Music ♥

poniedziałek, 6 lutego 2017

Rodział 81


   " W temacie miłości nie można być obojętnym.Albo idzie się na całość albo jest się oszustem"


Szykowałam pełno pomysłów specjalnie dla Leo. Taka okazja w końcu nie zdarza się dwa razy. Miałam nadzieję że wszystko wypali.Mój najlepszy przyjaciel kończył dzisiaj 28 lat....Najlepszy piłkarz na świecie,tata,syn i przyjaciel w jednym będzie miał dzisiaj najlepszą imprezę urodzinową na świecie. Na długo ją popamięta i ja o to zadbam. Wzięłam pustą listę i zaczęłam rozpisywać tam swoje pomysły na imprezę. Oto ona:

 1. Wielki tort w kształcie boiska w barwach bordo-granatowych. Niech Kun z niego wyskoczy
 2.Rzut tortem w jubilata
 2a-Wielki prezent ode mnie,ten prezent na pewno mu się spodoba
2b- Rodzaj imprezy w kolorach Argentyny,nakrycia i zasłony
3. Napoje,jedzenie jak w Argentynie+ Barcelona,
4. Klimaty piłkarskie

5. Fajerwerki w torcie-( ooo tak)
6. Specjalne siedzenie dla Leo
7, Jak najwięcej jasnych kolorów i barw na stołach
8.GŁOŚNA MUZYKA NA ZABAWIE


Patrząc na tą listę sama mimowolnie się do siebie uśmiechałam. Sama bym tego lepiej nie wymyśliła. Leo dzisiaj się dowie z kim się zadał przez te kilka lat. Odłożyłam listę na półkę w recepcji i zapięłam uniform doprowadzając się do porządku. Mówiłam wam że mam dzisiaj wolne aż do wieczora? Jak nie to powiem wam że wybieram się na zakupy, już od tak dawna na nich nie byłam i dobrze mi zrobi taki wypad. Spakowałam wszystko do podręcznej torebki i zamknęłam za sobą drzwi od pokoju. Tanecznym krokiem zbiegłam schodami do wyjścia hotelowego. Nikogo jeszcze nie było i jednymi osobami byli członkowie zespołu w aquaparku. Oczywiście jak co ranek kiwali mi głowami i puszczali uśmiechy. Stanęłam przy barierce i wyciągnęłam telefon wystukując numer taksówki w którym odezwał się głos....
 -halo? kto mówi?
Nim sie odezwałam pomyślałam kogo to może być głos.Zakryłam usta dłońmi nic nie mówiąc.
 -halo? odezwij się kimkolwiek jesteś-powiedział cichy głos
Cisza
 -to nie śmieszne Raf,Geri,Dani,ogarnijcie dupy i przestańcie do mnie wydzwaniać,dobrze mi samemu i odwalcie się!-warknął potężny głos rozłączając się z hukiem. Otworzyłam oczy szeroko gdy na wyświetlaczu ujrzałam numer podpisany"Seksiak♥" To był Neymar. To jego głos usłyszałam w słuchawce i to jego głosu nie poznałam...Ale...ale dlaczego wybrałam jego numer? Przeszukałam telefon i dostrzegłam ostatnie połączenia....Te właśnie były do niego.  Chwila co?...Ostatni numer używany 2 lata temu. To minęło tyle czasu? Na serio od dwóch lat nie widziałam go? Czy nadal tak będzie? Dlaczego myślał że to chłopaki? Nie poznałam go,to nie on...To nie on odezwał się w słuchawce.. Czy potrafiłabym się odezwać w innej sytuacji? Czy potrafię odrodzić się w pełni by móc ponownie....stanąć z nim twarzą w twarz. Te pytania zostały mi w pamięci i nie potrafiłam sama na nie odpowiedzieć. Tak jak kiedyś nie potrafiłam wyjaśnić uczuć do Neymara tak teraz bałam się że to wszystko jednak poszło na marne,że to co zrobiłam przyniosło odwrotny skutek niż chciałam. Mimo to bałam się jednej rzeczy...STOP CELIA! Potrzebowałam ochłonąć,potrzebowałam GO. TO się nigdy nie skończy a fakt że jego najlepszy przyjaciel ma dzisiaj urodziny tym bardziej pobudzała tą myśl. Wróciłam do środka i cały dzisiejszy zapał odszedł w kąt. Gdy przejrzałam wiadomości z Neymarem ujrzałam w nich takie których nigdy wcześniej nie widziałam...to były wiadomości z czasu gdy mnie nie było....gdy zniknęłam. Schowałam szybko telefon i z trzęsącymi rękami siadłam na recepcji. Pisał,dzwonił....pisał i tęsknił....
 -Celia-szturchnął mnie znany głos. Westchnęłam głośno odwracając się.
 -Tomas-zaśmiałam się-wstałeś?-spytałam rozglądając się po pustkach w hotelu
 -mam zrobić zakupy-podrapał się po karku- nie widziałem cię w pokoju i uznałem że...

 -tak martwiłeś się-lekko podniosłam kąciki ust w górę kładąc mu dłoń na ramieniu
 -masz ochotę zrobić je ze mną? Jak już tu jesteś..-zaczął

 -nie mam wyjścia-powiedziałam spuszczając głowę
 -dlaczego?-spytał rozbawiony
 -bo nie dałbyś mi wybory jak pójść z tobą-zaśmiałam się na sam koniec. Oparłam się o drzwi hotelu i na samym wejściu do niego stanęło nam czerwone auto. Znajome Audi które ujrzałam po raz ostatni dwa lata temu.
 - wciąż pożyczasz je od Alexa?-spytałam wsiadając do środka. Nie musiał się fatygować by mi je otworzyć
 -nie,te dostałem niedawno-puścił mi cwaniacki uśmieszek
 -dasz później poprowadzić a teraz odpalaj i jedziemy-powiedziałam na jednym wdechu zapinając pasy. Chłopak odpalił silnik i ruszyliśmy przed siebie. Podłączyłam swój telefon do odtwarzacza Tomasa i na chwilę zawiesiłam się z tym wszystkim...Dawno tego nie robiłam
 -mogę?-spytałam pokazując playlistę
 -nie musisz pytać mała-puścił mi oczko i więcej nic nie dodał. Nie musiał. Taka swoboda mi się podobała. Puściłam na full i razem odśpiewaliśmy kilka piosenek. Naprawdę tym razem tylko ja fałszowałam. Tomas świetnie sobie radził jak na pierwszy raz ze mną. Kolejna piosenka wprawiła mnie w lekkie zakłopotanie. Tak niedawno radowałam się że mogłam śpiewać ją wraz z jej autorem...a teraz gdy tylko powiedziałam jedno słowo nie umiałam się otrząsnąć ze wspomnień. To dobijało a jednak wprawiało mnie w stan z którego nie chciałam się obudzić nie mogłam się obudzić.To nie było takie proste,to wszystko wciąż było świeże po tych 2 latach.....A gdyby tak odpisać na ten sms? Jakby wrócić do nich tak po prostu?.....Może lepiej niech to zostanie tylko marzeniem.Żyję tu i teraz chcąc czy nie chcąc zrobiłam to co zrobiłam i już tego nie cofnę. Czy się zmienił? Czy go poznam? Czy wciąż łączy nas to "coś?"
 - Celia już jesteśmy halo-usłyszałam nad sobą. Na te słowa otrzeźwiałam i wysiadłam z auta. Zamknęłam za sobą drzwi i skierowałam swój tyłek w stronę galerii. Chłopak podążył za mną i w tym samym czasie nie mogło ominąć mnie pytanie.
 -ja idę do sklepu a ty leć szukaj sukni i inne duperele wiesz o co mi chodzi-zaśmiał się zatrzymując przed sklepem. Zaniemówiłam.Skąd wiedział...? To mi nawet nie przyszło do głowy by...
 -Dziękuję-szepnęłam całując go w policzek
- no już bo się zarumienię- roześmiał się Hiszpan. Mimo że jest Argentyńczykiem to bardziej pasuje do Hiszpana.W taki o to sposób sprawił że miałam czas zaplanować sobie strój na imprezę(przy której odrobinie szczęścia się pojawię  i odważę się być na niej). Podziękowałam chłopakowi i poleciałam rozejrzeć się za sukienką albo choćby jakimiś dodatkami. Przechodziłam ze sklepu do sklepu rozglądając się za czymś co by przykuło moją uwagę. W pewnym momencie chciałam coś powiedzieć ale nie miałam do kogo....Teraz doceniłam to że zawsze dziewczyny były ze mną na zakupach i one jako jedyne wiedziały czego mi trzeba. Ostatecznie niczego nie kupiłam i zaczekałam na Tomasa przy wyjściu. Temu to dopiero musiałam pomóc. Wyszedł kompletnie obładowany zakupami.
 -cały sklep wykupiłeś?-spytałam węsząc po torebkach
 -gdyby się dało-powiedział poprawiając torby z zakupami. Chłopak zmierzył mnie wzrokiem i zmienił minę
 -nic nie znalazłaś?-spytał-czy ukrywasz je gdzieś?..-uniósł mocno brwi.
 -nie,jakoś nie miałam ochoty nic kupować-dodałam zmieszana wychodząc ze sklepu. Przytrzymałam Tomasowi drzwi i razem zapakowaliśmy torby ze składnikami. Wsiadłam na swoje miejsce i zaczekałam na kierowcę. Tomas grzebał przez chwile w telefonie a następnie odpalił silnik. Oparłam głowę o szybę i osunęłam się w ciemność. Nadchodziła wielka chwila na którą nie wiem czy jestem przygotowana.Miałam jedną jedyną sukienkę w walizce którą kochałam oglądać a jednak nigdy jej wcześniej nie założyłam. Dzisiaj jest ku temu najlepsza okazja. Ta sukienka przypominała mi najpiękniejsze chwile z dziewczynami i jestem pewna że przykuje uwagę tych właśnie osób. Otworzyłam oczy i ujrzałam mój wibrujący telefon w dłoni Tomasa.....
 -to mój oddawaj!-krzyknęłam do chłopaka do którego moje słowa wcale nie dotarły. Gapił się w telefon jak zaczarowany
 -to...od dawna to masz?-spytał wskazując na sms-y od Neymara
 -tak,to znaczy nie...Nie widziałam ich wcześniej ale to nic nie zmienia Tom-powiedziałam patrząc na telefon
 -kochasz go-wyszeptał nachylając się do mnie-już tego nie ukryjesz-zaśmiał się.
CHWILA CO?
 -Tomas....-pokręciłam głową
 -tak to trudne,nie wrócę do niego,i bla bla bla bla-pomachiwał rękami dodając do tego nutkę irytacji-patrzysz na niego tak jak wtedy gdy spotkałam cię 2 lata temu....i kochana poznałem cię dość dobrze by to stwierdzić-powiedział na jednym wdechu.
 -już nic nie mówię-uniosłam ręcę w geście kapitulacji ale on nie ustąpił. Zablokował mi wejścicie do hotelu swoim ciałem torując mi drogę.
 -Wykorzystaj szansę którą dzisiaj dostaniesz-szepnął mi prosto w twarz-oni chcą cię odzyskać a ja chcę zobaczyć cię szczęśliwa z nim u boku-powiedział i przepuścił mnie w drzwiach. Uchyliłam usta wchodząc na piętro i kładąc się na łóżko. Utonęłam w poduszce i nie miałam zamiaru jak na razie jej opuszczać. Wpatrywałam się w nagi sufit i wymyślałam sobie głupie historie z chłopakami w roli głównej. Naprawdę zaczęłam wpadać w szaleństwo. Po tym opowiadaniu wpadłam w histeryczny śmiech który usłyszała Andrea. Wparowała do mnie do pokoju z grymasem na twarzy. Ja nie wiedziałam co się ze mną dzieje. Powinnam pójść się leczyć bo to nie jest normalne.
 -Celia wszystko w porządku? Usłyszałam dziwny śmiech i przyszłam...-powiedziała patrząc na mnie skuloną w kącie.
 - nie wiem co się ze mną dzieje An....-powiedziałam cicho-to mnie wykańcza....Nie potrafię tak dłużej żyć,nie bez niego-pokręciłam głową
 -chodź  tu do mnie-rozstawiła ramiona szybko wpuszczając mnie w nie. Potrzebowałam tego ostatecznego wsparcia,przed najważniejszym wydarzeniem w moim dotychczasowym życiu. Mocno tuliła mnie do siebie zapewniając swoją obecność za sprawą pomocy w przygotowaniu się na imprezę.Pomogła mi fizycznie jak i psychicznie. Ogarnęłam się na tyle by zejść na dół i zjeść coś przed moją zmianą. Moje myśli odeszły w kąt gdy tylko usłyszałam zmartwiony ton głosu Alexa. Wyleciałam z kuchni wprost na niego.
 -płakałaś? Co się.....-spytał nie dokończając-to przez tą imprezę?
 -nie,to ja wysiadam ale jest już lepiej-powiedziałam wzdychając-ogarnę się jeszcze i będę gotowa na zmianę-uśmiechnęłam się znajomo do zarządcy i pobiegłam na górę. Tak jeśli to ogarnięciee jeśli było możliwe. A to wszystko przez Tomasa i jego durne słowa. Zamykając za sobą pewne drzwi nie zdążyłam zapomnieć o tym co mnie łączy z ciemnookim. To co powiedział Tomas to była prawda. Te słowa bolały z każdą chwilą jaka upływała i zbliżała się impreza. Być może dzisiaj albo coś skończę albo coś zacznę. Tylko Bóg jeden wie co. Zrobiłam sobie lekki makijaż wcześniej zajmując się swoimi nieokiełznanymi włosami. Lekko je podkręciłam i zostawiłam rozpuszczone.Skropiłam je brokatem i naprawdę musiałam się mocno postarać by tego nie zmienić. Pozostawała sprawa ubioru. Otworzyłam szerzej szafę i przerzuciłam większość ubrań aż w końcu dostrzegłam to czego tak długo szukałam. Nie wiedziałam że będę w stanie ją założyć ale teraz jednak wydawał mi się piękną pamiątttką po tyyyym co było i pięknym początkiem na to co nadchodziło. Przyszłość jest przede mną i nie zamierzałam jej zmarnować. Założyłam ją na siebiie podziwiając się w lustrze. Nie poznawałam sama siebie. Poprawiłam lekko ramiączko od sukienki i dodałam do tego jak na razie trampki. Szpilki wzięłam w rękę zakładając szybko uniform.Poszłam na boso  do recepcji właśnie tam zakładając moje najwygodniejsze buty. Odróżniałam się w tłumie tylko przez to żze się umalowałam i miałam inną fryzurę. Usiadłam na krzesełku obserwując przybywających gości. A propos gości....
 -tego się spodziewałem-powiedział melodyjny Argentyński głos.
-A ja się nie spodziewałam że tak szybko mnie znajdziesz Leo-zaśmiałam się odwracając ku niemu twarz
 -ciebie nie da się nie przeoczyć,najbardziej wyróżniasz się z tłumu kelnerów i to tak...niesmowicie-podrapał się po karku-i ta suknia...-zakrył usta dłonią robiąc duże oczy
 - tak to ona-roześmiałam się-ale coś z nią nie tak?-spytałam zmartwiona patrząc na przyjaciela
 -Anto ma taką samą-wydukał następnie wybuchając głośnym śmiechem. Oparł się o bar i zwijał sie ze śmiechu. A mi do śmiechu nie było
 -identyczną?-spytałam-Leo przestań!-powiedziałam szturchaj aąc go by się opanował. Oczywiście takim zachowaniem doprowadził mnie do tego że sama zaczęłam się uśmiechać jak głupia do sera. Z niczego tak po prostu umiałam się śmiać. Zapomniałam  że w tym mieście wszystko jest możliwe. Po 10 minutach przestaliśmy się śmiać i musieli,śśmy normalnie odetchnąć by jakoś zacząć funkcjonować. Ten wieczór dopierro się zaczynał a ja miałam powoli dość tego osobnika jako jubilata. Oczywiście mu nie będzie do śmiechu gdy zobaczy co dla niego przygotowałam i będzie gotowe na czas. Popamięta mnie na długi długi czas.
 -no kogo ja tu widzę i t]to z moim najlepszym przyjacielem-jego nie mogło zabraknąć,ten cwaniacki typ mówienia i nutka południowej gwaryy którą tak bardzo poznałam. Tym razem od razu mnie poznał
 -Kun-wyprzedził mnie Messi witając się z gościem.Czy on coś mi sugeruje?
 -już zacząłeś balować mój amigo?-spytał drażniąc się nawzajem dwóch Argentyńczyków. Pasowali do siebie tak jak ja i Neymar. Jak Anto i Leo. Jak Shaki i Geri, Jak Joana i Dani. Tutaj wszyscy do siebie pasowali. Bez słów można było dostrzec łączą ich więź. Oko cieszył fakt uśmiechniętego Kuna widzącego salę przystrojoną na urodziny. Wszedł a nawet wbiegł do niej śmiejąc się jak głupi tylko szkoda że z tortu nie wyskoczy ale to przyy innej okazji. Zaję ełam się listą która dostałam od Tomasa gdy przechodził z sali do sali było sporo pracy poza tą całą imprezą. Przejrzałam ją i na każdym nazwisku dostrzegłam ptaszek prócz jednego...Da Silva Santos stał pod znakiem zapytania.
 -proszę cię przyjdź-szepnęłam cicho do siebie-zależy mi na tym byś bł dzisiaj tutaj z Leo i nami wszystkimi-powtórzyłam sama do siebie wprawiając się w inny nastrój niż chciałam. Odwróciłam kartkę i tam były też ptaszki....Nawet Veronica...Rafa też....Kilka łez spływało regularnie po moich policzkach dodając mi siły na zmierzenie się z tym co straciłam a jednak mimo że na to nigdy nie liczyłam  m los daje mi drugą szansę. Argentyńczyk witał kolejnych gości których po części kiedyś widziałam a następnie zjawiali się oni. W składzie: Geri,Shaki,Dani i Joana,Raf,Rakieta,Romarey,Roberto,Stegen i Daniela,Coral,Jordi,Busi,Luis,Fabi i inni a nawet trener z żoną i a na samym końcu pojawiła się moja....moja najlepsza przyjaciółka w samej osobie Veronica a tuż za nią Jota. Wychyliłam się przez Jotę i próbowałam zobaczyć coś czego nie było. Widziałam że Leo dłużej porozmawiał z Veronicą która wpadła w ramiona mojej drugiej najlepszej przyjaciołki Anto....Gdy dostrzegłam ją w całej okazałości pomyślałam że śnię. Była olśniewająca i pełna wdzięku czaru kttóry zawsze poprawiał mi samopoczucie,teraz tylko stałam z boku i ich obserwowałam. Nic się nie z zmieniły od czasu kiedy je widziałam,były  tak samo piękne i pełne iskier. Iskier które obudziły we mnie wolę walki o to co ważne. Anto pokazała siebie w tej lepszej odsłonie którą poznałam ale także nie ukryła tego całego smutku który w sobie kryła. Za dobrze ją znałam by tego nie dostrzec, sserce wiedziało że to maska którtrą dzisiaj założyła. I bolał mnie ten fakt że to szczęęście po części jest udawane. Przyjmowała gości tym razem wraz Z Leo z każdym krótko rozmawiając i śmiejąc się radośnie. A jednak myliłam się,dała sobie radę i Anto którą zapamiętałam wróciła wraz z pojawiającym się wielkim uśmiechem na widok kttórego ścisnęło mnie w piersi. Miała na sobie taką samą suknię jak ja,była na błękitnych szpilkch które czyniły ją wyższą ale znając ją pewnie trzymała przy sobie płaskie baletki. Tak jak ja długo nie wytrzymywała na wysokich butach. Musiałam sie czegoś napić i to teraz. W tym samym momencie zerknęłyśmy na siebie i naprawdę to nie było tak jak chciałam. Argentynka wpatrywała się ze mną z całą mocą swojego spojrzenia. A ja nie mogłam tak długo wytrzymać. Odwróciłam twarz szybko ocierając napływające łzy. Gdy ponownie powróciłam wzrokiem do mojej ulubionej pary ale ich już nie było. Odetchnęłam z ulgą wracając myślami do przygotowań dla Leo. Zajrzałam do Rodrigo i dostrzegłam na wielkim wózku ogromny tort z podobizną flagi Argentyny. To cudo.
 -jesteś bogiem Rodrigo-powiedziałam naskakując na kucharza. Ściskałam go z całych sił omal go nie przewracając. Sam kucharz spojrzał na mnie całkiem inaczej niż ja na niego
 -Bogiem to jeszcze nie,dużo mi do niego brakuje-zaśmiał się poprawiając ubranie. Nie zauważyłam że jest bez uniformu tylko w zwykłej marynarce i spodniach. Może nie takiej zwykłej....w końcu jego brat ma urodziny.
 -dziękuję że go zrobiłeś..-powiedziałam-wiele znaczy dla Leo i mnie-uściskałam go po raz ostatni
 -to była zwykła przyjemność tym bardziej zobaczyć cię taką szczęśliwą-dodał wywożąc tort na zewnątrz. Stanęłam przez chwilę nieruchomo a następnie ruszyłam wraz z nim na salę główną.To był ten moment. Wzięłam głęboki wdech i z pełnym a a także prawdziwym uśmiechem weszłam na imprezę w tłum ludzi. Nie było odwrotu. Niech dzieje się co ma się dziać. Rodrigo zatrzymał tort ii w tym samym czasie wszystkie światła zgasły.Leo zbliżył się do nas a następnie zaczęliśmy śśśpiewać urodzinową przyśpiewkę. Stałam przy Rodrigo a tuż za mną pokazali się Andrea i Tomas. Nie mogło ich zabraknąć. Założyłam recę na pierś powstrzymując się od łez. Nie udało mi się,to była wzruszająca chwila dla nas wszystkich. Po odśpiewaniu zapalono światła a mój stan wrócił      do normy. Leo zabrał nóż i miał zamiar rozkrajać tort. Podeszłam bliżej ale któś mnie wyprzedził
 -najpierw życzenia kochanie-wyszeptała Antonela-pomyśl i zdmuchnij-dodała na koniec. Messi zamknął oczy i jednym ruchem zdmuchnął wszystkie świeczki. Klaski i wiwaty rozległy się po całej sali. Moja twarz błyszczała od łez szczęleęścia które przeważyły nad moimi emocjami nad wszystkim co się ze ze mną działo. Otarłam twarz rękawem zaczynając serwować drinki po stolikach. Przy większości stolikach siedzieli piłkarze FCB radując się z urodzin przyjaciela. Tak naprawdę siedzieli przy jednym wielkim stole która nazywała się rodzina. Pierwsze oczy mnie dostrzegły lecz nic się nie zmieniło tak jak oczekiwałam. Nikt mnie nieie poznał,póki ja sama nie robię czegoś by mnie poznali. Po rozdaniu drinków okazało się że  mamy wolne.
 -I to tyle?-spytałam Tomasa
 - Na razie póki nie skończą jeść tortu albo nie zaczną otwierać prezentów-dodał chłopak-tyle Leo mi powiedział. Oczywiście podłożyłam także swój mały klocek do prezentów...ale prezent głóówny dam mu po całej imprezie (jeśli będę w stanie). Czekaliśmy na rozkazy od Alexa albo cokolwiek z jego strony ale to się nie stało. Odpinałam guziki od uniformu czując przypływ ciepła w swoim ciele. Zanim całkowicie to zrobiłam zatrzymała mnie czyjaś ręka.
 -myślałem że się nie zjawi....-powiedział Leo nie dokończając zdania. Zamarł na chwilę jakby zobaczył ducha.Powędrowałam wzrokiem tam gdzie spoglądał Argentyńczyk. Ja myślałam że śnię. Przecierałam oczy ze zdumienia widząc że Neymar Da Silva Santos Junior zjawił się we własnnej osobie. Myślałam że dostanę zawału gdy zobaczyłam że Brazylijczyk nie przyszedł sam.

***

Bum BUm! Mamy imprezę nareszcie dotrwaliśmy do tego momentu.! uuuu teraz to się będzie działo! Czekam na opinie i komentarze :* Buziaki i do następnego :*

2 komentarze:

  1. Nie! Jeśli Ney przylazł tu z jakąś laską i teraz znowu się wszystko popsuje, to ja cię znajdę i ukatrupię normalnie! ;p No niech oni się w końcu pogodzą (o i le można to tak nazwać xd).
    Buziaki ;*

    OdpowiedzUsuń
  2. No nie wierzę 😮😮 z kim on przyszedł?! On miał się na tej imprezie z nia pogodzić!!😭😭😭

    OdpowiedzUsuń