"Nie mogę się już doczekać, żeby wywrócić twój świat do góry nogami"
-że co skończyć?-?-wydukałam pojedyncze słowa nie powstrzymując łez. Pięści zaciskałam coraz mocniej czując w środku że zaraz wyjdę z siebie. Nie wierzyłam w słowa Rafy..to po prostu nie do pojęcia. Dlaczego oni mi wcześniej nie powiedzieli? Przez ten cały czas zgrywali że jest dobrze i udawali że niby jest lepiej? Śmieszne,dobry prezent.
-To twoje urodziny Celia..nie chcieliśmy byś i tym zaczęła się denerwować-dodał Leo-dlatego nie możesz się dłużej ukrywać-dodał odchodząc. Miał racje ale w tym momencie moje serce ponownie połamało się na kawałki.Zostałam sama,kompletnie osłupiała. Upadłam na kolana szlochając w dłonie. Nikt nie mógł mnie już powstrzymać od tego by to zrobić. Podźwignęłam się na nogi i pobiegłam do siebie. Nie obchodziła mnie impreza ani jej goście,liczył się tylko on. Płakałam do poduszki tak długo póki nie straciłam tchu. Nie potrafiłam się uspokoić jeśli po głowie ciągle chodziły mi czarne myśli na temat kariery bruneta. Śmiał kończyć karierę? Jak tak mógł? Po chwili przerwy wpadłam w czarną przepaść,czułam się bezsilna z faktem że to moja wina,moja wina że taki się stał i to moja wina że chce skończyć karierę. To za dużo dla mnie jak na jeden dzień. Pewnie za chwile wszyscy tu przylecą i będą mówić że wszystko będzie dobrze i tak dalej a ja potrzebowałam go,całego i tylko mojego a w tym momencie nie mogłam tego dostać. To było złamane marzenie którego nigdy więcej nie chciałam odnawiać,nie teraz gdy jestem w rozsypce. Usiadłam na łóżku,zdjęłam sukienkę naciągnęłam spodenki od piżamy i nałożyłam na siebie bluzę Neymara. To ona pomogła mi się na chwilę uspokoić i odpłynąć...tam gdzie nikt mnie nie znajdzie i wszystko co złe przeminie...po prostu przeminie. Wtuliłam się w cudowne zapachy i zasnęłam z myślą że ostatnie słowa to jeden wielki żart. Nie mogłam spać,muszę się wszystkiego dowiedzieć teraz. Nie ma opcji bym zaznała spokoju po tym co się dowiedziałam. Dziewczyny wiedzą wszystko i niech teraz z tym nie zwlekają. Zeszłam do nich,widząc mnie w takim stroju w mig się przy mnie znaleźli
-już wiesz tak?-podrapały się po czole Rafaela i Veronica pochodząc do mnie ze zbitymi minami. Chce wrócić do łóżka i to jak najszybciej
-fajne z was przyjaciółki-prychnęłam zakładając ręce na piersi. Czy ja aż tak zawiniłam że w jednym momencie coś się buduje a potem w mig wali? No ludzie.
-to takie trudne powiedzieć mi prawdę?-spytałam odwracając się do nich twarzą.Miałam twarz opuchniętą od płaczu,oczy podkrążone ale to nic. Musze się dowiedzieć
-Celia...-dodały złamanym głosem obejmując mnie. Przytuliłam je mocniej rozklejając się 1435 razem tego wieczoru. Nie potrafię..nie mogę...to już mnie przerasta.
-opowiemy ci wszystko ale musisz być silna-dodała Veronica-silna dla niego rozumiesz?-podniosła moją twarz na wysokość swojej i spojrzała w moje oczy-powalcz o to byś była szczęśliwa-dodała uśmiechając się lekko. Skinęłam głową,otarłam łzy i poszłam do siebie
-Anto i Shaki jeszcze-powiedziałam cicho otwierając drzwi. Nie musiałam już po nie iść,siedziały i czekały na nas. O wilku mowa a wilk tuż tuż. Usiadłam na łóżku czekając na wiadomości,jakiekolwiek by one nie były muszę je usłyszeć. Zanim dziewczyny zaczęły mówić chłopaki do nas dołączyli i musieliśmy przenieść się do innego pokoju. Najbardziej było żal Rafy siedział przybity i nieobecny.
-Raf chodź tu bliżej bo serce mi pęka-wyznałam wyciągając rękę. Chłopak wraz ze swoją dziewczyną zbliżyli się do mnie. Czekałam aż któreś nie odezwie ale nic. Pustka.
-może zaczniecie od tego dlaczego chce skończyć karierę co?-spytałam podniesionym głosem. To nie takie łatwe dowiadywać się od przyjaciół że miłość twojego życia chce zrobić coś niemożliwego i raz na zawsze wszystko zniszczyć.
-nie chodził na treningi...nie przychodził zaangażowany,raz może dwa to nie ma sensu-powiedział Rafa-starał się póki brał leki ale to i tak nic nie dawało sama teraz wiesz-westchnął pocierając ramiona
-jakie leki?-uniosłam brwi zmartwiona tym całym szajsem dookoła nas
-uspokajające-dodała jego siostra-to już nie ten sam Neymar,jak chłopaki próbowali go pocieszać i przywrócić do normalnego życia on protestował na początku później było lepiej ale to wciąż nie to-pokiwała smutno głową-zagubił się i nie wie co ma sam zrobić,staramy się być przy nim cały czas ale to on się od nas odsuwa od każdego-dodała-siedzi cicho,nic nie mówi tylko ciągle przytakuje i idzie do siebie to nie jest on-wydukała brunetka rozklejając się-tęsknie za tym jak się uśmiechał,jak się bawił każdym dniem,on to robi bo tęskni za tobą do tego stopnia że to go wyniszcza wiesz?-spojrzała na mnie z pod przymrużonych powiek-każdy ci to powie-dodała cicho przytulając się do ukochanego
-Brazylia jest jego wymówką,jeździ tam na wiele dni a w Barcelonie jest na może parę dni-powiedział Hiszpan-martwimy się czy on nie chce wrócić tam na stałe-dodał brunet spuszczając wzrok
-prawda jest taka że on odcina się od wszystkiego co wiązało się z tobą i dawnym życiem jakby już nie wierzył...-wyszeptała Rafaela. Po jej słowach jakby coś znowu pękło we mnie,na kolejne kawałeczki. Poczułam łzy na swojej twarzy i nie powstrzymywałam ich gdy silnie ramiona Tomasa objęły mnie z całych sił. Kiedy on tu przyszedł? Nie myślałam nad tym dłużej tylko obserwowałam twarze moich przyjaciół. Przyjaciół którzy wyznali mi smutną prawdę
-może to czas byś wróciła? Twoje miejsce jest przy nim tylko tak wróci Neymar, Neymar którego wszyscy kochamy i lubimy-powiedział aksamitny głos Leo-nie możesz mimo tego co narobił się poddawać,dałaś radę z nami wszystkimi to i dasz z nim Celia- powiedział łapiąc mnie za rękę. Ma rację ale jeśli nie będzie jak mówi? Jak to moje całe staranie się nic nie da?
-stara się być twardy a tak na prawdę nie jest nie radzi sobie z twoją stratą na tyle by wrócić do starego życia-powiedziała Antonela-ale w głębi siebie wie że jesteś tam gdzieś i ta mała cząstka którą ma pomoże ci w tym by go uratować-dodała z uśmiechem-wszyscy pomożemy-skinęła głową do każdego wprawiając mnie w nikły uśmiech
-to co według was mam zrobić?-spytałam siadając już o własnych siłach. Razem nam się uda,wierzę w to całym sercem. Pozostało pytanie :Jak?
-będziesz naszą nową panią od pisania wywiadów,oczywiście będziesz z nami ale nie tak blisko by Neymar cię rozpoznał,to przy nim musisz być najczęściej-dźgnął mnie palcem Pique- wtedy uda ci się nawiązać z nim kontakt powoli powoli ale się uda-dodał z uśmiechem
-resztę zostaw nam mała-mrugnął okiem przytulając do siebie Shaki. Nie mogłam uwierzyć że są gotowi do tej walki,że ponownie chcą mi pomóc w tym co zniszczyłam...tym samym mogąc to wszystko naprawić
-czyli mam z wami być wszędzie?-uchyliłam usta-macie zaraz pierwszy trening i ja mam na nim być?-spytałam z błyskiem w oczach
Pokiwali ochoczo głową. Kocham ich za to.
-a Enrique jak na to reagował że go nie ma?-spytałam naciągając bardziej bluzę. Ta bluza była dla mnie idealna,miękka,pachnąca i wygodna. Takie ciuchy tylko w szafie pana Da Silvy
-rozumiał to co się dzieje ale niekiedy nie wytrzymywał i nie wystawiał go do składu-podrapał się po czole Argentyńczyk-na szczęście gdy wrócisz wstawi go do składu-mrugnął okiem brunet
ŻE CO?
-wstawi go do składu bo ja przy nim będe?-zakrztusiłam się własną śliną
-właśnie tak-zaśmiał się brunet-ale też dlatego że może w pewien sposób będziesz mu przypominać Celię którą jesteś-dodał
-a co jeśli mnie bez problemu pozna? Mądrale pomyśleliście o tym?-szturchnęłam człowieka obok śmiejąc się gdy spadł na podłogę miejąc minę zbitego psa.
-nie pozna cię,poza tym mamy dla ciebie inne ubrania niż te które nosisz-powiedział Dani
-o nie do ubrań mi się nie dobierajcie...proszę-zaskomlałam jak pies patrząc na nich
-spokojnie to tylko klubowe ubrania-parsknął Rafael-spodobają ci się i będzie ci w nich wygodnie na boisku-powiedział śmiejąc się
-a co z pracą? Nie mogę ich zaniedbywać-dodałam drapiąc się po karku-to nie fair po tym jak zajęli się mną przez te 3 lata po za tym dużo tu osiągnęłam....-westchnęłam krzyżując ramiona
-pogadaj z Alem o tym że masz być z chłopakami na treningach-dodał-lubi cię i to bardzo-poruszał brwiami mrużąc oczy
-jestem jego zarządcą!-podniosłam głos robiąc duże oczy w stronę chłopaka-nie zostawię go nie teraz-wyznałam-zacznę być waszą panią od papierkowych spraw jak zacznie się sezon,póki co mamy dużo pracy na salach-odwróciłam głowę nie patrząc na nich
-Gadasz głupoty,Al sam mówił że mamy mieć wol...-powiedział Tomas zakrywając usta
-ha! wiedziałem!-roześmiał się Dani-więc brama otwarta siostrzyczko-puścił mi oczko-już się nie wykręcisz-pokręcił głową kiwając do pozostałych. Od kiwali mu i wybuchnęli śmiechem. Wracam,oficjalnie wracam do swojego świata. Bez przeszkód jedynie z celem by uratować miłość swojego życia. Tym razem już go nie opuszczę.Nigdy więcej.
-ale nie wrócę do domu-dodałam-zostaję tutaj póki co drągale-spojrzałam na nich z dołu i nie mogłam opanować śmiechu
-zawsze w razie czego dom każdego z nas jest dla ciebie otwarty-mrugnął okiem Rafael. Przygarnął do siebie dziewczynę uroczo ją całując w usta-pamiętaj o tym-powiedział mi na ucho.
-dziękuję wam za to że jesteście tutaj ze mną-wyznałam uśmiechając się przez łzy zbierającymi się w oczach-nigdy nie będe się mogła wam odwdzięczyć za to co robicie-powiedziałam ze śmiechem i jednoczesnym płaczem wyczuwalnym w głosie. Nim mogłam coś dodać oni zebrali się wokół mnie i objęli tak mocno że zapomniałam o wszystkim. Dosłownie mogłam tulić każdego z nich z całych sił dziękując za to że są w moim życiu. Byli tym co najlepsze i niech nigdy nie przestawają. Cała gromadka puściła mnie bym mogła wziąć wdech i rozmowy toczyły się już w całkiem innym tempie.
-hejka czekaj czekaj-pociągnęły mnie za sobą dziewczyny-teraz nasza kolej by cię przepytać-dodała Argentynka dumnie wypinając głowę
-już się bałam że nie zapytacie-zaśmiałam się zakładając włosy za ucho. Poszłyśmy do stacji VIP i tam jak się okazało też było już przygotowane. Nie dziwi mnie to,dość dziś przeżyłam.
-ty i Alex...kręcicie ze sobą?-spytała Veronica-widziałam jak na ciebie patrzy,to nie spojrzenie zimnego zarządcy to spojrzenie zakochanego chłopaka-pisnęła szturchając mnie w bok. ZAKOCHANEGO? Ona powariowała
-ja i Alex? coś ty-machnęłam ręką-jesteśmy dobrymi przyjaciółmi,jest moim zarządcom a ja jego zastępcom nic wiecej-westchnęłam pijąc sok pomarańczowy ze szklanki Argentynki.
-kłamiesz-pstryknęła mnie w nos-on coś do ciebie czuje ale ty do niego nie...?-uniosła brwi prosząc o dolewkę napoju. Nie miałam zamiaru protestować
-mówił mi takie rzeczy proszę was-jęknęłam chowając twarz w dłonie- że dzięki mnie wie po co żyje,że go zmieniłam i że obudziłam w nim to co najlepsze-dodałam śmiejąc się z własnych wypowiadanych słów
-gadasz? serio opowiadaj-zrobiły wielkie oczy momentalnie się do mnie przysuwając
-no mówię wam to co się stało to jakaś wielka pomyłka-zaśmiałam się-że niby podobam się Alexowi? chore jesteście-przełknęłam głośno ślinę patrząc na nie.
-tańczyłaś z nim i co potem?-dopytywały szczerząc się jak myszy do sera. I to akurat w moje urodziny co? Dziękuję ci Boże.
-zeszliśmy i zaczął mówić o tym że go zmieniłam i że ten zimny i surowy Alex już nie wróci...-mówiłam coraz ciszej robiąc głupie miny. Teraz się dopiero rozkręcą. Totalny kataklizm nadchodzi.
-czyli się w tobie zakochał-zawtórowała mi Kolumbijka-już wcześniej widziałam jak się obserwuje i od samego początku czekał aż będzie cie mógł poprosić do tańca ale rozmawiałaś z Rafaelą i zrezygnował przez chwilę-dodała nabierając powietrza-gdy podeszłaś do niego on właśnie do ciebie zmierzał i był gotowy na to że będziesz chciała z nim tańczyć-uśmiechnęła się szeroko kobieta. Teraz wszystko się składało w jedną całość
-ale to i tak nic nie znaczy,nie chcę go zranić i lepiej by zostało tak jak jest-dodałam krzyżując ramiona
-czyli jak? Unikamy się?-spytała ironicznie Veronica
-nie,czyli zarządca-zastępca już raz takie coś przechodziłam i widzicie jak to się skończyło-dodałam wypijając do końca sok
-ale powiem ci że jest niczego sobie-szturchnęła mnie w bok kiwając głową. Co jej chodziło po głowie?
-kocham i zawsze będę kochać Neymara-wyznałam- nie chcę go tym zranić jeśli ma jakieś nadzieje co do mnie-dodałam lekko się uśmiechając. Skończyłam mówić w tym samym momencie kiedy ktoś wpadł na sale popychając Alexa. Chciał wyjść ale dziewczyny mu to uniemożliwiły. No fajnie,dzięki. Stał cały speszony patrząc w kartki.
-Hej Alex-zaczęłam bawiąc się włosami-szukałeś kogoś lub czegoś?-spytałam obserwując wyraz jego twarzy
-nie tak sprawdzałem wszystko-dodał nie patrząc na mnie-widzę że skończyliście siedzieć na dole-stwierdził nadal nie patrząc na mnie.Aha czyli unika mnie wzrokiem? Tak się będziemy bawić
-jutro postaram się wszystko ogarnąć jeśli przeszkadza ci moja obecność-wyznałam odwracając się-dzięki za wszystko-machnęłam ręką zaciskając pięści i chciałam już odchodzić gdy w porę chłopak mnie zatrzymał
-nie przeszkadzasz po prostu myślę że to co wczoraj powiedziałem to...to trochę mnie poniosło-dodał patrząc mi w oczy-nie chcę by coś to między nami zmieniło-powiedział wzdychając. Czyli teraz się wycofuje
-wiesz co? Cieszę się po tym co mi powiedziałeś bo od dawna czekałam na takie coś ale najwidoczniej wolisz być tylko moim zarządcą-westchnęłam przyciągając bardziej na siebie bluzę
-przestań przecież wiesz że....nie chce być już tylko tym głupim zarządcą-dodał lekko irytując się cała sytuacją. Wreszcie coś poczuł.
-to nie wycofuj tego co powiedziałeś tylko na luzie możesz ze mną gadać po pracy-zaśmiałam się szturchając go-nie bój się,nadal będę dla ciebie zastępcą a ty moim pracodawcą mimo to jesteśmy poza pracą przyjaciółmi Fernandez-dodałam chichocząc pod nosem.
-a tak to skąd znasz moje nazwisko?-spytał krzyżując ramiona. No to klops....
-mam swoje źródła kochany-zamrugałam śmiesznie oczami i zaczęłam się śmiać. Chłopak nie odpuszczał i nadal czekał na odpowiedź
-spytałam Rodriga i Tomasa ale nie bądź zły to moja ciekawość wiesz nie złość się-dodałam obserwując go. Spojrzał na mnie i głośno się roześmiał. Słyszałam jego uroczy i słodki..słodki? śmiech.Śmiał się tak bardzo że dodawało mu to tym bardziej uroku. Jak on nie mógł mieć żadnej dziewczyny? Jest wprost idealny. Śmiałam się wraz z nim bo co innego miałam zrobić? Powalił mnie jego uśmiech ale nie mogłam tego po sobie pokazać
-nigdy nie odpuszczasz a to lubię-zaśmiał się cicho pod nosem odwracając wzrok
-nigdy Alex-dodałam łapiąc go za nadgarstek-na prawdę dziękuję że uczyniłeś te urodziny najlepszymi-powiedziałam nabierając wiary we własne słowa. Stanął nieruchomo nagle na mnie spoglądając. Znowu ten błysk,błyszczały mu wtedy gdy mówił mi o tej zmianie i teraz też. Intrygowało to i powód dlaczego to robił dobrze znałam.
-to była przyjemność-dodał patrząc na nasze dłonie-i chce byś wiedziała że cokolwiek by się nie działo to pamiętaj że możesz na mnie jak i resztę liczyć-zbliżył się do mnie i ucałował mój policzek-Najlepszego-dodał z chrypką i cwaniackim uśmiechem. Odsunął się miejąc banana na twarzy co sprawiało że utwierdziłam się w pewnym przekonaniu. Dość bolesnym przekonaniu:Podobałam się Alexowi. Stałam tam i gapiłam się na niego póki nie zszedł mi z pola widzenia. Co ten facet wyprawia? Lubię go i to bardzo ale nie mogę dawać mu nadziei..to nie fair wobec Neymara...Jeśli na prawdę coś do mnie ma to muszę to wyjaśnić,będziemy bliskimi przyjaciółmi ale nic po za tym. Kocham jednego człowieka i to liczyło się dla mnie najbardziej.
-hej wszystko w porządku?-spytały dziewczyny zaniepokojone moją miną
-tak,wszystko...w porządku-dodałam urywając niektóre słowa,to nadal do mnie nie dochodziło...kiedy...jak? dlaczego?
-i co miałyśmy racje? Pewnie tak i teraz to do ciebie nie dochodzi i myślisz że nie dasz mu nadziei bo masz Neymara co?-kiwnęły do mnie głową czekając na moją odpowiedź. Za dobrze mnie znały.
-czy wy czytacie mi w myślach czy jak?-prychnęłam nie patrząc na nie. Bawiłam sie w dłoniach szklanką śmiejąc się z tego że one miały ze mnie ubaw a ja nie wiedziałam co zrobić
-teraz wiem co zobaczył w tobie Neymar- dodał ktoś z tyłu. Nieznajomy ale jednak go znałam. We własnej osobie stał tam Jota.
***
3!♥ Kochani komentujcie i piszcie co o nim myślicie♥ Jak to dalej się potoczy? Czy Celia odważy się na powrót do Neymara czy jednak Alex coś zdziała i wszystko zepsuje?
-nie przeszkadzasz po prostu myślę że to co wczoraj powiedziałem to...to trochę mnie poniosło-dodał patrząc mi w oczy-nie chcę by coś to między nami zmieniło-powiedział wzdychając. Czyli teraz się wycofuje
-wiesz co? Cieszę się po tym co mi powiedziałeś bo od dawna czekałam na takie coś ale najwidoczniej wolisz być tylko moim zarządcą-westchnęłam przyciągając bardziej na siebie bluzę
-przestań przecież wiesz że....nie chce być już tylko tym głupim zarządcą-dodał lekko irytując się cała sytuacją. Wreszcie coś poczuł.
-to nie wycofuj tego co powiedziałeś tylko na luzie możesz ze mną gadać po pracy-zaśmiałam się szturchając go-nie bój się,nadal będę dla ciebie zastępcą a ty moim pracodawcą mimo to jesteśmy poza pracą przyjaciółmi Fernandez-dodałam chichocząc pod nosem.
-a tak to skąd znasz moje nazwisko?-spytał krzyżując ramiona. No to klops....
-mam swoje źródła kochany-zamrugałam śmiesznie oczami i zaczęłam się śmiać. Chłopak nie odpuszczał i nadal czekał na odpowiedź
-spytałam Rodriga i Tomasa ale nie bądź zły to moja ciekawość wiesz nie złość się-dodałam obserwując go. Spojrzał na mnie i głośno się roześmiał. Słyszałam jego uroczy i słodki..słodki? śmiech.Śmiał się tak bardzo że dodawało mu to tym bardziej uroku. Jak on nie mógł mieć żadnej dziewczyny? Jest wprost idealny. Śmiałam się wraz z nim bo co innego miałam zrobić? Powalił mnie jego uśmiech ale nie mogłam tego po sobie pokazać
-nigdy nie odpuszczasz a to lubię-zaśmiał się cicho pod nosem odwracając wzrok
-nigdy Alex-dodałam łapiąc go za nadgarstek-na prawdę dziękuję że uczyniłeś te urodziny najlepszymi-powiedziałam nabierając wiary we własne słowa. Stanął nieruchomo nagle na mnie spoglądając. Znowu ten błysk,błyszczały mu wtedy gdy mówił mi o tej zmianie i teraz też. Intrygowało to i powód dlaczego to robił dobrze znałam.
-to była przyjemność-dodał patrząc na nasze dłonie-i chce byś wiedziała że cokolwiek by się nie działo to pamiętaj że możesz na mnie jak i resztę liczyć-zbliżył się do mnie i ucałował mój policzek-Najlepszego-dodał z chrypką i cwaniackim uśmiechem. Odsunął się miejąc banana na twarzy co sprawiało że utwierdziłam się w pewnym przekonaniu. Dość bolesnym przekonaniu:Podobałam się Alexowi. Stałam tam i gapiłam się na niego póki nie zszedł mi z pola widzenia. Co ten facet wyprawia? Lubię go i to bardzo ale nie mogę dawać mu nadziei..to nie fair wobec Neymara...Jeśli na prawdę coś do mnie ma to muszę to wyjaśnić,będziemy bliskimi przyjaciółmi ale nic po za tym. Kocham jednego człowieka i to liczyło się dla mnie najbardziej.
-hej wszystko w porządku?-spytały dziewczyny zaniepokojone moją miną
-tak,wszystko...w porządku-dodałam urywając niektóre słowa,to nadal do mnie nie dochodziło...kiedy...jak? dlaczego?
-i co miałyśmy racje? Pewnie tak i teraz to do ciebie nie dochodzi i myślisz że nie dasz mu nadziei bo masz Neymara co?-kiwnęły do mnie głową czekając na moją odpowiedź. Za dobrze mnie znały.
-czy wy czytacie mi w myślach czy jak?-prychnęłam nie patrząc na nie. Bawiłam sie w dłoniach szklanką śmiejąc się z tego że one miały ze mnie ubaw a ja nie wiedziałam co zrobić
-teraz wiem co zobaczył w tobie Neymar- dodał ktoś z tyłu. Nieznajomy ale jednak go znałam. We własnej osobie stał tam Jota.
***
3!♥ Kochani komentujcie i piszcie co o nim myślicie♥ Jak to dalej się potoczy? Czy Celia odważy się na powrót do Neymara czy jednak Alex coś zdziała i wszystko zepsuje?
Kurde, pokomplikowałaś (znowu)! Ale ja jednak jestem wierny #TeamNeymar <3
OdpowiedzUsuń