"Pamiętaj,nigdy nie możesz poddawać się w połowie drogi.Jeśli zacząłeś coś robić, skończ to. Nabierz powietrza w płuca i brnij do przodu"
Nareszcie wszystko odnajdywało swoje odpowiednie miejsce. Moje życie zaczęło wracać na swoje normalne tory. Moje życie odzyskało to co w nim najlepsze. Ludzie których skrzywdziłam ponownie uczynili mnie najszczęśliwszą osobą na świecie a człowiek który był całym moim światem udawał że wszystko jest dobrze. Postanowiłam że zrobię wszystko by już nie udawał,by ponownie zaczął kochać. Uczynię to co muszę by wrócił do nas stary Neymar,ten którego wszyscy kochają. Zrobię wszystko by zobaczyć jego uśmiech,uśmiech który znaczył dla mnie nadzieję. Po rozmowie z Anto oczywiście usiadłyśmy przy jednym stole i zaczęłyśmy dawno nie odrabiane pogaduchy. Ludzi wciąż było dużo ale to co było między nami było niewidoczne dla innych.
-to opowiedz jak ci tu było przez ten czas-zaczęła kobieta rozglądając się po sali-Thiago często no wiesz....wspominał ciebie i zabawki które ma bardzo je lubił i często mówił o tobie-uśmiechnęła się przez łzy Argentynka. Złapał ją za dłoń wzdychając na same mówienie o tym
-odkąd tutaj przyjechałam a właściwie to Tomas mnie przywiózł nic się nie zmieniło-zaśmiałam się bawiąc włosami- no może coś zmieniłam-dodałam z uśmiechem wskazując na włosy. Argentynce błysnęły tęczówki
-Fernando nigdy nie zawodzi-szepnęłam jej na ucho-nigdy bym się nie odważyła zmienić czegokolwiek ale dopadł mnie strach że jeśli wciąż będę taka sama wszyscy mnie rozpoznają i ponownie zrobi się szum,udałam się do fryzjera i gdy tylko ponownie przyszłam do pracy to nikt mnie nie poznał,nawet Kun gdy tu był-powiedziałam z kawałkiem truskawki w ustach. Argentynka przysunęła bliżej kosz z owocami następnie też biorąc truskawkę
-Anto ja wiem że to co było powinno już mnie nie obchodzić ale czy on...Neymar jak on to przeżył?-spytałam zniżajac ton prawie do szeptu
-ja nie wiele wiem,także byłam w niezłym amoku przez twój wyjazd-powiedziała-Leo jako jedyny umiał normalnie funkcjonować i podnieść nas wszystkich na duchu a uwierz mi to było jak szukanie igły w stogu siana-pokręciła w niedowierzaniu głową. Jadłyśmy równocześnie ten sam owoc czując przypływ emocji a także wspomnień-to było niewykonalne ale Leo jednak tego dokonał,to było naprawdę niesamowite,potrafił przemówić całej drużynie że mają ruszyć dalej i ponownie sprawić że by byli drużyną ,to co Leo zrobił dla mnie przerosło moje wyobrażenia,każdy dzień wolny albo chwilę jaką miał poświęcał mi,bym wyszła z doła i wróciła uśmiechnięta,bym przestała się zamartwiać i użalać nad twoją stratą a także bym się nie obarczała....-urwała patrząc na mnie-bym nie obarczała się o to że wyjechałaś bez słowa. Argentynka była do tego zdolna...To naprawdę ją skrzywdziło a ja nie miałam pojęcia. Świetna ze mnie przyjaciółka
-przepraszam Anto ja...ja na początku chciałam to wszystko rzucić odciąć się na jakiś czas ale nie planowałam kompletnie was porzucić nie mogłabym..jesteście dla mnie rodziną,czymś bez czego nie mogę żyć-dodałam ocierając łzę. Kobieta objęła mnie ramieniem nagle próbując rozśmieszyć
-Jesteś tu a to najważniejsze,ja gdy usłyszałam o pomyśle Leo z urodzinami nie byłam za tym ale w końcu wiedziałam że dla niego to wiele znaczy,on zrobił dla mnie wszystko wiec ja chociaż tak mu się odwdzięczyłam i nigdy nie spłacę tego że przywrócił mi ciebie-powiedziała złamanym głosem. Tuż po tych słowach u naszych stop pojawił się syn Argentyńskiej pary. Najsłodszy chłopak na Ziemi
-mówiłem że tak będzie!-pisnął chłopiec-mama się uśmiecha a ciocia ponownie rozmawia z mamą-wzruszył ramionami-Milan mówi że także za tobą tęsknił ale z początku cię nie poznał-powiedział nachylając się w moją stronę. To oznaczało jedno...Shaki i Gerard....
-nie wiedzą-dodała cicho Anto-ale dowiedzą się za parę godzin jak mniemam-dodała opierając się o moje plecy wprawiając mnie w chichot. Synek kobiety poleciał do grupki przyjaciół a my dalej rozmawiałyśmy o tym co nas ominęło.
-nic się nie zmieniłaś Celia-powiedziała na sam koniec-czyli umiesz tak samo wymiatać na parkiecie i w tym momencie idziesz ze mną tam-złapała moją głowę i obróciła w stronę sceny- i tam pokażesz na co cię stać Montez-poruszyła brwiami biorąc mnie pod rękę. Ta kobieta oszalała. A to szaleństwo pokochałam w niej najbardziej. W końcu musiałyśmy się wyszaleć za te dwa lata. Na scenie wraz z przyjaciółką zaczęłyśmy typowo od szalonych gibkich ruchów po sam koniec który wyglądał tragicznie. Bawiłyśmy się ze sobą z parę godzin póki nie zmożyło nas zmęczenie (które i tak najmniej się dawało we znaki tylko dlatego że popijałyśmy na rogach sali) po prostu po kilku godzinach skakania na parkiecie brakowało nam siły w nogach i uznałyśmy że przy stole też będziemy się bawić. Weszłyśmy na krzesła i na nich próbowałyśmy coś robić. Tomas i Andrea robili nam zdjęcia a Leo ratował swojego syna od tego by nie robił tego samego co ciocia i mama. To teraz mały się nasłucha jak to ciocia nie jest.
-kompletnie powariowałyście-dodał roześmiany piłkarz,piłkarz który uczynił jednego wieczoru dwie kobiety najszczęśliwszymi na świecie-złaście albo sam was ściągnę-dodał lekko zdenerwowany-Thiago chciał zrobić to samo w dodatku dziwił się że tata na to pozwolił-złapał się za głowę siadając przy nas. Posłusznie zeszłyśmy ze śmiechem zaczepiając kochającego mężczyznę mojej siostry. W chwili gdy powoli wszyscy się zbierali ujrzałam zmęczonego Brazylijczyka leżącego u góry na stole.
-idź po niego,nie może być sam-powiedzieli mi chórem na co ja obdarzyłam swoim uśmiechem i nie pozostało mi nic innego niż zetknięcie się twarzą w twarz z miłością,miłością która głęboko we mnie tli się od dwóch lat. Dwóch smutnych i ciężkich lat samotności.Weszłam na strefę VIP i zobaczyłam opartego o dwa krzesła napastnika Barcelony. Co się z nim stało? Gdzie jego magia i urok który w sobie miał gdy go zobaczyłam?Zrobiłam krok w jego stronę i wtedy moje domysły się nie sprawdziły. Był idealny. Zadbany i przerażająco pociągający wraz z lekkim zarostem na brodzie. Podniosłam jego twarz i zobaczyłam te same rysy twarzy co dwa lata temu ale twarz wydawała się dojrzalsza i smutna odkąd ostatnio ją widziałam.
-gdybym mogła cofnąć czas...-powiedziałam zamykając oczy i przybliżając swoją twarz do niego. Pocałowałam go w czubek głowy a następnie pomagając mu wstać z miejsca i znosząc go na dół. Nie było z nim problemu gdy tylko nie położył swojej dłoni na moim karku. Drżałam pod jego dotykiem za każdym razem nawet teraz. Nie mogło być inaczej. Gdy zawitałam na dole doprowadziłam go do naszej pary.
-teraz to muszę się zbierać-mruknął pod nosem-dzięki Leo za imprezę ale ja się zbieram-powiedział głośniej i zanim się ruszył o mal się nie obalił.
-nigdzie nie pójdziesz,jest późno a nie pozwolę byś tłukł się po nocy samochodem do domu-powiedział zatrzymując przyjaciela. Nie protestował,nie pisnął ani słówka. Mrugnęłam okiem do Leo i Anto by zrozumieli co chcę zrobić
-dacie mi chwilę bym pochowała wszystko? To zajmie minutę-zerknęłam na dwójkę przyjaciół
-zatrzymamy go tak długo jak się da-mrugnęli do mnie znajomo i dali czas bym mogła poskładać się psychicznie oraz mentalnie. Wpadłam do mojego pokoju i wszystkie ramki ze zdjęciami zgarnęłam do szafy. Wcisnęłam je na sam dół tam gdzie na pewno nie zajrzy w takim stanie. Zajęło mi to dłużej niż chciałam ale nie codziennie ma się okazję dać pokój człowiekowi na którym bardzo mi zależało. To był odruch nie dałabym mu tak po prostu odejść. Pościeliłam łózko i zeszłam na dół. Para przytrzymywała chłopaka przy recepcji zmuszając go do tego by próbował normalnie stać.
-już jestem-powiedziałam otrzepując sukienkę-dajcie go-machnęłam rękami biorąc na swoje barki ramiona bruneta.
-nie będziesz miała przez niego problemów?-spytał Leo
-Nie,wyjaśnię Alexowi jak to było i myślę że objedzie się bez kary-zaśmiałam się-to będzie przyjemność widzieć go od dłuższego czasu-uniosłam swój wzrok na piłkarza
-nie zatrzymujemy cię już dłużej leć-dodała przyjaciółka-ale pożegnać i tak się musisz-szturchnęła swojego ukochanego dodając do tego wszystkiego takiej normalności o której marzyłam od dwóch lat. To więcej niż chciałam a jednak los w tym moim życiu potrafił działać cuda. Cudem było to że mogłam spokojnie powiedzieć że wróciła stara Celia a kolejnym przypadkiem było to że chłopak którego do siebie przygarnęłam wciąż nie zobaczył we mnie dziewczyny z przeszłości. Mówię to bo gdy tylko go wprowadziłam do pokoju zaczął mamrotać potok słów które skłoniły mnie do takich przemyśleń
-Celia....nie odchodź..zostań ze mną tutaj...nie zostawiaj....-dodał cicho po zetknięciu z poduszką. Nachyliłam się ku niemu nasłuchując dalszej części-Ko..Kocham cię i zawsze będę kochał-dodał łapiąc mnie za nadgarstek. Zdawało mi się jakby robił to świadomie....Jakby te słowa nie mówił w krainie snów tylko na jawie....Mącił mi głowię a to był dodatek do dzisiejszego wieczoru. Jak każdy dzień z nim był dla mnie prezentem tak teraz każde jego słowo sprawiało mi miód na serce.
-zawszę bedę przy tobie,zawsze gdy będziesz mnie potrzebował i chciał mojej obecności-szepnęłam-Jesteś moim tlenem i nie wiem jak długo wytrzymam bez ciebie,masz być szczęśliwy-musnęłam jego czoło i policzek-tego chcę najbardziej-twojego szczęścia a wiesz że dotrzymuję słowa-dodałam przymykając oczy bawiąc się jego włosami.
-aksamitne jak zawsze-zaśmiałam się cicho zagryzając wargę
Napastnik odwrócił się w drugą stronę tym samym puszczając moją dłoń. Potrzebowałam go bardziej niż chciałam.Kochałam go bardziej niż sobie wyobrażał. Opuściłam "jego" pokój tym samym upewniając się w tym że stary Neymar gdzieś tam jest tylko bardzo głęboko ukryty. A ja dokonam tego że wróci do nas ten na którego tak długo wszyscy czekają. I byłam pewna że po tym wszystko wróci na swoje miejsce. Przeniosłam swoje cztery litery do pokoju Andrei. Mama nadzieję że nie będzie miała nic przeciwko. Gdy uchyliłam drzwi dojrzałam dwóch śpiących kelnerów przytulonych do siebie. Nie mogłam ich obudzić to by było przestępstwo. Pozostawała mi podłoga w pokoju gdzie spał Brazylijczyk. Zabrałam piżamę z komody i wymknęłam się do łazienki by wziąć szybki prysznic. Nie mogłam także zbytnio hałasować by piłkarz się nie obudził. Weszłam do kabiny i w kilka minut załatwiłam swoje higieniczne sprawy. Cały dzisiejszy dzień ze mnie spłynął i gdy wyszłam z pomieszczenia byłam czysta jak łza,na duszy jak i na ciele. Najgorszy okres w moim życiu minął. Ubrana w za dużą koszulę i krótkie spodenki w misie ujrzałam śpiącego bruneta myślałam że lepszego widoku nie mogłam oglądać. To było coś jak spadająca gwiazda która teraz spała w moim łóżku,w moim pokoju,wróciła do mojego życia na dobre. A ja ze swoich rąk już jej nie wypuszczę. Położyłam się na kocu który wyciągnęłam spod łóżka i rozłożyłam go w niewielkiej odległości od łóżka. Ułożyłam swoją głowę i nie mogłam oprzeć się uczucie ciepła w sercu na samą myśl o chłopaku który słodko spał w moim posłaniu. Śniłam tej nocy o nas dwojgu- i tym razem szczęśliwych. Krain Morfeusza nigdy nie wydawała mi się być tak piękna jak tej nocy. Ranek przyszedł szybciej niż myślałam. Otworzyłam oczy i podniosłam się do pozycji w której mogłam dostrzec łóżko. Puste łóżko
-gdzie on?...-zmarszczyłam brwi widząc zaścielone łóżko. Ubrałam na siebie kapcie i zbiegłam na dół. Przejrzałam inne pokoje ale nigdzie go nie znalazłam. Weszłam do kuchni i tam go zobaczyłam. W samych spodniach od garnitur smażył..naleśniki.Oparty o blat i zabójczo normalny stał tam i przerzucał na patelni ciasto. Jego widok przyprawił mnie o rumieńce jak o szybsze bicie serca. Zamknęłam drzwi i wróciłam do pokoju do swojego posłania. Chwilę po tym piłkarz w samych spodniach zaniósł mnie na łóżko a na szafkę nocną położył naleśniki polane bitą śmietaną i owocami. Nigdy wcześniej nie wiedziałam że umiał je tak zrobić,teraz widziałam że coś jednak poszło na lepsze. Razem z tacką była karteczką z różyczką dołączoną do śniadania"Dziękuję za pokój i mam nadzieję że nie będziesz miała kłopotów przeze mnie oraz że nie robiłem ani nie mówiłem żadnych głupstw w nocy. Śniadanie jest w ramach podziękowań :* Jeszcze raz dziękuję ♥" Gdy doszedł do mnie sens tych słów mój żołądek skoczył fikołka a serce waliło tak mocno że omal nie wypadło z piersi. Proste słowa do "nieznanej" osoby a znaczyły tak wiele. Mimo to wciąż byłam anonimowa w jego podświadomości. Zjadłam naleśniki rozkoszując się każdym kęsem. Było pyszne na sam widok a na samą myśl kto je robił smakowały jeszcze wyborniej. Ten dzień nie mógł zacząć się lepiej.Musiałam się ogarnąć w końcu nastał nowy dzień i los dawał mi kolejną szansę na odnowienie więzi. Ubrałam koszulkę z napisem Barcelona w odcieniach bordo-granatowych dołączając do niej białe spodenki. Założyłam fullcap ten który widniał na misiu na szafce....To była złota czapka Neymara,ta sama którą dostałam od niego. Włosy jak już zostało w tradycji miałam rozpuszczone. Niestety tym razem zaczynałam zmianę od rana a kończyłam po południu. Zeszłam na dół witając się ze wszystkimi. Gdy myślałam że jestem ostatnia tym razem byłam pierwsza.
-ty już tutaj,jaka punktualna-zaśmiał się Al
-jakoś straciłam poczucie czasu -dodałam wzruszając rękami
-masz tu listę zadań zanim mamy trochę spokoju-podał mi papierki przeglądając tablicę ogłoszeń
-mam wolne o 12?-spojrzałam na niego zdziwiona. Od razy wyświetlił mi się obraz treningu wraz z ponownym spotkaniem z przyjaciółmi
-tak a coś nie tak?-uniósł brew-tak masz w planie-dodał obojętnie-chociaż wiem co planujesz,co nie co Leo zdradził wczoraj-dodał tajemniczo
-co ci powiedział?-spytałam wprost
-to że jutro mają trening i mam ci dać wolne godziny byś mogła na niego przyjść-roześmiał się zarządca-spokojnie to niczego nie zmienia
Uśmiechnęłam się szeroko czym prędzej zabierając się do pracy. Tuż przed zmianą odebrałam wibrujący telefon w mojej kieszeni
-czy to panna Montez?-spytał kobiecy głos po drugiej stronie słuchawki
-a czy to pannie Messi nie jest za bardzo do śmiechu?-spytałam wchodząc na schody gdzieś gdzie mogłam spokojnie pogadać
-dzwonię bo stęskniłam się za tobą i chcę się dowiedzieć jak minęła noc-dodała
-Było spokojnie,nie miałam problemów by Neymar zasnął,ale rano..wiesz że zrobił mi śniadanie w ramach podziękowań? Kompletnie mnie zatkało gdy zobaczyłam go w kuchni i to w samych spodniach....-przygryzłam mocniej wargę przypominając sobie bruneta
-i pewnie cię nie poznał?-spytała z ironią w głosie. Ach uprzedzała wszystkie moje myśli
-tak ale to i nawet dobrze-powiedziałam wdychając-to by było za szybko jak na mnie,to byłby szok dla niego i nie wiem czy byśmy wyszli żywi z tego-dodałam do przyjaciółki
-znajdziesz w sobie siłe i jestem pewna że ten dzień nadchodzi wielkimi krokami,bo jeśli ty tego nie powiesz to wiesz że to ja to zrobię tak?-wiecie co? widziałam jej minę którą pewnie strzeliła stojąc przy telefonie
-nie zrobisz tego!-krzyknęłam-nie możesz....Dobrze, gdy znajdę okazję powiem mu ale postanowiłam sobie że uczynię go szczęśliwym i jedno wyklucza drugie Anto,jeśli się dowie to nie będzie tak jak chcę a jeśli zrobię wszystko by wrócił do nas stary Neymar to to spełni wszystkie moje oczekiwania-powiedziałam patrząc na zegarek
- Celia czy ty myślisz że...-zastałam przez chwilę ciszę w słuchawce-widzimy się na treningu?-spytała już całkiem innym tonem niż przed chwilą
-tak,ponownie będe ze swoją rodziną-myślami błądziłam przy ośrodku i osobach które tam będą
-na zawsze ,tym razem już na dobre-dopowiedziała to czego mi zabrakło
-dokładnie,od zawsze na zawsze Anto-dodałam z bananem na ustach
-pogadamy jeszcze późnźniej bo zgaduję że Alex cię będzie szukał-dodała śmiejąc się
-tak dobrze go znasz-zawtórowałam jej śmiechem-lecę papa kochanie-dodałam na sam koniec rozłączając się. Ta rozmowa była dopełnieniem wspaniałego dnia. Wspaniałego dnia z wielu które nadchodziły teraz z uczuciem spokoju i miłości. Miłości która wypełnia całe moje serce i duszę.
***
Mamy 83! No nie wierzę że zdołałam go napisać w tak krótkim czasie! Teraz już nie owijam i czekam na wasze komentarze! Buziaki! :**
**
śsudzi
-die-
-mle
-gdzie on?...-zmarszczyłam brwi widząc zaścielone łóżko. Ubrałam na siebie kapcie i zbiegłam na dół. Przejrzałam inne pokoje ale nigdzie go nie znalazłam. Weszłam do kuchni i tam go zobaczyłam. W samych spodniach od garnitur smażył..naleśniki.Oparty o blat i zabójczo normalny stał tam i przerzucał na patelni ciasto. Jego widok przyprawił mnie o rumieńce jak o szybsze bicie serca. Zamknęłam drzwi i wróciłam do pokoju do swojego posłania. Chwilę po tym piłkarz w samych spodniach zaniósł mnie na łóżko a na szafkę nocną położył naleśniki polane bitą śmietaną i owocami. Nigdy wcześniej nie wiedziałam że umiał je tak zrobić,teraz widziałam że coś jednak poszło na lepsze. Razem z tacką była karteczką z różyczką dołączoną do śniadania"Dziękuję za pokój i mam nadzieję że nie będziesz miała kłopotów przeze mnie oraz że nie robiłem ani nie mówiłem żadnych głupstw w nocy. Śniadanie jest w ramach podziękowań :* Jeszcze raz dziękuję ♥" Gdy doszedł do mnie sens tych słów mój żołądek skoczył fikołka a serce waliło tak mocno że omal nie wypadło z piersi. Proste słowa do "nieznanej" osoby a znaczyły tak wiele. Mimo to wciąż byłam anonimowa w jego podświadomości. Zjadłam naleśniki rozkoszując się każdym kęsem. Było pyszne na sam widok a na samą myśl kto je robił smakowały jeszcze wyborniej. Ten dzień nie mógł zacząć się lepiej.Musiałam się ogarnąć w końcu nastał nowy dzień i los dawał mi kolejną szansę na odnowienie więzi. Ubrałam koszulkę z napisem Barcelona w odcieniach bordo-granatowych dołączając do niej białe spodenki. Założyłam fullcap ten który widniał na misiu na szafce....To była złota czapka Neymara,ta sama którą dostałam od niego. Włosy jak już zostało w tradycji miałam rozpuszczone. Niestety tym razem zaczynałam zmianę od rana a kończyłam po południu. Zeszłam na dół witając się ze wszystkimi. Gdy myślałam że jestem ostatnia tym razem byłam pierwsza.
-ty już tutaj,jaka punktualna-zaśmiał się Al
-jakoś straciłam poczucie czasu -dodałam wzruszając rękami
-masz tu listę zadań zanim mamy trochę spokoju-podał mi papierki przeglądając tablicę ogłoszeń
-mam wolne o 12?-spojrzałam na niego zdziwiona. Od razy wyświetlił mi się obraz treningu wraz z ponownym spotkaniem z przyjaciółmi
-tak a coś nie tak?-uniósł brew-tak masz w planie-dodał obojętnie-chociaż wiem co planujesz,co nie co Leo zdradził wczoraj-dodał tajemniczo
-co ci powiedział?-spytałam wprost
-to że jutro mają trening i mam ci dać wolne godziny byś mogła na niego przyjść-roześmiał się zarządca-spokojnie to niczego nie zmienia
Uśmiechnęłam się szeroko czym prędzej zabierając się do pracy. Tuż przed zmianą odebrałam wibrujący telefon w mojej kieszeni
-czy to panna Montez?-spytał kobiecy głos po drugiej stronie słuchawki
-a czy to pannie Messi nie jest za bardzo do śmiechu?-spytałam wchodząc na schody gdzieś gdzie mogłam spokojnie pogadać
-dzwonię bo stęskniłam się za tobą i chcę się dowiedzieć jak minęła noc-dodała
-Było spokojnie,nie miałam problemów by Neymar zasnął,ale rano..wiesz że zrobił mi śniadanie w ramach podziękowań? Kompletnie mnie zatkało gdy zobaczyłam go w kuchni i to w samych spodniach....-przygryzłam mocniej wargę przypominając sobie bruneta
-i pewnie cię nie poznał?-spytała z ironią w głosie. Ach uprzedzała wszystkie moje myśli
-tak ale to i nawet dobrze-powiedziałam wdychając-to by było za szybko jak na mnie,to byłby szok dla niego i nie wiem czy byśmy wyszli żywi z tego-dodałam do przyjaciółki
-znajdziesz w sobie siłe i jestem pewna że ten dzień nadchodzi wielkimi krokami,bo jeśli ty tego nie powiesz to wiesz że to ja to zrobię tak?-wiecie co? widziałam jej minę którą pewnie strzeliła stojąc przy telefonie
-nie zrobisz tego!-krzyknęłam-nie możesz....Dobrze, gdy znajdę okazję powiem mu ale postanowiłam sobie że uczynię go szczęśliwym i jedno wyklucza drugie Anto,jeśli się dowie to nie będzie tak jak chcę a jeśli zrobię wszystko by wrócił do nas stary Neymar to to spełni wszystkie moje oczekiwania-powiedziałam patrząc na zegarek
- Celia czy ty myślisz że...-zastałam przez chwilę ciszę w słuchawce-widzimy się na treningu?-spytała już całkiem innym tonem niż przed chwilą
-tak,ponownie będe ze swoją rodziną-myślami błądziłam przy ośrodku i osobach które tam będą
-na zawsze ,tym razem już na dobre-dopowiedziała to czego mi zabrakło
-dokładnie,od zawsze na zawsze Anto-dodałam z bananem na ustach
-pogadamy jeszcze późnźniej bo zgaduję że Alex cię będzie szukał-dodała śmiejąc się
-tak dobrze go znasz-zawtórowałam jej śmiechem-lecę papa kochanie-dodałam na sam koniec rozłączając się. Ta rozmowa była dopełnieniem wspaniałego dnia. Wspaniałego dnia z wielu które nadchodziły teraz z uczuciem spokoju i miłości. Miłości która wypełnia całe moje serce i duszę.
***
Mamy 83! No nie wierzę że zdołałam go napisać w tak krótkim czasie! Teraz już nie owijam i czekam na wasze komentarze! Buziaki! :**
**
śsudzi
-die-
-mle
O mamciu😍😍😍 cudny!!😍😍❤ pisz szybciutko następny rodzial! *.*
OdpowiedzUsuńBuziaki kochana!💞
Już się nie mogę doczekać kolejnego :*
OdpowiedzUsuń