Czasami niszczymy charakterem to, co udało się zbudować sercemTo pytanie totalnie mnie zatkało. Były wypowiedziane tak jakby bał się że nie odpowiem. Z jednej strony cieszyło mnie to że mogłabym być bliżej niego ale z drugiej wciąż musiałam uświadamiać sobie że jesteśmy w niewyjaśnionej relacji. Skomplikowane w ciul. Nieśmiało kiwnęłam głową i wstałam z kanapy. Neymar jakby dopiero co pojął że się zgodziłam a ja już szłam w jego stronę. Wyjęłam szybko telefon i zobaczyłam na wyświetlaczu 23:30. Lepiej późno niż wcale-jak to by Veronica powiedziała. Chłopaki poklepali wolne i gdy tylko mogłam spokojnie usiąść zajęłam się zachowaniem spokoju. Neymar rozdał karty ale gdy chłopaki zobaczyli moje zdezorientowanie wstrzymali grę
- wiesz oczywiście że gramy w pokera?-zapytał znany mi brunet o imieniu PAN DA SILVA
- oczywiście że wiem-dodałam wywracając oczami
Mruknął coś pod nosem na co reszta chłopaków się zaśmiała. Nie powiedzieli mi z czego ale przeczuwałam że z mojego powodu. Brunet dokończył rozdawać karty i mogliśmy zacząć grać. Nie będę mu dawała żadnych forów ale tak naprawdę to on będzie musiał mi dawać fory. Zawsze ogrywałam chłopaków u siebie w szkole ale to co innego. MIERZYŁAM SIĘ Z NEYMAREM JUNIOREM to nie to samo. Spojrzałam na ruchy owego bruneta i zauważyłam że cały czas się spinał. Wkurzało go moje towarzystwo? Wróciłam do stołu gdzie rozgrywaliśmy partie pokera. Miałam szczęście bo trafiły mi się dwa asy z czego reszta może mieć po jednym albo wcale. Zobaczymy co teraz zrobisz Da Silva. Cris i Carlos spasowali następnie Alvaro wyrzucił parę dziesiątek a Jota Dwie Czerwone Damy, czekałam na ruch Neymara. Wyrzucił 2 króle z sercem, ale ja byłam lepsza i wyrzuciłam 2 asy. Chłopaki pogwizdali i szyderczo zaśmiali się w stronę piłkarza. Czyżby nie wiedział kogo zaprasza do gry? Jak nie to teraz już wie. Zebrał karty i zaczął od nowa. Gra głównie toczyła się między mną a PANEM DA SILVĄ. Raz on raz ja i tak na okrągło. Gdy dowiedziałam się od chłopaków że jest 3:30 ledwo otwierałam oczy lecz pomimo zmęczenia psychicznego jak i fizycznego byłam w stanie zagrać ostatnią partię przy stole. Omal nie padłam gdy w kartach wypadła mi karoca, już po nim. Już widzę jego złą minę gdy okażę się że przegrałam. Szkoda że nie założyłam się o coś z nim, teraz mogłabym się lekko zemścić za to jak mnie traktuje. Jednak gdy wyrzuciłam swoje karty Neymar spojrzał na nie i lekko podniósł wzrok na mnie. CZY ON MUSI TAK NA MNIE PATRZEĆ nawet gdy jesteśmy W TAKIEJ SYTUCAJI? Przeraża mnie fakt że cholernie mam ochotę go przytulić.
- dobrze grałaś-dodał i odszedł od stołu
-fajnie że dałeś mi szansę wygrać-dodałam z lekkim uśmiechem i dołączyłam do piątki chłopaków
Gdy byłam blisko zamilkli
- musisz częściej z nami grać-uśmiechnął się szyderczo Jota
- z tobą masz na myśli?- zaśmiałam się
- a widzisz tu kogoś lepszego ode mnie?-wypiął dumnie pierś
Walnęłam go w ramię po czym zaczął mnie łaskotać. Neymar bacznie nas obserwował. Uspokoiłam się gdy zobaczyłam że podchodzi do nas.
-następnym razem założymy się o coś-dodał Jota
Słuchałam uważnie na co ten człowiek wpadnie.
-złożymy się o usługiwanie czyli zrobienie czegoś do jedzenia pójście z nami gdzieś i robienia tego co chcemy-dodał uradowany jak dziecko
Czuje się jak w przedszkolu.
- stoi-dodałam- pod warunkiem że tak samo jak ja wygram to wy będziecie robić co chce-uniosłam brwi
-zgadzam się-podał rękę Jota
Nie wiedział na co się pisze. Potarłam ze śmiechem ręce spoglądając na chłopaków. Już po nich. Chwilę po cała czwórka wyszła zanim wyszli pożegnali się ze mną. Oczywiście PAN DA SILVA był nie w sosie i gdy zobaczyła jego pełną złości minę ode chciało mi się przebywać w jego towarzystwie. Wyszłam przed dom by pomachać im przy odjeździe, bardzo ich polubiłam przez te kilka godzin jak graliśmy. Pasowali do Neymara, tak samo pozytywni taki sam styl bycia, po prostu jak bracia. Rzeczywiście tak było. Gdy odjechali poczułam na swoich ramionach znany mi zapach, były to perfumy Neymara. Miałam na sobie jego bluzę. Mogłabym w niej codziennie chodzić, pachniał trawą cytrynową i rześką bryzą oceaniczną. Mój ulubiony zapach. Nie oddam mu jej. Zamknęłam za sobą drzwi i weszłam do środka. Neymar zabierał Rafę do jej pokoju niosąc ją na rękach. Słodki widok. Rafa trzymała dłonie na jego szyi gdy ten wchodził po schodach. Poszłam zabrać swoje rzeczy w tym mokre chusteczki i telefon. Schowałam go do kieszeni a wypłakane chusteczki wyrzuciłam do najbliższego kosza. Gdy postanowiłam pójść do siebie zauważyłam opierającego się o poręcz Neymara. Któż by inny stał koło mojego pokoju ze spuszoną głową? PAN DA SILVA OF COURSE. Złapałam za klamkę gdy usłyszałam jak Neymar rozmawia z kimś przez telefon. Gdy zobaczył mój ciekawski wzrok poszedł dalej zamykając się u siebie. Pokręciłam smutno głową i w chwili moje przekroczenia progu pokoju uderzyła mnie siła zmęczenia. Brakowało mi już sił, kilka pojedynków z Neymarem może nieźle dziewczynę wykończyć. Słyszycie jak to brzmi? Śmiesznie-też tak myślę. Miałam ochotę wyjść na ulicę. Wyszłam na taras, to zawsze poprawiało mi humor. Piękno Barcelony było tym co działało na mnie jak najlepszy lek. Siedząc już w fotelu mogłam się odprężyć. Chłodne powietrze łagodziło wszystkie moje nerwy, działały jak ukojenie w bólu. Wszystko byłoby dobrze gdyby nie fakt że z tarasu zobaczyłam jak Neymar wyjeżdża z garażu swoim samochodem. Zniknął mi z oczu gdy tylko wjechał na poprzeczną ulicę. Owinęłam się bardziej kocem gdy poczułam chłód pełni księżyca. Było mi jeszcze cieplej ze świadomością że mam na sobie bluzę Neymara. Włączyłam sobie na telefonie piosenkę by jeszcze bardziej się odprężyć i mogłam tak siedzieć do rana. Lekko przymknęłam oczy czując obecność Neymara na swoim ciele. Mówiłam oczywiście o bluzie. Jak wspominałam już wcześniej nie zamierzam mu jej oddać, choćby znaczyło to coś dziwnego między nami, jest dla mnie tlenem i nie wyobrażam sobie bez niego życia.....CHWILA CO???? nie...ja wcale tak nie myślę . Świrujesz Celia-podpowiadał mi głosik w mojej głowie. Siedziałam na tarasie póki nie oślepiły mnie światła parkującego samochodu. PAN DA SILVA wrócił. Wychyliłam się prze barierki ale nic konkretnego nie zobaczyłam z wyjątkiem napotkałam spojrzenie Neymara. On zamknął samochód i wszedł szybko do domu. Też tak zrobiłam i zeszłam o kilka stopni na dół po schodach. Nie tak całkowicie by brunet mnie zobaczył ale wystarczająco bym wszystko doskonale widziała. Wrócił odmieniony. Uśmiechał się jak głupi wpatrując się na wszystko. Zmarszczyłam brwi widząc jego zachowanie. Zaśmiałam się pod nosem gdy nucił piosenkę "Love Yourself" akurat w moim momencie. Moje serce zabiło mocniej gdy zdjął koszulkę i poszedł do siebie. Długo to nie trwało gdy musiałam wypuścić powietrze z ust bo o to ten pan przeszedł koło mnie w samym ręczniku wciąż coś nucąc. Nucił moje ulubione piosenki, to nie możliwe. Robił to z pełnym uśmiechem nie wiedząc że go obserwuje. Nie powiem miło mi się go słuchało. Był całkiem inny jakby gdy odjechał i wrócił stary Neymar a może nigdy nie odchodził tylko przez jakiś czas nie był sobą? Tak czy inaczej, skakałam w duchu że mogę widzieć go takiego jakim naprawdę jest. Usłyszałam lecące piosenki wydobywające się z pokoju Brazylijczyka. Między innymi kilka polskich. Dam sobie rękę uciąć że ani słowa nie rozumiał a i tak śpiewał je tak jakby rozumiał każde słowo. Oczywiście odkąd jest moim idolem mam też także piosenki w języku portugalskim. Wiedziałam że jeśli będę je miała będę bliżej niego. I tak się stało zaczął śpiewać najlepszą jak dotąd piosenkę w swoim ojczystym języku. Nie miałam nic do dodania, ba sama chciałam zejść tam i wraz z nim śpiewać ją, tak bardzo jak on by tego chciał. Wpatrywałam się w jego ruchy jak głupia. Był tak cholernie pociągający. Szybko wybiłam sobie tą myśl z głowy i odważyłam się zejść na dół, a co mi tam raz się żyje. Skierowałam się od razu do kuchni gdzie mogłam normalnie oddychać. Nalałam sobie soku pomarańczowego i miałam wielką ochotę sprawdzić czy nadal nuci piosenki. Nie musiałam długo czekać by dostać odpowiedź, odpowiedź była ukryta w dźwiękach. Neymar grał na fortepianie. Każdy normalny uznałby że to nic niezwykłego ale ja miałam przeczucie że gra z myślą o kimś i to co wyczynia na fortepianie jest piękne. Jeszcze tego brakowało bym szalała za nim jeszcze bardziej. Nie wiem jaka siła prowadziła mnie w stronę jego pokoju ale nie miałam sprzeciwu. Musiałam sprawdzić że Neymar wciąż jest taki sam. Cicho zbliżyłam się do pokoju bruneta i przystanęłam opierając się o framugę drzwi. Gdy zaczął grać znaną mi melodię odpłynęłam. Czy mieliście kiedyś tak że jeden ruch i zachowanie bliskiej osoby sprawia że stajecie się tak po prostu szczęśliwi? Ja też tak mam, w tym momencie tak właśnie było. Mimo że mnie nie widzi czułam się bezpieczniej, gdyby mnie tu zobaczył gapiącą się na jego grę w jego pokoju byłoby już nieco niezręcznie. Gdy grał odsłaniał wszystkie swoje emocje. W moim polu widzenia zobaczyłam jak było mu źle, gra wynagradzała mu to. Zacisnęłam wargi by czegoś nie powiedzieć albo by nie zrobić kroku w jego stronę. Czemu tak jest?-zapytałam samą siebie. Miałam najlepszego idola na świecie a ja sama nie wiedząc czemu czuje coś do niego coś takiego......też tak macie że ogarnia was uczucie którego dawno nie czuliście i gdy ono się pojawia nie wicie je nazwać? Mnie właśnie takie coś uderzyło, tak mocno że ścisnęło mi się serce....NO CELIA! OPANUJ SIĘ!-krzyczał mój głosik. Zaczynam go nie lubić. Wracając do sprawy zaimponował mi grą coraz bardziej mi się podobał. Gdy wszedł na wyższe tony zamknęłam oczy osuwając się po ścianie. Siedziałam przy drzwiach od jego pokoju zaciskając wargi. To dopiero dziecko-ktoś by tak na pewno stwierdził. Kurde no musi być tak idealny? Nie mogłam nic powiedzieć zostało mi tylko słuchanie. Nie poczułam gdy moje wargi zrobiły się ciężkie i zamiast siedzieć osunęłam się na podłogę. Wstałam do pozycji siedzącej tak szybko jak opadłam na podłogę. Dźwignęłam się na nogi i gdy miałam już odchodzić usłyszałam szepty Neymara
-czemu wciąż utwierdzasz mnie w przekonaniu że myliłem się co do ciebie?-kiwał głową siadając na kanapie
Czy on mówił to do mnie? Słyszałam w jego głosie głęboki żal i gorycz.
-nie możesz tak po prostu tego powiedzieć mi w twarz?-dodał chowając twarz w dłoniach
Nie miałam sił patrzeć na jego udręczoną twarz ale w chwili gdy usłyszałam ostatnie słowa szklanka spadła mi na kafelki rozbijając się i raniąc mi dłoń.
-tak bardzo....-powiedział ale nie dokończył słysząc tłukące się szkło
Klnęłam pod nosem ze swojego niezdarstwa. Teraz to będzie fajnie. Będzie uważał mnie za gorszą niż teraz ma. Przyleciał jak najszybciej z dużymi ustami widząc moją pokrwawioną rękę i stłuczoną szklankę
- nie ruszaj się bo nogi sobie pokaleczysz-dodał szybko zbierając szkło
- ty też uważaj.....-szepnęłam tak cicho by nie usłyszał
Szybko usunął szkło z kafelek i mogłam zacząć opatrywać sobie rany. Brunet podszedł do mnie i wyjął mi z dłoni bandaż by sam mógł mnie opatrzeć. Czy mogłam lepiej trafić?
- zaciśnij zęby będzie bolało-powiedział nie patrząc na mnie lecz na moją zranioną dłoń\
Zaczął nalewać mi wodę utlenioną na krwawiącą ranę. Musiałam mocno zacisnąć szczękę by nie wybuchnąć z bólu. Wytrzymałam tyle ile było trzeba i zanim się obejrzałam miałam już założony bandaż, Neymar musiał często kogoś opatrywać jeśli ma taką wprawę.
- dzięki, niezdara ze mnie-szepnęłam chcąc wyjść z kuchni
- to był wypadek nic wielkiego każdemu mógł się zdarzyć-dodał ze spokojem
Chciałam go zatrzymać choć sama nie wiedziałam jak.
Kurka no! Czy Ty musisz mnie doprowadzać znowu do takiego stanu, że chce mi się ryczeć? :'/ KOCHAM TO OPOWIADANIE <3 I tak bardzo chcę się dowiedzieć, co będzie dalej. Liczę na szybki next. ;*
OdpowiedzUsuńTo było ... GENIALNE ! Kurna , no . Bardzo mi się podoba *-* 😍 siadaj i pisz kolejny rozdział proszę 😢😢💙
OdpowiedzUsuń