"Zwycięzcą nie zawsze jest ten najlepszy, który zdobywa główną nagrodę. Zwycięzcą może być człowiek, który próbuje coś zmienić w sobie,swoim życiu i podejściu do otaczającego świata, pomimo wszystkich trudności.Człowiek, który robi pojedyncze, powolne kroki, przekraczając własne lęki i ograniczenia, podczas gdy inni bez trudu biegną"
Nie chciałam by noc przeminęła, chciałam trwać wiecznie w śnie w śnie na jawie która nazywała się Barcelona i Neymar. Jednak gdy się obudziłam przywitał mnie poranek a co za tym idzie za kilka godzin wyjeżdżam. Podniosłam się a gdy to zrobiłam ze mnie spadł koc...przecież nie miałam go....ktoś tu był i mnie okrył.Pewnie Rafaela jak wróciła jeśli wogule wróciła.Cóż trzeba było się spakować po części i zabrać wszystkie rzeczy. Po dobrej 1h pakowania zeszłam na dół umierając z głodu. Nie dobrze się składało bo Marcela dostała dzisiaj wolne i trzeba coś wymyślić na śniadanie. Na dodatek w lodówce pustki. Zwiesiłam na chwilę głowę i postanowiłam że wybiorę się na zakupy pewnie i tak nikt nie zorientuje a z mojej strony będzie to miły gest zrobienia śniadania dla wszystkich. Dobrze że nieraz pytałam się Marceli co przygotowuje więc nie miałam problemu z nazwaniem potraw które zrobię. Opracowałam sobie tak Suquet de Peix i prostą Paellę. Gdy skończyłam wypisywać dania ruszyłam zamówiona wcześniej taksówką do najbliższego sklepu spożywczego. Gdy dochodziłam do sklepu pomyślałam o deserze i musiałam przejechać się do galerii po brakujące składniki.Dobrze że miałam oszczędności więc pozwoliłam sobie na większe zakupy. Pomyślałam o Llagosta i pollastre jako drugie danie. Jak deser zrobię Sangria jest to mieszanka alkoholu z owocami i lodem. Powinno im posmakować. Gdy skończyłam zakupy przeszłam jeszcze na chwilę przez galerię i dostrzegłam wychodzącego od jubilera Brazylijczyka. Nie miałam pytań bo w dłoni trzymał niewielkie zapakowane pudełeczko, Na szczęście on mnie zauważył i z galerii wyszłam niezauważona. Wróciłam czym prędzej taksówką i zabrałam się za rozpakowanie zakupów i robienie dań. Nim się obejrzałam wrócił. Spojrzał na mnie co robię i uniósł brew. Wszedł w moje pole działania i na jego ustach po raz pierwszy zagościł uśmiech
-Moje ulubione-zaśmiał się- miło będzie zjeść to z twoich rąk-dodał gdy odchodził
Mimo wolnie ucieszyłam się z jego słów jak głupia. Po jego odejściu na poważnie zabrałam się za robienie potraw. Gdy je robiłam wciąż miałam przed sobą Neymara i jego stary dobry uśmiech ale także niepokoiła mnie myśl o tajemniczym pudełeczku które widziałam w jego rękach gdy wychodził od jubilera. Musiałam o tym zapomnieć, może Neymar ma kogoś i chce się oświadczyć? Jeśli byłaby to prawda już nigdy więcej nie zbliżyłabym się do niego ani on do mnie. Pochłonęła mnie myśl pudełeczka niemal zapominając co robię. Ocknęłam się w momencie kiedy zauważyłam lejącą się krew i to dość z dużym tempem.
-Cholera-syknęłam tamując krew
Nic to nie dało i jeszcze bardziej zaczęła lecieć. Szybko wyciągnęłam apteczkę z górnej szafki i zaczęłam opatrywać sobie ranę. W porę zszedł ktoś i zajrzał do kuchni. Gdy usłyszałam kilka słów wiedziałam kto to. Pan wybawiciel, tak bym go nazwała i dobrze wiecie o kim mówię.
- jak tego dokonałaś?-spytał ciemnooki zakładając gazę na moją ranę
Syknęłam z bólu gdy dotykał tego miejsca
- kroiłam owoce morza i nie zauważyłam gdy wylądował nóż przy moim nadgarstku
- mogłaś poprosić mnie o pomoc-westchnął- Zosia samosia z ciebie-dodał cicho
- nie musisz mi tego przypominać-odsunęłam rękę
- jeszcze nie skończyłem...-uciął widząc moją reakcję- pomogę ci-dodał zakładając fartuch
- jak chcesz, tylko uważaj-dodałam z troską w oczach,, którą sam ją dostrzegł
Kiwnął głową i pokazałam mu co i jak dalej. On nie musiał mieć wskazówek ponadto chciał bym go instruowała. Cwaniak. Ja zajęłam się krabami i później wspólnie deserem. Staraliśmy zachować dystans ale nie wychodziło nam to. Gdy wszystko wymagało już tylko wyjęcia z pieca zaczęła się zabawa jedzeniem. Mąką jajkami itd.
- Dobrze że Marcel tu nie ma bo by nas zabiła-dodałam wyjmując jajka z moich włosów- patrz jak wyglądam-zaśmiałam się patrząc na umorusaną twarz Brazylijczyka
- nawet z jajkami we włosach i cała w mące wyglądasz wciąż pięknie-dodał przysuwając się do mnie niebezpiecznie
- to był komplement-powiedziałam z walącym sercem
Zagryzł wargę i nachylił swoją twarz do mojej. Teraz już się nie powstrzymywałam. Wzięłam jego twarz w swoje dłonie i mocno go przyciągnęłam do siebie. Jego pocałunki stawały się coraz szybsze i nabierały większej namiętności. Oddawałam tak samo jak on, oboje byliśmy tego spragnieni. Zsuwał się rękami pod moją bluzkę, ja podziwiałam jego nagą klatkę piersiową .Nie oderwaliśmy się od siebie póki mój telefon nie zaczął wibrować w kieszeni.
- Dzwoni-dodałam muskając jego wargi- Neymar....-wyjęczałam po raz ostatni oddając jego pocałunek
On muskał moją szyję wprawiając mnie w oszołomienie gdy zostawił mokry ślad na moim karku
Gdy cwaniacko zabrał mi komórkę okazało się że dzwoni Diego i cały czar prysł.....bo wysłał wiadomość o treści"Słodka jesteś" Na twarzy pojawiła się gorycz i złość.Odszedł bez słowa, zanim odszedł pocałował mnie w usta tak mocno że pragnęłam więcej. Usiadłam na ziemi załamana, po raz kolejny gdy coś się między nami wydarzy ktoś to psuje.Ciekawe czy wie że za 2h mam lot do Polski. Mógł by chociaż coś powiedzieć. Wyjęłam z pieca potrawy i w czasie gdy kończyłam sprzątać po naszej zabawie zeszli się wszyscy na śniadanie. Jakie wielkie uśmiechy mieli gdy Neymar zapytany kto zrobił śniadanie odpowiedział że ja i on wspólnie. Taka była prawda.. Po skończonej pracy dołączyłam do rodziny Brazylijczyka przy wspólnym posiłku. Veronica także pojawiła się w porę na śniadanie za to Rafaeli ani znaku życia. Moje domysły były złe bo akurat gdy o tym pomyślałam przez drzwi weszła właśnie ona. Po jej twarzy widziałam że jest szczęśliwa całą i zdrowa. Tym razem dobrze się spisał Rafael. Przywitała się ze wszystkimi szybko i usiadła przy jedzeniu. Jak się dowiedziała kto posłała mi wnikliwe spojrzenie. Będzie mi tego brakować. Po skończonym posiłku pozmywałam naczynia i ułożyłam je z powrotem. Gdy wchodziłam do siebie do pokoju usłyszałam przychodzące połączenie a na wyświetlaczu "mama
- Celia tu mama, twoje plany się zmieniły wracasz do domu dopiero za 5 dni bo mamy z tatą wyjazd służbowy-ucięła krótko-pieniądze ci już przesłałam w razie potrzeby, Kochamy cię córeczko-dodała szybko i się rozłączyła
Tak najczęściej przebiegały moje rozmowy z rodzicami. No cóż cholernie dobrze czuć że nie muszę dzisiaj wracać. Zajęłam się rozpakowywaniem walizki gdy do mojego pokoju wszedł Neymar.
-pakujesz się?-uniósł brew
-rozpakowuje raczej-dodałam tajemniczo
Jeszcze bardziej uniósł brwi
- pewnie nie pamiętałeś że dzisiaj sie kończą dwa tygodnie mojego przyjazdu-dodałam obojętnie wkładając ciuchy do szafy
- jak mógłbym zapomnieć, bałem się o ten dzień-dodał cicho- to znaczy że zostajesz?
-tak na dobre 5 dni-pisnęłam wskakując na Neymara
Ten mocno mnie złapał i przytulił.Zmienne ma te swoje humorki. Po raz kolejny w jego oczach zobaczyłam ten pociągający błysk.Może nareszcie coś się zmieni. Postawił mnie po chwili przytulania i mogłam zacząć spokojnie oddychać. Sekundę po wpadła Rafaela z Veronicą. Neymar puścił mi oczko i wyszedł z pokoju pewnie z szerokim i rozmarzonym uśmiechem. Skąd wiedziałam? Bo po jego wyjściu ja miałam taki sam a to oznaczało jedno:Nową nadzieję. Dziewczyny od razu przystąpiły do przesłuchania. Och jak dobrze że już nie myślę o pożegnaniu. Jako miejsce obrały sobie taras i widok na rozciągający się przed naszymi oczami przepiękny krajobraz Barcelony.
- zostaje na 5 dni-krzyknęłam z wielkim uśmiechem-Veronica zostajemy!-krzyknęłam wpadając w jej ramiona
Rafaella była zdumiona tą wiadomością i gdy tylko odzyskała mowę zaczęła dziko piszczeć
-teraz wspólne wakacje!-pisnęła szybko zakrywając usta
-kiedy tylko chcesz-dodałyśmy wraz Veronicą w tym samym momencie
Ona zawtórowała nam uroczym śmiechem i dołączyła do koła"przytulmy się". Siedziałyśmy tak póki z góry nie usłyszałam znajomego śpiewu, to znaczy wycia ale cii.....zbiegłam szybko na dół i zobaczyłam gawędzących Brazylijczyków w osobie Dani i Rafa wraz z Neymarem. Oni zrobili duże oczy na mój widok.
- nie cieszycie się że wciąż tu jestem?-dodałam śmiejąc się - zostaje głupole na 5 dodatkowych dni-podeszłam do nich i przywitałam się z nimi typowo.
- coś się stało że zostajesz-Dani przesunął wzrok na Neymara
- nie ale rodzice mają służbowy wyjazd i mogę zostać na te kilka dni więcej-dodałam stając obok ciemnookiego
-to będzie świetna okazja na wspólne wakacje-klasnął w dłonie Pique akurat wchodzący przez próg drzwi
- ty też?-zaśmiałam się- hej duży-rzuciłam w jego stronę
- hej mała-zarechotał i przytulił mnie ciepło
Gdy zobaczyłam wchodzącego Leo nie wiedziałam co tu się dzieje, no tak o tej godzinie byłabym już w drodze na lotnisko. Oczywiście Leo za rękę z Antonelą to przepiękny widok. Poleciałam do nich szybko wtulając się tak jak zrobiłam to gdy po raz pierwszy się spotkaliśmy. Im omal oczy nie wyszły ze zdziwienia
- nie leciałaś do domu?-spytał Messi
- zostaje jeszcze na pięć dni-cicho pisnęłam wraz z jego partnerką na tą wieść
- to wspaniała wiadomość-powiedział piłkarz
- jak mniemam teraz czeka was trening-specjalnie powiedziałam głośno by ten z tyłu ciemnooki mnie usłyszał
-tak a co chciałabyś pojechać z nami?-zapytał aksamitny akcent Brazylijskiej bryzy
- zawsze-wyznałam z ulgą- to już moje miejsce bycie tam z wami-dodałam uśmiechnięta w ramionach Antoneli
Potem dołączyła się do nas Shaki i resztą pojechaliśmy na trening. Enrique nas zabije że pojechali sami a wrócili w 20 osób. Zajęłam moje miejsce w samochodzie Brazylijczyka z przodu a Veronica tuż za mną. W radiu leciały nasze ulubione hity i nie obyliśmy się bez zaśpiewania ich. Chore koty znowu się odezwały tylko tym razem już wspólnie i ku moim najskrytszym uczuciom na zawsze.
-Moje ulubione-zaśmiał się- miło będzie zjeść to z twoich rąk-dodał gdy odchodził
Mimo wolnie ucieszyłam się z jego słów jak głupia. Po jego odejściu na poważnie zabrałam się za robienie potraw. Gdy je robiłam wciąż miałam przed sobą Neymara i jego stary dobry uśmiech ale także niepokoiła mnie myśl o tajemniczym pudełeczku które widziałam w jego rękach gdy wychodził od jubilera. Musiałam o tym zapomnieć, może Neymar ma kogoś i chce się oświadczyć? Jeśli byłaby to prawda już nigdy więcej nie zbliżyłabym się do niego ani on do mnie. Pochłonęła mnie myśl pudełeczka niemal zapominając co robię. Ocknęłam się w momencie kiedy zauważyłam lejącą się krew i to dość z dużym tempem.
-Cholera-syknęłam tamując krew
Nic to nie dało i jeszcze bardziej zaczęła lecieć. Szybko wyciągnęłam apteczkę z górnej szafki i zaczęłam opatrywać sobie ranę. W porę zszedł ktoś i zajrzał do kuchni. Gdy usłyszałam kilka słów wiedziałam kto to. Pan wybawiciel, tak bym go nazwała i dobrze wiecie o kim mówię.
- jak tego dokonałaś?-spytał ciemnooki zakładając gazę na moją ranę
Syknęłam z bólu gdy dotykał tego miejsca
- kroiłam owoce morza i nie zauważyłam gdy wylądował nóż przy moim nadgarstku
- mogłaś poprosić mnie o pomoc-westchnął- Zosia samosia z ciebie-dodał cicho
- nie musisz mi tego przypominać-odsunęłam rękę
- jeszcze nie skończyłem...-uciął widząc moją reakcję- pomogę ci-dodał zakładając fartuch
- jak chcesz, tylko uważaj-dodałam z troską w oczach,, którą sam ją dostrzegł
Kiwnął głową i pokazałam mu co i jak dalej. On nie musiał mieć wskazówek ponadto chciał bym go instruowała. Cwaniak. Ja zajęłam się krabami i później wspólnie deserem. Staraliśmy zachować dystans ale nie wychodziło nam to. Gdy wszystko wymagało już tylko wyjęcia z pieca zaczęła się zabawa jedzeniem. Mąką jajkami itd.
- Dobrze że Marcel tu nie ma bo by nas zabiła-dodałam wyjmując jajka z moich włosów- patrz jak wyglądam-zaśmiałam się patrząc na umorusaną twarz Brazylijczyka
- nawet z jajkami we włosach i cała w mące wyglądasz wciąż pięknie-dodał przysuwając się do mnie niebezpiecznie
- to był komplement-powiedziałam z walącym sercem
Zagryzł wargę i nachylił swoją twarz do mojej. Teraz już się nie powstrzymywałam. Wzięłam jego twarz w swoje dłonie i mocno go przyciągnęłam do siebie. Jego pocałunki stawały się coraz szybsze i nabierały większej namiętności. Oddawałam tak samo jak on, oboje byliśmy tego spragnieni. Zsuwał się rękami pod moją bluzkę, ja podziwiałam jego nagą klatkę piersiową .Nie oderwaliśmy się od siebie póki mój telefon nie zaczął wibrować w kieszeni.
- Dzwoni-dodałam muskając jego wargi- Neymar....-wyjęczałam po raz ostatni oddając jego pocałunek
On muskał moją szyję wprawiając mnie w oszołomienie gdy zostawił mokry ślad na moim karku
Gdy cwaniacko zabrał mi komórkę okazało się że dzwoni Diego i cały czar prysł.....bo wysłał wiadomość o treści"Słodka jesteś" Na twarzy pojawiła się gorycz i złość.Odszedł bez słowa, zanim odszedł pocałował mnie w usta tak mocno że pragnęłam więcej. Usiadłam na ziemi załamana, po raz kolejny gdy coś się między nami wydarzy ktoś to psuje.Ciekawe czy wie że za 2h mam lot do Polski. Mógł by chociaż coś powiedzieć. Wyjęłam z pieca potrawy i w czasie gdy kończyłam sprzątać po naszej zabawie zeszli się wszyscy na śniadanie. Jakie wielkie uśmiechy mieli gdy Neymar zapytany kto zrobił śniadanie odpowiedział że ja i on wspólnie. Taka była prawda.. Po skończonej pracy dołączyłam do rodziny Brazylijczyka przy wspólnym posiłku. Veronica także pojawiła się w porę na śniadanie za to Rafaeli ani znaku życia. Moje domysły były złe bo akurat gdy o tym pomyślałam przez drzwi weszła właśnie ona. Po jej twarzy widziałam że jest szczęśliwa całą i zdrowa. Tym razem dobrze się spisał Rafael. Przywitała się ze wszystkimi szybko i usiadła przy jedzeniu. Jak się dowiedziała kto posłała mi wnikliwe spojrzenie. Będzie mi tego brakować. Po skończonym posiłku pozmywałam naczynia i ułożyłam je z powrotem. Gdy wchodziłam do siebie do pokoju usłyszałam przychodzące połączenie a na wyświetlaczu "mama
- Celia tu mama, twoje plany się zmieniły wracasz do domu dopiero za 5 dni bo mamy z tatą wyjazd służbowy-ucięła krótko-pieniądze ci już przesłałam w razie potrzeby, Kochamy cię córeczko-dodała szybko i się rozłączyła
Tak najczęściej przebiegały moje rozmowy z rodzicami. No cóż cholernie dobrze czuć że nie muszę dzisiaj wracać. Zajęłam się rozpakowywaniem walizki gdy do mojego pokoju wszedł Neymar.
-pakujesz się?-uniósł brew
-rozpakowuje raczej-dodałam tajemniczo
Jeszcze bardziej uniósł brwi
- pewnie nie pamiętałeś że dzisiaj sie kończą dwa tygodnie mojego przyjazdu-dodałam obojętnie wkładając ciuchy do szafy
- jak mógłbym zapomnieć, bałem się o ten dzień-dodał cicho- to znaczy że zostajesz?
-tak na dobre 5 dni-pisnęłam wskakując na Neymara
Ten mocno mnie złapał i przytulił.Zmienne ma te swoje humorki. Po raz kolejny w jego oczach zobaczyłam ten pociągający błysk.Może nareszcie coś się zmieni. Postawił mnie po chwili przytulania i mogłam zacząć spokojnie oddychać. Sekundę po wpadła Rafaela z Veronicą. Neymar puścił mi oczko i wyszedł z pokoju pewnie z szerokim i rozmarzonym uśmiechem. Skąd wiedziałam? Bo po jego wyjściu ja miałam taki sam a to oznaczało jedno:Nową nadzieję. Dziewczyny od razu przystąpiły do przesłuchania. Och jak dobrze że już nie myślę o pożegnaniu. Jako miejsce obrały sobie taras i widok na rozciągający się przed naszymi oczami przepiękny krajobraz Barcelony.
- zostaje na 5 dni-krzyknęłam z wielkim uśmiechem-Veronica zostajemy!-krzyknęłam wpadając w jej ramiona
Rafaella była zdumiona tą wiadomością i gdy tylko odzyskała mowę zaczęła dziko piszczeć
-teraz wspólne wakacje!-pisnęła szybko zakrywając usta
-kiedy tylko chcesz-dodałyśmy wraz Veronicą w tym samym momencie
Ona zawtórowała nam uroczym śmiechem i dołączyła do koła"przytulmy się". Siedziałyśmy tak póki z góry nie usłyszałam znajomego śpiewu, to znaczy wycia ale cii.....zbiegłam szybko na dół i zobaczyłam gawędzących Brazylijczyków w osobie Dani i Rafa wraz z Neymarem. Oni zrobili duże oczy na mój widok.
- nie cieszycie się że wciąż tu jestem?-dodałam śmiejąc się - zostaje głupole na 5 dodatkowych dni-podeszłam do nich i przywitałam się z nimi typowo.
- coś się stało że zostajesz-Dani przesunął wzrok na Neymara
- nie ale rodzice mają służbowy wyjazd i mogę zostać na te kilka dni więcej-dodałam stając obok ciemnookiego
-to będzie świetna okazja na wspólne wakacje-klasnął w dłonie Pique akurat wchodzący przez próg drzwi
- ty też?-zaśmiałam się- hej duży-rzuciłam w jego stronę
- hej mała-zarechotał i przytulił mnie ciepło
Gdy zobaczyłam wchodzącego Leo nie wiedziałam co tu się dzieje, no tak o tej godzinie byłabym już w drodze na lotnisko. Oczywiście Leo za rękę z Antonelą to przepiękny widok. Poleciałam do nich szybko wtulając się tak jak zrobiłam to gdy po raz pierwszy się spotkaliśmy. Im omal oczy nie wyszły ze zdziwienia
- nie leciałaś do domu?-spytał Messi
- zostaje jeszcze na pięć dni-cicho pisnęłam wraz z jego partnerką na tą wieść
- to wspaniała wiadomość-powiedział piłkarz
- jak mniemam teraz czeka was trening-specjalnie powiedziałam głośno by ten z tyłu ciemnooki mnie usłyszał
-tak a co chciałabyś pojechać z nami?-zapytał aksamitny akcent Brazylijskiej bryzy
- zawsze-wyznałam z ulgą- to już moje miejsce bycie tam z wami-dodałam uśmiechnięta w ramionach Antoneli
Potem dołączyła się do nas Shaki i resztą pojechaliśmy na trening. Enrique nas zabije że pojechali sami a wrócili w 20 osób. Zajęłam moje miejsce w samochodzie Brazylijczyka z przodu a Veronica tuż za mną. W radiu leciały nasze ulubione hity i nie obyliśmy się bez zaśpiewania ich. Chore koty znowu się odezwały tylko tym razem już wspólnie i ku moim najskrytszym uczuciom na zawsze.
**
Mamy drugi :* Jak ja to robię? xD Sama nie wiem :* Czekam na opinie. W końcu jest dobrze ♥ Tak długo czekałam aż ich pogodzę i proszę z jakim skutkiem ♥
Wow! Czytając to i utożsamiając się z faktem, że Celia musi wyjechać łzy same napływały mi do oczu :'(
OdpowiedzUsuńNawet nie wiesz jak się cieszę, że zostaje na te dodatkowe 5 dni *_*
Mam tylko nadzieję, że ten pierścionek kupiony przez Ney'a jest właśnie dla niej ♥
Już nie mogę doczekać sie kolejnego rozdziału *,*
Pozdrawiam i zapraszam do mnie [:*]:
http://du-bist-mein-schicksal.blogspot.com/2016/08/rozdzia-iii.html
Informuj mnie o nowych rozdziałach na:
ask.fm/TCavanaghPL
Jeeej😍😍😍 kocham😍😍😍 czekam na next😍😘
OdpowiedzUsuńOch, masz szczęście, że ich pogodziłaś. :p A te dodatkowe pięć dni? Kocham cię, wiesz? XD Już się nie mogę doczekać nextów. ;*
OdpowiedzUsuńI przepraszam, że komentuję dopiero teraz, ale dopiero mam normalny czas, bo przed meczem miałam cały dzień zakręcony. ;)