"Każda przeżyta chwila ma swoje znaczenie,bo bez niej nie bylibyśmy tym kim jesteśmy"
Musiałam zmienić swój wygląd. To była ostatnia opcja by nikt mnie nie rozpoznał i to na dobre mogło zakończyć to czego moim zdaniem jeszcze nie zakończyłam. Tym razem nie zrobiłam tego samego błędu i ustawiłam sobie budzik na wcześniejszą godzinę. Po wyłączeniu go wstałam przecierając oczy na widok karteczki na stoliku: "Dzisiaj po południu między moją a twoją przerwą mamy wolne" Więc pomyślałem że się urwiemy xD" PS: Będę czekał w holu :*" Na samą myśl o takiej przerwie zaczęłam się śmiać. Nie ma opcji by ktoś był tak ślepy i nie zauważył zniknięcie dwóch kelnerów. Mimo tego zgodziłam się zaryzykować. Pościeliłam swoje posłanie i zajęłam się przygotowaniem do pracy. Wzięłam szybki prysznic dodatkowo myjąc i odżywiając włosy. Gdy je wysuszyłam związałam je w wysokiego koka i nałożyłam na siebie uniform. Stwierdziłam że lepiej nie mogłam trafić i co jak co tak szybko z tej pracy nie zrezygnuje chyba że Alejandro zmusi mnie do odejścia ale to taki szczegół.Po krótkim machnięciu makijażu zeszłam na dół z uśmiechem na twarzy. W końcu miałam się z czego cieszyć. Odetchnęłam świeżym czystym powietrzem nabierając go tyle ile się dało. Wróciłam do środka tak szybko jak się dało. W kuchni zastałam Rodriga.
-dzisiaj ci pomogę-dodałam ubierając ochronny fartuszek i biorąc się za krojenie warzyw
Rodrigo spojrzał na mnie jak na wariatkę następnie poważniejąc
- jest jeszcze wcześnie to nie pora byś tu była-powiedział wzdychając
- wiem ale pomyślałam że zaczerpnę trochę przepisów od ciebie za pomoc-cicho się zaśmiałam
Kucharz podzielił mój entuzjazm pokazując mi przepis na dania które musimy przygotować. Pochłonęły mnie przygotowania tak bardzo że nie zauważyłam kiedy minął mój czas.
-muszę już lecieć-dodałam niechętnie-wolałabym pracować z tobą niż tam na sali-zdjęłam szybko fartuch głaszcząc go na pożegnanie
-ja też wolałbym mieć taką pomoc jak ty ale taka jest wola Boża-wymachiwał rękami aż nagle przestał. Zmarszczyłam brwi.
-widać że jesteście w dobrych humorach-przywiesił listę załogi potrzebnej dzisiaj na poszczególnych salach. Na jednej sali znalazłam się Ja,Andrea i Tomas. No fajnie nie powiem. Przytaknęłam głową Tomasowi gdy z ruchu wyczytałam pytanie czy się zgadzam. Nie było innej opcji. Wyszłam z kuchni i usiadłam na recepcji wraz z Julietą. Julieta była w starszym wieku ok 30. Była zabawna i pełna energii. Rzadko z nią przebywałam ale wiedziałam jak pracuje i co jest dla niej ważne. Także była częścią rodziny. Doceniałam takich ludzi. Przysiadłam się do niej czekając na gości.Nie musiałyśmy długo czekać bo zaczęli przychodzić. Julieta wyszła na chwilę i gości zostawiła mi. Kumacie mi! Wzięłam głęboki wdech..... Byli to piłkarze...a może mi się wydaje?..W porę Julieta wróciła i dzięki niej się nie zbłaźniłam. W tym samym czasie zastałam czekającego Alejandra. Na szczęście zbytnio nie przejął się tym że wciąż nie jestem na sali...Wydawał się być zestresowany. Na sali było pusto. Przygotowywaliśmy śniadanie dla tych co są w hotelu. Naczynia,sztućce wiecie takie podstawowe rzeczy. Po tym mieliśmy 20 min przerwę. To pewnie o tej mówił...
-teraz idziemy-zrzucił z siebie uniform i ciągnął mnie w stronę tylnego wyjścia. Miał zmierzwione włosy i pachnący podkoszulek. Nie wspominając o pociągającej muskulaturze. Pewnie nie jedna kelnerka do niego wzdycha. A co najważniejsze Tomas sam tego nie widzi.
-cóż z racji że plany się trochę zmieniły....-pokazał rękami na pobliską kawiarnię. Z uśmiechu zrobił mi się banan choć niczego innego nie oczekiwałam. Praca by nie pozwoliła. Hiszpan wpuścił mnie do środka łapiąc delikatnie za ramię. Doszliśmy do lady i to brunet zamawiał a nawet by mi nie pozwolił samej zamawiać. Uparciuch z niego a także dżentelmen. Rozglądnęłam się za jakimś wolnym miejscem i dostrzegłam na powietrzu. Pokazałam gdzie bedę a ten z uśmiechem zabawiał już barmankę,jednak myliłam się co do Tomasa. Usiadłam na fotelu podziwiając tak bardzo znane mi widoki. Rozkoszowałam się zapachem cytryn w powietrzu i palącym skórę słońcem. Tęskniłam za takim uczuciem błogości choć na chwile. Ta chwila spełniła się szybciej niż oczekiwałam. Tomas przyszedł w tempie ekspresowym od razu wytrącając mnie z błogiego spokoju.
-mają tutaj moją ulubioną kawę i deser...-postawił przede mną pełną tackę-pracuje tutaj mój przyjaciel i postawił nam to dodatkowo-wskazał na pucharki z lodami
- o jakiej kawie mówiłeś?-odchrząknęłam
- ta która na tobie wylądowała-zaśmiał się wspominając tamto zdarzenie...tak poznałam tą kawę od razu. Nie mogłabym jej nie poznać
-to najlepsza kawa w Barcelonie-poruszył brwiami-pij i mów co o niej myślisz-dodał zagłębiając się w napoju. Ze wspomnieniami a także z sercem przepełnionym radością wzięłam łyk "naszej" wspólnej ulubionej kawy
-jest pyszna-dodałam odstawiając, jakoś trudno było mi ją pić bez niego....CIĄGLE O NIM MYŚLE...ON TAMTO ON TAK ON SIAK...CZY JA KIEDYŚ PRZESTANĘ
-znam ją Tomas-zaczęłam cicho
- oczywiście tak jak poznałaś ją na lotnisku-zaśmiał się zaczynając deser
- nie mogłabym jej rozpoznać gdyby nie fakt że to także moja ulubiona kawa-powiedziałam coś innego niż miałam na myśli ale wyszło jak wyszło. To też byłą po części prawda. Reszty powinien domyślić się sam. Zrobił duże oczy z uśmiechem jak chińczyk z zabawką. Żartować mu się chciało.
- mogłaś tak od razu-roześmiał się patrząc na mnie
Przysunął się bardziej w moją stronę ukazując swoje zęby.
-to moja i Neymara ulubiona kawa-dodałam nie patrząc na niego- oto mi chodziło i to dlatego wtedy poznałam ją na mojej koszulce-lekko się uśmiechnęłam
Jego mina stężała natychmiast dając mi do zrozumienia że nie powinnam
-am....jedzmy deser-powiedział odsuwając się.
Tak stanowczo przesadziłam....wciąż o nim wspominam a nie pomyślałam o Tomasie i o tym jak bardzo się mną przejmuje...
- dziękuję ci za to że przywróciłeś mi uśmiech-dotknęłam jego ręki-to jest teraz nasza kawa-ścisnęłam mocniej-Celi i Tomasa?-spytałam unosząc jedną brew do góry. Czułam że się uśmiecha,podziałało. Nie mogłam go tak krzywdzić
-nasza wiadomo-szturchnął mnie ramieniem dając mi dowód wiecznej przyjaźni. Wzięłam kolejny łyk napoju a tym razem na dobre mogłam przypomnieć sobie jej cudowny smak. Wypiłam do dna.
-widać że dawno jej nie piłaś-powiedział odstawiając również swój kubek. Oparł się o fotel zerkając na zegarek
-nie tylko nie to....-mruczałam pod nosem przekleństwa patrząc błagalnie na Tomasa
-co?-zaśmiał się- nie,jeszcze mamy czas-postukał w moje czoło śmiejąc się szeroko. Taki błogi śmiech odstawił moje złości na bok jak na razie. Rozglądałam się w około a gdy odwróciłam napotkałam znajomy budynek. Budynek treningowy Ciutat Esportiva Joan Gamper nie sądziłam że to tak blisko. To pora by wracali...tak blisko....NIE MOGĘ,KONIEC. Dokończyłam deser i zaczęliśmy się zbierać, i mimo kilkunastu stopni na słońcu zrobiło mi się zimno.
-widzę że ci zimno więc-dodał z bananem na ustach-nigdy nie nosiłaś od chłopaków bluz?-spytał pocierając swoje ręce
-nosiłam ale tak jakoś nie poczułam zimna póki nie wyszłam-powiedziałam z lekką chrypką przechodząc przez ulicę
-patrz!-zatrzymał mnie Tomas na nazwę tuż obok stojącego wielkiego gmachu treningowego
-nigdy nie udało mi się tam wejść-zwiesił głowę pochmurniejąc- nie martw się tym,kiedyś tam wejdziemy-poklepałam go po plecach i razem ruszyliśmy przed siebie. Doszły mnie krzyki,hałas i psik opon. Pokręciłam głową i weszłam do hotelu. Przywitał mnie widok nerwowego Alejandra. Tomas spróbował do niego podejść ale się nie dał i każde słowo zbywał złością. Ten gość naprawdę jest dziwny. Pchnęłam drzwi od kuchni z hukiem przywitałam się z "jadłodajną" załogą.
-Alejandro to taki sztywniak a dzisiaj taki nerwus....-zabrałam jedną truskawkę z pół miska zerkajac na Rodriga
- miała być dzisiaj kontrola i Alejandro bardzo się tym przejął i chodzi w tą i we w tą-rzucił szmatką w kąt nie patrząc na chodzących kelnerów-doprowadza wszystkich do szału-pokiwał głową-cieszcie się że nie zauważył waszego długiego zniknięcia i podziękuj Andrei.....-nie dokończył
-podziękuj mi że was nie wydałam gołąbeczki-prychnęła pod nosem i ruszyła z kolejnym daniem. Aż tak szorstka być nie musiała. Wyszłam przez drzwi i zaczęłam swoje obowiązki. Niech tylko mnie wytrąci z równowagi..to zobaczy na ile mnie stać. Podchodziłam kolejno do gości. Odbierałam i przyjmowałam następne zamówienia. Nie brałam przerwy, po prostu musiałam dorwać się do Andrei..Musiałam jej wytłumaczyć. W końcu nadeszła chwila zmiany. Andrea zeszła do kuchni a ja za nią
-Andrea chcę byś coś zrozumiała...-dodałam opierając się o blat
-niby co?-warknęła zakładając rece na pierś-że podwalasz się do Tomasa a on.....-odwróciła się szybko
- że co ja?-zakrztusiłam się- Tomas to mój znajomy dopiero co go poznaje nie to co ty-prychnęłam tak jak ona przed chwilą.
- kłamiesz i to w żywe oczy!-krzyknęła-widziałam jak patrzysz na niego...jak się przytulaliście w kuchni i u ciebie w pokoju...
-bo miałam koszmar a Tomasa przypadkowo obudziłam..-westchnęłam-Andrea ja nigdy...
-Tak ty nigdy co?!-podeszła bliżej mnie
-Ja nigdy nie pokocham Tomasa tak jak myślisz!-odpowiedziałam-kocham kogoś innego!- powiedziałam szybko zamykając sobie usta. Andrea spojrzała na mnie jakby ktoś ją spoliczkował. Nie wiem co ją bardziej zdziwiło fakt mojego krzyku czy wyznania. Musiała poznać prawdę.
- to co.....-jąkała się- ja sądziłam....Tomas....-nie patrzała mi w oczy
- od dawna się w nim podkochujesz?-spytałam prosto z mostu
Stanęła i szybko się odwróciła. Zrobiła duże oczy a później puściła buraczka
-znamy się od dziecka....w sumie odkąd skończyłam 10 lat-powiedziała cicho-nie mów mu bo!-podniosła zabójczo wzrok ale zaprzestała na lekkim uśmiechu
-nic się nie bój znam to-roześmiałam się łapiąc ją delikatnie za ramię. Tak ona sama nie wiedziała ile nas łączyło
-nie..nie mów mu..proszę..-spuściła głowę jeszcze bardziej czerwieniąc się-to ta kawa to nic nie znaczyła?, nic nie masz do Tomasa?-spytała już z szerokim uśmiechem
-Nie,i następnym razem przyjdź do mnie od razu-dodałam poprawiając uniform- nie lubię mieć z kimś pomówień-skończyłam mówić i obie z Andreą wyszłyśmy ze spiżarni.
- mam nadzieję że teraz będziemy współpracować!-krzyknęłam na odchodne gdy Andrea zajmowała miejsce w aquaparku. Uśmiechnęłam się sama do siebie i z spokojną choć na chwilę głową ponownie zajęłam się kelnerowaniem. Miałam w kieszeni od uniformu słuchawki i odtwarzacz muzyki na wszelki wypadek. No cóż jak na razie nie miałam okazji go wypróbować. Podeszłam do wolnego stolika najzwyczajniej w świecie i zaczęłam zapisywać zamówienie. Powiem dość nie typowe
-Yerba Mate i paelle z owocami morza 2 razy-zamknął kartę uśmiechając się do mnie. Ciepły serdeczny uśmiech w dodatku mój ulubiony typ urody. Pewnie ktoś z Ameryki Płd. Aż tak to widać?
- 2 razy?-powtórzyłam
-tak,czekam na kogoś-dodał rozglądając się-ale widocznie nie przyjdzie więc to dla ciebie-roześmiał się
-przykro mi...nie spoufalam się z naszymi klientami-powiedziałam stanowczo
-jestem...-zamknął szybko usta patrząc na mnie
Zmarszczyłam brwi
-czyli to wszystko?-westchnęłam
-tak, dopóki mnie nie poznasz to nie usiądziesz więc dobrze to wszystko-kiwnął głową składając ręce na pierś- ale poznasz-mrugnął okiem gdy już odchodziłam. Oddałam zamówienie Rodrigo patrząc przy okazji jak przyrządza te swoje dania. I jak to robi że tak przepysznie pachną. Aż mi slinka leciała na samą myśl o tym jeśli mogłabym je zjeść. Odebrałam zamówienie i zaniosłam temu pewnemu siebie męższczyźnie. Postawiłam na stolik i gdy już wkładałam słuchawki do uszu ten ktoś mnie zatrzymał.
-czego słuchasz?-spytał z rosnącym uśmiechem na twarzy
W słuchawkach leciała właśnie ta..... Nie miałam jej na wyświetlaczu a tu tak nagle ona.
-fajnaa-powiedział z chrypką oddając mi słuchawkę
Nic nie powiedziałam tylko jak najszybciej chciałam zniknąć mu z oczu. Kilka pytań nie mieściło mi się w głowie i jakoś nie umiałam na nie logicznie odpowiedzieć. Z zamyśleń które trwały ok 20 min wyrwał mnie aksamitny głos. Gdy otrzeźwiałam ujrzałam tego gościa. Czy on jest normalny?
-zostawiam to i przekaż Alejandro żeby następnym razem zdał cię na ciebie-uśmiechnął się popijając Mate-mogę wiedzieć jak ci na imię niedostępna kelnerko?-spytał unosząc brwi
-Celia-powiedziałam próbując zrozumieć sens jego zdania. Nie znałam go a już zdradziłam mu swoje imię
-a ty? nie przedstawisz się?-spytałam prosto z mostu-od początku ciągle ode mnie czegoś chcesz a ja nic o tobie nie wiem-powiedziałam patrząc na jego buty, Cokolwiek byle nie na niego.
-Sergio-puścił mi oko i poszedł. Minął Alexa a on jak nerwus nadal chodził w tą i we w tą. Koniec tego to wyglądało komicznie. Nie śmiałam zajrzeć do koperty ale po tym uśmieszku widziałam że jest pełna pula punktów. Nie musiałam długo czekać Alejandro sam przyszedł już w moją stronę.
-Alejandro uspokój się-dodałam cicho się śmiejąc
-jak mam być spokojny jeśli najważniejsza kontrola w roku odbyła się w czasie kiedy ja nikogo nie widziałem! No proszę cię nikt by nie był!-denerwował się bardziej niż był i to mnie śmieszyło. Zaczęłam się śmiać przy nim,otwarcie specjalnie.
-co cię tak śmieszy?!-spytał podrażniony zatrzymując swój chód. Nareszcie.
-kontrola była masz rację i ja ją odbyłam tak jakby-powiedziałam coraz ciszej czekając na jego reakcję. Tak i ciekawe czy mi uwierzy. To był punkt pierwszy rozmowy
-że co?-o mal nie krzyknął na cały hotel, nie wspominając o moich benbenkach
-ten ktoś nazywa się Sergio i kazał ci przekazać to i powiedzieć byś zdał się na mnie-westchnęłam próbując jakoś uspokoić atmosferę. Alex szybko otworzył kopertę i złapał się za serce. Chwilę po odetchnął ulgą.
-10/10!-ucieszył się przytulając mnie szybko. Taki spontaniczny gest z jego strony sprawił ze spostrzegłam go inaczej niż wcześniej. Szybko otrzeźwiał i wrócił stary Alex.
-ghm..przepraszam za tamto to było w forze euforii-zaśmiał się cicho poprawiając krawat. Ach widziałam że cieszy się jak dziecko ze zrobienia dobrej roboty. Nie miał się czym bać to najlepsza restauracja w jakiej kiedykolwiek pracowałam. Alejandro poszedł oznajmić reszcie rezultat i tam wraz z nimi cieszyć się bezgranicznie. Pchnęłam ręką drzwi i ujrzałam Tomasa i Alejandra w uścisku.
-jak z obrazka-szepnęłam Tomasowi na ucho. Chłopaki szybko odskoczyli od siebie i wróciliśmy do rzeczywistości
-wszyscy w tym miesiącu dostaną podwyżki-dodał przywieszając notę od Sergio. To imię zagnieździło mi się w głowie i nie mogłam go sobie wybić.Zerknęłam na zegarek to koniec mojej pracy.
-załoga widzimy się jutro-kiwnęłam palcami i wyszłam z kuchni. Przeszłam przez hol główny i zobaczyłam.......właśnie Sergio rozmawiał z Alejandrem. Gdy typek mnie zobaczył uśmiechnął się cwaniacko a ja uciekłam do siebie. Ten uśmiech,...ta natura...ten sposób bycia..z kimś mi się kojarzył i czułam że jest mi bliski.Wszystko co tutaj się znajdowało było mi bliskie. Od ulic po hotele i restauracje. Znałam każdą w zasięgu 15 kim od domu Alvesa pod dom Anto. Wiedziałam co gdzie i jak nic nie mogło mi umknąć. Tak jest było i zawsze będzie. Nigdy nie uwolnię się od Barcelony..a ona ode mnie. Wcieliłam swój plan w życie. Postawiłam na zmiany. Wyjęłam portfel i wyciągnęłam z niego kartę i drobne kieszonkowe. Włosy rozpuściłam i przebrałam się w luźne ciuchy. Zamówiłam taksówkę ale w porę przyszedł do mnie Hiszpan.
-gdzieś się wybierasz?-spytał
-tak do fryzjera-dodałam z uśmiechem wyjmując telefon
Zero wiadomości. Ani jednej...czyli się udało?.Pytałam sama siebie i odpłynęłam póki brunet mnie nie obudził
- hej! Celia tu ziemia!-zaśmiał się uroczo drapiąc po karku
-co mówiłeś? przepraszam odpłynęłam-dodałam wzdychając
-tak pytałem czy coś konkretnego będziesz robić-powiedział to z takim sposobem że każda by się rozpłynęła
-robisz to!-dźgnęłam go w bok nie patrząc na niego. Znam takie triki. Sama gdybym ich nie znała nie mówiłabym o nich. W sumie szczerze mówiąc działały na mnie.
-co?ałłł...to bolało-złapał się za bolące miejsce patrząc na mnie ze strachem
-dobrze wiesz za co-roześmiałam się-gdzie ta taksówka!-krzyknęłam wraz gdy moje ramiona opadły-nie działają na mnie takie triki wybacz braciszku-puściłam mu buziaczka w powietrzu. Zrozumiał o co chodziło i od razu strzelił w moją stronę cwaniacki uśmieszek. Tak stanowczo gdy chciał każda była jego.
-odmówiłeś tej taksówce tak?-westchnęłam sarkastycznie opierając się o ścianę. Tak było mi wygodniej. Moje nogi miały dość.
-tak-zaśmiał się chcąc jeszcze coś powiedzieć-ogólnie w zanadrzu miałem zabranie cię do galerii-machnął ręką obojętnie
-ej no mogłeś od razu mówić-szturchnęłam go-czyli zabierasz mnie na zakupy? Wiesz jak długo dziewczyny chodzą po sklepach i oglądają i oglądają i przymierzają i oglądają i odmawiają i oglądaja i chodzą i marudzą i chodzą i oglądają i wchodzą i wychodzą....-ciągnęłam to tak długo póki nie straciłam tchu. Musiałam nabrać powietrza by dalej wymieniać
-mam dalej..wymieniać?-spytałam biorąc dech
-możesz ale i tak mnie nie zniechęcisz-wytknął mi język a później oddał kuskańca w bok. Tomas poszedł do garażu wystawić auto. Poznałam od razu. Te same którym przywiózł mnie tutaj. Otworzył mi drzwi i wraz z zachodzącym słońcem odjechaliśmy. W aucie zalegała cisza. Nie przeszkadzała nam bo oboje cieszyliśmy się dniem i przepięknym widokiem. Tomas wjechał na podziemny parking a następnie pokazał mi wejście do budynku. Musieliśmy przejechać widną 2 piętra by dotrzeć na dział galerii z ubraniami.Nazwałabym to działem dla kobiet. Oczy mi błysnęły i byłam w siódmym niebie.
-masz mały wybór-chytro się zaśmiał pokazując mi wszystko
-pożałujesz że ze mną pojechałeś-dodałam ruszając przed siebie. Ruszyłam do najbliższego sklepu. Prawie wszystko wpadało mi w oko i nie mogłam się oprzeć. Jako jedyny sklep wybrałam Nike. Weszłam tak jak ostatnio pod wrażeniem tego sklepu. Rzuciłam się na dział z koszulkami i spodenkami. Wybrałam 3 pary spodenek i 2 koszulki. Zapłaciłam za nie i ruszyłam po buty. Musiałam kupić sobie nowe korki....nie jakieś wygodne mi się przydadzą a korki przy innej okazji(jeśli taka o ile się zdarzy). Wszystkie mnie przyciągały ale jednak musiałam wybrać sobie coś innego. Znalazłam znane mi cudeńka. Aż łezka w oku mi się kręciła gdy pomyślałam że miałam przyjemność je jako pierwsza zobaczyć. Uczucie przeważyło. Wzięłam pudełko i ruszyłam do kasy. Nie oglądałam się na cenę ani na dziwną minę Tomasa. Zagarnęłam jeszcze jedne Air-Maxy i zakończyłam swoje zakupy. Razem wyszłam z sześcioma torbami. Byłam zadowolona z zakupów a z drugiej przypomniałam sobie o czymś co już więcej nie będzie miało miejsca. Pogodziłam się z tą myślą i byłam w pełni gotowa zacząć zmianę.
-a wiesz że to jeszcze nie koniec?-spytałam z tą nutką ironii w głosie
- jak mógłbym zapomnieć-wywrócił oczami- co masz w planach?
- fryzjer-poruszyłam brwiami-duuuża zmiana-podniosłam oczy ku niebu ciesząc się jego widokiem. Załadowałam torby do bagażnika i następnym ruchem było zrobienie sobie zdjęcia z Tomasem na tle tego przepięknego nieba. Tomas oczywiście stwierdzał że na każdym wyszedł źle ale zaprzeczyłam i postanowiłam przy okazji je wywołać. Wyszły nam niesamowicie. Wsiedliśmy do samochodu i odjechaliśmy. Droga się nie kończyła ale przy dobrym obejściu trafiliśmy do "właśnie tego fryzjera". Właśnie tego bo dobrze wiedziałam co i dla kogo robił .A robił cuda na głowie. Ja takiego cudu potrzebowałam. Weszliśmy do lokalu i ja od razu wyczaiłam "jego". Znałam go. Byłam tutaj i on znał mnie. Podeszłam do niego i ciepło się uśmiechnęłam
-W czym mogę służyć?-spytał
-chciałabym zmiany na swoich włosach i to dużej-zerknęłam na Tomasa i lekko się uśmiechnęłam-słyszałam że potraficie działać niesamowite rzeczy dzisiaj to udowodnicie-powiedziałam dumnie i zajęłam wskazany fotel. Nic mi nie zostało jak zdać się na niego. Widziałam że cieszył się z mojej wizyty. Pamiętał mnie a to plus choć byłam tutaj raz i tylko jako osoba która miała doradzać. Teraz to ja byłam klientką i oczekiwałam dobrych efektów. Francisco zajął się pracą a ja odpłynęłam przy lecącej muzyce. Tomas usiadł w poczekalni grzebiąc w telefonie. Oglądałam jego mimikę w lustrze i nieraz nie mogłam opanować się od śmiechu.Oczywiście za to robił mi zdjęcia gdy byłam cała w aluminiowych papierkach lub w głupich pozycjach.Słodki idiota dokładnie jak Jo..Jota. Moja głowa lądowała w różnych rękach ale najbardziej zależało mi na wykończeniu. Czas leciał a ja coraz bardziej się niecierpliwiłam. Jedyną uspokajającą mnie rzeczą była obecność bruneta podziwiającego pracę fryzjera. Pokazywał mi uniesiony kciuk wraz z szerokim uśmiechem. Praca dobiegła końca. Fran skończył i zdjął ze mnie wszystko jedynie zasłaniając lustro.
-jeszcze chwila i gotowe-szepnął fryzjer. Nie wiem co miałam czuć...czy uda mi się dokonać całkowitej zmiany? Czy nikt więcej mnie nie rozpozna? Czy jednak będę jeszcze bardziej rozpoznawalna? Czy wszystko się ułoży? Czy to była dobra decyzja na zmianę...? Moich pytań było wiele a odpowiedź jedna.
-gotowa?-spytał Tomas-czy jednak wolisz żyć w niepewności-powiedział z cichym podtekstem
-gotowa jak nigdy wcześniej-powiedziałam wstając z fotela. Kurtyna opadła i mogłam ujrzeć efekty pracy Franscisco. Nie mogłam uwierzyć. To było dokładnie to co chciałam.. Tak ten lokal działa cuda.
-to jest to-szepnęłam sama do siebie-Dziękuję Fran,dobrze wiedziałeś co zrobić-mrugnęłam okiem i ciepło pożegnałam się z tym lokalem. Tomas wciąż nie odrywał ode mnie wzroku i cały czas dotykał moich włosów.
-teraz to nikt cie nie rozpozna ja cie mało co poznałem-zaśmiał się otwierając mi drzwi od auta.
"O to mi właśnie chodziło"-mówił mi głosik tam w środku. Nie że aż tak....ale ta zmiana podziałała.
-wracamy bo mamy dzisiaj nocną zmianę zapomniałeś?-puknęłam go lekko w czoło
Zrobił minę typu"nie musiałaś przypominać" i odpalił silnik. Oczywiście mogłam się z nim drażnić na temat tego że dodatkowo zostaniemy jeszcze sprzątać. Patrzałam na bruneta z podziwem że wciąż ze mną wytrzymuje. Dotrzymał mi rozmowy po samo wejście do hotelu. Własnie do kuchni wracała Andrea. Gdy zerknęła na "mnie" zmroziła Hiszpana wzrokiem.
-już jako pierwsza cie nie poznała-zaśmiał się przepuszczając mnie w drzwiach. Wróciliśmy do kuchni wchodząc roześmiani z miny Alejandra.
-kolejna Tomas....?-westchnął wspomniany zarządca. Opierał się o kuchenny blat podnosząc wzrok z nad kartek.
-serio aż tak się zmieniłaś?-zaśmiał się brunet zakładając ponownie uniform. Ja także zgarnęłam swój ze swoim imieniem
- Cel...Celia to ty?-powiedzieli wszyscy chórem
-trochę odmieniona ale tak to ja -wygładziłam swoje ubranie dodając do niego notes i długopis. Oni nadal stali z otwartymi gębami wpatrując się we mnie. To może za bardzo....
-to ja-pokazałam na trampki i nazwisko na uniformie-uwierzcie bo nie wiem co mam jeszcze zrobić-westchnęłam pchając barkiem drzwi. Wypuściłam głośno powietrze przez płuca od razu śmiejąc się. Usiadłam na miejscu Juliety w recepcji wyglądając gości. Musiało mnie trafić szczęście bo nadchodził z kilkoma osobami we własnej osobie Sergio. Ten "Sergio" z ostatniego razu.
-czy mogę zarezerwować stolik na godzinę 19?-spytał ukazując biały rząd zębów. Jak zawsze czarujący
-jak najbardziej a z jakiej to okazji?-spytałam
-chcę zaprosić waszą kelnerkę na kolację za ostatnie-mrugnął okiem-Celia się nazywa proszę zanotować-pokazał na moje bazgroły w dzienniku Juliety. Kiwnęłam głową zapisując swoje imię. Takie to dziwne że mnie nie poznał. Mam dalej grać "nie" siebie czy mu wyznać ze gada ze mną? Wybieram to pierwsze. Mężczyzna pokiwał głową i poszedł na górę. Ja zeszłam z posady recepcjonisty i jak najszybciej udałam się do aquaparku tam gdzie pracował Tomas. Pobiegłam tak szybko jak się dało. Julieta mocno się zdziwi zapisanym stolikiem i osobą. Tomas zdziwił się moją obecnością. Miałam pilną sprawę a jego praca nie ucieknie
-Sergio tu był-wydyszałam- chce to znaczy zaprosił mnie a jednak to do mnie nie mówił o wspólnej kolacji za ostatnie-wydusiłam na jednym tchu.
-chwile co?-podrapał się po karku Hiszpan- Ten co był na kontroli zaprosił cię na kolacji ale to nie ty z nim gadałaś?-marszczył brwi z każdym wypowiadanym słowem
-ja tylko że on mnie nie poznał-dodałam bawiąc się palcami-myślisz że zrobiłam coś złego ostatnim razem?-spytałam z lekkim niepokojem w głosie
-nie no coś ty-zaprzeczył- to pewnie odwdzięczenie-pstryknął mój nos wracając do pracy. Popatrzałam na pracę chłopaka uśmiechając się od ucha następnie stykając się z Sergio.
-dzisiaj ci pomogę-dodałam ubierając ochronny fartuszek i biorąc się za krojenie warzyw
Rodrigo spojrzał na mnie jak na wariatkę następnie poważniejąc
- jest jeszcze wcześnie to nie pora byś tu była-powiedział wzdychając
- wiem ale pomyślałam że zaczerpnę trochę przepisów od ciebie za pomoc-cicho się zaśmiałam
Kucharz podzielił mój entuzjazm pokazując mi przepis na dania które musimy przygotować. Pochłonęły mnie przygotowania tak bardzo że nie zauważyłam kiedy minął mój czas.
-muszę już lecieć-dodałam niechętnie-wolałabym pracować z tobą niż tam na sali-zdjęłam szybko fartuch głaszcząc go na pożegnanie
-ja też wolałbym mieć taką pomoc jak ty ale taka jest wola Boża-wymachiwał rękami aż nagle przestał. Zmarszczyłam brwi.
-widać że jesteście w dobrych humorach-przywiesił listę załogi potrzebnej dzisiaj na poszczególnych salach. Na jednej sali znalazłam się Ja,Andrea i Tomas. No fajnie nie powiem. Przytaknęłam głową Tomasowi gdy z ruchu wyczytałam pytanie czy się zgadzam. Nie było innej opcji. Wyszłam z kuchni i usiadłam na recepcji wraz z Julietą. Julieta była w starszym wieku ok 30. Była zabawna i pełna energii. Rzadko z nią przebywałam ale wiedziałam jak pracuje i co jest dla niej ważne. Także była częścią rodziny. Doceniałam takich ludzi. Przysiadłam się do niej czekając na gości.Nie musiałyśmy długo czekać bo zaczęli przychodzić. Julieta wyszła na chwilę i gości zostawiła mi. Kumacie mi! Wzięłam głęboki wdech..... Byli to piłkarze...a może mi się wydaje?..W porę Julieta wróciła i dzięki niej się nie zbłaźniłam. W tym samym czasie zastałam czekającego Alejandra. Na szczęście zbytnio nie przejął się tym że wciąż nie jestem na sali...Wydawał się być zestresowany. Na sali było pusto. Przygotowywaliśmy śniadanie dla tych co są w hotelu. Naczynia,sztućce wiecie takie podstawowe rzeczy. Po tym mieliśmy 20 min przerwę. To pewnie o tej mówił...
-teraz idziemy-zrzucił z siebie uniform i ciągnął mnie w stronę tylnego wyjścia. Miał zmierzwione włosy i pachnący podkoszulek. Nie wspominając o pociągającej muskulaturze. Pewnie nie jedna kelnerka do niego wzdycha. A co najważniejsze Tomas sam tego nie widzi.
-cóż z racji że plany się trochę zmieniły....-pokazał rękami na pobliską kawiarnię. Z uśmiechu zrobił mi się banan choć niczego innego nie oczekiwałam. Praca by nie pozwoliła. Hiszpan wpuścił mnie do środka łapiąc delikatnie za ramię. Doszliśmy do lady i to brunet zamawiał a nawet by mi nie pozwolił samej zamawiać. Uparciuch z niego a także dżentelmen. Rozglądnęłam się za jakimś wolnym miejscem i dostrzegłam na powietrzu. Pokazałam gdzie bedę a ten z uśmiechem zabawiał już barmankę,jednak myliłam się co do Tomasa. Usiadłam na fotelu podziwiając tak bardzo znane mi widoki. Rozkoszowałam się zapachem cytryn w powietrzu i palącym skórę słońcem. Tęskniłam za takim uczuciem błogości choć na chwile. Ta chwila spełniła się szybciej niż oczekiwałam. Tomas przyszedł w tempie ekspresowym od razu wytrącając mnie z błogiego spokoju.
-mają tutaj moją ulubioną kawę i deser...-postawił przede mną pełną tackę-pracuje tutaj mój przyjaciel i postawił nam to dodatkowo-wskazał na pucharki z lodami
- o jakiej kawie mówiłeś?-odchrząknęłam
- ta która na tobie wylądowała-zaśmiał się wspominając tamto zdarzenie...tak poznałam tą kawę od razu. Nie mogłabym jej nie poznać
-to najlepsza kawa w Barcelonie-poruszył brwiami-pij i mów co o niej myślisz-dodał zagłębiając się w napoju. Ze wspomnieniami a także z sercem przepełnionym radością wzięłam łyk "naszej" wspólnej ulubionej kawy
-jest pyszna-dodałam odstawiając, jakoś trudno było mi ją pić bez niego....CIĄGLE O NIM MYŚLE...ON TAMTO ON TAK ON SIAK...CZY JA KIEDYŚ PRZESTANĘ
-znam ją Tomas-zaczęłam cicho
- oczywiście tak jak poznałaś ją na lotnisku-zaśmiał się zaczynając deser
- nie mogłabym jej rozpoznać gdyby nie fakt że to także moja ulubiona kawa-powiedziałam coś innego niż miałam na myśli ale wyszło jak wyszło. To też byłą po części prawda. Reszty powinien domyślić się sam. Zrobił duże oczy z uśmiechem jak chińczyk z zabawką. Żartować mu się chciało.
- mogłaś tak od razu-roześmiał się patrząc na mnie
Przysunął się bardziej w moją stronę ukazując swoje zęby.
-to moja i Neymara ulubiona kawa-dodałam nie patrząc na niego- oto mi chodziło i to dlatego wtedy poznałam ją na mojej koszulce-lekko się uśmiechnęłam
Jego mina stężała natychmiast dając mi do zrozumienia że nie powinnam
-am....jedzmy deser-powiedział odsuwając się.
Tak stanowczo przesadziłam....wciąż o nim wspominam a nie pomyślałam o Tomasie i o tym jak bardzo się mną przejmuje...
- dziękuję ci za to że przywróciłeś mi uśmiech-dotknęłam jego ręki-to jest teraz nasza kawa-ścisnęłam mocniej-Celi i Tomasa?-spytałam unosząc jedną brew do góry. Czułam że się uśmiecha,podziałało. Nie mogłam go tak krzywdzić
-nasza wiadomo-szturchnął mnie ramieniem dając mi dowód wiecznej przyjaźni. Wzięłam kolejny łyk napoju a tym razem na dobre mogłam przypomnieć sobie jej cudowny smak. Wypiłam do dna.
-widać że dawno jej nie piłaś-powiedział odstawiając również swój kubek. Oparł się o fotel zerkając na zegarek
-nie tylko nie to....-mruczałam pod nosem przekleństwa patrząc błagalnie na Tomasa
-co?-zaśmiał się- nie,jeszcze mamy czas-postukał w moje czoło śmiejąc się szeroko. Taki błogi śmiech odstawił moje złości na bok jak na razie. Rozglądałam się w około a gdy odwróciłam napotkałam znajomy budynek. Budynek treningowy Ciutat Esportiva Joan Gamper nie sądziłam że to tak blisko. To pora by wracali...tak blisko....NIE MOGĘ,KONIEC. Dokończyłam deser i zaczęliśmy się zbierać, i mimo kilkunastu stopni na słońcu zrobiło mi się zimno.
-widzę że ci zimno więc-dodał z bananem na ustach-nigdy nie nosiłaś od chłopaków bluz?-spytał pocierając swoje ręce
-nosiłam ale tak jakoś nie poczułam zimna póki nie wyszłam-powiedziałam z lekką chrypką przechodząc przez ulicę
-patrz!-zatrzymał mnie Tomas na nazwę tuż obok stojącego wielkiego gmachu treningowego
-nigdy nie udało mi się tam wejść-zwiesił głowę pochmurniejąc- nie martw się tym,kiedyś tam wejdziemy-poklepałam go po plecach i razem ruszyliśmy przed siebie. Doszły mnie krzyki,hałas i psik opon. Pokręciłam głową i weszłam do hotelu. Przywitał mnie widok nerwowego Alejandra. Tomas spróbował do niego podejść ale się nie dał i każde słowo zbywał złością. Ten gość naprawdę jest dziwny. Pchnęłam drzwi od kuchni z hukiem przywitałam się z "jadłodajną" załogą.
-Alejandro to taki sztywniak a dzisiaj taki nerwus....-zabrałam jedną truskawkę z pół miska zerkajac na Rodriga
- miała być dzisiaj kontrola i Alejandro bardzo się tym przejął i chodzi w tą i we w tą-rzucił szmatką w kąt nie patrząc na chodzących kelnerów-doprowadza wszystkich do szału-pokiwał głową-cieszcie się że nie zauważył waszego długiego zniknięcia i podziękuj Andrei.....-nie dokończył
-podziękuj mi że was nie wydałam gołąbeczki-prychnęła pod nosem i ruszyła z kolejnym daniem. Aż tak szorstka być nie musiała. Wyszłam przez drzwi i zaczęłam swoje obowiązki. Niech tylko mnie wytrąci z równowagi..to zobaczy na ile mnie stać. Podchodziłam kolejno do gości. Odbierałam i przyjmowałam następne zamówienia. Nie brałam przerwy, po prostu musiałam dorwać się do Andrei..Musiałam jej wytłumaczyć. W końcu nadeszła chwila zmiany. Andrea zeszła do kuchni a ja za nią
-Andrea chcę byś coś zrozumiała...-dodałam opierając się o blat
-niby co?-warknęła zakładając rece na pierś-że podwalasz się do Tomasa a on.....-odwróciła się szybko
- że co ja?-zakrztusiłam się- Tomas to mój znajomy dopiero co go poznaje nie to co ty-prychnęłam tak jak ona przed chwilą.
- kłamiesz i to w żywe oczy!-krzyknęła-widziałam jak patrzysz na niego...jak się przytulaliście w kuchni i u ciebie w pokoju...
-bo miałam koszmar a Tomasa przypadkowo obudziłam..-westchnęłam-Andrea ja nigdy...
-Tak ty nigdy co?!-podeszła bliżej mnie
-Ja nigdy nie pokocham Tomasa tak jak myślisz!-odpowiedziałam-kocham kogoś innego!- powiedziałam szybko zamykając sobie usta. Andrea spojrzała na mnie jakby ktoś ją spoliczkował. Nie wiem co ją bardziej zdziwiło fakt mojego krzyku czy wyznania. Musiała poznać prawdę.
- to co.....-jąkała się- ja sądziłam....Tomas....-nie patrzała mi w oczy
- od dawna się w nim podkochujesz?-spytałam prosto z mostu
Stanęła i szybko się odwróciła. Zrobiła duże oczy a później puściła buraczka
-znamy się od dziecka....w sumie odkąd skończyłam 10 lat-powiedziała cicho-nie mów mu bo!-podniosła zabójczo wzrok ale zaprzestała na lekkim uśmiechu
-nic się nie bój znam to-roześmiałam się łapiąc ją delikatnie za ramię. Tak ona sama nie wiedziała ile nas łączyło
-nie..nie mów mu..proszę..-spuściła głowę jeszcze bardziej czerwieniąc się-to ta kawa to nic nie znaczyła?, nic nie masz do Tomasa?-spytała już z szerokim uśmiechem
-Nie,i następnym razem przyjdź do mnie od razu-dodałam poprawiając uniform- nie lubię mieć z kimś pomówień-skończyłam mówić i obie z Andreą wyszłyśmy ze spiżarni.
- mam nadzieję że teraz będziemy współpracować!-krzyknęłam na odchodne gdy Andrea zajmowała miejsce w aquaparku. Uśmiechnęłam się sama do siebie i z spokojną choć na chwilę głową ponownie zajęłam się kelnerowaniem. Miałam w kieszeni od uniformu słuchawki i odtwarzacz muzyki na wszelki wypadek. No cóż jak na razie nie miałam okazji go wypróbować. Podeszłam do wolnego stolika najzwyczajniej w świecie i zaczęłam zapisywać zamówienie. Powiem dość nie typowe
-Yerba Mate i paelle z owocami morza 2 razy-zamknął kartę uśmiechając się do mnie. Ciepły serdeczny uśmiech w dodatku mój ulubiony typ urody. Pewnie ktoś z Ameryki Płd. Aż tak to widać?
- 2 razy?-powtórzyłam
-tak,czekam na kogoś-dodał rozglądając się-ale widocznie nie przyjdzie więc to dla ciebie-roześmiał się
-przykro mi...nie spoufalam się z naszymi klientami-powiedziałam stanowczo
-jestem...-zamknął szybko usta patrząc na mnie
Zmarszczyłam brwi
-czyli to wszystko?-westchnęłam
-tak, dopóki mnie nie poznasz to nie usiądziesz więc dobrze to wszystko-kiwnął głową składając ręce na pierś- ale poznasz-mrugnął okiem gdy już odchodziłam. Oddałam zamówienie Rodrigo patrząc przy okazji jak przyrządza te swoje dania. I jak to robi że tak przepysznie pachną. Aż mi slinka leciała na samą myśl o tym jeśli mogłabym je zjeść. Odebrałam zamówienie i zaniosłam temu pewnemu siebie męższczyźnie. Postawiłam na stolik i gdy już wkładałam słuchawki do uszu ten ktoś mnie zatrzymał.
-czego słuchasz?-spytał z rosnącym uśmiechem na twarzy
W słuchawkach leciała właśnie ta..... Nie miałam jej na wyświetlaczu a tu tak nagle ona.
-fajnaa-powiedział z chrypką oddając mi słuchawkę
Nic nie powiedziałam tylko jak najszybciej chciałam zniknąć mu z oczu. Kilka pytań nie mieściło mi się w głowie i jakoś nie umiałam na nie logicznie odpowiedzieć. Z zamyśleń które trwały ok 20 min wyrwał mnie aksamitny głos. Gdy otrzeźwiałam ujrzałam tego gościa. Czy on jest normalny?
-zostawiam to i przekaż Alejandro żeby następnym razem zdał cię na ciebie-uśmiechnął się popijając Mate-mogę wiedzieć jak ci na imię niedostępna kelnerko?-spytał unosząc brwi
-Celia-powiedziałam próbując zrozumieć sens jego zdania. Nie znałam go a już zdradziłam mu swoje imię
-a ty? nie przedstawisz się?-spytałam prosto z mostu-od początku ciągle ode mnie czegoś chcesz a ja nic o tobie nie wiem-powiedziałam patrząc na jego buty, Cokolwiek byle nie na niego.
-Sergio-puścił mi oko i poszedł. Minął Alexa a on jak nerwus nadal chodził w tą i we w tą. Koniec tego to wyglądało komicznie. Nie śmiałam zajrzeć do koperty ale po tym uśmieszku widziałam że jest pełna pula punktów. Nie musiałam długo czekać Alejandro sam przyszedł już w moją stronę.
-Alejandro uspokój się-dodałam cicho się śmiejąc
-jak mam być spokojny jeśli najważniejsza kontrola w roku odbyła się w czasie kiedy ja nikogo nie widziałem! No proszę cię nikt by nie był!-denerwował się bardziej niż był i to mnie śmieszyło. Zaczęłam się śmiać przy nim,otwarcie specjalnie.
-co cię tak śmieszy?!-spytał podrażniony zatrzymując swój chód. Nareszcie.
-kontrola była masz rację i ja ją odbyłam tak jakby-powiedziałam coraz ciszej czekając na jego reakcję. Tak i ciekawe czy mi uwierzy. To był punkt pierwszy rozmowy
-że co?-o mal nie krzyknął na cały hotel, nie wspominając o moich benbenkach
-ten ktoś nazywa się Sergio i kazał ci przekazać to i powiedzieć byś zdał się na mnie-westchnęłam próbując jakoś uspokoić atmosferę. Alex szybko otworzył kopertę i złapał się za serce. Chwilę po odetchnął ulgą.
-10/10!-ucieszył się przytulając mnie szybko. Taki spontaniczny gest z jego strony sprawił ze spostrzegłam go inaczej niż wcześniej. Szybko otrzeźwiał i wrócił stary Alex.
-ghm..przepraszam za tamto to było w forze euforii-zaśmiał się cicho poprawiając krawat. Ach widziałam że cieszy się jak dziecko ze zrobienia dobrej roboty. Nie miał się czym bać to najlepsza restauracja w jakiej kiedykolwiek pracowałam. Alejandro poszedł oznajmić reszcie rezultat i tam wraz z nimi cieszyć się bezgranicznie. Pchnęłam ręką drzwi i ujrzałam Tomasa i Alejandra w uścisku.
-jak z obrazka-szepnęłam Tomasowi na ucho. Chłopaki szybko odskoczyli od siebie i wróciliśmy do rzeczywistości
-wszyscy w tym miesiącu dostaną podwyżki-dodał przywieszając notę od Sergio. To imię zagnieździło mi się w głowie i nie mogłam go sobie wybić.Zerknęłam na zegarek to koniec mojej pracy.
-załoga widzimy się jutro-kiwnęłam palcami i wyszłam z kuchni. Przeszłam przez hol główny i zobaczyłam.......właśnie Sergio rozmawiał z Alejandrem. Gdy typek mnie zobaczył uśmiechnął się cwaniacko a ja uciekłam do siebie. Ten uśmiech,...ta natura...ten sposób bycia..z kimś mi się kojarzył i czułam że jest mi bliski.Wszystko co tutaj się znajdowało było mi bliskie. Od ulic po hotele i restauracje. Znałam każdą w zasięgu 15 kim od domu Alvesa pod dom Anto. Wiedziałam co gdzie i jak nic nie mogło mi umknąć. Tak jest było i zawsze będzie. Nigdy nie uwolnię się od Barcelony..a ona ode mnie. Wcieliłam swój plan w życie. Postawiłam na zmiany. Wyjęłam portfel i wyciągnęłam z niego kartę i drobne kieszonkowe. Włosy rozpuściłam i przebrałam się w luźne ciuchy. Zamówiłam taksówkę ale w porę przyszedł do mnie Hiszpan.
-gdzieś się wybierasz?-spytał
-tak do fryzjera-dodałam z uśmiechem wyjmując telefon
Zero wiadomości. Ani jednej...czyli się udało?.Pytałam sama siebie i odpłynęłam póki brunet mnie nie obudził
- hej! Celia tu ziemia!-zaśmiał się uroczo drapiąc po karku
-co mówiłeś? przepraszam odpłynęłam-dodałam wzdychając
-tak pytałem czy coś konkretnego będziesz robić-powiedział to z takim sposobem że każda by się rozpłynęła
-robisz to!-dźgnęłam go w bok nie patrząc na niego. Znam takie triki. Sama gdybym ich nie znała nie mówiłabym o nich. W sumie szczerze mówiąc działały na mnie.
-co?ałłł...to bolało-złapał się za bolące miejsce patrząc na mnie ze strachem
-dobrze wiesz za co-roześmiałam się-gdzie ta taksówka!-krzyknęłam wraz gdy moje ramiona opadły-nie działają na mnie takie triki wybacz braciszku-puściłam mu buziaczka w powietrzu. Zrozumiał o co chodziło i od razu strzelił w moją stronę cwaniacki uśmieszek. Tak stanowczo gdy chciał każda była jego.
-odmówiłeś tej taksówce tak?-westchnęłam sarkastycznie opierając się o ścianę. Tak było mi wygodniej. Moje nogi miały dość.
-tak-zaśmiał się chcąc jeszcze coś powiedzieć-ogólnie w zanadrzu miałem zabranie cię do galerii-machnął ręką obojętnie
-ej no mogłeś od razu mówić-szturchnęłam go-czyli zabierasz mnie na zakupy? Wiesz jak długo dziewczyny chodzą po sklepach i oglądają i oglądają i przymierzają i oglądają i odmawiają i oglądaja i chodzą i marudzą i chodzą i oglądają i wchodzą i wychodzą....-ciągnęłam to tak długo póki nie straciłam tchu. Musiałam nabrać powietrza by dalej wymieniać
-mam dalej..wymieniać?-spytałam biorąc dech
-możesz ale i tak mnie nie zniechęcisz-wytknął mi język a później oddał kuskańca w bok. Tomas poszedł do garażu wystawić auto. Poznałam od razu. Te same którym przywiózł mnie tutaj. Otworzył mi drzwi i wraz z zachodzącym słońcem odjechaliśmy. W aucie zalegała cisza. Nie przeszkadzała nam bo oboje cieszyliśmy się dniem i przepięknym widokiem. Tomas wjechał na podziemny parking a następnie pokazał mi wejście do budynku. Musieliśmy przejechać widną 2 piętra by dotrzeć na dział galerii z ubraniami.Nazwałabym to działem dla kobiet. Oczy mi błysnęły i byłam w siódmym niebie.
-masz mały wybór-chytro się zaśmiał pokazując mi wszystko
-pożałujesz że ze mną pojechałeś-dodałam ruszając przed siebie. Ruszyłam do najbliższego sklepu. Prawie wszystko wpadało mi w oko i nie mogłam się oprzeć. Jako jedyny sklep wybrałam Nike. Weszłam tak jak ostatnio pod wrażeniem tego sklepu. Rzuciłam się na dział z koszulkami i spodenkami. Wybrałam 3 pary spodenek i 2 koszulki. Zapłaciłam za nie i ruszyłam po buty. Musiałam kupić sobie nowe korki....nie jakieś wygodne mi się przydadzą a korki przy innej okazji(jeśli taka o ile się zdarzy). Wszystkie mnie przyciągały ale jednak musiałam wybrać sobie coś innego. Znalazłam znane mi cudeńka. Aż łezka w oku mi się kręciła gdy pomyślałam że miałam przyjemność je jako pierwsza zobaczyć. Uczucie przeważyło. Wzięłam pudełko i ruszyłam do kasy. Nie oglądałam się na cenę ani na dziwną minę Tomasa. Zagarnęłam jeszcze jedne Air-Maxy i zakończyłam swoje zakupy. Razem wyszłam z sześcioma torbami. Byłam zadowolona z zakupów a z drugiej przypomniałam sobie o czymś co już więcej nie będzie miało miejsca. Pogodziłam się z tą myślą i byłam w pełni gotowa zacząć zmianę.
-a wiesz że to jeszcze nie koniec?-spytałam z tą nutką ironii w głosie
- jak mógłbym zapomnieć-wywrócił oczami- co masz w planach?
- fryzjer-poruszyłam brwiami-duuuża zmiana-podniosłam oczy ku niebu ciesząc się jego widokiem. Załadowałam torby do bagażnika i następnym ruchem było zrobienie sobie zdjęcia z Tomasem na tle tego przepięknego nieba. Tomas oczywiście stwierdzał że na każdym wyszedł źle ale zaprzeczyłam i postanowiłam przy okazji je wywołać. Wyszły nam niesamowicie. Wsiedliśmy do samochodu i odjechaliśmy. Droga się nie kończyła ale przy dobrym obejściu trafiliśmy do "właśnie tego fryzjera". Właśnie tego bo dobrze wiedziałam co i dla kogo robił .A robił cuda na głowie. Ja takiego cudu potrzebowałam. Weszliśmy do lokalu i ja od razu wyczaiłam "jego". Znałam go. Byłam tutaj i on znał mnie. Podeszłam do niego i ciepło się uśmiechnęłam
-W czym mogę służyć?-spytał
-chciałabym zmiany na swoich włosach i to dużej-zerknęłam na Tomasa i lekko się uśmiechnęłam-słyszałam że potraficie działać niesamowite rzeczy dzisiaj to udowodnicie-powiedziałam dumnie i zajęłam wskazany fotel. Nic mi nie zostało jak zdać się na niego. Widziałam że cieszył się z mojej wizyty. Pamiętał mnie a to plus choć byłam tutaj raz i tylko jako osoba która miała doradzać. Teraz to ja byłam klientką i oczekiwałam dobrych efektów. Francisco zajął się pracą a ja odpłynęłam przy lecącej muzyce. Tomas usiadł w poczekalni grzebiąc w telefonie. Oglądałam jego mimikę w lustrze i nieraz nie mogłam opanować się od śmiechu.Oczywiście za to robił mi zdjęcia gdy byłam cała w aluminiowych papierkach lub w głupich pozycjach.Słodki idiota dokładnie jak Jo..Jota. Moja głowa lądowała w różnych rękach ale najbardziej zależało mi na wykończeniu. Czas leciał a ja coraz bardziej się niecierpliwiłam. Jedyną uspokajającą mnie rzeczą była obecność bruneta podziwiającego pracę fryzjera. Pokazywał mi uniesiony kciuk wraz z szerokim uśmiechem. Praca dobiegła końca. Fran skończył i zdjął ze mnie wszystko jedynie zasłaniając lustro.
-jeszcze chwila i gotowe-szepnął fryzjer. Nie wiem co miałam czuć...czy uda mi się dokonać całkowitej zmiany? Czy nikt więcej mnie nie rozpozna? Czy jednak będę jeszcze bardziej rozpoznawalna? Czy wszystko się ułoży? Czy to była dobra decyzja na zmianę...? Moich pytań było wiele a odpowiedź jedna.
-gotowa?-spytał Tomas-czy jednak wolisz żyć w niepewności-powiedział z cichym podtekstem
-gotowa jak nigdy wcześniej-powiedziałam wstając z fotela. Kurtyna opadła i mogłam ujrzeć efekty pracy Franscisco. Nie mogłam uwierzyć. To było dokładnie to co chciałam.. Tak ten lokal działa cuda.
-to jest to-szepnęłam sama do siebie-Dziękuję Fran,dobrze wiedziałeś co zrobić-mrugnęłam okiem i ciepło pożegnałam się z tym lokalem. Tomas wciąż nie odrywał ode mnie wzroku i cały czas dotykał moich włosów.
-teraz to nikt cie nie rozpozna ja cie mało co poznałem-zaśmiał się otwierając mi drzwi od auta.
"O to mi właśnie chodziło"-mówił mi głosik tam w środku. Nie że aż tak....ale ta zmiana podziałała.
-wracamy bo mamy dzisiaj nocną zmianę zapomniałeś?-puknęłam go lekko w czoło
Zrobił minę typu"nie musiałaś przypominać" i odpalił silnik. Oczywiście mogłam się z nim drażnić na temat tego że dodatkowo zostaniemy jeszcze sprzątać. Patrzałam na bruneta z podziwem że wciąż ze mną wytrzymuje. Dotrzymał mi rozmowy po samo wejście do hotelu. Własnie do kuchni wracała Andrea. Gdy zerknęła na "mnie" zmroziła Hiszpana wzrokiem.
-już jako pierwsza cie nie poznała-zaśmiał się przepuszczając mnie w drzwiach. Wróciliśmy do kuchni wchodząc roześmiani z miny Alejandra.
-kolejna Tomas....?-westchnął wspomniany zarządca. Opierał się o kuchenny blat podnosząc wzrok z nad kartek.
-serio aż tak się zmieniłaś?-zaśmiał się brunet zakładając ponownie uniform. Ja także zgarnęłam swój ze swoim imieniem
- Cel...Celia to ty?-powiedzieli wszyscy chórem
-trochę odmieniona ale tak to ja -wygładziłam swoje ubranie dodając do niego notes i długopis. Oni nadal stali z otwartymi gębami wpatrując się we mnie. To może za bardzo....
-to ja-pokazałam na trampki i nazwisko na uniformie-uwierzcie bo nie wiem co mam jeszcze zrobić-westchnęłam pchając barkiem drzwi. Wypuściłam głośno powietrze przez płuca od razu śmiejąc się. Usiadłam na miejscu Juliety w recepcji wyglądając gości. Musiało mnie trafić szczęście bo nadchodził z kilkoma osobami we własnej osobie Sergio. Ten "Sergio" z ostatniego razu.
-czy mogę zarezerwować stolik na godzinę 19?-spytał ukazując biały rząd zębów. Jak zawsze czarujący
-jak najbardziej a z jakiej to okazji?-spytałam
-chcę zaprosić waszą kelnerkę na kolację za ostatnie-mrugnął okiem-Celia się nazywa proszę zanotować-pokazał na moje bazgroły w dzienniku Juliety. Kiwnęłam głową zapisując swoje imię. Takie to dziwne że mnie nie poznał. Mam dalej grać "nie" siebie czy mu wyznać ze gada ze mną? Wybieram to pierwsze. Mężczyzna pokiwał głową i poszedł na górę. Ja zeszłam z posady recepcjonisty i jak najszybciej udałam się do aquaparku tam gdzie pracował Tomas. Pobiegłam tak szybko jak się dało. Julieta mocno się zdziwi zapisanym stolikiem i osobą. Tomas zdziwił się moją obecnością. Miałam pilną sprawę a jego praca nie ucieknie
-Sergio tu był-wydyszałam- chce to znaczy zaprosił mnie a jednak to do mnie nie mówił o wspólnej kolacji za ostatnie-wydusiłam na jednym tchu.
-chwile co?-podrapał się po karku Hiszpan- Ten co był na kontroli zaprosił cię na kolacji ale to nie ty z nim gadałaś?-marszczył brwi z każdym wypowiadanym słowem
-ja tylko że on mnie nie poznał-dodałam bawiąc się palcami-myślisz że zrobiłam coś złego ostatnim razem?-spytałam z lekkim niepokojem w głosie
-nie no coś ty-zaprzeczył- to pewnie odwdzięczenie-pstryknął mój nos wracając do pracy. Popatrzałam na pracę chłopaka uśmiechając się od ucha następnie stykając się z Sergio.
Ja oczekuję na powrót Neymara :p
OdpowiedzUsuń