"Nie muszę patrzeć Ci w oczy żeby wiedzieć, że coś nie gra"
Było różnie przyznaję ale nigdy nie wątpiłam w to że kiedyś z pełną piersią powiem że widzę swoją przyszłość w jasnych barwach. Jednak to co się wydarzyło dało mi do myślenia i poprzysięgłam sobie że nie odpuszczę. Poszliśmy do stolika w całkiem innych nastrojach. Brunet przysunął swoje krzesło bliżej mojego i zamówił butelkę wina na"rozpoczęcie znajomości". Ja nie miałam nic przeciwko,teraz nie ma już odwrotu. W końcu to tylko Neymar prawda? Chłopak gdy tylko pojwiła sie butelka na stole wziął kieliszki i rozlał po trochu do każdego z nich,oprócz swojego. Nie pił?
-nie pijesz Ju?-spytał Dani bawiąc się kieliszkiem w dłoni
-nie,nie piję już od dłuższego czasu-dodał mrugając do mnie okiem
-tak,bo w to uwierzę Junior-wymsknęło mi się z ust i nim sobie uświadomiłam że powiedziałam to głośniej brunet spojrzał na mnie ożywiony
-to wtedy u Rafa wiesz...potrzebowałem nie chciałem byś wzięła mnie za alkoholika i to nie tak że ciągle piłem to wszystko miało swój powód ale obiecuję ci jak tu siedzę że więcej takiego jaki tam byłem więcej mnie nie ujrzysz Celine-powiedział patrząc na mnie miną zbitego psa. TYLKONIETOTYLKONIETOTYLKONIETO.
-nawet tak nie pomyślałam-spojrzałam na niego kątem oka-nie mam cię za takiego,twoja obietnica jest szczera i to widzę-dotknęłam jego ręki mimowolnie czując ciepło którym emanował. Jak ogień ukryty w ludzkim ciele. Chłopak podniósł kącik swoich ust nakrywając moją dłoń i zamykając ją w swoich,wielkich i miękkich,dokładnie takich jakimi je zapamiętałam.Wzięłam łyk wina z kieliszka i popatrzyłam na Andreę i Tomasa stojących przy recepcji. Śmiali się do mnie jak dwie małpy. W tym że siedziałam z miłością mojego życia przy stole nie było nic śmiesznego prawda?
-to wy się znacie tak?-zaczął Neymar kierując swoje pytania do nas dwojga. Zaskoczył mnie tym pytaniem ale nie zamierzałam czekać z odpowiedzią. Jak już to z kopyta.
-tak znamy się-pokiwałam głową odpowiadając za bruneta-już od jakiegoś CZASU-podkreśliłam ostatnie słowo kopiąc pod stołem Daniego
-jak długo...jeśli mogę wiedzieć?-spytał spuszczając wzrok na kieliszek.
-stary wiesz że...-zaczął chłopak lecz uciął patrząc na mnie-znamy się odkąd tu pracuję,Dani często tu bywał i tak się poznaliśmy-parsknęłam na wspomnienie tego jak "zapoznałam się"z najśmieszniejszych ludzi na całym globie. On też o tym wiedział bo to właśnie dzięki niemu się poznaliśmy.
-to bardzo interesujące-dodał patrząc na drugiego piłkarza-Dani też wspomniał coś o cudownej dziewczynie która potrafiła uspokoić całą zgraję piłkarzy ale nie uwierzyłem póki sam tego nie doświadczyłem-zaśmiał się zagryzając swoją dolną wargę. NIE RÓB TEGO WIĘCEJ DA SILVA BO CIĘ ZATŁUKĘ.
-no widzisz to ja-nerwowo się uśmiechnęłam do chłopaka bawiąc się palcami ,a Dani wyszczerzył się do mnie szerzej niż powinien co spowodowało pytające pytania bruneta. No super. Zaległa między nami głucha cisza,którą jak myślałam przerwał mój braciszek
-to jutro widzimy się na treningu Ju tak?-spytał wbijając spojrzenie właśnie w niego
-oczywiście obiecałem coś pewnej osobie i dotrzymam obietnicy-w tym momencie mrugnął do mnie okiem śmiejąc się do Daniego. No ładnie się bawisz Da Silva.
-i mam nadzieję że na każdym treningu zobaczymy się Celine-nachylił się w moją stronę
-jeśli tylko praca tutaj mi na to pozwoli to nie ma nic przeciwko temu-dodałam pocierając spocone dłonie. Niech się odsunie,bo nie ręczę za siebie.
-i tak ma być-uśmiechnął się jeszcze bardziej wbijając wzrok we mnie. Czy go powaliło już totalnie? Co dziś z nim jest nie tak?
-ja bede leciał już do siebie,padam z nóg widzimy się jutro Ju- mrugnął okiem do chłopaka i podchodząc do mnie ucałował mój policzek przy tym nie obyło się pożegnalnego szeptu
-stara się tobie przypodobać-zachichotał i odszedł gwizdając pod nosem. Kompletny świr.
Wróciłam do Neymara i tego uczucia które siedziało we mnie od lat nieco ugaszone. Chłopak założył ręce na krzyż i patrzył przed siebie nic nie mówiąc. To zrobiło się dziwne
-coś się stało?-spytałam tym razem ja nachyliłam się w jego stronę
-nie,po prostu ta sytuacja przypomniała mi to coś i pomyślałem o kimś ważnym dla mnie-dodał potrząsając głową
-aż tak cię zraniła?-przełknęłam głośno ślinę
-zadała cios prosto w serce,w jedną chwilę była w moich ramionach a potem..potem nagle wyjechała łamiąc moje serce na milion kawałków-dodał niepewnym głosem patrząc na mnie na chwilę potem zawiesił głos-przez te 3 lata nie potrafiłem się pozbierać po jej stracie i chyba nigdy nie pozbieram..wybacz-wstał z krzesła i zasunął je wychodząc z sali. Nie mogłam go teraz zostawić,właśnie nadszedł czas bym zaczęła leczyć jego rany. Rany które sama zadałam przed laty. Wbiegłam na piętro i odszukałam pokój tuż obok mojego. Zapukałam czekając na odpowiedź lecz jej nie usłyszałam. Trudno i tak weszłabym bez tego zaproszenia. Siedział na podłodze przy szafie z ubraniami ocierając twarz. Gdy usłyszał że ktoś wszedł wstał i wytarł twarz w co tylko mógł i miał pod ręką.
-wyjdź stąd proszę..nie chce byś widziała mnie takiego-dodał pociągając nosem spuszczając zwyczajowo głowę w dół.
-przyszłam po to by ci pomóc,by cię wysłuchać bo tego potrzebujesz prawda?-podeszłam stawiając niepewnie kroki w jego stronę. Bałam się jak cholera ale dla niego było warto zaryzykować.Spojrzał na mnie smutnym spojrzeniem,pełnym żalu i wielkiego bólu skrywanego w środku od 3 lat. Dobrze to znałam. Cząstka takiego samego bólu nadal siedzi we mnie.
-skąd wiesz czego potrzebuje? skąd wiesz że nie powiem ci kłamstw byś się odczepiła?-spytał unosząc brwi. Rozumiałam tą nieufność całkowicie,ale tak łatwo się nie poddaje.
-ponieważ widzę to po twoim spojrzeniu,mowie i ruchach-dodałam cicho po czym odważyłam się na niego spojrzeć z pewną odpowiedzialnością tego co chce zrobić.
-ale skąd? nawet dobrze mnie nie znasz-pokręcił głową załamując głowę i opadając na łóżko
-znam cię lepiej niż myślisz-powiedziałam sam do siebie patrząc na chłopaka albo lepiej wraka chłopaka który siedział ze mną na dole dobre 20 min temu.
-to boli tak cholernie że nie śpie po nocach od 3 lat i myślę co zrobiłem źle!-walnął się w pierś zaciskając pięści. W ostatniej chwili złapałam jego dłoń powodując miłe dreszcze.
-nie próbowałeś jej znaleźć?-spytałam otwierając jego dłoń z wewnętrznym przekonaniem że robię to co powinnam wiele lat temu
-myślisz że dało się ją znaleźć? nie mogłem dzwonić,nie mogłem pisać pozostało mi czekać że sama sie do mnie po jakimś czasie odezwie ale byłem głupcem i czekałem o nie... nadal czekam aż to zrobi bo wiesz co?-podniósł się z łóżka i spojrzał na mnie przez zaszklone oczy
-co takiego?-spytałam patrząc na coś innego byle nie jego twarz
-nie powiem tego jak na mnie nie spojrzysz bo...
-bo nie lubisz gdy cię olewa,tak słucham cię-spojrzałam na niego nerwowo bawiąc się palcami
-bo dla niej warto,bo kocham ją mocniej niż mogę,niż wszystko inne opętała całe moje myśli i serce a tu-pokazał na miejsce na sercu-jest wielka dziura którą staram się zalepiać,bo znalazłem coś co pomoże mi ponownie się odnaleźć a mianowicie ciebie Celine-dodał łapiąc mój drobny nadgarstek.
-że.. że ja ale w czym ja mam ci pomóc jestem tylko zwykłą kelnerką-dodałam opuszczając wzrok tak szybko jak tylko mogę
-może i tak ale piękno tkwi w prostocie-dodał bawiąc się moją dłonią tak długo póki nie zauważył na niej małego szczegółu. Na dłoni miałam ślad bo szkle które rozbiło mi się w czasie małej kłótni z Neymarem który tak czule opatrywał i martwił się bym więcej niczego nie rozbiła. I tak się stało,więcej od tego czasu nie stłukłam.
-od czego to?-spytał pociągając nosem tym razem z innym tonem niż wcześniej
-od wypadku w kuchni to nic takiego-zabrałam dłoń chowając ją w bluzie. Chłopak schował twarz w dłonie pochylając się nad łóżkiem.
-pomagasz mi jak nikt inny,tym co mi powiedziałaś w autobusie przerwałaś moją passę użalania się nad sobą i pokazałaś drogę którą zawsze się kierowałem-powiedział kierując te słowa w moją stronę. Usiadłam inaczej krzyżując nogi i opierając się łokciami o wygodne łóżko.
-ale ja nadal nie rozumiem dlaczego akurat ja...masz wspaniałych przyjaciół,Rafa,Daniego,Leo i innych to oni byli przy tobie,pomagali ci w trudnych sytuacjach....to oni byli twoją opoką i ochroną
-tak stanowili jej trzon ale gdy wciskali mi kłamstwa że będzie lepiej nie wierzyłem w to i wyjeżdżałem tak daleko jak się dało od Barcelony,przez chwilę przeszło mi przez myśl pewne przeczucie ale jest głupie i nie warto do niego wracać-westchnął pocierając po raz setny tego wieczoru twarz
-oni chcieli byś ruszył dalej,oni chcą starego Neymara tego który się śmiał i bawił tym co robił-dodałam siadając przy nim-oni starali sie jak mogli ale im też było ciężko,są ludźmi i nie możesz o tym zapominać-dodałam szybciej niż chciałam,głośniej niż chciałam i wyszło to inaczej niż chciałam ale co mi szkodzi
-ja...ja wiem ale to w tamtym momencie musiałem się odciąć pobyć sam na sam,by móc to wszystko przeboleć w samotności z dala od wszystkich od tego miejsca....nie chciałem ich zranić przecież-i znowu się zaczęło. CZY Z CIEBIE TAKI MAZGAJ DA SILVA?
-oni to wiedzą-podniosłam jego brodę-kochają cię ponad wszystko głowa do góry teraz zaczynasz nowy etap w życiu i nic nie stoi na przeszkodzie byś zaczął normalnie żyć-dodałam analizując wszystko co powiedziałam i uznałam że właśnie to chciałam powiedzieć mu od wieków
-masz takie przekonanie że sam zaczynam w to wierzyć-dodał-ty i ona...jesteście takie same-wyznał-to spojrzenie...uśmiech i słowa ja chyba świruję ale w tym moim przeczuciu miałem wizję że ona tu jest właśnie w tym hotelu,że jestem w dobrym miejscu by ja odnaleźć-powiedział wypuszczając głośno powietrze-ja wiem że to brzmi niedorzecznie ale tak czuje tutaj-złapał moją dłoń i przyłożył do swojego "serca"-czujesz to? Jak serce mi wali? Na te słowa jak na nic innego pokiwałam jedynie głową. Jego słowa wbiły mi się w pamięć i zachciało mi się płakać przy nim,by tak jak on wydusić z siebie cały ból i żal od tych 3 lat
-wybacz jeśli to co wydusiłem z siebie znudziło cię i nie chcesz mnie już słuchac-dodał drapiac się po czole-więcej już o tym nie wspomnę-powiedział nachylając się nad łożkiem
-nie znudziłeś mnie-dodałam niepewnie-po prostu człowiekowi jest lepiej jak powie komuś co go trapi-dotknęłam jego ramienia wstając na równe nogi. Przynajmniej próbowałam gdy tylko podniosłam się z łóżka o mal nie wywróciłam się o własne nogi. To by było uwieńczenie tego wieczoru na prawdę. Lecz silne ramiona chłopaka przytrzymały mnie w prostej postawie i nie pozwoliły upaść
-dobrze się czujesz? wyglądasz blado-dodał patrząc na mnie i sadzając mnie na fotelu bujanym przy oknie
-tak wszystko w..porządku-dodałam wzdychając-muszę iść do siebie,nic mi nie jest Neymar-westchnęłam wstając z fotela i ponownie usiadłam gdy tylko chłopak zagrodził mi odejście choćby na krok
-przyniosę ci wody i coś do przegryzienia poczekaj proszę-dodał i wręcz wybiegł z pokoju zostawiając mnie samą ze swoimi myślami. To się na prawdę wydarzyło,nie śnię to jawa w czystej postaci. JA Z NIM ROZMAWIAŁAM,JA CELIA MONTEZ. Nim zdążyłam pomyśleć co zrobić jak wydarzy się coś o czym nie pomyślałam brunet wrócił z tacą jedzenia i picia wyszykowanego pewnie z troską Rodriga o nie...
-kucharz wspomniał mi że mało jesz i chodzisz niewsypana całymi dniami więc wyszykował tyle ile mógł w pare minut-podał mi tace ze smakowitymi smakołykami-i nie słyszę żadnego ale,a i uprzedziłem twoich kolegów by pilnowali tego byś jadła regularnie-mrugnął okiem przebierając koszulkę na inną. MUSIAŁ TO ZROBIĆ,MUSIAŁ PO PROSTU. Zanim zorientował się że gapiłam się na niego przez ten cały czas zabrałam się czym prędzej za jedzenie. Gdy ja jadłam,chłopak odpalił głośniki i puścił z nich muzykę. Tak jak myślałam,Sertanejo we własnej osobie. Uniosłam wzrok z nad naleśników na śpiewającego chłopaka który wpatrywał się we mnie. Paradoks nad paradoksem. Spuściłam wzrok i dokończyłam swoje jedzenie. To przynajmniej na jakiś czas zajęło mi myśli. Brunet gdy byłam zajęta jedzeniem wyszedł z pokoju i długo nie wracał i zaczynałam się przejmować gdzie może się podziewać. Wzięłam tacę i wyszłam z pokoju rozglądając się na boki czy gdzieś on może nie stać albo jeszcze gorzej rozmawiać z kimś o mnie. Na szczęście nigdzie go nie było i z częściowym spokojem mogłam zejść na dół. Pchnęłam kuchenne drzwi gdzie na dole ujrzałam jego i w dodatku gotującego coś co pachniało przepysznie. Zatkałam sobie usta by nie jęknąć z całych sił pod nosem a co gorsza nie przytulić się do jego ciała. To było powoli silniejsze ode mnie...CELIA TU ZIEMIA! o głosik dawno nie słyszany powrócił. Jego obecność tutaj w takiej sytuacji i atmosferze przypomniało mi ostatnie śniadanie robione przez niego w Barcelonie. Robił to samo co robi teraz,robił paelle ala Marcela które kochałam najbardziej na świecie. Powstrzymywałam się od jakiegokolwiek dźwięku i póki mogłam wycofałam się kuchni jak gdybym wcale nie ujrzała bruneta w mojej ukochanej sytuacji.
-nie widziałam tego-dodałam do siebie chodząc po holu w tą i we w tą. Ja zaczynam świrować,wariować na jego punkcie i tego co nas kiedyś łączyło i wciąż łączy....Gdy okiełznałam swoje myśli powróciła do pokoju bruneta. Usiadłam na łóżku i czekałam aż przyjdzie tutaj i bedę mogła wyjść. Uspokoiłam swój oddech i myśli które wciąż kreciły się wokół chłopaka. Przynajmniej starałam sie je "okiełznać". Opadłam na łóżko wtulając się w miekką pościel piłkarza. Skuliłam się na poduszce i przymknęłam oczy póki go nie było w pokoju. Tak dobrze się tam spało że nie zorientowałam się gdy on wpadł do pokoju i zastał mnie śpiącą na jego części łóżka. Niezłe ździwko no nie Da Silva?. Po cichu podszedł do łóżka i pogłaskał moje włosy potem nagle nie słyszałam ani nie czułam nic co by wskazywało na to że chłopak wstał i wyszedł z pokoju. Gdy otworzyłam oczy spotkało mnie miłe zaskoczenie,bo owy piłkarz leżał tuż obok mnie z szerokim uśmiechem na twarzy. Żyć nie umierać,nie wiecie jak długo czekałam na taki uśmiech. Podniosłam się lekko i odsunęłam od bruneta powoli wychodząc z łóżka. Starałam się to zrobić jak najciszej by go nie zbudzić oraz by uniknąć zbędnych pytań. Nie miałam siły na jego pytania. Gdy podchodziłąm już do wyjścia jak grom z jasnego nieba brunet zorientował się że wstałam i ze zmarszczonymi brwiami także postanowił wstać.
-uciekasz?-spytał mierzwiąc swoje włosy i spoglądając na mnie
-wracam do siebie,nie chce byś się męczył ze mna dość się mną zaopiekowałeś...-dodałam mówiąc coraz ciszej
-nie mówiłem że masz wyjść bo mi źle-mruknął spuszczając wzrok-możesz zostać jest późno-dodał podchodząc bliżej
-ja już pójdę to nie mój pokój-odsunęłam się lekko odwracając się w stronę drzwi. Chłopak złapał moja dłoń i przytrzymał
-nie wychodź-szepnął powodując u mnie gęsią skórkę-zostań..prosze Celine-dodał z wyczuwalną chrypką której nie potrafiłam odmówić. Kolana pode mną się ugięły i nie miałam sił by mu się opierać,nie takiemu Neymarowi którego znam i w tym momencie wrócił do mnie choć na krótką chwilę.
-zostanę-dodałam kiwając głową i gdy Brazylijczyk zrobił mi miejsce na łóżku z chęcią się tam położyłam. Pragnęłam jego ciepła i obecności jak niczego innego na świecie. To było warte tego by tu być,by zawalczyć o niego i doczekać się chwili gdy oboje potrzebujemy siebie nawzajem. Gdy skuliłam się na swoim miejscu przyciągając do siebie bardziej kolana. Głowę wychyliłam ponad koc i ujrzałam go. Leżał patrząc na mnie jak na jakiś obiekt badań.
-czemu tak na mnie patrzysz?-ziewnęłam przytulając twarz do poduszki
-sam nie wiem dlaczego-lekko uniósł swoje kąciki ust w górę-to ty mi powiedz co masz takiego w sobie że czuje że jesteś inna niż każda dziewczyna którą znam-bawiąc sie moim kosmykiem włosów przemknęło mi przez myśl że nie mówi mi wszystkiego i to mnie zaciekawiło.
-nie mam nic specjalnego Neymar-dodałam nerwowo chcąc odwrócić od niego wzrok
-to dlaczego gdy się czymś denerwujesz to odwracasz ode mnie wzrok-parsknął kładąc się na plecach-nie gryzę a gdy tylko coś powiem to zaczynasz się denerwować-dodał patrząc w sufit
-wydaje ci się,dobranoc Neymar-dodałam odwracając się od niego i kładąc dłonie pod głowę patrząc na okno balkonowe
-dobranoc mała-szepnął okrywając się kocem i dając mi najpiękniejszy znak tego że wszystko idzie w dobrym kierunku. Spałam jak nigdy wcześniej i gdy rano obudziłam się przy boku ciemnookiego piłkarza zaczęłam się uśmiechać sama do siebie. Zerknęłam na niego-śpi jak zabity więc nie miałąm siły go budzić i wstałam najciszej jak tylko mogłam. Zasunęłam swoją część łóżka i szybko udałam się do łazienki. Tam zajęłam się swoją twarzą oraz włosami,które zaszalały przez noc i poukładały się każde w inną stronę,istny busz. Związałam je w luźnego koka i przemywając twarz dostrzegłam że mam na sobie za dużą Brazylijska bluzę,której nigdy na sobie nie miałam i nie wiedziałam skąd się wzięła na moim ciele. Przecież ja....
-niemożliwe że dał mi ją gdy spałam-mruknęłam do lustra puszczając wodę w kranie. Ochlapałam jeszcze raz twarz i głośno westchnęłam nad tym co mam teraz zrobić. Myślałam że obmyślę jakiś plan,ale nici z tego. Pustka w głowie i kompletna dziura. Serce krzyczało bym wyznała prawde-rozum kazał mi wyjść i dalej udawać że jestem "nie" Celią i pomóc Neymarowi a nie sobie. Niestety zgadzałam się z rozumem i postanowiłam pchnąć drzwi od łazienki. Wyszłam na palcach nasłuchując czy piłkarz przypadkiem się nie obudził lecz nic takiego nie nastąpiło i na spokojnie mogłam popatrzeć na miłość swojego życia bez żadnych ogródek. Taki widok przy przyprawiał mnie o szybsze bicie serca mimowolnie podeszłam do niego i pogłaskałam jego włosy składając na głowie minimalny pocałunek na rozpoczęcie lepszej połowy życia. Teraz gdy wychodziłam z pokoju piłkarza nie czułam ani smutku ani bólu a wręcz przeciwnie czułam się uskrzydlona.
****
BUM! Dość długi przyznaję ale mam nadzieje że wam się spodoba!♥
-nie pijesz Ju?-spytał Dani bawiąc się kieliszkiem w dłoni
-nie,nie piję już od dłuższego czasu-dodał mrugając do mnie okiem
-tak,bo w to uwierzę Junior-wymsknęło mi się z ust i nim sobie uświadomiłam że powiedziałam to głośniej brunet spojrzał na mnie ożywiony
-to wtedy u Rafa wiesz...potrzebowałem nie chciałem byś wzięła mnie za alkoholika i to nie tak że ciągle piłem to wszystko miało swój powód ale obiecuję ci jak tu siedzę że więcej takiego jaki tam byłem więcej mnie nie ujrzysz Celine-powiedział patrząc na mnie miną zbitego psa. TYLKONIETOTYLKONIETOTYLKONIETO.
-nawet tak nie pomyślałam-spojrzałam na niego kątem oka-nie mam cię za takiego,twoja obietnica jest szczera i to widzę-dotknęłam jego ręki mimowolnie czując ciepło którym emanował. Jak ogień ukryty w ludzkim ciele. Chłopak podniósł kącik swoich ust nakrywając moją dłoń i zamykając ją w swoich,wielkich i miękkich,dokładnie takich jakimi je zapamiętałam.Wzięłam łyk wina z kieliszka i popatrzyłam na Andreę i Tomasa stojących przy recepcji. Śmiali się do mnie jak dwie małpy. W tym że siedziałam z miłością mojego życia przy stole nie było nic śmiesznego prawda?
-to wy się znacie tak?-zaczął Neymar kierując swoje pytania do nas dwojga. Zaskoczył mnie tym pytaniem ale nie zamierzałam czekać z odpowiedzią. Jak już to z kopyta.
-tak znamy się-pokiwałam głową odpowiadając za bruneta-już od jakiegoś CZASU-podkreśliłam ostatnie słowo kopiąc pod stołem Daniego
-jak długo...jeśli mogę wiedzieć?-spytał spuszczając wzrok na kieliszek.
-stary wiesz że...-zaczął chłopak lecz uciął patrząc na mnie-znamy się odkąd tu pracuję,Dani często tu bywał i tak się poznaliśmy-parsknęłam na wspomnienie tego jak "zapoznałam się"z najśmieszniejszych ludzi na całym globie. On też o tym wiedział bo to właśnie dzięki niemu się poznaliśmy.
-to bardzo interesujące-dodał patrząc na drugiego piłkarza-Dani też wspomniał coś o cudownej dziewczynie która potrafiła uspokoić całą zgraję piłkarzy ale nie uwierzyłem póki sam tego nie doświadczyłem-zaśmiał się zagryzając swoją dolną wargę. NIE RÓB TEGO WIĘCEJ DA SILVA BO CIĘ ZATŁUKĘ.
-no widzisz to ja-nerwowo się uśmiechnęłam do chłopaka bawiąc się palcami ,a Dani wyszczerzył się do mnie szerzej niż powinien co spowodowało pytające pytania bruneta. No super. Zaległa między nami głucha cisza,którą jak myślałam przerwał mój braciszek
-to jutro widzimy się na treningu Ju tak?-spytał wbijając spojrzenie właśnie w niego
-oczywiście obiecałem coś pewnej osobie i dotrzymam obietnicy-w tym momencie mrugnął do mnie okiem śmiejąc się do Daniego. No ładnie się bawisz Da Silva.
-i mam nadzieję że na każdym treningu zobaczymy się Celine-nachylił się w moją stronę
-jeśli tylko praca tutaj mi na to pozwoli to nie ma nic przeciwko temu-dodałam pocierając spocone dłonie. Niech się odsunie,bo nie ręczę za siebie.
-i tak ma być-uśmiechnął się jeszcze bardziej wbijając wzrok we mnie. Czy go powaliło już totalnie? Co dziś z nim jest nie tak?
-ja bede leciał już do siebie,padam z nóg widzimy się jutro Ju- mrugnął okiem do chłopaka i podchodząc do mnie ucałował mój policzek przy tym nie obyło się pożegnalnego szeptu
-stara się tobie przypodobać-zachichotał i odszedł gwizdając pod nosem. Kompletny świr.
Wróciłam do Neymara i tego uczucia które siedziało we mnie od lat nieco ugaszone. Chłopak założył ręce na krzyż i patrzył przed siebie nic nie mówiąc. To zrobiło się dziwne
-coś się stało?-spytałam tym razem ja nachyliłam się w jego stronę
-nie,po prostu ta sytuacja przypomniała mi to coś i pomyślałem o kimś ważnym dla mnie-dodał potrząsając głową
-aż tak cię zraniła?-przełknęłam głośno ślinę
-zadała cios prosto w serce,w jedną chwilę była w moich ramionach a potem..potem nagle wyjechała łamiąc moje serce na milion kawałków-dodał niepewnym głosem patrząc na mnie na chwilę potem zawiesił głos-przez te 3 lata nie potrafiłem się pozbierać po jej stracie i chyba nigdy nie pozbieram..wybacz-wstał z krzesła i zasunął je wychodząc z sali. Nie mogłam go teraz zostawić,właśnie nadszedł czas bym zaczęła leczyć jego rany. Rany które sama zadałam przed laty. Wbiegłam na piętro i odszukałam pokój tuż obok mojego. Zapukałam czekając na odpowiedź lecz jej nie usłyszałam. Trudno i tak weszłabym bez tego zaproszenia. Siedział na podłodze przy szafie z ubraniami ocierając twarz. Gdy usłyszał że ktoś wszedł wstał i wytarł twarz w co tylko mógł i miał pod ręką.
-wyjdź stąd proszę..nie chce byś widziała mnie takiego-dodał pociągając nosem spuszczając zwyczajowo głowę w dół.
-przyszłam po to by ci pomóc,by cię wysłuchać bo tego potrzebujesz prawda?-podeszłam stawiając niepewnie kroki w jego stronę. Bałam się jak cholera ale dla niego było warto zaryzykować.Spojrzał na mnie smutnym spojrzeniem,pełnym żalu i wielkiego bólu skrywanego w środku od 3 lat. Dobrze to znałam. Cząstka takiego samego bólu nadal siedzi we mnie.
-skąd wiesz czego potrzebuje? skąd wiesz że nie powiem ci kłamstw byś się odczepiła?-spytał unosząc brwi. Rozumiałam tą nieufność całkowicie,ale tak łatwo się nie poddaje.
-ponieważ widzę to po twoim spojrzeniu,mowie i ruchach-dodałam cicho po czym odważyłam się na niego spojrzeć z pewną odpowiedzialnością tego co chce zrobić.
-ale skąd? nawet dobrze mnie nie znasz-pokręcił głową załamując głowę i opadając na łóżko
-znam cię lepiej niż myślisz-powiedziałam sam do siebie patrząc na chłopaka albo lepiej wraka chłopaka który siedział ze mną na dole dobre 20 min temu.
-to boli tak cholernie że nie śpie po nocach od 3 lat i myślę co zrobiłem źle!-walnął się w pierś zaciskając pięści. W ostatniej chwili złapałam jego dłoń powodując miłe dreszcze.
-nie próbowałeś jej znaleźć?-spytałam otwierając jego dłoń z wewnętrznym przekonaniem że robię to co powinnam wiele lat temu
-myślisz że dało się ją znaleźć? nie mogłem dzwonić,nie mogłem pisać pozostało mi czekać że sama sie do mnie po jakimś czasie odezwie ale byłem głupcem i czekałem o nie... nadal czekam aż to zrobi bo wiesz co?-podniósł się z łóżka i spojrzał na mnie przez zaszklone oczy
-co takiego?-spytałam patrząc na coś innego byle nie jego twarz
-nie powiem tego jak na mnie nie spojrzysz bo...
-bo nie lubisz gdy cię olewa,tak słucham cię-spojrzałam na niego nerwowo bawiąc się palcami
-bo dla niej warto,bo kocham ją mocniej niż mogę,niż wszystko inne opętała całe moje myśli i serce a tu-pokazał na miejsce na sercu-jest wielka dziura którą staram się zalepiać,bo znalazłem coś co pomoże mi ponownie się odnaleźć a mianowicie ciebie Celine-dodał łapiąc mój drobny nadgarstek.
-że.. że ja ale w czym ja mam ci pomóc jestem tylko zwykłą kelnerką-dodałam opuszczając wzrok tak szybko jak tylko mogę
-może i tak ale piękno tkwi w prostocie-dodał bawiąc się moją dłonią tak długo póki nie zauważył na niej małego szczegółu. Na dłoni miałam ślad bo szkle które rozbiło mi się w czasie małej kłótni z Neymarem który tak czule opatrywał i martwił się bym więcej niczego nie rozbiła. I tak się stało,więcej od tego czasu nie stłukłam.
-od czego to?-spytał pociągając nosem tym razem z innym tonem niż wcześniej
-od wypadku w kuchni to nic takiego-zabrałam dłoń chowając ją w bluzie. Chłopak schował twarz w dłonie pochylając się nad łóżkiem.
-pomagasz mi jak nikt inny,tym co mi powiedziałaś w autobusie przerwałaś moją passę użalania się nad sobą i pokazałaś drogę którą zawsze się kierowałem-powiedział kierując te słowa w moją stronę. Usiadłam inaczej krzyżując nogi i opierając się łokciami o wygodne łóżko.
-ale ja nadal nie rozumiem dlaczego akurat ja...masz wspaniałych przyjaciół,Rafa,Daniego,Leo i innych to oni byli przy tobie,pomagali ci w trudnych sytuacjach....to oni byli twoją opoką i ochroną
-tak stanowili jej trzon ale gdy wciskali mi kłamstwa że będzie lepiej nie wierzyłem w to i wyjeżdżałem tak daleko jak się dało od Barcelony,przez chwilę przeszło mi przez myśl pewne przeczucie ale jest głupie i nie warto do niego wracać-westchnął pocierając po raz setny tego wieczoru twarz
-oni chcieli byś ruszył dalej,oni chcą starego Neymara tego który się śmiał i bawił tym co robił-dodałam siadając przy nim-oni starali sie jak mogli ale im też było ciężko,są ludźmi i nie możesz o tym zapominać-dodałam szybciej niż chciałam,głośniej niż chciałam i wyszło to inaczej niż chciałam ale co mi szkodzi
-ja...ja wiem ale to w tamtym momencie musiałem się odciąć pobyć sam na sam,by móc to wszystko przeboleć w samotności z dala od wszystkich od tego miejsca....nie chciałem ich zranić przecież-i znowu się zaczęło. CZY Z CIEBIE TAKI MAZGAJ DA SILVA?
-oni to wiedzą-podniosłam jego brodę-kochają cię ponad wszystko głowa do góry teraz zaczynasz nowy etap w życiu i nic nie stoi na przeszkodzie byś zaczął normalnie żyć-dodałam analizując wszystko co powiedziałam i uznałam że właśnie to chciałam powiedzieć mu od wieków
-masz takie przekonanie że sam zaczynam w to wierzyć-dodał-ty i ona...jesteście takie same-wyznał-to spojrzenie...uśmiech i słowa ja chyba świruję ale w tym moim przeczuciu miałem wizję że ona tu jest właśnie w tym hotelu,że jestem w dobrym miejscu by ja odnaleźć-powiedział wypuszczając głośno powietrze-ja wiem że to brzmi niedorzecznie ale tak czuje tutaj-złapał moją dłoń i przyłożył do swojego "serca"-czujesz to? Jak serce mi wali? Na te słowa jak na nic innego pokiwałam jedynie głową. Jego słowa wbiły mi się w pamięć i zachciało mi się płakać przy nim,by tak jak on wydusić z siebie cały ból i żal od tych 3 lat
-wybacz jeśli to co wydusiłem z siebie znudziło cię i nie chcesz mnie już słuchac-dodał drapiac się po czole-więcej już o tym nie wspomnę-powiedział nachylając się nad łożkiem
-nie znudziłeś mnie-dodałam niepewnie-po prostu człowiekowi jest lepiej jak powie komuś co go trapi-dotknęłam jego ramienia wstając na równe nogi. Przynajmniej próbowałam gdy tylko podniosłam się z łóżka o mal nie wywróciłam się o własne nogi. To by było uwieńczenie tego wieczoru na prawdę. Lecz silne ramiona chłopaka przytrzymały mnie w prostej postawie i nie pozwoliły upaść
-dobrze się czujesz? wyglądasz blado-dodał patrząc na mnie i sadzając mnie na fotelu bujanym przy oknie
-tak wszystko w..porządku-dodałam wzdychając-muszę iść do siebie,nic mi nie jest Neymar-westchnęłam wstając z fotela i ponownie usiadłam gdy tylko chłopak zagrodził mi odejście choćby na krok
-przyniosę ci wody i coś do przegryzienia poczekaj proszę-dodał i wręcz wybiegł z pokoju zostawiając mnie samą ze swoimi myślami. To się na prawdę wydarzyło,nie śnię to jawa w czystej postaci. JA Z NIM ROZMAWIAŁAM,JA CELIA MONTEZ. Nim zdążyłam pomyśleć co zrobić jak wydarzy się coś o czym nie pomyślałam brunet wrócił z tacą jedzenia i picia wyszykowanego pewnie z troską Rodriga o nie...
-kucharz wspomniał mi że mało jesz i chodzisz niewsypana całymi dniami więc wyszykował tyle ile mógł w pare minut-podał mi tace ze smakowitymi smakołykami-i nie słyszę żadnego ale,a i uprzedziłem twoich kolegów by pilnowali tego byś jadła regularnie-mrugnął okiem przebierając koszulkę na inną. MUSIAŁ TO ZROBIĆ,MUSIAŁ PO PROSTU. Zanim zorientował się że gapiłam się na niego przez ten cały czas zabrałam się czym prędzej za jedzenie. Gdy ja jadłam,chłopak odpalił głośniki i puścił z nich muzykę. Tak jak myślałam,Sertanejo we własnej osobie. Uniosłam wzrok z nad naleśników na śpiewającego chłopaka który wpatrywał się we mnie. Paradoks nad paradoksem. Spuściłam wzrok i dokończyłam swoje jedzenie. To przynajmniej na jakiś czas zajęło mi myśli. Brunet gdy byłam zajęta jedzeniem wyszedł z pokoju i długo nie wracał i zaczynałam się przejmować gdzie może się podziewać. Wzięłam tacę i wyszłam z pokoju rozglądając się na boki czy gdzieś on może nie stać albo jeszcze gorzej rozmawiać z kimś o mnie. Na szczęście nigdzie go nie było i z częściowym spokojem mogłam zejść na dół. Pchnęłam kuchenne drzwi gdzie na dole ujrzałam jego i w dodatku gotującego coś co pachniało przepysznie. Zatkałam sobie usta by nie jęknąć z całych sił pod nosem a co gorsza nie przytulić się do jego ciała. To było powoli silniejsze ode mnie...CELIA TU ZIEMIA! o głosik dawno nie słyszany powrócił. Jego obecność tutaj w takiej sytuacji i atmosferze przypomniało mi ostatnie śniadanie robione przez niego w Barcelonie. Robił to samo co robi teraz,robił paelle ala Marcela które kochałam najbardziej na świecie. Powstrzymywałam się od jakiegokolwiek dźwięku i póki mogłam wycofałam się kuchni jak gdybym wcale nie ujrzała bruneta w mojej ukochanej sytuacji.
-nie widziałam tego-dodałam do siebie chodząc po holu w tą i we w tą. Ja zaczynam świrować,wariować na jego punkcie i tego co nas kiedyś łączyło i wciąż łączy....Gdy okiełznałam swoje myśli powróciła do pokoju bruneta. Usiadłam na łóżku i czekałam aż przyjdzie tutaj i bedę mogła wyjść. Uspokoiłam swój oddech i myśli które wciąż kreciły się wokół chłopaka. Przynajmniej starałam sie je "okiełznać". Opadłam na łóżko wtulając się w miekką pościel piłkarza. Skuliłam się na poduszce i przymknęłam oczy póki go nie było w pokoju. Tak dobrze się tam spało że nie zorientowałam się gdy on wpadł do pokoju i zastał mnie śpiącą na jego części łóżka. Niezłe ździwko no nie Da Silva?. Po cichu podszedł do łóżka i pogłaskał moje włosy potem nagle nie słyszałam ani nie czułam nic co by wskazywało na to że chłopak wstał i wyszedł z pokoju. Gdy otworzyłam oczy spotkało mnie miłe zaskoczenie,bo owy piłkarz leżał tuż obok mnie z szerokim uśmiechem na twarzy. Żyć nie umierać,nie wiecie jak długo czekałam na taki uśmiech. Podniosłam się lekko i odsunęłam od bruneta powoli wychodząc z łóżka. Starałam się to zrobić jak najciszej by go nie zbudzić oraz by uniknąć zbędnych pytań. Nie miałam siły na jego pytania. Gdy podchodziłąm już do wyjścia jak grom z jasnego nieba brunet zorientował się że wstałam i ze zmarszczonymi brwiami także postanowił wstać.
-uciekasz?-spytał mierzwiąc swoje włosy i spoglądając na mnie
-wracam do siebie,nie chce byś się męczył ze mna dość się mną zaopiekowałeś...-dodałam mówiąc coraz ciszej
-nie mówiłem że masz wyjść bo mi źle-mruknął spuszczając wzrok-możesz zostać jest późno-dodał podchodząc bliżej
-ja już pójdę to nie mój pokój-odsunęłam się lekko odwracając się w stronę drzwi. Chłopak złapał moja dłoń i przytrzymał
-nie wychodź-szepnął powodując u mnie gęsią skórkę-zostań..prosze Celine-dodał z wyczuwalną chrypką której nie potrafiłam odmówić. Kolana pode mną się ugięły i nie miałam sił by mu się opierać,nie takiemu Neymarowi którego znam i w tym momencie wrócił do mnie choć na krótką chwilę.
-zostanę-dodałam kiwając głową i gdy Brazylijczyk zrobił mi miejsce na łóżku z chęcią się tam położyłam. Pragnęłam jego ciepła i obecności jak niczego innego na świecie. To było warte tego by tu być,by zawalczyć o niego i doczekać się chwili gdy oboje potrzebujemy siebie nawzajem. Gdy skuliłam się na swoim miejscu przyciągając do siebie bardziej kolana. Głowę wychyliłam ponad koc i ujrzałam go. Leżał patrząc na mnie jak na jakiś obiekt badań.
-czemu tak na mnie patrzysz?-ziewnęłam przytulając twarz do poduszki
-sam nie wiem dlaczego-lekko uniósł swoje kąciki ust w górę-to ty mi powiedz co masz takiego w sobie że czuje że jesteś inna niż każda dziewczyna którą znam-bawiąc sie moim kosmykiem włosów przemknęło mi przez myśl że nie mówi mi wszystkiego i to mnie zaciekawiło.
-nie mam nic specjalnego Neymar-dodałam nerwowo chcąc odwrócić od niego wzrok
-to dlaczego gdy się czymś denerwujesz to odwracasz ode mnie wzrok-parsknął kładąc się na plecach-nie gryzę a gdy tylko coś powiem to zaczynasz się denerwować-dodał patrząc w sufit
-wydaje ci się,dobranoc Neymar-dodałam odwracając się od niego i kładąc dłonie pod głowę patrząc na okno balkonowe
-dobranoc mała-szepnął okrywając się kocem i dając mi najpiękniejszy znak tego że wszystko idzie w dobrym kierunku. Spałam jak nigdy wcześniej i gdy rano obudziłam się przy boku ciemnookiego piłkarza zaczęłam się uśmiechać sama do siebie. Zerknęłam na niego-śpi jak zabity więc nie miałąm siły go budzić i wstałam najciszej jak tylko mogłam. Zasunęłam swoją część łóżka i szybko udałam się do łazienki. Tam zajęłam się swoją twarzą oraz włosami,które zaszalały przez noc i poukładały się każde w inną stronę,istny busz. Związałam je w luźnego koka i przemywając twarz dostrzegłam że mam na sobie za dużą Brazylijska bluzę,której nigdy na sobie nie miałam i nie wiedziałam skąd się wzięła na moim ciele. Przecież ja....
-niemożliwe że dał mi ją gdy spałam-mruknęłam do lustra puszczając wodę w kranie. Ochlapałam jeszcze raz twarz i głośno westchnęłam nad tym co mam teraz zrobić. Myślałam że obmyślę jakiś plan,ale nici z tego. Pustka w głowie i kompletna dziura. Serce krzyczało bym wyznała prawde-rozum kazał mi wyjść i dalej udawać że jestem "nie" Celią i pomóc Neymarowi a nie sobie. Niestety zgadzałam się z rozumem i postanowiłam pchnąć drzwi od łazienki. Wyszłam na palcach nasłuchując czy piłkarz przypadkiem się nie obudził lecz nic takiego nie nastąpiło i na spokojnie mogłam popatrzeć na miłość swojego życia bez żadnych ogródek. Taki widok przy przyprawiał mnie o szybsze bicie serca mimowolnie podeszłam do niego i pogłaskałam jego włosy składając na głowie minimalny pocałunek na rozpoczęcie lepszej połowy życia. Teraz gdy wychodziłam z pokoju piłkarza nie czułam ani smutku ani bólu a wręcz przeciwnie czułam się uskrzydlona.
****
BUM! Dość długi przyznaję ale mam nadzieje że wam się spodoba!♥