Music ♥

wtorek, 6 września 2016

Rozdział 67

"Spotkasz pewnego dnia kogoś, kto całkiem odmieni twoje życie.Odnowi twoją wiarę w ludzi i we własne siły"


Ponownie gubiłam się we własnym życiu,kompletnie. Nie wiedziałam co myśleć...Najpierw Dani teraz Rafhnia nie mówcie że wyskoczy mi z skądś Leo,mało by tego brakowało. Alcantara prowadził nie miejąc mi nic więcej do powiedzenia. Jak długo ma plan ukrywania przede mną...sama nie wiem czego?.. Jechaliśmy i jechaliśmy a drodze nie  było końca. Raf zatrzymał się dopiero w momencie gdy uznał że dojechaliśmy.Z mojego punktu widzenia to kompletnie inaczej wyglądało. Boję się o to co mnie tu czeka. Raf zaczekał na mnie i dopiero aż do niego dołączyłam poszedł dalej. Zaczęło się ściemniać i w środku pękałam cała z nerwów.
 -to tutaj-powiedziałam ukazując samolot a dokładnie odrzutowiec stojący tuż przede mną. Gałki oczne wyskoczyły mi z orbit i teraz omal nie opadłam na kolana. Z różyczką w ręce wyłonił się Neymar. Szedł powolnym i zmysłowym krokiem. Otaczająca mnie ciemność pomogła mi nie wydać moich rumieńców. Brunet ucałował mnie słodko w usta po czym wręczył mi kwiat.
 -to wszystko.....po co?-spytałam łamiącym się głosem
 -to nadal niespodzianka-zaśmiała się biorąc i splatając razem nasze dłonie
Spojrzałam ukradkiem na Rafa i widziałam w jego oczach dziką radość ale także spokój. Neymara nie ma...Rafaella sama w domu...tylko ona Jota i Veronica....No to dla niego okazja by..no wiecie o co mi chodzi. Mój Brazylijczyk machnął mu ręką a przyjaciel w mig się zmył i go nie było. Pozostawił za sobą  kurz i pisk od opon. Postarał się chłopak nie powiem że nie. Trzymał mnie w takiej niepewności...ale teraz już prawie wszystko wiem
 -Neymar...ty wciąż robisz coś dla mnie a ja kiedy mam coś zrobić dla ciebie? Oboje jesteśmy w związku a...gdy pomyślę ile kosztują cię takie niespodzianki i tylko ty je robisz to szlag mnie trafia.....-powiedziałam bawiąc się jego dłonią wciąż bojąc się o przyszłość naszego związku,jeśli tak go mogę nazwać
 -Zaczynasz martwić się że przez to co robię stracisz mnie bo ty się nie starasz?-wypowiedział te kilka słów tak że krew zmroziła mi się w żyłach,Tylko on tak potrafił. To może wydaje się głupie ale tak czułam przez ostatnich kilka dni,nie da się gdy jedna osoba się stara.
 -jeśli tak myślisz to wiedz że..-tu ucichł i podniósł mój podbródek na wysokość swojego-że jesteś najbardziej zadziwiającą osobą na świecie i za to cię kocham-cicho i uroczo się zaśmiał. Uwielbiam jego śmiech i mogłabym go słyszeć non stop,od samego rana aż do późnej nocy to i tak by mi się nie znudził.Jego zwykły chociażby najmniejszy uśmiech sprawiał że mój humor się poprawiał,dodawał mi sił każdego dnia i dawał świadomość że zawsze będzie przy mnie. Pogłaskałam jego policzek i musnęłam to miejsce. On obrócił mnie plecami do siebie i zaczął leciutko kołysać. Jego czuły i delikatny dotyk sprawiał że drżałam. Nie sądziłam że można tak bardzo kogoś pokochać. Neymar i ja jesteśmy tego przykładem. Nasze czułości stały się czyś normalnym,tak jak oddychanie. Oddychałam Brazylijczykiem,był moim życiem i sensem mojego istnienia. Pomimo tego liczę się z tym że jesteśmy tylko ludźmi i wszystko nie trwa wiecznie.Musze się starać by człowiek który mnie obejmuje zawsze to robił. By to co jest między nami,z dnia na dzień było coraz mocniejsze i pewniejsze. Czułam się w jego ramionach najbardziej docenioną osobą na świecie. Neymar był tym kimś kogo zawsze chciałam mieć. Najlepszym przyjacielem który znał wszystkie moje słabości jak i wady ale jednocześnie idealnym facetem którego w oczach widzę cały świat.Jest jednym i drugim w jednym ciele i powiem wam że chcąc czy nie chcąc niech będzie nimi jak najdłużej. Oby to się nigdy nie zmieniło.
 -już czas-szepnął biorąc za rękę
 -czas na co?-spytałam idąc po omacku i kompletnie gubiąc się w zielonych oczach bruneta. Tak widziałam je chociaż osaczała mnie ciemność. Przenikały mnie od środka jakbym nic na sobie nie miała.
 -przekonasz się niedługo-dodał  i przysunął się w moją stronę. Nie wiedziałam czy się śmieje czy płacze. Nic a nic nie dało się zobaczyć. Chłopak przesunął dłonią po moim ramieniu i...tu nie wiedziałam co myśleć bo brunet podstawił mi pod stopy schodek. Weszłam szukając jakieś rączki bądź czegoś czego mogłabym się złapać i rozpoznać miejsce. Nie musiałam długo czekać by rozległ się donośny głos kogoś kogo nie znałam. Usiadłam na miękkim fotelu dotykając ścian. Po chwili zrozumiałam gdzie jestem. Byłam w samolocie a dokładnie odrzutowcu. Brazylijczyk już siedział obok mnie i czułam że szczerzy się jak opętany. Ten jego optymizm nieraz mnie przerażał ale także dawał poczucie normalności w naszym związku. W naszym związku jak to fajnie brzmi. "My" to słowo sprawiało że miałam pełno kręcących się motylków w brzuchu. Czułam się jak każda inna dziewczyna która jest zakochana z dodatkiem faktu że moim jedynym jest ktoś zupełnie inny. Inny to dla mnie najlepszy na świecie. Był jest i zawsze będzie. Piłkarz splótł nasze dłonie i nareszcie zapalił światło. Widziałam wszystko z góry.Lecieliśmy. Wysoko nad ziemią,w przestworzach, Tylko on i ja. Razem.
 -zdradzisz mi gdzie lecimy?-spytałam patrząc na to wszystko co było pod nami. Ponownie zrobił mi niespodziankę. Po raz kolejny zdobył moje serce.
 -okaże się za jakiś czas ale bądź pewna że to wyjątkowe miejsce i mieszka tam mój przyjaciel-uciął swoją wypowiedź wygodnie rozkładając się na fotelu podniebnego ptaka.Podążyłam śladem bruneta i włożyłam sobie w uszy słuchawki z lecącą play-listą. Nasz lot nie trwał długo. Obudziłam się leżąca na Neymarze,a dokładniej moja głowa na jego ramieniu.Taka luźna pozycja. Było tak przyjemnie ze aż sama przeklinałam się w duchu z powodu krótkiego lotu. Natomiast Neymar miał o wiele wygodniejszą pozycję ode mnie.Jego głowa niebezpiecznie blisko leżała tuż przy moich piersiach. Słodko leżał i musiałam wykorzystać tą okazję. Pstryknęłam kilka słodkich zdjęć Brazylijczykowi i wysłałam wszystkim chłopakom. Pogłaskałam jego policzek przysuwając do niego usta.Jak grom z jasnego nieba brunet otworzył oczy i zamiast policzka złączyliśmy się ustami. Jemu zawsze wszystko wychodzi. A mi odwrotnie. Nigdy nic nie wychodziło i nie wychodzi. Dolecieliśmy. Brazylijczyk trzymał mnie czule w swoich ramionach złączając nasze dłonie. Dodało mi to otuchy. Piłkarz wskazał drogę do wyjścia i kilkoma zwinnymi ruchami znaleźliśmy się poza pokładem odrzutowca Piłkarz zadziornie się uśmiechnął i zakrył mi oczy.Niech to szlag go i tę okolicę. Obrócił mnie przodem do siebie opuszczając powoli swoje dłonie.To co ujrzałam kompletnie zbiło mnie z tropu.Znałam to miejsce z opowiadań i wielkich słuchach kto tu mieszka. Oczywiście śniłam że kiedyś tu się znajdę a teraz....naprawdę tu byłam. Byłam w Los Angeles. Zakryłam usta dłonią szybko odwracając się do uśmiechniętego bruneta. Założyłam mu ręce na szyję a on nie miał wyjścia i sam mnie przytulił. Trzymał mnie tak długo póki sama nie musiałam jakoś poradzić sobie z rozszalałymi myślami.A fakt że jestem w jego ramionach tym bardziej je pobudzał. Czy on kiedykolwiek przestanie mnie zaskakiwać.Odpowiedź na to pytanie wie tylko moje serce. Złączyłam szybko nasze usta powodując wzrost mojej namiętności. Piłkarz nie protestował,podniósł mnie lekko mogąc obwiązać się nogami wokół jego bioder. Składał czule pocałunki na mojej szyi dając upust swoim emocjom. Mogłam nie jeść nie pić ale musiałam go mieć przy sobie.Banalne wiem ale czy banalnością można nazwać uczucie które rozpieprza całe twoje ciało i duszę? Nie to jest chore,chore do szaleństwa.To się nazywa miłość. Zakończyliśmy swoje pieszczoty i powoli zaczęłam cieszyć się Los Angeles. Wielkie Holywood,to miasto jest najludniejszym miastem w całej Ameryce. Tutaj klimat idealnie wiązał się z klimatem w Hiszpanii. Byłam w miejscu spełniania się wielkich marzeń i celów. Uważam że każdy powinien tu być, spróbować tutaj spędzić kilka chwil i wtedy osądzać. Mi wystarczyła sekunda by stwierdzić że szybko tutaj wrócę. Od początku oczarowały mnie przybrzeżne zarośla szałwii, które pokrywają chaparralowe wzgórza.Znając się na podróżach wiedziałam że większość roku w LA jest słoneczna i dosyć ciepła. W głowie miałam już plan co zwiedzimy,po prostu uwielbiałam zwiedzać nowe miejsca i nie mogło obyć się bez atrakcji. Wyszłam na przód i ujrzałam z daleka napis. Mieliśmy tyle miejsc do zwiedzania.....bajka dla podróżników.Dzięki mojej miłości i ja także będę miała zaszczyt odwiedzić takie miejsce jak Walt Disney Concert Hall czy najjaśniejszą aleję gwiazd Holywood. Tego nie mogłam przegapić .Brazylijczyk wziął mnie za rękę i zaprowadził do stojącego auta. Oczy mi zaiskrzyły i nie mogłam opanować cichego pisku wewnątrz mnie. Kochałam takie auta. Od małego odkąd tata zaczął handlować samochodami pokazywał mi różne marki i tak mi zostało. Wsiadłam jako pasażer rozkoszując się pięknym widokiem samochodu i jego wnętrza. Piłkarz ruszył i z cwaniackim uśmiechem na ustach prowadził przez cały czas. To miasto to była jakaś torpeda. Wysokie zielone i wielkie palmy,no istny raj. Mijaliśmy je przez całą długość alei. Jechaliśmy i jechaliśmy a ślicznej alei nie było końca. Widziałam po Neymarze że wiedział gdzie jedziemy. Przynajmniej on jeden wiedział. Gdy chciałam otworzyć usta właśnie piłkarz zaparkował samochód na czyimś podjeździe. Neymar rzucił mi pełne ognia spojrzenie i popędzał przy wychodzeniu
 -do cholery kto jest taki ważny że musisz mnie pospieszać?-spytałam wywracając oczami
Nie było odpowiedzi ze strony Brazylijczyka. Zabrzmiał mi we włosach całkiem inny dźwięk. Dźwięk którego nie znałam..nie znałam przynajmniej w pierwszej chwili. Gdy odwróciłam się wszystko jakby mignęło mi przed oczami.

****
Mamy 67! Przepraszam za kilka dni nieobecności ....Szkoła się zaczęła a ja mam ostatni rok w gimnazjum...Zrozumcie mnie i wybaczcie. Zatem czekam na komentarze! :*

2 komentarze:

  1. Nie mogę się doczekać nexta ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. Noooo ... nieźle ;) szkoda , że nie dodałaś kto Ci pomógł pisać 😂😂 ale na prawdę super wszystko ujęłaś 😉 czekam na ciąg dalszy 😉😘
    Ps. Zostaw już tego Bieber'a w spokoju 😂😂😘

    OdpowiedzUsuń