Music ♥

sobota, 8 lipca 2017

Rozdział 85


 "Największa nagroda od życia? Gdy ktoś szczerze cię pokocha"


Chłopaki Byli dla mnie wszystkim i teraz to wszystko nabrało dla mnie innego znaczenia. Miałam nadzieje że gdy ja podjęłam wyzwanie naprawienia wszystkiego to los nie stanie mi na przeszkodzie.Ale to tylko nadzieja. Z myślami gdy miałam takie nadzieje już dawno nie wstawałam z łóżka.Gdy ma się poczucie wiary i obecności bliskich ludzi przy sobie nic nie zepsuje ci dnia ani każdego kolejnego. Praca której początkowo nie cierpiałam okazała się najlepszą jaką miałam. Rano obudziłam się z szerokim uśmiechem dodając do tego dzikie pląsy ala Rafhnia i ubrałam w bordowy uniform. Włosy zaczesałam w luźną kitkę i zeszłam schodami w dół. Na zegarku widniała 7:00 jak na mnie to bardzo wcześnie. Pchnęłam kuchenne drzwi widząc  całą załogą w środku. No to fajnie że Alex mi powiedział o zbiórce......
 -no więc tak 4,5,7,12 do obsługi później 15,8,3,20 do nakrycia-postukał w notatki zawieszając harmonogramy. Zbliżyłam się do nich nie tracąc czujności na osobę która zabierała głos.
 -Panno Martinez dziś częściowo mnie zastąpisz-powiedział odwracając się do mnie-ale stolików do godziny 9:00 nie obsługujesz-lekko się uśmiechnął wychodząc. Chłodnie przywitanie z rana do miód na moją duszę. Nie mogłam tak czekać dwie godziny i nic nie robić.Od tego awansu nic prawie nie robię.
 -nie bede siedzieć i nic nie robić przez 2h-westchnęłam głęboko niemal biegnąc za Alejandrem
-taki grafik-zaśmiał się wzruszając ramionami-słuchaj...jeśli dziś ogromnie chcesz pomagać to leć nakryć stoły a później pomożesz Juliecie- dodał unosząc na mnie wzrok odkładając stos papierków-poza tym od 9 mamy dłuży natłok gości więc nie będziesz narzekać-dodał poklepując mnie po ramieniu. Super. Po chwilowym zwątpieniu tego co mam robić poszłam do ekipy od stołów i zaczęłam pomagać. Oderwało mnie to od innych myśli i przy każdym następnym stole szło mi coraz lepiej. Pragnęłam oderwać myśli od tego że dziś mam powiedzieć Rafaeli całą prawdę,że to dziś będę ją błagała o wybaczenie. Taka okazja dwa razy się nie trafia,wczorajsza rozmowa z drużyną wiele mi dała.Kolejną osobą i przed ostatnią w kolejce na liście w przebaczeniu jest Brazylijska siostra o której imieniu nie muszę wspominać. Długo myślałam nad tym co jej powiem i skończyło się na tym że nic nie wymyśliłam. Jedyne coś co mi przyszło do głowy to płacz. Nie wiem jak zniosę to gdy mi nie uwierzy gdy mnie odrzuci....STOP CELIA STOP! Mój umysł od natłoku myśli robił sobie zabawę kiedy wymyśli najgorszy scenariusz i nie znosiłam tego momentu gdy w pewnym momencie musiałam pobiec do łazienki i zmyć makijaż. Całą się rozmazałam i nie mogłam tak dłużej być na sali. Oddychałam głęboko i starałam się uspokoić. Nabrałam powietrza w płuca i wróciłam do siebie. Stoły były już nakryte więc popędziłam do Juliety. 
-wpadłam ci pomóc-powiedziałam kręcąc się na wolnym fotelu przy komputerze
-tylko ty mi tu pomagasz więc spodziewałam się że przyjdziesz-zawiesiła okulary na nos i zajęła miejsce obok mnie. Obserwowałam jej ruchy i ani drgnęła gdy wchodziła w jakieś linki i wpisywała kody. Nie wahała się przed niczym i jej postawa zmotywowała mnie do działania. Pokazała mi zarezerwowane stoły na dzisiejszą kolację i dodawała do tego pełno informacji. W kalendarzu pozwoliła mi wbić kolejne kolacje,koktajle i spotkania biznesowe. Było ich ogrom wolnych dni na prawdę było bardzo mało,może z trzy może dwa. Restauracja pękała w szwach aż zdziwiłam się że wciąż dają radę to wszystko obsługiwać. Poszłam po kawę do kuchni i zrobiłyśmy sobie z Julietą przerwę
  - dziś przychodzą piłkarze widziałam po twojej minie że zbytnio się na to nie cieszysz-powiedziała mieszając cukier w swojej czarnej kawie
 - cieszę że ich zobaczę ale boje się spotkania z pewną ważną dla mnie osobą i reaguje na wszystko dziś jakbym siedziała na bombie jakbym zaraz miała wybuchnąć-powiedziałam patrząc na gorzką ciecz stojącą przede mną
  -nie masz sie czego bać,jeśli ta osoba jest tak ważna jak mówisz na pewno się dogadacie ze sobą,nie wierzę żeby była obojętna na to że tak sie o nią starasz i mam wrażenie że chodzi o...
 -niestety nie tu nie chodzi o Neymara jego temat jest już chyba zamknięty...jego siostra ma się dziś pojawić na kolacji-spuściłam głowę biorąc łyk czarnej herbaty
 -nic jeszcze nie jest stracone póki walczysz nadal jesteś w grze-powiedziała hiszpanka ciepło dotykając mnie po ramieniu. 
 -masz rację ale ten strach..on mnie niszczy gdy pomyślę ile musiała przeze mnie wycierpieć-dodałam ciszej odwracając głowę.Wstydziłam się tego jak egoistycznie wobec niej postąpiłam.
 -każdy z nas przez coś cierpi w życiu i podnosimy się silniejsi,czy ty czy ktoś inny nie ważne liczy się to jak wstajemy,ty podniosłaś się prawie z dna i teraz jesteś na drodze ku szczytowi wierz w to że ci się uda a tak bedzie- powiedziała upijając kolejny łyk kawy. Posiedziałyśmy w miłej ciszy następnie Julieta zabrała się do dalszej pracy. Nie miałam nic więcej do powiedzenia ani zrobienia wiec zabrałam kubek i powoli kierowałam sie w stronę schodów
  -walcz o miłość którą masz w sobie bo jest warta twoich łez-powiedziała hiszpanka gdy stawiałam już stopy na stopniach. Nawet nie wie jak bardzo jestem jej wdzięczna za te słowa. Schodząc na dół uśmiechałam się szerzej niż chciałam i Julieta ma wiele racji w tym co mi powiedziała,powalczę o to z całych sił. Od tamtej chwili nie boję się już tak spotkania z Rafaelą. Zerknęłam na zegarek 8:59 w tym samym czasie stanęła przy mnie Andrea z bananem na ustach
-dobrze że przyszłaś potrzebna jesteś przy wydawce-dodała nie dając mi nic powiedzieć i ciągnąc za sobą. Zawiązałam mocniej fartuch na swojej tali i zaczęłam powoli słuchać zamówień Andrei. Rodrigo nakładał i wykańczał dania co do ostatniej chwili. Ludzi robiło się coraz więcej,stolik za stolikiem zapełniał się w oka mgnieniu. Kelnerzy uwijali się jak w ukropie ja także podawałam wszystko za jednym zamachem. Obracaliśmy w jedną i druga stronę szybciej niż to możliwe. Tomas także przebierał nogami jak struś pędziwiatr widocznie miał branie co do młodych klientek
-dzisiaj jakieś święto? Nigdy żadna sala nie była wypełniona do pełna a teraz jest ich tak dużo...-zajrzałam w głąb sali i nie myliłam się. Dochodziło południe a ja nie widziałam końca przy witaniu i wydawaniu gościom kart Menu
 -największa siesta w okolicy,najdłuższa pod względem czasu i najlepsza ze względu na jakość wydawanych dań w restauracjach-dodał biorąc talerz z gotowym daniem-będzie tak do wieczora wtedy będą wychodzić i będzie mniej pracy-westchnął uśmiechając się do mnie lekko. No cóż trzeba znowu brać co się da i pomagać kelnerom. Każdy z nas robił wszystko co w swojej mocy mógł by jak najszybciej podać i by gość był zadowolony. Mijała godzina za godziną podawaliśmy wszystko w mig i z uśmiechem na ustach. Chodziłam także na sale VIP oraz inne służbowe pomieszczenia. Ludzi nie ubywało a coraz częściej dodawano nam więcej zamówień. Tomas Andrea i Ja przejęliśmy najwięcej i nie mieliśmy ani chwili wytchnienia. Uśmiech bladł wraz ze wzrastającym głodem i zmęczeniem. Andrea i Tomas poszli zjeść a ja z resztą obsługiwaliśmy dalej gości. Gdy przysiadłam na recepcji dostrzegłam wchodzących piłkarzy wraz z partnerkami. Rafhnia,Leo,Rafaela,Geri,Anto,Shaki,Dani i parę innych osób których jeszcze nie znałam. Oderwałam skołatane myśli i próbowałam wysilić się jak najszczerszy uśmiech
- witam moją polską siostrę-powiedziała Argentynka przytulając czule,ona potrafiła robić to w taki sposób że chciało się nigdy nie opuszczać ramion cudownej kobiety
 -witam moją najpiękniejszą Argentyńską siostrę na całej Ziemi-zaśmiałam się obejmując ją z taką samą czułością jak ona mnie
 -nie masz przerwy? Już do chodzi siódma-zmarszczyła brwi szukając gdzieś swojego krewniaka
Pokręciłam głową
 -gdybym miała już dawno zrzuciłabym uniform i przyszła do was ale praca to praca muszę wypełnić ją do końca dopiero wtedy będę mogła do was przyjść
- niech ja tylko dorwę Alexa-powiedziała z groźbą w głosie-Anto!-szturchnęłam ją przywołując do porządku-to nie jego wina że tak długo pracuję..pracuję bo muszę to mój wybór-dodałam głaszcząc ją po włosach-teraz w takim razie jeśli nie chcesz wypytać Alejandra o wszystko zapraszam do stolików i postarajcie się coś zamówić-popchnęłam zdziwioną przyjaciółkę do reszty grupy sama znikając za kuchennymi drzwiami. Oparłam się o drzwi musząc uspokoić myśli. Ani chwili na to nie dostałam bo Rodrigo wziął mnie w swoje ramiona. Oczywiście w dosłownym znaczeniu
-blado wyglądasz...-pokręcił głową-dobrze że zawsze robię wiecej gdyby ktoś był głodny-podrapał się po karku i kazał mi usiąść na krześle-siadaj i jedz,nabierz siły do kolejnych wydawek-powiedział uśmiechając się do mnie ciepło,miał taki sam cudowny uśmiech jak Leo że aż zaparło mi dech w piersiach. Nie odmówiłam mu ale także nie czułam aż takiej..no dobra byłam głodna jak wilk a to co przygotowywał Rodrigo to niebo w gębie mówiąc tak po naszemu. Zjadłam wszystko co do okruszka odstawiając i myjąc swój talerzyk. Kucharz następnie odczytywał zamówienia i starał się poukładać to w głowie tak by wszystko jak najlepiej zapamiętał. Postawił przede mną wielką szklankę z napojem w środku
 -twój ulubiony maliny acai i mango w jednym-mruknął śmiejąc się pod nosem-pachnie super ale nie wiem czy smakuje to tak super jak to opisywałaś-dodał łapiąc mnie delikatnie w tali bym się przesunęła. Mój ukochany koktajl....koktajl który ma tyle wspomnień choć nie pije już go w kuchni Marceli z Brazylijczykiem czekającym za ścianą to wciąż był taki sam. Wzięłam szklankę do ust i upiłam łyk delektując się jego smakiem. Tak jak zapamiętałam i tak jak opisałam Rodrigowi jego smak,był identyczny jak ten który zrobiła Marcela dla mnie i Neymara.
 -dziękuję-szepnęłam patrząc na krzątającego się kucharza.Musiałam się zbierać,goście czekają a ja się ociągałam w kuchni. Gdybym dalej tak harowała padłabym przed Rafaelą z wycieńczenia i mój plan by legł w gruzach. Nabrałam sił dzięki krótkiej przerwie na sok i jedzenie i mogłam dalej walczyć o swoje. Jeszcze nic straconego,cel jest w środku i teraz gdy jest w zasięgu ręki nie zaprzepaszczę jej.
 -drobnostka mała-powiedział wyrzucając karteczki-nie zapomnij o tym!-krzyknął gdy wychodziłam z kuchni. 
- No tak fartuch-puknęłam się odbierając go od mężczyzny. Kucharz  roześmiał się z mojej zbitej miny i kazał uśmiechnąć się na do widzenia. Tak zrobiłam i z pełnym uśmiechem weszłam do sali pełnej moich przyjaciół. Poprawiłam uniform podchodząc do nich
 -co państwo by sobie życzyli?-spytałam podchodząc do kobiet w męskim towarzystwie
 -niech pomyślę...ciebie...ciebie no i ciebie-zachichotała Shakira swoim śpiewnym głosem
 -tego nie ma w cenie a coś innego?-spytałam unosząc brew
 -Cel....-uciął cicho Rafael-daj spokój długo już jesteś na nogach?-spytał tym razem Geri
 -jakieś 12h ?-mruknęłam nie patrząc na żadnego z nich
 -i nadal nie miałaś przerwy?-dopytywał Brazylijczyk
  -teraz akurat miałam chwilową-powiedziałam chowając notesik i długopis-proszę zamówcie coś a ja postaram się jak najszybciej do was przyjść-westchnęłam bawiąc się rąbkiem uniformu. Z nimi nie dało się nie dyskutować gdy na siłe chcieli mnie zatrzymać a w kazdej chwili Alex może mnie do siebie wezwać.
 -w takim razie dwa razy krewetki w sosie własnym,homar z krewetkami i warzywami do tego paelle i quesadille z sosem pomidorowym-powiedział na jednym tchu Hiszpan z uroczymi niebieskimi oczami. Teraz dostrzegłam to co Shaki w nim widziała i serce rozpływało się na widok ich dwojga razem już tak długo
 -tego nie ma w karcie oszuści!-tupnęłam nogą marszcząc brwi
 -hej piękna-zaczepiła mnie od tyłu Argentynka-nic się nie martw Rodri wie co zamówiliśmy i czeka aż to od niego odbierzesz-zaśmiała się ściągając mnie na swoje kolana
 -co? jak?-spojrzałam na roześmiane miny chłopaków i nie tęgą minę Rafaeli siedzącej przy swoim ukochanym
 -a to tak że często to zamawiamy i masz koniec swojej zmiany-powiedziała kobieta przesuwając się wygodnie na krześle. Na te słowa szybko wstałam i poprawiłam uniform.
 -w takim razie wybaczcie idę po wasze zamówienia-dodałam spuszczając wzrok i odchodząc. Odebrałam to od roześmianego kucharza wychylającego sie z okienka do wydawania dań.
- zdziwiona?-bardziej się roześmiał widząc mój piorunujący wzrok. Na samej sali siedzieli praktycznie tylko oni a ja myślałam że czeka mnie więcej pracy....Najwidoczniej los mi sprzyja,chociaż raz.
 -a dla mnie nic nie masz?-zaśmiałam się widząc cudownie pachnące potrawy
 -zaraz będzie potrzebowałem czasu by je przygotować-dodał dolewając pewnych przypraw do "mojego" dania. Zagryzłam wargę z chęcią zobaczyć co takiego gotuje Rodrigo ale kucharz zamknął mi pole widzenia i kazał odnieść potrawy do gości. Szłam myśląc co takiego dla mnie szykował,co dopiero jadłam a teraz znowu coś? O co tu chodzi?. Moje myśli oderwała Brazylijska para śmiejących sie do siebie. Rafael śmiał się z miny Rafaeli a Rafaela śmiała się z min Rafaela widząc mnie jej mina się zmieniła i lekko się od niego odsunęła. Podałam im dania i przechodziłam do kolejnych osób. Oblizywali usta na sam widok pełnego talerza jedzenia. Nie miałam im za złe bo wiem jakie to uczucie mieć tak dobrą potrawę przed sobą. Zaczęli jeść nie patrząc na mnie,jedynie Rafaela wydawała się mniej obecna w całym rozhuśtanym towarzystwie co nie umknęło uwadze jej ukochanego
 -daj jej czas-szepnął-musi się oswoić znowu z takimi imprezami-dodał biorąc kęs ze swojego dania,miał racje nie chciałam by od razu była szczęśliwa ale także nie chciałam by była non-stop smutna i nieobecna.
 -a co będzie jeśli nie uwierzy w to że ja to ja?-przysiadłam przy nim na dłużej bawiąc się dłońmi,wątpiłam w to tak bardzo jak w to czy kiedykolwiek mi wybaczy to co zrobiłam
-chyba nie chcesz się wycofać....? O nie Celia na to nie pozwolę -powiedział ostrzej odrywając moje dłonie o uniformu. Złączył ze swoimi przekazując mi swój gniew.
 -wiele dałem by była szczęśliwa by tutaj przyszła po namowach dziewczyn a teraz nagle ty  chcesz powiedzieć że się boisz? Jesli tak myślisz może jednak nie powinnaś wracać do jej życia co?-powiedział mówiąc coraz ciszej,to musiało z niego zejść cała frustracja i złość jaką czuł ze względu na nieszczęście ukochanej musiał kiedyś z siebie wyrzucić. To była odpowiednia chwila i byłam wdzięczna za to że zrobił to właśnie teraz
 -boje się po ludzku się boje że to co powiem nie będzie na tyle dobre że przekona się do mnie,nigdy nie bałam sie rozmowy z ludźmi,nie bałam się przepraszać a teraz gdy patrzę na Rafę to cała się trzęsę i nie wiem co mam jej powiedzieć-powiedziałam prawie szlochem skrywając dłonie w twarz
 -czy Rafa jest dla ciebie obca? Czy ty jej nie znasz?-spytał podnosząc moją głowę i patrząc prosto w moje oczy
 - jest moją siostrą,przyjaciółką bez której nie mogę dalej już żyć-powiedziałam cicho
 -no więc nie masz się bać tego że pragniesz mieć ją w swoim życiu wiem coś o tym-puścił mi oczko przytulając swoje dłonie do mojej twarzy-nic nie stoi ci na przeszkodzie,raz się żyje Celia,to twoje życie a w tym momencie chcesz je odzyskać i sama wiesz co robić-dodał puszczając moją twarz. Chrząknął głośniej kiwając dziwacznie głową. Spojrzałam w tamtą stronę i ujrzałam Alejandra stojącego z założonymi rękami.
 -teraz to będzie po mnie-mruknęłam patrząc na Rafa
Nic nie powiedział jedynie skinął głową wracając do swojej dziewczyny. Rafaela była z Anto i Shaki więc nie widziały mojej rozmowy z Brazylijczykiem. Mój zarządca czekał z nietęgą miną na moje pojawienie się przy jego boku. 
 -pozwól ze mną-powiedział ostro i pociągnął mnie na zaplecze. Coś przeskrobałam że tak mnie traktował? Może widział to że miałam długą przerwę a nie pomagałam kelnerom?...Teraz mi tego jeszcze brakowało.
 -wiesz czego się dowiedziałem?-spytał unosząc wysoko moją głowę-że pracujesz od 12h-westchnął zirytowany-byłem tak zapracowany że nawet tego nie zauważyłem a już dawno powinnaś mieć wolne-potarł czoło patrząc na moja zbitą minę-hej nie myśl że jestem na ciebie zły-zbliżył się łapiąc mnie za ramiona-jestem dumny z twojej pracy i zaangażowania ale nie powinnaś aż mieć tylu nadgodzin bo padniesz mi tutaj-zaśmiał się a ja wraz z nim. Cały ciężar spadł z moich pleców nie dokładając mi kolejnego zmartwienia. Odetchnęłam z ulgą gdy ściągałam uniform i mogłam rozluźnić się w swoich wygodnych ciuchach.
 -tobie na dziś starczy,leć do nich bo nie mogą się ciebie doczekać-powiedział lekko mnie popychając w stronę wolnego miejsca. Na salę wszedł Rodrigo z wielkim wózkiem i palącymi się świeczkami na torcie. Oczy mi błysnęły na wieść że ktoś ma urodziny. Zapomniałam o kimś kto by dziś je miał? Spojrzałam na wiszący kalendarz z dzisiejszą datą wypisaną na czerwono 15 czerwiec. Moje urodziny. Alex złapał mnie za ramiona i przyprowadził do okręgu gdzie stali wszyscy moi bliscy. Łzy zebrały mi się w okolicach oczu i starałam się je powstrzymywać.Jak to możliwe że to już moje urodziny,jak mogłam zapomnieć że to dziś.....sama byłam tak zamotana tym wszystkim że zapomniałam o sobie za to oni nie zapomnieli,pamiętali przez tyle czasu. Wszyscy śpiewali piękną piosenkę urodzinową głośno klaszcząc i hałasując. Wspaniale to wszystko wyszło,świeczki,śpiewy i oczywiście poczucie wartości.
-pomyśl życzenie!-pisnęła Anto klaszcząc-no już!-ponagliła mnie wskazując na świeczki
Pomyślałam życzenie i szybko zdmuchnęłam nie czekając dłużej. Nagle zapaliły się światła i zaczęła grać muzyka. Podchodzili do mnie składali życzenia i czule ściskali dodając coś od siebie. W dłoniach mieli prezenty i poukładali je w rogu odwracając moją uwagę. Czemu ja wcześniej ich nie widziałam? To wszystko było zbyt pogmatwane i skomplikowane jak na tą chwile. Nastała chwila dla oddechu i mogliśmy usiąść przy stole,wszyscy wraz z Rodrigo i innymi kelnerami. Andrea z Tomasem wręcz przybiegli do mnie chcąc złożyć życzenia.
 -niech wszystko co sobie zapragniesz się spełni,zdrowia szczęścia i bla bla-zachichotała Andrea-nigdy się nie zmieniaj,bądź sobą i wiesz-powiedziała obejmując mnie-powalcz o Neymara i o to byś już do końca swoich dni była szczęśliwa bo jak nie to nogi z dupy powyrywam-zaśmiała się mówiąc to dosłownie. Nie byłam pewna czy na prawdę to wyjdzie ale w takiej chwili wszystko było możliwe. Następne życzenia były podobne i aż nieraz nie mogłam powstrzymać wielkiego szerokiego uśmiechu od tego wszystkiego. Mięśnie twarzy nie wyrabiały i do samego stołu usiadłam z szerokim uśmiechem.
 -podoba się niespodzianka?-spytał Leo zza moich pleców. Tylko nie to,nie on i jego życzenia proszę trzymajcie mnie
 -bardzo-szepnęłam odsuwając krzesło wychodząc do niego
 -Celia chcę ci życzyć wszystkiego najlepszego,by ten piękny uśmiech nigdy nie znikał z twojej twarzy,byś spełniała się w tym co chcesz robić,byś dalej była jaka jesteś i byś nigdy się nie zmieniała,pamiętaj że masz nas i że zawsze możesz na nas polegać choćby nie wiem co nigdy w to nie wątp-dodał przytulając mnie do siebie czule. Objęłam go czule nie powstrzymując już łez. Umiał mnie wzruszać a te jego życzenia mnie dobiły. Byłam Bogu wdzięczna za to że tak bardzo mogłam na nich polegać i za to że po prostu ich mam.
 -Dziękuję,dziękuję za wszystko-powiedziałam ocierając łzy-wybacz za koszulę-zaśmiałam się podnosząc oczy ku górze.
 -nie dziękuj to przyjemność-powiedział łapiąc mnie za ramiona-uwierz w siebie bo wszystko jest możliwe-puścił mi oczko wracając do swojej narzeczonej
 -i oczywiście pracuj tak ciężko aż twój podpis stanie się autografem-powiedziałam z uśmiechem gdy odchodził,odwrócił się jeszcze na pięcie obdarzając mnie swoim najlepszym uśmiechem
 -właśnie tak pani znawczyni-zaśmiał się dodając kolejny prezent.

*****
WRACAM PO DŁUUUUUUUUUUUGIEJ PRZERWIE KOCHANI!♥ Mam nadzieje że nadal chcecie czytać to co piszę :*

1 komentarz:

  1. Kochana, ile ja musiałam czekać na ten rozdział! Mam nadzieję, że następny pojawi się szybciej, bo jak nie to...sama sobie dopowiedz. ;p

    OdpowiedzUsuń