Music ♥

niedziela, 10 grudnia 2017

Rozdział 97

"Przestań pieprzyć. Jak mężczyzna kocha kobietę, to o nią walczy. Dostojewski to napisał"

Już jak wyszłam z pokoju chłopka i wróciłam do swojego czułam że mogę wszystko. Jakby niewidzialna siła dawała mi coraz więcej mocy,po skumulowaniu jej przez 3 lata wydawała się silniejsza niż wszystko co posiadałam. Gdy przejrzałam się w lustrze w bluzie ciemnookiego nie wiedziałam czy na pewno chcę ją zdjąć...z jednej strony tak-bo to jego własność i wciąż  nie czuje się do końca Celią a z drugiej była taka jak zawsze,mogłabym chodzić w niej cały dzień. Bez przerwy przypominała mi piękne lato z Brazylijczykiem jak i cudowną katalońską rodzinką. Gdy przymknęłam oczy z całej siły próbując zwalczyć chęć wyznania chłopakowi wszystkiego. Tu nie chodzi o mnie,tu chodzi o niego. On jest ważniejszy,odwdzięczę mu za całą miłość jaką mnie obdarzył oraz za rany które mu zadałam. Nie miałam siły ściągnąć bluzy i gdy wyjełam uniform z szafy założyłam go na nią ledwo się dopinając. 
 -jesteś?!-krzyknął znany głos z głębi korytarza
 -Veronica-ucieszyłam się i szybko wpadłyśmy sobie w ramiona. Ja w tym niedopiętym uniformie musiałam wyglądać komicznie. 
 -co tu robisz?-spytałam śmiejąc się do przyjaciółki. 
 -wpadałam do chłopaków dowiedziałam się że tu są i przyszłam-dodała siadając na moim łóżku
 -to w końcu pospędzamy trochę czasu razem-dodałam siłując się z dopięciem ostatniego guzika przy uniformie
 -długo na to czekałam wiesz?-usłyszałam jej pytanie w chwili gdy ujrzała Brazylijską bluzę prawie zaczęła płakać
 -nie mogę sie dopiąć przez nią-zażartowałam okrywajac się uniformem-jest tak pachnąca i ciepła że aż szkoda mi ją ściągać..
 -to nie ściągaj,chodź w bluzie przecież nie zabronią ci-dodała kładąc swoje dłonie na moich ramionach. Dziewczyna zagwizdała gdy zdjęłam uniform i zostałam w samej bluzie chłopaka
 -zamknij drzwi proszę cię-zaśmiałam się wtulając w miękki materiał. Gdy spojrzałam na dziewczynę od razu moje myśli się zmieniły i powoli zdejmowałam ją z siebie. Nie teraz,to nie czas na mnie lecz brunet ma poczuć że ma po co żyć i odzyskać dawną radość życia.Cząstkę tej radości doświadczyłam wczorajszego wieczoru-co dodało mi nadziei w plany które pragnęłam zrealizować.
 -nie mogę,a jeśli on mnie zobaczy i skojarzy wszystko?-spytałam ze smutnym wzrokiem
 -w czym ma cię poznać? w tej bluzie? żartujesz-parsknęła śmiejąc się głośno. 
Zgromiłam ją wzrokiem i na szary podkoszulek ubrałam czyściutki uniform z plakietką swojego nazwiska.  
 -nie mogę tego nosić patrz-pokazałam na swoje nazwisko-przynosili coś do mojego pokoju wcześniej czy jak? To jest nowe,nie było tego tutaj-dodałam pocierając plakietkę. Nie było mowy bym nosiła uniform z napisanym przeczytaj to z uśmiechem do chłopaka z imieniem N.
 -to pewnie awansowy prezent od Ala-szturchnęła mnie-wiesz podobasz mu się-dodała cicho zagryzając wargę. Odwróciłam się w jej stronę pokazując jej żeby się puknęła w czoło po czym zrzuciłam z siebie unfiorm ponownie ubierając bluzę chłopaka

 -leźy jak ulał-dodał ochrypnięty głos zza mnie. Niemalże podskoczyłam na samą myśl kto to mógł być ale gdy się odwróciłam mogłam odetchnąć z ulgą. To był Raf.
 -czy ty powariowałeś? nie wchodzi sie bez pukania-dodałam śmiejąc się i zmieniając temat
-to twój dzisiejszy strój do pracy?-poruszył brwiami siadając koło mojej przyjaciółki
 -na to wygląda,dostałam nowy uniform spójrz na niego-westchnęłam zajmując miejsce na kolanach chłopaka. Spojrzał na wygrawerowane nazwisko na plakietce i z podziwem pokiwał głową odkładając ubranie
 -niezły co?-spojrzałam na jego wyraz twarzy który mówił"tak ale go nie założysz"
 -i tak go nie założę-dodałam wzdychając
 -czytasz mi w myślach czy jak?-parsknął patrząc na mnie
  -tobie? zawsze braciszku-cmoknęłam jego policzek po czym wtuliłam się w miekką bluzę chłopaka
 -a  ty nie masz czasem treningu o...zaraz?-spytałam zerkając na zegarek
 -owszem mam-dodał śmiejąc się i wstając z łóżka
 -to widzimy się na murawie Montez-rzucił mi znaczące spojrzenie i wyszedł z pokoju
Pożegnał się głupim uśmieszkiem wprawiając mnie w nieopętany śmiech. Rzuciłam się na miekką pościel obok Veronici wpatrując się w zdjęcie stojące na szafce nocnej. Było to zdjęcie z Paryża,gdzie razem z miłością swojego życia świętowałam rozpoczęcie wspólnej drogi. Obiecaliśmy sobie że nikt i nic nas nie rozdzieli gdzie jak sie potem okazało jednak rozdzieliło. Dosyć ciężko było wrócić do szarej rzeczywistości lecz brunet przeżył to o wiele gorzej niż myślałam. Teraz wspominając te chwile serce mi się łamało,nie chciałam nigdy wiecęj to tego wracać ale to jest jak cień w mojej pamięci-to nigdy nie zniknie całkowicie. Podciągnęłam kolana pod brodę powstrzymując drganie warg. 
 -nie miałam już płakać-szlochnęłam pocierając twarz
 - to że płaczesz nie oznacza słabości lecz siłę do zmierzenia się z tym co cię boli-uniosła moją głowę podnosząc na duchu-jesteś najsilniejszą osobą na tym globie uwierz mi że nikt po takim czymś nie miałby śmiałości do zmierzenia się  z rzeczywistością a ty to zrobiłaś i chwała ci za to-uśmiechnęła sie szerzej-ruchy ruchy miłość twojego życia czeka na ciebie-parsknęła przeglądając cię w lustrze.
 -kocham cię-dodałam wstając z łóżka i uwieszając się na niej.
 -co ty byś beze mnie zrobiła-odwróciła w moją stronę poprawiając kołnierz przy mojej bluzie-zginęłabyś na miejscu-roześmiała sie-widzimy się na dole Montez-rzuciła szybko i wyszła z pokoju. Już zrobiłam pierwszy krok i nie mogłam się wycofać. Założyłam na siebie uniform zakrywając swoje nazwisko włosami i tak szybko jak się dało przestałam myśleć o brunecie. Zbiegłam schodami kierując się od razu do kuchni,gdzie na rozpisce miałam pomoc na treningu oraz na salach. Dziś odmiennie byłam zwykłą kelnerką. Pchnęłam drzwi i wpadłam na Tomasa.
 -dzień dobry mała-uśmiechnął się i zeszliśmy z drogi kelnerom przesuwając się na bok
 - hejka naklejka-dodałam rozglądając się za Andreą co Tomas zauważył i wydedukował że coś ze mną nie tak.
 - nie jesteś na treningu z chłopakami?-spytał zakładając ręce na piersi opierając się o blat
Pokręciłam głową spuszczając na chwilę wzrok i siadając na blacie
 -boje się o coś-dodałam  bawiąc się palcami nieustannie przenosząc na coś wzrok. Nie mogłam się skupić,miałam przeczucie że coś jest nie tak i z każdą chwilą to się nasilało ale wolałam tego Tomasowi nie mówić.
 - o co?-spytal łapiąc moje zimne i spocone dłonie w swoje,które były cieplutkie
 - o to że Neymar zobaczy to-dodałam odsłaniając swoje nazwisko na plakietce uniformu. 
Chłopak uchylił usta w kształcie litery "o" na co zaczęłam się jeszcze bardziej stresować. Potarł ją i odsunął się ode mnie zginając w pół. Co on wyrabia?
 - i teraz boisz sie że to zobaczy?-spytał ponownie opanowując śmiech siadając na wolnym blacie. O dziwo nic na nim nie leżało,bo jak ja ostatnio tam siedziałam leżało,i to całkiem coś ciekawego. Ale mniejsza o to.
 -tak boje się że sie wyda zanim w czymkolwiek mu pomogłam-westchnęłam irytując się miłym awansem. Dziwnie to zabrzmiało ale tak jest,teraz ta plakietka może mi wszystko zepsuć.
 -to nie musisz go nosić-dodał patrząc na mnie. Łatwo się mówi komuś kto nie musi się ukrywać. Ukrywanie tego kim się jest przed kimś kto cierpiał z mojego powodu staje sie trudniejsze niż myślałam.
 -właśnie że muszę jako zastępca zarządcy-dodałam zakładając ręce na piersi
 -to mała nie masz wyjścia jak robić wszystko by nie spotkać Neymara w pracy....-dodał patrząc przed siebie. Dostał ode mnie za to mocne ukłucie w żebro
 -no co na żartach sie nie znasz? wiesz o co mi chodzi mała-zerknął na mnie miną zbitego psa
 -nie ta mina Tomas tylko nie ta proszę!-pisnęłąm zakrywając swoje oczy rękami. Oboje zaczęliśmy się śmiać jak dwa świry. Tego mi było trzeba,takiego odstresowania. 
 -Musze ci pogratulować droga pani drogiej plakietki na uniformie i powiedzieć że to wielki zaszczyt z tobą pracować-parsknął zeskakując na podłogę z wysokiego blatu
 -głupi jesteś ale i tak cię kocham-dodałam zeskakując tak jak on z blatu i szybko przytulając się do niego-sama nie wiem co bym bez ciebie ani Andrei zrobiła,dziękuję-szepnęłam czule całując policzek mojego przyjaciela. Chłopak przycisnął mnie do swojego boku i wspólnie poszliśmy na sale gdzie czekały na nas obowiązki. Zajęliśmy się salami do samego popołudnia,w tej samej chwili gdy skończyliśmy przygotowywać sale dla piłkarzy oni właśnie wchodzili przez drzwi hotelu,głośno o czymś dyskutując. Bujną czuprynę Davida Luiza wszędzie bym poznała,i tym razem na coś mi sie przyda.Odeszłam od grupki kelnerów wyczekując aż David zbliży się do drzwi. Co się takiego stało że wnet kłócili się w korytarzu? o co poszło?
 -David..-podeszłam do niego niepewnie bojąc się że jednak to co się ostatnio wydarzyło było tylko moim snem
 -tak? o co chodzi?-spytał chowając telefon do kieszeni i zrzucając słuchawki z uszu podając mi je
 -em..mam małą sprawę albo inaczej pytanie-dodałam stresując się jak cholera
 -co sie dzieje takiego że nie dasz mi zjeść Celia?-parsknął stając przede mną z bananem na ustach
CHWILA CHWILA ON WYPOWIEDZIAŁ MOJE IMIĘ..WŁAŚNIE MOJE?
 -skąd chwila..chwila..skąd znasz moję imię..no chwila.Dani ci powiedział?! a niech go szlag!-tupnęłam nogą zaciskając pięści
 Przysunął się w moja stronę zciszając głos
 -spokojnie Celia,nic nie powiem ale tak, Dani sam się wydał-zaśmiał się drapiąc się po szalonej czuprynie
- i co teraz wszyscy wiedzą?-spytałam patrząc na niego załamana
 -no coś ty,tylko ja i Thiago wiemy oprócz Rafy i Daniego to nikt więcej słowo honoru-złapał za swoje niebiesko-żółto-białe erce na koszulce pokazując mi że mówi prawdę
 -David spokojnie..ugh odeszliśmy od tematu znowu-westchnęłam potrząsając głową-chciałam się dowiedzieć co takiego sie stało w czasie gdy wchodziliście wzburzeni do hotelu,wszyscy was słyszeli...-dodałam chowając dłonie do kieszeni
 -ach...wiesz jak to powiem to była przesada i to lekka-prychnął pod nosem-nie chodzi tu o ciebie ale o kogoś...myślałem że dotrzyma słowa a znowu tego nie zrobił-warknął zaciskając jeszcze mocniej swoje wargi
 - o kogo...?-pytałam choć chyba nie powinnam. Odpowiedź była zawarta w słowach piłkarza.
 - o tego głupka Juniora-dodał patrząc w jeden punkt. Zabolało go to że nie był tym samym człowiekiem i piłkarzem co wcześniej ale najmocniej zabolał go fakt że powoli traci swojego przyjaciela mimo tego że obiecał wrócić.
 -dlaczego nie przyszedł na trening?-spytałam starając się normalnie brzmieć
 - i właśnie dlatego tak było nas słychać,przysłał do trenera tylko głupie przeprosini nie mówiąc nic więcej ale wiesz co było najgorsze?-spojrzał na mnie z wzrokiem który mówił wszystko-że przez ten czas kiedy powinien być na treningu spędził tutaj i pił..znowu pił-warknął ocierając twarz. Zaczęły płynąć łzy po twarzy Davida...to było za dużo
 -że co? znowu pił?-spytałam łamiącym się hiszpańskim
 -właśnie to,dał mi znać Raf gdy go znalazł parę minut temu-dodał uspokajając swój stan
 -nie wierze...wybacz nie...-pokręciłam głową-przecież obiecał że skończył z tym!
 -miał skończyć najwidoczniej nie jest już tym samym człowiekiem niż myślałem choć miał cień nadzei przy tobie-dodał-przy tobie widziałem uśmiechał się szerzej niż oczekiwałem,cieszył się przychodził zdzwonił pisał i  po raz pierwszy od dłuższego zaczął normalnie żartować i funkcjonować więc zdziwiłem się dlaczego nagle to się zmieniło...czekaj stało się coś między wami dziś rano? jakaś kłótnia wymiana zdań?-spytał siadając na bocznej pufie przy stojaku na kwiaty. 
 -nawet rano go nie widziałam,byłam u góry z moją przyjaciółką i Rafą a potem na dole z moim kolegą kelnerem ale to było dawno już jak byliście na treningu...
 -Neymar pisał że sie spóźni bo przysnął więc poczekaliśmy na niego do czasu gdy to wszystko odwołał i napisał że nie przyjedzie-prychnął-szczeniackie zachowanie jak na niego-spuścił głowę odwracając wzrok
  - o której napisał że sie spóźni?-spytałam dochodząc do pewnych wniosków
 -czekaj o...o 11:45 wtedy właśnie mi to przyszło ale myślisz że....
 -David... o tej godzinie siedziałam na dole  z Tomasem...i jeśli on słyszał to co mówiłam to po mnie rozumiesz? po mnie..-dodałam mocno łapiąc się za głowę-jeśli usłyszał prawdę to jestem skończona-dodałam załamanym głosem. To przeze mnie zaczął pić.
 -to nie twoja wina Celia przecież gdyby był na tyle dorosły  by powrócić do życia to by przyjechał zły na trening i klnął pod nosem ile wlezie a nie rzucał się w wir alkoholu-westchnął stając nade mną
 -ale David...wiesz jak to jest..ode mnie się zaczęło-spuściłam głowę-to ja cały czas go ranię,może jednak to zły pomysł z tymi moimi treningami z wami?-żachnęłam nie patrząc w stronę sali,łzy same cisnęły się do oczu gdy pomyślałam nad tym do czego doprowadziłam Neymara
 -nie możesz już się cofnąć Celia,chcesz mu pomóc a to liczy się najbardziej-dodał przyklękając przy mnie-jesteś silną osobą,poradziłaś sobie już z tyloma rzeczami że nie jeden człowiek dawno by się załamał-dodał lekko się uśmiechając
 -dziękuję...am...teraz powinnam do niego iść-dodałam poprawiając uniform-jeszcze to że mam nazwisko przy uniformie utrudnia mi życie-dodałam odgarniając włosy. Chłopak  się uśmiechnął ukazując swoje śnieżnobiałe zęby.
 -no no jaki awans-zaśmiał się odwracając fullcap do tyłu
 -i jaki koszmar by się nie ujawnić-westchnęłam-dobrze dzięki i zmykaj już bo umrzesz mi tu z głodu-zaśmiałam się
 -tak jest-zasalutował i poszedł na salę. Postałam chwilę w korytarzu układając plan działania z brunetem. Wszystko sobie układałam w głowie,tak by móc przeboleć to co zobaczę. Odetchnęłam głęboko i podążyłam schodami do strefy VIP gdzie czekał na mnie jak przeczuwałam jeden z najtrudniejszych momentów w moim życiu. Weszłam schodami nasłuchując przypadkowych rozmów chłopaków. Gdy mnie zobaczyli wstali,zaczęli się nerwowo zachowywać a co najmniej mnie zdziwiło zasłonili Neymara.
 - możecie się przesunąć-dodałam sztucznie uśmiechając się do Jesusa
 -nie ma takiej potrzeby,zgubiła coś pani?-spytał jeden z piłkarzy
 -otóż tak,przyszłam po niejakiego Neymara Juniora mam go odprowadzić do jego kwatery-powiedziałam chcąc między nimi przejść-zróbcie przejście jeśli naprawdę mu na nim zależy-dodałam patrząc wprost na Rafa który siedział tuż przy brunecie. Chłopaki spojrzeli na siebie szybko i rozsunęli się pokazując mi widok leżącego na stole piłkarza.  Podeszłam do niego powoli nie chcąc by usłyszał moje kroki,nie chciałam pytań ani kłótni przy tylu osobach. Zerknęłam na Raf który był znerwicowany cała sytuacją lecz gdy ja przyszłam jakby się rozluźnił.
 -wezmę go-szepnęłam gdy któryś próbował mi pomóc. To ja odpowiadałam za to co się z nim działo i to ja poniosę wszelkie konsekwencje choćby znienawidził mnie za to,to był mój obowiązek jako osoby która kochał swoim połamanym sercem. Złapałam jego dłoń wciągając go na swoje barki. Skierowałam się w stronę zejścia,gdzie czekały na mnie strome i kręte schody.
 -daj mi go,zejdę tylko z nim po schodach dodał Thiago biorąc go za barki i powoli znosząc go na sam dół. Zeszłam za Thiago cały czas trzymając się myśli że brunet nie otworzy oczy i pozwoli mi na spokojnie donieść go do swojego pokoju. 
 -uważaj na niego-szepnął piłkarz uśmiechając się czule-wiem że chcesz dla niego jak najlepiej a on zachowuje się jak dziecko-westchnął
 -po części to moja wina ale postaram się to naprawić-mruknęłam ciszej
 -ty masz  na niego taki dobry wpływ...dawno nie widziałem by był taki szczęśliwy jak na wczorajszym treningu...a teraz..żal na niego patrzeć...no nic,trzymaj go i wierzę że jutro znowu się uśmiechnie-powiedział wchodząc na górę, Wzięłam chłopaka na swoje barki i z całych sił powstrzymywałam się od nachodzących mnie myśli. To nie czas na fantazję..choć od dawna nie byłam tak blisko i brakowało mi tego jak cholera.
-obiecałam wrócić i to zrobiłam choć z lekkim opóźnieniem-zaśmiałam się cicho-i teraz powiedz mi co ty wyprawiasz,obiecałeś mi coś...a ty tego nie dotrzymałeś-dodałam mrucząc pod nosem. Wyjęłam kartę od pokoju i wsunęłam ja z trudem starając się nie zahaczyć o ciało chłopaka. Gdy tylko przekroczyłam próg pokoju chłopak napiął się i próbował samodzielnie ustać lecz marnie mu to wyszło i musiałam pozwolić sobie na jeszcze większą równowagę gdyż musiałam położyć się wraz z nim,wręcz przyciśnięta do jego twarzy. Pachniał whisky i swoimi ultramocnymi perfumami co w połączeniu z moją dziką wyobraźnią równało się z eksplozją. Teraz byłam za blisko i to wszystko na mnie podziałało jak grom z jasnego nieba. Piłkarz nie panował nad swoimi ruchami i mocniej złapał się mnie uniemożliwiając mi opuszczenie go. Próbowałam wyswobodzić się lecz nic to nie dało. Niech go szlag.

 -czemu to zrobiłaś Cel..Celia....dlaczego mnie zostawiłaś i nagle wróciłaś dlaczego....tak długo już czekam...nie mogę bez ciebie żyć...życie jest bez ciebie niczym...wróć do mnie bo ja już dłużej nie potrafię...-mruczał pod nosem wprawiając mnie w oszołomienie. Dlaczego to mówi...dlaczego teraz...?
 -wracaj póki możesz....Celia będę tu czekał,tak jak wyczekiwałem ciebie na początku tak będe teraz i zawsze...kochanie wróć...-dodał dziwnie marszcząc nos i przewracając się na drugą stronę poduszki. Odetchnęłam z ulgą na myśl że nie otworzył oczu. Te słowa przypomniały mi to co zrobiłam..jak bardzo go skrzywdziłam. Nie zdziwiłam  się że nocami wraca do mnie..ja co noc od 3 lat wracam. Tak samo mocno wołam go patrząc w bezchmurne niebo. Nigdy więcej rozłąki,obiecuję ci.Piłkarz puścił moją rękę i przytulił się do poduszki zasypiając chwilę po. To miód na moje oczy widząc tak spokojnie śpiącego piłkarza. Usiadłam na fotelu przy łóżku obserwując dziecko które obudziło się w chłopaku,które cierpiało z miłości ,które teraz ja chciałam jak najszybciej uszczęśliwić. Okryłam się tym co leżało na fotelu chłopaka. Szybko spostrzegłam że jest to jego bluza którą nosił po domu. To była bluza w której po raz pierwszy się spotkaliśmy,wtedy na lotnisku. Nie nie..nie..nie...
 -czy ty masz tylko pachnące bluzy Da Silva-dodałam cicho wtulając twarz  w miękki materiał z całej siły powstrzymując łzy. Ściskałam ja tak mocno i tak długo aż uświadomiłam sobie że muszę wracać do siebie i ochłonąć na spokojnie. To miejsce i te rzeczy powodowały u mnie przypływ emocji w dodatku w każdej chwili Neymar mógł się obudzić.. i wyrzucić mnie z hukiem za to co widział...
 -śpi?-spytał Tomas opierający sie o framugę. Spojrzałam na piłkarza i na palcach zbliżyłam się do przyjaciela
 -tak,przeprawa z nim tutaj to coś..nie do opisania-dodałam drapiąc się po czole
 -coś nie tak? jakieś głębokie przeżycia?-spytał unosząc brwi
 -mruczał pod nosem moje imię...ciągle mnie trzymał za rekę i przed chwilą...przed chwilą mówił do mnie..rozumiesz jakby czul że  Celine to ja Celia-zciszyłam głos zamykając drzwi od pokoju bruneta-myślę że powoli on domyśla się że..że ja to ja-parsknęłam patrząc w oczy chłopaka
 -Celia to może cie nie pocieszy ale pomyśl..jeśli zakochał się także w Celine  to nic nie zmienia,miłość między wami jest najważniejsza i to-pokazał na drzwi-co się wydarzyło wskazuję na dobrą drogę-dodał podnosząc mój podbródek-może nie od razu happy end ale jesteś na najlepszej drodze by to się spełniło,by stary Neymar powrócił,a tak się stanie na pewno-powiedział przytulając mnie do siebie. Objęłam go mocno, z uśmiechem dziękując mu za wszystko.
 -nie musisz,już i tak za wszystko mi dziękujesz-dodał przypominając mi Neymara tymi słowami. A co do niego...
 -zostanę tu w razie czego-szepnęłam ziewając i otulając się ciepłymi widokami śpiącego chłopaka za drzwiami
-dobrze,śpijcie dobrze gołąbeczki-puścił mi oczko i wszedł do swojego pokoju. Uśmiechnęłam się lekko z powrotem pchnęłam drzwi wchodząc do pokoju ujrzałam leżącego piłkarza przy szafie. Podbiegłam do niego,nie wiedząc co tu się stało.
 -co u licha ty tu robisz?-spytał potężny głos Neymara
 -teraz to ci pomagam-dodałam powoli podnosząc go z podłogi. Wciąż nie miał własnej sił więc polegał na mojej,która też nie była zbyt wielka.
 -teraz to cię obchodzę? hipokrytka-prychnął pod nosem nie łapiąc się mojego ramienia i unikając wszelkiego dotyku
 -kładź się..po co wstawałeś z łóżka?-spytałam kładąc go na poprzednie miejsce
 -usłyszałem jakby wołanie..z wewnątrz mnie...miałem wstać i otworzyć drzwi bo tam niby czekała ona...moja Celia-dodał-ale gdy próbowałam wstać o własnych siłach upadłem i nie otworzyłem ich...i przypomniałem sobie coś czego nie chciałem zobaczyć...-dodał-jak sobie romansujesz z kelnerem na moich oczach całując go jak gdyby nigdy nic-warknął odsuwając się ode mnie
 -źle to zrozumiałeś..ja wcale nie romansuje!-dodałam-rozmawiałam z moim przyjacielem na pewien zły temat i on mnie pocieszył a ty od razu musiałeś znowu zacząć pić-prychnęłam-obiecałeś mi coś i oczywiście kochasz łamać obietnice-dodałam zła
 -to pierwsza obietnica którą złamałem jakbyś nie wiedziała-prychnął-ostatnia jaką komuś dałem  od 3 lat...i gdy ja tutaj nie zawiniłem to znowu ja ucierpiałem-westchnął
 - mogłeś od razu nie brać kieliszka w dłoń...to nie wyjście Neymar tłumaczyłam ci...
 -ale to moje ukojenie w momencie gdy was ujrzałem pomyślałem o Celii i odechciało mi się żyć i czegokolwiek robić-dodał załamanym głosem
 -i ja niby jestem twoim lekarstwem?-spytałam nie wierząc w to co mówię. Odwrócił głowę w moją stronę uchwycając kosmyk włosów spadający na czoło
 -jesteś moim złagodzeniem i przekleństwem-wychrypiał zbliżając swoja twarz ku mojej.  Położył swoje dłonie na moją twarz lekko unosząc swoje kąciki w górę.-nie wiem jak to robisz ale w chwili gdy się obudziłem to wyczułem twoją obecność-dodał z pół przymkniętymi oczami. Nie wiedziałam co zrobić,nie moglam się ruszyć. Zbliżał coraz bardziej swoją twarz  i w końcu złączył nasze usta w chwilę po czym odwzajemniałam jego muśnięcie i musnęłam jego usta namiętniej niż oczekiwałam. 
CHYBA OSZALAŁAM w chwili której Neymar całując moje usta wyszeptywał moje imię z takim samym sensem jakby wypowiadał ciche"Celia wróciłaś..." 

**

BUM BUM BUM!

2 komentarze:

  1. Aaaaa!! No, no. Mam nadzieję, że Nay w końcu się ogarnie i rozpozna Celię. Czekam na next ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. No już bliżej odkrycia prawdy być nie można... Czekam z niecierpliwością na next ;-)

    OdpowiedzUsuń