Music ♥

wtorek, 12 kwietnia 2016

Rozdział 11

                                    Na szczęście pracuje się całe życie. A na nieszczęście sekundę

Dopiero po zamknięciu drzwi od pokoju zrozumiałam co stało się na korytarzu. Puknęłam się 100 razy w głowę po tym co pomyślałam sobie o jego uśmiechu. Czy on zawsze taki był? robił jedną minę i ode chciało mi się spać. A gdy tylko ujrzałam swoje łóżko przypomniałam sobie że pragnęłam tylko i wyłącznie snu. A tam pragnęłam tylko jego. Działał tak na wszystkie pewnie i na mnie też działa. Tylko ci.....nic nie wiecie. Otóż usnęłam patrząc na zegarek z godziną 0:00. No super. Nic mi się nie śniło. Jedynie przebłyski meczu  i krzyków na stadionie. Nie wiem co one znaczyły i lepiej się nimi nie przejmować. Co jak co ale w końcu zapadłam w błogi stan z którego już nikt mnie nie wybudzi. Do czasu. Usłyszałam jak ktoś krząta się po pokoju i szuka czegoś. Jakąś niewiadomą siłą otworzyłam oczy i ujrzałam swoją współmieszkankę. Szukała jak mniemałam swojego fullcapa którego wczoraj zostawiła na balkonie. Widzicie nie muszę widzieć by pamiętać gdzie zostawiła swoje rzeczy. Oczywiście będę taka kochana i powiem jej gdzie go znajdzie.
-Tam-pokazałam palcem unosząc go ponad pościel,  z uśmiechem na poranek lepiej rozpoczyna się dzień zasada dobrego wstania prawą nogą ala -Celia Montez.
-Dzięki-dodała widząc swoją czapkę na balkonie
Ja niechętnie usiadłam na swoim łóżku i układałam sobie w głowie co na siebie dzisiaj założyć i z racji tego że później idziemy do Leo. Wybrałam sobie coś wygodnego i ruszyłam do łazienki, gdzie zajęła mi ona ok 30 min. Tak dla odmiany dłużej mogłam się przyszykować. Niekiedy mamy tak że chcemy się ładnie ubrać umalować no wiecie o czym mówię. Ja mam tak dzisiaj nie wiem czemu. Może po wczorajszych słowach Neymara? Tak czy siak dobrze się czułam. Po wyszykowaniu się nałożyłam na siebie beżowego fullcapa i poprawiając włosy w lustrze po czym byłam gotowa. Zeszłam na dół gdzie ujrzałam Marcelę przygotowującą śniadanie w ogrodzie. Przyciągały mnie te piękne zapachy. Daniom Marceli lepiej nie odmawiać ale powiem wam że się nie da ona po prostu gotuje tak że nie odmówisz. No nie odmówisz. Już mi się na żarty zbiera. Oblizałam delikatnie wargi i zaglądnęłam do kuchni gdzie leżały świeże pomarańcze gotowe do wyciśnięcia. Pewnie to Neymara pomysł bo on gdy jedzie na trening musi wypić coś świeżego i pełnego witamin, sok z świeżo wyciśniętych pomarańczy idealnie się do tego nadawał. A właśnie gdzie Neymar? Chwilę postałam i pomyślałam że pewnie śpi bo on nie lubi jak ktoś go budzi. Jednak warto zapytać.
-Neymar już wstał?-spytałam bardziej niepewnie niż stwierdziłam
-oj wstał już, pojechał gdzieś  z samego rana bo miał coś do załatwienia-dodała  zajęta przygotowaniem
Gdy chciałam coś powiedzieć ktoś zasłonił mi oczy. Próbowałam rozpoznać  i wypowiedziałam to z uśmiechem na ustach-Rafa!-stwierdziłam
-Mam babskie dłonie-spytał męski głos
Moje pudło
-Neymar?-spytałam gdy rozpoznałam głos
On odsłonił mi oczy i zobaczyłam go. Wypuściłam powietrze z ust gdy zobaczyłam jak wyglądał z samego rana. Miał biały bezrękawnik  na sobie i czarne krótkie szorty. Przez białą koszulkę było widać dobrze umięśnioną klatkę owszem również jego wszystkie tatuaże i aż pragnęłam ich dotknąć oraz przyznam się wam chciałam być jednym z nich. Od razu wybiłam sobie to z głowy i wróciłam do osoby stojącej przede mną a nie jego tatuaży i własnych pragnień.
-Nie  masz-zaśmiałam się- ale myślałam że tak szybko nie wrócisz GDZIEKOLWIEK byłeś-dodałam
-Tak szybko ode mnie nie uciekniesz-pstryknął mnie w nosek zadziornie i poszedł w stronę kuchni, gdzie Marcela chodziła w tą i we wtą by wszystko było gotowe na czas. Zanim pomyślałam o tym czy aby nie przycisnąć Marceli gdzie o to PAN NEYMAR się podziewał lecz zobaczyłam że osobnik stojący tuż na moim horyzoncie jest bez koszulki i to sobie odpuściłam. Robiłam coś znacznie głupszego, stałam tam i wpatrywałam się w niego jak głupia. Nie zrobiłam kroku póki ktoś mnie nie szturchnął przechodząc koło mnie, była to Rafa. Jakby mnie nie widziała i szła w stronę kuchni, wiecie po co? po sok z pomarańczy który Neymar sobie sam wyciskał teraz. Chwila co? Sam? Sok? Nie no aż przetarłam oczy. Oblizałam usta zrobił mi apetyt na ten sok. Zaśmiałam się pod nosem bo Brazylijska szła jak opętana po ten sok. Zerknęłam w ich stronę i widziałam że Neymarowi nie spodobało się fakt że siostra wypiła sok za niego, tak dobrze czytacie własna siostra przechytrzyła brata. Pokręciłam w niedowierzaniu głową i postanowiłam zawlec swoje 4 litery w ich stronę. Gdy dochodziłam dziewczyna doskoczyła do mnie i przywitała mnie całusem w policzek. Szepnęła mi na ucho w jej stylu że później pogadamy. Ja oczywiście nie wiedziałam o co chodzi i spojrzałam na minę zawiedzionego piłkarza. Zaśmiałam się pod nosem i wzięłam do ręki jedną pomarańcz po czym wycisnęłam z jej  sok i postawiłam przed nosem Brazylijczyka. Gdy zerknęłam na jego minę, zobaczyłam cwaniacki uśmiech. Odwróciłam się na krześle i wyszłam z pomieszczenia. Gdy szłam w stronę ogrodu dogonił mnie brunet. Oczywiście uniosłam brew, bo myślałam że tuż po wypiciu jedzie na trening. On stanął przede mną i wyjął zza pleców pełną szklankę z sokiem z pomarańczy. On jest niemożliwy. Gdy nie mogłam powstrzymać uśmiechu on również pokazał swoje białe zęby w szerokim uśmiechu. Nie wiedziałam co powiedzieć
-Dzięki-zaśmiałam się-nie musiałeś-westchnęłam wesoło i upiłam łyk ze szklanki
Uśmiechnął się po raz drugi że aż sama mi się morda cieszyła. On tak potrafił. Gdy Brunet na chwilę poszedł po coś, wypiłam resztę szklanki i ją umyłam. Marcela będzie miała jeden kłopot mniej. Gdy odwróciłam się przodem do drzwi napotkałam spojrzenie Neymara czekającego z torbą. A no tak trening. Skierowałam nogi w drugą stronę ale piłkarzyna był szybciej i mnie złapał za nadgarstek.
-Gdzie się wybierasz?-spytał z cwaniackim uśmiechem
-po torbę...-liczyłam na to że się nabierze
-otóż zrobiłem to za ciebie, Celia-wystawił mi przed nos moją torbę a w środku pełne wyposażenie od korek po strój....Co on.. grzebał mi w ciuchach? Tak miałam w swojej walizce strój do grania i korki ale gdy zobaczyłam to co oni wyczyniają na boisku schowałam go w głąb walizki.
-Dzięki...-mruknęłam pod nosem-nie musiałeś na serio-rzuciłam w jego stronę
Przeszedł koło mnie bez słowa i wyszedł z domu. Uraziłam go czymś? Zawiesiłam na ramieniu swoją torbę rzuciłam szybkie cześć do Marceli i wyszłam do samochodu. Oczywiście brunet stał oparty o maskę i czekał aż dojdę do niego. Ja z lekkim zdziwieniem stanęłam koło niego. Neymar spojrzał na mnie i zaśmiał się cwaniacko do mnie.
-Wybacz ale nie mogłem tak dłużej-śmiał się jak opętany
-Co to miało być?-prawie krzyknęłam-myślałam że cię obraziłam czy coś...a ty-pokazałam na niego palcem na co on szybko go złapał i zamknął w swojej dłoni
-Chciałem coś zobaczyć i udało mi się-mrugnął okiem i wsiadł do samochodu
Musiałam policzyć do 10
Nadal nie wiedziałam o co mu chodziło. Wsiadłam od strony pasażera i buzowało we mnie jak na Camp Nou po straceniu gola.
-O co ci chodziło?-zapytałam z nutką irytacji
-potwierdziły się moje pewne przypuszczenia-dodał z uśmiechem. Za chwilę go uduszę za ten uśmieszek. Czy on nie mógł tego normalnie okazać? Nie to jest Neymar Jr tego nie ogarniesz. Oj Celia-zaśmiałam się sama z siebie.
-Jakie przypuszczenia?-bardziej mnie to wkurzało
-Już żadne- machnął ręką-za dużo chcesz wiedzieć-rzucił jadąc do ośrodka treningowego
Ja nie odezwałam się przez resztę drogi. Nie podobało mi się to że coś ze mną pogrywa. Tym bardziej że ja byłam świadoma, a on robił to tak że o niczym nie wiedziałam. Normalnie agent 007 się znalazł-parsknęłam w duchu. Da Silva 3:0 dla ciebie. Dojechaliśmy w ciszy. I tak samo wysiedliśmy. Ale znając siebie nienawidziłam takiego czegoś i musiałam to z niego wydusić.
-Będę cię tak długo dusić aż mi nie powiesz-powiedziałam poważnie
-Aż tak ci na tym zależy?-udawał że się krztusi
-robisz to świadomie i pogrywasz w coś co mi się nie podoba!-powiedziałam głośniej
-jeśli chcesz by Dani albo Rafa cię nie przejechali to lepiej chodź-bawiło go to, widziałam po jego oczach
-powiedz no...-mój upór był nieraz do nie zniesienia i najczęściej się to tak kończyło że niepotrzebnie popadałam z kimś kłótnie a ostatnią osobą był cudowny Brazylijczyk. O tak, tego bym długo nie zniosła nie z nim.
-powiem i co?...będziesz się jeszcze bardziej czepiać?-wzruszył ramionami
Ignorował mnie, teraz to go irytowało. Postanowiłam więcej nie pytać, jak nie chce to nie. Doszłam do wejścia na trybuny i nie witając się z żadnym z chłopaków poszłam na trybuny. Usiadłam i zanim się obejrzałam wyszli na murawę. Grał w coś, sprawdzał mnie?. Cały czas o tym myślałam, nie dawało mi to spokoju. Jasne był kimś sławnym i miał prawo do nie mówienia mi wszystkiego ale tu chodziło o mnie! Bawił się w coś a ja byłam tego(nie) świadoma. Obserwowałam ich grę i zdzwione miny czemu  nie siedzę na ławce rezerwowych. Neymar szepnął do nich pewnie o co chodzi a oni jak porażeni zaczęli się śmiać. Co w tym takiego śmiesznego? Nic, dla mnie tak właściwie. Zaczęli biegać kółka później rozgrzewka no i gierka. Podzielili się na zespoły i zaczęli grać. Chcąc nie chcąc uwielbiałam oglądać ich grę gdziekolwiek byłam. Nogi aż same mi chodziły by chociaż raz kopnąć do kogoś piłkę. Gdy poczułam lekki bol w boku zobaczyłam śmiejącego się od ucha do ucha Daniego. Ten to jednak zawsze umiał mnie zaskoczyć.
-Idziesz zagrać zbieraj się-dodał z wielkim jak słońce uśmiechem. Następny.
-Ale że teraz?-stwierdziłam bardziej niż spytałam
-A kiedy? za 100 lat?-zaśmiał się- czekamy-rzucił i wrócił do zgrai tych piłkarzy. Za dobrych piłkarzy. Sięgnęłam po torbę i poleciałam szybko się przebrać. Tak się spieszyłam nawet nie zauważając że jestem w szatni chłopaków. Przebrałam się szybko, wkładając korki i ochraniacze-tak na wszelki wypadek-dodałam patrząc na siebie. Wyglądałam schludnie, tak jak przystało na dziewczynę przebierającą się w szatni pełnej męskich ciuchów i zapachów perfum. Przeszło mnie głupie uczucie. Chciałam się tutaj rozpłynąć. Ale tak najintensywniej wiecie gdzie? pod szafką z numerem 11. Kusiło mnie by ją otworzyć i już sięgałam dłonią za klamkę gdy usłyszałam czyjeś chrząknięcie. Gdy szybko się odwróciłam zobaczyłam Leo. Odetchnęłam głośno gdyby to był któryś z rodziny "Brazylijczyków" pewnie by wypaplali to wszystko Neymarowi i by wyszło to tak że chciałam grzebać w jego szafce, co byłoby nieprawdą. Oczywiście ja Celia opamiętałam się i ostatnim spojrzeniem w lustro obejrzałam się szybko i wyszłam z szatni. Ta...wyszłam za kilku krotnym powtórzeniem Leo. Kusiła mnie ta szafka oj kusiła. Oczywiście Leo śmiał się gdy mu mówiłam że zapomniałam coś wziąć po czym ciągnął mnie na murawę.  Puścił mnie gdy wszyscy mieli mnie już na "celowniku". Chłopaki zagwizdali po czym zgromiłam ich wzrokiem. Niech sobie nie pozwalają-zaśmiałam się, bo tak naprawdę to mi się podobało wracając do racji że są moimi idolami. Stanęłam swoimi stopami na murawę i poczułam przypływ energii. Czyli już wiem jak oni to mają gdy wchodzą na Camp Nou na świeży trawnik. Zebrałam siły w sobie i próbowałam stłumić szeroki uśmiech
-A więc co gramy?-zapytałam unosząc brew
Oni dopiero się ocknęli
-Tak, wybieracie ty i Neymar-wypchnęli go a ten biedak był zszokowany wyborem jego przyjaciół
Wyglądał jakby o czymś głęboko myślał i był nie obecny. Niech tylko coś im powiedział jak wygadał to wisi, tak powieszę go za coś o czym sam nie wiem, dobre Celia-parsknęłam pod nosem i napotkałam dziwne spojrzenia chłopaków. Machnęłam ręką i stanęłam przed nimi by wybierać. Gdy byłam młodsza marzyłam sobie że zagram kiedyś z jakimś sławnym piłkarzem np.: Lewandowskim albo Krychowiakiem, ale kto by przypuszczał że będę miała do wyboru najlepszą 11 Barcelony, no kto na pewno nie ja. Wracając...
-Claudio-dodałam w stronę Chilijczyka
Oczywiście Neymarowi zostało wziąć Marca, który już się uśmiechał. Co oni mają jakiś dzień szczęścia czy co? To piłkarze Barcelony ich nie ogarniesz-co za głosik!
-Teraz hm....Leo!-ucieszyłam się mocno i pstryknęłam palcami w stronę Argentyńczyka
Teraz nie będzie miał szans, czy wy to czujecie? On przegra.
Wziął Luisa. Dobry ruch-szepnęłam sama do siebie na co kochana 10 się zaśmiała.
-Javi- dodałam z uśmiechem.
To przechodzi na mnie, te ich pozytywne mózgi za dobrze na mnie wpływają. Zdecydowanie za dobrze.
On jak głupi się ze mnie zaśmiał i wziął Gerrarda. Mocny duet-stwierdziłam
Zadam mu ostateczny cios
-Dani!-podskoczyłam niemal i przytuliłam Daniego
Niech wie, że Celia Montez to nie byle kto. 3:1 Da Silva
Pokręcił głową w niedowierzaniu i wybrał następnego
-Andreas-dodał pewnie i wypiął pierś
-Rakitić-powiedziałam i obdarzyłam Chorwata lekkim uśmiechem
-Aleix-powiedział i tu skończyły się drużyny
Zebraliśmy się dookoła siebie i zaczęłam tłumaczyć jak mamy grać. Oczywiście ja ich słuchałam, oni mówili mi jak mam grać i kogo kryć. Przyjęłam wszystko na "klatę" i klasnęłam zachęcająco w dłonie. Piłka poleciała na środek i już nie było odwrotu. Coś we mnie urosło, byłam w Barcelonie grałam z moimi idolami, czułam jak ciepło okrywa moją klatkę -właściwe miejsce-tak to bym ujęła. Teraz to już wiedziałam, boisko to moje jedyne właściwe miejsce na Ziemi.


*****
Mamy 11! Kochani komentujcie i dawajcie po sobie ślad!
Do następnego! :*

2 komentarze:

  1. Bardzo mi się podoba i mam nadzieję, że kolejny rozdział pojawi się bardzo szybko. ;D
    A w wolnej chwili zapraszam do mnie, jeśli będziesz miała oczywiście ochotę. ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. Świetny, z niecierpliwością czekam na kolejny 😄 Tylko o co mogło chodzić Ney'owi ? xD
    Zapraszam do mnie:
    http://du-bist-mein-schicksal.blogspot.com/
    http://why-are-you-avoiding-me.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń