rano budząc się z myślą że ci już nie zobaczę a tak na prawdę nie wiem czy mam powód by dalej się budzić,dziś zatrzymałem Veronicę zapłakaną na lotnisku chciała mnie zostawić z tym szajsem i wrócić do Polski,wszyscy próbują mnie uszczęśliwiać i powodować żebym się znowu z nimi zobaczył ale nie rozumiem ich działania...Ja nie mam celu by żyć a co dopiero udawać że zapomniałem i wszystko jest dobrze. Nie wiem czy kiedykolwiek będe miał ponownie po co się budzić we własnym łóżku. Obym miał bo już nie wytrzymuję,straciłem to co najlepsze w moim życiu czyli ciebie,dni mijają a ciebie nie ma i taka myśl mnie prześladuje. Tamten dzień był wspaniały a noc...niesamowita najpiękniejsza i najcudowniejsza w moim życiu,w życiu nigdy jej nie zapomnę choćbyś musiała uciec na koniec świata. Gdziekolwiek jesteś wiedz że jesteś moim światłem w ciemności,lekiem na te trudne dni gdy nie mam co ze sobą zrobić i tym co najlepsze w moim szarym życiu,cały czas na ciebie czekam mała wiesz? Jestem w Barcelonie wiesz pod jakim adresem,siedzę patrząc w okno przytulając nasze zdjęcia w ramkach..To strasznie boli..boli fakt że mnie zostawiłaś bez słowa łamiąc mi serce nawet cholerne gazety wiedziały więcej niż ja,mi nikt nic nie mówił a ja głupi byłem szczęśliwy po naszej nocy. Naszej bo jesteś i byłaś i będziesz tylko moja...Dowiedziałem się od gazet że wyjechałaś! Od gazet w tamtym momencie miałem ochotę się zrzucić z tego 4-piętra na którym mieszkaliśmy i póki się nie uspokoiłem siedziałem w pokoju zrzucając czym popadnie. Potem dolecieli pozostali ich też zraniłaś,widziałem to na żywo i nie życzę ci byś musiała to przechodzić tak jak ja to przechodziłem bo to coś okropnego. Wylecieliśmy tego samego dnia kiedy oni przylecieli,nie chcieli zostawać bo nie mieli po co tak jak ja. Pragnąłem utopić się w twoich ubraniach i płakać by to co się stało było tylko zwykłym głupim snem i pojawisz się jutro w moich ramionach. Tylko tego pragnąłem i zawsze bedę pragnął. Nigdy nie wyrwę cię z serca,nawet nie będę próbował bo to niemożliwe NIEMOŻLIWE bo pewnie będziesz chciała się gdzieś ukryć i myśleć że sobie jakoś dam radę,otóż nie bez ciebie nie mam po co żyć i dla kogo żyć tylko ty jesteś jedynym powodem dlaczego żyję. Obym przeżył do naszego spotkania...nadal mam nadzieje że niedługo się zobaczymy...kocham i całuje
Neymar"
-"Będe się chciała ukryć.."-powtarzałam te słowa do skutku-jak ty mnie dobrze znasz Neymar....-pociągnęłam nosem odkładając i biorąc następną kartkę
"Kolejny dzień,wyjechałem z Barcelony muszę się odciąć,nie wytrzymuje w domu ani z Rafą która zamiast mi pomóc sie cieszy,Veronica wróciła do siebie szybciej niż myślałem reszta też,nie wiem jak mogą,nie znaleźli cię a żyją jakby nigdy nic. Opuściłem dom bo nie mogłem znieść tego wszystkiego co się z tobą wiąże,to za dużo dla mnie. Po prostu wszystko to mnie otacza i nie mogę tak tkwić w tym smutku. Wyjazd to dobry pomysł,odetchnę nabiorę sił i jakoś to będzie" Dalej była dołączona karteczka z sercem"Kupiłem parę pamiątek z Rio wsadziłem je do pudełka dla ciebie"
-dziękuję Neymar- dodałam cicho ocierając mokrą twarz-dziękuje-powtórzyłam biorąc kolejną kopertę. On cierpiał ale te listy pomagały mu się odciąc od smutku
"Nie mam po co wracać do Barcelony,to nie miejsce dla mnie,jeśli tam cie nie będzie nie chce tam wracać. Rafaela tęskni za mną rozumiem ją ale póki co wolę być sam,tam by wszyscy mnie otaczali i zmuszali do sztucznego uśmiechu. Wyjechałem z myślą że cię zapomnę....ale tak się nie da...chcę mieć cię przy sobie ale to nie takie proste...jeśli kiedykolwiek to przeczytasz to wiedz że moje serce nigdy nie pokocha nikogo innego i choćbym musiał czekać na ciebie 100 lat ale proszę jednak wcześniej bo wtedy będę stary i brzydki....będę czekał to chciałem napisać,w moim sercu jest miejsce tylko dla jednej niezwykłej kobiety i jesteś nią ty Celia. Nigdy nie zapomnij o mnie,jeśli to zrobisz będę mógł spokojnie żyć póki nie zjawisz się w moich drzwiach będę czekał kochanie"
P.S. Kocham cię i nigdy nie zapomnę
Neymar" a przy liściku została dołączona karteczka"To co jest w pudełku robiłem i pisałem z myślą o tobie". Zajrzałam w głąb i ujrzałam ramki ze zdjęciami...naszymi zdjęciami. Wybuchnęłam płaczem widząc nasze roześmiane buzie,jak cieszyliśmy sie wyjazdem do Paryża,jak Neymar pokazywał mi Barcelonę,jak kochałam go od pierwszego dnia....To było takie piękne a w dodatku bolesne. Wyjęłam wszystkie i przejrzałam je dokładnie,były z naszego wypadu . Potem znalazłam z Rafaelą z załączonymi z tyłu dedykacjami od Rafaeli"Dla mojej najlepszej przyjaciółki i siostry Rafcia♥" Otarłam twarz i patrzyłam dalej,było ich pełno jakby to wszystko co go smuciło i radowało zarazem zabrał i wpakował do tego pudła. To niemożliwe że to wszystko znosił by wysłać mi to na urodziny. Znalazło się też zdjęcie ze świąt które spędziliśmy krótko ale we własnym gronie. To są moje najpiękniejsze wspomnienia i chwile które zawsze będę miała w sercu. Oczywiście nie zapomniał o najpiękniejszym zdjęciu które sobie zrobiliśmy..
-to była nasza pierwsza randka prawda Da Silva?-spytałam pociągając nosem
Potem były kolejne...Wspólne ze ślubu Daniego...Dani wziął ślub! Jak dobrze widzieć go szczęśliwego pewnie udawał by nie zrobić nikomu kłopotu...Neymar Neymar.... Ostatnie było największe i była przy nim wielka kartka i w nie włożona wielka ilość zdjęć. Jednym z nich było to,jedne z pierwszych które do dziś miałam na tapecie . Odwinęłam kartkę i ujrzałam Je z podpisem"Never ending love♥". Wpatrywałam się we wszystkie ramki i nie mogłam już powstrzymać łez,nawet nie próbowałam. Potrzebowałam pozbyć się tego żalu i tęsknoty choć na chwilę. Dzięki tym upominkowi mogłam powspominać najlepsze chwile a także zebrać siły do dalszej walki o nas. O moją i jego miłość.
-dzięki tobie to znowu nie zapomniane urodziny Neymar,zawsze wiesz co zrobić-dodałam cicho pochlipująć-dziękuję kochanie-wyznałam cicho-będę o nas walczyć,już teraz ci obiecuje wrócę do ciebie szybciej niż za 100 lat-zaśmiałam się sama do siebie patrząc na wielki uśmiech Brazylijczyka widniejącego na naszym wspólnym zdjęciu. Cały żal minął,smutek też teraz we mnie narodziło się coś czego nikt nie powstrzyma. Dzięki zdjęciom od Neymara ponownie uwierzyłam w miłość.
***
Rozpisałam się trochę ale to taki prolog przed to co ma się wydarzyć!♥ Komentujcie ♥
-jak dobrze że jesteś?-uniosła brwi śmiejąc się pod nosem odrywając się w końcu od chłopaka
-raczej dobrze cie widzieć-dodał poprawiając mnie z szerokim uśmiechem
-mamy do pogadania Montez- dodał z sarkastycznym tonem-ale widzę że znasz już całą prawdę....-westchnął.Na chwile zamilkł a ja czekałam na to aż ktoś da mi kulkę w łeb.
-chodzi o..?
-o to co powiedzieli wszyscy-dodał bawiąc się palcami-osobiście to co widziałem to coś nie do zapomnienia...to nie mój brat..to nie ten sam człowiek odkąd odeszłaś-powiedział wypuszczając głośno powietrze z ust. Po jego ruchach widziałam że to też go trapiło od dłuższego czasu,teraz mógł zrzucić ten ciężar.
-nie martw się Jo-położyłam mu obie dłonie na ramieniu-już nie myśl o tym co było a skup się na tym co ma być,na kimś na kim ci zależy-dodałam-teraz ja wezmę ten ciężar na siebie obiecuje nigdy więcej...-dodałam podnosząc jego głowę do góry-wiesz że dotrzymuję obietnicy-zaśmiałam się a on wraz ze mną. Odetchnęliśmy z ulgą na dobre godząc się z tym co było.Brunet pokiwał głową i wziął sobie jednego drinka. Poszliśmy wspólnie na dół,przy Jocie mogłam choć na chwile oderwać się od myślenia o Alexie i tym całym gównie które stworzyłam.
-hej,zmieniłaś fryzurę-dodał gdy byliśmy już prawie przy naszej grupie przyjaciół
Przewróciłam oczami i westchnęłam
-ten twój zapłon-parsknęłam łapiąc oddech przed wszystkimi. Niech nie zapomina że ma u mnie na pieńku z związku z Veronicą. Weszliśmy do sali gdzie o dziwo przyjście chłopaka nikogo nie zdziwiło...Fajnie że znowu wszyscy wiedzieli a ja nie. Jedynie Veronica o mal się nie zachłysnęła wodą na widok swojego utrapienia.
-spokojnie bo się udławisz-dodałam poklepując ją po plecach-gadaliśmy nic więcej uprzedzając twoje pytanie-zaśmiałam się siadając blisko niej. Dziewczyna otarła usta i spojrzała na mnie z wielkimi tęczówkami
-tak po prostu przyszedł?-spytała przyciszając swój ton
-tak a jak miał wpaść wejściem smoka?-zaśmiałyśmy się w tym samym momencie
-a może coś...-spuściła wzrok nie patrząc już na mnie
-nic,ale go jeszcze przepytam to że jest bratem Neymara nie oznacza że nie ma ze mną na pieńku z innej strony-zatarłam ręce mówiąc ciszej niż chciałam.
-oszalałaś mówiłam ci coś!-walnęła mnie w ramię z miną typu"zabije cie kiedyś" i spojrzała w wiadomą dla mnie stronę wprost na Jotę.
- gdybym miała tak jak ty już dawno bym tam przy nim była-dodałam wyjmując telefon
-gdybym ja była tobą to też bym tam poszła ale nie jestem i widzisz siedzę tu i marzę o moim księciu z bajki-westchnęła gryząc truskawkę i maczając ja w czekoladzie
-teraz wiesz będziesz miała wiele okazji to zbliżenia się do niego-poruszyłam brwiami śmiejąc się-wiesz co to oznacza?-złapałam się za głowę
-co? tylko nie mów że....-podniosła szybko głowę uchylając usta
-nie,nie wracam jeszcze do domu ale wracam tak jakby do życia pana samotnego-dodałam z rosnącym uśmiechem. Dziewczynie zaszkliły się oczy widząc mój wielki i beztroski uśmiech. Przyjaciółka zaczęła mnie ściskać z radości piszcząc mi do ucha.
-tak długo na to czekałam aż wreszcie przyszłaś po rozum do głowy-szturchnęła mnie wycierając mokre oczy
-tak dokładnie to po rozum do cytuje"najlepszej i najcudowniejszej rodziny na świecie-zrobiłam cudzysłów w powietrzu powtarzając słowa znanego bruneta z ekipy.
-Pan Pique zawsze to mówił mówi i będzie mówił-przytaknęłam jej głową i tak jak ona zjadałam się czekoladą póki mogłam. Zajadałyśmy owoce z czekoladą póki nie dołączyła do nas zgraja piłkarzy. Pozajmowali swoje miejsca biorąc do ust co popadnie. Musiałam to nagrać,oczywiście się skapnęli i zaczęli wygłupiać. Umierałam ze śmiechu tam za kamerą a tym czubkom to sprawiało radość.
-kochacie mnie prawda?-spytałam kierując kamerę wprost na Veronicę która bawiła się telefonem Rafy
-oczywiście i jest taka słodka jak śpi-zaśmiała się wysyłając buziaka w stronę kamery. Zaśmiałam się i skończyłam nagrywać. Zerknęłam na godzinę na telefonie i omal nie padłam dochodziła 4 rano...
-coś się stało?-spytała Polka
-nie,po prostu nie wierzę że to już ta godzina-westchnęłam opierając się o siedzenie
-zleciało-wzruszyła ramionami-jeśli jesteś zmęczona idź na górę,wszyscy to zrozumieją-dodała głaszcząc moją dłoń
-mam jeszcze czas-parsknęłam-wytrzymam jeszcze..jeszcze trochę-ziewnęłam uśmiechając się do przyjaciółki-dziękuję że sprawiłaś te urodziny najlepszymi w całym moim życiu-dodałam otwierając szerzej oczy
-to przyjemność znowu móc cię widzieć szczęśliwą-powiedziała przytulając mnie-ale nie pozwolę byś chodziła pół żywa na swojej imprezie-dodała grożąc mi palcem
-no co...ja..nie-pokręciłam głową kładąc ją na stole. Zamknęły mi oczy na chwilę póki Veronica nie zmusiła mnie bym wstała i poszła na górę.Chcąc czy nie chcąc musiałam robić to co mi każe bo tylko ona była jeszcze w stanie funkcjonować normalnie a Anto i Shaki pewnie zasnęły już w ramionach swoich ukochanych w końcu to był baaardzo długi dzień. To był wspaniały dzień ale czy to już koniec? Chciałam by ten dzień nigdy się nie kończył. Weszłam do swojego pokoju po omacku odnajdując piżamę i kosmetyki.
-prosto i na lewo pamiętasz?-spytałam Veronicę spod zmrużonych powiek
-co? ach tak pamiętam wariatko uważaj-zaśmiała się otwierając mi łazienkę-nadal...?-zdziwiona zaśmiała się z mojego pytania
-nigdy nie zapomniałam,tak właśnie-złapałam jej rękę na chwilę ją puszczając-wykąpie się i zaraz przyjdę-westchnęłam zamykając drzwi. Gdy napuszczałam wody usłyszałam muzykę w pokoju i nie śmiałam spytać kto ją puścił. Po napuszczeniu weszłam do wanny pełnej wody i zapachów lilii i mogłam się odprężyć po tym długim dniu. Moje ciało się odprężyło ale moja głowa nie,i to mnie dręczyło. Myślałam nad tym co mnie czeka,jak mam wrócić do piłkarskiego świata,jak na to zareaguje Brazylijczyk,czy mi się go uda przywrócić do jak to wszyscy pięknie ujęli"do żywych" i czy kiedykolwiek zobaczę w nim dawną miłość....Siedziałam w ciepłej wodzie która gdy się ocknęłam okazała się zimna. Otuliłam się ręcznikiem i przebrałam się w koszulkę na ramiączkach i do tego krótkie spodenki.
-hej...-urwałam nie widząc nikogo w pokoju oprócz wielkiej paczki na moim łóżku. Chwilę po wpadła Veronica wraz z playlistą na telefonie
-jaki wielki? od kogo?-spytała wręcz wpadając na moje posłanie
-dopiero wyszłam z łazienki a ty mi się pytasz od kogo? puknij się-szturchnęłam ją wkładając znajomą bluzę która wciąż pachniała morską bryzą i trawą cytrynową .
-otworzymy?-spytałam widząc jej zaciekawioną minę. Po co pytałam? Ona by i tak go otworzyła. Zaczęła rozdzierać papier i uchyliła usta widząc co jest w środku.
-co tam jest? Pokaż-przesunęłam się w jej stronę widząc co jest w opakowaniu. Nie dowierzałam że na prawdę to tam widzę. Były to koszulka Brazylii wraz z podpisami piłkarzy,później pełno kopert i jakiś breloczków.
-to są listy z Rio,São Paulo,Formentary i innych wysp których nie widziałam-podała mi je ze zdziwioną miną-jak myślisz od kogo są?-spytała jakby się nie domyślała
-a jak myślisz,to stare prezenty zobacz na daty-mruknęłam bawiąc się rąbkiem kołdry
-od tego Neymara?-uchyliła-nigdy nie widziałam by coś pakował i wysyłał....-spojrzała na te rzeczy uchylając usta-Celia! to są prezenty z paru miesięcy!-dodała klepiąc mnie po kolanie-to on....znaczy jak tu się znalazły?-spytała odsuwając się
-nie wiem-pokręciłam głową-jak wychodziłaś nikt cię nie mijał ani nic?-spytałam podciągając kolana bardziej do siebie
-nikt,chyba że kogoś przeoczyłam-podrapała się po czole nie patrząc na mnie-bo ja wiesz.....byłam z Jotą,przynajmniej na niego patrzyłam-obgryzła paznokieć
-już,rozumiem mogłaś bez problemu z nim porozmawiać a nie aj choć tu-zrobiłam miejsce koło siebie obejmując ją-jesli mi się uda to tobie pójdzie jak z płatka-dodałam cicho
-wierzę w to całym sercem,po tym co oboje przeszliście zasługujecie na miłość i na to by być ze sobą do końca swoich dni-wyznała
-od kiedy taka literacka się zrobiłaś?-dostała ode mnie kuskańca w bok
-od kiedy musiałam codziennie tak mówić by kogoś wyciągać z doła- przewróciła oczami śmiejąc się pod nosem-powiedz że nie muszę choć teraz przy tobie?-uniosła wysoko brwi patrząc na mnie
-nie musisz-pokręciłam głową-dobrze że jesteś Veronica-przytuliłam się do jej nóg zamykając powoli oczy
-Celia ode mnie są te prezenty-odezwał się późny i gruby głos
Podniosłam się i ujrzałam Jote stojącego przy wejściu do naszego pokoju. No tak...czemu od razu o nim nie pomyślałam?. Zeszłam z łóżka i podeszłam do bruneta.
-nakupował tych rzeczy nie świadomy że masz urodziny za parę tygodni,często zmieniał miejsca i stamtąd zawsze coś pakował do tego pudła,to znalazłem gdy przywiózł je do Barcelony lecz na krótko,wyjechał ale zostawił i mogłem ci to oddać tak jak on by chciał-spochmurniał na chwile by mówić dalej-rzadko z nim rozmawiałem ale widziałem że cierpiał przez to gdy wracał do domu musiał sobie to wszystko przypominać a ja nie potrafiłem mu pomóc....-zwiesił głowę przebierając nogami
-to nie twoja wina przecież,byłeś przy nim dostatecznie długo to mu wystarczało jesteś jego bratem w końcu-dodałam przytulając go do siebie
-uznałem że to co się znajduje w tym pudełku ci się należy i dopełni obietnicy-uśmiechnął się cwaniacko-poza tym jest tam coś jeszcze ale to sama zobaczysz-dodał puszczając mi oczko-czy Veronica.....?-spytał już innym tonem.Aha czyli chcemy o niej porozmawiać
-tak powiedziała mi to co się wami działo ale nie chce byś....
-chce o nią walczyć ale się boję ze ona nie chce przez to że zajmowałem się wyciąganiem z dołka Neymara oraz pozostałych może i to zniszczyłem ale nadal pragnę tylko jej-szepnął patrząc na mnie wielkimi tęczówkami
-i to chciałam usłyszeć-dodałam poklepując go po ramieniu-nie bój żaby,walcz o nią do końca nie wierzę żeby z ciebie zrezygnowała tylko dlatego że zajmowałeś się swoimi bliskimi-dodałam krzyżując ramiona
-nie zrezygnuję z niej tak szybko mała-dodał tym razem podnosząc dumnie głowę-dzięki i ciesz się prezentami dobrej nocy szkrabie-dodał łapiąc moja dłoń. Odwróciłam się do Veronicy i nawet kroku nie postawiłam a ona zrobiła mi przesłuchanie. Nie powiem jej że Jota wciąż coś do niej czuje i chce o nią walczyć bo to by było za łatwe więc muszę znaleźć inną wymówkę.
-gadaliśmy o tej paczce i Neymarze- dodałam odrywając od niej wzrok
-powiedzmy ze ci uwierzę Da Silva znaczy Celia- zaśmiała się podając mi paczkę. Zeszła z mojego łóżka i kierowała się do wyjścia
-hej gdzie idziesz?!-krzyknęłam do niej ale jakby mnie nie słyszała
-to są listy od Neymara musisz je przeczytać i rozgryźć sama nie mogę już nic powiedzieć-dodała puszczają buziaka i wyszła. Fajnie że chce mnie zostawić. Zerknęłam na tajemnicze listy i przypomniał mi się list który dostałam do Rafaeli zapewne też od niego. Odetchnęłam głęboko i powoli otwierałam wieczko,musiałam nabrać siły by móc to przeczytać w miarę normalnym stanie.
"Droga Celio gdziekolwiek jesteś...hm to nie jest dobry początek. Zacznę znowu i znowu aż mi się uda. Celia po tym co się stało nie potrafię dojść do siebie,wstaje rano budząc się z myślą że ci już nie zobaczę a tak na prawdę nie wiem czy mam powód by dalej się budzić,dziś zatrzymałem Veronicę zapłakaną na lotnisku chciała mnie zostawić z tym szajsem i wrócić do Polski,wszyscy próbują mnie uszczęśliwiać i powodować żebym się znowu z nimi zobaczył ale nie rozumiem ich działania...Ja nie mam celu by żyć a co dopiero udawać że zapomniałem i wszystko jest dobrze. Nie wiem czy kiedykolwiek będe miał ponownie po co się budzić we własnym łóżku. Obym miał bo już nie wytrzymuję,straciłem to co najlepsze w moim życiu czyli ciebie,dni mijają a ciebie nie ma i taka myśl mnie prześladuje. Tamten dzień był wspaniały a noc...niesamowita najpiękniejsza i najcudowniejsza w moim życiu,w życiu nigdy jej nie zapomnę choćbyś musiała uciec na koniec świata. Gdziekolwiek jesteś wiedz że jesteś moim światłem w ciemności,lekiem na te trudne dni gdy nie mam co ze sobą zrobić i tym co najlepsze w moim szarym życiu,cały czas na ciebie czekam mała wiesz? Jestem w Barcelonie wiesz pod jakim adresem,siedzę patrząc w okno przytulając nasze zdjęcia w ramkach..To strasznie boli..boli fakt że mnie zostawiłaś bez słowa łamiąc mi serce nawet cholerne gazety wiedziały więcej niż ja,mi nikt nic nie mówił a ja głupi byłem szczęśliwy po naszej nocy. Naszej bo jesteś i byłaś i będziesz tylko moja...Dowiedziałem się od gazet że wyjechałaś! Od gazet w tamtym momencie miałem ochotę się zrzucić z tego 4-piętra na którym mieszkaliśmy i póki się nie uspokoiłem siedziałem w pokoju zrzucając czym popadnie. Potem dolecieli pozostali ich też zraniłaś,widziałem to na żywo i nie życzę ci byś musiała to przechodzić tak jak ja to przechodziłem bo to coś okropnego. Wylecieliśmy tego samego dnia kiedy oni przylecieli,nie chcieli zostawać bo nie mieli po co tak jak ja. Pragnąłem utopić się w twoich ubraniach i płakać by to co się stało było tylko zwykłym głupim snem i pojawisz się jutro w moich ramionach. Tylko tego pragnąłem i zawsze bedę pragnął. Nigdy nie wyrwę cię z serca,nawet nie będę próbował bo to niemożliwe NIEMOŻLIWE bo pewnie będziesz chciała się gdzieś ukryć i myśleć że sobie jakoś dam radę,otóż nie bez ciebie nie mam po co żyć i dla kogo żyć tylko ty jesteś jedynym powodem dlaczego żyję. Obym przeżył do naszego spotkania...nadal mam nadzieje że niedługo się zobaczymy...kocham i całuje
Neymar"
-"Będe się chciała ukryć.."-powtarzałam te słowa do skutku-jak ty mnie dobrze znasz Neymar....-pociągnęłam nosem odkładając i biorąc następną kartkę
"Kolejny dzień,wyjechałem z Barcelony muszę się odciąć,nie wytrzymuje w domu ani z Rafą która zamiast mi pomóc sie cieszy,Veronica wróciła do siebie szybciej niż myślałem reszta też,nie wiem jak mogą,nie znaleźli cię a żyją jakby nigdy nic. Opuściłem dom bo nie mogłem znieść tego wszystkiego co się z tobą wiąże,to za dużo dla mnie. Po prostu wszystko to mnie otacza i nie mogę tak tkwić w tym smutku. Wyjazd to dobry pomysł,odetchnę nabiorę sił i jakoś to będzie" Dalej była dołączona karteczka z sercem"Kupiłem parę pamiątek z Rio wsadziłem je do pudełka dla ciebie"
-dziękuję Neymar- dodałam cicho ocierając mokrą twarz-dziękuje-powtórzyłam biorąc kolejną kopertę. On cierpiał ale te listy pomagały mu się odciąc od smutku
"Nie mam po co wracać do Barcelony,to nie miejsce dla mnie,jeśli tam cie nie będzie nie chce tam wracać. Rafaela tęskni za mną rozumiem ją ale póki co wolę być sam,tam by wszyscy mnie otaczali i zmuszali do sztucznego uśmiechu. Wyjechałem z myślą że cię zapomnę....ale tak się nie da...chcę mieć cię przy sobie ale to nie takie proste...jeśli kiedykolwiek to przeczytasz to wiedz że moje serce nigdy nie pokocha nikogo innego i choćbym musiał czekać na ciebie 100 lat ale proszę jednak wcześniej bo wtedy będę stary i brzydki....będę czekał to chciałem napisać,w moim sercu jest miejsce tylko dla jednej niezwykłej kobiety i jesteś nią ty Celia. Nigdy nie zapomnij o mnie,jeśli to zrobisz będę mógł spokojnie żyć póki nie zjawisz się w moich drzwiach będę czekał kochanie"
P.S. Kocham cię i nigdy nie zapomnę
Neymar" a przy liściku została dołączona karteczka"To co jest w pudełku robiłem i pisałem z myślą o tobie". Zajrzałam w głąb i ujrzałam ramki ze zdjęciami...naszymi zdjęciami. Wybuchnęłam płaczem widząc nasze roześmiane buzie,jak cieszyliśmy sie wyjazdem do Paryża,jak Neymar pokazywał mi Barcelonę,jak kochałam go od pierwszego dnia....To było takie piękne a w dodatku bolesne. Wyjęłam wszystkie i przejrzałam je dokładnie,były z naszego wypadu . Potem znalazłam z Rafaelą z załączonymi z tyłu dedykacjami od Rafaeli"Dla mojej najlepszej przyjaciółki i siostry Rafcia♥" Otarłam twarz i patrzyłam dalej,było ich pełno jakby to wszystko co go smuciło i radowało zarazem zabrał i wpakował do tego pudła. To niemożliwe że to wszystko znosił by wysłać mi to na urodziny. Znalazło się też zdjęcie ze świąt które spędziliśmy krótko ale we własnym gronie. To są moje najpiękniejsze wspomnienia i chwile które zawsze będę miała w sercu. Oczywiście nie zapomniał o najpiękniejszym zdjęciu które sobie zrobiliśmy..
-to była nasza pierwsza randka prawda Da Silva?-spytałam pociągając nosem
Potem były kolejne...Wspólne ze ślubu Daniego...Dani wziął ślub! Jak dobrze widzieć go szczęśliwego pewnie udawał by nie zrobić nikomu kłopotu...Neymar Neymar.... Ostatnie było największe i była przy nim wielka kartka i w nie włożona wielka ilość zdjęć. Jednym z nich było to,jedne z pierwszych które do dziś miałam na tapecie . Odwinęłam kartkę i ujrzałam Je z podpisem"Never ending love♥". Wpatrywałam się we wszystkie ramki i nie mogłam już powstrzymać łez,nawet nie próbowałam. Potrzebowałam pozbyć się tego żalu i tęsknoty choć na chwilę. Dzięki tym upominkowi mogłam powspominać najlepsze chwile a także zebrać siły do dalszej walki o nas. O moją i jego miłość.
-dzięki tobie to znowu nie zapomniane urodziny Neymar,zawsze wiesz co zrobić-dodałam cicho pochlipująć-dziękuję kochanie-wyznałam cicho-będę o nas walczyć,już teraz ci obiecuje wrócę do ciebie szybciej niż za 100 lat-zaśmiałam się sama do siebie patrząc na wielki uśmiech Brazylijczyka widniejącego na naszym wspólnym zdjęciu. Cały żal minął,smutek też teraz we mnie narodziło się coś czego nikt nie powstrzyma. Dzięki zdjęciom od Neymara ponownie uwierzyłam w miłość.
***
Rozpisałam się trochę ale to taki prolog przed to co ma się wydarzyć!♥ Komentujcie ♥
Ajjj, dawaj nexta, kochana! :*
OdpowiedzUsuń