Music ♥

niedziela, 27 listopada 2016

Rozdział 72

" I serce nagle przyśpiesza bicie gdy ktoś wypowie Twoje imię"


W pokoju stał Tomas,omal się nie przewróciłam gdy zobaczyłam go we własnej osobie. Ja byłam w ręczniku na głowie i z mokrym od kapania włosów podkoszulkiem. Otrząsnęłam się i podeszłam do Tomasa
 -co ty tu robisz?-spytałam udając jak gdyby nigdy nic. Nie miałam co mu wyjaśniać. To nie jego sprawa...a jednak czułam się podle.
 -Byłaś już tutaj?-spytał łapiąc się krzesła. Usiadł i wlepił wzrok w ziemię.
 -nie-dodałam podchodząc do szafy.Zerknęłam na miejsce przy stoliku było puste..a to oznaczało....
 -kłamiesz i dobrze że się o tym dowiedziałam-powiedział przez zęby-znalazłem twój paszport na biurku-dodał podając mi go-od razu wyczułem że jesteś stąd...wiedziałaś jaka kawę piłem a znają ją tylko mieszkańcy Barcelony w dodatku w paszporcie miałaś zdjęcia-westchnął- zastanawia mnie czemu nie powiedziałaś mi od razu wszystkiego-uciął Hiszpan. Okłamałam go bo nie chciałam by oceniał mnie z tamtej strony. Skończyłam z tamtym życiem
 -stwierdziłam że nie powinno to mieć znaczenia-dodałam czując jak fala łez powraca. Chciało mi się płakać sama nie wiem z czego. Dość!
 -wczoraj gdy się spotkaliśmy nie wspomniałaś o nich-ciągnął dalej
 -Powiedziałam to nie ma znaczenia-powiedziałam głośno i wyraźnie-mogę się ubrać?-spytałam chłodnym tonem
Mruknął coś pod nosem i wyszedł z mojego pokoju. Przytrzymałam się łóżka by nie upaść. Znowu ten ból łamie mnie od środka,znowu moje serce wie że jest połamane. Przebrałam się w miękką za dużą koszulkę i krótkie szare spodenki. Koszulka wciąż pachniała brunetem.....wciąż cholernie ten zapach mnie pociągał. Niestety to jedyne co mi po nim pozostało. Położyłam się do łóżka ze zdjęciem oprawionym w ramce. Zdjęcie zrobiła nam Anto w Paryżu, tuż pod wieżą Eiffla. Mówią że serce nie sługa...to takie prawdziwe w moim przypadku. Nie miałam szczęścia i nigdy nie będę miała. Od początku tak miało być,moje koszmary się sprawdziły ba....pewnie tańczą ze szczęścia gdzieś daleko. Źle że tak spławiłam Tomasa....nie wiedział....a ja tak po prostu dałam mu popalić. Przeproszę go za wszystko i wyjaśnię jak trzeba. Tak to będzie dobry plan. Zaczęłam od nowa i nie mogę się już cofnąć do tego co było. Jak się powiedziała jedno nie można mówić drugiego. Powiedziałam tak i nie powiem już nie. Zaczęłam i nie powiem Stop. Odpłynęłam w krainę gdzie nikt nie miał do mnie wstępu...no może są wyjątki. Śniłam. Śniłam że znajdowałam się na bezludnej wyspie gdzie nikt mnie nie widział. Rozglądałam się,krzyczałam ale nie było żadnego odzewu. Wołałam nieustannie aż w końcu odezwał się głos. Zbliżyła się do mnie zjawa która okazała się Neymarem. Wlepił we mnie wzrok,jego spojrzenie było pełne nienawiści i pogardy.Widziałam to po nim,widziałam jak bardzo go skrzywdziłam. Wypalał we mnie to co najgorsze. Odegrał się na mnie tak bardo że poczułam na własnej skórze łzy.Jego łzy,płakał wewnętrznie przez co ja odczuwałam to jeszcze bardziej. Moje serce słyszało jak krzyczał i rozdzierał swoją duszę na kawałki. To ja to uczyniłam.
 -widzisz co ze mną zrobiłaś?!-krzyknął puszczając mnie ale wciąż nadal na mnie patrzał
Spuściłam wzrok i dając upust łzom.
 -Zniszczyłaś mnie!-krzyknął-zniszczyłaś całe moje życie!-krzyczał dalej podchodząc coraz bliżej
 -musiałam!-odpowiedziałam-nie mogłam narazić cię na zniszczenie kariery! Uśmiechał się cwaniacko przypierając mnie do drzewa
 -nigdy mnie nie kochałaś i nigdy ci tego nie wybaczę-zaśmiał się tym samym dając mi odczucie czegoś złego- wiesz co nawet lepiej że wyjechałaś,znudziłaś mi się i tak bym cię wymienił na inną-prychnął a potem pojawiła się dziewczyna wyglądająca jak bogini. Objęła go mocno i zaczęli się całować. Coraz namiętniej.......
Obudziłam się cała mokra i z krzykiem. Tomas w mig pojawił się przy moich drzwiach. To on zawsze był pierwszy
 -Celia co się dzieje?-spytał cicho pukając do drzwi
Wygramoliłam się z łóżka i otworzyłam mu. Wszedł robiąc duże smutne oczy. Złapał za ręke i poprowadził z powrotem pod kołdrę.
 -czemu tak krzyczałaś?-dodał cicho wpatrując się we mnie
 -miałam koszmar-przetarłam twarz czując że ciśnienie ze mnie zeszło i jest lepiej-przepraszam że cię obudziłam murzynku-zaśmiałam się widząc jego piżamę w czarne plamki,w ciemne ciastka które mama nazywała murzynkami.Tomas zerknął na to z czego zaczęłam się śmiać i sam nie oparł się szerokiemu uśmiechowi. Położył się koło mnie cały czas udając tego murzynka. Otoczył mnie ramieniem i spokojnie mogłam ponownie zasnąć. Ja miałam jeszcze sprawę do wyjaśnienia
 -Tomas chciałam cię przeprosić za to że tak na ciebie naskoczyłam-zaczęłam spokojnie, nerwowo przekładając ręce-nie bądź zły-pociągnęłam go za koszulkę czekając na jego reakcję
 -no co ty ani na chwilę nie byłem zły na ciebie...tylko zły na niego...-spojrzał na mnie swoimi niebieskimi tęczówkami sprawiając że mimowolnie poprawił mi się humor. Nie wracamy do przeszłości
 -chciałeś wiedzieć czemu nic o sobie nie mówię-zaczęłam podnosząc się do pozycji siedzącej
Kiwnął głową. Hiszpan był ciekaw co takiego mam mu do powiedzenia o 4 nad ranem. Współczułam mu że musiał mnie znosić o tej godzinie. Najwidoczniej zasłużyłam na to.
 -to bardzo długa historia i nie ma sensu bym ją ci opowiadała ale streszczę wszystko tak byś zrozumiał-machałam rękami by tylko się nie rozpłakać.
 -pamiętaj że cię wysłucham i to pozostanie między nami-wyciągnął dłoń i przybiliśmy sobie żółwia na zgodę. Czas zaczynać. Zaczęłam jak najłagodniej się dało.
 -to był jeden nie winny moment,jedna chwila a zburzyła całe nasze życie. Bałam się że wszystko spadnie na niego i to będzie koniec jego reputacji, musiałam jakoś działać więc wymyśliłam wyjazd nie mówiąc nikomu o tym co zaszło,nie mówiąc jak bardzo ich oszukam i jak bardzo tym samym krzywdzę jego i siebie.Nie sądziłam że ten wyjazd tak bardzo odbije się na moich uczuciach i wszystkim co znajdowało się  w Barcelonie. Spędziłam z nim wiele chwil i cudownych dni-dodałam przypominając sobie, tak jakoś to ze mnie zeszło- To były moje najlepsze dni w życiu,obdarzyłam go tak silnym uczuciem że aż do teraz-złapałam się za miejsce gdzie spoczywało moje narzędzie do kochania-wciąż czuje jak coś mi tak pęka-szlochnęłam cicho i mówiłam dalej- nie mogłam znieść myśli że go stracę a co dopiero wiele milionów ludzi....-ciągnęłam jak najdłużej swoją wypowiedź-to wszystko ten cały powrót i zaczęcie od nowa to dla niego.Dla mnie liczy się tylko on-powiedziałam przytulając się do poduszki-Kocham go tak że aż to boli-wydukałam na koniec. Tak to był koniec. Początek końca.Hiszpan mocno mnie otoczył ramionami nie mówiąc nic co by mnie jeszcze bardziej pogrążyło. Nic kompletnie cisza która huczała mi w głowie .Cisza w której słyszałam krzyk rozdartego serca i połamanej duszy. Usłyszałam zatrzymujące się serce. Coś co nawet nie śniło mi się w najgorszych koszmarach.Nie potrzebowałam snów by wiedzieć że to co było nie wróci. Świadomość mnie dobijała,jak myśl co zrobi ze mną Anto jak się dowie.
 -Celia...-dodał z lekką chrypką-jesteś tutaj a to znaczy że wciąż wiesz jaki jest twój cel w życiu-dodał patrząc mi prosto w oczy-nie poddawaj się a wszystko się ułoży-pstryknął mnie słodko w nos i zszedł z łóżka.
 -Dziękuję Tomas-po raz pierwszy tak szczerze się uśmiechnęłam. Nie poddam się. Masz to jak w banku. Dla takich dni i ludzi warto żyć.Teraz nie musiałam się budzić by wiedzieć że to co najlepsze dopiero przede mną a nie za. Śniłam tak długo póki dzwonek nie zadzwonił. Pikał niemiłosiernie,spałam dosłownie chwilę a do pokoju wparowała Andrea.
 -wstawaj masz pięć minut by się ubrać i ogarnąć przed pracą-powiedziała i wyszła. Tak to takie koleżeńskie. No cóż musiałam wstać i ruszyć z następnym dniem. Ubrałam się po szybkim prysznicu w czarno-biały uniform i zwykłe trampki. Najdłużej zeszło mi z włosami. Nie układały mi się z rana a żadna gumka nie pasowała do upięcia. Jakby niebiosa specjalnie to robiły. Rzuciłam wszystko i zbiegłam na dół robiąc warkocza. Najprościej i najpraktyczniej. Rozwalił mi się w kilku miejscach co dodało jeszcze większej mojej wściekłości. Miałam "busz" na głowie. Naprawdę nie lubiłam takich dni gdy słońce przypiekało w miejscach w 35 stopniach. Moje włosy tak reagują. Bóg wie co powie Alejandro.Dołączyłam do ekipy w kuchni gdzie było rozdanie dzisiejszych zadań. Byłam ostatnia i wydawało mi się że spóźniłam się.
 -gdy już wszyscy jesteśmy możemy zaczynać-dodał krótko wychodząc. Dostałam listę z obowiązkami która liczyła kilka godzin po pracy.....
 -to za spóźnienie się-szepnął mi gruby męski głos.Wiedziałam już na przyszłość by ustawić sobie budzik na 5 rano. Obejrzałam raz jeszcze listę i widziałam jedną godzinę wolną,cieszyłam się pomimo tego że czeka mnie praca do 22. Tomas zaczepił mnie przy wylocie do kuchni.
 -jak zwykle masz dużo wolnego-zaśmiał się
 -Nie wiem z czego tak się cieszyć przy takich obowiązkach-mruknęłam pod nosem kilka polskich przekleństw a gdy wróciliśmy do rozmowy Hiszpan śmiał się z mojego wyrazu twarzy
 -może i masz ciężej ale jako jedyna masz wstęp do strefy VIP a wchodzi tam tylko jak na razie Alejandro i tata-puścił mi oko brunet i poleciał do pracy. Tomas był recepcjonistą na pierwszej zmianie a później przenosił się na aquapark i sale gier. Ja miałam wciąż główne salę  i na koniec strefę VIP. Naprawdę nie pojmowałam co jest w tej strefie takiego fajnego. Zacisnęłam pasek na swoim fartuchu i zaczęłam pracę. Co chwila ktoś coś zamawiał a ja podawałam dalej zamówienia. Tak zleciał mi cały dzień.Na końcu gdy Tomas sprzątał w szatniach aquaparku mogłam odetchnąć. Strefa VIP zaczynała się dopiero o 21 i trwała prawie do północy
 -dzisiaj przyjeżdża jakaś gwiazda i oczekujemy tłumów przez co twoja zmiana trwa do końca-przywiesił listę godzin na jutro i odszedł zostawiając mnie z pustym żołądkiem. Usiadłam na blacie kuchennym obserwując wchodzących i wychodzących kelnerów. Powoli kończyli pracę a ja siedziałam i nie wiedziałam co robić. Zapachniało mi paellą i to jeszcze z owocami morza....Pchnęłam drzwi do kuchni i nie myliłam się. Ujrzałam gotującego Rodriga i unoszące się nad nim zapachy. Podeszłam bliżej i gdy się ocknęłam gdzie jestem wisiałam nad jego garnkami.
 -widać że tu jest ty ktoś głodny-zaśmiał się w moją stronę
 -tak cudownie pachnie-przymknęłam oczy przypominając sobie niesamowite zapachy
 -częstuj się-postawił przede mną pełny talerz paelli i dodatków wraz z owocami morza. Oblizałam się na samą myśl jedzenia.
 -to dla mnie?-spytałam cicho?
 -a dla kogo-zaśmiał się gotujący kucharz. Nic więcej nie potrzebowałam .Zajęłam się pałaszowaniem talerza najszybciej jak się dało. Smakowało tak jak wyglądało. Tak dobrego jedzenia nie jadałam od.....odkąd wyjechałam. Było przepyszne, Muszę podpytać Rodriga by nauczył mnie tak gotować. Po skończonym jedzeniu odstawiłam talerzyk do zlewu szybko go myjąc.
  -dziękuję było pyszne-dodałam oblizując się na pożegnanie. Usłyszałam śmiech ojca Tomasa. Zdążyłam się najeść w ciągu 15 min mojej przerwy co znaczyło tyle że za 3...2...1....
 -zaczynamy w strefie VIP-chrząknął głośno Alejandro ujawniając swoje miejsce za mną. Przestraszyłam się nie na żarty ale nie dam mu tego poznać. Wzięłam głęboki wdech i wypuściłam szybko nabierając odwagi.
 -już nie mogłam się doczekać-dodałam sarkastycznie w stronę kierownika i weszłam na salę. Zakładał się długi wieczór. Z każdą minutą ludzi przybywało i robiło się niezmiernie gorąco. Obsługiwałam gości i zanosiłam zamówienia na kuchnię. Rodrigo za każdym razem rzucał jakiś śmieszny żart i zaczynał wydawać dania. Ja w tym czasie leciałam po następne zamówienia. Było tak póki światła na sali nie zgasły....
 -teraz państwem zajmie się nasza gwiazda-dodał przed mikrofonem Alejandro i zniknął za kotarą. Obserwowałam wyjawiającą się zza zasłony postać....o mal ją zobaczyłam ale czyjaś ręka pociągnęła mnie za siebie. Nie zobaczyłam jej niech go szlag.
 -wracaj do pracy-dodał poprawiając swój uniform- to nie miejsce na zabawę ani rozrywkę tylko tu się pracuje-rzucił gdzieś w moją stronę jakbym była wiatrem i wszedł do sali z której mnie wyciągnął.Tak tego nie zostawię.Niech cwaniak sobie nie myśli pomimo tego że jest wyżej ode mnie i mogę się wygłupić to muszę wiedzieć kim jest ta gwiazda! Już miałam wchodzić gdy ta gwiazda akurat zakończyła swój występ i miała przerwę 10 min. Czy to jakiś znak? Goście zamawiali desery a ja z wielkim uśmiechem śliniłam się w myślach na sam widok tych cudeniek. Było ich całkiem sporo więc trzymałam je gdzie popadnie. Zaniosłam je kucharzowi i wróciłam na sale. Jednak długo tam nie zostałam bo coś....
 -zapytaj się gościom o wino i dodatki-szepnął mi Alejandro
 -tak jest-wyciągnęłam notatnik i długopis z Barcy i ruszyłam do gości.
Przeciskałam się miedzy pełnymi stolikami już z ułożoną gadką w głosie. Zaczęłam od końca a skończę na początku. Brawo Ja.
 -czy państwo życzyli by sobie wino i dodatki by umilić sobie czas u nas?-spytałam z bananem na twarzy. Jak zawsze grzecznie tak jak uczył mnie tato.
 -prosimy czerwone wino-dodała kobieta z nad karty
 - i Yerba Mate-mrugnął okiem chłopak o bujnych ciemnych włosach,z kimś go kojarzyłam ale zaprzestałam na zamówieniach
Kiwnęłam głową na pożegnanie i poszłam zanieść to Rodrigo
 -czyli moja siostra cię dorwała- zaczął kucharz mrucząc coś pod nosem
 -że kto?-spytałam wychylając się przez okienko wydawnicze
 - Blondynka ostatni stolik z chłopakiem z ciemnymi włosami....-dodał machając rękami  bym zrozumiała. Gdy widział jak kiwałam głową roześmiał się
 -pewnie Yerba i wino-mrugnął do mnie okiem na potwierdzenie
- em.. tak-dodałam drapiąc się po czole- to jest mam Alejandra? strasznie jest do niej podobny-dodałam patrząc na pracę kelnerów.
 -tak i moja młodsza siostrzyczka-zadzwonił dzwonkiem i byłam gotowa do zaniesienia zamówienia
 -Em...Panie Rodrigo kim jest ta tajemnicza gwiazda?-spytałam na odchodne
 -Sam nie wiem Alejandro nic mi nie mówił-wzruszył ramionami-Rodrigo a nie Pan-krzyknął śmiejąc się. Ciepły serdeczny człowiek,było to też widać po jego synu. Zaniosłam zamówienie na stolik gdy ogłoszono że gwiazda zabawi dzisiaj dłużej wszystkich gości.Pani Maria Sol uśmiechnęła się do mnie serdecznie i zajęła się piciem Mate.
 -czekaj....-dodał jakiś głos
Odwróciłam się i zobaczyłam syna Argentyńskiej kobiety i brata Alexa
 -ty jesteś główną?-spytał brunet z jasnym pasemkiem na grzywce
 -tak-schowałam notatnik i długopis-w czym mogę pomóc?
 -w zasadzie to w niczym ale chciałem poznać zastępczynię brata-zaśmiał się czochrając swoje włosy
 -jestem w pracy nie mam czasu wybacz mi...-już miałam odchodzić gdy złapał mnie za nadgarstek- usiądź z nami bo widzę że inaczej nie pogadamy-szepnął po cichu sadzając mnie na wolnym miejscu daleko za stołami w sali.
 -to teraz mów jaki jest dla ciebie Al-dodał
 -jest dość normalny jak na szefa i dał mi dodatkowe godziny-westchnęłam
 -to chyba dobrze....
 -nie chodzi o to że gdy wszyscy wyjdą muszę zostać i sprzątać za karę spóźnienia się-powiedziałam podnosząc wzrok na chłopaka. Dostrzegłam jego błękitne tęczówki....były jaśniejsze niż ocean. Ma to nutkę Alejandra w sobie nie powiem.
 -tak mój brat w zasadzie nie lubi spóźnialskich ale to przez to że sam taki był-zakrył buzię po wypowiedzeniu tych słów. Zrobił duże oczy i obejrzałam się za siebie. Za nami stał wcześniej wspomniany zarządca kelnerów.
 -Noah....-dodał spokojnie
A więc tak się nazywał. Ładnie i pasuje do niego.
 -tak Alejandro?-drażnił się z nim zerkając na mnie
 -czemu nie siedzisz na swoim miejscu tylko zagadujesz kelnerkę?-uniósł brwi wysoko robiąc minę surowego brata
 -ja tylko próbuję uświadomić Celi jaki naprawdę jesteś-roześmiał się gorzko i odszedł ode mnie puszczając mi oko. I za to mi się dostanie
 -To był mój młodszy on jest....-spuścił głowę i mówił powolnym tonem
 -Jest jak ty-dodałam szepcząc mu na ucho- naśladuje ciebie idealnie Alejandro-zaśmiałam się na koniec gadając sama do siebie. Obserwowałam przez cały czas ruchy Alexa i wywnioskowałam że się cieszy z tego co mu powiedziałam. Przyszedł czas na gwiazdę.Wypatrywałam jej do czasu aż zrezygnowałam i wróciłam do odbierania i podawania posiłków. Noah uśmiechał się do mnie przyjaźnie i zachęcał bym dosiadła się do niego ale ja miałam pracę. Skończyłam z zabawą. NA sam koniec goście zaczęli wychodzić chwaląc obsługę i potrawy. Wywołali Rodriga na sale dziękując mu za przygotowane posiłki. Dostał oklaski i podziękowania od ważnych ludzi w Barcelonie. Kucharz wrócił do mnie po krótkiej przerwie.
 -to czas na mnie...-westchnęłam-masz na zapleczu środki do sprzątania i czyszczenia?
 -tak na prawo i na samej górze masz czego ci trzeba-dodał zdejmując fartuch i wychodząc z kuchni-Naprawdę nie musiałbyś tego robić-dodał gdzieś jakby do mnie i zniknął mi z oczu. Owszem musiałam Alejandro by mi nie popuścił odmowy pracy. Wzięłam wszystko to co było mi potrzebne i zaczęłam od garderoby gwiazdy. Lekko zapukałam i drzwi o dziwo były otwarte. Nikogo nie było więc zaczęłam sprzątać. Gdy czyściłam lustro do środka weszła osoba a dokładnie kobieta.Nie zwróciłam uwagi jak wygląda tylko zajęłam się obowiązkami. Bawiłam się przy myciu podłogi a później czyszczeniem ubrań. Coś śpiewałam pod nosem albo ruszałam się w dziki sposób. Czułam się świetnie,odrodziłam się w pewnym stopniu. Na koniec zajmowałam się oknami. I tu nie dosięgałam więc wspomogłam się walizką gwiazdy, Gdy skończyłam pozbierałam wszystko i ruszyłam do następnego pomieszczenia. Została mi sala dla dzieci i kuchnia. Gdy ujrzałam sale dla dzieci chyba się pomyliłam bo leżeli tam animatorzy. Szturchnęłam ich ale się nie ruszali
 -idźcie do siebie już późno-powiedziałam po cichu do nich. Uśmiechnęli się do mnie i zrobili tak jak mówiłam. Dzieci nie brudzą jak dorośli to był jeden plus. Pozbierałam wszystkie misie klocki i misie i miałam drugie pomieszczenie mniej. Miałam dość ale została mi kuchnia. Gdy chciałam pchnąć wielkie srebrne drzwi usłyszałam głos...bardzo znajmy głos. Przypomniała mi się jedna osoba ale to byłoby niemożliwe..nie teraz.....Gdyby ona wiedziała zabiłaby mnie...a jeśli już wie? I dlatego mnie znalazła? Nie ja po prostu świruję. Raz się żyje co ma być to będzie. Pchnęłam drzwi  i stanęłam twarzą w twarz z tą osobą. Jednak myliłam się,była kimś innym niż myślałam
 -zgłodniałam-wydukała kobieta
 -nie przeszkadzam pani-dodałam szybko
 -nie nie,zaczekaj-oblizała palce-czy ja cie gdzieś nie widziałam?-spytała obserwują mnie
 -jestem tu kelnerką a obecnie odrabiam karę wiec mi pani wybaczy ale nie-uśmiechnęłam się lekko i zaczęłam sprzątać kuchnię. Ona wzruszyła ramionami i wyszła. Skończyłam szybciej niż myślałam a to mi dało siły by zawlec swoje cztery litery do łóżka. Po schodach słaniałam się jak duch ale dotrwałam do miejsca z napisem 203. O niczym innym jak o śnie nie marzyłam. Po raz pierwszy byłam tak zdrowo zmęczona. Jednak ta kobieta dała mi do myślenia....czy aż tak można by było mnie rozpoznać? Musze zrobić coś by mnie rozpoznali i nawet już wiedziałam co.

***
Misie przychodzę w tą słoneczną niedzielę z nowym rozdziałem! ♥ Mam nadzieje że się wam podoba! ♥ Czekam na opinie♥ Czy domyślacie się kim może być owa osoba?

niedziela, 20 listopada 2016

Rozdział 71



"Jeśli coś było na tyle ważne, że nie możesz o tym zapomnieć. Wiedz, że musi do Ciebie wrócić. Może w innej osobie, innym miejscu, czasie.. ale wróci"

Opuściłam swój dom.Nie miałam już miejsca gdzie czułam że jestem bezpieczna i gdzie wszystko wydawało się inne niż rzeczywistość. Dom gdzie ludzie się jednoczą to raj,raj gdzie wszyscy jesteśmy sobą. To wszystko wydawało się zbyt realne że aż bolało. Wcisnęłam słuchawki w uszy i wysiadłam z powietrznego ptaka. W między czasie swojego zaspania nie zauważyłam gdy ktoś wylał na mnie kawę,oczywiście nie mogłam się skoncentrować i jakoś na to zareagować. Dopiero otrząsnęłam się wtedy gdy ten ktoś wlepił wzrok we mnie. 
 - Um....nic się takiego wielkiego nie stało-machnęłam ręką-naprawdę,nawet pasuje mi do humoru-zaśmiałam się czerstwo,mój śmiech brzmiał jak śmiech trzeźwego alkoholika.
 - nie wiem jak to się stało.....-podrapał się po karku-zagapiłem się na ciebie-zaśmiał się
Nie wiedziałam o czym mówił. Byłam kompletnie w innej krainie niż ta szara rzeczywistość. Miałam zaplamioną koszulkę,przynajmniej pachnącą jak coś co lubię
 -pijesz mrożoną kawę orzechową z nutką czekolady?-spytałam patrząc na plamę "zdobiącą" mój T-shirt z napisem Sueños. No fajnie moja najlepsza koszulka,będzie teraz pachnieć moją najlepszą kawą. Nigdy nie mam szczęścia,tak to trafne stwierdzenie.
-tak,za każdym razem przed pracą-zaśmiał się ukazując rząd białych zębów wręcz idealnych. Znałam ten uśmiech, taki uśmiech miał Neymar,jego uśmiech sprawiał że moje serce miękło i jednym zwykłym gestem owinął mnie wokół palca tak że byłam kompletnie zafiksowana na jego punkcie. Nigdy nie przestanę go porównywać do każdego chłopaka jakiego spotkam i to mnie przeraża. Odpłynęłam a chłopak który mówił coś do mnie od 10 min dopiero co zauważył że go nie słucham.
-problemy zapewne bo widać że odpłynęłaś-dodał wyprowadzając mnie z lotniska. Stanęliśmy na otwartej przestrzeni. Wciągnęłam głośno powietrze,byłam w "domu". Czekał mnie jeszcze jeden główny lot tym razem do Polski. Byłam na lotnisku El Prat w Barcelonie. Musiałam wyrzucić go z myśli,wyrzucić z myśli fakt że jestem jego a on jest moim całym światem. Bułka z masłem. Serio,nic jak żyć nie umierać. Poczułam zapach kawy i wróciłam do żywych.
-ja tu gadu gadu a ty i tak bujasz w obłokach-zaśmiał się widząc moje zamglone spojrzenie-chodź zaprowadzę cię-złapał mnie za rękę i pociągnął w nieznanym mi kierunku
-gdzie.ty... mnie-zatrzymałam się od razu,dość że go nie znałam to jeszcze śmie mnie wyrywać do nie wiadomo kąt
-tutaj masz adres-postukał w karteczkę w którą akurat trzymałam w ręce. I akurat dobrze wiedział gdzie jest to miejsce.
-ja....ja mam samolot za chwilę-dodałam zakłopotana motając się w swoich słowach
Zatrzymał się i spojrzał na mnie. Oczywiście nie potraktował moich słów poważnie tylko otworzył mi drzwi od auta
-Typowo jak na te strony-mruknęłam widząc to auto. Dopiero jak schylił się by włożyć mi bagaż zauważyłam jego umięśnioną klatkę piersiową i świeżo zmierzwione włosy. Był tylko w siwych dresach i szarym podkoszulku. Tak i ma super sportowe auto-coś tu nie grało ze sobą. Był odzwierciedleniem atlety ale sprawiał wrażenie beztroskiego 20-latka. Miał szeroki i szczery uśmiech jak Neymar...Ugh Celia przestań!. Czy ja nigdy...Nie ja nigdy nie przestanę-tak krzyczało moje serce. Nie potrafiłam wybić go sobie z głowy a co najgorsze z serca.Siedziałam w ciszy gapiąc się w szybę. Odkąd wsiadłam do samochodu nawet nie obeszło mnie gdzie wiezie mnie TEN NIEZNAJOMY. Nic żadnej reakcji a powinnam jakoś prawda? Krzyknąć czy coś? Ale ja jestem w innym świecie i jakoś nie umiałam z niego się wydostać. Nie zwróciłam uwagi a chłopak którego wciąż nie znałam zatrzymał auto. Przeczesał włosy ręką i wyszedł z pojazdu. Siedziałam i gapiłam się w horyzont jak obrażone dziecko. Znowu bujałam w obłokach.
-wysiadasz czy mam cię wynieść, dla mnie byłaby ta druga opcja-znowu się uroczo zaśmiał i tym razem spojrzał na mnie a nie spuścił go na moją koszulkę. Widziałam jak przypatruje mi się i błądzi po mojej twarzy. Coś go jakby uderzyło i otrzeźwiał
-Tomas-podał mi rękę z bananem na twarzy
Czas zacząć żyć od początku. Zamknęłam to co miałam zamknąć. Koniec.
-Celia-uścisnęłam ją ochoczo po czym zajęłam się wyjmowaniem bagażu- a i tak od razu wyjaśnij mi gdzie.....-uniosłam wzrok i ujrzałam ogromny hotel. Znałam tą nazwę Univers z czterema gwiazdkami najlepszy w całej Katalonii. Chłopaki opowiadali mi co tu wyrabiali,jak wspominali o tym to dodali że właściciel na długo ich zapamięta. Przeszłość to przeszłość nie ucieknę do niej ale piszę nowy rozdział w przyszłości. Tomas,bo tak miał na imię mój nowy znajomy wprowadził mnie do środka bez słowa i szybko przemieszczał się naprzód. Łaził z tą moją walizką jak portier między innymi chłopakami w czarno-białych ubraniach. Postawił ją przed jakimiś drzwiami i pchnął je szybko gdy tylko do niego dołączyłam. Słyszałam wołanie jego imienia ale on jakoś zbytnio się tym nie przejmował. Zaciągnął mnie do kuchni. Odkryłam gdzie jestem gdy poczułam zapachy i wonie różnych przypraw.
-Tomas czy ty.....-chłopak odwrócił się z uśmiechem w tym samym czasie co mężczyzna w czapce kucharza.Wytarł ręce w fartuch i obdarzył mnie uśmiechem a Tomasa surowym spojrzeniem
-nareszcie mogę poznać nową kelnerkę na główną salę-podał mi rękę-Rodrigo kucharz i ojciec Tomasa-uśmiechnął się w znajomy sposób ale nie mogłam sobie przypomnieć skąd taki uśmiech znam.
-em...-podrapałam się po czole- kelnerka? Na sali..głównej?-zaśmiałam się nerwowo,nie znałam tego hotelu ani restauracji a już dostałam pracę. Ślepy los może jednak okazać się szczęśliwy. I ten chłopak jakby spadł mi z nieba.
 -Idź do biura tam czeka na ciebie wszystko co ci potrzebne-wskazał wyjście-mamy nawał gości na weekend!-krzyknął gdy wychodziliśmy. Kompletnie zwariowany dzień i zwariowani ludzie ale to akurat było tą lepszą stroną. Tomas zaprowadził mnie na drugie piętro budynku gdzie mieściło się główne biuro. Minęliśmy drzwi z napisem:Biuro dla pracowników i weszliśmy przez te drzwi. Na stoliku leżał biało czarny strój. Elegancki i nieźle wypachniony-jak by to moja mama nazwała. Czułam się jak u siebie w domu. Tacie także pomagałam w kuchni w hotelu ale oni nie musieli tego wiedzieć więc cicho.....Wzięłam uniform do ręki i poczułam jak przepływa przeze mnie energia. Przynajmniej tutaj zdołam zapomnieć o tym co było.Zaczynam nową drogę w nowym kierunku.
-obok mamy szatnię wiec jeśli już wszystko wiesz to przedstawię cię reszcie ekipy-wyszczerzył się i jak wariaty zbiegliśmy z dwóch piętr na sam dół. Tam zatrzymaliśmy się przy samej recepcji. Zatrzymał nas za rękawy ktoś z zewnątrz
-czemu jeszcze nie odbierasz zamówień a ty.....-obejrzał mnie od góry do dołu i zaniemówił.Był typowym elegancikiem wyczułam to. Do tego jak odnosił się do innych kelnerów i służby.....
-jest tu nowa Al...zaczyna od jutra-wydusił Tomas-Celia to jest..-chrząknął chłopak przed nami
-Jestem Alejandro menager kelnerów i zarządca kuchni-podał mi dłoń uśmiechając się lekko-witamy w zespole i mam nadzieję że nasza współpraca dobrze będzie się układać-dodał po czym szybko wrócił do swoich obowiązków
-wszyscy mówią mu Alex-Tomas szepnął mi na ucho parę słów i ruszyliśmy dalej. Nadal miałam wrażenie że kimś te uśmiechy kojarzę. Odkąd opuściliśmy skrzydło hotelu ruszyliśmy do skrzydła gier i atrakcji. Tomas był zachwycony oprowadzaniem mnie i na sam koniec zaprowadził mnie do pomieszczenia głównego dla pracowników czyli aquaparku bo i tam podejmowali pracę w czasie gdy nie byli potrzebni w kuchni. Uciekł gdzieś na chwile a ja w tym czasie mogłam ogarnąć swoje zachwycenie tym miejscem. Pojawili się znikąd i jakby ktoś ich trzasnął gapili się na mnie.
-Poznajcie nową w naszym zespole Celię,jest główną kelnerką-wypchnął mnie zza swoich pleców
Wszyscy mnie widzieli i obserwowali każdy ruch. Musiał mnie przedstawić. Szlag by go wziął.
-główną?...-usłyszałam zdziwienie w czyimś głosie- ona co dopiero przyszła i już jest główną?!-znów ten głos. Nie widziałam tej osoby ale przeczuwałam że była to dziewczyna. Wspięłam się na palce i ujrzałam ją. Pewną siebie brunetkę o pełnych ustach i kształtach. Widać było że zna się na tym
-Andrea...-westchnął Tomas
-Co Andrea!-fuknęła kelnerka-ja pracuję tu od kilku lat i wciąż nie dostałam tej posady-założyła recę na piersi jak zazdrośnica. Była zazdrosna
-wiem ale to nie ode mnie zależało-i tym razem on podniósł głos- gdybym chciał już dawno każdy z was by tam pracował-wymachiwał rękami tak długo póki dziewczyna która zabijała mnie wzrokiem odwróciła się. Wzięłam to na klatę. Nie chcę mieć na samym początku pod górkę. Tak nie można.
-słuchaj-teraz wyróżniłam się z tłumu-jak chcesz to oddam ci to stanowisko,mi i tak nie zależy-wzruszyłam ramionami. Dziewczyna odwróciła się ponownie twarzą do nas słysząc moje słowa. Udawała zdziwioną a później jakby znowu wróciła ta sama mina i po prostu poszła. Cóż nie wiedziałam co tej dziewczynie chodzi po głowie
- nie przejmuj się nią Celia-dodał głaszcząc moje ramiona,tak dobrze było...Przestań Celia!- Andrea jest specyficzna ale jak się ją bliżej pozna to jest całkiem fajna-zachichotał cicho z uśmieszkiem na twarzy. Uśmiechnęłam się w pełni czując że od teraz wszystko dobrze się ułoży. Tomas pokazał mi sale z sauną i z salą dla dzieci. Niesamowity widok obserwowany przez ratowników. Ich także przedstawił mi Tomas. Nic mu nie umknęło. Pokazywał mi największe zjeżdżalnię i wymieniał kto ma największy rekord w nurkowaniu pod wodą. Wręcz wszystkie pomieszczenia poznałam w jeden dzień a to dzięki Tomasowi. Nie wiedziałam co on w sobie ma ale coś takiego że człowiek nie mógł być z nim ani trochę smutny. Każdy pracownik ale kucharz witali się jak dobrzy kumple. Swój obchód skończyliśmy na kucharskim stole gdzie zajadaliśmy kanapki.
-to teraz możesz mi opowiedzieć więcej o sobie-wytarł ręce w ręcznik i całą uwagę skupił na mnie
-wiesz nie mam żadnej ciekawej historii życiowej-zaśmiałam się popijając sok,nie chciałam by ktokolwiek poznał mnie od środka
-nie gadaj! każdy ma-szturchnął mnie Hiszpan nalegając na odpowiedź
-przecież wiesz jak mam na imię-spojrzałam na niego z ukosa- nic we mnie nie ma szczególnego-wzruszyłam ramionami opierając się o blat-nic co by cię zanadto interesowało-dodałam już innym tonem.
-czy jest coś przez co nie chcesz mówić?-trafił w sedno tym pytaniem
Cisza która się nie kończyła. Nie odpowiadałam.
-zaczekam-szepnął mi na ucho i objął mnie ramieniem-nic się nie bój,możesz mi zaufać-powiedział z lekkim uśmiechem.Takie słowa podtrzymały mnie na duchu. Jeszcze nie teraz,wszystko ma swoją cenę. Odsunęłam od siebie te myśli i ruszyłam za chłopakiem z ciemną czapką na głowie. Czekał na nas Alex.
-chciałbym wam oznajmić że na dzisiaj to wszystko i możecie zacząć sprzątać w głównej sali i aquaparku-postukał w listę pracowników i ominął nas jak robotników
-on tak zawsze?-mruknęłam pod nosem
Tomas odpowiedział mi śmiechem i biegiem popędziliśmy na drugie piętro. Goniłam go do końca. Dobraliśmy się do szczotek i pudeł z substancjami chemicznymi. O tak,czekało nas trochę roboty.
Razem z ekpią wysprzątaliśmy całą kuchnię i główne sale hotelowe. Byliśmy padnięci ale także szczęśliwi bo zrobiliśmy to razem.
-to widzimy się jutro o 6-pożegnałam się ze wszystkimi i poszłam do siebie. Nie pozostało mi nic innego jak położyć się spać. Zdjęłam z siebie wszystko i udałam się do łazienki by wziąć szybko prysznic. Spuściłam zimną wodę na głowę tak by odetchnąć, leciała tak długo aż nie spłynęły ze mnie wszystkie smutki i żale w ciągu tego dnia. Oparłam głowę na szybie i głośno myślałam.
-muszę...muszę zapomnieć O Neymarze,o chłopakach o moim dawnym naiwnym życiu o wszystkim co wiązało mnie z Barceloną-mówiłam sama do siebie wychodząc z łazienki. Nie połapałam się do końca bo w pokoju stał Tomas.

***
Hejooo ! Mamy nowy i całkiem inny ^^ Mimo to Celia stara się zapomnieć o tym co było...ale czy się da? Czy da się zapomnieć o tym co było najpiękniejsze w twoim życiu? A co zrobi Neymar gdy się o tym dowie?

sobota, 12 listopada 2016

Rozdział 70

"Spojrzenie mówi to,czego nie są w stanie wypowiedzieć usta"
https://www.youtube.com/watch?v=5RUsJ2LQKes-nuta♥

Zaczęłam działać. Brunet poszedł wziąć prysznic i czym prędzej zapewnił mnie że wróci szybciej niż zdążę mrugnąć. Mrugnęłam a go nie było. Miałam wielką jasność w głowie,wiedziałam co muszę a co powinnam już dawno zrobić. Zrzuciłam z siebie koc i ruszyłam ku najbliższej szafie.Nie wyjmowałam nic,jedynie gapiłam się na nie po raz ostatni wdychając zapach z ubrań Neymara. Zgarnęłam kilka koszul o kilka rozmiarów na mnie za duży i wcisnęłam je w walizkę wraz z resztą moich ubrań. Nie mogłam przestać żyć bez tego zapachu,może nie twarzą w twarz ale poprzez zapach....dzięki niemu wiem że Neymar zawsze będzie dla mnie miłością mojego życia i nic tego nie zmieni. Swoje ubrania w większości zabrałam i spakowałam do jednej walizki tak by piłkarz o niczym się nie dowiedział nie później niż jutro po południu gdzie ja będę już daleko. Daleko od niego z sercem połamanym na milion kawałków. Wielu będzie zadawać mi pytanie Dlaczego? Odpowiedź jest prosta i skomplikowana zarazem. Opuszczam go bo go kocham. Łamię mu serce dla jego dobra jakby to powiedział "naszego" "Nas" już nie ma...Odtąd nie ma mnie w jego życiu. Czas się z tym pogodzić. Brazylijczyk zastał mnie leżącą na łóżku i przełączającą co chwilę kanały w tv. Gdyby ktoś mnie nie znał uznałby to zachowanie za normalne a ten kto zna...no cóż niech lepiej się nie zbliża albo po prostu od razu mnie mocno przytuli. Piłkarz wślizgnął się pod kołdrę obok mnie splatając nasze dłonie w jedno. Uśmiechnęłam się zadziornie odsuwając się,Neymar nie zaprotestował a dalej się przysuwał do granicy łózka z podłogą. Pochylałam się nad przepaścią....Brunet złapał mnie w biodrach przysuwając do siebie. Zbliżyliśmy się do siebie twarzami nie zważając na nic. Dałam ponieść się miłości i złączyłam nasze wargi w namiętnym pocałunku. Piłkarz przesuwał pocałunkami wzdłuż mojej szyi sprawiając że naparłam na niego przyciskając go do łóżka. Neymar cicho zamruczał pogłębiając nasze pieszczoty. Jego dłonie zawędrowały pod moją koszulkę i wchodziły coraz wyżej. Lekko się spięłam na co zareagował automatycznie chłopak
 -zapędziłem się....przepraszam skarbie-przesunął opuszkami palców po moim policzku
 -nie przestawaj-wyznałam ponownie siadając na nim okrakiem. Chciałam TEGO właśnie TEGO. Muszę mieć pewność że poradzi sobie beze mnie a jednak będę jego.....Ja w pełni świadoma tego co robię zdjęłam swoją koszulkę i rzuciłam ją gdzieś daleko. Miałam na sobie jedną z ulubionych bielizn Neymara. Jego oczy płonęły z podniecenia miłością. Dawał mi tak wiele jedynie tak mogłam się odpłacić. ZAWSZE BĘDĘ JEGO. Zawładnął moimi myślami i sercem. Ciało od zawsze należało do niego, to była kwestia czasu nim ulegnę mu kompletnie. To był ten moment. Całowaliśmy się długo i namiętnie nie wiedząc co to czas i miejsce. Pochłonęło nas uczucie tak wielkie że oboje nie mogliśmy bez siebie żyć.Tylko wspólnie wiedzieliśmy jak się oddycha,dopełnialiśmy się jak ogień i woda to nie są przeciwieństwa w naszym przypadku. Przyciągamy się jak magnesy. Jego miłość sprawiła że ponownie uwierzyłam w siłę tego uczucia,ponownie wiem co to jest życie i jak można się nim cieszyć.Jeden jedyny uśmiech sprawił że ze durnego dnia poprawiał mi humor. Tak po prostu jeden gest dodawał mi sił do walki o to życie, o przygodę wraz z miłością która się we mnie narodziła. Cała noc minęłam nam na udowadnianiu jak bardzo jeden kocha drugiego  i odwrotnie. Byłam spełniona od małych palców po końcówki włosów. Nim się obejrzałam wstało słońce. Moje najpiękniejsze chwile minęły choć ta noc na zawsze pozostanie w moim sercu i myślach. To był mój dożywotni dowód miłości,a także wiekopomne wspomnienie które przywołuje mi na twarz uśmiech i łzy . Nic piękniejszego nie mogło mnie spotkać niż widok śpiącego piłkarza wtulonego w poduszkę gdzie chwile temu leżałam całkiem oddana i szczęśliwa. Pstryknęłam mu kilka słodkich zdjęć upamiętniając ten nieziemski widok. Nie mogły mnie ominąć wiadomości od moich cwelów. Przy każdym próbowałam nie wybuchnąć śmiechem będąc jeszcze w pokoju. Zniosłam walizkę na dół. Tu kończył się mój zakres bezpieczeństwa psychicznego. Co dalej będzie? Czy to koniec nas? Czy dobrze robię?? Czy będzie szczęśliwy beze mnie? Czy mnie znienawidzi za to?.Miałam milion pytań a żadne bez odpowiedzi. Uchyliłam drzwi na moment wkładając na tacę ze śniadaniem białą różę nie budząc go zamknęłam je za sobą tak szybko jak tylko je otworzyłam. Zamknięciem drzwi zamknęłam również połamałam swoje serce na tyle kawałków ile ma filiżanka z porcelany. Chociaż jego ma być całe..jego życie jest moim życiem jego szczęście jest moim szczęściem.
 -Wybacz mi kochanie-szepnęłam sama do siebie połykając łzy-robię to dla twojego dobra-spojrzałam na uchylone okno na tarasie i wpakowałam walizkę do taksówki. Zostawiłam mu mały prezent dziękując za wszystko. Kochałam go tak bardzo że wymagało to poświęceń i w tym bardzo bolesnego rozstania. Odjeżdżając z pod posiadłości Kanadyjczyka nie sądziłam że powrót będzie tak bolesny. Spuściłam głowę w dół wiedząc że nie ma już odwrotu. Zamknęłam ten rozdział raz na zawsze.
-Celi Montez już nigdy nie zobaczycie w życiu młodego Brazylijczyka-mruknęłam sama do siebie widząc okładki gazet. Dopuściłam się czegoś haniebnego i to ja ponosiłam tego konsekwencje. Neymar da Silva Santos Jr miłość mojego życia ma być szczęśliwy. Taksówka zawiozła mnie na lotnisko. Miałam lot do Polski na godzinę 8 a była 7:40 więc miałam trochę czasu dla siebie. Usiadłam na poczekalni. Ciekły mi łzy po twarzy nie zważając na to że wszyscy się na mnie gapią. Musiałam to z siebie wyrzucić,przestać płakać nad rozlanym mlekiem. Co się stało to się nie odstanie. Nie napiszę listu bo ty by były tylko słowa a słowami nie da się opisać tego co teraz czuje, jak bardzo musiałabym go przepraszać za to co zrobiłam...Nie chce o tym myśleć jak bardzo go zranię ale chce mieć świadomość że nie ucierpi na tym on sam. Wiedziałam i czułam że da radę,że gdy wróci z wakacji będzie szczęśliwy jak zawsze,Anto Shak Veronica Rafaella i chłopaki o to zadbają. A jeśli chodzi o nich.....nie ucieknę od telefonów i wiecznych wiadomości czekających na odpowiedź mimo to mam jakąś czasową przewagę. Nigdy wcześniej nie czułam się gorzej niż teraz,gardziłam sobą,nie znosiłam myśli że łamię serce Anto. Jestem najgorszą przyjaciółką na świecie,i nic nie mam na swoje usprawiedliwienie-tak to byłby dobry tytuł na książkę.Odblokowałam telefon i już miałam wdusić numer Anto gdy na wyświetlaczu pojawiła mi się twarz mamy. Rodzice jeszcze tego brakowało.
 -co ty sobie wyobrażasz w tej Barcelonie?!-od razu wiedziałam co każą mi zrobić. Nie musieli sama już to robię
 -daliśmy ci dodatkowe pięć dni a ty tak nam się odpłacasz?!-dalej krzyczała mama a tata pewnie chodził po domu także zmartwiony i wkurzony zarazem-jak mogłaś tak się zachować i uwieść tego...jak mu tam Neymara!-wrzasnęła-wracasz do domu i to natychmiast i pożegnaj się ze wszystkimi bo więcej ich nie zobaczysz-zaśmiała się sarkastycznie mama-wracaj póki nie złapią cię paparazzi pod domem tego piłkarzyny...-westchnęła mama. Dalej jej słuchałam wiedząc że jestem nieodpowiedzialna i zachowuje się jak gwiazda zgadzając się na wszystko co powie ten piłkarz. Gdyby mama wiedziała jaki jest naprawdę...I jak wiele zmieniło się przez te 20 dni. Byłam inną osobą,byłam kobietą. Po rozmowie z mamą do słuchawki wszedł tata.
 -jak się czujesz córeczko?-spytał najmilej jak umiał
 -dobrze tato-pociągnęłam nosem- wracam do was-powiedziałam powstrzymując szloch
- och córeczko....-westchnął-dobrze że wracasz bo nieźle się wszystko skomplikowało tam u ciebie prawda?-tata wiedział jak zadać mi cios prosto w brzuch. Mruknęłam ciche tak i szybko pożegnałam się z tatą nie mogąc opanować płynących łez. Na domiar łez następny telefon wykonał do mnie Leo. Pojawił mi się na wyświetlaczu gdy odłożyłam słuchawkę z napisem "Rodzice". Odrzucałam każde bądź wcale nie odbierałam. Nie miałam sił,nie tylko nie on. On będzie musiał wspierać Anto w chwili gdy wszyscy dowiedzą się że zniknęłam.To takie okropne jak rana na sercu,jak blizna do nie usunięcia. Telefon mi zabrzęczał w chwili gdy ogłoszono odlot. Wybrałam się w stronę przedziału numer 7 i szybko znalazłam się na pokładzie powietrznego ptaka. Pojawiała się jedna za drugą. Każda od Leo,każda coraz bardziej mnie dobijała. Dobijał mnie fakt że te wiadomości były o tym że już lecą na Dominikanę i nie mogą się doczekać spotkania ze mną.
 -taa fajnie to słyszeć po stu wiadomościach-powiedziałam to z takim smutkiem że sama siebie nie poznawałam. Nie odbierałam telefonów nie odpisywałam na sms po prostu musiałam zapomnieć. JAK DO CHOLERY MAM ZAPOMNIEĆ O LUDZIACH KTÓRZY WYWOŁUJĄ U MNIE TAKIE EMOCJE?-krzyczała moja podświadomość,ten człowiek który tam siedzi ma 100 % racji.
Pojawiło mi się zdjęcie na stronie hiszpańskiej gazety z ciekawym podpisem"Rodzina Messich widziana dziś po południu na wyspie Dominikanie. Byli uśmiechnięci i kogoś poszukiwali zapewne uciekającej Celi Montez widzianej dzisiaj na lotnisku w Kalifornii...." Opisywali także że moi rodzice są wpływowi itd ale najbardziej obchodził mnie fakt że ani słowa nie napisali o Neyu....i dobrze przynajmniej to jedna dobra wiadomość w tym dniu. Przychodziły mi także powiadomienia od Veronici. Ona...ona powinna wiedzieć...ona nie da mi życ tak jak reszta i tak jak reszta znienawidzi mnie na dobre. "Idealna przyjaciółka"-tak nazwała mnie przed wylotem Anto a także "siostrą od innej matki" i wiele innych słodkich pseudonimów. Nie uznawała kłamstw i łgarstwa choć razem z nią łgałyśmy jak z nut przy chłopakach. Jest dla mnie jak starsza siostra i nigdy ale to przenigdy nie chcę by ktoś ją skrzywdził, Leo kocha ją nad życie i wiem że on także dowie się wszystkiego pierwszy od bruneta.I to on będzie osobą która postawi mnie na ziemi tylko po to by się ze mną spotkać. I to on będzie tym który jako jedyny dowie się jaka jest prawda,+Anto bez której długo nie pożyję i bez której nie umiem żyć. Zabijcie mnie za to ale odebrałam telefon.
 -no hejcia już lecimy do was skarbie-zaczęło prosto z mostu Argentynka-nawet nie wiesz jak długo na to czekałam-pisnęła mi do telefonu-a ciocia tam jest mamo?-usłyszałam słodki głosik Thiago. Kąciki moich ust lekko układały się w uśmiech. Ocierałam łzy tak szybko jak się dało. OKŁAMUJĘ SWOJĄ PRZYJACIÓŁKĘ....TAK TO JEST KARALNE PROSIMY Z NAMI....-tak by mogło być a nie jest. Mimo to dalej rozmawiałam z kobietą z szalonymi pomysłami.
 -mamy pomysł nurkowania i wszyscy się zgodzili i pytam się ciebie jako ostatniej,zgadzasz się?
 - no..jasne-dodałam pewna siebie,założyłam słuchawki na uszy mogąc z nią wygodniej rozmawiać.
 -to jak ci zleciały te kilka dni z Neymarem?-spytała wciąż z bananem na ustach. To normalne że jej nie widziałam to przeczuwałam ze w tej chwili tak właśnie się uśmiecha. Jesteśmy w końcu siostrami.
 -Dobrze,bardzo dobrze-dodałam kładąc głowę na siedzeniu,nie miałam prawa jej okłamywać a jednak to robię..za jakie grzechy? Anto wybacz mi.
 -tylko tyle?-zaśmiała się- nic specjalnego się nie wydarzyło? żadnych niespodzianek?-zadawała te pytania  z piskiem-No nie mów! Justin!
 -taaak-dodałam mrucząc coś pod nosem-mam karnet na jego wszystkie do końca trasy koncerty-udawany pisk,no ładnie Celia nie ma co.
 -co ty mówisz-piszczała do słuchawki-czyli zobaczymy się na jakimś! Nie to że nas zostawisz bez słowa i wyjedziesz ale chodzi mi o...
 -tak razem będziemy na nie jechać-westchnęłam,nie umiałam podzielać entuzjazmu Argentynki. Kurde bo coś wyczuje.....
 -i się z tego nie cieszysz?-wyczułam w jej głosie lekki zawód
 -bardzo się cieszę!-pisnęłam uradowana sztucznymi uczuciami-nie wyobrażam sobie żeby ciebie wraz ze mną na nich nie była-dodałam by utwierdzić siebie i ją w kłamstwie.
 -Ciocia-do słuchawki wdarł się najsłodszy maluch na świecie-ciocia baldzo cię kosiam-powiedział cicho
Wargi mi drżały,tylko nie ty Thiago
 -cio..cia ciebie też wiesz? i wiesz co jak się zobaczymy to ciocia mocno cię tak przytuli i długo nie puści i wycałuje wszędzie-dodałam połykając łzy i mimo wolnie z uśmiechem na twarzy
-ciocia płaczesz?-wyznał maluch
 -nie,cieszę się z twoich słów-na chwile odłożyłam telefon,targały mną wielkie emocje a sam maluch bardzo je wzburzył,taki drobny gest z jego ust a tak wiele dla mnie  znaczy
 -Thiago-zaczęłam-powiedz mamie że bardzo ją kocham i nigdy nie przestanę dobrze?-pociągnęłam nosem
 -mamo ciocia mówi że cię kocha!-krzyknął na cały samolot
 -co ty....Ja ciebie też-dodała już swoim głosem przyjaciółka-coś się stało ?-spytała
 -Nic tylko bardzo mi ciebie bę...brakuje-dodałam trzymając już palec na czerwonej słuchawce.Jeśli nie wytrzymam muszę się rozłączyć
 -przecież się zobaczymy za 2h Celia!-zaśmiała się-ja za tobą też tęsknie z każdą sekundą coraz bardziej-powiedziała czule i troskliwie
Nie no....Mogłabym z nią tak cały dzień, nawet gdy dzieliło nas kilka domów to z Anto dzwoniłyśmy do siebie i gadałyśmy długo o tym co będziemy robić i kiedy jedna odwiedzi drugą. Tak to było i na długo zostanie mi to w pamięci.
 -mogłabym tak cały  dzień-dodałam- i tym bardziej...-zapędziłam się za daleko
 -tym bardziej co?-dociekała Argentynka
 -nieważne przygotowujemy coś z Neymarem na wasze przybycie-walnęłam bez namysłu
 -nie musicie przecież...widzimy się na dominikanie!!-po raz kolejny starałam się dzielić entuzjazm kobiety.Marnie mi to wychodziło
 -pozdrów Leo i wycałuj Mateo ode mnie-zrobiłam z ust dzióbek czując że się rozklejam
To co powiem może być karygodne ale dobrze że wracam bo nie byłabym w stanie spojrzeć im wszystkim w oczy po tym co zrobiłam.
 -Leo mówi że im dłużej gadamy tym bardziej głupie pomysły przychodzą nam do głowy-co drugie słowo się śmiała-to normalne kochanie!-odsunęła głos od słuchawki- tak tak, wiem już kończę-mruknęła coś pod nosem i wróciła do mnie
 -Mateo wzywa i Leo no wiesz...-powiedziała to takim niskim głosem to sama się zaśmiałam
 -moja wariatko leć do niego-dodałam szybko patrząc na godzinę na zegarku 10:30. Długi lot przede mną.
- Wytrzymasz beze mnie jeszcze przed te 2-3h?-spytała skruszona
O wiele dłużej będę musiała wytrzymać.
 -jasne,buziaki dla was-powiedziałam czując że oczy mi się zamykają
 -Kocham cię Celia i wiem jak dużo to dla ciebie znaczy-dodała na koniec Argentynka-zawsze razem pamiętasz?
 -Zawsze..razem pamiętam-po raz ostatni poczułam jak moje serce się łamie
 -Moja siostra jest szczęśliwa?-czy tej kobiecie nigdy nie kończą się pytania,nie kończą taka jest prawda
 -Jest i będzie jeszcze bardziej z tobą....pasażerowie są proszeni o wyłączenie wszystkich elektronicznych urządzeń-było słychać w słuchawce
 -jesteś w samolocie?
 -To Neymar się wygłupia...lecę do niego więc kończę a ty do Leo leć bo umrze z tęsknoty-dodałam
 -Pa Celia-cmoknęła ustami
 -Pa-dodałam zakończając rozmowę- na zawsze będziesz moją siostrą-teraz nie wstrzymywałam łez,musiałam dać im upust w najlepszym momencie. Za kilka godzin mam być w domu. Pytanie było jedno: Które miejsce mogę nazywać  domem jeśli całą swoją rodzinę opuściłam? Jedyny dom był razem z nimi więc wraz z opuszczeniem ich straciłam swój dom.

**
Macie następny...no to jest coś na co czekałam baaardzo długo i mam nadzieję ze docenicie mój wkład.! Buziaki napiszcie co sądzicie i czekam na komentarze :*


sobota, 5 listopada 2016

Rozdział 69

"Nigdy cię nie skreślę, tylko tyle musisz wiedzieć"

Justin zamówił tajemniczego drinka i postawił go przede mną. Musiałam go wypić. Niech nie myśli że jestem słaba. Brazylijczyk zabijał nas oboje wzrokiem. póki Kanadyjczyk jednym ruchem nie wypił napoju zawartego w szklance. Nie pozostawało mi nic jak zrobić to samo co poprzednik.
 -Nie rób tego...nie powinnaś...-dodał łapiąc moją rękę
Wiercił w moich oczach i wiercił tak długo że miałam ulec. Niestety alkohol się  nie poddawał.
 -jeden ostatni-powiedziałam błagalnym wzrokiem
Coś mi mignęło przed oczami i tak raz za razem. Gdy się obejrzałam nikogo nie zobaczyłam jedynie ludzi siedzących w strefie VIP. Piłkarz położył swoje ciepłe dłonie na moich biodrach lekko mnie przyciągając.Chwila jego nie uwagi a ostatni drink wleciał do moich ust.Piłkarzowi błysnęły oczy i machnął ręką w stronę kelnera. Alkohol był w mojej głowie i sprawiał że nie wiedziałam co robię. Neymar posadził mnie na swoich kolanach całując namiętnie moją szyję. Upił jedną szklankę i drugą aż dostrzegłam tę samą ciecz co u siebie. SZLAG BY GO TRAFIŁ. Tego już było za dużo. Nam obojgu wirował alkohol w głowie i dość mam tej imprezy
 -dość na dzisiaj-tak to brzmiało w mojej głowie a co innego powiedziałam. Mruknęłam coś pod nosem i pociagnęłam za sobą Brazylijczyka. Przy wyjściu napotkaliśmy Kanadyjczyka z pęczkiem kart przewieszonym na smyczy. Wokalista podszedł do nas z uśmiechem.
 -to dla ciebie wygrałaś-powiedział chłopak podając mi nagrodę
 Przyjęłam je cicho  śmiejąc się. No to potraktował poważnie a ja odwrotnie. To była tylko zabawa. Zabawa dzięki której nie wstanę  z łóżka przez 2 dni. Znowu mi coś przed oczami mignęło. I wtedy dostrzegłam co to. Paparazzi. I wszystko się wyjaśniło. Bieber szybko zamknął drzwi i uciekliśmy przed fleszami. Mam przerąbane jeśli ktoś zobaczy te zdjęcia. Zdjęcia też z klubu.....Boże...tylko nie to. Złapałam się za głowę szybko po omacku wyszukując mój telefon...Mój telefon...został u Justina...To  się teraz wpakowałaś-krzyczał tam ktoś z tyłu głowy. Wślizgnęłam się w objęcia bruneta i miarowo zaczęłam odpływać gdyby nie fakt że piłkarz był ledwo przytomny.Zresztą tam wszyscy wraz ze mną po takiej dawce alkoholu byli ledwo przytomni. Ja jedynie marzyłam żeby ten dzień się skończył. To co miałam zaraz zobaczyć nie oznaczało szybkiego końca. Do limuzyny wsiadł piosenkarz.
 -zobacz-pokazał mi na telefonie zdjęcia,przesuwał palcem jeden po drugim pokazywało nas z najgorszej strony....a to wszystko.....prze ze mnie.Zagłuszałam łkanie szybkim mruganiem. Wokalista schował z powrotem swój telefon a mnie od środka zabijał smutek i żal do swojej głupoty.
 -dobrze że to nie Barcelona-wydukałam kilka ostatnich słów zanim nie oparłam się o szybę. Tak minęła mi cała podróż do domu wokalisty. Bieber pomógł nam wysiąść z limuzyny otwierając drzwi od ogrodu bo frontowe wejście było oblegane przez fotografów. Przeraziło mnie to do takie stopnia że ledwo co widziałam co mam przed sobą. Nie obchodziło mnie to. Ogarnął mnie strach i smutek w jednym oczywiście musiałam to dławić w sobie do czasu aż ten dzień się nie skończy. Moje życie tutaj dobiegło końca. Bałam się najbardziej o Neymara...jego reputacja i pozycja w klubie......przez jeden wypad...przez nic nie znaczącą dziewczynę.....Biłam się z myślami chodząc w tą i we tą po pokoju. Nim się zorientowałam do pokoju wszedł brunet. Zdjął i rzucił gdzieś w kąt swoją koszulkę także wykonując moje ruchy. Zatrzymał mnie w komfortowej dla niego pozycji. Objął mnie ciasno od tyłu w pasie i sprawił że to o czym próbowałam zapomnieć choć na chwilę wróciło. Wróciło ze zwiększoną siłą. Piłkarz to wyczuł i obrócił mnie twarzą do siebie.
 -od czasu gdy wsiedliśmy do limuzyny zrobiłaś się oschła i zimna...-dodał pocierając moje ramiona
Odsunęłam się o krok,nie nie mogło tak być. On nie mógł ponosić winy za moje dziecinne zachowanie...Do tego alkohol wciąż buzował mi we krwi.
 -to przez alkohol i to co wypiłam w klubie..-odeszłam zbierając swoje porozrzucane ubrania. To nie w moim stylu. Piłkarz i tym razem mnie zatrzymał
 -czemu kłamiesz?-spytał unieruchamiając moją twarz.i zmuszając do patrzenia mu prosto w ciemne tęczówki. Póki co ty kochaniutki nic się nie dowiesz.
 - mam dość tego dnia i tyle Neymar-westchnęłam-będziesz tak stał czy pójdziesz po coś do picia?-spytałam z takim wyrazem twarzy że w środku się rozpadałam. Raniłam go każdym chłodnym i obojętnym spojrzeniem.Gdy wyszedł rzuciłam się z płaczem na łóżko. Przyciskałam poduszkę do twarzy by piłkarz nic z dołu nie usłyszał. Z każdą chwilą utwierdzałam się w myśli że to koniec. Stracę w oczach każdego kogo spotkam a najbardziej w oczach zgubi Brazylijczyk.Robię to dla jego dobra,moje się już skończyło ale nie pozwolę by choć jedna osoba powiedziała złe słowo na Neymara. To moja wina i poniosę tego konsekwencje. Spakowałam wszystkie rzeczy i ustawiłam walizkę w głębi garderoby daleko od zasięgu wzroku piłkarza. Udałam się na balkon obserwując gwieździste niebo. Obserwując niebo trzęsłam się ale nie z zimna tylko z myśli jak bardzo namieszałam w życiu bruneta. Nie da się być z osobą której niszczy się życie. Zawiodłam i zniszczyłam to co najpiękniejsze. To nie będzie to samo jak wrócę do Barcelony....nie wrócę nie ma takiej opcji. Moja rodzina....zawsze nią będzie, niech mi wybaczą to co musiałam zrobić. Kocham ich całą sobą ale to co miała miejsce kilka godzin temu zaprzeczało wszystkiemu w co wierzyłam. To nie wyobrażalne że w jednej sekundzie moje życie obrało całkiem inny kąt. To pewien koniec dla mnie, mimo tego muszę udawać że wszystko gra. Neymar nie może się niczego domyśleć. Przekażcie mu że go kocham, bo ja nie będę w stanie po tym co się wydarzy. Owinęłam się kocem czując gęsią skórkę ale także rozbite serce na na razie kilka kawałków. Gwiazdy błyszczały, ja byłam jak ta gwiazda,błyszczałam przez jakiś czas ale gdy tylko nadarzy się okazja wszystko się zmienia. W tym momencie nastąpiła ta zmiana. Teraz to wszystko co było przedtem nie ma już znaczenia. Barcelona od dziecka była moim marzeniem i na zawszę nią pozostanie. Wyjęłam szybko telefon i dostrzegłam dziesiątki Sms od Anto,Shaki,Rafaelli,Rafa, Veronici i Leo. Odczytałam po kolei
 "Odezwij się i masz mi wszystko streścić!"
 "Pamiętaj o smarowaniu ciała i okularach!
 "Widzimy się za kilka dni :* Tęsknisz?"
 "Nie zważaj na te sms baw się dobrze~Leo♥"
 "Jakie piękne widoki pewnie macie a ja tęsknie~Shaki
 "Dzike bansy rządzą~Gerard
 "Nie mogę się doczekać aż się zobaczymy~Veronica
 "Podobała się niespodzianka?~Anto
 " Nie odpisujesz a to znaczy jedno....aaaaaaa ty i On awww wiesz jak Neymar się starał o to wszystko?"
 "Tak tak znowu ja"
Typowa Anto opiekuńcza troskliwa,kochana i najlepsza siostra na świecie.... Płacz wrócił. Rozpłakałam się na dobre gdy Anto wysłała mi to zdjęcie. Otrząsnęłam jej wysyłając jej niebo. Anto oczywiście była dostępna i szybko wbiła na Face-time by pogadać. Otworzyłam tableta i nie miałam wyjścia. Obraz kierowałam przed siebie unikając twarzy
 -Anot um....źle wyglądam nie mogę ci się pokazać-westchnęłam
 -gdzie jest ten idiota i co ci zrobił?-niemal krzyknęła
 -jaki?....co? Nie wszytko w porządku-pociągnęłam nosem
 -pociągasz nosem i pewnie wpatrujesz się w niebo czyli jesteś rozbita szczęśliwa albo załamana i nie wiesz co myśleć
 -to drugie-dodałam szybko-tęsknie-wyznałam by pozbyć się złych myśli o tym wszystkim
Nastała chwila ciszy i westchnienie. Anto pewnie bije się z myślami czy mi uwierzyć czy nie.
 -Nie tęsknimy tylko kończmy gadać i leć do swojego rumaka-zagwizdała do słuchawki.Potrafiła tak tylko Antonella Roccuzzo.
 -czy ty coś brałaś jeśli tak to zmień dilera siostra bo długo nie pociągniesz-nerwowo się zaśmiałam, Próbowałam oderwać myśli,przychodziło mi to jeszcze z większym bólem bo wiedziałam że ją okłamuje. Po raz pierwszy okłamuje swoją najlepszą przyjaciółkę,robię coś czego ona by nigdy nie robiła. Nie zasługuję na nią
 -nie dziele się czymś czego nie mam  no heloł-usłyszałam głośny chichot.Leo przejął stery w tej całej akcji
-Ja kończę bo widzę że musicie mieć czas dla siebie-wyznałam szybko cicho licząc że nie będą już drążyć tematu. Niestety ale najgorsze było to że żadne z nich nie będzie świadome co tu się tak naprawdę stało.
 -To nie koniec Celia!-krzyknęła-nie myśl źe to co mi powiedziałaś mi wystarczy i że zostawię to wszystko bez odpowiedzi-co chwilę mruczała coś pod nosem zarazem śmiała się błogo,troskliwie i tak jakbym chciała. Niech będzie tak jak teraz,niech się nie martwi mną chociaż raz. Przecież jestem dużą dziewczynką. Razem z Leo potrzebowali chwili dla siebie. Prawdopodobnie dostanę zjebkę za to ale  należy im się takie coś. Są dla mnie najważniejsi. Odkąd przyjechałam w kręgu zainteresowań byłam ja i widziałam nie raz po Leo że wolałby być sama na sam z Anto niż męczyć się z nami....Teraz im się odpłacam i nie chcę zwrotów.
 -Wybacz Anto-powiedziałam cicho do siebie gdy Neymar uchylił drzwi między pokojem a tarasem. Bieber pewnie już sobie słodko śpi nie wiedząc że jego przyjaciel jest kompletnie rozbity. Tak przynajmniej myślałam. Za drzwiami ukazał się właśnie Kanadyjczyk.
 -siedzisz tu od 2h i nadal nie rozumiem po co-w jego głosie można było usłyszeć buzujący alkohol.
 -nie da się wszystkiego zrozumieć a po za tym dobrze mi tutaj-wzruszyłam odruchowo ramionami kryjąc lodowate dłonie. Okryłam się bardziej nie wiedząc gdzie podziać wzrok. Ostatecznie wbiłam go w stojące auto na podjeździe. Cała się trzęsłam było mi zimno a  w dodatku moje serce przeżywało najgorsze chwile w życiu. Lepszego dnia nie mogłam sobie wyobrazić. Gdy Jus tak ze mną siedział wpadłam na pewien pomysł.....z którego szybko zrezygnowałam w obecności piłkarza opierającego się o framugę drzwi. Bieber pokazał ręką by dołączył do nas następnie sam wyszedł zostawiając nas samych.
 -Dziękuję za gościnę i za wszystko-dodałam z lekką chrypką dotykając go swoimi lodowatymi dłońmi. Kanadyjczyk na same słowa zatrzymał się i nachylił w moją stronę. Nie spodziewałam się czegoś szczególnego ale ów piosenkarz bardzo mnie mile zaskoczył.
 -nie ma za co to przyjemność poznać marzenie Neymara-szepnął-nie zapomnij że masz to co dla niego najważniejsze-dodał Kanadyjczyk i więcej go nie widziałam. Kolejny poeta,te słowa trafiły mnie w punkt i na na moje nieszczęście wiedziałam co one oznaczają. Trzymam się planu. Siedzieliśmy w ciszy,ciszy która wisiała jak przed burzą.
 -jak ci się nie podobało wystarczyło powiedzieć-westchnął przecierając twarz dłońmi
Z początku nie odpowiedziałam. Musiałąm wszystko dobrze rozegrać. Te ostatnie chwile musiał poczuć jak bardzo go kocham i zawsze będę go potrzebować.
 -podobało mi się skarbie-przysiadłam się bliżej niego
 -ale po tym...nie odzywałaś się i omijałaś mnie....-pokręcił głową nie patrząc na mnie
 -nie chciałam byś widział mnie w takim stanie...i źle było mi z myślą do czego mogłam dopuścić ale w żadnym wypadku nie było mi źle-dodałam na jednym tchu. Kichnęłam szybko zakrywając się bardziej kocem. Niech los bierze mnie w swoje ręcę. P\o raz ostatni muszę być sobą. Brazylijczyk odwrócił się w mig do mnie i złapał mnie za ręce. Włączył mu się tryb opiekuńczy i mig zaprowadził mnie do środka. Oczywiście musiał warczeć jak pies na moją głupotę.
  -chcesz się rozchorować na wakacje?-spytał zaciskając zęby
  -nie...um...nie-zaczęłam się jąkać
  - nieraz się zastanawiam gdzie podziewasz swój rozum-zaśmiał się przynosząc mi kubek z herbatą
 -Neymar....
Piłkarz zrozumiał. Usiadł koło mnie świdrując w mnie swoim spojrzeniem. Prześwietlał mnie wzrokiem. Znałam to uczucie i trwałam w nim jak najdłużej się dało.
 -Przepraszam.....jeśli pomyślałeś że..celowo cię odrzucam-uniosłam wzrok z nad kubka bojąc się że to co w nim zobaczę to będzie uraza i smutek.
 -Wiem....postąpiłem głupio uznając że tak jest-dodał cicho- wybacz mi-musnął moje usta przyciągając mnie bardziej do siebie.
 -Obejrzymy coś?-spytałam dotykając jego umięśnionego torsu
Pokiwał głową czekając na kolejny ruch. Podniosłam się i ruszyłam do szafki z filmami. Bieber pokazał mi gdzie ona jest już za pierwszym razem. Wyjęłam horror. Usnę w jego ramionach. Wróciłam do bruneta z filmem w ręku. Podałam go brunetowi.
 -Kocham cię-wyznałam gdy poszedł włączyć film. Nie usłyszał nie wiedząc jak bardzo chce by było normalnie. Już nic nie będzie normalnie. Piłkarz objął mnie ramieniem i rozpoczął się film. Z początku był nudny i jednym czego chciałam było pójście spać. Nie dało się gdy piłkarz co chwile drażnił mnie swoim głosem szepcząc mi na ucho czułe słówka. To było takie normalne jak nienormalne.Jest i zawsze będzie w moim życiu najważniejszym człowiekiem. Niech pamięta to co było najpiękniejsze i niech mi wybaczy. Połykałam płynące łzy gdy na chwile odszedł ode mnie. Pragnęłam jednego,żeby był szczęśliwy. To może udać się tylko gdy ja będę daleko i o mnie zapomni. Z początku nie będzie to łatwe ale jest silnym człowiekiem i wiem że zasługuje na kogoś o wiele lepszego ode mnie. Jeden wieczór,jedna chwila i wszytko się posypało jak domek z kart. Neymar wrócił częstując mnie popcornem. Sam film mnie nudził i nim się obejrzałam skończył się. Ruszyłam swoje cztery litery tam gdzie mogłam spokojnie pomyśleć. Wypiłam szklankę soku i włączyłam telefon. Oglądnęłam cała galerię wraz z Neymarem śmiejąc się co nie miara. Tak dobrze było wrócić do tego,do śmiechu. Spędziliśmy nad tym kilka godzin póki Brazylijczyk nie zasnął. Okryłam go kocem wyswobadzając się z jego czułego uścisku. Rozłożyłam się na bujanym fotelu w ogrodzie. Czas płynął nie ubłaganie. Każda minuta z nim oznaczało większy ból. Puściłam ostatnie łzy i zakończyłam użalanie się nad sobą. Rozpoczęłam działanie.

***