Music ♥

środa, 8 lutego 2017

Rozdział 82

"Kocham cię.Będę cię kochać do dnia w którym umrę.A jeśli po tym jest jakieś życie to wtedy też będę cię kochał"

Naprawdę nie był sam. Nie dowierzałam swoim oczom. Coś zakuło mnie w sercu i musiałam się czegoś przytrzymać by nie upaść. Przyjrzałam się ubraniu Neymara i nie miałam pytań dla kogo tak się wystroił. Łzy które napływały mi do oczu paliły na policzkach gdy pozwoliłam im skrycie płynąć. Chwile po Brazylijczyk zniknął za drzwiami sali wraz ze swoją towarzyską. Nie miałam ochoty już tam wchodzić. Ale ten włożony wysiłek i to w końcu wszystko dla Leo.Nie zrobię mu tego ale niech nie myśli że będę patrzeć jak on uśmiecha i obejmuje to coś....Choć powiem że brzydka nie jest. Neymar zawsze wiedział jak zbajerować i przypodobać się dziewczynie....Sama do tego doprowadziłam i do tego sama muszę ponieść tego konsekwencję. 
-"Zawszę będę cię kochał?-jedna wielka bzdura mruknęłam pod nosem przypominając sobie słowa bruneta. Słowa które znaczyły dla mnie siłę do życia,słowa które teraz straciły całą swoją wartość. Posiedziałam na recepcji przez dłuższą chwilę wpatrując się w kartkę która leżała na stole. Potwierdzona obecność Neymara,osobisty podpis Leo. Cisnęłam listą o stół widząc w oczach jego nazwisko. Mógłby przyjść sam byłoby o wiele lepiej. No cóż tak najwidoczniej musiało być
 -Celia chodź musimy posprzątać po kolacji!-krzyknął z sali Tomas. Wybiegłam z recepcji i szybko pomogłam przyjaciołom. Odeszłam w najdalszy kąt sali,jak najdalej od nich. Znosiłam talerze i sztućce na jedną kupkę następnie zanosząc je na zmywak. Inni rozkładali już drinki i owoce wraz z deserami. Tomas był zachwycony osobami które tu siedziały ja także z trudem odrywałam od nich wzrok. Gdy chciałam przynieść do stołu resztę rzeczy podbiegł do mnie chłopczyk. Przyklękłam do niego przypatrując mu się z wielkim wzruszeniem. Wszędzie poznałabym te oczy i najsłodszy uśmiech na świecie. Thiago Messi uwodził mnie pod każdym względem.
 -ciocia to ty-szepnął-mama jest tam,mama jest bardzo smutna-powiedział trzymając mnie za rękę. To już nie był ten sam chłopczyk co dwa lata temu,to był młody facet. Pocałowałam go w czółko a mały zanim odbiegł jeszcze raz mocno się we mnie wtulił. Nikt tego nie zauważył prócz ojca chłopca.Thiago skrycie pokazał tacie gdzie stoję i przy chwili okazji przybiegał do mnie po coś. Leo uśmiechał się szeroko gdy widział jak syn podbiegł do niego i cieszył się jak głupi,choć dla wielu bez powodu to dla nas to był wielki powód do radości. Po skończonej robocie osunęliśmy się w cień zabawy. Zapalono kolorowe kule odpalone świeczki i bary z alkoholem poszły w ruch. Także DJ nie miał mało roboty. Katalońskie pary wbiegły na parkiet rozkoszując się wzajemną obecnością.Jedyna Antonela siedziała przy stole udając że wszystko gra. Zabawiała swojego syna zapewniając że dołączy do zabawy. Jedno wielkie kłamstwo. To bylo silniejsze ode mnie...Nogi zaniosły mnie na salę a także w miejsce w którym siedział Leo. Wpatrywałam się w wirujących ludzi i w tym samym czasie co zdjęłam uniform usłyszałam czyiś głos. 
 -czy mogę prosić?-spytał  brunet uśmiechając się. To znane uzębienie i ten sam styl proszenia. Nikt inny niż Rafhnia Alcantara. Języka mi w gębie zabrakło
 -Oczywiście-powiedziałam z nutką niepewności. Raf wziął mnie pod rękę i wprowadził na parkiet. Na sam środku zaczęliśmy tańczyć(jeśli to tańcem nazwać można) i wpadliśmy w trans muzyki. Latynoskie hity,z numerem jeden oczywiście od Pana Pique.  Raf prowadził przez co wiele razy sie potykaliśmy. Salsa w tej muzyce mu nie wychodziła. Pokraka z niego i tak go kocham.
 -na tancerza to ty..to pan nie wyrośnie-zaśmiałam się cicho prowadząc go do kolejnego kroku. Raf uśmiechał się szeroko kręcąc mną i doprowadzając do tego że o mało razem się nie wywróciliśmy na Pique i Shaki. Hiszpan obdarzył Brazylijczyka znaczącym spojrzeniem na co on odesłał mu taki sam. Wirowałam tak długo aż muzyka się nie zmieniła. Raf chciał dalej ale ja już nie mogłam. Na parkiet przyszła para wieczoru a mi odechciało się na sam widok tej laski. Zostałam zatrzymana gdy tylko postawiłam jeden krok za parkietem. To był Rafhnia. 
 -chyba nie muszę ci przypominać kim dla ciebie jestem...-ciche słowa które zadziałały na mnie jak piorun. Odwróciłam się do niego i gdy spojrzałam w jego oczy dostrzegłam nieopisaną radość. Żadnego bólu ani żalu. Po prostu zwykła prosta radość.
 -Raf...-wydukałam widząc jego twarz i roześmiane oczy. 
 - chodź bo mnie mdli-szepnął wskazując na ten sam obiekt co ja. Dobrze wiedział że ja także nie darzę sympatią tej laski,dobrze wiedział że widok Neymara przysporza mnie o szybsze bicie serca. Zaciągnął mnie do kuchni. Ta kuchnia to jak sala obrad. Działy się w niej najważniejsze rozmowy w moim życiu. Zamknęłam za nami drzwi i jedną rzeczą jaka przychodziła mi do głowy to był śmiech. 
 -Celia to ty!-krzyknął Brazylijczyk mocno ściskając mnie za ramiona. Objął mnie tak mocno że momentami przestałam oddychać.
 -Raf..du..dusisz mnie-wyznałam ledwo na jednym tchu. Puścił mnie przestraszony ale także roześmiany z mojej miny. Jak dobrze było go ponownie zobaczyć....roześmiany  
 -wróciłaś ale co jak kiedy?-pytał dotykając mnie za ramiona i twarz
 -tak naprawdę to nigdy nie wyjechałam....cały czas tu byłam-powiedziałam patrząc w podłogę-nie mogłabym....
 -Celia wiesz jak bardzo wszyscy się o ciebie bali i martwili...Jak wszyscy za tobą tęsknili?
- Myślisz że tego nie wiem?! Że nie wiem jak bardzo was skrzywdziłam?!-warknęłam na przyjaciela szybko uspokajając się-Wiem o wszystkim Raf...to nie tak jak myśleliście choć zrobiłam wszystko by...byście mnie nie poznali-dodałam tym razem bawiąc się palcami. Brazylijczyk oderwał mnie od tego zmuszając do zmiany pozycji
 -nigdy więcej tak nie rób,wszyscy mocno to przeżyliśmy ale wciąż masz tu miejsce-pokazał na serce wprawiając mnie w płacz.
 -już nigdy więcej-pokręciłam głową wtulając się w chłopaka. On nie protestował gdy zamoczyłam mu lekko koszulę
 -jeden szczególnie ale to to już chyba nieważne po tym o zobaczyłaś-mruknał pod nosem nerwowo bawiąc się moimi włosami
 -to już przeszłość Raf,ważne by on był szczęśliwy kosztem mojego-wzruszyłam ramionami wychodząc z kuchni. Odetchnęłam głęboko prosząc o dalszą siłę na ten wieczór.
 -Jak dobrze że przyjąłem to zaproszenie od Leo-powtórzył głośno brunet doganiając mnie w recepcji re-to był najlepszy pomysł by cię tu zobaczyć i odzyskać na dobre-szepnął mi na ucho całując  w policzek-ale nie ukryjesz tego co czujesz siostrzyczko-pomachał mi ręką przed oczami gdy widział że zamyśliłam-nawet teraz o nim myślisz-roześmiał się kręcąc głową
 -co? Nie-powiedziałam głośno-mam inne obowiązki niż myślenie o nim-poprawiłam sukienkę a także pocierając twarz. Myślenie o nim jest jak udręka i lekarstwo w jednym,nie mogłam tego dłużej trzymać w sobie. I widoczne to było dla każdego. 
  -czemu do jasnej ciasnej zawsze musisz mi grzebać w myślach i mieć rację?-szturchnęłam go przy drzwiach.
-ty mnie tego nauczyłaś-zaśmiał się
-tak tak zwal to teraz na mnie-powiedziałam poważnie a chwilę po już mogłam się śmiać
 -nie lubię tej laski-mruknął raf
 -nie tylko ty Raf,jest taka....pusta?-spytałam patrząc na ich dwoje. Po Neymarze nie można było nic wyczytać ale po niej...Bosz niech Bóg uchowa. Kleiła się do niego i przybliżała swoje usta do niego....Tańczyła tak...Ona rozbierała go wzrokiem!
 -Nie chcę na to patrzeć-powiedziałam odchodząc od przyjaciela. Posłał mi zrozumiały uśmiech i usiadł na swoje miejsce przy stole.  Zabawa trwała w najlepsze. Leo porwał Anto do tańca gdy ona nie miała na to ochoty. W momencie zniknięcia rodziców Thiago przybiegł do mnie.
 -Mama nie chce o tym mówić ale czemu ciocia ty zniknęłaś?-spytał bez krzty dziecka. 
 -Kochany to długa historia ale mama widzę że jest z nią dobrze i nie pamięta o tym co złe tak?-pogładziłam główkę chłopca
Pokręcił głową
 -mama dużo razy płakała gdy pokazywałem jej nasze zabawki z ogrodu i w dodatku w nocy gdy opowiadała mi bajkę też miała takie smutne oczy-powiedział poważnie-ciocia chodź do mamy,mama wtedy się uśmiechnie i razem będziecie się śmiać jak zawsze-powiedział  patrząc mi  prosto w oczy. Poczochrałam włoski chłopca na co on zareagował oburzeniem i ucieczką w inną stronę. Bawił się wraz z Alth,Benjaminem,Delfiną, Sashą i Milanem. Przyszłość klubu,takie malce dają tego gwarancję. Mogłam w całej swojej okazałości obserwować jak bawią się ze sobą i bez żadnego problemu co jakiś czas pobawić się wraz z nimi. Nikomu to nie przeszkadzało.
 -już dłużej nie męcz pani synku-powiedziała kobietą tuż nad moją głową
 -ale mamo....ja nie chcę opuszczać pani...-powiedział tupiąc nóżką
 -aż tak ci się spodobała ta pani?-spytała Argentynka kucając przy dziecku
Pokiwał szybko głową
 -to zostań jeszcze z nią a potem po ciebie przyjdę dobrze?-powiedziała całując syna w czoło
 -będę tu cały czas-powiedział wracając wzrokiem do mnie
 -dziękuje Thiago-szepnęłam-jestem ci dłużna-powiedziałam przyciągając chłopca w swoją stronę. Niestety burzliwi wzrok niektórych gości dał mi do zrozumienia że czas na nową porcję drinków.
 -ciocia musi ratować wujka Neymara posiedzicie tutaj grzecznie?-spytałam  całą szóstkę. Cała szóstka od początku obdarzyła mnie uczuciem wolności i tego ze oni wiedzą co jest na rzeczy
 -ciocia idź my nie jesteśmy już dziećmi co robią w pieluchy-zaśmiali się chórem
Uśmiechnęłam się do nich i mogłam spokojnie zająć się obowiązkami. W kuchni zastała mnie już cała nalana tacka drinków wraz z dodatkami. Powąchałam jeden z nich i nie miałam wątpliwości czym on jest. W jednych szklankach były napoje owocowe z alkoholem w drugich było czerwone wino, prosto w Andaluzji. Wzięłam je na rękę i powędrowałam na salę. Na horyzoncie ukazała mi się towarzyszka Neymara. Była przy stole wraz z Brazylijczykiem i kleiła się do niego. Wstała od stołu w czasie gdy ja do niego dochodziłam. Obróciła się w nie tą stronę i całe wino które niosłam zostało na niej.
 -coś ty zrobiła!-krzyknęła-wiesz ile ta kiecka kosztowała?!-warknęła na nią próbując zetrzeć plamę. Na próżno,musiałby w tej chwili już ją prać jeśli zależało jej na starciu tej plamy.
 -ja..ja przepraszam-powiedziałam z lekkim chytrym uśmieszkiem-nie widziałam pani..pani się obciła i wpadła na mnie...-powiedziałam widząc jej złą i oburzoną minę. To byla moja zemsta suko. Nie będziesz z imprezy Leo robić jakiegoś klubu GO-GO. Lepiej stąd wyjdź po dobroci niż po mojej złości.
 -już nieważne-dodała-to był przypadek ale nie mogę tak u siedzieć w tej poplamionej sukience!-krzyknęła biorąc torebkę
 -Neymar chodźmy wychodzimy..-powtórzyła tuż nad uchem bruneta. Brunet ani drgnął
 -nigdzie nie idę,idź sama-dodał obojętnie
Zmroziła go wzrokiem i wyszła. Zabijała każdego wzrokiem nawet lokaja przy drzwiach. 
 -nikt jej manier nie nauczył?-zaśmiałam się pod nosem patrząc na odjeżdżającą taksówkę spod hotelu. Ta dziewczyna doprowadziła do tego że poczułam się lepiej niż wcześniej.
 -jej sztuczność już tutaj więcej nie postanie-dodał mocny Brazylijski akcent-przepędziłaś ją na dobre-objął mnie ramionami dając mi swoją marynarkę
 -nie będzie mi tutaj robić...!Co za laska!-krzyknęłam z całych sił.-widziałeś to co robiła? Miałam ochotę ją zabić za to wszystko-dodałam pewniejsza siebie
 -nie dobra-pogrozil mi palcem-wszyscy widzieli że to zrobiłaś specjalnie-parsknął-nie udawaj Celia-tym samym oboje się śmialiśmy
 -Niech dwa razy się zastanowi nim coś zrobi-założyłam ręce na pierś-Tym bardziej że...że ona w taki sposób...uwodziła go! Miłość mojego życia! Kumasz?!-teraz krew w całym ciele krążyła mi sto razy szybciej
 -nie tak głośno-zakrył mi usta dłonią-chyba że chcesz by to usłyszał? To wtedy proszę-odsunął się ode mnie
 -Nie,nie i nie-powiedziałam zdejmując jego marynarkę i wchodząc do środka
 -siedzi sam,masz najlepszą okazję by to zrobić mała-szepnął i minął mnie jednym skinieniem
 -ta gdyby to było takie proste-mruknęłam do siebie odwracając się od tego widoku.
Ale co zrobić z uczuciem które mnie ogarnia gdy go widzę,jak przestać ciągnąć do niego a jednocześnie to robić bez końca? Jak zapomnieć..? Jak przestać..?....? W głowie miałam tyle pytań które nie miały odpowiedzi. Ci ludzie także będą zadawać mi pytania na które mama odpowiedź. Ale czy kiedyś odważę się powrócić do życia chłopaka który namieszał mi w głowiee i w sercu?  
-Czy kiedyś ty i ja...?-przymknęłam oczy wpatrując się w błękit nieba na tarasie. Po drugiej stronie,za ścianą siedział on. Myśłał nad czymś bo opierał się o barierkę i patrzał na coś czego ja nie widziałam. Nie pisnęłam ani słowa ale moje serce krzyczało.Ono dobrze wiedziało co zrobić by było mi gorąco i sprawić że wiedziałam po co żyję. Krzyczy prawdę której ja tak długo nie chciałam słyszeć. Zeszłam na dół pełna dziwnych myśli i sprzecznych uczuć do wszystkiego. Leo bawił się w sali z małym a na parkiecie rządzili państwo Pique. Anto była wraz z nimi. Dawała radę przy ruchach Shaki nawet o mało co ją przerastając. Była taka jak zawsze,roześmiana i próbowała być szczęśliwa choć przez chwilę. Tacy przyjaaciele jej to zapewniali i pomagali odejść od smutnych myśli. Wzruszona tym widokiem weszłam na drugie piętro sali na które mówiono sala VIP. Z góry było mi łatwiej to przeboleć a jednocześnie zapragnęłam tego samego co oni.  Leo wyszedł z sali wiec to dobra okazja by dać mu prezent. Nie ucieknie od tego.
 -myślisz że uciekniesz przede mną?-spytałam z uniesionymi brwiami. Argentyńczyka zaskoczyło to pytanie-mam coś dla ciebie-powiedziałam wyjmując zza swoich pleców pudełko 
 -ale ja nic od ciebie nie chcę-pokręcił głową-ty jesteś moim prezentem zapomniałaś?-spytał
- bierz to i nie gadaj głupot-powiedziałam uśmiechajac się szeroko. Gdy zobaczył co jest w pudełku o mal się nie wzruszył. Ja sama gdy wymyślałam ten prezent siliłam się by się nie rozpłakać. Było tam zdjęcie nasze wspólne i kilka ramek do powkładania innych zdjęć. Trochę ich tam było.
 -dziękuję Celia-szepnął zamykając pudełko-to wiele znaczy dla mnie i dla Anto-powtórzył-to najlepsze urodziny pod słońcem-roześmiał się-i ty jesteś tego najlepszym prezentem-dodał obejmując mnie mocno. Nie protestowałam by ściskał mnie co sił a także k nie protestowałam gdy Anto nas dostrzegła i zaczęła iść w naszą stronę. 
 -wykorzystam tą szansę Leo-szepnęłam mu na ucho
 -o czym mówisz?-spytał z rozmarzonymi oczami
 - o  tym że Anto idzie w naszą stronę przekonana że jestem kimś więcej niż kelnerką i zapewniam że zrobię wszystko by dowiedziałała się prawdy,raz kozia śmierć co nie-nabrałam powietrza w płuca i zerknęłam na piękną kobietę stojącą przed nami.
 -kochanie-dodał podchodząc do niej.
-czemu wy się obejmowaliście?-spytała smutna
 -daj mi to wyjaśnić,to nie tak...to jest...
 -to ja Anto,Celia-powiedziałam patrząc jej prosto w oczy. 
 -dobry żart-prychnęła pod nosem odwracając się ode mnie-Celi tu nie ma odeszła dwa lata temu....-powiedziała pewna siebie.
 -zostawiłam was to prawda ale jestem tu Anto,nie wyjechałam nigdzie nie zostawiłam was aż tak samych bo cały czas tu byłam-dotknęłam jej ramienia. Drgnęła na mój dotyk szybko odwracając się i tym razem stykając się twarzą w twarz.Spojrzała mi w oczy i gdy w nich zobaczyła to co od zawsze chciałam jej pokazać to nie miała wątpliwości że to jej najlepsza przyjaciółka stoi przed nią. 
 -od tak dawna chciałam ci to powiedzieć...chciałam byś się dowiedziała się jaka była prawda co się stało tamtego dnia ale nie potrafiłam spojrzeć ci w oczy po tym jak kłamałam z tym wszystkim-zwiesiłam głowę-może i się nie nadaję na przyjaciółkę nie wiem ale wiem to że należy ci się prawda-podniosły mi głowę dłonie kobiety która jednym gestem przytuliła się do mnie i zaczęła gorzko płakać. 
-nie waż się tak mówić-szepnęła e obejmując mnie ramionami i przyciskając  mnie do  mnie do siebie.Poczułam jej ciepło i  także opuściło mnie uczucie żalu i smutku.Gdy Anto płakała mi na ramieniu wiedziałam że mi wybaczyła.Moja dusza zaznała spokoju i takiego dziwnego uczucia którego w tamtym momencie nie umiałam określić.Ściskałyśmy się z całych sił póki starczało nam na na tym świecie powietrza. Wróciłam do niej,do mojej drugiej połówki która tak długo nie była sobą. 
 -teraz jesteś tylko moja,moja i jeszcze raz moja-wydukała cicho głaszcząc moje włosy.
 -już nigdy więcej tego nie zrobię obiecuję-powiedziałam pewnie-muszę cię prosić o wybaczenie...to nie takie proste wiem ale gdy dowiesz się jak było to może-nie dane mi było skończyć gdyż dziewczyna zamknęła mi usta
 -nic nie mów-pokręciła głową-przeszłość jest nieważna ważne jest  tu i teraz-powiedziała ocierając swoje jak i moje łzy.-tak długo marzyłam o tej chwili i teraz kiedy ona nastąpiła jedyną rzeczą o jakiej myślę to to by ci powiedzieć że dobrze cię widzieć-zaśmiałą się ze łzami w oczach i ponownie wpadłyśmy sobie w ramiona. Tak banalnie proste słowa sprawiły że poczułam się jak w niebie. Jak w miejscu w którym wiedziałam gdzie mam swoje miejsce. Tam gdzie ona tam i ja. Póki starczy nam czasu póki wciąż mamy siebie wiedziałam co to życie.

****
Bum Buum...Kochani mamy kolejny! Celii wrócił rozum i teraz raczej powinno być dobrze. Raz na zawsze czy raczej na jakiś czas? A co z miłością do Neymara? Czy Celia zrobi ostatni krok i odważy zawalczyć o miłość do Brazylijczyka? Czy będzie tak łatwo jak myśli czy jednak będzie miała przeszkody? dydzkaCzy

2 komentarze:

  1. <3 Wzruszyłam się!
    Dobrze, że Anto i dzieciaki już wiedzą. No i Rafinha! ;) To teraz tylko czekam, aż Ney się ogarnie i ją pozna. Jak można nie poznać kobiety, którą się kocha??
    Buziaki ;*

    OdpowiedzUsuń
  2. Kurczaczki! Cudowny rozdział!😍😍 nie mg się doczekac next! Cudnie ze Anto i dzieci ja rozpoznaly!😍😍 i Rafa😍 a teraz tylko Ney i Pique i Shaki😃😃😇

    OdpowiedzUsuń