"Spojrzenie mówi to,czego nie są w stanie wypowiedzieć usta"
https://www.youtube.com/watch?v=5RUsJ2LQKes-nuta♥
Zaczęłam działać. Brunet poszedł wziąć prysznic i czym prędzej zapewnił mnie że wróci szybciej niż zdążę mrugnąć. Mrugnęłam a go nie było. Miałam wielką jasność w głowie,wiedziałam co muszę a co powinnam już dawno zrobić. Zrzuciłam z siebie koc i ruszyłam ku najbliższej szafie.Nie wyjmowałam nic,jedynie gapiłam się na nie po raz ostatni wdychając zapach z ubrań Neymara. Zgarnęłam kilka koszul o kilka rozmiarów na mnie za duży i wcisnęłam je w walizkę wraz z resztą moich ubrań. Nie mogłam przestać żyć bez tego zapachu,może nie twarzą w twarz ale poprzez zapach....dzięki niemu wiem że Neymar zawsze będzie dla mnie miłością mojego życia i nic tego nie zmieni. Swoje ubrania w większości zabrałam i spakowałam do jednej walizki tak by piłkarz o niczym się nie dowiedział nie później niż jutro po południu gdzie ja będę już daleko. Daleko od niego z sercem połamanym na milion kawałków. Wielu będzie zadawać mi pytanie Dlaczego? Odpowiedź jest prosta i skomplikowana zarazem. Opuszczam go bo go kocham. Łamię mu serce dla jego dobra jakby to powiedział "naszego" "Nas" już nie ma...Odtąd nie ma mnie w jego życiu. Czas się z tym pogodzić. Brazylijczyk zastał mnie leżącą na łóżku i przełączającą co chwilę kanały w tv. Gdyby ktoś mnie nie znał uznałby to zachowanie za normalne a ten kto zna...no cóż niech lepiej się nie zbliża albo po prostu od razu mnie mocno przytuli. Piłkarz wślizgnął się pod kołdrę obok mnie splatając nasze dłonie w jedno. Uśmiechnęłam się zadziornie odsuwając się,Neymar nie zaprotestował a dalej się przysuwał do granicy łózka z podłogą. Pochylałam się nad przepaścią....Brunet złapał mnie w biodrach przysuwając do siebie. Zbliżyliśmy się do siebie twarzami nie zważając na nic. Dałam ponieść się miłości i złączyłam nasze wargi w namiętnym pocałunku. Piłkarz przesuwał pocałunkami wzdłuż mojej szyi sprawiając że naparłam na niego przyciskając go do łóżka. Neymar cicho zamruczał pogłębiając nasze pieszczoty. Jego dłonie zawędrowały pod moją koszulkę i wchodziły coraz wyżej. Lekko się spięłam na co zareagował automatycznie chłopak
-zapędziłem się....przepraszam skarbie-przesunął opuszkami palców po moim policzku
-nie przestawaj-wyznałam ponownie siadając na nim okrakiem. Chciałam TEGO właśnie TEGO. Muszę mieć pewność że poradzi sobie beze mnie a jednak będę jego.....Ja w pełni świadoma tego co robię zdjęłam swoją koszulkę i rzuciłam ją gdzieś daleko. Miałam na sobie jedną z ulubionych bielizn Neymara. Jego oczy płonęły z podniecenia miłością. Dawał mi tak wiele jedynie tak mogłam się odpłacić. ZAWSZE BĘDĘ JEGO. Zawładnął moimi myślami i sercem. Ciało od zawsze należało do niego, to była kwestia czasu nim ulegnę mu kompletnie. To był ten moment. Całowaliśmy się długo i namiętnie nie wiedząc co to czas i miejsce. Pochłonęło nas uczucie tak wielkie że oboje nie mogliśmy bez siebie żyć.Tylko wspólnie wiedzieliśmy jak się oddycha,dopełnialiśmy się jak ogień i woda to nie są przeciwieństwa w naszym przypadku. Przyciągamy się jak magnesy. Jego miłość sprawiła że ponownie uwierzyłam w siłę tego uczucia,ponownie wiem co to jest życie i jak można się nim cieszyć.Jeden jedyny uśmiech sprawił że ze durnego dnia poprawiał mi humor. Tak po prostu jeden gest dodawał mi sił do walki o to życie, o przygodę wraz z miłością która się we mnie narodziła. Cała noc minęłam nam na udowadnianiu jak bardzo jeden kocha drugiego i odwrotnie. Byłam spełniona od małych palców po końcówki włosów. Nim się obejrzałam wstało słońce. Moje najpiękniejsze chwile minęły choć ta noc na zawsze pozostanie w moim sercu i myślach. To był mój dożywotni dowód miłości,a także wiekopomne wspomnienie które przywołuje mi na twarz uśmiech i łzy . Nic piękniejszego nie mogło mnie spotkać niż widok śpiącego piłkarza wtulonego w poduszkę gdzie chwile temu leżałam całkiem oddana i szczęśliwa. Pstryknęłam mu kilka słodkich zdjęć upamiętniając ten nieziemski widok. Nie mogły mnie ominąć wiadomości od moich cwelów. Przy każdym próbowałam nie wybuchnąć śmiechem będąc jeszcze w pokoju. Zniosłam walizkę na dół. Tu kończył się mój zakres bezpieczeństwa psychicznego. Co dalej będzie? Czy to koniec nas? Czy dobrze robię?? Czy będzie szczęśliwy beze mnie? Czy mnie znienawidzi za to?.Miałam milion pytań a żadne bez odpowiedzi. Uchyliłam drzwi na moment wkładając na tacę ze śniadaniem białą różę nie budząc go zamknęłam je za sobą tak szybko jak tylko je otworzyłam. Zamknięciem drzwi zamknęłam również połamałam swoje serce na tyle kawałków ile ma filiżanka z porcelany. Chociaż jego ma być całe..jego życie jest moim życiem jego szczęście jest moim szczęściem.
-Wybacz mi kochanie-szepnęłam sama do siebie połykając łzy-robię to dla twojego dobra-spojrzałam na uchylone okno na tarasie i wpakowałam walizkę do taksówki. Zostawiłam mu mały prezent dziękując za wszystko. Kochałam go tak bardzo że wymagało to poświęceń i w tym bardzo bolesnego rozstania. Odjeżdżając z pod posiadłości Kanadyjczyka nie sądziłam że powrót będzie tak bolesny. Spuściłam głowę w dół wiedząc że nie ma już odwrotu. Zamknęłam ten rozdział raz na zawsze.
-Celi Montez już nigdy nie zobaczycie w życiu młodego Brazylijczyka-mruknęłam sama do siebie widząc okładki gazet. Dopuściłam się czegoś haniebnego i to ja ponosiłam tego konsekwencje. Neymar da Silva Santos Jr miłość mojego życia ma być szczęśliwy. Taksówka zawiozła mnie na lotnisko. Miałam lot do Polski na godzinę 8 a była 7:40 więc miałam trochę czasu dla siebie. Usiadłam na poczekalni. Ciekły mi łzy po twarzy nie zważając na to że wszyscy się na mnie gapią. Musiałam to z siebie wyrzucić,przestać płakać nad rozlanym mlekiem. Co się stało to się nie odstanie. Nie napiszę listu bo ty by były tylko słowa a słowami nie da się opisać tego co teraz czuje, jak bardzo musiałabym go przepraszać za to co zrobiłam...Nie chce o tym myśleć jak bardzo go zranię ale chce mieć świadomość że nie ucierpi na tym on sam. Wiedziałam i czułam że da radę,że gdy wróci z wakacji będzie szczęśliwy jak zawsze,Anto Shak Veronica Rafaella i chłopaki o to zadbają. A jeśli chodzi o nich.....nie ucieknę od telefonów i wiecznych wiadomości czekających na odpowiedź mimo to mam jakąś czasową przewagę. Nigdy wcześniej nie czułam się gorzej niż teraz,gardziłam sobą,nie znosiłam myśli że łamię serce Anto. Jestem najgorszą przyjaciółką na świecie,i nic nie mam na swoje usprawiedliwienie-tak to byłby dobry tytuł na książkę.Odblokowałam telefon i już miałam wdusić numer Anto gdy na wyświetlaczu pojawiła mi się twarz mamy. Rodzice jeszcze tego brakowało.
-co ty sobie wyobrażasz w tej Barcelonie?!-od razu wiedziałam co każą mi zrobić. Nie musieli sama już to robię
-daliśmy ci dodatkowe pięć dni a ty tak nam się odpłacasz?!-dalej krzyczała mama a tata pewnie chodził po domu także zmartwiony i wkurzony zarazem-jak mogłaś tak się zachować i uwieść tego...jak mu tam Neymara!-wrzasnęła-wracasz do domu i to natychmiast i pożegnaj się ze wszystkimi bo więcej ich nie zobaczysz-zaśmiała się sarkastycznie mama-wracaj póki nie złapią cię paparazzi pod domem tego piłkarzyny...-westchnęła mama. Dalej jej słuchałam wiedząc że jestem nieodpowiedzialna i zachowuje się jak gwiazda zgadzając się na wszystko co powie ten piłkarz. Gdyby mama wiedziała jaki jest naprawdę...I jak wiele zmieniło się przez te 20 dni. Byłam inną osobą,byłam kobietą. Po rozmowie z mamą do słuchawki wszedł tata.
-jak się czujesz córeczko?-spytał najmilej jak umiał
-dobrze tato-pociągnęłam nosem- wracam do was-powiedziałam powstrzymując szloch
- och córeczko....-westchnął-dobrze że wracasz bo nieźle się wszystko skomplikowało tam u ciebie prawda?-tata wiedział jak zadać mi cios prosto w brzuch. Mruknęłam ciche tak i szybko pożegnałam się z tatą nie mogąc opanować płynących łez. Na domiar łez następny telefon wykonał do mnie Leo. Pojawił mi się na wyświetlaczu gdy odłożyłam słuchawkę z napisem "Rodzice". Odrzucałam każde bądź wcale nie odbierałam. Nie miałam sił,nie tylko nie on. On będzie musiał wspierać Anto w chwili gdy wszyscy dowiedzą się że zniknęłam.To takie okropne jak rana na sercu,jak blizna do nie usunięcia. Telefon mi zabrzęczał w chwili gdy ogłoszono odlot. Wybrałam się w stronę przedziału numer 7 i szybko znalazłam się na pokładzie powietrznego ptaka. Pojawiała się jedna za drugą. Każda od Leo,każda coraz bardziej mnie dobijała. Dobijał mnie fakt że te wiadomości były o tym że już lecą na Dominikanę i nie mogą się doczekać spotkania ze mną.
-taa fajnie to słyszeć po stu wiadomościach-powiedziałam to z takim smutkiem że sama siebie nie poznawałam. Nie odbierałam telefonów nie odpisywałam na sms po prostu musiałam zapomnieć. JAK DO CHOLERY MAM ZAPOMNIEĆ O LUDZIACH KTÓRZY WYWOŁUJĄ U MNIE TAKIE EMOCJE?-krzyczała moja podświadomość,ten człowiek który tam siedzi ma 100 % racji.
Pojawiło mi się zdjęcie na stronie hiszpańskiej gazety z ciekawym podpisem"Rodzina Messich widziana dziś po południu na wyspie Dominikanie. Byli uśmiechnięci i kogoś poszukiwali zapewne uciekającej Celi Montez widzianej dzisiaj na lotnisku w Kalifornii...." Opisywali także że moi rodzice są wpływowi itd ale najbardziej obchodził mnie fakt że ani słowa nie napisali o Neyu....i dobrze przynajmniej to jedna dobra wiadomość w tym dniu. Przychodziły mi także powiadomienia od Veronici. Ona...ona powinna wiedzieć...ona nie da mi życ tak jak reszta i tak jak reszta znienawidzi mnie na dobre. "Idealna przyjaciółka"-tak nazwała mnie przed wylotem Anto a także "siostrą od innej matki" i wiele innych słodkich pseudonimów. Nie uznawała kłamstw i łgarstwa choć razem z nią łgałyśmy jak z nut przy chłopakach. Jest dla mnie jak starsza siostra i nigdy ale to przenigdy nie chcę by ktoś ją skrzywdził, Leo kocha ją nad życie i wiem że on także dowie się wszystkiego pierwszy od bruneta.I to on będzie osobą która postawi mnie na ziemi tylko po to by się ze mną spotkać. I to on będzie tym który jako jedyny dowie się jaka jest prawda,+Anto bez której długo nie pożyję i bez której nie umiem żyć. Zabijcie mnie za to ale odebrałam telefon.
-no hejcia już lecimy do was skarbie-zaczęło prosto z mostu Argentynka-nawet nie wiesz jak długo na to czekałam-pisnęła mi do telefonu-a ciocia tam jest mamo?-usłyszałam słodki głosik Thiago. Kąciki moich ust lekko układały się w uśmiech. Ocierałam łzy tak szybko jak się dało. OKŁAMUJĘ SWOJĄ PRZYJACIÓŁKĘ....TAK TO JEST KARALNE PROSIMY Z NAMI....-tak by mogło być a nie jest. Mimo to dalej rozmawiałam z kobietą z szalonymi pomysłami.
-mamy pomysł nurkowania i wszyscy się zgodzili i pytam się ciebie jako ostatniej,zgadzasz się?
- no..jasne-dodałam pewna siebie,założyłam słuchawki na uszy mogąc z nią wygodniej rozmawiać.
-to jak ci zleciały te kilka dni z Neymarem?-spytała wciąż z bananem na ustach. To normalne że jej nie widziałam to przeczuwałam ze w tej chwili tak właśnie się uśmiecha. Jesteśmy w końcu siostrami.
-Dobrze,bardzo dobrze-dodałam kładąc głowę na siedzeniu,nie miałam prawa jej okłamywać a jednak to robię..za jakie grzechy? Anto wybacz mi.
-tylko tyle?-zaśmiała się- nic specjalnego się nie wydarzyło? żadnych niespodzianek?-zadawała te pytania z piskiem-No nie mów! Justin!
-taaak-dodałam mrucząc coś pod nosem-mam karnet na jego wszystkie do końca trasy koncerty-udawany pisk,no ładnie Celia nie ma co.
-co ty mówisz-piszczała do słuchawki-czyli zobaczymy się na jakimś! Nie to że nas zostawisz bez słowa i wyjedziesz ale chodzi mi o...
-tak razem będziemy na nie jechać-westchnęłam,nie umiałam podzielać entuzjazmu Argentynki. Kurde bo coś wyczuje.....
-i się z tego nie cieszysz?-wyczułam w jej głosie lekki zawód
-bardzo się cieszę!-pisnęłam uradowana sztucznymi uczuciami-nie wyobrażam sobie żeby ciebie wraz ze mną na nich nie była-dodałam by utwierdzić siebie i ją w kłamstwie.
-Ciocia-do słuchawki wdarł się najsłodszy maluch na świecie-ciocia baldzo cię kosiam-powiedział cicho
Wargi mi drżały,tylko nie ty Thiago
-cio..cia ciebie też wiesz? i wiesz co jak się zobaczymy to ciocia mocno cię tak przytuli i długo nie puści i wycałuje wszędzie-dodałam połykając łzy i mimo wolnie z uśmiechem na twarzy
-ciocia płaczesz?-wyznał maluch
-nie,cieszę się z twoich słów-na chwile odłożyłam telefon,targały mną wielkie emocje a sam maluch bardzo je wzburzył,taki drobny gest z jego ust a tak wiele dla mnie znaczy
-Thiago-zaczęłam-powiedz mamie że bardzo ją kocham i nigdy nie przestanę dobrze?-pociągnęłam nosem
-mamo ciocia mówi że cię kocha!-krzyknął na cały samolot
-co ty....Ja ciebie też-dodała już swoim głosem przyjaciółka-coś się stało ?-spytała
-Nic tylko bardzo mi ciebie bę...brakuje-dodałam trzymając już palec na czerwonej słuchawce.Jeśli nie wytrzymam muszę się rozłączyć
-przecież się zobaczymy za 2h Celia!-zaśmiała się-ja za tobą też tęsknie z każdą sekundą coraz bardziej-powiedziała czule i troskliwie
Nie no....Mogłabym z nią tak cały dzień, nawet gdy dzieliło nas kilka domów to z Anto dzwoniłyśmy do siebie i gadałyśmy długo o tym co będziemy robić i kiedy jedna odwiedzi drugą. Tak to było i na długo zostanie mi to w pamięci.
-mogłabym tak cały dzień-dodałam- i tym bardziej...-zapędziłam się za daleko
-tym bardziej co?-dociekała Argentynka
-nieważne przygotowujemy coś z Neymarem na wasze przybycie-walnęłam bez namysłu
-nie musicie przecież...widzimy się na dominikanie!!-po raz kolejny starałam się dzielić entuzjazm kobiety.Marnie mi to wychodziło
-pozdrów Leo i wycałuj Mateo ode mnie-zrobiłam z ust dzióbek czując że się rozklejam
To co powiem może być karygodne ale dobrze że wracam bo nie byłabym w stanie spojrzeć im wszystkim w oczy po tym co zrobiłam.
-Leo mówi że im dłużej gadamy tym bardziej głupie pomysły przychodzą nam do głowy-co drugie słowo się śmiała-to normalne kochanie!-odsunęła głos od słuchawki- tak tak, wiem już kończę-mruknęła coś pod nosem i wróciła do mnie
-Mateo wzywa i Leo no wiesz...-powiedziała to takim niskim głosem to sama się zaśmiałam
-moja wariatko leć do niego-dodałam szybko patrząc na godzinę na zegarku 10:30. Długi lot przede mną.
- Wytrzymasz beze mnie jeszcze przed te 2-3h?-spytała skruszona
O wiele dłużej będę musiała wytrzymać.
-jasne,buziaki dla was-powiedziałam czując że oczy mi się zamykają
-Kocham cię Celia i wiem jak dużo to dla ciebie znaczy-dodała na koniec Argentynka-zawsze razem pamiętasz?
-Zawsze..razem pamiętam-po raz ostatni poczułam jak moje serce się łamie
-Moja siostra jest szczęśliwa?-czy tej kobiecie nigdy nie kończą się pytania,nie kończą taka jest prawda
-Jest i będzie jeszcze bardziej z tobą....pasażerowie są proszeni o wyłączenie wszystkich elektronicznych urządzeń-było słychać w słuchawce
-jesteś w samolocie?
-To Neymar się wygłupia...lecę do niego więc kończę a ty do Leo leć bo umrze z tęsknoty-dodałam
-Pa Celia-cmoknęła ustami
-Pa-dodałam zakończając rozmowę- na zawsze będziesz moją siostrą-teraz nie wstrzymywałam łez,musiałam dać im upust w najlepszym momencie. Za kilka godzin mam być w domu. Pytanie było jedno: Które miejsce mogę nazywać domem jeśli całą swoją rodzinę opuściłam? Jedyny dom był razem z nimi więc wraz z opuszczeniem ich straciłam swój dom.
**
Macie następny...no to jest coś na co czekałam baaardzo długo i mam nadzieję ze docenicie mój wkład.! Buziaki napiszcie co sądzicie i czekam na komentarze :*
-zapędziłem się....przepraszam skarbie-przesunął opuszkami palców po moim policzku
-nie przestawaj-wyznałam ponownie siadając na nim okrakiem. Chciałam TEGO właśnie TEGO. Muszę mieć pewność że poradzi sobie beze mnie a jednak będę jego.....Ja w pełni świadoma tego co robię zdjęłam swoją koszulkę i rzuciłam ją gdzieś daleko. Miałam na sobie jedną z ulubionych bielizn Neymara. Jego oczy płonęły z podniecenia miłością. Dawał mi tak wiele jedynie tak mogłam się odpłacić. ZAWSZE BĘDĘ JEGO. Zawładnął moimi myślami i sercem. Ciało od zawsze należało do niego, to była kwestia czasu nim ulegnę mu kompletnie. To był ten moment. Całowaliśmy się długo i namiętnie nie wiedząc co to czas i miejsce. Pochłonęło nas uczucie tak wielkie że oboje nie mogliśmy bez siebie żyć.Tylko wspólnie wiedzieliśmy jak się oddycha,dopełnialiśmy się jak ogień i woda to nie są przeciwieństwa w naszym przypadku. Przyciągamy się jak magnesy. Jego miłość sprawiła że ponownie uwierzyłam w siłę tego uczucia,ponownie wiem co to jest życie i jak można się nim cieszyć.Jeden jedyny uśmiech sprawił że ze durnego dnia poprawiał mi humor. Tak po prostu jeden gest dodawał mi sił do walki o to życie, o przygodę wraz z miłością która się we mnie narodziła. Cała noc minęłam nam na udowadnianiu jak bardzo jeden kocha drugiego i odwrotnie. Byłam spełniona od małych palców po końcówki włosów. Nim się obejrzałam wstało słońce. Moje najpiękniejsze chwile minęły choć ta noc na zawsze pozostanie w moim sercu i myślach. To był mój dożywotni dowód miłości,a także wiekopomne wspomnienie które przywołuje mi na twarz uśmiech i łzy . Nic piękniejszego nie mogło mnie spotkać niż widok śpiącego piłkarza wtulonego w poduszkę gdzie chwile temu leżałam całkiem oddana i szczęśliwa. Pstryknęłam mu kilka słodkich zdjęć upamiętniając ten nieziemski widok. Nie mogły mnie ominąć wiadomości od moich cwelów. Przy każdym próbowałam nie wybuchnąć śmiechem będąc jeszcze w pokoju. Zniosłam walizkę na dół. Tu kończył się mój zakres bezpieczeństwa psychicznego. Co dalej będzie? Czy to koniec nas? Czy dobrze robię?? Czy będzie szczęśliwy beze mnie? Czy mnie znienawidzi za to?.Miałam milion pytań a żadne bez odpowiedzi. Uchyliłam drzwi na moment wkładając na tacę ze śniadaniem białą różę nie budząc go zamknęłam je za sobą tak szybko jak tylko je otworzyłam. Zamknięciem drzwi zamknęłam również połamałam swoje serce na tyle kawałków ile ma filiżanka z porcelany. Chociaż jego ma być całe..jego życie jest moim życiem jego szczęście jest moim szczęściem.
-Wybacz mi kochanie-szepnęłam sama do siebie połykając łzy-robię to dla twojego dobra-spojrzałam na uchylone okno na tarasie i wpakowałam walizkę do taksówki. Zostawiłam mu mały prezent dziękując za wszystko. Kochałam go tak bardzo że wymagało to poświęceń i w tym bardzo bolesnego rozstania. Odjeżdżając z pod posiadłości Kanadyjczyka nie sądziłam że powrót będzie tak bolesny. Spuściłam głowę w dół wiedząc że nie ma już odwrotu. Zamknęłam ten rozdział raz na zawsze.
-Celi Montez już nigdy nie zobaczycie w życiu młodego Brazylijczyka-mruknęłam sama do siebie widząc okładki gazet. Dopuściłam się czegoś haniebnego i to ja ponosiłam tego konsekwencje. Neymar da Silva Santos Jr miłość mojego życia ma być szczęśliwy. Taksówka zawiozła mnie na lotnisko. Miałam lot do Polski na godzinę 8 a była 7:40 więc miałam trochę czasu dla siebie. Usiadłam na poczekalni. Ciekły mi łzy po twarzy nie zważając na to że wszyscy się na mnie gapią. Musiałam to z siebie wyrzucić,przestać płakać nad rozlanym mlekiem. Co się stało to się nie odstanie. Nie napiszę listu bo ty by były tylko słowa a słowami nie da się opisać tego co teraz czuje, jak bardzo musiałabym go przepraszać za to co zrobiłam...Nie chce o tym myśleć jak bardzo go zranię ale chce mieć świadomość że nie ucierpi na tym on sam. Wiedziałam i czułam że da radę,że gdy wróci z wakacji będzie szczęśliwy jak zawsze,Anto Shak Veronica Rafaella i chłopaki o to zadbają. A jeśli chodzi o nich.....nie ucieknę od telefonów i wiecznych wiadomości czekających na odpowiedź mimo to mam jakąś czasową przewagę. Nigdy wcześniej nie czułam się gorzej niż teraz,gardziłam sobą,nie znosiłam myśli że łamię serce Anto. Jestem najgorszą przyjaciółką na świecie,i nic nie mam na swoje usprawiedliwienie-tak to byłby dobry tytuł na książkę.Odblokowałam telefon i już miałam wdusić numer Anto gdy na wyświetlaczu pojawiła mi się twarz mamy. Rodzice jeszcze tego brakowało.
-co ty sobie wyobrażasz w tej Barcelonie?!-od razu wiedziałam co każą mi zrobić. Nie musieli sama już to robię
-daliśmy ci dodatkowe pięć dni a ty tak nam się odpłacasz?!-dalej krzyczała mama a tata pewnie chodził po domu także zmartwiony i wkurzony zarazem-jak mogłaś tak się zachować i uwieść tego...jak mu tam Neymara!-wrzasnęła-wracasz do domu i to natychmiast i pożegnaj się ze wszystkimi bo więcej ich nie zobaczysz-zaśmiała się sarkastycznie mama-wracaj póki nie złapią cię paparazzi pod domem tego piłkarzyny...-westchnęła mama. Dalej jej słuchałam wiedząc że jestem nieodpowiedzialna i zachowuje się jak gwiazda zgadzając się na wszystko co powie ten piłkarz. Gdyby mama wiedziała jaki jest naprawdę...I jak wiele zmieniło się przez te 20 dni. Byłam inną osobą,byłam kobietą. Po rozmowie z mamą do słuchawki wszedł tata.
-jak się czujesz córeczko?-spytał najmilej jak umiał
-dobrze tato-pociągnęłam nosem- wracam do was-powiedziałam powstrzymując szloch
- och córeczko....-westchnął-dobrze że wracasz bo nieźle się wszystko skomplikowało tam u ciebie prawda?-tata wiedział jak zadać mi cios prosto w brzuch. Mruknęłam ciche tak i szybko pożegnałam się z tatą nie mogąc opanować płynących łez. Na domiar łez następny telefon wykonał do mnie Leo. Pojawił mi się na wyświetlaczu gdy odłożyłam słuchawkę z napisem "Rodzice". Odrzucałam każde bądź wcale nie odbierałam. Nie miałam sił,nie tylko nie on. On będzie musiał wspierać Anto w chwili gdy wszyscy dowiedzą się że zniknęłam.To takie okropne jak rana na sercu,jak blizna do nie usunięcia. Telefon mi zabrzęczał w chwili gdy ogłoszono odlot. Wybrałam się w stronę przedziału numer 7 i szybko znalazłam się na pokładzie powietrznego ptaka. Pojawiała się jedna za drugą. Każda od Leo,każda coraz bardziej mnie dobijała. Dobijał mnie fakt że te wiadomości były o tym że już lecą na Dominikanę i nie mogą się doczekać spotkania ze mną.
-taa fajnie to słyszeć po stu wiadomościach-powiedziałam to z takim smutkiem że sama siebie nie poznawałam. Nie odbierałam telefonów nie odpisywałam na sms po prostu musiałam zapomnieć. JAK DO CHOLERY MAM ZAPOMNIEĆ O LUDZIACH KTÓRZY WYWOŁUJĄ U MNIE TAKIE EMOCJE?-krzyczała moja podświadomość,ten człowiek który tam siedzi ma 100 % racji.
Pojawiło mi się zdjęcie na stronie hiszpańskiej gazety z ciekawym podpisem"Rodzina Messich widziana dziś po południu na wyspie Dominikanie. Byli uśmiechnięci i kogoś poszukiwali zapewne uciekającej Celi Montez widzianej dzisiaj na lotnisku w Kalifornii...." Opisywali także że moi rodzice są wpływowi itd ale najbardziej obchodził mnie fakt że ani słowa nie napisali o Neyu....i dobrze przynajmniej to jedna dobra wiadomość w tym dniu. Przychodziły mi także powiadomienia od Veronici. Ona...ona powinna wiedzieć...ona nie da mi życ tak jak reszta i tak jak reszta znienawidzi mnie na dobre. "Idealna przyjaciółka"-tak nazwała mnie przed wylotem Anto a także "siostrą od innej matki" i wiele innych słodkich pseudonimów. Nie uznawała kłamstw i łgarstwa choć razem z nią łgałyśmy jak z nut przy chłopakach. Jest dla mnie jak starsza siostra i nigdy ale to przenigdy nie chcę by ktoś ją skrzywdził, Leo kocha ją nad życie i wiem że on także dowie się wszystkiego pierwszy od bruneta.I to on będzie osobą która postawi mnie na ziemi tylko po to by się ze mną spotkać. I to on będzie tym który jako jedyny dowie się jaka jest prawda,+Anto bez której długo nie pożyję i bez której nie umiem żyć. Zabijcie mnie za to ale odebrałam telefon.
-no hejcia już lecimy do was skarbie-zaczęło prosto z mostu Argentynka-nawet nie wiesz jak długo na to czekałam-pisnęła mi do telefonu-a ciocia tam jest mamo?-usłyszałam słodki głosik Thiago. Kąciki moich ust lekko układały się w uśmiech. Ocierałam łzy tak szybko jak się dało. OKŁAMUJĘ SWOJĄ PRZYJACIÓŁKĘ....TAK TO JEST KARALNE PROSIMY Z NAMI....-tak by mogło być a nie jest. Mimo to dalej rozmawiałam z kobietą z szalonymi pomysłami.
-mamy pomysł nurkowania i wszyscy się zgodzili i pytam się ciebie jako ostatniej,zgadzasz się?
- no..jasne-dodałam pewna siebie,założyłam słuchawki na uszy mogąc z nią wygodniej rozmawiać.
-to jak ci zleciały te kilka dni z Neymarem?-spytała wciąż z bananem na ustach. To normalne że jej nie widziałam to przeczuwałam ze w tej chwili tak właśnie się uśmiecha. Jesteśmy w końcu siostrami.
-Dobrze,bardzo dobrze-dodałam kładąc głowę na siedzeniu,nie miałam prawa jej okłamywać a jednak to robię..za jakie grzechy? Anto wybacz mi.
-tylko tyle?-zaśmiała się- nic specjalnego się nie wydarzyło? żadnych niespodzianek?-zadawała te pytania z piskiem-No nie mów! Justin!
-taaak-dodałam mrucząc coś pod nosem-mam karnet na jego wszystkie do końca trasy koncerty-udawany pisk,no ładnie Celia nie ma co.
-co ty mówisz-piszczała do słuchawki-czyli zobaczymy się na jakimś! Nie to że nas zostawisz bez słowa i wyjedziesz ale chodzi mi o...
-tak razem będziemy na nie jechać-westchnęłam,nie umiałam podzielać entuzjazmu Argentynki. Kurde bo coś wyczuje.....
-i się z tego nie cieszysz?-wyczułam w jej głosie lekki zawód
-bardzo się cieszę!-pisnęłam uradowana sztucznymi uczuciami-nie wyobrażam sobie żeby ciebie wraz ze mną na nich nie była-dodałam by utwierdzić siebie i ją w kłamstwie.
-Ciocia-do słuchawki wdarł się najsłodszy maluch na świecie-ciocia baldzo cię kosiam-powiedział cicho
Wargi mi drżały,tylko nie ty Thiago
-cio..cia ciebie też wiesz? i wiesz co jak się zobaczymy to ciocia mocno cię tak przytuli i długo nie puści i wycałuje wszędzie-dodałam połykając łzy i mimo wolnie z uśmiechem na twarzy
-ciocia płaczesz?-wyznał maluch
-nie,cieszę się z twoich słów-na chwile odłożyłam telefon,targały mną wielkie emocje a sam maluch bardzo je wzburzył,taki drobny gest z jego ust a tak wiele dla mnie znaczy
-Thiago-zaczęłam-powiedz mamie że bardzo ją kocham i nigdy nie przestanę dobrze?-pociągnęłam nosem
-mamo ciocia mówi że cię kocha!-krzyknął na cały samolot
-co ty....Ja ciebie też-dodała już swoim głosem przyjaciółka-coś się stało ?-spytała
-Nic tylko bardzo mi ciebie bę...brakuje-dodałam trzymając już palec na czerwonej słuchawce.Jeśli nie wytrzymam muszę się rozłączyć
-przecież się zobaczymy za 2h Celia!-zaśmiała się-ja za tobą też tęsknie z każdą sekundą coraz bardziej-powiedziała czule i troskliwie
Nie no....Mogłabym z nią tak cały dzień, nawet gdy dzieliło nas kilka domów to z Anto dzwoniłyśmy do siebie i gadałyśmy długo o tym co będziemy robić i kiedy jedna odwiedzi drugą. Tak to było i na długo zostanie mi to w pamięci.
-mogłabym tak cały dzień-dodałam- i tym bardziej...-zapędziłam się za daleko
-tym bardziej co?-dociekała Argentynka
-nieważne przygotowujemy coś z Neymarem na wasze przybycie-walnęłam bez namysłu
-nie musicie przecież...widzimy się na dominikanie!!-po raz kolejny starałam się dzielić entuzjazm kobiety.Marnie mi to wychodziło
-pozdrów Leo i wycałuj Mateo ode mnie-zrobiłam z ust dzióbek czując że się rozklejam
To co powiem może być karygodne ale dobrze że wracam bo nie byłabym w stanie spojrzeć im wszystkim w oczy po tym co zrobiłam.
-Leo mówi że im dłużej gadamy tym bardziej głupie pomysły przychodzą nam do głowy-co drugie słowo się śmiała-to normalne kochanie!-odsunęła głos od słuchawki- tak tak, wiem już kończę-mruknęła coś pod nosem i wróciła do mnie
-Mateo wzywa i Leo no wiesz...-powiedziała to takim niskim głosem to sama się zaśmiałam
-moja wariatko leć do niego-dodałam szybko patrząc na godzinę na zegarku 10:30. Długi lot przede mną.
- Wytrzymasz beze mnie jeszcze przed te 2-3h?-spytała skruszona
O wiele dłużej będę musiała wytrzymać.
-jasne,buziaki dla was-powiedziałam czując że oczy mi się zamykają
-Kocham cię Celia i wiem jak dużo to dla ciebie znaczy-dodała na koniec Argentynka-zawsze razem pamiętasz?
-Zawsze..razem pamiętam-po raz ostatni poczułam jak moje serce się łamie
-Moja siostra jest szczęśliwa?-czy tej kobiecie nigdy nie kończą się pytania,nie kończą taka jest prawda
-Jest i będzie jeszcze bardziej z tobą....pasażerowie są proszeni o wyłączenie wszystkich elektronicznych urządzeń-było słychać w słuchawce
-jesteś w samolocie?
-To Neymar się wygłupia...lecę do niego więc kończę a ty do Leo leć bo umrze z tęsknoty-dodałam
-Pa Celia-cmoknęła ustami
-Pa-dodałam zakończając rozmowę- na zawsze będziesz moją siostrą-teraz nie wstrzymywałam łez,musiałam dać im upust w najlepszym momencie. Za kilka godzin mam być w domu. Pytanie było jedno: Które miejsce mogę nazywać domem jeśli całą swoją rodzinę opuściłam? Jedyny dom był razem z nimi więc wraz z opuszczeniem ich straciłam swój dom.
**
Macie następny...no to jest coś na co czekałam baaardzo długo i mam nadzieję ze docenicie mój wkład.! Buziaki napiszcie co sądzicie i czekam na komentarze :*
Wzruszyłam się pod koniec :'/
OdpowiedzUsuńMożesz mnie informować o nowościach tutaj: http://lilas-word.blogspot.com/p/spam ?
Nwm co napisac...chyba z 5 razy usowałam komentarz bo nie wiedzialam co napisac...zadkalo mnie...mam nadziejee ze nastepny rozdzial bedzie szybko! Prosze informuj mnie tak jak dawniej❤😘 pozdrawiam!😘
OdpowiedzUsuń