Music ♥

poniedziałek, 21 sierpnia 2017

Rozdział 92

"Na żadnym zegarze nie znajdziesz wskazówek do życia"

 To była właśnie normalność o której marzyłam,śniłam i pragnęłam z całego serca. Spojrzałam na grupkę przyjaciół którzy stali przede mną i ich widok naładował mnie tam w środku. W dodatku fakt że moja najlepsza przyjaciółka wychodzi za mąż pobudzał te ciepłe uczucia jeszcze bardziej. Doszliśmy do całej reszty zbierając po drodze porozwalane zabawki.
 -nigdy ich nie schowają tylko rzucają gdzie popadnie-dodała Anto otwierając wielkie pudełko na zabawki. Pozbierałyśmy resztę i spakowałyśmy potrzebne rzeczy dla maluchów. Rafaela i Veronica przyszły do nas gdy ktoś rzucił hasło że przyszłyśmy
 -to już wiesz?-szturchnęła mnie Polka
-tak już wiem-zaśmiałam się witając się z nią czule. Pachniała morską bryzą i cytrynami co świadczyło o tym że przebywała w towarzystwie swojego księcia na białym koniu,ponieważ tylko tak on pachniał i poznałabym ten zapach wszędzie. Rafaela przewiesiła torbę na ramię i pośpieszyła swojego chłopaka by poszli już do samochodu. Za nimi poszli następni aż w końcu ja i Veronica zostałyśmy na końcu. W końcu ma mi coś do powiedzenia
 -nie mówiłaś o tym Jocie?-spytałam zamykając za sobą drzwi
 -o czym?-spytała unosząc brwi
- o ślubie,moglibyście pójść razem-dodałam schodząc ze schodów-to byłaby dobra okazja-dodałam z jaśniejącym uśmiechem
 -gdybym jeszcze z nim rozmawiała-mruknęła pod nosem-jest blisko ale nadal daleko jeśli wiesz o czym mówię-dodała pakując się do czarnego Cadillaca. Anto zapinała pasy dzieciakom więc my usiadłyśmy za nimi by mieć je na oku.
 -wiem doskonale ale daj chłopakowi czas,wiesz musi się oswoić i będzie okej-mrugnęłam okiem czując że Leo odjechał spod swojej willi. Veronica uścisnęła mi dłoń i przykleiła twarz do okna wyczekując tego co będzie. Spojrzałam na przód gdzie siedział Leo z Anto i nie mogłam obejść się bez tego by się nie uśmiechnąć,idealni rodzicie i przyszli małżonkowie. Pasowali do siebie jak niebo i ziemia i za 3 miesiące połączą się na zawsze. Oparłam się bardziej o siedzenie i łaskotałam lekko Mateo przez co zaczął się słodko śmiać i wywołał zdziwienie na twarzy swoich rodziców
 -dobra opiekunka cholerka chcesz nową pracę u nas?-zaśmiała się puszczając mi oczko
-bardzo chętnie ale Alex by mi nie pozwolił na aż tyle wolnego-dodałam robiąc głupie miny w stronę Matea
 -ja to się zastanawiam skąd bierzesz te miny siostrzyczko-westchnęła patrząc na swoje maluszka
-lepiej nie pytaj-zaśmiałam obserwując maluszka. Bawiłam się z maluchami podczas gdy Veronica to kręciła i padała ze śmiechu za kamerą. Nieraz pytałam siebie samą dlaczego się z nią przyjaźnię.
 -ani mi się waż to wstawiać-pogroziłam jej palcem mając na ustach dziwną minę. Jeszcze większa kompromitacja.
 -niestety-zaśmiała się chowając telefon-wysłałam to Erikowi,pytał o ciebie trochę-dodała patrząc na mnie
 -i co mu powiedziałaś? Jeny powinnam do niego zadzwonić...pewnie uważa mnie za najgorszą-dodałam chowając twarz w dłonie
 -a gdzie tam,tęskni trochę i marudzi ale jest normalny-dodała łapiąc mnie lekko za ramię
 -muszę do niego zadzwonić,ja..on...-gubiłam się w słowach,zostawiłam ich na tyle lat. A uważałam się za ich przyjaciółkę...
 -spokojnie,on wie że pewnie tak myślisz więc się myślisz,nic sie nie zmienił-zaśmiała się-ja też od 3 lat ich nie widziałam więc obie jesteśmy w tym gównie-parsknęła uśmiechając się głupio. Zaśmiałam się cicho patrząc na mijające domy. Wszystko będzie dobrze...wszystko się  w końcu układa. Gdy dojechaliśmy na miejsce wszyscy wylecieli jak poparzeni na gorący piasek ja na spokojnie wyszłam z auta zarzuciłam torbę na ramię i zajęłam miejsce obok kolorowego kocu Rafhini. Wyciągnęłam nogi i powoli sięgałam ręką po krem gdy moje piękne słoneczko zasłonił mi nie kto inny jak Leo. Niby taki "mały"a pełno go wszędzie,no ja nie wiem co z niego za człowiek
 -chodź do wody Celia-nachylił się w moją stronę i podciągnął na nogi. Nie mogłam powiedzieć słowa a w mig znalazłam się w pas w wodzie. Wszyscy byli już zanurzeni i szczęśliwi. Zerknęłam na brzeg gdzie Anto,Sofii i Shaki siedziały i opalały się. No szlag by ich. Pływali sobie a ja stałam jak słup soli.
 -no,pływaj z nami-podpłynął do mnie Pique,ten to się czuje jak ryba w wodzie
 -gdybym weszła po dobroci już bym cię biła na głowę Geri a tak to muszę się oswoić-westchnęłam zabijając wzrokiem Leo. Brunet spuścił wzrok i dołączył do podmorskiej zabawy. Rozejrzałam się wokół siebie i nie dowierzałam własnym oczom. To było NASZE miejsce,to gdzie zapragnęłam być tylko Neymara,tylko w jego objęciach...tylko w jego.... i nagle straciłam grunt pod nogami i znalazłam się w wodzie. Chyba ich totalnie pogrzało.
 -co wy robicie?!-krzyknęłam gdy tylko się wynurzyłam z wody-mogłam się utopić!-warknęłam-idę na brzeg-powiedziałam idąc tak szybko jak potrafiłam
 -Celia,nie chcieliśmy zrobić nic złego,wybacz-dodał Pique spuszczając głowę
 -nic się nie stało,po prostu mnie zaskoczyliście-dodałam wypuszczając głośno powietrze-chce z wami pływać ale mogliście dać mi czas!-chlapnęłam na chłopaków szybko zanurzając się pod taflą wody. Zaczęli się śmiać i zaczęła się gonitwa. Kompletna gonitwa,na prawdę gdyby ktoś nas zobaczył nas uznałby że nie jesteśmy w pełni rozumu,póki co wiedzieliśmy to tylko my. Cała ta zabawa przyprawiała mnie o banana na twarz ale największą frajdę sprawiało mi robienie ich w konia. Popłynęłam do tej małej jaskini przy której byłam z Neymarem i tam się przed nimi schowałam. Najlepsze i najpiękniejsze miejsce na tej plaży,i o tym miejscu wiedzieli tylko nieliczni. Patrzyłam na znaną mi skałę i aż dech w piersi mi zapierało gdy przypomniałam sobie wtedy siebie i Neymara...samych. Tylko on i ja....
 -tu jest!-krzyknął Raf-a więc tu się schowałaś...-dodał brunet rozglądając się-skąd...?
 -tajemnica-wytknęłam mu język śmiejąc się-to nasze miejsce-szepnęłam-to tutaj...tutaj zapragnęłam być z Neymarem- powiedziałam pocierając ramiona
 -piękne miejsce-szepnął z uśmiechem-nie bój się nie zdradzę waszej tajemnicy-pokazał znany gest zz kłódką i kluczykiem powodując u mnie przypływ śmiechu. Wyszliśmy zza jaskini i wpadliśmy na naszą zgraję piłkarzy
 -szukaliśmy cię... i nie znaleźliśmy...-potrząsnął głową-gdzie byłaś tyle czasu?-spytał Hiszpan
 -pod wodą Geri- zaśmiałam się-gdzieś gdzie nikt mnie nie znalazł-dodałam idąc do brzegu. Oczywiście chłopaki jak to chłopaki nie zamierzali zrezygnować. 
 -mogłaś dać znać że gdzieś idziesz-westchnął Geri
 -Geri daj spokój,jestem cała musiałam pobyć sama-wzruszyłam ramionami siadając na ręczniku
 -i nie obchodzi cię to że się o ciebie martwiliśmy?-zdziwił się brunet
 -Geri to nie tak...po prostu byłam w miejscu o którym wiem tylko ja i Neymar..to wyjątkowe miejsce jak Camp Nou dla was-powiedziałam pocierając czoło
 -rozumiem,ale pamiętaj że jesteś dla nas członkiem rodziny i to się nie zmieni-dodał już z widocznym uśmiechem. Odwzajemniłam uśmiech i zamknęłam oczy kładąc się wygodniej na ręczniku. Przysłoniłam sobie słońce ręcznikiem i mój relax nie potrwał gdy zobaczyłam na horyzoncie Thiago,Milana,Sashę i Matea który robili zamki z piasku.
 -ciocia!-krzyknął jeden z tłumu-choć nam pomóc!
 -idę kochany-odpowiedziałam ściągając ręcznik z czoła i wstając na nogi
 Szłam prosto do nich gdy na drodze stanęła mi piekna mamusia Thiago
 -nie musisz tam iść-dodała-poradzą sobie,wiesz lubią cię wykorzystywać-zaśmiała się głośno
 -no coś ty twój syn mnie wykorzystuje pierwsze słyszę-prychnęłam ze śmiechem-twój syn to najbardziej urocza osoba jaką znam a zabawa z nim to przyjemność-pocałowałam jej policzek idąc do wesołych pociech. Usiadłam przy nich i spojrzałam na budowlę którą stworzyli...była niesamowita
 -ciocia dobudujesz tutaj mur i taką fosę by woda leciała?-spytał Argentyńczyk czyszcząc wiaderko
 -jasne,już biorę się do pracy-dodałam nabierając piasku w dłonie i mieszając go z wodą powstawał mocny mur. Zrobiłam otwory na wodę i zerknęłam na maluchów którzy upiększali swoje arcydzieło. 
 -to jest zamek tak?-uśmiechnęłam się do pociech obserwując cała budowlę
 -tak,taki by wszyscy się w nim zmieścili-dodał Milan idąc z wiaderkiem po wodę. Spojrzałam na chłopca i on mówił na serio. Gdyby istniał taki zamek na świecie bez wahania wszyscy byśmy się do niego przenieśli. Milan wrócił i dobudowaliśmy razem jeszcze wieże które lekko ozdobiliśmy znalezionymi kwiatkami i nasza forteca była gotowa. Dzieciaki pobiegły po rodziców by zobaczyli a ja odsunęłam się w cień. Wszyscy podziwiali fortece po czym ich pociechy oznajmiły że są głodne i że chcą jeść. Nie było odwrotu musieliśmy się zbierać. Wzięliśmy wszystko z plaży i udaliśmy się na pobliski parking. Owinęłam się patką i nałożyłam szybko koszulkę z adidasa. 
 -to co jedziemy na pizzę?-spytałam ubierając okulary przeciwsłoneczne
 -tak,wiecie gdzie tam się spotkamy-dodał Argentyńczyk mrugając do mnie okiem. Kiwnęliśmy głowami i każde z nas ruszyło w drogę. Uchyliłam lekko szybę i wychyliłam głowę by zaznać świeżego powietrza. Raf ze mnie się oczywiście śmiał ale nie obeszło mnie to,to co czułam w momencie przypływu wiatru było nie do opisania. Byłam wolna,wolna i szczęśliwa. Zajechaliśmy pod knajpkę niedaleko domu Argentyńskiej pary i wszyscy razem znowu zaczęliśmy okupywać cały bar.Znaleźliśmy wolne miejsca i gdy tylko dzieciaki zamówiły coś dla siebie my zamówiliśmy swoje. Tym razem żadna kelnerka nie wspominała o Neymarze więc ze spokojną głową mogłam żartować z przyjaciółmi,po wielu cierpieniach mogłam korzystać z życia i brać z niego tyle ile się da. Zamówienia przyszły szybciej niż myślałam i nie wahaliśmy się ani chwili by zacząć pałaszować cudownie pachnące potrawy. W oddali było słychać odgłosy jeżdżących samochodów,krzyki i także powiew wiatru który uspokajał moją duszę. Z uśmiechem przełykałam każdy kęs i rozkoszowałam się każdym uśmiechem i osobą tak bardzo że samej siebie nie poznawałam. Co się ze mną stało? Sama nie wiem,ale wyszło m to na dobre. Zjedliśmy swoje potrawy i przyszedł czas na wielką pizzę. 
 -kto to zmieści?-spytałam patrząc przestraszona na zgraję
 -my-powiedział Hiszpan kiwając ochoczo głową-to tylko trochę,każdy po 3 kawałki i jakoś pójdzie-zaśmiał się nerwowo. Poklepałam go po ramieniu posyłając promienny uśmiech. Pizza przyszła i nasze chęci do jedzenia jej bardziej wzrosły. Kelnerka postawiła ją na stole i doniosła jeszcze sosy i napoje. Naprawdę była wielka a ludzi do zjedzenia jej nam nie brakowało. Wzięłam nóż do pizzy i zaczęłam ją rozcinać na kawałki. Cała grupka patrzyła na moje ruchy a ja się stresowałam coraz bardziej.
 -nie lubię gdy ktoś patrzy gdy coś robię-zaśmiałam się kopiąc Rafa pod stołem
-au!-krzyknął łapiąc się za kostkę-nic nie zrobiłem-dodał jęcząc pod nosem
 -tak właśnie-parsknełąm odstawiając nóż i siadając na swoim miejscu puszczając buziaka do Brazylijczyka. Zaczął Geri,Shaki potem Milan i Sasha,Leo i Anto razem z Mateo potem Thiago później Jota i Veronica a na koniec Raf,Rafaela i ja. W mig pizzy nie było,gdy dorwali się do ostatnich kawałków ani śniłam by dostać jeszcze trochę
 -to dla Celi zostawcie trochę!-warknął Raf
 -no już stary-zaśmiał się Geri- wiem chciałem nałożyć jej sos-pokręcił głową
 -jak miło że coś dla mnie zostało-szturchnęłam Veronicę
 -bierz póki ciepłe,każdy się o  to bił a zostawili to tobie-mrugnęła do mnie popijając sok. Wzięłam z talerza ostatni kawałek i zostałam pociągnięta na czyjeś kolana. 
 -tu twoje miejsce-dodał Rafhnia obejmując mnie w pasie-nic się nie bój trzymam cię-szepnął i zerknął na swoją ukochaną
 -jak coś mogę zejść....-powiedziałam z odłamkiem pizzy w buzi
 -siedź,Rafowi zimno a ja go nie umiem ogrzać aż tak-zaśmiała się biorąc szklankę z sokiem. Siedziałam u bruneta a kolanach jedząc pizzę potem popijając ją sokiem. Gdy na talerzyku były same okruchy z dumnym uśmiechem odstawiłam talerzyk ku zdziwieniu wszystkich
 -to była najsmaczniejsza pizza jaką jadłam-powiedziałam schodząc z kolan chłopaka-trochę ciężka jestem co?-zaśmiałam się siadając krzesełko obok
 -ty ani trochę-potarł czoło uśmiechając się promiennie. Wyciągnęłam nogi lekko na drugie siedzenie i rozłożyłam się wygodnie patrząc na rosnące budynki w Barcelonie. Patrzyłam na nie i uśmiechałam się. Cieszył mnie także fakt że odzyskałam sens życia,sens którego tak długo szukałam. Po odpoczęciu przedyskutowaniu z kim jadę zebraliśmy się do aut i tam zaczęły się pożegnania
 -to jutro zobaczymy się z ciocią?-spytał Thiago ciągnąc za rączkę swojego tatę. Kucnęłam przy nim lekko czochrając jego włoski
 -może nie jutro ale niedługo-pocałowałam jego główkę-ciocia często będzie was odwiedzać masz moje słowo-mrugnęłam okiem przytulając Thiago do siebie. Mały objął mnie za szyję z uśmiechem po czym postawiłam go na ziemi. Podobnie było z Milanem. Shaki obiecywała że do nich wpadnę i cały dzień się będe z nimi bawić,dzieciaki zaczęły tak się cieszyć że przybiegły do mnie i rzuciły mi się w ramiona. Nie chciałam ich puszczać,dawały mi tyle energii i siły że aż trudno było bez nich żyć. Uściskałam wszystkich mocno i podeszłam do reszty by ich pożegnać. Wtuliłam się w ramiona Kolumbijki która długo mówiła mi o tym że chce wydać nową piosenkę. Byłam w niebie na wieść że ta piosenka będzie o miłości. Długo namawiałam ją by mi o niej powiedziała ale nie dała się przekonać,póki co miałam czekać. Państwo Pique odjechali do siebie a reszta jeśli się nie pożegnała musiała jeszcze poczekać.
 -nie chce się  z tobą rozstawać-westchnęła Argentynka-czy musisz tam wracać? zadzwonię do Alexa i powiem że chcesz zostać na noc i będzie dobrze....-mówiła szybko i niezwięźle
 -po pierwsze oddychaj-powiedziałam gładząc jej dłoń-po drugie to kochane że chcesz bym została ale to niemożliwe bo mam pracę która jest dla mnie ważna-dodałam obejmując ją czulej-przyjdzie taki czas że bedę nocowała ale to jeszcze nie jest czas na to-powiedziałam bawiąc się jej ręką
 -tak tak rozumiem-prychnęła-ale wolałabym byś z nami była-westchnęła opierając się o samochód-kochanie Celia już ci mówiła że będzie taki czas więc spokojnie-powiedział Leo uśmiechając się do mnie
 -no widzisz twój kochany ma rację-szturchnęłam ją i równocześnie się zaśmiałyśmy-jedźcie już,Thiago jest zmęczony i pewnie ma dość na dziś-dodałam mrugając do malucha śmiejącego się na tylnym siedzeniu
 -on i zmęczenie? nigdy-pokiwała głową obracając się do tylnej szyby. Pokiwała mu i puściła buziaka-dobrze jak już mnie nie chcesz to jedziemy-dodała całując mnie w oba policzki
 -zawsze bede cię chciała kochanie!-uśmiechnęłam się z krzykiem-trzymajcie się!-pomachałam im kiedy odjeżdżali. Odwróciłam się w stronę Rafy Veronicy i Joty.
 -to jak do jutra?-spytała Rafaela
 -tak,zakupów z tobą nie przegapię-roześmiałam się
 -to w takim razie jedziemy,Jo do samochodu!-krzyknęła poganiając swojego brata
 -już idę tylko się pożegnam!-krzyknął zły- Celia trzymaj się,widzimy się niedługo jak coś pisz i wiesz gdzie nas znaleźć-dodał muskając mój policzek. Wsiedli i odjechali. Veronica została ze mną i Rafhnią. Przytuliłyśmy się do siebie i szłyśmy w stronę Brazylijczyka który czekał na nas znudzony przy swoim aucie. Veronica go mocno szturchnęła po czym zaczęła się śmiać
  -to co jedziemy Alcantara-śmiała się zajmując tylne miejsce. Stałam jeszcze z Rafą chwilę po czym brunet wsiadł za kierownicę a ja tuż obok niego jako pasażer. Wracałam do hotelu,do moich ludzi,do Alexa i Rodriga,tam gdzie dopełni się mój najlepszy dzień. I nagle gdy zorientowałam się gdzie jesteśmy nie było odwrotu
 -Alcantara hotel jest w drugą stronę...DRUGĄ STRONĘ!-krzyknęłam zła-nie zrozumiałeś?-warknęłam zaciskając mocno uta
 -spokojnie,to tylko chwila wejdziemy do mnie i cię odwiozę-powiedział całkiem spokojnie.
 Nie no super,zamiast wrócić na zmianę to bede u Rafy w domu,zamiast być spokojna jestem nerwowa. Nic nie jest tak jak miało być. Brunet wjechał na podjazd i zgasił samochód. Nabrałam powietrza w płuca i otworzyłam drzwi od auta Brazylijczyka. Na pocieszenie Veronici nie musiałam czekać bo ona okupowała już wnętrze domu piłkarza. Dla niej to coś wspaniałego a dla mnie coś odwrotnego. Nabierałam odwagi w swoje siły i uchyliłam drzwi od mieszkania chłopaka. 
 -idź do kuchni zaraz przyjdę- krzyknął z góry brunet. Veronica była w salonie obok zajmując już playstation. Poszłam do kuchni i zaczęłam szukać po szafkach szklanki. Gdy znalazłam szklankę  schyliłam się po butelkę z wodą i gdy chciałam sobie nalać wodę poczułam czyiś oddech na swojej skórze. Oddech był wolny i głośny
 -potrzebuje by ktoś mnie przytulił-szepnął. Nie zrobiłam nawet ruchy gdy nagle stanęłam przodem do chłopaka i w mig poczułam mocno obejmujące ramiona i przyciskające ciało piłkarza do mojego. Nawet nie musiałam myśleć kto to,nie musiałam nic robić by wiedzieć. Tylko jeden człowiek  pachniał trawą cytrynową,morską bryzą a teraz też alkoholem. Miłość mojego życia przytulała mnie właśnie w tym momencie.

***
Tam tam tam nowy! I co o nim myślicie?
 

2 komentarze:

  1. Jak mogłaś przerwać w takim momencie?! Ty zła kobieto! ;p
    Czekam na next ;*

    OdpowiedzUsuń
  2. Przepraszam, że dopiero teraz się odzywam ale ostatnio nie miałam czasu tu wpadać ;-( Piszesz niesamowicie i czekam na next ;-)
    PS. Jak mogłaś przerwać w takim momencie :-(

    OdpowiedzUsuń