Music ♥

czwartek, 10 sierpnia 2017

Rozdział 91

"W życiu przychodzi taka chwila, w której brakuje Ci kogoś tak bardzo, że chciałbyś wyjąć go ze swoich snów, aby go uścisnąć"
Raf zaparkował w znanej nam wszystkim restauracji,aż ślinka cieknie na myśl że ponownie będę tam z nimi jadła. Wysiedliśmy z samochodów i skierowaliśmy się do wejścia. Gdy weszłam do lokalu od razu uderzył mnie zapach jedzenia,morskiej bryzy i trawy cytrynowej takie zapachy właśnie kochałam. Chłopaki dojrzeli idealny stolik w zacienionej części po czym dostawialiśmy siedzenia i urządziliśmy sobie jeden wielki stolik. Wzięliśmy Menu i oczywiście nie mogliśmy przeoczyć naszych ulubionych dań
 -cały czas tu są?-zdziwiłam się-moja milanesa-oblizałam usta ze śmiechem patrząc na resztę-nie usunęliście tego przez tyle czasu?-spytałam unosząc wysoko brwi
 -nie mieliśmy po co-pokiwał głową  Leo-wiedzieliśmy że kiedyś znów będziesz tutaj z nami jadła-dodał przewracając kolejna kartę. Ja wiedziałam co zamówię nie wiem jak oni. W samą porę przyszła do nas kelnerka gotowa przyjmować nasze zamówienia
 -Geri mów-szturchnęłam go
 -to tak poprosimy milanese dwa razy,krewetki w sosie własnym dwa razy,i ośmiorniczkę w pomidorach razy dwa-uśmiechnął się ciepło
 -coś jeszcze panie Pique?
 -tak Katrino...4 razy sok z pomarańczy i 4 razy yerba mate i raz sok z jagód acai-powiedział odkładając Menu
 -już się robi-włożyła karteczkę do kieszeni fartucha i spojrzała na mnie
 -Celia?-spytała dotykając mojego ramienia
Wtedy wszystkie spojrzenia poszły na mnie. No szlag by to.
 -tak to ja-uśmiechnęłam się lekko-znamy się?-spytałam odwracając się ciałem w jej stronę
 -nie,ale znam pana Neymara-dodała -był to znaczy jest naszym stałym klientem od dobrych 3 lat i odkąd przychodzi wspomina panią i tak jakoś skojarzyła mi się pani właśnie z nią-dodała
 -ale on tu jest?-spytałam rozglądając się
 -nie,dziś tu jeszcze go nie było ale gdy zawsze zamawiał sok z jagód acai i sałatkę owocową zauważyłam że ma śliczną blondynkę o szarych oczach na tapecie i zastanawiało mnie kim ona jest,gdy pani tu weszła wiedziałam że to pani-wypuściła powietrze mówiąc na jednym tchu nieźle się na męczyła
 -Katrina!-krzyknął ktoś z kuchni
 -już idę!-odpowiedziała odwracając ponownie twarz do mnie-musiał bardzo panią kochać skoro cały czas o pani mówił-dodała wzdychając
-coś dokładnie mówił?-spytałam zakłopotana i bliska płaczu
 -że jest pani dla niego wyjątkową kobietą i że bardzo panią kocha ale go pani zostawiła i nie wie jak ma dalej żyć...i jeszcze
- Katrina....-zacisnął zęby Pique
 - no co? zawsze wy coś mówicie mi też pozwólcie
 -co jeszcze?
 - to że nie widzi sensu w tym by dalej grać i pragnie się stąd wynieść-ale niech pani wie że odkąd tu przychodził ani na chwile o pani nie zapomniał,ani na chwilę nie przestał o pani mówić i kilka razy nawet się uśmiechnął-powiedziała i odeszła od naszej grupki
 - możecie mi powiedzieć kto to był?-spytałam nachylając się w stronę chłopaków
 -kelnerka,często nas obsługuje i znamy się tak jak jakoś-dodał Dani-dosyć nas poznała by tak na luzie z nami rozmawiać-dodał lekko się uśmiechając  
 -i poznała też Neymara..przez tyle dni tu przychodził a ja nie miałam odwagi by go odwiedzić by cokolwiek zrobić-dodałam spuszczając głowę-może będzie lepiej jeśli dam sobie spokój? Neymar da sobie radę beze mnie-powiedziałam bawiąc się palcami
 -co ty mówisz!-podniósł głos Rafael-teraz się nie wycofasz,to co było to przeszłość masz przed sobą nową drogę w którą już wdepnęłaś więc ani mi się waż się z tego wycofywać-powiedział zakładając ręce na piersi.Schowałam twarz w dłonie zamykając na chwile oczy
 -nie wycofam się ale nie wiem czy to dobry pomysł by wracać do jego życia-pokręciłam głową-nie po tym co mu zrobiłam...
 -to przeszłość do cholery Celia,przestań użalać się nad przeszłością i popatrz co możesz odzyskać-warknął Leo-myślałem że coś sobie postanowiłaś ale chyba się myliłem-dodał i wyszedł z lokalu
 -Leo!-krzyknęłam biegnąc za nim. Załamałam ramiona i zatrzymałam piłkarza przy samochodzie
 -wiem zachowuje się jak tchórz a to tylko przez to że boje się że go nie odzyskam!-krzyknęłam zakrywając oczy ręką
 -nie musisz mi o tym mówić bo to wiem ale nie wiem czemu się wahasz?-spytał patrząc na mnie z poważną miną
 -bo...czuje że on mnie już nie kocha-wyznałam bawiąc się palcami
 - jak to nie kocha? sama słyszałaś Celia,nigdy o tobie  nie zapomni,kocha cię jak wariat chce porzucić przez miłość do ciebie piłkę!-wymachiwał rękami krzycząc w niebo głosy
 -przez miłość do mnie..masz rację-pokiwałam głową ocierając łzy-więc po co mam wracać?-spojrzałam na niego pytając go złamanym głosem
 -bo kochasz go mimo swoich wątpliwości-powiedział wbijając mi palec w pierś-kochasz go mocniej niż myślisz i chcesz się tego wyprzeć póki możesz-dodał wypuszczając głośno powietrze  z ust- Celia sama dobrze wiesz że tego co sie stało nie zmienisz ale możesz to naprawić,ponownie być szczęśliwa jak dawniej z chłopakiem swoich marzeń-dodał uśmiechając się w znanym stylu. Po jego geście głośno  westchnęłam opuszczając ramiona. Dzięki niemu odzyskałam tą nadzieję której mi zabrakło przez tyle czasu.
- zawsze kurczaki musisz mieć racje Atomowa Pchełko-zaśmiałam się pod nosem
 -taka już moja rola-wzruszył ramionami obejmując mnie lekko-teraz już wiesz co chciałem ci przekazać?-spytał gdy wchodziliśmy do lokalu
 -tak-pokiwałam głową-i ponownie dzięki tobie wiem co mam robić-dodałam uśmiechając się szerzej tego popołudnia. Doszliśmy do naszego stolika gdzie chłopaki ożywili się na nasz widok
 -wszystko już w porządku?-spytał Raf
 -tak,już teraz tak-mrugnęłam okiem do Argentyńczyka który odwzajemnił mój gest. Kocham go jak brata i to się nigdy nie zmieni. Zawsze wiedział co powiedzieć by mnie zmotywować i to dzięki niemu tu jestem,będę mu dłużna do końca mojego życia.
Po chwilowej pogawędce na temat niektórych wygłupów przyszło nasze jedzenie. Każdy z nas zajął się swoim talerzem i ani rusz by ktoś odezwał się podczas posiłku. Tak przynajmniej myślałam. Zaczęły się dzikie rozmowy na różne tematy czasami przytłaczał mnie hałas jaki zrobili wokół siebie. Po skończonym posiłku oparłam się o miękkie oparcie fotela i spojrzałam na to co przede mną. Słowa Katriny też musiałam przemyśleć....
-ziemia do Celi-pomachał mi przed oczami szalony Brazylijczyk
 -jestem tu-zaśmialam się zabierając jego rękę-trochę się zamyśliłam ale nigdzie daleko nie odleciałam-dodałam spuszczając nogi z fotela
 -a gdzie byłaś?-spytał brunet
- tutaj-pokazałam na budynek który dobrze znali
-wiesz że go tam nie ma.....-powiedział cicho Raf
- wiem ale to dom w którym poznałam swoją miłość,poczułam jak to jest być zakochaną i kochaną przez ludzi których znałam tylko z ekranu-dodałam z uśmiechem-poznałam uczucie którego nigdy sobie nie wyobrażałam,siłę marzeń i wierzenia w siebie od tak nie umiem obok tego obejść-powiedziałam odrywając wzrok od posiadłości Brazylijczyka. Nagle ktoś otworzył garaż i wyjechało z niego...CZERWONE FERRARI. A kto ma czerwone cacko?
 -on jest w domu!-krzyknęłam niemal siadając na Brazylijczyku
 - Celia uspokój się bo jeszcze cię zobaczy-dodał Raf ściągając mnie na ziemie
-um..no tak-pokręciłam głową siadając na swoim miejscu
Chłopaki się roześmiali a ja się poczułam jak idiotka. Co było w tym śmiesznego
 -może mi powiecie z czego tak się śmiejecie?-spytałam zakładając ręce na pierś
 -z twojej ożywionej reakcji-zaśmiał się Geri-twoje czyny mówią same za siebie mała-zaśmiał się i po chwili opanował pozostałych. Westchnęłam podciągając kolana pod brodę. Zerknęłam na idącą Katrinę i ujrzałam w szklankach nalane soki. Dziewczyna postawiła szklanki na stole. Opuściła głowę i zamierzała odejść póki nie złapałam jej za rękę
-dziękuję że mi powiedziałaś o Neymarze-dodałam lekko się uśmiechając
-to drobnostka,liczę że nie każe mi pani więcej oglądać go smutnego i następnym razem gdy tu się zjawi będzie uśmiechnięty trzymając panią u boku-dodała ze znajomym akcentem i oparła sie o drzwi
 -chciałabym być tego pewna ale postaram się by tak było-powiedziałam uśmiechając się jak wariatka z tego że dowiedziałam się o kolejną rzecz więcej o moim ukochanym
 -w takim razie będę was wyczekiwać-dodała i odeszła. Nabrałam powietrza w płuca i wróciłam do zgrai. Popijali już soki i śmiali się z nie wiadomo czego. Oj chwila już wiem,opanowali mój telefon.
CZEKAJ CZEKAJ MAJĄ MÓJ TELEFON?
 -czy wy macie w rękach mój telefon?-spytałam kładąc się na Leo
 -co..my nie mamy-dodał szybko Pique próbując go schować
 -dziękuję i do widzenia-dodałam zabierając mu go i chowając do mojej kopertówki 
 -ej no,patrzeliśmy na śmieszne zdjęcia Neymara!-zaśmiał się Hiszpan-dość sie go naoglądaliście-dodałam krzyżując ramiona-pojedziemy może na plażę gorąco trochę tu-powiedziałam wachlując się śmiesznie ręką
 -dobra dobra-pokręcił znacząco głową piłkarz-zgarniemy dziewczyny i możemy jechać-powiedział Gerard
 -to Celia pojedzie z Rafem i później spotkamy się pod moim domem pasuje?-spytał nas kochany obrońca
 -jasne jak słońce proszę pana-roześmiałam się biorąc podręczną torebkę i kierując się do wyjścia. Tuż za mną podążał Brazylijczyk uśmiechając się do reszty. Skierowaliśmy się w stronę czarnego Audi Q5 które lśniło na prażącym słońcu Barcelony. Stanęłam przy samochodzie patrząc z dołu na cały lokal
 -uszczypnij mnie...czy ja widzę tam wasze podobizny?-spytałam unosząc wzrok wysoko w górę
 -tak,tam jest nasz szóstka i ty-dodał przesuwając moją twarz lekko w prawo-tuż koło Neymara- szepnął-taka mała promocja-zachichotał-wsiadaj i jedziemy-dodał z lekkim śmiechem na ustach
 -tak tak-pokiwałam głową wsiadając do auta chłopaka. Włączyłam radio i zgłośniłam muzykę na cały regulator. Raf spojrzał na mnie jak na wariatkę ale w tym momencie o to nie dbałam. Muzyka przejęła moje serce i zaczęłam śpiewać jak nigdy. Ten tekst idealnie opisywał związek Pique i Shaki,pełen miłości i zaufania. Raf nie był obojętny i do mnie dołączył. Śpiewaliśmy tak długo póki nie zatrzymaliśmy się przy willi Rafaela. Chłopak zatrzymał się na podjeździe i wyskoczył z niego szybko lecąc do środka. Zdziwił się nagłym ruchom chłopaka ale nie wnikałam o co chodziło. Odblokowałam telefon i połączyłam się z radiem bruneta. Wsłuchałam się w dobre rytmy samby i pagody gdy usłyszałam dość głośną rozmowę i nie umknęło to że znam te dwa donośne głosy.
 -co ty tu robisz? pijany jesteś?-spytał podburzony Raf
 -może i tak...ale nie-zaśmiał się przyjaciel Brazylijczyka
 -wejdź do środka i zejdź mi z oczy w tym stanie,po co tu przyjeżdżałeś w takim stanie?!-warknął zły
 -nie krzycz jak nie chcesz to pojadę sobie do kogoś innego-prychnął stawiając kroki w stronę garażu
 -nikogo nie będzie,wszyscy jedziemy na plażę-dodał szybko odwracając jego uwagę od garażu
 -na plażę? beze mnie?-spytał chłopak
 -jak chcesz jedź z nami ale otrzeźwiej do tego czasu-dodał chłopak
 -nie wiem czy mi się chce...będzie pełno ludzi i hałasu-pokręcił głową zmierzając ku wyjściu i będąc coraz bliżej mnie. Słyszałam go lepiej gdy stał bliżej wejścia.
-ale wejdź na chwilę,chodź napijemy się czegoś-kiwnął głową wchodząc na schody
 -a w sumie racja,przynajmniej przestanie mi buzować alkohol w głowie-dodał zmierzając w stronę Rafaela. Wybiegłam z garażu po trzaśnięciu drzwi i ujrzałam tylko pustkę. Rozpoznałam ten głos,poznałabym go nawet po omacku. Nie ukryje się przede mną,nie teraz gdy jestem tak blisko. Oparłam się o maskę samochodu i wyciągnęłam telefon szybko pisząc sms do bruneta'to Neymar prawda?"-napisałam
 "tak,jest pijany i nieświadomy tego że przyjechałem z kimś"
"mam zdzwonić po Leo by po mnie przyjechał?"
"Nie daj mi chwilę,ale powiedz o tym chłopakom"
"okej,weź ze sobą coś zimnego do picia i ręczniki  i krem"
"robi się,słyszałaś naszą rozmowę"
 "tak,prawie nie poznałam Neymara... często był w takim stanie?"
"nie,to pierwszy raz"
Na to już nie odpisałam. Odłożyłam telefon na siedzenie i usiadłam na podłodze koło samochodu.Pierwszy raz...pierwszy raz był w takim stanie..ciekawe dlaczego....czy to przeze mnie? To pytanie trapiło mnie najbardziej, a także widok chłopaka który utkwił mi w głowie. Schowałam głowę w kolanach do czasu gdy w progu pojawił się Brazylijczyk.
 -hej już jestem wybacz mi opóźnienie-dodał drapiąc się po karku-miałem mały problem...
-jaki? coś mu się stało?-spytałam od razu wstając
 -nie,po prostu zasnął mi na stole jak tylko podałem mu picie-zaśmiał się-musiałem położyć go u siebie na piętrze,wciąganie go na górę było najgorsze-powiedział rzucając mu kluczyki-teraz ty prowadzisz-uśmiechnął się-należy ci się za to czekanie,tylko jej nie porysuj-powiedział wsiadając na siedzenie pasażera
 -jej? to ona ma imię?-spytałam śmiejąc się
-tak Helenita-dodał oglądając przód samochodu
Zaśmiałam się i odpaliłam silnik. Wyjechałam z garażu i skierowałam się na dzielnicę Pedralbes do której nie mieliśmy daleko
 -mówił coś jak szedłeś z nim na piętro?-spytałam zakładając okulary przeciwsłoneczne na nos
 -wymawiał chyba z 10 razy twoje imię i inne śmieszne rzeczy wiesz jak alkohol działa na ludzi-machnął ręka patrząc w bok
 -Raf....-urwałam zaciskając uchwyt na kierownicy
 -to że myślał że ty jesteś jeszcze w garażu i się przed nim ukrywasz-dodał cicho chcąc pewnie bym tego nie usłyszała ale się mylił
 -ale..? nie widział mnie ani nie słyszał....wiec skąd?-potrząsnęłam głową włączając kierunkowskaz
 -nie wiem ale to mnie zaskoczyło-zaśmiał się patrząc tym razem przed siebie-według mnie on czuje że jesteś blisko i dlatego się spił-powiedział zerkając na mnie-nie chodzi o ciebie ale o to że jego serce krzyczy jedno a umysł drugie i wychodzi na to że wygrywa jego głowa-dodał zagłębiając się w fotelu. Zaczął sie nagle trząść i wybuchnął niepohamowanym śmiechem
-Raf co ci jest?-spytałam uśmiechając się
 - telefon ci wibruje a siedzę na nim-zaśmiał się podając mi urządzenie
- ty odbierz to Anto-dodałam skupiając się na jeździe
-no hejcia siostrzyczko-zaświergotał chłopak próbując mnie podrobić
 -co zrobiłeś z moją siostrą i czemu masz jej telefon?-spytała poddenerwowana kobieta
-Anto to ja,Celia nie może rozmawiać bo prowadzi-dodał-jest cała i zdrowa jedziemy do was-powiedział pokazując mi gest świra
-powiedz że ją kocham-szepnęłam
 -Celia mówi że cię kocha-dodał z uśmiechem-powiedz jej że ja bardziej i że czekam na was-zaśmiała się do słuchawki-dobrze ja będę kończyć bo Mateo dobiera się do ciasteczek czekoladowych więc zobaczymy się za chwilę buziaki!-krzyknęła i zakończyła połączenie. Raf odłożył telefon i zaczął się PONOWNIE dziś śmiać
 -zastanawia mnie czy wasze rozmowy zawsze tak wyglądają-śmiał się plecąc jedno przez drugie
 -są o wiele gorsze- parsknęłam-z Anto mamy miliony tematów i nigdy one się nie kończą więc ta rozmowa to błahostka uwierz mi-dodałam parkując samochód. Na podjeździe stały same Audi i kilka Cadillac które dobrze znałam. Zamknęłam samochód chowając kluczyki do torby którą niósł Raf. Weszliśmy do domu a tam czekali na mnie moi dwaj "siostrzeńcy" którzy piszczeli ciocia na cały dom
 -cześć szkraby-ucałowałam ich słodko kucając przy nich
-ciocia chodź z nami-złapał mnie za rękę Thiago i pociągnął do ogrodu. To był dobry pomysł pójście za nim gdyś tam znalazłam całą zgraję Barcelońskiej rodziny, w tym Veronicę i piękną Brazylijkę.
 -Rafaela-zapiszczałam przytulając się do niej
-nie mogło mnie zabraknąć-zaśmiała się łapiąc swojego ukochanego wzrokiem
- przywiozłam nas-uśmiechnęłam się do bruneta-jestem dobrym kierowcą co nie?-szturchnęłam chłopaka
 -tak o dziwo dojechałem cały kochanie-dodał łapiąc swoja ukochaną za rękę. Ona położyła mu głowę na ramieniu i razem usiedli na huśtawce. Spojrzałam na te wszystkie cudowne pary i aż zaparło mi dech w piersiach uświadamiając sobie że ja też za jakiś czas będę mogła ponownie cieszyć się obecnością brazylijskiego piłkarza,jeszcze trochę
 -to jak już wszyscy są to jedziemy-potarła ręce Argentynka zaskakując mnie od tyłu. Przywitałyśmy się w naszym stylu i Anto pociągnęła mnie do środka. Nie wiedziałam jak wołać o pomoc. Co ta kobieta kombinuje?
 -Leo i ja bierzemy ślub!-zapiszczała gdy byłyśmy same-30 czerwca za 3 miesiące!-zapiszczała raz jeszcze przytulając się do mnie-wiesz ile to przygotowań? Sama sobie nie poradzę i pomyślałam że ty mi w tym pomożesz,wierz w kroju mojej sukienki,doboru butów i innych pierdół-zachichotała-zgadzasz się?
 -jasne że tak!-zapiszczałam wymachując czym się da-to będzie twój wymarzony ślub,jedyny w swoim rodzaju taki...taki bajowy-dodałam uśmiechając się ze łzami w oczach-możesz na mnie liczyć,to że pomogę ci w najbardziej niepowtarzalnym dniu twojego życia będzie zaszczytem-dodałam obejmując ją mocno-dziekuję że mogę nazywać cię swoją siostrą,dziękuję za to że mogę na ciebie liczyć po prostu dziękuję-zaśmiałam się odrywając się od Argentynki
 -to ja powinnam ci dziękować i myślę ze taka forma podziękowań ci się spodobała-złapała mnie za rękę patrząc mi głęboko w oczy
-tak,to spełnienie moich marzeń Anto! To nieprawdopodobne-pokręciłam głową z uśmiechem jak banan
 -ale możliwe,w tak ważnym dniu nie może cię zabraknąć-powiedziała-wszyscy już wiedzą ty mi zostałaś a że telefon odebrał Raf musiałam ci powiedzieć osobiście-zaśmiała się-mam to z głowy,długo myślałam o tym jak to powiedzieć i się udało-westchnęła siadając na fotelu
 -zawsze będziesz mogła na mnie liczyć-powiedziałam kładąc swoje dłonie na ramieniu-co do całych szczegółów to sie zgadamy,wiesz mamy telefony i numery mieszkamy blisko siebie....-mówiłam jak natchniona
 -spokojnie..Celia..chcę byś pomogła mi w sukience a nie w zaplanowaniu całego wnętrza-zaśmiala się potrząsając mnie za ramiona-jesteś jedną z niewielu osom którym ufam w sprawie mojej sukni ślubnej i wierzę że dasz z siebie wszystko ale na tym koniec, nie zwalam na ciebie nic więcej bo wiem że i tak masz dużo na głowie-dodała zerkając na mnie 
 -a gdzie tam-pokręciłam głową-ale wiesz że jedno słowo i się u ciebie zjawiam-mrugnęłam okiem bawiąc się palcami
 -chodźmy już do nich bo się będą martwić- powiedziala kobieta ciagnąc mnie w grupkę sportowców.
****
Witam was z kolejnym rozdziałem mam nadzieję że wam się spodoba!♥  

1 komentarz:

  1. Nawet kelnerka ją poznała, a Ney nie... Niech on się ogarnie i zobaczy że kobieta jego życia jest tuż obok!

    OdpowiedzUsuń