Music ♥

poniedziałek, 15 sierpnia 2016

Rozdział 57

"Zanim odpowiesz, posłuchaj
Zanim zareagujesz, pomyśl
Zanim wydasz, zarób
Zanim osądzisz,odczekaj
Zanim zrezygnujesz, podejmij próbę"


Zaczynałam się martwić. Neymar i łzy? Coś tu nie gra...
 -skarbie czemu płaczesz?-spytałam próbując także się nie rozpłakać.
 -mówisz tak....to wszystko mną wstrząsnęło-dodał szybko przecierając swoją twarz- od tak dawna czekałem byś mogła mnie zobaczyć takiego jaki jestem na prawdę-dodał patrząc mi prosto w oczy
Nic nie powiedziałam po prostu staliśmy tak i tuliliśmy się do siebie, on tego potrzebował tak samo jak ja. Jego słowa wyrażały na prawdę bardzo wiele i nie potrzebowałam niczego innego.
 -jesteś taka jakbym chciał-wyznał cicho
Przycisnęłam go mocniej do siebie pochlipując cicho. Powiedział to, po raz pierwszy powiedział to ktoś kogo kocham tak bardzo że aż to przeraża.
 - a ty...-zaczęłam urywając-moją najjaśniejszą gwiazdą, gwiazdą na całe życie-dodałam śmiejąc się wraz z brunetem- gdy ty płaczesz to i ja płacze-wyznałam po chwili
 - od teraz żadnego płaczu-powiedział otwierając mi drzwi od domu.
Kiwnęłam głową i spotkałam się z nieziemskim uśmiechem Brazylijczyka. Czyli wszystko wróciło na swoje miejsce, jesteśmy w domu. Jak się spodziewaliście dom już opanowały Veronica i Rafaella. Weszliśmy a gdy tylko przekroczyliśmy próg leciał do nas czworonogi przyjaciel. Cieszył się jak nie wiem, jak małe dziecko ze swojej pierwszej zabawki. Słodko merdał ogonem czekając aż któreś rzuci mu piłkę i zacznie z nim zabawę.
 -mój kochany piecho-pocałowałam Pokera w nos głaszcząc jego piękną sierść- kochany zaraz zejdę i będziemy się bawić-dodałam szybko wbiegając po schodach o mal się nie zabijając. Usłyszałam śmiech Brazylijczyków, pewnie ze mnie. Postawiłam walizkę i szybkim krokiem wyszłam ze swojego pokoju. Odszukałam zwierzęcego przyjaciela i czym prędzej udaliśmy się do ogrodu gdzie siedziały Rafaella i Veronica. Nie spodziewałam się takiego widoku. Rafaella i Veronica pracowały nad blogiem tej pierwszej.
 - no popatrz popatrz-zaśmiałam się siadając na brzegu schodów równocześnie rzucając Pokerowi zabawkę
 -streszczamy nasz wyjazd do Paryża-powiedziały nie odrywając wzroku nad komputer
 - zafiksowały się-zaśmiałam się sama do siebie
Bawiłam się z Pokerem przez chwilę gdy dostałam wiadomość.
 "Urwiesz się aby się ze mną spotkać? :*
To był Diego,czemu ja wciąż nie mam jego numeru?
 "Już myślałam że to ktoś obcy...:P Jasne,wyjdę z Pokerem "
 "Czekam w parku :)"
 - czas na spacerek-powiedziałam zapinając go w smycz
 - przypilnujcie mi go-dodałam i zniknęłam szybko za drzwiami
Wyszukałam z szafy na szybko bluzę, pogoda dawała już się we znaki. Był wieczór i było dość zimno jak na Barcelonę. Naciągnęłam ją szybko i odebrałam Pokera od przyjaciółek. Gdy byłam przy drzwiach z psem ktoś mnie niespodziewanie zatrzymał.
 -idziesz gdzieś?-spytał
 - z Pokerem na spacer a przy okazji spotkam się z Diego-dodałam całując szybko jego policzek
Spiął pięści i cały się lekko zdenerwował. Ugh....
 -Diego...-powiedział odwracając twarz
 - tłumaczyłam ci kim dla mnie jest-powiedziałam lekko spięta- nie spinaj się tak-powiedziałam najłagodniej jak się dało- dla mnie liczysz się tylko i wyłącznie ty-musnęłam jego usta po czym brunet przyciągnął mnie bardziej oddając pocałunek. Przeniósł swoje dłonie na mój tyłek lekko go ściskając.
 -lecę pa-dodałam szybko gryząc wargę, ukrywałam spalone policzki
 - jeszcze z tobą nie skończyłem-pogroził mi palcem i na koniec puścił mi oczko
Zamknęłam za sobą drzwi uśmiechając się jak głupia. Odetchnęłam z ulgą i ruszyłam spacerkiem z Pokerem. Na zewnątrz było zimniej niż przypuszczałam i po kilku dobrych minutach cała drżałam.
 - mogłam jednak ubrać się cieplej-dodałam łapiąc delikatnie Pokera- ale jest jak jest wytrzymam-powiedziałam ochrypłym głosem
 - widać że mnie potrzebujesz-dodał znany mi głos
Gdy odwróciłam się by zobaczyć osobnika ujrzałam właśnie Diego. Uśmiechnęłam się przyjaźnie i ruszyłam by się z nim przywitać. Długo to nie trwało a zaproponował bym wstąpiła do niego bo robi się już ciemno.
 - mam Pokera-dodałam lekko zirytowana
 - to w takim razie proponuję kawę na powietrzu-dodał podając mi swoje ramię
Uśmiechnęłam się zdziwiona jego szarmanckimi ruchami. Przeszliśmy przez jedną ulicę i następna przecznica była okolicą domu  gdzie mieszkał Diego. Jego dom był cały rozświetlony, od ogrodu po samą górę
 - pewnie masz gości...-zobaczyłam na otwierającą się bramę
 - no co ty-podrapał się po czole- siostra ma z przyjaciółkami takie Piżama Party-na jego ustach malowała się radość- nie daj się prosić, po za tym poznasz ją-powiedział Argentyńczyk
 - mogę ale na chwilę, Neymar będzie się martwił-dodałam prowadząc Pokera na posiadłość Diego
Chłopak zaprowadził mnie w stronę ogrodu gdzie pokazał mi miejsca. Usiadłam blisko przy sobie trzymając Pokera, chwilę po przyleciał do nas drugi czworonogi przyjaciel. Tym razem to był duży wilczur. Przeraziłam się ale gdy Diego wkroczył jakby ten pies zmienił się w malutkiego szczeniaka
 -Lucky-dodał poważnie witając się z psem
Lucky przyleciał do jego nóg liżąc go po twarzy. Diego zerknął na naszą dwójkę i wrócił do stolika z pełną tacą zaparzonej świeżej, świeżej! kawy. Dodając do tego ciastka i kilka słodkości. Cały on, poprosisz go o błahostkę a odda ci za dużo. Nalałam nam kawy do kubków i rozkoszowaliśmy się nią i naszymi psami które teraz bawiły się razem. Z domu chłopaka wydobywały się piski radości i krzyki.
 - nie zwracaj na to uwagi-zaśmiał się drapiąc po karku
 - to zabawne, też lubiłam wyprawiać takie zabawy-dodałam lekko się śmiejąc
"Tak wyprawiałaś ale chyba w snach!-krzyczał głosik w mojej głowie"
Zajęliśmy się kawą w między czasie gadając
 - i jak tam sprawy z Neymarem?-spytał w końcu
 - jesteśmy mega szczęśliwi  a odkąd jesteśmy razem nie widzimy poza sobą świata-wyznałam przypominając sobie niedawne chwile na Paryskim wzgórzu
 -słyszałem że byliście w Paryżu-dodał przełykając kolejny łyk kawy
 -Maite!-krzyknęliśmy w tym samym momencie chórem
Wpadliśmy w śmiech, gdy tylko odzyskałam zdolność mowy wróciliśmy do rozmowy
 - nie wiedziałam że masz z nią kontakt-powiedziałam zaciekawiona
Wspominałam wam co łączyło Maite i Diega.....
 - ja też nie, nie miałem z nią kontaktu odkąd ty nie wyjechałaś, zdziwiłem się gdy wysłała mi zdj z Paryża jak razem stoicie-powiedział chłopak wyjmując telefon. Przedstawił mi zdjęcie gdzie oboje z Neymarem wpatrujemy się w siebie.
 - cała Maite-oddałam mu telefon
 - pasujecie do siebie-dodał pokornie- jak już mówiłem działasz na niego jak woda na ogień choć macie oboje mocne charaktery-dodał szybko kryjąc się za poduszką.
 - nic przecież ci nie zrobię-szturchnęłam go
Gdy odwróciłam twarz ujrzałam stojącą w drzwiach dziewczynę.
 -Diego chodź do nas-pisnęłam szybko przysuwając się w stronę brata
 - nie widzisz kobieto że mamy gościa-dodał zaciskając zęby
 - am...no przepraszam-powiedziała pochmurniejąc od razu
 - nic się nie stało-dodał- poznaj moją przyjaciółkę z dzieciństwa Celię Montez-uśmiechnął się zerkając na mnie
 -miło mi Kylie-ucałowała mnie w policzek
 - miło mi Celia-powiedziałam uśmiechając się przyjaźnie do młodej dziewczyny
 - to może Celia do nas dołączy?-spytała z nadzieją w głosie
 - niestety już i tak się zasiedziałam-wstałam z wygodnego siedzenia- innym razem-pożegnałam się z siostrą Diego- miło było cię poznać-krzyknęła dziewczyna
 Odwzajemniłam uśmiech i opuściłam posiadłość Diega. Brunet zamknął za mną drzwi i jeszcze odprowadził mnie do bramy.
 - dziękuję za kawę-dodałam trąc ramiona
 - dziękuję za wizytę-dodał przedrzeźniając mnie
Puknęłam go w ramię udając że się obraziłam. Chłopak roześmiał się i udawał że odchodzi.
 - pajac z ciebie-krzyknęłam dusząc guzik na otwarcie bramy
  -nic z tego, tylko ja mogę ją otworzyć-krzyknął śmiejąc się jeszcze bardziej
 - to chodź tu i ją otwórz a nie!-złapałam się za brzuch, bolał mnie od krzyku i śmiania się jednocześnie
Brunet podszedł do mnie i nadusił guzik włączenia bramy. Brama szybko rozsunęła się ukazując nam drogę.
 - trzymaj się i dzięki jeszcze raz-pocałowałam go policzek na pożegnanie
 - nie masz za co-dodał z uśmiechem jak banan
Szybko puściłam mu oczko i ruszyłam do domu. Noc była zimniejsza niż wieczór. No cóż taką sobie drogę wybrałam to teraz muszę ją zakończyć. Przyspieszyłam kroku i po dobrej 1h byłam obok posiadłości Brazylijczyka. Odpięłam Pokera i wpuściłam go do swojej budy. Pies wdzięcznie machał ogonem gdy tylko pocałowałam go w nos na dobranoc. Kochałam zwierzęta. Zamknęłam drzwi od ogrodu i ruszyłam schodami na górę. Na górze spotkał mnie spokój i .....rozmowa....słyszałam jak ktoś rozmawia przez telefon. Poszłam śladem głosów rozmowy.....i dźwięk się urwał. Zapukałam do sypialni bruneta ale gdy pchnęłam drzwi nie było go tam. Otworzyłam drzwi od swojego pokoju i ujrzałam puste łóżka. Gdzie się wszyscy podziali? Słyszałam rozmowy a to był dobry znak.Ale czy jednak to co zobaczyłam dalej było dobre? No cóż sama nie wiem jak określić to co zobaczyłam.

**
Trochę tajemnic nie zaszkodzi prawda? :* Drugi dzisiaj! Czekam na opinie w komentarzach :*


3 komentarze:

  1. Ugh, te twoje tajemnice! :p No to teraz czekam, aż je wyjaśnisz. ;*

    OdpowiedzUsuń
  2. Co tam się stało?
    Dlaczego w takim momencie to przerwała? :O
    Nie wierzę, no teraz żyję w niepewności :P
    Pozdrawiam i życzę weny! :*

    OdpowiedzUsuń