Music ♥

poniedziałek, 29 sierpnia 2016

Rozdział 64

"Nie jestem dziewczyną Twojego typu.
Lubię czuć,kiedy facet się stara i,że jestem kimś a nie kimkolwiek
Lubię rozmawiać o pogodzie i o tym co u Ciebie słychać
Lubię być a nie bywać"


Czy byłam gotowa? Sama zadawałam sobie to pytanie. Odpowiedź pojawiła się jedna w chwili gdy Brazylijczyk objął mnie swoimi miękkimi ramionami.Oczywiście że byłam, będę zawsze jeśli i on będzie. Chłopaki rozstali się z nami tłumacząc że Lucho na nich czeka i inne pierdoły na wciśnięcie kitu. Ale jako my kochane partnerki ich usłuchaliśmy i pozwoliłyśmy pójść szybciej. Prawda była taka że my będziemy na trybunach a oni na podeście w samym środku murawy stadionu więc tak czy siak by musieli iść gdzie indziej. Razem z dziewczynami przez chwilę wpatrywałyśmy się w przygotowania całej fety. Oczy mi błyszczały na samą myśl o pełnym stadionie ludzi krzyczących jak bardzo kochają Kataloński klub. Zresztą sama krzyczałam na pełne gardło,oczywiście w środku i tak by nikt nie słyszał. Opieraliśmy się z rodzinami piłkarzy o barierkę wejścia gdy z tyłu dobiegł nas szept wejścia i zajmowania miejsc. Nie myliłam się to był Enrique z szeregiem piłkarzy u boku. Wycałowaliśmy ich za wsze czasy i życzyliśmy im wygranej. Oni w swoim stylu puszczali nam oczka i ustawili się w tunelu. To był dla nas znak by zająć miejsca. Zajęłyśmy je niezwłocznie rozmawiając z naszymi pociechami.Najbardziej rozgadany okazał się Thiago. Dałam mu kilka słodkości w prezencie za tak ciekawe opowieści. Za to jego mamusia gromiła mnie wzrokiem,narzekała że Thiago za dużo ich je i będzie miał problemy z zębami
 -nie będę miał-pokręcił głową chłopczyk-ciocia nie narzekała jak mi je dawała-dodał chrupiąc czekoladowe ciasteczko.Argentynka ucałowała synka w główkę każąc mi przyjść do siebie. Siostra każe to jej się nie odmawia prawda? Poszłam tak szybko na tyle na ile było mnie stać. Kobieta najpierw trochę marudziła na te słodycze ale pochwaliła mnie w jednej rzeczy i to mnie niezmiernie ucieszyło.
 -jesteś cudowną ciocią najlepszą przyjaciółką i najważniejszą siostrą w moim życiu-dodała podając mi telefon z wiadomością od Brazylijczyka i Leo.
 "Kochamy was tak bardzo że sobie nie wyobrażacie :* ♥" "Czekamy na was na podeście xD
P.S.: Przygotujcie się♥
Kochamy was♥
Wasi Leo i Neymar♥"
Nie obyło się  bez śmiechu i wielkiego aplauzu. Wielkie rozświetlacze zaczęły świecić i robić swoje show.Camp Nou rozbłysło jak nigdy wcześniej.Podświetlały się siedzenia dając znak na wyprowadzenie piłkarzy. Zaczęły się numery chłopaków.Najpierw Stegen później Pique na co Milan krzyknął radosne"tata najlepszy". Jak sam Thiago cieszył mnie fakt że istnieje taka mała istotka ciesząca się ze wszystkiego. Shaki podsadziła go i wskazała miejsce gdzie był Pique. Milan krzyczał i klaskał rączkami tak mocno że przechodził samego siebie. Następnie wyszli Rakitić, Busquets, nasz nowy wilk-Denis Suarez,później Arda, Adreas,Suarez, a na końcu Leo wraz z Neymarem ku zdziwieniu wszystkich. Posyłali oklaski dokoła i zatrzymali się na stronie trybun Vip-owskich. Wpadłyśmy w samozachwyt. Anto razem ze swoją pociechą bawiła się na krzesełku pokazując na numer 10 patrzący się prosto na nich. Synek Argentyńskiej pary nie mógł się doczekać aż będzie w ramionach taty.
 -tatuś cię zawoła tak że wszyscy usłyszą-posłałam wiadomość do Leo na co jego pociecha zaniosła się radosnym śmiechem. Taki syn to skarb-tak jak jego tata. Mały Argentyńczyk skakał i cieszył się gdy Leo zaczął mówić.
 "Dobry wieczór wszystkim!~(Bom dia to dom),dzisiejszy wieczór udowadnia jak wiele zdołaliśmy zdobyć przez cały sezon,to był trudny sezon po wygraniu trypletu w zeszłym sezonie, nie mogę wydobyć z siebie słów podziękowania dla tych którzy wspierali nas w ten czas. Pokonaliśmy to co mieliśmy do pokonania. Razem jesteśmy silniejsi! Cały skład pracował na to zwycięstwo i chcę podziękować każdemu z was za włożoną pracę i całe oddanie jakie wkładacie w tą ekipę! Dotrzymaliśmy słowa,chcieliście trzy macie trzy! Visca el Barca Visca Cataluyńa!-krzyknął Argentyńczyk szybko po tym lądując w skandującym wirze właśnie te słowa,wir pełen rozemocjonowanych piłkarzy. Krzyczeli na zmianę Visca el Barca Visca el Cataluyńa. To był wzruszający widok.Chłopaki świętowali a to był ich dzień. Następnie przemawiał Lucho. Mówił wiele o zespole i pracy chłopaków. Widziałam po jego gestach że bardzo docenia ich wkład w grę i dziękuję im za ten sezon. Wypowiadał się także Andreas z wielkim uśmiechem na ustach.Posyłał podziękowania w stronę swojej rodziny jak i towarzyszących mu kolegów. Oczywiście nie zabrakło wiru krzyków Katalończyków , nie zdziwię się bo to przypominało mi o tym kim są i jak wielcy są. Pique został wypchnięty i też powiedział kilka słów. Ku moim oczom ujrzał się oddający mikrofon Hiszpan, z rąk do rąk wprost w dłonie w Brazylijczyka. Kiedyś musiał się wychylić i wyjść z szeregu.. Czekałam aż wystąpi i powie co ma powiedzieć.
  "Dobry wieczór dom! Jestem kolejny,więc chce powiedzieć że ten sezon był niesamowity nic nowego nie powiem niż moi koledzy ale chciałbym dołączyć swoje podziękowania do całego sztabu ale jak i do kolegów z szatni.Dzięki nim stałem się silniejszy,razem wygraliśmy wszystko.Wkładam całe serce w grę i ufam swoim umiejętnościom na tyle że dało nam to tryplet!  Chce więcej! Następny sezon także będzie nasz! Wiem nie było i nie będzie łatwo ale wierzymy w siebie i liczymy także na was! Kochamy was pamiętajcie o tym!-tu zakończył i odchrząknął by wziąć ponownie w rękę mikrofon.
 "Jest tu ze mną osoba dzięki której od tygodnia jestem najszczęśliwszym człowiekiem na Ziemi,pewnie przez to co mówię będzie się kryć ale kochanie czas by wiedzieli jak bardzo się kochamy,nie robię tego na pokaz absolutnie! po prostu chcę byś widziała że mi też zależy na tym byś każdego dnia budziła i zasypiała szczęśliwa,jesteś dla mnie najważniejsza!,pomóżcie mi i wywołajcie mi ją-zaśmiał się chłopak i oddał mikrofon schodząc z podestu. Cały stadion zaczął skandować za Neymarem moje imię. Czułam jak pieką mnie policzki,mokre policzki. Od płaczu? Czy może od zawstydzenia?...Nie wiedziałam na to samo wyszło.Nogi miałam jak z waty i ledwo co widziałam na oczy. Miałam całe zaszklone.Doszło do mnie czemu Neymar tak się  starał o to bym była na tej fecie. Nie wiedział czy widzę jego zaangażowanie a co gorsza pewnie pomyślał że mu nie zależy.....Jest w wielkim błędzie. Było odwrotnie to ja się boje że coś nie wyjdzie,że nie dostrzeże moich starań.Za to on udowadniał to każdego dnia.Nie naciskał a sprawiał radość i uśmiech na mojej twarzy.Po raz pierwszy zobaczyłam jak bardzo starał się o uznanie jego uczuć do mnie. Co za głupek!  Pomyślał że się nie stara! Wybiję mu to z głowy. Anto pociągnęłam ze sobą by mi dodała odwagi gdy będę musiała stawić czoła prawie stu tysiącom ludzi. Kilka kropelek potu ściekło na śliską podłogę powodując jeszcze większe moje poddenerwowanie.Kobieta przez cały czas puszczała mi szeroki uśmiech.Sama nie wiedziałam co mam robić śmiać się czy płakać?
 -jest kompletnie w tobie zakochany-powiedziała Anto wskazując korytarz prowadzący wprost na murawę-
 -Pomyślał że się nie stara że nie widzę jego starań-powiedziałam bawiąc się palcami
Uniosłam wzrok by zerknąć na Argentynkę.Kobietę to bardzo zdziwiło.
 -jak to nie widziałaś?-spytała od razu biorąc mnie na stronę. Ogarnęła mnie rozpacz.Było mi źle z myślą że nie mówiłam mu tego czego powinnam i pewnie ubzdurał sobie że się nie stara a było odwrotnie.
 -on cały czas się stara a ja go nie doceniałam-puściło ze mnie wszystko,osunęłam się po ścianie czując jak się spinam od środka. To ja powinnam udowadniać a nie on mi!
 -Neymar docenia twój wkład-zaśmiała się- ale za to on musiał udowodnić coś sam sobie-podniosła mnie i otarła lecące łzy akurat w momencie gdy zjawił się Brazylijczyk. Na szczęście był to Rafhnia. Podszedł do nas z uśmiechem,jak zobaczył mnie taką wyraz twarzy automatycznie mu się zmienił. Wypuściłam głośno powietrze z ust ogarniając się od środka.
 -pomyślałem że tu będziesz-zaczął przysuwając się do nas wciąż patrząc na mnie-coś się stało wyglądasz jak by..-nie dokończył widząc moje spojrzenie
 -nic mi nie jest-powiedziałam szybko nie zastanawiając się nad własnymi słowami. Praktycznie mi nic nie było ale jak mam okiełznać fakt że boje się o siebie? Że nie będzie tak jak sądziłam.....i dochodzi Neymar...Szybko wytarłam twarz i na moją twarz powrócił minimalny uśmiech.Minimalny to już coś. Złapałam Anto za rękę zwracając uwagę na stojącą osobę za mną. Kochana posłała mi buziaka w powietrzu i mocno przytuliła nim wyszłam z tunelu i stanęłam twarzą w twarz ze stu tysiącami ludzi na stadionie. Obracałam głową 360 stopni dookoła.Nie ogarniałam jak można tak głośno klaskać i wiwatować na taką zwyczajną osobę jak ja?....Najwidoczniej się da. Szybko dostrzegłam uśmiechniętego od ucha do ucha Neymara. Automatycznie poprawiło mi się samopoczucie. Objął mnie mocno i wprowadził między wszystkich na podest. Wziął mnie za rękę i uklęknął przede mną,myślałam że zemdleje za chwilę

***
Mamy 64! No będzie się działo xD To może być już koniec sielanki..ale ciii....Czekam na opinie :*




2 komentarze: