Music ♥

niedziela, 9 lipca 2017

Rozdział 86

"Jakby tego chciał, to teraz byś była u niego. Ale pewnie Cię tam nie ma, co?

Wróciłam do stolika już otrząśnięta z życzeń Leo i spokojnie mogłam wrócić do przyjaciół. Następne przyszły dziewczyny i zagadywały o tym że nie mogły zdecydować się co mi kupić i chciały bym otworzyła ich prezent. Nie mogłam się na nich skupić bo moją uwagę przykuła obojętna Brazylijka. Nie uszło to uwadze przyjaciółek które bacznie mnie obserwowały
 -możesz do niej iść-powiedziała Anto obejmując mnie lekko-jest na wyciągnięcie twojej ręki-dodała Shaki siadając tuż obok mnie.Miały rację ale nadal coś mnie powstrzymywało. Kelnerzy donosili kolejne prezenty które pochodziły niewiadomo skąd i nie wiadomo od kogo. Wstałam zaniepokojona patrząc na listę adresata: Barcelona Celia Montez 18 urodziny. Przejrzałam wszystkie trzy paczki i nie znalazłam ani jednej informacji od kogo może być,jedynie informacja że jedna była z Rio a druga z Buenos Aires i tyle koniec. Odłożyłam je na inną kupkę i starałam się przejrzeć listę gości z takimi dziwnymi pomysłami. To ktoś z zewnątrz ale kto?
 -halo tu ziemia do naszej solenizantki-zaśmiała się Andrea-goście na ciebie czekają na parkiecie-szturchnęła mnie Hiszpanka
 -a tak tak-powiedziałam drapiąc się po czole-idę do nich-westchnęłam wchodząc na niewielki podest. Zaczęła lecieć muzyka która przypominała moja play-listę na telefonie.
 -dobry ten DJ zna się na muzyce-zaśmiałam się czując rytm i obserwując Kolumbijkę na parkiecie. Wymiatała w całej swojej okazałości,wciąż po tym 3 latach nie mogłam się na nią napatrzeć śpiewając słowo w słowo tekst piosenki. Kołysaliśmy się grupą do latynoskich hitów kompletnie zapominając o zmartwieniach.Liczyliśmy się tylko my. Rafhnia siedział z Rafaelą której nie spuszczałam z oka od samego południa. Wcale się nie zmieniła,była piękna,urodziwa i cudowna ale w środku była cała w kawałkach widziałam po stylu jej jedzenia,chodzenia a nawet po rodzaju spojrzenia. Nic przed sobą nie ukrywałyśmy i tak samo było tym razem. Bawiłam się z dziewczynami na parkiecie nieraz wygłupiając się do melodii piosenek. Nikt nie siedział za to wszyscy ale nie wszyscy się bawili ja sama nie potrafiłam się skupić na zabawie widząc przybitą minę dziewczyny.
 -dziękuję za prezenty z Buenos Aires-zaśmialam się mówiąc do Anto. Przyjaciółka chyba nie skojarzyła o czym mówię bo stanęła jak słup dziwnie się na mnie patrząc
 -Jakiego Buenos Aires Celia?-zaśmiała się nerwowo-rzadko tam bywamy to niemożliwe byśmy przysłali stamtąd prezent-dodała-co cię martwi?-spytała łapiąc mnie za nadgarstek tym razem ciągnąc mnie za sobą do stolika
 -tajemnicze prezenty-powiedziałam prychając-nie wiem od kogo są ale są dla mnie-powiedziałam wypijając szybko drinka-później to sprawdzę ale wiesz co mnie trapi-westchnęłam zawieszając głowę na jej ramieniu.
 -już nic nie powiem,dobrze wiesz co masz robić-pstryknęła mój nos i poszła na parkiet. Zostawiła mnie samą z dręczącymi myślami póki sama nie zrobię pierwszego kroku w stronę tego by powiedzieć Rafie prawdę. Zadymałam się nad sobą i nabierałam powietrza w płuca tak długo póki nie miałam już sił by stać i nic nie robić. To moje urodziny,muszę coś zrobić i to jak najszybciej. Poszłam do Dj i puściłam coś szybszego,coś by Rafa do nas dołączyła. Dziewczyny w swoich ślicznych sukienkach dołączyły na środek gdzie ja kręciłam głową. Zgraliśmy się co do kroków i wyglądało to tak jakbyśmy mieli ułożoną choreografię. Dobrze się bawiłam wywołując uśmiech chłopaków. Piłkarze porwali swoje ukochane do wolnego tańca a ja zamierzałam odetchnąć. Dobrym pomysłem by bylo pogadać jeszcze z Rafem ale on siedział z Rafcią i nie zamierzałam im tego psuć.Mój braciszek także namawiał swoją ukochaną ale ona nie chciała. Smutny widok,Rafa gdybyś wiedziała..i wtedy wpadłam na pewien pomysł.
 -zatańczysz ze mną?-spytałam unikając wzroku Brazylijki
 -Cel...nie wiem czy to dobry pomysł-dodał wzdrygając ramionami
 - no chodź to tylko jedna piosenka-szturchnęłam go siląc się na jak najszczerszy uśmiech
 -jeden i wracam-dodał pokazując mi na palcu co znaczy jeden. Po kryjomu wytknęłam mu język i ciągnęłam pod scenę. Wiedziałam co tym wywołam i byłam pewna swojego planu bardziej niż niczego innego.
 -zostaw go jeśli nie chce-powiedziała ożywiona Brazylijka- Raf ja wracam mam dość-powiedziała całując go przelotnie idąc w stronę wyjścia. I o to mi chodziło. Coś w niej ruszyło i teraz się nie cofnę. Chłopak był kompletnie zdezorientowany i nie zatrzymywał dziewczyny ani mojego głupiego uśmieszku-działaj-szepnął poklepując mnie po ramieniu. To ta chwila,witaj ponownie Rafa.
 -Rafa poczekaj!-krzyknęłam czekając na jej reakcję. Zatrzymała się ze złością wypisaną na twarzy. Ale to tylko twarz,w sercu czuła się zagubiona.
 -czego ty chcesz? Skąd znasz jak sie nazywam? Dlaczego przystawiasz się do mojego chłopaka ostrzegam cię że...-wystawiła palec chcąc mi pogrozić,pogrozić to se ona może komuś innemu nie mnie.
 -Rafa to ja Celia-wypaliłam szybko patrząc prosto w jej oczy,ciemne jak kasztany błyszczące szkliste gdy usłyszała moje imię-tak to ja Celia twoja siostra,przyjaciółka uwierz-dodałam ciszej łapiąc jej dłoń. Szybko ją zabrała marszcząc brwi,bała się na prawdę się bała.
 -nie! Celia dawno wyjechała..ty nią nie jesteś to niemożliwe-pokręciła głową nie patrząc na mnie-jej tu nie ma i nie będzie! Opuściła mnie  zostawiając bez słowa!-krzyknęła pocierając ramiona
 -to ja Rafa! Raf nie miał ci mówić bo chciałam sama ci powiedzieć...to nie miało być tak że cię zostawiłam ale-ucięłam po raz kolejny widząc jej złość na ustach
 -Raf jest mój,proszę zostaw go w spokoju-powiedziała plując jadem,teraz to była zła
 -nigdy ci go nie zabiorę bo jest dla mnie jak brat-dodałam całkiem spokojnie-jest dla mnie przyjacielem i dzięki niemu tutaj stoję to dzięki niemu nabrałam odwagi by ci powiedzieć całą prawdę-powiedziałam obserwując jej wyraz twarzy
 -nie wierzę-powiedziała bawiąc się pierścionkiem na palcu
 -wiem że teraz czujesz się zagubiona i nie wiesz co masz robić ale ja też tak miałam...wtedy gdy lecieliście do mnie i...Neymara na wakacje wydarzył się najgorszy dzień w moim życiu,za dużo wypiłam,za dużo chciałam i później uciekłam jak tchórz przyznaje-powiedziałam przechodząc z nogi na nogę-ale to wszystko nie potoczyło się tak jak chciałam...założyłam się z Justinem że wypije jakiegoś drinka który on zrobi i jeśli dam rade to odda mi karnet na jego występy do końca roku zrobiłam to ale naraziłam się Neymarowi wyszłam z klubu podtrzymywana i wynoszona przez niego,wsiedliśmy do limuzyny i wróciliśmy do hotelu ale to i tak nic nie dało,wiedziałam co zobaczę jutro rano w gazetach i się nie myliłam-westchnęłam na chwilę zawieszając głos-wyciągali to co najgorsze w moim życiu dokładając do tego że zdradzam Neymara z Justinem,że jestem  z nim tylko dla kasy i sławy że my to ustawieni jesteśmy i inne okropne rzeczy ale to nie było ważne dla mnie liczyliście się tylko wy,to jak wy to odbierzecie jak przez to ucierpicie....nie mogłam znieść myśli że nie będziecie mnie chcieli,nie okazałam się taka dobra za jaką mnie mieliście,bałam się że to wszystko legło w gruzach i w tamtym momencie myślałam że muszę zniknąć z waszego życia-powiedziałam patrząc na nią. Jej wyraz twarzy nie zdradzał nic-to wszystko było z myślą o was ale gdy wylądowałam w Barcelonie całkiem sama uświadomiłam sobie jak egoistycznie postąpiłam i zostałam jak sama wtedy znalazł mnie Jorge i przywiózł tutaj do restauracji Rodriga gdzie liczyłam że zacznę od nowa ale też wiedziałam że w końcu kiedyś bedę musiała wam to wszystko wyjaśnić,i tak się stało od ponad 3 lat zbierałam się by to wyznać...-zacisnęłam wargi powstrzymując łzy-drużyna dowiedziała się wczoraj,Anto wie od imprezy urodzinowej Leo zostałaś tylko ty...tylko z tobą bałam się rozmawiać-dodałam spuszczając wzrok-teraz wiem że może nie musisz mi wybaczyć ale proszę cię Rafa....-ucięłam czując oplatające mnie silne i miękkie ramiona
 -nic już nie mów Celia..proszę-pociągnęła nosem wtulając się w moje włosy-teraz daj mi powiedzieć to co ja zawsze chciałam ci powiedzieć gdybyś wróciła-przełknęła ślinę siląc się na normalny ton-mogłaś mi powiedzieć...przecież mogłaś na mnie liczyć,pomogłabym wspierałabym jak tylko bym mogła ale wolałaś zostać sama to też uszanowałam ale na początku nie mogłam się z tym pogodzić że na prawdę mogłaś to zrobić tak mnie zostawić beż żadnego powodu długo to trwało i poszłam dalej dzięki Rafowi który miał rację pokazując mi to jaka byłaś gdy przez ten cały czas spędzałaś z nami i to dało mi do myślenia że może coś się stało-powiedziałam łapiąc moje lodowate dłonie-zżerała mnie zazdrość gdy rozmawiałaś z Rafem myśląc że tego nie widzę-pociągnęła nosem lekko się uśmiechając tym bardziej że bardzo przypominałaś siebie poza tym tylko ty do ślicznej sukienki ubierasz zwykłe vansy-dodała już z taką swobodą że ugięły się pode mną kolana-nie mogę już bez ciebie żyć-wyznała bawiąc się moją bransoletką na dłoni-ani dnia dłużej bym nie wytrzymała-powiedziała ponownie się we mnie wtulając. Długo tuliłyśmy się do siebie płacząc raz na jedno raz na drugie ramię. Bez oporu,bez barier brama została otwarta
 -mam coś dla ciebie solenizantko-zaśmiała się ciągnąc mnie do środka.
 -nie..nie Rafa nie musisz...-pokręciłam głową starając się zatrzymać niemal biegnącą dziewczynę
 -nie mogłam przegapić takiej okazji i ci czegoś nie dać-zapiszczała pod nosem stając do mnie przodem-to dla ciebie-uśmiechnęła się od ucha do ucha-ode mnie i od Rafaela-zaśmiała się przyczepiając wzrok do nadchodzącego chłopaka. Było to wielkie grube pudełko owinięte kolorową tasiemką
 -to za dużo-powiedziałam powoli ściągając taśmę i obawiając się tego co jest w środku
 -czekaj!-krzyknęła Brazylijka-zamknij oczy zanim otworzysz wieczko-powiedziała śmiejąc się
 -jeśli to..to nie chcę-powiedziałam poważnie odrywając się od tajemniczego prezentu
 -nie to nie mój brat,nie zmieścił by się w takim pudle-zaśmiała się-otwórz a się przekonasz-szepnęła odchodząc na bok. Pokiwałam głową i powoli zdejmowałam wieczko. Pudełko okazało się wypełnione zdjęciami,ramkami i wplecionymi w ogromny koc albo prześcieradło? Było ogromne i upamiętniało każdą naszą wspólną chwilę,niesamowity prezent.
 -jejku...-spojrzałam nakładając na siebie koc-tu są wszystkie nasze zdjęcia!-pisnęłam śmiejąc się do Brazylijskiej pary-dziękuję!-krzyknęłam obejmując ich szybko-dziękuję za to że jesteście byliście i będziecie ,dziękuję za to że zawsze mogę na was liczyć i nigdy nie zdołam wam się za to odwdzięczyć-dodałam nie powstrzymując narastającego uśmiechu
 -drobiazg miałam nadzieje ze właśnie takie coś by na pewno ci się spodobało-dodało dziewczyna oglądając mnie w tym ogromnym kocu
 -będę go nosiła na sobie gdy będzie mi zimno,gdy za tęsknię za tamtymi chwilami i gdy....
 - gdy co?-uniosła brwi Rafa
 -nie nic nieważne-machnęłam ręką-gdy nie bede mogła odważyć się do powiedzenia Neymarowi prawdy-mruknęłam cicho robiąc krok w tył
 -odważysz się,bo po tym co przeszłaś należy ci się szczęście-powiedziała łapiąc jedno ze zdjęć z kocu-pamiętasz jak chodziliśmy zwiedzać Barcelonie prawie o północy? wtedy zachciało ci się zdjęć a przynajmniej nam i zrobiliśmy parenaście i miałam wielki ubaw je tu umieszczając-powiedziała obejmując mnie jedną ręką-wierzę w to że oboje znajdziecie siebie a ty nie wątp w to że tego nie zrobisz-pogroziła mi palcem śmiejąc się. Obecność Rafy wiele mi dała,spadł mi wielki ciężar chyba największy jaki nosiłam na barkach,teraz miałam jedną misję:uszczęśliwić Neymara za wszelką cenę. Nie wahałam się co do tego i nie cofnę swoich planów.
 -chodźmy się bawić-uśmiechnęła się cwaniacko Brazylijka ciągnąc Rafaela za sobą na sam środek parkietu. Bawili się,nareszcie bawili się sobą. Rafaela się śmiała,Raf w końcu mógł zaznać spokoju a ja po raz pierwszy poczułam że jest tak jak dawniej nie pomijając tego że każdy z nas był o 3 lata starszy. Tu liczby nie grały roli,byliśmy jesteśmy i będziemy rodziną bez względu na wszystko-takie słowa były wypisane na kocu który dała mi Rafa,ten koc stał się dla mnie najcenniejszym prezentem jaki kiedykolwiek dostałam. Weszliśmy na sale dopełniając tym samym gromadkę przyjaciół. Usiadłam na kolanach Rafaeli śmiejąc się z tego jak to wygląda. Dziewczyny przysiadły się do nas a Rafhnie zabrali do swojego męskiego grona. 
 -to który prezent otworzysz najpierw?-spytała Kolumbijka
 -żadnego,zostawię je na później-powiedziałam zakładając dłonie na pierś-nie śpieszy mi się by je otwierać jak wy tak nalegacie-westchnęłam-mam nadzieje że nie znajdę tam nic podejrzanego-uniosłam wysoko brwi spoglądając na nie wszystkie. Wszystkie wysoko podniosły dwa palce obiecując że nie znajdę tam nic takiego. Zaśmiałam się z ich min mówiąc że żartowałam. Nie musiały mi tego obiecywać bo sama to wiedziałam.
 -co robimy panienki?-spytałam udając ton głosu Daniego obejmując wzrokiem trzy dziewczyny. Roześmiały się głośno wprawiając mnie w błogi stan
 -nie wiecie jak tęskniłam za wami-powiedziałam głośniej niż chciałam-jak mi brakowało waszej obecności,waszej nadopiekuńczości i tego że zawsze umiałyście mi pomóc....-powiedziałam ucinając-chwila gdzie jest Andrea i Tomas?-zdziwiłam się szukając ich wzrokiem-czemu ich tu nie ma?-pytałam samą siebie-przepraszam muszę ich znaleźć-dodałam zaniepokojona. Oni też tu muszą być, w takim momencie jak moje urodziny. Obeszłam całą salę i nikogo nie znalazłam.Powędrowałam do kuchni może i tam by mogli być ale nici jak nikogo tam nie było. Poszli do siebie? Nie wierze żeby zniknęli tak bez słowa. Weszłam schodami na część VIP i tam ich znalazłam wtulonych w siebie przy puszkach Coca-Coli. Śmiać się zaczęłam tak głośno jak jeszcze nigdy wcześniej.
 -Celia?-potarł oczy Tomas-znalazłaś nas-zaśmiał się pod nosem podnosząc swoją ukochaną
 -czemu nie ma was na dole?-spytałam znowu marszcząc czoło
 -nie chcieliśmy zawadzać,masz ważnych gości nie pasujemy tam-powiedziała obojętnie Andrea
 -Tomas to całe grono bez was się nie liczy,byłam zbyt przejęta rozmową z Rafaelą że nie zauważyłam kiedy zniknęliście mi z oczu-westchnęłam-przepraszam-podeszłam do nich z miną zbitego psa
 -nie nabierzesz mnie na to-powiedziała parskając Andrea-nie Celia przestań-zarobiłam od niej dobrego kuskańca w bok-nie działa to na mnie N-I-E-D-Z-I-A-Ł-A-powiedziała głośno śmiejąc sie.A jednak podziałało
 -wy także jesteście moją rodziną-powiedziałam odważnie wyciągając do niej ramiona-oboje równie ważni jak ta zgraja na dole-dodałam ściskając ją czule. Nie mogli o tym zapominać,nigdy. I tyle ich widziałam.Usłyszeli głos Alexa i uciekli na dół.
 -jak na zawodową kelnerkę długo dziś pracujesz-parsknął Alex widząc nas na tej strefie-dobrze się bawisz?-spytał
 -lepiej nie mogłam sobie wymarzyć-powiedziałam przymykając oczy-to od naszej ekipy-powiedział drapiąc się po karku-Andrea wybierała-zaśmiał się podając mi pudełko.
  Bransoletka z kolczykami. Na Bransoletce literki ich imion i wygrawerowane "Najlepszego Celia♥" Przepiękna rzecz ale droga i nie umiałam od tak jej przyjąć
 -nie musieliście,dość mi ofiarowaliście przez te 3 lata....-dodałam patrząc na zakłopotanego zarządce
 -coś ci się w niej nie podoba?-spytał lekko smutny
 -nie nie coś ty-pokręciłam głową-jest prześliczna ale nie musieliście na prawdę...-uśmiechnęłam się do niego pokazując ile ten gest dla mnie znaczy- liczycie się dla mnie wy a nie drogie prezenty-powiedziałam z błyskiem w oczach. W oczach Alejandra pokazało się coś nowego,czegoś czego nie znałam. Zaciekawiło mnie to.
 -nie przyzwyczajaj się bo to tylko twoje urodziny Montez- prychnął schodząc na dół schodami. Tak łatwo mu nie popuszczę,co to to nie.
 -Hej Fernandez zaczekaj!-krzyknęłam używając jego nazwiska,choć raz mogę go użyć ten jeden raz. Zatrzymał się z miną typu"zaraz jak nie przestaniesz to pożałujesz tego że jestem dla ciebie miły" i najzwyczajniej w świecie spojrzał na mnie z ukosa.
 -masz ze mną zatańczyć-oznajmiłam unosząc dumnie głowę. Nawet nie chciałam słuchać jego wymówek na tego dlaczego użyłam jego nazwiska i skąd je znam. Miał i koniec to moje urodziny chciałam je w pełni wykorzystać. Zatańczę z każdym chłopakiem na tej sali-tak sobie postanowiłam. Wprowadziłam go na sale pełną hałasu i wrzasków gdy wszyscy nagle umilkli. Ups to dopiero  niespodzianka.
 -bawimy się!-krzyknęłam-Leo ty jesteś następny-pokazałam na niego palcem a biedny nie wiedział o co chodzi,i dobrze. Dziś to ja nad nimi górowałam. Weszliśmy na parkiet wraz z Alexem przybliżając się do siebie w miarę rozkręcania się piosenek.
 -nawet nie spytałaś czy chcę..-westchnął-mogłaś..
- nie to twój obowiązek jako mojego zarządcy-powiedziałam ze swobodnym uśmiechem. Spojrzałam na niego i jego zdziwny wyraz twarzy-Alex...-wyszeptałam-to moje urodziny postaraj się by były dobre-powiedziałam kładąc dłonie na jego ramionach kładąc głowę blisko przy klatce piersiowej. Objął mnie w pasie kołysząc nas oboje. Pocałował mnie we włosy i zatraciłam się w jego ruchach. On też zapomniał z kim tańczy po robił niesamowite rzeczy,płynął po ziemi,oboje płynęliśmy. Tancerz z niego i to jaki. Starał się jak umiał choć nie musiał...wziął moją groźbę na poważnie? Dobry jest cholera. Tańczyliśmy przez parę wolniejszych kawałków w końcu odrywając się od ciebie. Zeszłam z nim na dół trzymając się jeszcze bardzo blisko.
 -dziękuję-powiedział zatrzymując mnie od razu,złapał moją dłoń złączając ze sobą-dziękuję że otworzyłaś mi dziś oczy-dodał z jaśniejącym uśmiechem. Zatkało mnie,zamurował od góry do dołu. 
 -em..no wiesz nie ma za co-zaśmiałam się nerwowo nie wiedząc co powiedzieć- to ja dziękuję za danie mi pięknych chwil i dziękuję za te trzy lata opieki nade mną-dodałam wtulając się w niego czule. Poczułam jego silne ramiona głaszczące mnie po włosach i mówiące życzenia na ucho.Życzenia które znał tylko on  i ja.Teraz to ja byłam mu za to wszystko wdzięczna.
 -gdzie jest mój surowy i zimny zarządca? oddawaj go!-walnęłam go lekko w pierś-albo pomóż go odzyskać-powiedziałam ukrywając rumieńce na twarzy.
 -wciąż tu jest ale z przykrością stwierdzam że już ten zimny i surowy Alex nie wróci-pokiwał głową-dzięki niesamowitej i pięknej dziewczynie która dziś obchodzi urodziny,ta która...........pomogła mi ujrzeć innego siebie-dodał całując mnie w policzek-to były piękne tańce-ukłonił się przede mną z szarmanckim uśmiechem. Ukłoniłam się podrygując lekko odwzajemniając uśmiech. Co się z nim stało? Ale jeśli na prawdę go zmieniłam...? Odwrócił się do mnie i zmierzał do drzwi. Nie mów że coś popsułam....
 -idziesz do siebie?-spytałam bawiąc się palcami
 -muszę odetchnąć,wracaj do Leo pewnie już się niecierpliwi-dodał puszczając mi oczko. Wypuściłam głośno powietrze wchodząc powoli do sali. Rozmyślałam nad tym co mi powiedział i nie mogłam oprzeć się wrażeniu że wciąż na mnie patrzył gdy odwróciłam się od niego. Kompletnie zbiło mnie to z tropu...że ja go zmieniłam? To jest dobry żart-zaśmiałam się w duchu piszcząc pod nosem. Teraz to ogłaszam oficjalnie to moje najlepsze urodziny,pod wszystkimi względami nigdy ich nie zapomnę a co dopiero to nie był jeszcze koniec.

***
Tam tam tam!♥ Mamy już drugi! :* Kochani co sądzicie o postawie Celi? Jak jej rozmowa z Rafą? I co w tym wszystkim ma Alex? Czy naprawdę się zmienił dzięki Celi? Czy to tylko pic na wodę? Piszcie w komentarzach♥

1 komentarz: