Music ♥

środa, 28 grudnia 2016

Rozdział 75

"Kochanie uwierz mi, ja czasem nie mam sił,ale zależy mi na Tobie i sobie dziś,to wszystko dzieje się za szybko i może nic nas nie rozdzieli,chociaż dzieli nas tysiące mil"

Najlepszy przyjaciel Leo...osz.....chyba niżej nie mogłam upaść. Naprawdę. A co jeśli on...jeśli on wszystko wiedział i tylko mnie sprawdzał?To byłby mój koniec. A z drugiej  skonfrontowałabym się z przeszłością raz na zawsze. Weszłam do siebie czując że schodzi ze mnie całe napięcie i czym szybciej chciałam się znaleźć w swoim łóżku.Tylko o tym marzyłam w tym momencie. Rzuciłam się na nie tak szybko jak umiałam. Nie wiem co mnie w tamtym momencie ogarnęło ale zaczęłam się śmiać. Śmieszyło mnie to całe zdarzenie że nie poznałam wcześniej że to Kun i od tak sobie dałam się omamić. Tak brawo dla mnie,brawo że sama się wydałam.Nie zdziwiłabym się gdyby za chwile w tych drzwiach pojawił by się Leo z ..z Anto u boku i Thiago i pewnie Mateo.....STOP CELIA PRZESTAŃ.Może jednak to się nie wydarzy....może będzie tak jak teraz...w końcu Kun wrócił do Angli...a Leo...nie wiem co się z nimi dzieje......Są na wyciągnięcie mojej ręki w każdej chwili...PRZESTAŃ!-krzyczał mój rozum.  A może by tak napisać list...ale list to tylko słowa...nie mogłabym wszystkiego tam napisać. Nim ruszyłam choćby palcem zasnęłam. Sen to najlepszy sposób by zapomnieć... Oczywiście miałam takie super szczęście że długo nie mogłam pospać i obudziłam się wcześniej niż myślałam. Na budziku widniała godzina 4;30. Wyjęłam z szafy strój to biegania i po cichu opuściłam hotel. Ruszyłam biegiem jak najdalej się dało,przed siebie....tam gdzie znajduje się koniec...czy koniec był możliwy? Mój na pewno. Biegłam nie licząc ile...nie czując że moje stopy wysiadają....w końcu stanęłam a przed oczami ujrzałam dom Leo. Byłam poza Barceloną w Castelldefels. Wypuściłam głośno powietrze. Ujrzałam budynek w całej swojej okazałości. Był taki jaki go zapamiętałam.Było cicho..Pewnie wciąż byli na wakacjach...Zasłużyli na wypoczynek. Gdy już chciałam odejść.. usłyszałam głosy...głos Thiago a na podjeździe czarny Cadillac,samochód Leo.
 -Mamo tam ktoś jest-dodał maluch-gdzie synku?-odezwał się kobiecy głos..To była Anto?Nie poznałam jej...Moja Anto...
 -tam-pokazał na mnie..na płot przez który oddzielał mnie od nich....Mogłabym dobrze go przeskoczyć i tam stanąć...a także utonąć we łzach przed moją..może już byłą najlepszą przyjaciółką.
 -to pewnie kotek albo piesek synku tam nikogo nie ma-powiedziała krótko. Nie widziałam jej twarzy ale pomimo tego czułam to co ona w tej chwili...a to moja wina. Nie miałam już w zamiarze przeskoczenia a jedynie posłuchania co u nich
 -Anto Thiago chodźcie do środka zaczyna padać-dodał gruby głos,to Leo jak zawsze ostoja rodziny. Łzy same cisnęły się do oczu póki nie poczułam że to nie moje łzy zaczynają mnie moczyć.  Schowałam się po żywopłotem Messich i nie pozostało mi nic jak tylko patrzeć na nich przez ostatnie sekundy. Spojrzałam na drugą stronę...jechał samochód i nim się obejrzałam ochlapał mnie tak że nie zostało na mnie nawet suchej nitki. Niebiosa mszczą się na mnie widzicie,to nie jest dobry znak. Przeklinałam pod nosem wiedząc że to jednak mój wielki koniec z wielkimi W i K. Thiago zabrał zabawki starannie je układając na swoim miejscu. Anto siedziała na laku obserwując syna. 
 -mamo to jest zabawka od cioci Celii- powiedział malec
Anto...to nie....Nie umiałam nic powiedzieć. Wielka gula wyrosła mi w gardle.
 -tak,ciocia dawała ci dużo zabawek-wzięła go na kolana-a którą lubisz najbardziej?-spytała ze smutkiem w głosie
 -misia-dodał cicho-ciocia zawsze była milsza przy misiach na boisku dawałem jej wycisk-zaśmiał się Argentyńczyk
  -tata opowiadał jak to szczelałeś jej bramki-powiedziała po raz kolejny łamiąc mi serce
To ja sprawiłam że była w takim stanie
 -tak i tęsknie za nią-teraz to on zauważył że mnie nie ma-kiedy ciocia wróci z wujkiem Neymarem?-mały nie ustępow
Nie chciałam a może nie mogłam znać odpowiedzi...Nie ma odwrotu...to co najgorsze właśnie nastąpiło. Miałam dość tego widoku.Odwróciłam twarz...zaczęłam biec...nie widziałam drogi serce kierowało moimi nogami. W głowie tylko jeden obraz-smutek Anto. A to wszystko moja wina...nikomu nie życzę takiego widoku. Pewnie Anto powie coś w stylu że nie długo i wszytko będzie takie szare. Szaro i buro tak właśnie było na zewnątrz. Wyjątkowa pogoda jak na śródziemnomorskie klimaty.Moje oczy zasłaniały łzy nie wiedząc dokąd biegnę. Nie liczyło się nic....
Dlaczego do cholery tak musi być? Dlaczego ja?...Dlaczego chroniąc innych nie umiem ochronić sama? Czy postąpiłam źle odsuwając ich ode mnie? Czy kiedykolwiek ponownie będę mogła ich zobaczyć szczęśliwych? Dlaczego muszę tutaj tkwić i użalać się nad sobą? Mam jedno życzenie niech mi wybaczą. Tylko o to proszę. Moje nogi w końcu odmówiły posłuszeństwa gdy zatrzymały się przy hotelu. Gdy popatrzałam na siebie wyglądała jak siedem nieszczęść. Ciekło ze mnie gorzej niż z kranu. Alejandro przeżegnał się jak mnie zobaczył
 -Celia...-uchylił usta widząc mnie taką
Ja też bym się zdziwiła
 -tak tak biegałam i złapała mnie ulewa nic więcej-dodałam pociągając nosem. Spuściłam głowę w dół nie chcąc ujawnić prawdziwych intencji. Nie musi o wszystkim wiedzieć. Poszłam do siebie wyciskając ostatnie łzy z moich oczu. Wzięłam w swoje ręce ręcznik i zatopiłam w nim twarz. Przycisnęłam go mocniej do twarzy czując napływ słonej cieczy. Czemu nie mogą być szczęśliwi przecież dlatego wyjechałam.....Wysuszyłam włosy związując je w wysokiego koka...Mówili że w rozpuszczonych lepiej..ale to było kiedyś. Zeszłam na dół zakładając uniform. Nie miałam chwili spokoju...napadł na mnie Tomas
 -Al wspomniał że ...
 -że byłam cała mokra? Tak? to fajnie-ucięłam zabierając ze stolika plan i notes. Tomas szybko mnie dogonił.Trochę za ostro zaczęłam.
 -Julieta cię widziała...mówiła że byłaś na samym końcu Barcelony-dodał cicho
 -bo to prawda potrzebowałam oddechu a stało cię coś zupełnie innego-wzruszyłam ramionami o mal nie zderzając się z innym kelnerem. Tomas spojrzał na mnie z ukosa widząc co się ze mną dzieje.
 -nie naciskam-dodał-uważaj na siebie-powiedział odbierając zamówienie. Spojrzałam w jego stronę na chwilę zdobywając zdobywając się na uśmiech. Nie kiedy uśmiech jest ucieczką od tego co złe.Uśmiechnęłam się blado i wróciłam do pracy. Zajęłam się tym co tu i teraz przeszłość...jest bolesna ale już nie cofnę czasu,choć bardzo bym chciała. Do mojej zmiany było jeszcze trochę czasu więc wypełniałam swoje obowiązki jak najlepiej. Może jednak los mi sprzyjał bo w kuchni spotkałam Andreę.
 - i jak po randce z Tomasem?-spytałam zaczepiając ją. Zerknęła na mnie uśmiechając się pod nosem
 -dobrze,w sumie  odbyliśmy tą randkę tutaj-wzruszyła ramionami-Al cały czas nas zaganiał do czegoś i to przez to-dodała obojętnie- następnym razem się wyrwiemy-pisnęła cicho-Tomas to ideał-westchnęła. Przynajmniej ona mogła się cieszyć. Teraz na niej mogłam oprzeć cała swoją uwagę. Andrea pasuje do Tomasa bo oboje są tak naładowani pozytywną energią i długo się znają wręcz od dziecka. Trzymam kciuki za nimi,może nie od razu ale krok po kroku kto wie?...
 -Celia przepraszam-dodała-ja tu świruję a widzę że ty nie masz za dobrego humoru do tego-powiedziała siadając koło mnie-co się dzieje-spytała
 -nic-westchnęłam-gorszy dzień-dodałam na odchodne-dzięki za troskę i cieszę się z tobą i Tomasem-zdobyłam się na lekki uśmiech. Nie mogłłam tak odsuwać się od Andrei to nie w porządku.
 - nie chcesz czy nie możesz powiedzieć?-spytała unosząc brew
 - nie potrafię-wyznałam cicho-nie wiem...w środku mnie rozpiera by o tym powiedzieć a gdy już mam...to nie potrafię-szlochnęłam. Andrea popatrzała na mnie ze smutkiem i objęła lekko. Przytuliłam się do niej mimowolnie czując że tego potrzebowałam.
 -nigdy nie myślałam że skrzywdzę bliskie mi osoby-zaczęłam-jestem bezduszna i nie mam uczuć wyrzuciłam to z siebie  bez żadnego owijania w bawełnę
 -o czym ty mówisz?-spojrzała na mnie z ukosa dziewczyna
 -dzisiaj rano biegałam nie wiedziałam gdzie biegnę i w końcu dobiegłam do...domu Leo-pociągnęłam nosem-myślałam że nikogo nie ma aż tu widzę nadjeżdża samochód...
 -to był on-dokończyła za mnie
 -zobaczyłam Thiago zbierającego zabawki...wspominał o mnie-szlochnęłam po raz kolejny-tęskni za ciocia Celią,potem pojawiła się Anto...usłyszałam jej głos...najpierw pomyślałam ze to nie ona...a wtedy doszło do mnie że to ona ze smutkiem w głosie który cały czas stara się ukrywać-dodałam na jednym tchu-nasłuchiwałam co u nich i to był błąd-wyznałam cicho-przez dziurę w płocie widziałam ją...nie mogłam uwierzyć że to ja ją do takiego stanu doprowadziłam,to ja jej najlepsza przyjaciółka!-krzyknęłam i rozpłakałam się na dobre-nie mogę...nie powinnam tu przyjeżdżać i nie zakochiwać się w nim nie zaprzyjaźniać się z nimi wszystkimi....i mieć to wszystko gdzieś! ale to by było nie w porządku-pokręciłam głową-nie mogłabym zrobić im tego po tym jak stworzyli dla mnie rodzinę,coś najpiękniejszego w moim życiu-przypomniałam sobie beztroskie chwile gdy dopiero zaczynałam poznawać Neymara i budziła się we mnie miłośćć,miłośćć przez którą teraz cierpiałam. To było coś o czym nigdy nie zapomnę
 -teraz nie mam już nikogo...nie mam nic co mnie trzyma przy zdrowych zmysłach-popatrzałam na Andreę-mogłabym to zostawić...ale cały czas w głowie mam myśl że tu jest mój dom i nigdzie indziej tak nie będzie wiesz o czym mówięę...to mnie prześśladujęę i wiem...wiem że zawsze Barcelona będzie moim domem bez względu na wszystko choćbym miała ich więcej nie zobaczyć-wyznałam na samym końcu. Zrobiło mi się lżej pomimo mokrego ubrania
 - nigdy nie będziesz sama-powiedziała uśmiechnięta Hiszpanka-nikt z nas cię nie zostawi,jestęś jedną z nas czy tego chcesz czy nie,ciebie nie da sięę nie pokochać-roześmiala się dziewczyna wprawiając mnie w szeroki uśmiech. Miałaa zarażający śmiech. Dziewczyna nie zaprzestała w swoim dialogu-jesteś taka dzięki temu co przeszłaś i wierzę że jeśli są tacy jak mówisz to oni nigdy nie przestaną cię kochać-postukała mnie w czoło dodając przy tym cichy żart-pomogę ci ruszyć dalej-wyznała cicho-może nie od razu ale zobaczysz z czasem będzie jak dawniej-powiedziała przybijąprzybijając mi żółwia. Nic nie będzie takie jak dawniej ale spróbuję. Raz się żyje i nie wiem  co bedzię ale pewne jest to że się nie poddam. TO może życie i niech będzie co ma być.

***
Kochani mamy już 75 :* Kończy się pewien etap i mam nadzieję że następny będzie szokiem:* :*

1 komentarz: