" I serce nagle przyśpiesza bicie gdy ktoś wypowie Twoje imię"
W pokoju stał Tomas,omal się nie przewróciłam gdy zobaczyłam go we własnej osobie. Ja byłam w ręczniku na głowie i z mokrym od kapania włosów podkoszulkiem. Otrząsnęłam się i podeszłam do Tomasa
-co ty tu robisz?-spytałam udając jak gdyby nigdy nic. Nie miałam co mu wyjaśniać. To nie jego sprawa...a jednak czułam się podle.
-Byłaś już tutaj?-spytał łapiąc się krzesła. Usiadł i wlepił wzrok w ziemię.
-nie-dodałam podchodząc do szafy.Zerknęłam na miejsce przy stoliku było puste..a to oznaczało....
-kłamiesz i dobrze że się o tym dowiedziałam-powiedział przez zęby-znalazłem twój paszport na biurku-dodał podając mi go-od razu wyczułem że jesteś stąd...wiedziałaś jaka kawę piłem a znają ją tylko mieszkańcy Barcelony w dodatku w paszporcie miałaś zdjęcia-westchnął- zastanawia mnie czemu nie powiedziałaś mi od razu wszystkiego-uciął Hiszpan. Okłamałam go bo nie chciałam by oceniał mnie z tamtej strony. Skończyłam z tamtym życiem
-stwierdziłam że nie powinno to mieć znaczenia-dodałam czując jak fala łez powraca. Chciało mi się płakać sama nie wiem z czego. Dość!
-wczoraj gdy się spotkaliśmy nie wspomniałaś o nich-ciągnął dalej
-Powiedziałam to nie ma znaczenia-powiedziałam głośno i wyraźnie-mogę się ubrać?-spytałam chłodnym tonem
Mruknął coś pod nosem i wyszedł z mojego pokoju. Przytrzymałam się łóżka by nie upaść. Znowu ten ból łamie mnie od środka,znowu moje serce wie że jest połamane. Przebrałam się w miękką za dużą koszulkę i krótkie szare spodenki. Koszulka wciąż pachniała brunetem.....wciąż cholernie ten zapach mnie pociągał. Niestety to jedyne co mi po nim pozostało. Położyłam się do łóżka ze zdjęciem oprawionym w ramce. Zdjęcie zrobiła nam Anto w Paryżu, tuż pod wieżą Eiffla. Mówią że serce nie sługa...to takie prawdziwe w moim przypadku. Nie miałam szczęścia i nigdy nie będę miała. Od początku tak miało być,moje koszmary się sprawdziły ba....pewnie tańczą ze szczęścia gdzieś daleko. Źle że tak spławiłam Tomasa....nie wiedział....a ja tak po prostu dałam mu popalić. Przeproszę go za wszystko i wyjaśnię jak trzeba. Tak to będzie dobry plan. Zaczęłam od nowa i nie mogę się już cofnąć do tego co było. Jak się powiedziała jedno nie można mówić drugiego. Powiedziałam tak i nie powiem już nie. Zaczęłam i nie powiem Stop. Odpłynęłam w krainę gdzie nikt nie miał do mnie wstępu...no może są wyjątki. Śniłam. Śniłam że znajdowałam się na bezludnej wyspie gdzie nikt mnie nie widział. Rozglądałam się,krzyczałam ale nie było żadnego odzewu. Wołałam nieustannie aż w końcu odezwał się głos. Zbliżyła się do mnie zjawa która okazała się Neymarem. Wlepił we mnie wzrok,jego spojrzenie było pełne nienawiści i pogardy.Widziałam to po nim,widziałam jak bardzo go skrzywdziłam. Wypalał we mnie to co najgorsze. Odegrał się na mnie tak bardo że poczułam na własnej skórze łzy.Jego łzy,płakał wewnętrznie przez co ja odczuwałam to jeszcze bardziej. Moje serce słyszało jak krzyczał i rozdzierał swoją duszę na kawałki. To ja to uczyniłam.
-widzisz co ze mną zrobiłaś?!-krzyknął puszczając mnie ale wciąż nadal na mnie patrzał
Spuściłam wzrok i dając upust łzom.
-Zniszczyłaś mnie!-krzyknął-zniszczyłaś całe moje życie!-krzyczał dalej podchodząc coraz bliżej
-musiałam!-odpowiedziałam-nie mogłam narazić cię na zniszczenie kariery! Uśmiechał się cwaniacko przypierając mnie do drzewa
-nigdy mnie nie kochałaś i nigdy ci tego nie wybaczę-zaśmiał się tym samym dając mi odczucie czegoś złego- wiesz co nawet lepiej że wyjechałaś,znudziłaś mi się i tak bym cię wymienił na inną-prychnął a potem pojawiła się dziewczyna wyglądająca jak bogini. Objęła go mocno i zaczęli się całować. Coraz namiętniej.......
Obudziłam się cała mokra i z krzykiem. Tomas w mig pojawił się przy moich drzwiach. To on zawsze był pierwszy
-Celia co się dzieje?-spytał cicho pukając do drzwi
Wygramoliłam się z łóżka i otworzyłam mu. Wszedł robiąc duże smutne oczy. Złapał za ręke i poprowadził z powrotem pod kołdrę.
-czemu tak krzyczałaś?-dodał cicho wpatrując się we mnie
-miałam koszmar-przetarłam twarz czując że ciśnienie ze mnie zeszło i jest lepiej-przepraszam że cię obudziłam murzynku-zaśmiałam się widząc jego piżamę w czarne plamki,w ciemne ciastka które mama nazywała murzynkami.Tomas zerknął na to z czego zaczęłam się śmiać i sam nie oparł się szerokiemu uśmiechowi. Położył się koło mnie cały czas udając tego murzynka. Otoczył mnie ramieniem i spokojnie mogłam ponownie zasnąć. Ja miałam jeszcze sprawę do wyjaśnienia
-Tomas chciałam cię przeprosić za to że tak na ciebie naskoczyłam-zaczęłam spokojnie, nerwowo przekładając ręce-nie bądź zły-pociągnęłam go za koszulkę czekając na jego reakcję
-no co ty ani na chwilę nie byłem zły na ciebie...tylko zły na niego...-spojrzał na mnie swoimi niebieskimi tęczówkami sprawiając że mimowolnie poprawił mi się humor. Nie wracamy do przeszłości
-chciałeś wiedzieć czemu nic o sobie nie mówię-zaczęłam podnosząc się do pozycji siedzącej
Kiwnął głową. Hiszpan był ciekaw co takiego mam mu do powiedzenia o 4 nad ranem. Współczułam mu że musiał mnie znosić o tej godzinie. Najwidoczniej zasłużyłam na to.
-to bardzo długa historia i nie ma sensu bym ją ci opowiadała ale streszczę wszystko tak byś zrozumiał-machałam rękami by tylko się nie rozpłakać.
-pamiętaj że cię wysłucham i to pozostanie między nami-wyciągnął dłoń i przybiliśmy sobie żółwia na zgodę. Czas zaczynać. Zaczęłam jak najłagodniej się dało.
-to był jeden nie winny moment,jedna chwila a zburzyła całe nasze życie. Bałam się że wszystko spadnie na niego i to będzie koniec jego reputacji, musiałam jakoś działać więc wymyśliłam wyjazd nie mówiąc nikomu o tym co zaszło,nie mówiąc jak bardzo ich oszukam i jak bardzo tym samym krzywdzę jego i siebie.Nie sądziłam że ten wyjazd tak bardzo odbije się na moich uczuciach i wszystkim co znajdowało się w Barcelonie. Spędziłam z nim wiele chwil i cudownych dni-dodałam przypominając sobie, tak jakoś to ze mnie zeszło- To były moje najlepsze dni w życiu,obdarzyłam go tak silnym uczuciem że aż do teraz-złapałam się za miejsce gdzie spoczywało moje narzędzie do kochania-wciąż czuje jak coś mi tak pęka-szlochnęłam cicho i mówiłam dalej- nie mogłam znieść myśli że go stracę a co dopiero wiele milionów ludzi....-ciągnęłam jak najdłużej swoją wypowiedź-to wszystko ten cały powrót i zaczęcie od nowa to dla niego.Dla mnie liczy się tylko on-powiedziałam przytulając się do poduszki-Kocham go tak że aż to boli-wydukałam na koniec. Tak to był koniec. Początek końca.Hiszpan mocno mnie otoczył ramionami nie mówiąc nic co by mnie jeszcze bardziej pogrążyło. Nic kompletnie cisza która huczała mi w głowie .Cisza w której słyszałam krzyk rozdartego serca i połamanej duszy. Usłyszałam zatrzymujące się serce. Coś co nawet nie śniło mi się w najgorszych koszmarach.Nie potrzebowałam snów by wiedzieć że to co było nie wróci. Świadomość mnie dobijała,jak myśl co zrobi ze mną Anto jak się dowie.
-Celia...-dodał z lekką chrypką-jesteś tutaj a to znaczy że wciąż wiesz jaki jest twój cel w życiu-dodał patrząc mi prosto w oczy-nie poddawaj się a wszystko się ułoży-pstryknął mnie słodko w nos i zszedł z łóżka.
-Dziękuję Tomas-po raz pierwszy tak szczerze się uśmiechnęłam. Nie poddam się. Masz to jak w banku. Dla takich dni i ludzi warto żyć.Teraz nie musiałam się budzić by wiedzieć że to co najlepsze dopiero przede mną a nie za. Śniłam tak długo póki dzwonek nie zadzwonił. Pikał niemiłosiernie,spałam dosłownie chwilę a do pokoju wparowała Andrea.
-wstawaj masz pięć minut by się ubrać i ogarnąć przed pracą-powiedziała i wyszła. Tak to takie koleżeńskie. No cóż musiałam wstać i ruszyć z następnym dniem. Ubrałam się po szybkim prysznicu w czarno-biały uniform i zwykłe trampki. Najdłużej zeszło mi z włosami. Nie układały mi się z rana a żadna gumka nie pasowała do upięcia. Jakby niebiosa specjalnie to robiły. Rzuciłam wszystko i zbiegłam na dół robiąc warkocza. Najprościej i najpraktyczniej. Rozwalił mi się w kilku miejscach co dodało jeszcze większej mojej wściekłości. Miałam "busz" na głowie. Naprawdę nie lubiłam takich dni gdy słońce przypiekało w miejscach w 35 stopniach. Moje włosy tak reagują. Bóg wie co powie Alejandro.Dołączyłam do ekipy w kuchni gdzie było rozdanie dzisiejszych zadań. Byłam ostatnia i wydawało mi się że spóźniłam się.
-gdy już wszyscy jesteśmy możemy zaczynać-dodał krótko wychodząc. Dostałam listę z obowiązkami która liczyła kilka godzin po pracy.....
-to za spóźnienie się-szepnął mi gruby męski głos.Wiedziałam już na przyszłość by ustawić sobie budzik na 5 rano. Obejrzałam raz jeszcze listę i widziałam jedną godzinę wolną,cieszyłam się pomimo tego że czeka mnie praca do 22. Tomas zaczepił mnie przy wylocie do kuchni.
-jak zwykle masz dużo wolnego-zaśmiał się
-Nie wiem z czego tak się cieszyć przy takich obowiązkach-mruknęłam pod nosem kilka polskich przekleństw a gdy wróciliśmy do rozmowy Hiszpan śmiał się z mojego wyrazu twarzy
-może i masz ciężej ale jako jedyna masz wstęp do strefy VIP a wchodzi tam tylko jak na razie Alejandro i tata-puścił mi oko brunet i poleciał do pracy. Tomas był recepcjonistą na pierwszej zmianie a później przenosił się na aquapark i sale gier. Ja miałam wciąż główne salę i na koniec strefę VIP. Naprawdę nie pojmowałam co jest w tej strefie takiego fajnego. Zacisnęłam pasek na swoim fartuchu i zaczęłam pracę. Co chwila ktoś coś zamawiał a ja podawałam dalej zamówienia. Tak zleciał mi cały dzień.Na końcu gdy Tomas sprzątał w szatniach aquaparku mogłam odetchnąć. Strefa VIP zaczynała się dopiero o 21 i trwała prawie do północy
-dzisiaj przyjeżdża jakaś gwiazda i oczekujemy tłumów przez co twoja zmiana trwa do końca-przywiesił listę godzin na jutro i odszedł zostawiając mnie z pustym żołądkiem. Usiadłam na blacie kuchennym obserwując wchodzących i wychodzących kelnerów. Powoli kończyli pracę a ja siedziałam i nie wiedziałam co robić. Zapachniało mi paellą i to jeszcze z owocami morza....Pchnęłam drzwi do kuchni i nie myliłam się. Ujrzałam gotującego Rodriga i unoszące się nad nim zapachy. Podeszłam bliżej i gdy się ocknęłam gdzie jestem wisiałam nad jego garnkami.
-widać że tu jest ty ktoś głodny-zaśmiał się w moją stronę
-tak cudownie pachnie-przymknęłam oczy przypominając sobie niesamowite zapachy
-częstuj się-postawił przede mną pełny talerz paelli i dodatków wraz z owocami morza. Oblizałam się na samą myśl jedzenia.
-to dla mnie?-spytałam cicho?
-a dla kogo-zaśmiał się gotujący kucharz. Nic więcej nie potrzebowałam .Zajęłam się pałaszowaniem talerza najszybciej jak się dało. Smakowało tak jak wyglądało. Tak dobrego jedzenia nie jadałam od.....odkąd wyjechałam. Było przepyszne, Muszę podpytać Rodriga by nauczył mnie tak gotować. Po skończonym jedzeniu odstawiłam talerzyk do zlewu szybko go myjąc.
-dziękuję było pyszne-dodałam oblizując się na pożegnanie. Usłyszałam śmiech ojca Tomasa. Zdążyłam się najeść w ciągu 15 min mojej przerwy co znaczyło tyle że za 3...2...1....
-zaczynamy w strefie VIP-chrząknął głośno Alejandro ujawniając swoje miejsce za mną. Przestraszyłam się nie na żarty ale nie dam mu tego poznać. Wzięłam głęboki wdech i wypuściłam szybko nabierając odwagi.
-już nie mogłam się doczekać-dodałam sarkastycznie w stronę kierownika i weszłam na salę. Zakładał się długi wieczór. Z każdą minutą ludzi przybywało i robiło się niezmiernie gorąco. Obsługiwałam gości i zanosiłam zamówienia na kuchnię. Rodrigo za każdym razem rzucał jakiś śmieszny żart i zaczynał wydawać dania. Ja w tym czasie leciałam po następne zamówienia. Było tak póki światła na sali nie zgasły....
-teraz państwem zajmie się nasza gwiazda-dodał przed mikrofonem Alejandro i zniknął za kotarą. Obserwowałam wyjawiającą się zza zasłony postać....o mal ją zobaczyłam ale czyjaś ręka pociągnęła mnie za siebie. Nie zobaczyłam jej niech go szlag.
-wracaj do pracy-dodał poprawiając swój uniform- to nie miejsce na zabawę ani rozrywkę tylko tu się pracuje-rzucił gdzieś w moją stronę jakbym była wiatrem i wszedł do sali z której mnie wyciągnął.Tak tego nie zostawię.Niech cwaniak sobie nie myśli pomimo tego że jest wyżej ode mnie i mogę się wygłupić to muszę wiedzieć kim jest ta gwiazda! Już miałam wchodzić gdy ta gwiazda akurat zakończyła swój występ i miała przerwę 10 min. Czy to jakiś znak? Goście zamawiali desery a ja z wielkim uśmiechem śliniłam się w myślach na sam widok tych cudeniek. Było ich całkiem sporo więc trzymałam je gdzie popadnie. Zaniosłam je kucharzowi i wróciłam na sale. Jednak długo tam nie zostałam bo coś....
-zapytaj się gościom o wino i dodatki-szepnął mi Alejandro
-tak jest-wyciągnęłam notatnik i długopis z Barcy i ruszyłam do gości.
Przeciskałam się miedzy pełnymi stolikami już z ułożoną gadką w głosie. Zaczęłam od końca a skończę na początku. Brawo Ja.
-czy państwo życzyli by sobie wino i dodatki by umilić sobie czas u nas?-spytałam z bananem na twarzy. Jak zawsze grzecznie tak jak uczył mnie tato.
-prosimy czerwone wino-dodała kobieta z nad karty
- i Yerba Mate-mrugnął okiem chłopak o bujnych ciemnych włosach,z kimś go kojarzyłam ale zaprzestałam na zamówieniach
Kiwnęłam głową na pożegnanie i poszłam zanieść to Rodrigo
-czyli moja siostra cię dorwała- zaczął kucharz mrucząc coś pod nosem
-że kto?-spytałam wychylając się przez okienko wydawnicze
- Blondynka ostatni stolik z chłopakiem z ciemnymi włosami....-dodał machając rękami bym zrozumiała. Gdy widział jak kiwałam głową roześmiał się
-pewnie Yerba i wino-mrugnął do mnie okiem na potwierdzenie
- em.. tak-dodałam drapiąc się po czole- to jest mam Alejandra? strasznie jest do niej podobny-dodałam patrząc na pracę kelnerów.
-tak i moja młodsza siostrzyczka-zadzwonił dzwonkiem i byłam gotowa do zaniesienia zamówienia
-Em...Panie Rodrigo kim jest ta tajemnicza gwiazda?-spytałam na odchodne
-Sam nie wiem Alejandro nic mi nie mówił-wzruszył ramionami-Rodrigo a nie Pan-krzyknął śmiejąc się. Ciepły serdeczny człowiek,było to też widać po jego synu. Zaniosłam zamówienie na stolik gdy ogłoszono że gwiazda zabawi dzisiaj dłużej wszystkich gości.Pani Maria Sol uśmiechnęła się do mnie serdecznie i zajęła się piciem Mate.
-czekaj....-dodał jakiś głos
Odwróciłam się i zobaczyłam syna Argentyńskiej kobiety i brata Alexa
-ty jesteś główną?-spytał brunet z jasnym pasemkiem na grzywce
-tak-schowałam notatnik i długopis-w czym mogę pomóc?
-w zasadzie to w niczym ale chciałem poznać zastępczynię brata-zaśmiał się czochrając swoje włosy
-jestem w pracy nie mam czasu wybacz mi...-już miałam odchodzić gdy złapał mnie za nadgarstek- usiądź z nami bo widzę że inaczej nie pogadamy-szepnął po cichu sadzając mnie na wolnym miejscu daleko za stołami w sali.
-to teraz mów jaki jest dla ciebie Al-dodał
-jest dość normalny jak na szefa i dał mi dodatkowe godziny-westchnęłam
-to chyba dobrze....
-nie chodzi o to że gdy wszyscy wyjdą muszę zostać i sprzątać za karę spóźnienia się-powiedziałam podnosząc wzrok na chłopaka. Dostrzegłam jego błękitne tęczówki....były jaśniejsze niż ocean. Ma to nutkę Alejandra w sobie nie powiem.
-tak mój brat w zasadzie nie lubi spóźnialskich ale to przez to że sam taki był-zakrył buzię po wypowiedzeniu tych słów. Zrobił duże oczy i obejrzałam się za siebie. Za nami stał wcześniej wspomniany zarządca kelnerów.
-Noah....-dodał spokojnie
A więc tak się nazywał. Ładnie i pasuje do niego.
-tak Alejandro?-drażnił się z nim zerkając na mnie
-czemu nie siedzisz na swoim miejscu tylko zagadujesz kelnerkę?-uniósł brwi wysoko robiąc minę surowego brata
-ja tylko próbuję uświadomić Celi jaki naprawdę jesteś-roześmiał się gorzko i odszedł ode mnie puszczając mi oko. I za to mi się dostanie
-To był mój młodszy on jest....-spuścił głowę i mówił powolnym tonem
-Jest jak ty-dodałam szepcząc mu na ucho- naśladuje ciebie idealnie Alejandro-zaśmiałam się na koniec gadając sama do siebie. Obserwowałam przez cały czas ruchy Alexa i wywnioskowałam że się cieszy z tego co mu powiedziałam. Przyszedł czas na gwiazdę.Wypatrywałam jej do czasu aż zrezygnowałam i wróciłam do odbierania i podawania posiłków. Noah uśmiechał się do mnie przyjaźnie i zachęcał bym dosiadła się do niego ale ja miałam pracę. Skończyłam z zabawą. NA sam koniec goście zaczęli wychodzić chwaląc obsługę i potrawy. Wywołali Rodriga na sale dziękując mu za przygotowane posiłki. Dostał oklaski i podziękowania od ważnych ludzi w Barcelonie. Kucharz wrócił do mnie po krótkiej przerwie.
-to czas na mnie...-westchnęłam-masz na zapleczu środki do sprzątania i czyszczenia?
-tak na prawo i na samej górze masz czego ci trzeba-dodał zdejmując fartuch i wychodząc z kuchni-Naprawdę nie musiałbyś tego robić-dodał gdzieś jakby do mnie i zniknął mi z oczu. Owszem musiałam Alejandro by mi nie popuścił odmowy pracy. Wzięłam wszystko to co było mi potrzebne i zaczęłam od garderoby gwiazdy. Lekko zapukałam i drzwi o dziwo były otwarte. Nikogo nie było więc zaczęłam sprzątać. Gdy czyściłam lustro do środka weszła osoba a dokładnie kobieta.Nie zwróciłam uwagi jak wygląda tylko zajęłam się obowiązkami. Bawiłam się przy myciu podłogi a później czyszczeniem ubrań. Coś śpiewałam pod nosem albo ruszałam się w dziki sposób. Czułam się świetnie,odrodziłam się w pewnym stopniu. Na koniec zajmowałam się oknami. I tu nie dosięgałam więc wspomogłam się walizką gwiazdy, Gdy skończyłam pozbierałam wszystko i ruszyłam do następnego pomieszczenia. Została mi sala dla dzieci i kuchnia. Gdy ujrzałam sale dla dzieci chyba się pomyliłam bo leżeli tam animatorzy. Szturchnęłam ich ale się nie ruszali
-idźcie do siebie już późno-powiedziałam po cichu do nich. Uśmiechnęli się do mnie i zrobili tak jak mówiłam. Dzieci nie brudzą jak dorośli to był jeden plus. Pozbierałam wszystkie misie klocki i misie i miałam drugie pomieszczenie mniej. Miałam dość ale została mi kuchnia. Gdy chciałam pchnąć wielkie srebrne drzwi usłyszałam głos...bardzo znajmy głos. Przypomniała mi się jedna osoba ale to byłoby niemożliwe..nie teraz.....Gdyby ona wiedziała zabiłaby mnie...a jeśli już wie? I dlatego mnie znalazła? Nie ja po prostu świruję. Raz się żyje co ma być to będzie. Pchnęłam drzwi i stanęłam twarzą w twarz z tą osobą. Jednak myliłam się,była kimś innym niż myślałam
-zgłodniałam-wydukała kobieta
-nie przeszkadzam pani-dodałam szybko
-nie nie,zaczekaj-oblizała palce-czy ja cie gdzieś nie widziałam?-spytała obserwują mnie
-jestem tu kelnerką a obecnie odrabiam karę wiec mi pani wybaczy ale nie-uśmiechnęłam się lekko i zaczęłam sprzątać kuchnię. Ona wzruszyła ramionami i wyszła. Skończyłam szybciej niż myślałam a to mi dało siły by zawlec swoje cztery litery do łóżka. Po schodach słaniałam się jak duch ale dotrwałam do miejsca z napisem 203. O niczym innym jak o śnie nie marzyłam. Po raz pierwszy byłam tak zdrowo zmęczona. Jednak ta kobieta dała mi do myślenia....czy aż tak można by było mnie rozpoznać? Musze zrobić coś by mnie rozpoznali i nawet już wiedziałam co.
***
Misie przychodzę w tą słoneczną niedzielę z nowym rozdziałem! ♥ Mam nadzieje że się wam podoba! ♥ Czekam na opinie♥ Czy domyślacie się kim może być owa osoba?
-no co ty ani na chwilę nie byłem zły na ciebie...tylko zły na niego...-spojrzał na mnie swoimi niebieskimi tęczówkami sprawiając że mimowolnie poprawił mi się humor. Nie wracamy do przeszłości
-chciałeś wiedzieć czemu nic o sobie nie mówię-zaczęłam podnosząc się do pozycji siedzącej
Kiwnął głową. Hiszpan był ciekaw co takiego mam mu do powiedzenia o 4 nad ranem. Współczułam mu że musiał mnie znosić o tej godzinie. Najwidoczniej zasłużyłam na to.
-to bardzo długa historia i nie ma sensu bym ją ci opowiadała ale streszczę wszystko tak byś zrozumiał-machałam rękami by tylko się nie rozpłakać.
-pamiętaj że cię wysłucham i to pozostanie między nami-wyciągnął dłoń i przybiliśmy sobie żółwia na zgodę. Czas zaczynać. Zaczęłam jak najłagodniej się dało.
-to był jeden nie winny moment,jedna chwila a zburzyła całe nasze życie. Bałam się że wszystko spadnie na niego i to będzie koniec jego reputacji, musiałam jakoś działać więc wymyśliłam wyjazd nie mówiąc nikomu o tym co zaszło,nie mówiąc jak bardzo ich oszukam i jak bardzo tym samym krzywdzę jego i siebie.Nie sądziłam że ten wyjazd tak bardzo odbije się na moich uczuciach i wszystkim co znajdowało się w Barcelonie. Spędziłam z nim wiele chwil i cudownych dni-dodałam przypominając sobie, tak jakoś to ze mnie zeszło- To były moje najlepsze dni w życiu,obdarzyłam go tak silnym uczuciem że aż do teraz-złapałam się za miejsce gdzie spoczywało moje narzędzie do kochania-wciąż czuje jak coś mi tak pęka-szlochnęłam cicho i mówiłam dalej- nie mogłam znieść myśli że go stracę a co dopiero wiele milionów ludzi....-ciągnęłam jak najdłużej swoją wypowiedź-to wszystko ten cały powrót i zaczęcie od nowa to dla niego.Dla mnie liczy się tylko on-powiedziałam przytulając się do poduszki-Kocham go tak że aż to boli-wydukałam na koniec. Tak to był koniec. Początek końca.Hiszpan mocno mnie otoczył ramionami nie mówiąc nic co by mnie jeszcze bardziej pogrążyło. Nic kompletnie cisza która huczała mi w głowie .Cisza w której słyszałam krzyk rozdartego serca i połamanej duszy. Usłyszałam zatrzymujące się serce. Coś co nawet nie śniło mi się w najgorszych koszmarach.Nie potrzebowałam snów by wiedzieć że to co było nie wróci. Świadomość mnie dobijała,jak myśl co zrobi ze mną Anto jak się dowie.
-Celia...-dodał z lekką chrypką-jesteś tutaj a to znaczy że wciąż wiesz jaki jest twój cel w życiu-dodał patrząc mi prosto w oczy-nie poddawaj się a wszystko się ułoży-pstryknął mnie słodko w nos i zszedł z łóżka.
-Dziękuję Tomas-po raz pierwszy tak szczerze się uśmiechnęłam. Nie poddam się. Masz to jak w banku. Dla takich dni i ludzi warto żyć.Teraz nie musiałam się budzić by wiedzieć że to co najlepsze dopiero przede mną a nie za. Śniłam tak długo póki dzwonek nie zadzwonił. Pikał niemiłosiernie,spałam dosłownie chwilę a do pokoju wparowała Andrea.
-wstawaj masz pięć minut by się ubrać i ogarnąć przed pracą-powiedziała i wyszła. Tak to takie koleżeńskie. No cóż musiałam wstać i ruszyć z następnym dniem. Ubrałam się po szybkim prysznicu w czarno-biały uniform i zwykłe trampki. Najdłużej zeszło mi z włosami. Nie układały mi się z rana a żadna gumka nie pasowała do upięcia. Jakby niebiosa specjalnie to robiły. Rzuciłam wszystko i zbiegłam na dół robiąc warkocza. Najprościej i najpraktyczniej. Rozwalił mi się w kilku miejscach co dodało jeszcze większej mojej wściekłości. Miałam "busz" na głowie. Naprawdę nie lubiłam takich dni gdy słońce przypiekało w miejscach w 35 stopniach. Moje włosy tak reagują. Bóg wie co powie Alejandro.Dołączyłam do ekipy w kuchni gdzie było rozdanie dzisiejszych zadań. Byłam ostatnia i wydawało mi się że spóźniłam się.
-gdy już wszyscy jesteśmy możemy zaczynać-dodał krótko wychodząc. Dostałam listę z obowiązkami która liczyła kilka godzin po pracy.....
-to za spóźnienie się-szepnął mi gruby męski głos.Wiedziałam już na przyszłość by ustawić sobie budzik na 5 rano. Obejrzałam raz jeszcze listę i widziałam jedną godzinę wolną,cieszyłam się pomimo tego że czeka mnie praca do 22. Tomas zaczepił mnie przy wylocie do kuchni.
-jak zwykle masz dużo wolnego-zaśmiał się
-Nie wiem z czego tak się cieszyć przy takich obowiązkach-mruknęłam pod nosem kilka polskich przekleństw a gdy wróciliśmy do rozmowy Hiszpan śmiał się z mojego wyrazu twarzy
-może i masz ciężej ale jako jedyna masz wstęp do strefy VIP a wchodzi tam tylko jak na razie Alejandro i tata-puścił mi oko brunet i poleciał do pracy. Tomas był recepcjonistą na pierwszej zmianie a później przenosił się na aquapark i sale gier. Ja miałam wciąż główne salę i na koniec strefę VIP. Naprawdę nie pojmowałam co jest w tej strefie takiego fajnego. Zacisnęłam pasek na swoim fartuchu i zaczęłam pracę. Co chwila ktoś coś zamawiał a ja podawałam dalej zamówienia. Tak zleciał mi cały dzień.Na końcu gdy Tomas sprzątał w szatniach aquaparku mogłam odetchnąć. Strefa VIP zaczynała się dopiero o 21 i trwała prawie do północy
-dzisiaj przyjeżdża jakaś gwiazda i oczekujemy tłumów przez co twoja zmiana trwa do końca-przywiesił listę godzin na jutro i odszedł zostawiając mnie z pustym żołądkiem. Usiadłam na blacie kuchennym obserwując wchodzących i wychodzących kelnerów. Powoli kończyli pracę a ja siedziałam i nie wiedziałam co robić. Zapachniało mi paellą i to jeszcze z owocami morza....Pchnęłam drzwi do kuchni i nie myliłam się. Ujrzałam gotującego Rodriga i unoszące się nad nim zapachy. Podeszłam bliżej i gdy się ocknęłam gdzie jestem wisiałam nad jego garnkami.
-widać że tu jest ty ktoś głodny-zaśmiał się w moją stronę
-tak cudownie pachnie-przymknęłam oczy przypominając sobie niesamowite zapachy
-częstuj się-postawił przede mną pełny talerz paelli i dodatków wraz z owocami morza. Oblizałam się na samą myśl jedzenia.
-to dla mnie?-spytałam cicho?
-a dla kogo-zaśmiał się gotujący kucharz. Nic więcej nie potrzebowałam .Zajęłam się pałaszowaniem talerza najszybciej jak się dało. Smakowało tak jak wyglądało. Tak dobrego jedzenia nie jadałam od.....odkąd wyjechałam. Było przepyszne, Muszę podpytać Rodriga by nauczył mnie tak gotować. Po skończonym jedzeniu odstawiłam talerzyk do zlewu szybko go myjąc.
-dziękuję było pyszne-dodałam oblizując się na pożegnanie. Usłyszałam śmiech ojca Tomasa. Zdążyłam się najeść w ciągu 15 min mojej przerwy co znaczyło tyle że za 3...2...1....
-zaczynamy w strefie VIP-chrząknął głośno Alejandro ujawniając swoje miejsce za mną. Przestraszyłam się nie na żarty ale nie dam mu tego poznać. Wzięłam głęboki wdech i wypuściłam szybko nabierając odwagi.
-już nie mogłam się doczekać-dodałam sarkastycznie w stronę kierownika i weszłam na salę. Zakładał się długi wieczór. Z każdą minutą ludzi przybywało i robiło się niezmiernie gorąco. Obsługiwałam gości i zanosiłam zamówienia na kuchnię. Rodrigo za każdym razem rzucał jakiś śmieszny żart i zaczynał wydawać dania. Ja w tym czasie leciałam po następne zamówienia. Było tak póki światła na sali nie zgasły....
-teraz państwem zajmie się nasza gwiazda-dodał przed mikrofonem Alejandro i zniknął za kotarą. Obserwowałam wyjawiającą się zza zasłony postać....o mal ją zobaczyłam ale czyjaś ręka pociągnęła mnie za siebie. Nie zobaczyłam jej niech go szlag.
-wracaj do pracy-dodał poprawiając swój uniform- to nie miejsce na zabawę ani rozrywkę tylko tu się pracuje-rzucił gdzieś w moją stronę jakbym była wiatrem i wszedł do sali z której mnie wyciągnął.Tak tego nie zostawię.Niech cwaniak sobie nie myśli pomimo tego że jest wyżej ode mnie i mogę się wygłupić to muszę wiedzieć kim jest ta gwiazda! Już miałam wchodzić gdy ta gwiazda akurat zakończyła swój występ i miała przerwę 10 min. Czy to jakiś znak? Goście zamawiali desery a ja z wielkim uśmiechem śliniłam się w myślach na sam widok tych cudeniek. Było ich całkiem sporo więc trzymałam je gdzie popadnie. Zaniosłam je kucharzowi i wróciłam na sale. Jednak długo tam nie zostałam bo coś....
-zapytaj się gościom o wino i dodatki-szepnął mi Alejandro
-tak jest-wyciągnęłam notatnik i długopis z Barcy i ruszyłam do gości.
Przeciskałam się miedzy pełnymi stolikami już z ułożoną gadką w głosie. Zaczęłam od końca a skończę na początku. Brawo Ja.
-czy państwo życzyli by sobie wino i dodatki by umilić sobie czas u nas?-spytałam z bananem na twarzy. Jak zawsze grzecznie tak jak uczył mnie tato.
-prosimy czerwone wino-dodała kobieta z nad karty
- i Yerba Mate-mrugnął okiem chłopak o bujnych ciemnych włosach,z kimś go kojarzyłam ale zaprzestałam na zamówieniach
Kiwnęłam głową na pożegnanie i poszłam zanieść to Rodrigo
-czyli moja siostra cię dorwała- zaczął kucharz mrucząc coś pod nosem
-że kto?-spytałam wychylając się przez okienko wydawnicze
- Blondynka ostatni stolik z chłopakiem z ciemnymi włosami....-dodał machając rękami bym zrozumiała. Gdy widział jak kiwałam głową roześmiał się
-pewnie Yerba i wino-mrugnął do mnie okiem na potwierdzenie
- em.. tak-dodałam drapiąc się po czole- to jest mam Alejandra? strasznie jest do niej podobny-dodałam patrząc na pracę kelnerów.
-tak i moja młodsza siostrzyczka-zadzwonił dzwonkiem i byłam gotowa do zaniesienia zamówienia
-Em...Panie Rodrigo kim jest ta tajemnicza gwiazda?-spytałam na odchodne
-Sam nie wiem Alejandro nic mi nie mówił-wzruszył ramionami-Rodrigo a nie Pan-krzyknął śmiejąc się. Ciepły serdeczny człowiek,było to też widać po jego synu. Zaniosłam zamówienie na stolik gdy ogłoszono że gwiazda zabawi dzisiaj dłużej wszystkich gości.Pani Maria Sol uśmiechnęła się do mnie serdecznie i zajęła się piciem Mate.
-czekaj....-dodał jakiś głos
Odwróciłam się i zobaczyłam syna Argentyńskiej kobiety i brata Alexa
-ty jesteś główną?-spytał brunet z jasnym pasemkiem na grzywce
-tak-schowałam notatnik i długopis-w czym mogę pomóc?
-w zasadzie to w niczym ale chciałem poznać zastępczynię brata-zaśmiał się czochrając swoje włosy
-jestem w pracy nie mam czasu wybacz mi...-już miałam odchodzić gdy złapał mnie za nadgarstek- usiądź z nami bo widzę że inaczej nie pogadamy-szepnął po cichu sadzając mnie na wolnym miejscu daleko za stołami w sali.
-to teraz mów jaki jest dla ciebie Al-dodał
-jest dość normalny jak na szefa i dał mi dodatkowe godziny-westchnęłam
-to chyba dobrze....
-nie chodzi o to że gdy wszyscy wyjdą muszę zostać i sprzątać za karę spóźnienia się-powiedziałam podnosząc wzrok na chłopaka. Dostrzegłam jego błękitne tęczówki....były jaśniejsze niż ocean. Ma to nutkę Alejandra w sobie nie powiem.
-tak mój brat w zasadzie nie lubi spóźnialskich ale to przez to że sam taki był-zakrył buzię po wypowiedzeniu tych słów. Zrobił duże oczy i obejrzałam się za siebie. Za nami stał wcześniej wspomniany zarządca kelnerów.
-Noah....-dodał spokojnie
A więc tak się nazywał. Ładnie i pasuje do niego.
-tak Alejandro?-drażnił się z nim zerkając na mnie
-czemu nie siedzisz na swoim miejscu tylko zagadujesz kelnerkę?-uniósł brwi wysoko robiąc minę surowego brata
-ja tylko próbuję uświadomić Celi jaki naprawdę jesteś-roześmiał się gorzko i odszedł ode mnie puszczając mi oko. I za to mi się dostanie
-To był mój młodszy on jest....-spuścił głowę i mówił powolnym tonem
-Jest jak ty-dodałam szepcząc mu na ucho- naśladuje ciebie idealnie Alejandro-zaśmiałam się na koniec gadając sama do siebie. Obserwowałam przez cały czas ruchy Alexa i wywnioskowałam że się cieszy z tego co mu powiedziałam. Przyszedł czas na gwiazdę.Wypatrywałam jej do czasu aż zrezygnowałam i wróciłam do odbierania i podawania posiłków. Noah uśmiechał się do mnie przyjaźnie i zachęcał bym dosiadła się do niego ale ja miałam pracę. Skończyłam z zabawą. NA sam koniec goście zaczęli wychodzić chwaląc obsługę i potrawy. Wywołali Rodriga na sale dziękując mu za przygotowane posiłki. Dostał oklaski i podziękowania od ważnych ludzi w Barcelonie. Kucharz wrócił do mnie po krótkiej przerwie.
-to czas na mnie...-westchnęłam-masz na zapleczu środki do sprzątania i czyszczenia?
-tak na prawo i na samej górze masz czego ci trzeba-dodał zdejmując fartuch i wychodząc z kuchni-Naprawdę nie musiałbyś tego robić-dodał gdzieś jakby do mnie i zniknął mi z oczu. Owszem musiałam Alejandro by mi nie popuścił odmowy pracy. Wzięłam wszystko to co było mi potrzebne i zaczęłam od garderoby gwiazdy. Lekko zapukałam i drzwi o dziwo były otwarte. Nikogo nie było więc zaczęłam sprzątać. Gdy czyściłam lustro do środka weszła osoba a dokładnie kobieta.Nie zwróciłam uwagi jak wygląda tylko zajęłam się obowiązkami. Bawiłam się przy myciu podłogi a później czyszczeniem ubrań. Coś śpiewałam pod nosem albo ruszałam się w dziki sposób. Czułam się świetnie,odrodziłam się w pewnym stopniu. Na koniec zajmowałam się oknami. I tu nie dosięgałam więc wspomogłam się walizką gwiazdy, Gdy skończyłam pozbierałam wszystko i ruszyłam do następnego pomieszczenia. Została mi sala dla dzieci i kuchnia. Gdy ujrzałam sale dla dzieci chyba się pomyliłam bo leżeli tam animatorzy. Szturchnęłam ich ale się nie ruszali
-idźcie do siebie już późno-powiedziałam po cichu do nich. Uśmiechnęli się do mnie i zrobili tak jak mówiłam. Dzieci nie brudzą jak dorośli to był jeden plus. Pozbierałam wszystkie misie klocki i misie i miałam drugie pomieszczenie mniej. Miałam dość ale została mi kuchnia. Gdy chciałam pchnąć wielkie srebrne drzwi usłyszałam głos...bardzo znajmy głos. Przypomniała mi się jedna osoba ale to byłoby niemożliwe..nie teraz.....Gdyby ona wiedziała zabiłaby mnie...a jeśli już wie? I dlatego mnie znalazła? Nie ja po prostu świruję. Raz się żyje co ma być to będzie. Pchnęłam drzwi i stanęłam twarzą w twarz z tą osobą. Jednak myliłam się,była kimś innym niż myślałam
-zgłodniałam-wydukała kobieta
-nie przeszkadzam pani-dodałam szybko
-nie nie,zaczekaj-oblizała palce-czy ja cie gdzieś nie widziałam?-spytała obserwują mnie
-jestem tu kelnerką a obecnie odrabiam karę wiec mi pani wybaczy ale nie-uśmiechnęłam się lekko i zaczęłam sprzątać kuchnię. Ona wzruszyła ramionami i wyszła. Skończyłam szybciej niż myślałam a to mi dało siły by zawlec swoje cztery litery do łóżka. Po schodach słaniałam się jak duch ale dotrwałam do miejsca z napisem 203. O niczym innym jak o śnie nie marzyłam. Po raz pierwszy byłam tak zdrowo zmęczona. Jednak ta kobieta dała mi do myślenia....czy aż tak można by było mnie rozpoznać? Musze zrobić coś by mnie rozpoznali i nawet już wiedziałam co.
***
Misie przychodzę w tą słoneczną niedzielę z nowym rozdziałem! ♥ Mam nadzieje że się wam podoba! ♥ Czekam na opinie♥ Czy domyślacie się kim może być owa osoba?
Niczego się nie domyślam i to mnie przeraża! :o
OdpowiedzUsuńZapraszam Cię serdecznie do mnie na nowy rozdział http://ni-los-anos-ni-los-contratiempos.blogspot.com/2016/11/rozdzia-3.html
Buziaki ;*