Music ♥

środa, 22 czerwca 2016

Rozdział 21

        "Panować można nad tym co się myśli ale nie nad tym co się czuje"
 
 
 
Po zrobieniu tego "odpowiedniego" zdjęcia zmierzaliśmy już do swoich okolic głównie do mojej. Moja kochana rodzinka stwierdziła że samej z Neymarem po nocy mnie nie puści...Z NEYMAREM i postanowili mnie nie opuścić po same drzwi wejściowe. Mówię serio. Gdy mi tak to powiedzieli spojrzałam na nich jak na wariatów. Mimo wszystkiego dobrze było czuć że dbają o moje bezpieczeństwo. Choć gdyby puścili mnie samą Z NEYMAREM też by mi nic się nie stało no może tylko moja chora psychika walnęła by bzika a żołądek fikołka ale to nic pamiętajcie. Cała ekipa była od ucha do ucha roześmiana. Usłyszałam cichy chichot, bardzo mi znany i jak się okazało była to Argentynka i Kolumbijka wraz ze swoimi partnerami. Posłałam im żeby się puknęli i wróciłam wzrokiem przed siebie. Dochodziliśmy do mojej dzielnicy. Cała gromadka stanęła przed furtką by mnie przepuścić. Otworzyłam szerzej by te mózgi pomyślały co mam na myśli
    - macie wejść-zaśmiałam się widząc osobę Brazylijczyka obok siebie
-umyliście uszy?- spytał śmiejąc się Neymar
Kiwnęli do siebie głowami i ruszyli w naszą stronę. Moje ciało odmawiało już jakiegokolwiek ruchu ale pomimo tego wciąż miałam ochotę na towarzystwo przyjaciół. Po wpuszczeniu wszystkich na teren domu bruneta mogłam chociaż na chwilę pomyśleć że sen to moje marzenie.  Po tym co ujrzałam kompletnie zgłupiałam. Zobaczyłam słaniających się na nogach piłkarzy i ich partnerki. Anto spojrzała w moją stronę wymownie co znaczyło tyle że musiałam do niej podejść, sama tego chciałam Argentynka jest kochaną osobą i przebywanie w jej towarzystwie pokazuje jak bardzo jedna osoba może zmienić drugą. Kochałam ją jak siostrę i byłyśmy przyjaciółkami zresztą jak z Rafą i Shaki. Przekroczyłam próg drzwi i przytuliła się do mnie Rafa we własnej osobie.  Odwzajemniłam czule gest i wróciłam wzrokiem do ślicznej Argentynki
 - mamy pomysł-dodała Anto ziewając
Uniosłam brwi patrząc na dwie przyjaciółki, gdzie Shaki?
 - pójdziemy jutro na takie babskie zakupy i urządzimy sobie taki babski wieczór-pisnęła dość głośno przewidując prawie świt za oknem
- z wami zawsze-także pisnęłam ściskając się nawzajem
- żadnych Neymarów i tak dalej kumasz?-zaśmiała się Anto
Zasalutowałam śmiesznie za co oberwałam kuskańcem w bok. Czułam się jak w domu, razem z nimi takie zakupy nieźle mi się przydadzą patrząc jak bardzo się z nimi zżyłam. Od dawna nie byłyśmy na wspólnych zakupach i jutrzejszy wspólny wypad oznaczał coś na prawdę niezwykłego, zresztą cała dwójka partnerek + Rafa jest niezwykła. Gdy zakończyłyśmy rozmowę po Argentynkę przyszedł śpiący Leo a Rafa usypiała na stojąco więc poleciłam jej się położyć. Jako jedyna jeszcze normalnie komunikowałam(przynajmniej próbowałam). Napiłam się soku i ruszyłam już do siebie by się położyć. Ostatnią rzeczą było pożegnanie się z resztą "rodzinki". Połowa już spała więc posłałam im uśmiech na dobranoc i czym prędzej poszłam schodami na górę. Ku mojemu zdziwieniu drugą osobą która jeszcze nie spała był Neymar. Stał bez koszulki gapiąc się w przestrzeń za oknem. Wychwyciłam że mówi coś sam do siebie, byłam zbyt zmęczona więc nie wnikałam o co chodziło. Puściłam do niego lekki uśmiech(którego nie widział) i poszłam po cichu do siebie. Zastanawiała mnie jedna myśl  czy kiedykolwiek odzwyczaję się od patrzenia na niego? Dobijała mnie myśl że gdy wyjadę prawdopodobnie już więcej się nie zobaczymy. On jest sławnym piłkarzem a ja głupią i zakochaną fanką w idolu zwykłą dziewczyną z Polski, o to mi chodziło. Na samą myśl o jego nieziemskim uśmiechu przywracało mi to na twarz uśmiech. Dzięki takim mogłam zapaść w Krainę Morfeusza.  Jak zawsze musiało mnie coś obudzić w środku nocy. Nie był to nikt z pokoju więc na pewno ktoś  z dołu. Zeszłam schodami na dół gdzie znalazłam siedzącego w ogrodzie piłkarza. Po raz kolejny był zamyślony i wpatrzony w księżyc. Mówił coś pod nosem cały czas nerwowo zagryzając wargę. Poszłam na przód, musiałam dowiedzieć się co  go trapi. Dotknęłam jego ramienia na co brunet mocno się wzdrygnął. Spodziewał się kogoś innego?
 - co tu robisz?-wychrypiał Neymar
 - to co ty nie mogę spać-dodałam patrząc na jego wyraz twarzy
Coś ukrywa, jest tajemniczy a to oznaczało jedno.
 - co cię trapi Ney?-użyłam jego zdrobnienia
 - nic-uciął krótko- to od zmęczenia i od ostatnich wydarzeń-odpowiedział łagodnie lekko się uśmiechając
Udawajmy że w to uwierzę
 - powinnaś odpocząć Celia-powiedział a ja wyczułam w jego głosie troskę
 - jak ty pójdziesz to ja też pójdę nie zostawię cię samego-odpowiedziałam pewna siebie
Przy nim czułam się ważna, razem z nim wierzyłam że wszystko jest możliwe. To takie....Celia, oj Celia-mówił mój głosik. Po mojej wypowiedzi nastała cisza po czym podchodząc do mnie brunet zrobił coś czego się nie spodziewałam
 - ja tak samo-wychrypiał na co dostałam gęsiej skórki
Przyciągnął mnie do siebie tak że stykaliśmy się czołami a nasze twarze dzieliły milimetry. On jednak objął mnie ramionami tuląc do siebie. Mogłam poczuć jego przyspieszony oddech i szybsze bicie serca. Czułam się przy nim tak dobrze....
 - idziemy po jeszcze przeziębisz mi się tutaj-zaśmiał się uroczo i dał mi swoją bluzę.
Wyglądało to głupio, ja w piżamie z czerwonym nosem i jego bluzie w misie. On za to bez koszulki w samych szortach......Nie mogłam przy takich widokach normalnie myśleć. KONIEC NO JUŻ CELIA!.-znowu ten się odzywa. Poszliśmy do kuchni.
 - to już tradycja-zaśmiałam się cicho
Neymar po usłyszeniu tych słów przyznał mi rację uśmiechając się promiennie. Jego nastroje są zmienne raz jest zamyślony a później wraca stary Neymar śmiejący się do ucha do ucha. Wracając brunet wyjął dwie szklanki i nalał do nich mleko. Podał mi. Stałam chwilę oszołomiona jego boskim wyglądem po czym wzięłam ją od piłkarza. Sam podniósł szklankę do góry i szybko wypił zawartość naczynia. Zrobiłam tak samo uśmiechając się głupio. Nie ogarnięta jestem. Patrzył się tak że miałam ochotę się zapaść pod ziemię. Przeszywa mnie wzrokiem a najgorsze jest to że jego bliska obecność jeszcze bardziej mnie rozprasza, chyba nigdy nie przestanę peszyć się w jego obecności. Umył szklankę i włożył ją tam  gdzie była wcześniej. Poczekałam na swoją kolej. Brunet ruszył w stronę wyjścia więc mogłam spokojnie umyć swoją szklankę. Nie doczekanie moje. Zniknął mi z oczu. Martwiąc się o nieobecność bruneta szybko pobiegłam schodami do swojego królestwa. BUM!. Jakbym wiedziała gdzie będzie.... Co on tu robi?
 - weź coś na siebie i jedziemy-dodała odwracając się w moją stronę
-jedziemy?-uniosłam brwi- jest pierwsza w nocy! Nie wiem jak wy ale ja w Polsce o tej godzinie śpię więc gdybyś był tak....-nie dane było mi skończyć
 - nie jesteś u siebie kotku-położył palec na moich wargach lecz szybko go cofnął
Co za pech
 - powiedz mi chociaż gdzie...-mruknęłam nie wiedząc co temu człowiekowi przyszło do głowy
- i oto niespodzianka-ucieszył się
- proszę daj mi się zdrzemnąć-powiedziałam tak szybko jak poczułam że unoszę się nad ziemią
Neymar wziął mnie na ręce  schodząc po schodach. Zrobiło mi się automatycznie przyjemnie ciepło, nie potrzebowałam żadnych poduszek, miałam jego. Wyprowadził mnie z domu nawet nie dając mi się w nic sensownego ubrać. Byłam w piżamie w pandy i kapcie w pandy. Tak wiem wszędzie "pandy". Gdy postawił mnie przed samochodem, brunet nie mógł powstrzymać śmiechu.
 -ciesz się że jestem tak mądry i wziąłem coś dla ciebie-podał mi torbę a w niej ciuchy do przebrania się
 - tylko po to mnie tu wyciągnąłeś?-zapytałam
-ale czy ja powiedziałem że teraz będziesz się przebierać?-zaśmiał się szyderczo i otworzył mi drzwi do samochodu
Spuściłam głowę głęboko wzdychając. Wrzuciłam ją na tył i wsiadłam do wyznaczonego mi miejsca pasażera. Brunet zanim odpalił silnik zdjął z siebie bluzę i podał mi ją. Wzięłam ją z ukrytym rumieńcem. Pachniała nim....tak jak trawa cytrynowa i morska bryza. Idealne zapachy. Była na mnie za dużo ale tak że mogłam w niej przyjemnie "utopić" Tym razem odjechał i mogłam pozbyć się uczucia gorąca na mojej twarzy spowodowanej bluzą Brazylijczyka. Przez cały czas zastanawiałam się gdzie oto ten osobnik mnie wiezie. On ani słowa, jak grób milczał.
 - dobra bo zaraz nie wytrzymam gdzie do cholery jedziemy?
 - aż tak chcesz wiedzieć?-zaśmiał się
Bawiło go to? Super.
 - tak o jest środek nocy....prawie świta a my jedziemy nie wiadomo gdzie!-machałam rękami
 - w magiczne miejsce-dodał cicho i ruszył dalej nie zatrzymując wzroku na mnie
Spodziewałam się tego, czas na plan B.



 
 


3 komentarze:

  1. Fiu, fiu. Może w końcu się coś między nimi wydarzy? ^^ Czekam na next ;D

    OdpowiedzUsuń
  2. Czekam na rozwinięcie :D Świetny rozdział tradycyjnie ♥

    OdpowiedzUsuń
  3. Super rozdział! Czekam na next pisz szybko i życzę wenki kochana!😘💖

    OdpowiedzUsuń