Music ♥

wtorek, 19 lipca 2016

Rozdział 27

"W morzu ludzi, moje oczy będą 
zawsze szukać ciebie"
Powędrowałam z Rafą do kuchni gdzie moja droga przyjaciółka rozpływa się w obecności partnerek piłkarzy. Gdy tylko mnie zobaczyła rzuciła mi spojrzenie jakbym spełniła jej marzenia. Przez całą drogę miałam ochotę wyswobodzić się z objęć siostry Brazylijczyka i wyciągnąć z niego odpowiedź i miałam przeczucie że znana mi osoba jako jego siostra doskonale ją znała. Jednak wszystko w swoim czasie, powoli.  Weszłyśmy do kuchni w dobrym momencie, czas zacząć robić sos. Żadna nie zagarnęła się do tego więc posłały po mnie. Dobre przyjaciółki. Veronica ta dziewczyna była nie możliwa, nie ruszała się wcale w obecności kobiet. Podziwiała je, dobrze ją rozumiałam
 - wszystko widziałyśmy-szepnęła Anto chichotając cicho
Już się zaczyna. Na serio? Oszczędźcie mi zbędnych słów i tak mnie czeka przesłuchanie. Liczyły pewnie że wszystko im powiem, o nie. Niech zapomną, najpierw ja muszę wydobyć odpowiedź o nagłym zniknięciu Brazylijczyka. Zajęłam się sosem nie zważając na ciekawskie spojrzenia dziewczyn.  Że niby ja mam im powiedzieć? Tyle co nic. Nie mogłam skupić myśli, wciąż czułam spojrzenie Neymara gdy podniosłam głowę. Nim się ocknęłam partnerki włączyły się do pomocy.
 - wiesz co cię czeka tak?-uniosła sporadycznie brwi Kolumbijka
Pokiwałam smutno głową, Shaki roześmiała się. Skończyłam robić sos i dodatki po czym zajęłam się ustawianiem tego do stołu. Gdy wyszłam z kuchni znany mi ciemnooki brunet opierał się o blat i przypatrywał się naszym ruchom. Ustawiałam wszystko udając że Brazylijczyka tam nie ma, rozpraszał mnie! Ludzie zabierzcie go bo nie wytrzymam. Gdy wszystko było skończone uznałam że muszę się przebrać Poleciałam szybko do góry, tylko gdy wchodziłam do pokoju nie sądziłam że schodami poszedł także Neymar. Szybko przebrałam się w luźny T-shirt i zeszłam na dół nie czekając na nikogo. Owszem zanim mogłam spokojnie zejść zaczepił mnie nie kto inny jak Brazylijczyk
 -pasuje ci ta czapka-dodał zakładając mi inną niż miałam i zdejmując mi tą dotychczasową jaką miałam. To była jego czapka, nie ta kupiona ale jedna z ulubionych. Często ja nosił a teraz mi ją przyniósł
 - to twoja baranie-szturchnęłam go nie wiedząc co ten gest ma znaczyć. Musiałam ją zdjąć póki mogłam. Niech go, zatrzymał mnie nawet zanim zdążyłam nią cokolwiek zrobić
- masz ją nosić-powiedział rozkazem
Poczułam się jak mała dziewczynka
 - tak tato-zasalutowałam dotykając przypadkowo jego ręki i powoli schodząc schodami na dół
Nie obejrzałam się za siebie ale przez chwilę stał i nie wiem czemu ale czułam na sobie jego spojrzenie. Na szczęście gdy już byłam na dole Brazylijczyk lekko mnie szturchnął bo to ja wpatrywałam się w niego, oczywiście tak żeby o tym nie wiedział. Gdy zobaczyłam całą pozostałą 7 wiedziałam że czekają tylko na nas. Brawo dla mnie teraz to sobie pomyślą. Usiadłam i szybko zaczęłam nakładać, byłam skończona. Gdy tylko podniosłam głowę w górę napotkałam ciekawskie spojrzenia Pana Pique i Panny Shakiry jednocześnie. Chciałam się skupić na jedzeniu a jedyną rzeczą jaka przychodziła mi na myśl było to co powiem dziewczynom o zniknięciu a następnie pojawieniu się z Neymarem. Tak, to będzie długa noc. Cały czas ktoś mnie kopał pod stołem
 -auuu-syknęłam pod nosem patrząc kogo to stopy ranią moje nogi
Wiecie kogo zobaczyłam, śmiejącą się moją przyjaciółkę mianowicie Rafaellę. Było jej do śmiechu z powodu mojego cichego zachowania. Mi natomiast nie podobał się fakt że będę musiała się znowu "spowiadać" przed własnymi przyjaciółkami. A z resztą i tak bym im wszystko powiedziała. Gdy skończyłam jeść odniosłam swój talerz po czym szybko go umyłam. Gdy usłyszałam dźwięk odsuwanych krzeseł wiedziałam że reszta też już skończyła. To był moment gdy przed moim nosem urósł stożek brudnych naczyń.
 - nie zostawimy cię samej-jedna ręka dotknęła mojego ramienia za to odezwały się cztery kobiece głosy
 - dziękuję-powiedziałam pół sarkastycznie pół serio
Nie dałabym rady sama ale wiedziałam że dziewczyny takie nie są i nawet od niechcenia by mi pomogły, żadna nie lubiła zostawiać drugiej samej, nie umiałyśmy bez siebie żyć. Zmywanie naczyń poszło nam w mig, jak się okazało zajęło nam to 10 min.  Razem udałyśmy się do mnie, kiedyś musiał nadejść ten moment. Już wiedziałam co mnie czeka. Wszystkie cztery zajęły miejsca na moim łóżku i dostawionym fotelu z tarasu-tym moim ulubionym niech to szlag..... Ja wygodnie położyłam głowę na nogach Anto tuż koło głowy Veronici, tak wiem dziwnie jakoś się po rozkładały.
 -to teraz chcę wiedzieć wszystko ale to absolutnie wszystko-powiedziała wyszczerzając się w moją stronę Veronica
Westchnęłam głośno zmuszając się by mówić
 -wy wszystko wiecie-pokazałam na pozostałą trójkę- ale ja nie!-wtrąciła się moja własna przyjaciółka
 - a więc.....tak w skrócie to ja mam urojenia i nic nie ma-pokazałam ząbki szeroko się szerząc w stronę mojej przyjaciółki
Dobre i to, coś musiałam wymyślić. Licząc że się uda nie sądziłam że Veronica aż tak przejmie się moją odpowiedzą do tego stopnia że zrobi coś czego się nie spodziewałam. Wyciągnęła swój telefon i specjalnie mi pokazała do kogo dzwoni- do Pana Da Silvy.
 -to szantaż-stwierdziłam zakładając ręce na pierś
 - ale działa-nadal nie nadusiła czerwonej słuchawki
 - powiem-powiedziałam przymrużając oczy w stronę Ver
 - słucham-dodała Polka
Wzięłam wdech
 - to coś....zaczęło się że kocham go jako idola ale gdy zrozumiałam że to wszystko jest prawdziwe utwierdziłam się że nie patrzę już na niego jako idola tylko jako tego prawdziwego Neymara.....nie sądziłam że to tak się wszystko potoczy,, dawał mi znaki że jestem dla niego kimś więcej niż fanką ale gdy uświadamiałam sobie że jest sławny czar pryskał, musiałam to przeboleć bo inaczej źle by to się skończyło dla nas obojga, jesteśmy najlepszymi przyjaciółmi i to się dla mnie najbardziej liczy, miłość odstawiam w kąt- skończyłam swoją odpowiedź opadając na poduszkę. Przypomniałam sobie ten poranek między wierzbami.......był taki inny-szepnęłam- te pocałunki na skórze.......wciąż je czułam gdy na mnie patrzył, tak samo wczoraj gdy zobaczył mnie w czapce pasującej do niego- to wszystko jest niemożliwe-dodałam podnosząc się- to koniec przesłuchania-wstałam od towarzystwa przyjaciółek przenosząc się na łono tarasu, miejsce które stało się moim izolatorem od wszystkiego.
Tuż za mną przyszły dziewczyny, jedyna Veronica wiedziała co robię jak się czymś przejmuję,patrzę w niebo obserwując chmury. Rozłożyłam się na jednym z krzeseł i wpatrywałam się w nie
 - nie zmienię tego co czuję ale nie powiem mu tego-wyznałam- to nieobliczalne-szepnęłam sama do siebie. Próbowałam się oszukiwać ale nie mogłam, gdy poznałam prawdziwego Neymara on jednym uśmiechem sprawił że zakochałam się w nim po uszy. Po za tym ta miłość nie ma szansy zaistnieć, mam nadzieję że będzie szczęśliwy choć nie ze mną. IDOL NIGDY BY NIE BYŁ Z FANKĄ. Wróciłam myślami to słonecznej Barcelony. Gdy spojrzałam na stolik stała tam taca pełna lodów i soków. Zerknęłam na te kobiety które są dla mnie oparciem.
 - dziękuje-wydukałam w ich stronę
Nie musiałam robić nic więcej by w mgnieniu oka znalazły się przy mnie
 - sama tego nie zjem-roześmiałam się a one były już przy tace
Przy takich chwilach człowiek wie po co żyję. Przy takim jedzeniu świetnie szło nam rozmawianie, nie wspominając o tym że Kolumbijka wraz z Argentynką jakimś sposobem przyniosły wino. Nalewały do kieliszków następnie podając je każdej z nas. Alkohol brawo. Wino było dobre choć po kilku no nie kilkunastu kieliszkach słaniałam się na nogach nie wspominając o moich towarzyszkach. Czułam jak wino pulsuje mi w żyłach w raczej jego ilość wypiłyśmy 3 butelki. Gdy chciałam zawołać któregoś z chłopaków powiedziałam coś zupełnie innego
 - potrze-trze-buję-Ney-----usia-dopadła mnie czkawka- k-ko-o-ch-cha-aam--go-krzyknęłam tak że zapewne jutro sąsiedzi będą o mnie gadać. Dobrze wyszłam z balkonu Neymar stał za mną wpatrując się tak jakby chciał mnie udusić. Nie dziwię się sama bym się chciała udusić za te słowa.
 - wypiłyście 3 butelki?-warknął- jak mogłaś dać się namówić? to wino było zepsute!-warknął po raz drugi
 - uspokój się kochanie-dotknęłam dłonią jego klatki piersiowej- to tylko jeden-czkawka- kieliszek no może z dwadzieścia-machnęłam ręką odchodząc od niego. Szybko mnie przytrzymał bo bym się omal nie przewróciła o własne nogi.
 - Anto z Shakirą gdzie są?-zapytał brunet
Pokręciłam głową, alkohol znowu dał się we znaki. Usłyszałyśmy dźwięk huknięcia drzwi i obrzydliwy dźwięk jakby ktoś no wiecie wymiotował.
 - tam są-czkałam za nim nie poczułam że we mnie też się zbiera
Poleciałam czym prędzej do łazienki, dobrze że miałam ją u siebie bo nie tylko ja tam byłam, stała tam Rafa moja przyjaciółka oraz dwie wspomniane kobiety. Ja byłam następna, to dopiero się wpakowałam. Gdy zwróciłam już wszystko co miałam, oparłam się czołem o umywalkę. To nie koniec i wtedy jeszcze raz. Trwało to dopóki nie rozbolał mnie brzuch. Siedziałam łapiąc się za brzuch. Wtedy dość że miałam ból głowy żołądek przyprawiał mnie o jeszcze większy ból. Gdy cztery kobiety opuściły łazienkę mogłam spokojnie pojęczeć sobie z bólu sama, jednak długo  to nie trwało gdy w drzwiach pojawiły się z powrotem  boku wysokiego ciemnookiego bruneta. Wyglądał śmiesznie z grymasem na twarzy ale nie mogłam już nic poradzić na to że bardzo mnie pociąga. Gdy wziął mnie na ręce ochoczo zarzuciłam mu ręce na szyję dając mu znak że jako tako jeszcze panuję nad sobą a może jednak nie? Bo po tym objęciu musnęłam jego kark, coraz częściej aż miałam ochotę się wgryźć. Zostawiałam ślady.....TO WINA TEGO ALKOHOLU. On spinał się czułam to po jego narastającym mocniejszym uścisku, miał mnie dość. JA SIEBIE TEŻ.  Poczułam znajomą miękkość łóżka ale nie swojego.....JESTEM W JEGO SYPIALNI?  Położył i zdejmował ze mnie ubrania...Chwila STOP!
 - sama to zrobię-zatrzymałam go- mogę-spytałam cicho
Brunet puścił mnie przodem do łazienki gdzie zrzuciłam siebie wszystko nawet nie zauważyłam że brunet przyniósł mi piżamę. Piżama czyli za dużo koszulka i spodenki w misie. Nie miałam sił by pytać więc ubrałam się w to co miałam i wyszłam. Wciąż czułam buzowanie alkoholu ale już nie tak jak wcześniej. Brunet stał oparty o drzwi od tarasu gdy zobaczył ze wyszłam odwrócił się
 -przepraszam...-szepnęłam- nie wiem czemu to robiłam....-jąkałam się
Szybkim ruchem położył mi palec na ustach
 - ciii nic nie mów-szepnął- pogadamy rano-powiedział kierując mnie na łóżko
Zdałam się na niego najlepiej będzie jak pogadamy rano, w takim stanie i tak nic mądrego bym nie wymyśliła.

***
Mamy 27! Co myślicie? Podoba się. Ach ta Celia :D Czy mogłoby dojść do czegoś między tą dwójką? co myślicie o słowach Celi?

3 komentarze:

  1. No to teraz, kochana, już musisz dodać ten kolejny rozdział! Bo ja tu nie wytrzymam w tej niepewności i zacznę paznokcie obgryzać (a mam piękne i długie) XD Buziaki ;*

    OdpowiedzUsuń
  2. Super! Oni bd raaazeeemm😍 pisz szybko nastepny rozdzial!!😍

    OdpowiedzUsuń
  3. Super! Oni bd raaazeeemm😍 pisz szybko nastepny rozdzial!!😍

    OdpowiedzUsuń