"Jest wielu ludzi, ale prawdziwy człowiek to rzadkość."
Chodziliśmy po plaży przynajmniej mieliśmy taki zamiar. Ja będąc z tyłu szybko wylądowałam z przodu. Pewnie chcecie wiedzieć jak. Już mówię. Moja kochana paczka była zaniepokojona tym że idę tak sama z tyłu i "zaciągnęli" mnie (w łagodnym tego słowa znaczeniu) do siebie. Pomimo pewnego rozkojarzenia udało mi się normalnie komunikować. A to już jest plus. Nasz wypad zakończyliśmy przy zaczynającej się alei lamp. Wyciągnę tam ich nie ma opcji.
- chodźmy tam-zrobiłam słodkie oczka
Spojrzeli dziwnie na mnie
- niedługo wyjadę i nie będę tego więcej widziała-spuściłam wzrok
To była prawda i trzeba się z tym zmierzyć. Podeszli do mnie pokazując czy aby może chce tam pójść. Jak się okazało poszliśmy w drugą stronę wprost na miejsce gdzie mogłabym przesiadywać wieczność, kierowaliśmy się na Camp Nou. To było jedyne miejsce które potrafiło za każdym razem mnie zaskakiwać. Gdy sięgnęłam do kieszeni poczułam jak zaczyna mi wibrować. Na wyświetlaczu pokazała się uśmiechnięta buźka Veronici
-co to za zdjęcia???-krzyknęła z piskiem
To objaw tego że jest mega zdziwiona
- jakie?-zmarszczyłam brwi
-to jak stoisz..czekaj jesteś tam z chłopakami z FCB?-zapytała z namysłem
- tak akurat idziemy na Camp Nou-zaśmiałam się- hej nadal nie wiem o co chodzi z tymi zdjęciami...-dodałam poważnie- wiem że jedno ja dodałam ale o innych nic nie wiem-powiedziałam niepewnie
- Wiesz jak gorąco mi się zrobiło na widok tych zdjęć-odpowiedziała moja przyjaciółka
-Veronica mów o co chodzi-powiedziałam zniecierpliwiona
-każdy piłkarz z FCB wstawił z tobą zdjęcia-pisnęła
-co?!-odsunęłam się od grupy przyjaciół by nie ogłuchli
-to co słyszysz-zaśmiała się- na każdym tak słodko wychodziłaś a szczególnie to zdjęcie Neymara-krzyknęła a ja wyczułam w jej słowach podtekst typu "On jest taki boski"
-jakie zdjęcie?-uniosłam brwi jednocześnie będąc już lekko poddenerwowaną
-niech ci pokaże albo sama sprawdź-dodała uśmiechając się- ja musze lecieć dziadowie zabierają mnie na mecz trzymaj się sister Pa!-krzyknęła i się rozłączyła
Cała ona. Najlepsze skrócone angielskie słówka, ja ją tego nauczyłam-odruchowo wypięłam dumnie pierś
Schowałam telefon do kieszeni i z lekkim zamieszaniem w głowie jak i w sercu wróciłam do mojej "rodzinki". Oczywiście czekali na mnie z zmartwionymi minami. Nabrałam powietrza w płuca i ruszyłam przed siebie.
- kto?....-nie skończyli
- to Veronica miała dla mnie miłe-zerknęłam na chłopaków zabijając ich wzrokiem- wiadomości-założyłam ręce na pierś.
Dziewczyny podeszły na moją stronę patrząc się na swoich partnerów. Parsknęłam pod nosem uświadamiając sobie jak ta sytuacja wygląda z boku. Zaczęłam od podejścia do Daniego , kocham go i jest moim starszym bratem(którymś z kolei) ale jest najłatwiejszym do wyciągnięcia informacji. W tej sytuacji był to jego telefon. Wyczuł to i zaczął bawić się niespokojnie rękami
- pokaż swój telefon-poleciłam Alvesowi bardziej niż oczekiwałam
Podał z wahaniem. Nie zdziwiłam mu się. Wstawiali zdjęcia ZE MNĄ w takich chwilach że wychodziłam na nich jakbym była kimś sławnym a co gorsza WEZMĄ MNIE ZA KOGOŚ TAKIEGO (czyli sławną i przepłaconą laskę)
-mogliście powiedzieć a przynajmniej pokazać co wstawiacie-prawie krzyknęłam oglądając jakie zdjęcie ten szalony Brazylijczyk wstawił. Normalne.... zdjęcie jak mnie obejmuje a ja śmieje się jak wół na malowane wrota czy jakoś tak. Nie no Super. Już widzę jutrzejszy nagłówek barcelońskich gazet" Piłkarze Barcelony wczorajszego wieczoru byli widziani na plaży w towarzystwie pięknej nieznajomej otóż nie tajemnicza blondynka okazała się być całkiem blisko Katalończyków" Złapałam się za głowę i oddałam telefon Daniemu.
- nic nie mówcie tylko przygotujcie się na bardzo ale to bardzo ciekawe nagłówki jutrzejszych gazet-dodałam idąc do tylnego wejścia na Camp Nou. Nie zostali mi dłużni i dołączyli kroku
- nie przejmuj się po za tym prędzej czy później i tak gazety by cię razem z nami zobaczyły-uciął krótko Pique
-Zgodzę się z nim-dodałam łapiąc za rękę Gerarda Shaki
-jesteś nasza i niech świat nam zazdrości-dodał szczęśliwy u boku Anto Leo
Posłałam im obu szeroki uśmiech i spojrzałam na resztę. Gdy znowu pochłonęła mnie niepewność o swoją przyszłość i reputacje chłopaków od tyłu dotknął mojego ramienia znany mi głos.
- jesteś najlepszą rzeczą jaka mogłaby mnie tutaj spotkać i żadne gazety tego nie zmienią-szepnął mi na ucho tak cicho że tylko ja mogłam go usłyszeć
Ugięły się pode mną nogi. Nikt mi wcześniej nie powiedział bardziej wartościowszych słów niż te które przed chwilą usłyszałam odidealnego bruneta. Zagryzłam wargę czując na mojej twarzy rumieńce. Usłyszałam cichy lecz uroczy śmiech Brazylijczyka. Sama zaczęłam się na niego patrzeć jak wół na malowane wrota nie patrząc jak długo to trwa. Otrząsnęłam się gdy usłyszałam przychodzącą wiadomość na mój telefon. Na wiadomość mnie rozbroiła. Musiałam ją z kilka razy przeczytać by ją zrozumieć. A co najśmieszniejsze w niej to to od kogo ona była:
"Patrzysz się na niego jak wół na malowane wrota -KC Dani Anto i Leo"
Zaśmiałam się jak głupia przy odpowiedzi
"Wcale nie i zajmijcie się sobą a nie mną lamy,KC też was"
Oni zrobili głupie miny w moją stronę gdy później ja wytknęłam im język szczerząc się szeroko nie wiadomo po co i do kogo. Schowałam telefon na swoje miejsce i mogłam spokojnie uchylić drzwi od wejścia na stadion. Znowu tu byłam. Głęboko odetchnęłam po czym rozejrzałam się po znanym mi (już) miejscu. Poczułam ciarki na moich plecach, to miejsce przeszywało moje serce i duszę. Usiadłam na murawie obserwując gwieździste niebo. Wyglądało przepięknie jak na tą porę roku. Potarłam ramiona czując przechodzące mnie zimne dreszcze. Wtedy to poczułam, uderzył mnie znajomy hipnotyzujący zapach męskiej bluzy. Jakbym kiedykolwiek zapomniała ten zapach muszę zabrać sobie TĄ bluzę. Oczywiście mówię tu o własności Pana Da Silvy.
- trzymaj załóż ją bo zmarzniesz-dodał tym swoim troskliwym głosem
-dzięki Ney-dotknęłam jego dłoni czując jego obecność oraz bijące od niego ciepło
Usiadł dotykając mojego ramienia. Długo to nie trwało gdy z drugiej strony dosiadły się Anto z Shaki. Poruszały brwiami widząc z drugiej strony obecność Neymara. Zgromiłam je za to wzrokiem lekko się czerwieniąc, po tym miały jeszcze większy ubaw ze mnie. Tuż po dziewczynach dosiedli się chłopaki. Tylko ich tu brakowało. TAK NA SERIO to jakoś głupio czuję się gdy ich przy mnie nie ma. A zwłaszcza ciemnookiego ibardzo pociągającego Brazylijczyka. Zerknęłam na zegarek 00:00. Przy nich czas się nie liczy. Wszyscy objęliśmy się za ramiona patrząc w gwiazdy. Zostało mi 6 dni z nimi. Z tym wszystkim trudno będzie się pożegnać po tych pięknych 2 tygodniach-pomyślałam patrząc na grupkę przyjaciół albo właściwe rodzinę którą stali się dla mnie w mega szybkim tępię. Dzisiaj był szczególny dzień raz na 5 lat spadają gwiazdy i przypadło to tak że występuje to tydzień po moich urodzinach. Poczułam uścisk dłoni gdy sprawdziłam kto to nie musiałam mówić by każdy wiedział. Neymar sprawca mojego przyjazdu tutaj i najlepsza osoba na świecie, będę mu wdzięczna do końca życia. ZA WSZYSTKO dosłownie. Jedynymi złymi przeczuciami będą te że będą musiała się z nim pożegnać nie wiedząc czy kiedykolwiek jeszcze się nim zobaczę. Odwzajemniłam uścisk dodawając zmęczony uśmiech. Jego reakcja była natychmiastowa, cała paczka nie musiała nic robić by wiedzieć...no właśnie co wiedzieć?
Uświadomiłam sobie coś w tym momencie.
On zrobi dla mnie wszystko-takie stwierdzenie utknęło mi głowie przy spojrzeniu na Neymara
Wstaliśmy z murawy kierując się do wyjścia. Chwila STOP. Oni mnie podnieśli bo nawet na siedzące już zasypiałam. Zatrzymałam na chwilę Neymara pokazując mu coś. On zrobił resztę. O co chodziło?...Nie mogło zabraknąć wspólnego zdjęcia na tle rozświetlonego zarazem magicznego Camp Nou. Ich miny były bezcenne jednak pomimo tego zdziwienia zgodzili się (bez żadnego ale) na zdjęcie. Wyszło przepięknie. Powieszę je sobie nad łóżkiem. Anto wraz z Leo obejmowali mnie z prawej strony a Dani jak na wariata przystało "górował" nad nami. Shaki i Geri Stali koło argentyńskiej pary po czym (nie) mogłabym zapomnieć swoje miejsce zajął Neymar. Jego miejsce było tylko i wyłącznie jedno- przy mnie.
***Mamy 20!***
- chodźmy tam-zrobiłam słodkie oczka
Spojrzeli dziwnie na mnie
- niedługo wyjadę i nie będę tego więcej widziała-spuściłam wzrok
To była prawda i trzeba się z tym zmierzyć. Podeszli do mnie pokazując czy aby może chce tam pójść. Jak się okazało poszliśmy w drugą stronę wprost na miejsce gdzie mogłabym przesiadywać wieczność, kierowaliśmy się na Camp Nou. To było jedyne miejsce które potrafiło za każdym razem mnie zaskakiwać. Gdy sięgnęłam do kieszeni poczułam jak zaczyna mi wibrować. Na wyświetlaczu pokazała się uśmiechnięta buźka Veronici
-co to za zdjęcia???-krzyknęła z piskiem
To objaw tego że jest mega zdziwiona
- jakie?-zmarszczyłam brwi
-to jak stoisz..czekaj jesteś tam z chłopakami z FCB?-zapytała z namysłem
- tak akurat idziemy na Camp Nou-zaśmiałam się- hej nadal nie wiem o co chodzi z tymi zdjęciami...-dodałam poważnie- wiem że jedno ja dodałam ale o innych nic nie wiem-powiedziałam niepewnie
- Wiesz jak gorąco mi się zrobiło na widok tych zdjęć-odpowiedziała moja przyjaciółka
-Veronica mów o co chodzi-powiedziałam zniecierpliwiona
-każdy piłkarz z FCB wstawił z tobą zdjęcia-pisnęła
-co?!-odsunęłam się od grupy przyjaciół by nie ogłuchli
-to co słyszysz-zaśmiała się- na każdym tak słodko wychodziłaś a szczególnie to zdjęcie Neymara-krzyknęła a ja wyczułam w jej słowach podtekst typu "On jest taki boski"
-jakie zdjęcie?-uniosłam brwi jednocześnie będąc już lekko poddenerwowaną
-niech ci pokaże albo sama sprawdź-dodała uśmiechając się- ja musze lecieć dziadowie zabierają mnie na mecz trzymaj się sister Pa!-krzyknęła i się rozłączyła
Cała ona. Najlepsze skrócone angielskie słówka, ja ją tego nauczyłam-odruchowo wypięłam dumnie pierś
Schowałam telefon do kieszeni i z lekkim zamieszaniem w głowie jak i w sercu wróciłam do mojej "rodzinki". Oczywiście czekali na mnie z zmartwionymi minami. Nabrałam powietrza w płuca i ruszyłam przed siebie.
- kto?....-nie skończyli
- to Veronica miała dla mnie miłe-zerknęłam na chłopaków zabijając ich wzrokiem- wiadomości-założyłam ręce na pierś.
Dziewczyny podeszły na moją stronę patrząc się na swoich partnerów. Parsknęłam pod nosem uświadamiając sobie jak ta sytuacja wygląda z boku. Zaczęłam od podejścia do Daniego , kocham go i jest moim starszym bratem(którymś z kolei) ale jest najłatwiejszym do wyciągnięcia informacji. W tej sytuacji był to jego telefon. Wyczuł to i zaczął bawić się niespokojnie rękami
- pokaż swój telefon-poleciłam Alvesowi bardziej niż oczekiwałam
Podał z wahaniem. Nie zdziwiłam mu się. Wstawiali zdjęcia ZE MNĄ w takich chwilach że wychodziłam na nich jakbym była kimś sławnym a co gorsza WEZMĄ MNIE ZA KOGOŚ TAKIEGO (czyli sławną i przepłaconą laskę)
-mogliście powiedzieć a przynajmniej pokazać co wstawiacie-prawie krzyknęłam oglądając jakie zdjęcie ten szalony Brazylijczyk wstawił. Normalne.... zdjęcie jak mnie obejmuje a ja śmieje się jak wół na malowane wrota czy jakoś tak. Nie no Super. Już widzę jutrzejszy nagłówek barcelońskich gazet" Piłkarze Barcelony wczorajszego wieczoru byli widziani na plaży w towarzystwie pięknej nieznajomej otóż nie tajemnicza blondynka okazała się być całkiem blisko Katalończyków" Złapałam się za głowę i oddałam telefon Daniemu.
- nic nie mówcie tylko przygotujcie się na bardzo ale to bardzo ciekawe nagłówki jutrzejszych gazet-dodałam idąc do tylnego wejścia na Camp Nou. Nie zostali mi dłużni i dołączyli kroku
- nie przejmuj się po za tym prędzej czy później i tak gazety by cię razem z nami zobaczyły-uciął krótko Pique
-Zgodzę się z nim-dodałam łapiąc za rękę Gerarda Shaki
-jesteś nasza i niech świat nam zazdrości-dodał szczęśliwy u boku Anto Leo
Posłałam im obu szeroki uśmiech i spojrzałam na resztę. Gdy znowu pochłonęła mnie niepewność o swoją przyszłość i reputacje chłopaków od tyłu dotknął mojego ramienia znany mi głos.
- jesteś najlepszą rzeczą jaka mogłaby mnie tutaj spotkać i żadne gazety tego nie zmienią-szepnął mi na ucho tak cicho że tylko ja mogłam go usłyszeć
Ugięły się pode mną nogi. Nikt mi wcześniej nie powiedział bardziej wartościowszych słów niż te które przed chwilą usłyszałam od
"Patrzysz się na niego jak wół na malowane wrota -KC Dani Anto i Leo"
Zaśmiałam się jak głupia przy odpowiedzi
"Wcale nie i zajmijcie się sobą a nie mną lamy,KC też was"
Oni zrobili głupie miny w moją stronę gdy później ja wytknęłam im język szczerząc się szeroko nie wiadomo po co i do kogo. Schowałam telefon na swoje miejsce i mogłam spokojnie uchylić drzwi od wejścia na stadion. Znowu tu byłam. Głęboko odetchnęłam po czym rozejrzałam się po znanym mi (już) miejscu. Poczułam ciarki na moich plecach, to miejsce przeszywało moje serce i duszę. Usiadłam na murawie obserwując gwieździste niebo. Wyglądało przepięknie jak na tą porę roku. Potarłam ramiona czując przechodzące mnie zimne dreszcze. Wtedy to poczułam, uderzył mnie znajomy hipnotyzujący zapach męskiej bluzy. Jakbym kiedykolwiek zapomniała ten zapach muszę zabrać sobie TĄ bluzę. Oczywiście mówię tu o własności Pana Da Silvy.
- trzymaj załóż ją bo zmarzniesz-dodał tym swoim troskliwym głosem
-dzięki Ney-dotknęłam jego dłoni czując jego obecność oraz bijące od niego ciepło
Usiadł dotykając mojego ramienia. Długo to nie trwało gdy z drugiej strony dosiadły się Anto z Shaki. Poruszały brwiami widząc z drugiej strony obecność Neymara. Zgromiłam je za to wzrokiem lekko się czerwieniąc, po tym miały jeszcze większy ubaw ze mnie. Tuż po dziewczynach dosiedli się chłopaki. Tylko ich tu brakowało. TAK NA SERIO to jakoś głupio czuję się gdy ich przy mnie nie ma. A zwłaszcza ciemnookiego i
Uświadomiłam sobie coś w tym momencie.
On zrobi dla mnie wszystko-takie stwierdzenie utknęło mi głowie przy spojrzeniu na Neymara
Wstaliśmy z murawy kierując się do wyjścia. Chwila STOP. Oni mnie podnieśli bo nawet na siedzące już zasypiałam. Zatrzymałam na chwilę Neymara pokazując mu coś. On zrobił resztę. O co chodziło?...Nie mogło zabraknąć wspólnego zdjęcia na tle rozświetlonego zarazem magicznego Camp Nou. Ich miny były bezcenne jednak pomimo tego zdziwienia zgodzili się (bez żadnego ale) na zdjęcie. Wyszło przepięknie. Powieszę je sobie nad łóżkiem. Anto wraz z Leo obejmowali mnie z prawej strony a Dani jak na wariata przystało "górował" nad nami. Shaki i Geri Stali koło argentyńskiej pary po czym (nie) mogłabym zapomnieć swoje miejsce zajął Neymar. Jego miejsce było tylko i wyłącznie jedno- przy mnie.
***Mamy 20!***
Oooo <3 Ta końcówka jest taka słodka! :D
OdpowiedzUsuńŚwietny rozdział :) i końcówka ughh ♥
OdpowiedzUsuńZapraszam również do siebie ;* http://opowiadania-neymar.blogspot.com/